Dodaj do ulubionych

co robić?? :(

27.12.07, 08:18
jestem tu nowa, ale od jakiegoś już czasu czytam to forum.
my mamy taki problem, że ex zabrania mojemu partnerowi, z kótrym
spotykam się ponad 2 lata, aby ten przedstawił mnie córce. Robi mu
przez to wiele awantur i zabrania nawet spotykać się z córką. Przez
wiele miesięcy to znosiłam dla dobra wszystkich, ale mam już
serdecznie dość takiego traktowania. On niestety jej ulega, bo
zależy mu na widywaniu się z dzieckiem.
Czy spotkało Was coś podobnego?
Czy możecie mi powiedzieć co mam w tej sytuacji robić?
Jestem już wyczerpana tym wszystkim...
Jak sobie z tym radzić?
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • braktalentu Re: co robić?? :( 27.12.07, 08:39
      A dlaczego tak bardzo Ci zależy na poznaniu tej dziewczynki?
      • arustak Re: co robić?? :( 27.12.07, 08:45
        zależy nie tylko mnie, ale i mojemu partnerowi, poza tym, uważam, że
        ukrywanie tego że tata mieszka z inną panią jest nie fair wobec
        wszystkich. Nie muszę spędzać z nią każdej chwili, ale nie chcę być
        traktowana jakby mnie nie było...
        Cały problem polega chyba na tym, że w ogole jestem i dla jego matki
        i jego byłej żony.. czy zatem mamy temu ulegać?


        braktalentu napisała:

        > A dlaczego tak bardzo Ci zależy na poznaniu tej dziewczynki?
        • kicia031 Re: co robić?? :( 27.12.07, 12:57
          No coz, rzeczywiscie nie w porzadku jest tarktowanie ciebie jakby cie nie byloo,
          choc mysle, ze Exia jest bardziej niz swiadoma twojej obecnosci.

          Dla mnie wszystko zalezy od tego, czy odegralas role w rozpadzie rodziny - jesli
          nie, to masz pelne moralne prawo oczekiwac by byc traktowana z szacunkiem przez
          czlonkow rodziny twojego partnera (jego matke i corke). Jesli zas mialas wklad w
          rozpad zwiazku, to sie bym nie dziwila takim zachowaniom, sa bardzo ... ludzkie.
    • khaldum Re: co robić?? :( 27.12.07, 10:56
      ja to bym się napiła ...

      poczytała forum, co się dzieje, jak dzieci poznamy i gościmy w swoim domu
      i jeszcze raz bym się napiła z myślą, że na szczęście tych problemów jeszcze nie mam

      pozdrawiam
      • capa_negra Re: co robić?? :( 27.12.07, 13:35
        A ja to sie z toba napije - nie dośc, że tych problemów nie ma to i
        miec nie będe ....
        Na zdrowie
    • braktalentu Re: co robić?? :( 27.12.07, 16:36

      A jak już poczytasz dziewczyny i mimo wszystko uznasz, że to jednak
      Ty, z Twoją potrzebą zaznaczenia swojej obecności u boku mężczyzny
      masz rację, to proponuję skup się najpierw na Jego matce. Zawsze to
      łatwiej z dorosłym, który sam za siebie decyduje i któremu wredna,
      podła i niegodziwa Exiara nie mąci w małej główce. Zobacz jaką
      postawę przyjmie Twój partner i wyciągnij wnioski.
      Nie zawsze taki miś biedny, niewinny i pokrzywdzony jak go malują.
      Ja też idę się napić.
      • ajmj Re: co robić?? :( 28.12.07, 08:41
        Rozumiem Twoje odczucia, poniewaz tez sa bardzo ludzkiesmile
        Wiem, ze fajnie byłoby gdyby dziecko Twojego M okazało sie świetną
        dziewczynką, które polubiłaby Ciebie i zaakceptowało, Matka M Ciebie
        także ... ale tak często nie jest. jednak mysle, ze to, ze tutejsze
        forumowe macochy mają różne problemy nie oznacza, ze Ty takowe miec
        będziesz, bo może sie okazac i moze będzie: patrz wyżej co napisałam.
        Więc próbuj i delikatnie rozmawiaj ze swoim M. Jeśli jednak będzie
        ten gorszy scenariusz, cóz WTEDY mozesz sobie stac z boku...

        A tak w ogóle to czy ktos "przyczynił" sie czy nie - owszem ma duże
        znaczenie, ale największe ma znaczenie poprostu charakter człowieka.
        Będąc u koleżanki, pokazywała mi zdjęcia z urodzin, na których
        pozowali: Była zona (lat ok 70) jej córka -solenizantka 50 lat i
        syn, teraźniejsza żona( lat ok 60), i jej córka a ich przyrodnia lat
        ok 40. Zdziwiłam się, lecz koleżanka mi uswiadomiła, ze zawsze tak
        było i opowiedziała całą historiesmileSiostry bardzo sie kochają, moga
        na siebie liczyć. Coś wspaniałego... I nie mówcie mi, ze to nie
        zalezy przede wszystkim od CHARAKTERU człowieka.
        Bo zalezy...
        A zyc nienawiścia i zawzietością całe zycie... NIE bo NIE. Oj,
        niszczy bardzo i nic dobrego nie przynosi...
    • elakuz Re: co robić?? :( 28.12.07, 10:05
      Moja rada, trzymaj sie z daleka dla wlasnego dobra. Swiety spokoj w
      zyciu jest bardzo cenny.
      Jezeli teraz matka dziecka nie zgadza sie, aby mala cie poznala, to
      nie licz, ze gdy to nastapi, nie bedzie macila jej w glowie.
      Poczytaj forum macochy. Pewnie, ze nie zawsze tak jest, sa tez
      wspaniale matki, ktore rozumieja potrzeby swoich dzieci, ale dla
      tych matek naturalna rzecza jest, ze skoro ojciec jest z kims 2 lata
      to ta osoba jest dla niego wazna i dziecko powinno ja poznac.
      Na faceta nie licz, w wiekszosci wypadkow faceci czuja sie winni
      (nawet wtedy, gdy zona zdradza i zabiera domy, samochody) i nie
      przeciwstawia sie. Z drugiej strony przeciwstawienie sie moze
      doprowadzic do tego, ze zona zabroni spotkan z dzieckiem wiec moze
      maja racje.
      Czas, ktory twoj partner spedza z dzieckiem poswiec na wlasne
      przyjemnosci, damskie imprezki czy zakupy i nie drecz sie ta
      sytuacja. Tak naprawde to nic nie mozesz zrobic. Pozdrawiam.
      • arustak Re: co robić?? :( 28.12.07, 10:16
        dziękuję za rady..
        mnie się to po prostu nie mieści w głowie, bo może wiem o wielu
        takich matkach, ktore utrudnią wszystko z własnej głupoty, to sama
        mam znajome, które są samotnymi matkami po rozwodzie, i żadna z nich
        tak się nie zachowuje..
        najgorsze dla mnie w tym wszystkim jest to, że dobrze wiem, iż te
        grozby i rozkazy to nie troska o dziecko, bo jeszcze ani razu nie
        padło nawet zdanie, że mała może to przeżywać... choć wiem, że tak
        będzie, to mam wrażenie, że w tej sytuacji nie jest to argument, a
        mnie ręce opadają, bo trudno jest mi nie czuć się z tym zle i to
        olewać..
        mam też wrażenie, że matka będzie namawiać małą, aby zrobiła tacie
        awanturę i aby został z nią i na sylwestra, tak aby tylko nie był ze
        mna.. tak było w zeszłym roku, w sylewstra zostałam sama...
        nie chcę tego ponownie, dlatego nie mogę i nie chcę się z tym
        pogodzić, i nie wiem już co mam robić sad
        to chyba za trudne jak dla mnie, choć zawsze myślałam że jestem tak
        silna....

        pozdrawiam wszystkich
        • ajmj Re: co robić?? :( 28.12.07, 10:24
          W żadnym wypadku nie moze byc tak, ze Ty bedziesz sama w domu w
          sylwestra bo Twój M będzie gdzie indziej, kobieto, no coś Ty!
          I co? Tak do końca będzie?
          Nie sa to łatwe układy, ale przy dobrej woli KAŻDEJ ze stron można
          to wszystko poukładać.
          • arustak Re: co robić?? :( 28.12.07, 10:52
            tylko tej dobrej woli brakuje innym.. mam ją jedynie ja i on..
            nawet jego matka jest przeciwko nam...
            dużo o tym myślałam, i to pewnie wszystko z zazdrości.. to śmieszne
            i strasznie głupie i nie chcę mieć do czynienia z ludzmi tak
            ograniczonymi, ale niestety wpływają one na moje życie i szlag mnie
            trafia...
            czytałam trochę forum i wiem sama jak różne mogą być historie
            życiowe, ale to co dzieje się w moim życiu teraz jest dla mnie nie
            do zaakceptowania i nie wiem zupełnie co mam robić..
            cierpliwość swoją drogą, ale dawać się tak poniżać?
            nie wiem już sama...

        • elakuz Re: co robić?? :( 29.12.07, 15:17
          Ja bym zaczela od rozwiazania/omowienia spraw miedzy wami tzn. toba
          i partnerem. Mam wrazenie ze cos nie gra w waszych relacjach.
          Dziecko jest wazne, ale rownie wazna powinna byc partnerka, a tu
          widze lekcewazenie z jego strony. Eks bedzie mieszac ale on nie
          powinien na to pozwolic. Trudno mi tez zrozumiec, co ma do ciebie
          jego matka? Jakie ma zarzuty? Zastanow sie, czy warto przechodzic
          to, co ciebie spotyka. Dookola jest mase fajnych facetowwink Ja tez
          mam problemy w zwiazku (jego byla), ale zawsze czuje wsparcie,
          milosc i szacunek mojego partnera. Gdyby tego zabraklo odeszalbym.
          Pozdrawiam.
          • arustak Re: co robić?? :( 29.12.07, 20:57
            wydaje mi się, że problem polega na tym iż jego matka, eks i samo
            dziecko uważają, że to jest straszne że tata kogoś ma i jest to
            destrukcyjne dla dziecka, bo przecież tak to przeżywa, a tym
            bardziej jeśli mnie spotka... wiem, że to trudne dla wszystkich, ale
            po co jeszcze bardziej utrudniać, zamiast po prostu starać się
            unikac stresów... nie śpię prawie od kilku dni i o tym wciąż myślę,
            i im dłużej o tym myślę tym bardziej nie rozumiem tej sytuacji..
            może byłam zbyt naiwna sądząc, ze będziemy mogli wszyscy się dogadać
            i razem znalezc złoty środek...
            sama nie wiem... sad
            • anik.sweden Re: co robić?? :( 29.12.07, 23:03
              Jeśli to przez ciebie rozpadło się to małżeństwo, to się ani eks ani
              matce twojego partnera nie dziwię. Niestety, coś za coś.
              • ajmj Re: co robić?? :( 30.12.07, 10:51
                anik.sweden napisała:

                > Jeśli to przez ciebie rozpadło się to małżeństwo, to się ani eks
                ani
                > matce twojego partnera nie dziwię. Niestety, coś za coś.


                Taaak - jesli przez nią. trzeba autorke wątku ukamieniowac. a
                przynajmniej na kązdym kroku pokazywac jakim dnem jest. bzdura.

                Nie ma czegoś takiego jak przez kogoś. Kochający ludzie nie rozstaja
                sie i nie szukają zamienników. Kazdy w związku pzrechodzi kryzysy,
                ale jesli jest miłośc to nikt nie szuka sobie kochanki/a. chyba, ze
                ludkowie, tórzy zdrade maja we krwi i w ten sposób
                załatwiaja "problemy".

                I to nie sa moje słowa tylko Psychologa, który ma byc myslę
                obiektywny, a z czym ja sie w sumie zgadzam.
                • arustak Re: co robić?? :( 30.12.07, 11:38
                  poznałam go jak nie miał jeszcze rozwodu, ale nie byłam bezpośrednią
                  przyczyną.. tak się stało, ale nikt ani mnie ani jego do niczego nie
                  zmuszał.. z tego co wiem, matka jego nienawidziła jego eks, i nadal
                  mówi o niej tylko zle, ale tu chodzi o dziecko, wszyscy boją się o
                  dziecko i tak bardzo się trzęsą, że zapominają, że w życiu różnie
                  bywa, ale przecież można po prostu normalnie żyć.. trzeba tylko
                  trochę chcieć... ja też chcę dla małej dobrze, nie uważam że powinno
                  sie utwierdzać dziecko w przekonaniu, że jest takie biedne i
                  zranione bo rodzice się rozwiedli. wiem, że jest to okropne dla
                  dziecka, ale takie zachowanie przecież wcale jej nie pomaga...
                  takie jest moje zdanie, i czuję ogromną bezsilność że nie mogę nic
                  zrobić i wszystko dzieje się poza mną..
                  czytałam trochę forum i podobny wątek już był, no i różne na niego
                  odpowiedzi... zobaczymy co będzie dalej, szkoda, że tak kończy się
                  ten rok i zaczyna następny... nastrój mam wisielczy sad
                • ajmj Re: co robić?? :( 30.12.07, 15:02
                  Też czuje ogromna bezsilnośc. Nie ma rady, trzeba z tym zyć, ze nie
                  wszystko jest jakbysmy chcieli. Sama się tego uczę.
                  Najważniejsze to mieć poparcie w partnerze, aby razem tworzyc zgrany
                  duet. Z resztą da sie żyć.

                  Pozdrawiam serdecznie.
    • 13monique_n Re: co robić?? :( 28.12.07, 11:51
      burza4 napisała:

      > zupełnie niepotrzebnie masz pretensję do eks. Skup się na swoim
      > facecie - w końcu to on podejmuje takie a nie inne decyzje.(...)
      > To on pozwala na takie traktowanie.
      >
      > To on podjął decyzję, żeby zostawić cię samą w sylwestra. Do niego
      > powinnaś kierować zażalenie.
      Rękami i nogami podpisuję się pod tymi słowami Burzy.
      W każdym związku należy pamiętać o tym, że to nasz partner decyduje, na co
      pozwala, na jakie traktowanie siebie. I wystarczy stanowczo określić swoje
      potrzeby i oczekiwania. Mówię to z pozycji exi i nexi jednocześnie, więc ogląd
      sytuacji mam pełny.
      • arustak Re: co robić?? :( 28.12.07, 13:41
        oczywiście zgadzam się z wami.
        rozmawiamy o tym i zgadzamy się co do tego, że nie możemy na to
        pozwalać. ja nie chcę dawać mu warunków, ze albo tak albo siak, bo
        nie jestem tego typu osobą, poza tym chcę wspierać go w tym
        wszystkim i chcę żeby widywał się z dzieckiem, przecież to jest
        bardzo ważne. wiem, że razem uda nam się znalezc rozwiązanie. ja
        jedynie tez obawiam się tego, że ex straszy dziecko, że spotkanie ze
        mną to coś strasznego i nowe życie taty jest okropne... chcę do tego
        spokojnie podejść, ale szlag mnie trafia na moją bezsilność...
        zobaczę jak sytuacja się rozwinie, ale zachowanie eks mogę tylko
        wytłumaczyć głupotą i zazdrością.. innego wytłumaczenia nie
        znajduję, bo jeśli chodzi o dobro dziecka to jak na razie ten
        argument nie został przez nią poruszony...
        ogarnęła mną okropna złość ale muszę być opanowana...
        ech..
        • ajmj Re: co robić?? :( 28.12.07, 15:45
          Psycholog powiedziała mi, ze bezsilnośc jest jednym z najbardziej
          wkurzających stanów, i rada na nia jest tylko jedna: jesli nie masz
          na cos wpływu - zostaw to.

          Mi to nie pomogłowink
    • arustak Re: co robić?? :( 29.12.07, 12:44
      wiem masz rację.. zobaczymy co będzie dalej..
      ale mam już serdecznie wszystkiego dość...

      trzymajcie za mnie kciuki
    • lilith76 Re: co robić?? :( 30.12.07, 20:28
      Nie myśl o swoim życiu jak o wzruszającej historyjce dla czasopisma kobiecego. Nie dany nam został jeden algorytm udanej rodziny. Być może w twoim algorytmie nie ma opcji ty-pasierbica. Trudno.
      Olej bezsilność, olej nieprzespane noce. Niech ojciec dba o kontakty z córką, a ty wyciągnij z tej sytuacji plusy dla siebie - czas na swoje przyjemności, czyste mieszkanie, brak nerwów, że dziewczynka jest krnąbna/dziwna/pyskata/pod wpływem matki. Zostawiając rzecz tak jak jest pozbawiasz się kilku nowych, potencjalnych problemów i dylematów.
      Jest jak jest, nie zmienisz ludzi.
      • ataner30 Re: co robić?? :( 07.01.08, 19:58
        podpisuje sie pod tym wszystkim co napisala lilith. Sama nigdy nie spotkalam sie
        z dzieckiem mojego partnera i jak na razie tego nie zaluje. Wyznaje zasade ze
        kontakty na lini macocha - pasierb sa mozliwe tylko i wylacznie w jednej
        sytuacji: gdy exiara jest normalnym, rozsadnym czlowiekiem i nie bedzie dziecku
        macic w glowie z powodu tych relacji, nie bedzie wykorzystywac dziecka jako
        potencjalnego "szpiega" w domu ojca a informacji. W kazdej innej sytuacji uwazam
        ze kontakty na lini macocha - pasierb sa strata czasu i nerwow dla wszystkich
        zainteresowanych a najmniej zyska i najwiecej straci na tym wlasnie macocha wiec
        dla mojego wlasnego dobra z nich rezygnuje. Choc akurat w moim przypadku exiara
        nie mialaby nic do gadania czy sie na te kontakty godzi czy nie.
        • 333a13 Re: co robić?? :( 10.01.08, 14:34
          Ile lat ma to dziecko? czy w rozmowie nie można mu najzwyczajniej w
          świecie wytłumaczyć całą sytuację??? przecież dzieci wyczuwają fałsz
          czy też wzajemne animozje... albo np. nie rozumiejąc całej
          skomplikowanej sytuacji dorosłych doszukują się w sobie winy albo
          obarczają całą winą któregoś z rodziców itd. Czy nie lepiej postawić
          na prawdę? Myślę, że dla wszystkich to będzie zdrowsze... tym
          bardziej, ze dziecko powinno być przeświadczone o tym, że nie ważne
          czy rodzic jest z partnerem czy nie, jest ono zawsze tak samo
          kochane i akceptowane... Życie pod kloszem jeszcze nikomu na dobre
          nie wyszło.
          A co do postawy nie fair Twojego partnera, to podpisuję się pod
          opiniami porzedniczek.
          • arustak Re: co robić?? :( 11.01.08, 11:37
            wszystko przedyskutowaliśmy i padły pewne obietnice. najgorsze jest
            to, że ja przestaję w nie wierzyć... już nawet nie chce mi się
            starać.. może mam teraz taki okres, ale jestem tym wszystkim
            wyczerpana... muszę chyba sama wiele przemysleć, więc pewnie wyjadę
            na jakiś czas, bo tylko to może uratować mój stan psychiczny..
            dzieki za te wszystkie posty, bardzo mi pomogły nabarać perspektywy
            do tego co się dzieje, choc i tak kieruje sie uczuciami, bo są
            najsilniejsze... ale jak cos się nie układa, to niestety strasznie
            boli...
            • kicia031 Re: co robić?? :( 11.01.08, 16:17
              arustak napisał:

              >ale jak cos się nie układa, to niestety strasznie
              > boli...

              Pomysl sobie o sytuacji, kiedy spotyka sie dwoje roznych ludi,
              wychowanych w roznych srodowiskach, wzorcach (kiedys to bylo
              bardziej jednorodne, ludzie wiazali sie w ramach swoje "sfery" gdzie
              obowiazywaly podobne wartosci, styl zycia). Zalezy im na sobie,
              staraja sie, zeby bylo jak najlepiej (w wersji optynmistycznej).
              Wiekszosc z nich nie przepracowala jednak wzorcow wyniesionych z
              dziecinstwa, zwlaszcza jesli sa one wygodne dla nich (np. mezczyzna
              nie wykonuje prac domowych - bardzo wygodne dla mezczyzny, mezczynza
              powinien utrzymac rodzine - bardzo wygodne dla kobiety itd), a w
              konfrontacji z ososba ktora te wzorce narusza czesto czuja strach
              lub gniew.

              Biorac to wszystko pod uwage, uwazam, ze to w ogole cud, ze ludzie
              sie w ogole dogaduja, a nie, ze czasami im sie nie udaje. czasmi sie
              cos nie uklada, to jeszcze nie koniec swiata. Kluczem do sukcesu
              jest odroznianie tego, co wazne i tego, w czym mozemy ustapic, tak
              by zachowac rownowage miedzy zdrowym kompromisem a wlasna
              integralnoscia.
    • kimbeli Czasem lepiej nic nie robić 15.01.08, 10:37
      Dlaczego?

      Przykład I: Koleżanka z pracy po rozwodzie nie pozwalała na kontakty córki z
      "przyjaciółką" tatusia. Aż w końcu "przyjaciółka" postawiła na swoim i do
      kontaktów niestety doszło. Teraz wszyscy mają zgrzyt. Młoda, lat 11, serdecznie
      nienawidzi macochy. Nie chce się spotykać z ojcem. Robi mu jazdy takie, że nawet
      szkoda mówić. Ojciec ma pretensje do Ex. Młoda w szpitalu powyrywała wenflony,
      jak zobaczyła tatusia. Jest pod stałą opieką psychologa i psychiatry.
      Koleżanka przedwczoraj przepłakała cały wieczór, opowiadając mi o tym. Zna swoją
      córkę, wie jakie będą konsekwencje, wie, że Młoda ma ogromny żal do ojca za to,
      że odszedł. Do ojca ma żal, ale nienawidzi jego kobiety, ponieważ to ją obwinia
      za rozpad małżeństwa rodziców. Matka jej nie nastawia, w to nie uwierzę.
      Myślicie jednak, że dzieci między sobą o ty nie rozmawiają. Że takie tematy
      między rówieśnikami nie mają miejsca. Gorzej: Dzieci mają własne poglądy na te
      sprawy. I to często znacznie bardziej od nas radykalne. Na 11-latkę coraz
      większy wpływ mają koleżanki. A koleżanki już swoje wiedzą.
      Dodatkowym problemem jest fakt, że Z zawsze była "córeczką tatusia". Zawsze
      psuta niemożebnie przez ojca, została z rozsądną matką. Tym gorzej odczuła
      zmianę swojego statusu.
      Młoda "przyjaciółka" tatusia też pewnie swoje zepsuła, co i nie dziwne -
      sytuacja była bardzo skomplikowana. Teraz tatuś jest w kropce pomiędzy dwiema
      kobietami, które rozjuszone do granic możliwości nie przebierają w środkach i
      "argumentach". A że rozumu nie nie ma ani 11-, ani 20-parolatka, to jest wojna.
      Winna oczywiście matka - "bo nastawia". Tyle tylko, że ona jedyna miała trafną
      ocenę sytuacji.

      Przykład II: jestem teraz u mojej kuzynki w Krakowie. Wczoraj po moim
      przyjeździe siedzieliśmy po kolacji. To jest dom w którym się rozmawia. Między
      innymi wspomniałam o problemach koleżanki (kuzyna ją zna) i usłyszałam coś, co
      mnie lekko przeraziło. 16-letni syn kuzynki powiedział, że gdyby jego ojciec
      zostawił by matkę - zabiłby te babę, a do ojca do końca zycia się nie odezwał.
      I co wy na to?


      • ataner30 Re: Czasem lepiej nic nie robić 15.01.08, 22:18
        > mnie lekko przeraziło. 16-letni syn kuzynki powiedział, że gdyby jego ojciec
        > zostawił by matkę - zabiłby te babę, a do ojca do końca zycia się nie odezwał.
        > I co wy na to?

        no duze mialby szanse zeby sie nie odezwac, albo przynajmniej z rzadka bo
        widzenia w wiezieniu (o ile ojciec mialby na nie ochote) nie moga sie zbyt
        czesto odbywac wink

        A tak powaznie: w polsce ciagle pokutuje przekonanie ze jak rozwod - to
        oczywiscie powodem jest to ze maz odchodzi do innej kobiety, innego rozwiazania
        jakos nikt nie widzi. Nawet 16letnie dziecko, ktore - o ile dobrze zrozumialam -
        nie pochodzi z rozbitej rodziny i na rozwod rodzicow sie nie zanosi w takim
        stereotypie juz jest wychowywane. Dlatego ja sie nie dziwie dzieciom z istotnie
        rozbitych rodzin, ktore mieszkaja z sfrustrowanymi nieudanym malzenstwem matkami
        iz nienawidza swoich ojcow oraz ich nowych zon i obarczaja ich wina za rozpad
        malzenstwa a macochy traktuja tak jak traktuja (na tym forum bylo mnostwo
        przykladow).
        • kimbeli Re: Czasem lepiej nic nie robić 16.01.08, 03:01
          Nawet 16letnie dziecko, ktore - o ile dobrze zrozumialam
          > -
          > nie pochodzi z rozbitej rodziny i na rozwod rodzicow sie nie zanosi w takim
          > stereotypie juz jest wychowywane.

          Nie zgodzę się z Tobą. Nie wychowywane - szczęśliwi ludzie o rozwodach nie
          rozmawiają, więc nie sądzę,żeby takie tematy się tam pojawiały. Chłopiec w kasie
          ma połowę kolegów z rodzin niepełnych i pewne problemy zna lepiej niż jego
          rodzice. Patrzy na to z pozycji dziecka, swojego rówieśnika. A 16-latki dużo widzą.
          Pamiętam jak reagowali moi chłopcy, gdy zaczęłam się spotykać z mężem. I nie
          było tu elementu zazdrości o ojca, bo ojca nie znali. Ale element lęku o kogoś
          kto zabiera im matkę. Kto jest dla niej bardzo ważny.

          W Stanach psychologowie dziecięcy zaczynają już nawet mówić rodzicom, aby nie
          informowali dzieci o tym, że idą na randkę.
          Powodem jakoby jest pewna prawidłowość: okres rywalizacji o partnera powinien
          być zamknięty przed pojawieniem się dziecka. Później rodzice, lub rodzic,
          powinni się koncentrować na zapewnieniu dziecku poczucia bezpieczeństwa. A
          element niepewności i rywalizacji, jaki wprowadza staranie się o partnera,
          powoduje rozchwianie emocjonalne opiekuna, co jakoby źle wpływa na dziecko. Czas
          wychowywania dziecka powinien być okresem stabilizacji uczuciowej.

          Gdy moja sąsiadka- właśnie szczęśliwie zakochana, powiedziała mi o tym zaleceniu
          psychologa jej córki, myślałam,że jej nie zrozumiałam. Chociaż bariery językowej
          jako żywo nie mamsmile)
          Co kraj to obyczajsmile

          Dlatego ja sie nie dziwie dzieciom z istotnie
          > rozbitych rodzin, ktore mieszkaja z sfrustrowanymi nieudanym malzenstwem matkam
          > i
          > iz nienawidza swoich ojcow oraz ich nowych zon i obarczaja ich wina za rozpad
          > malzenstwa a macochy traktuja tak jak traktuja

          Dzieci widzą więcej niż nam się wydaje. Pamiętam diagnozę powodów rozpadu
          rodziny przedstawioną mi przez pewną nastolatkę. Dziewczynę,która doskonale
          pamięta czasy, gdy to jej matka utrzymywała rodzinę i pomagała mężowi rozwijać
          biznes. A potem mu się znudziła. Dziewczyna z ojcem konsekwentnie odmawia
          jakiegokolwiek kontaktu. Gorzej; serdecznie go nienawidzi.
          Matka jest tym przerażona,ale co może zrobić? Do dziewczyny nic nie dociera.
          Swego czasu nawet ja próbowałam mediacji.

          Dlatego ja sie nie dziwie dzieciom z istotnie
          > rozbitych rodzin, ktore mieszkaja z sfrustrowanymi nieudanym malzenstwem matkam
          > i
          > iz nienawidza swoich ojcow oraz ich nowych zon i obarczaja ich wina za rozpad
          > malzenstwa a macochy traktuja tak jak traktuja

          Oczywistą nieprawdą byłoby stwierdzenie, że za rozpad rodziny zawsze
          odpowiedzialni są panowie. Myślę, że statystycznie rzecz biorąc, rozkład jest
          proporcjonalny. Co nie oznacza, że z tego powodu nie cierpi dziecko. Frustracja
          kobiet z powodu niezawinionego lub zawinionego rozwodu,świadomość popełnionych
          błędów,problemy życiowe, to jedno. Mam świadomość,że są kobiety, które izolują
          dzieci od ojców i nastawiają je przeciwko nim. Ale dziecko też ma rozum i widzi,
          że pogorszyła się sytuacja materialna rodziny, że rzadko widuje ojca. Gdy
          jeszcze zauważa dysproporcję w poziomie życia swoim i nowej rodziny ojca - rodzi
          to problemy. Poza tym dochodzi zazdrość o rodzica.
          Nigdy nie nastawiałam dzieci przeciwko ojcu. Wiem mój przykład jet nietypowy, bo
          ojciec opuścił moich synów na tyle wcześnie, że nie było miedzy nimi żadnej
          więzi. Chłopcy jednak nie lubili drugiej żony ojca ani rodzeństwa przyrodniego.
          Ojca też nie lubili, ale to już jego "zasługa".
          No i właśnie, mogę Twoją wypowiedź odebrać jako zaliczenie mnie w poczet tych
          frustratek, co to nastawiają i szkodzą.A to oczywista nieprawda.




          • ataner30 Re: Czasem lepiej nic nie robić 16.01.08, 11:45
            > Nie zgodzę się z Tobą. Nie wychowywane - szczęśliwi ludzie o rozwodach nie
            > rozmawiają, więc nie sądzę,żeby takie tematy się tam pojawiały.

            wychowuja nie tylko rodzice, ale rowniez otoczenie: szkola, koledzy, itd..

            > No i właśnie, mogę Twoją wypowiedź odebrać jako zaliczenie mnie w poczet tych
            > frustratek, co to nastawiają i szkodzą.A to oczywista nieprawda.

            Na tym forum nigdy nie uda sie podyskutowac na zaden temat jezeli kazdy bedzie
            kazda wypowiedz porownywal do wlasnej sytuacji.
            Autorka watku ma problem bo matka dziecka negatywnie go do niej i ojca nastawia
            i o tym wlasnie mowimy. Nienawisc dziecka z rozbitej rodziny do ojca i macochy
            ma rozne zrodla. Jednym z tych zrodel jest matka (i nikt nie zaprzeczy ze tak
            sie nigdy nie zdarza). I walasnie o takiej sytuacji mowilam. Co nie znaczy ze
            jest to JEDYNA sytuacja. Kobiety wezcie sie za siebie to jest forum DYSKUSYJNE.
            I skupmy sie moze na temacie dyskusji. Normalnie rozwalilo mnie jak w innym
            watku o prezentach exiara (na forum dla macoch) pisze na zupelnie odmienny temat
            jako to jej ex kupil dziecku prezent a nie przyniosl go do domu, bo .... bla,
            bla, bla. Czasami mam wrazenie ze niektore z was nie rozmawiaja z innymi
            forumkami ale ze swoimi bylymi mezami wink
            • kimbeli Re: Czasem lepiej nic nie robić 16.01.08, 12:10
              Jeżeli wychowują nie tylko rodzice, wywód logiczny oznacza, że nie zawsze winne
              są matki.

              Pewnie są kobiety bezdennie głupie,dla których dobro dziecka nie ma znaczenia,
              ale nie zawsze utrudnianie czy wręcz uniemożliwianie kontaktów z nową żoną ojca
              ma tak egoistyczne pobudki. Jeszcze raz podkreślam - nie mam takich doświadczeń.
              Myślę, że również na forum dyskusyjnym każdy z nas w jakiś sposób filtruje
              własne doświadczenia. Dzieli się nimi. I że to jest duża wartość takich dyskusji.
              Moim skromnym zdaniem, oczywiściesmile)
            • chalsia Re: Czasem lepiej nic nie robić 17.01.08, 16:47
              > bla, bla. Czasami mam wrazenie ze niektore z was nie rozmawiaja z
              innymi
              > forumkami ale ze swoimi bylymi mezami wink

              widac nie rozumiesz, że kazda wypowiedż na temat w wątku może być
              przyczynkiem do dyskusji. Brak tego zrozumienia mocno ogranicza
              horyzonty.
              • ataner30 Re: Czasem lepiej nic nie robić 17.01.08, 18:08
                > widac nie rozumiesz, że kazda wypowiedż na temat w wątku może być
                > przyczynkiem do dyskusji.

                "NA temat" - tak moze sie przyczynic do wzbogacenia dyskusji.
                Ale jezeli od tematu odbiega to owszem dyskusja z tego wychodzi - ale rodem z
                magla lub bazaru smile (ja zdaje sie pisalam o wtretach NIE na temat)
                • chalsia Re: Czasem lepiej nic nie robić 17.01.08, 22:49
                  "po pierwsze primo" - miałas mnie wyszarzyć i nie czytać. Jakoś Ci
                  nie wychodzi dotrzymanie sobei słowa.
                  smile))
                  "po drugie primo" - wspomniany przez Ciebie atek dotyczył prezentów -
                  więc mój wpis był jak najbardziej na temat.
                  • ataner30 Re: Czasem lepiej nic nie robić 17.01.08, 23:09
                    > "po pierwsze primo" - miałas mnie wyszarzyć i nie czytać. Jakoś Ci
                    > nie wychodzi dotrzymanie sobei słowa.

                    ja nic nie obiecywalam (a juz napewno nie sobie). BTW: dotrzymywanie sobie slowa
                    tez nie zawsze mi wychodzi. No coz: nobody is perfect smile

                    > "po drugie primo" - wspomniany przez Ciebie atek dotyczył prezentów -
                    > więc mój wpis był jak najbardziej na temat.

                    tak, tak, z tematem laczylo go tylko slowo klucz "prezent" wink A poza tym nic.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka