Dodaj do ulubionych

dziecko mojego faceta

29.09.03, 16:35
Witam, jestem pierwszy raz na tym forum, bo nie wiedzialam, ze istnieje.

Jestem z mezczyzna, ktory ma 9letnia corke, ktora mieszka z matka w innym
miescie. Przeprowadzial sie tam ze wzgledu na mezczyzne, z ktorym juz zdazyla
zerwac i wyprowadzic sie od niego i pogodzic-nie zdazyla sie jeszcze
wprowadzic. Corka podobno nie lubi tego faceta i ciaglych awantur w domu i
stala sie nieznosna, nie chce is euczyc, obraza wszystkich etc.
To sie dzialo przez ostatni rok. Tymczasem w jej mieszkaniu zamieszkal moj
facet (czyli wlascieiwie w swoim mieszkaniu, ale ona tam mieszkala).
Nie znam ani dziecka ani matki.
Planujemy razem zamieszkac jak on sprzeda to mieszkanie i kupi nowe, _nasze_
Wczoraj moj mezczyzna oznajmil ze ma problem: jego byla zona chce mu oddac
dziecko, bo juz ma go dosyc.
Oczywiscie jest mala szansa, ze pozbedzie sie dziecka, ale to mnie sklonilo
do pewnych rozwazan.
NIe chce pisac co bym pomyslala o takiej matce, bo to wiadomo, ale mysle jak
by wygladalo nasze zycie tutaj.
On caly dzien pracuje, zadko wraca do domu przed 19, brak czasu na cokolwiek.
Powiedzial, ze by wzial opiekunke, kt by sie dzieckiem zajela itd.
Ja zaczelam myslec o swoim miejscu w takim ukladzie bo:
- koncze studia i wcale jeszcze nie mysle o zakladaniu rodziny. Chcialabym
popracowac, pojezdzic po swiecie (nawet na rok czy dluzej)
-jakbym chciala miec dziecko to bym je sama urodzila, a gdybym zdecydowala
sie je urodzic to bym wziela za to calkowita odpowiedzialnosc. Ten moment
jeszcze nie nastapil.
-nawet jesli moj facet mowi, ze ja nie musialabym niczego robic, to ja w to
nie wierze, przeciez nie moglabym jej traktowac jak powietrze. A znajac
facetow, to oni chetnie uciekaja od obowiazkow, tlumaczac sie praca itd.
-kwestia mieszkania- nie bede mieszkac z nimi tam, gdzie oni mieszkali
wczesniej we trojke.
I moglabym tak dalej wymieniac kolejne argumenty za tym, ze ta sytuacja by mi
srednio odpowiadala.
Cale szczescie, ze na razie sa to rozwazania teoretyczne.... Ale ktoregos
dnia moze sie taka sytuacja zdarzyc.
I nie wiem czy bym cos takiego udzwignela....
Moglabym zacisnac zeby i sprobowac. Ale jakbym byla nieszczesliwa to bym
zatrula wszystkim zycie ze soba na czele.
Nie wiem co o tym wszystkim sadzic............



Obserwuj wątek
    • mikawi Re: dziecko mojego faceta 29.09.03, 16:54
      ariel, decydując się na związek z facetem "z przeszłością" ZAWSZE musisz
      uwzględnić, że ta przeszłość może stać się namacalną rzeczywistością, czyli
      innymi słowy, że dziecko - do tej pory "tam gdzieś" - może być "tu i teraz, na
      miejscu". To dziecko twojego potencjalnego męża, które nie zniknie i może się
      zdarzyć sytuacja, że dziecko będzie z ojcem (życie płata różne "figle"). Musisz
      i to uwzględnić w swoich/waszych planach życiowych. Wiem, że to trudne, ale
      trezba się nad taką ewentualnością na spokojnie zastanowić i wiedzieć co się
      zrobi w takiej sytuacji. Ja zdecydowałam się na związek z dzieciatym facetem,
      bo (oczywiście się w nim zakochałam bez pamięci na całe życie, ale jak emocje
      opadły) stwierdziłam że będę gotowa zająć się jego dziećmi w razie czego.
      Rozumiem twoje rozterki i też zdaję sobie sprawę że trudno tak gdybac co by
      było gdyby, bo na dobrą sprawę dopiero faktyczna sytuacja weryfikuje nasze
      postępowanie i decyzje a nikt wróżką nie jest.

      Ciekawa jestem co dziewczyny sądzą na ten temat?
      • jayin Re: dziecko mojego faceta 29.09.03, 17:52
        nieważne czy dziecko będzie mieszkać z matką, czy z ojcem - będzie zawsze. to
        musisz mieć w swiadomosci. prewencyjnie mozesz poczytac sobie posty na forum
        naszym wink ale tez nie zakładać ŻE NA PEWNO te sytuacje nasze będąmialy miejsce
        u ciebie. moze byc lepiej. albo i gorzej. jak w zyciu. wazne jest zebys
        wiedziala, na co sie decydujesz.

        jesli zdarzy sie ze dziecko zamieszka z ojcem - to jasne, ze pomimo opiekunki -
        beda chwile kiedy bedziecie tylko we trojke. pomysl,czy poradzisz sobie z
        funkcją "przyszywanej" opiekunki-matkującej - bo w tej sytuacji na ciebi etez
        spadnie obowiazek (nawet jesli wynajęta opiekunka bedzie). no i tak jak
        piszesz - nie bedziesz przeciez traktowac dziecka jak powietrza.
        jego obecnosc w waszym domu bedzie musiala zostac "umiejscowiona" w twojej
        psychice tez.

        nie sposob przewidziec problemow lub ich brakow na wstepie. wiekszosc spraw
        wychodzi w tzw. "praniu". musisz tylko zdecydowac czy warto zaryzykowac
        ewentualne problemy (o niektorych mozesz poczytac tutaj) - dla tego meżczyzny i
        waszego związku. bo jeśli się wahasz mocno i jesteś na "nie" do dziecka w
        waszymżyciu - to lepiej na siłę nie zaciskać zębów wg mnie i powaznie
        zastanowic sie nad przyszloscia wasza. serio.
        nie wiem czy ja bym zaryzkowala bycie z moim Kochaniem (ma 12-letniego syna) -
        gdybym nie chciala jego dziecka w naszym zyciu w ogóle.
        bo skazałabym się na wieczne dylematy, nerwy, zgryzoty jakieś, afery -
        wynikające w przyszłosci z tego, ze on ma w swoim zyciu kogos, kogo ja nie
        chce, zeby mial.
        a tak - może to dla mnie czasem niewygodne, ale się przyzwyczaiłam już. dzięki
        temu, że to zaakceptowałam i nawet polubiłam ten fakt "synowski"wink (o fakcie
        istnienia Ex nie wspominam... tego nie mogę jakoś polubić big_grin, toleruję. no bo
        inaczej się nie dasmile).

        ale pomyśl nad jednym jeszcze - czy w razie zamieszkania dziecka u twojego
        mezczyzny nie umiałabys ułozyc swojego zycia z nimi w takim układzie? moze
        warto chociaż spróbowac, zanim powie się stanowczo : "Nie"? w kazdej chwili
        możesz zrezygnować przecież. nikt na siłę nie będzie cię w tamtym domu trzymał
        przecież. a próbowac warto. naprawdę. jeśli czujesz ze warto sie starac o
        szanse dla was w tych "nowych" warunkach.

        a co do mieszkania - przecież mozna sprzedac stare, ze "sladami" obecnosci Ex -
        i kupic nowe?

        pozdr. serdecznie

        Joanna
    • agaelgam Re: dziecko mojego faceta 30.09.03, 15:03
      a ja zerwałam z moim byłym facetem między innymi przez jego dziecko. Nie
      umiałam tego pogodzić, może dlatego, że strasznie przeszkadzała mi matka mojego
      faceta. On brał dziecko na ogół co 2 tygodnie na weekend i wtedy albo ona
      przesiadywała u nas, albo my musieliśmy być u niej, bo martwiła się, że nie
      opiekujemy się jej wnukiem wystarczająco dobrze ( on ma teraz 7 lat). Mam 2
      swoich dzieci i mój facet je tolerował, ale gdy przyjezdżał jego syn wszystko
      się zmieniało. Szykował tylko dla nich dwóch śniadanie, kupował np tylko jeden
      batonik, czy banana. Synek jadł, a moje dzieciaki patrzyły. Na szczęście są już
      dość duże i dużo rozumieją. Doszło jednak do tego, że z czasem przestały lubić
      gdy mały przyjeżdżał i nie chciały się z nim bawić, a tatuś miał o to
      pretensję. Jego syn, widząc jak tatuś i babcia mu nadskakują zrobił się takim
      małym, wrednym egoistą. Wszystko musiało być dla niego. Babcia w końcu wbiła w
      głowę mojemu facetowi, żeby brał syna co tydzień, a ja byłam chora już od środy
      myśląc o piątku kiedy znów będzie i jak będzie kłócił się z moimi dziećmi, albo
      one będą karcone za to, że się z nim nie bawią. Że obowiązkowo będziemy oglądać
      bajki na video, w kółko te same i chodzić an palcach gdy uśnie wieczorem. Mój
      facet nawet uważał, że gościnne łużko nie jest dla jego dziecka zbyt dobre i
      układał go w naszym łóżku, a efekt był taki, że ja musiałam spac na gościnnym
      tapczanie. Tego już było dla mnie za wiele.
    • mkatarynka.edziecko Re: dziecko mojego faceta 30.09.03, 19:33
      Doskonale rozumiem Twoje rozterki. U nas kiedyś była taka sytuacja, że w
      czasie sporów o podwyższenie alimentów (dość dawno to było) podsunęłam mężowi
      taki argument, że jak była zacznie znowu narzekać, że nie starcza jej na
      utrzymanie dziecka (płacił wtedy 550 zł) to niech jej powie, że on by potrafił
      utrzymać dziecko na 1100 zł miesięcznie. A jeżeli ona nie potrafi to znaczy,
      że jest niegospodarna. A tak w ogóle to jak jej się nie podoba to może zechce
      mu oddać córkę i sama będzie płacić alimenty w ustalonej wysokości.
      Mój mąż wtedy stwierdził, żebym się zastanowiła, czy rzeczywiście ma tak
      powiedzieć bo może się okazać, że mama chętnie pozbędzie się córki. Ja
      oczywiście uniosłam się honorem i nie wycofałam się z tego. Ale potem... heh,
      całe szczęście, że jednak nie doszło do takiej konfrontacji. Niestety nie
      jestem w stanie sobie wyobrazić sytuacji, że Ola z nami mieszka. To chyba
      byłby początek końca naszego związku... sad((
      W tej chwili Ola ma 14 lat. Już zaczynamy mysleć o tym, że w przyszłości
      trzeba będzie jej kupić mieszkanie (tylko czemu tylko my mielibyśmy je
      finansować? - to kolejna kwestia, dla mojeg męża jakoś niewidoczna...). Ale ja
      wolę juz ponieść koszty tego mieszkania fdla niej niż mieć perspektywę, że
      będzie np. mieszkać z nami...
      • jayin Re: dziecko mojego faceta 30.09.03, 21:42
        hmm... może ja dziwna jestem, ale się spytam: a dlaczego MUSICIE kupić jej
        mieszkanie?....
        spotykam się z takim tekstem już któryś raz i się zastanawiam.
        bo owszem - jak ojca/matkę stać na to, to kupują dziecku, ale z własnej chęci,
        w prezencie np. jesli ich na to nie stać - to pomagają - dokładając jakąś część
        finansów - jeśli ich na to stać i jesli sami tego chcą. a najczęściej w moim
        otoczeniu to jest tak, że dziecko mieszka z rodzicami albo z mamą (z alimentami
        od taty) dopóki nie stanie na nogi swoje własne - co się najczęściej dzieje
        gdzieś na studiach lub tuż po nich smile albo wręcz po szkole średniej - kiedy
        szuka się pracy, i na początku wynajmuje mieszkanie, zbierając na swoje własne.
        rodzice pomagają, prezentują - jeśli ich stać.
        i w tej sytuacji nieważne czy dziecko mieszka z rodzicami, z mamą, z tatą, czy
        babcią. każde dziecko ma podobny "start" mieszkaniowy (w zaleznosci od stpnia
        zamoznosci jego rodzicow lub opiekunów).

        ale, żeby: MUSIEĆ KUPIĆ?sad

        ale może ja coś przeoczyłam.
        i serio byłabym wdzięczna za sprostowanie i wyjaśnienie mi tego
        zjawiska "przymusu mieszkaniowego"smile

        pozdrawiam

        Joanna
        • mamaadama4 Re: dziecko mojego faceta 30.09.03, 22:35
          ja ci może odpowiem - bo my chyba też będziemy musieli kupic mieszkanie i to
          dwóm (liczę, że jednak uda mi się tego uniknąć). A to dlatego, że szanowna
          mamusia powie po prostu, że u niej to on sobie może pomieszkiwać, ale nie z
          zoną, więc albo pod most, albo do tatusia.
          Chyba, że tatus zdobędzie się na tyle samo odwagi i powie to co matka.
          Ja drążę temat, bo u nas najstarszy za 3 lata zdaje maturę i problem staje sie
          niepokojąco bliski w czasie.
          danka
          • ashan Re: dziecko mojego faceta 01.10.03, 08:58
            mamaadama4 napisała:

            > ja ci może odpowiem - bo my chyba też będziemy musieli kupic mieszkanie i to
            > dwóm (liczę, że jednak uda mi się tego uniknąć). A to dlatego, że szanowna
            > mamusia powie po prostu, że u niej to on sobie może pomieszkiwać, ale nie z
            > zoną, więc albo pod most, albo do tatusia.
            >
            > danka

            No, ale to nie jest odpowiedź. Jak ktoś jest na tyle odpowiedzialny, że
            zakłada rodzinę, to MUSI być go stać na to, żeby radzić sobie samemu i wynająć
            mieszkanie (a potem zarobić na swoje zarobić). Jeśli studiuje - może
            wynajmować z kolegami. Może to, ze mówię z perspektywy dużego miasta ma wpływ
            na moje poglądy, ale tak to było i jest rozwiązywane w moim środowisku. I tak
            samo będzie z moimi dziećmi (bo mam nadzieję, że na mieszkanka po nas trochę
            poczekają, hi, hi, hi-na drugi świat mi nie spieszno)
            O matko, kocham moje dzieci, ale żeby dwudziestokilkuletni syn miał ze mną
            mieszkać, bo mu nie kupiłam mieszkania?! Myślę, ze nawet do głowy żadnemu to
            nie przyjdzie smile (nie mówiąc o ich ew. żonach - a co, taka paskudna teściowa
            in spe jestem smile)
            pozdrawiam
            ashan
            • jayin Re: dziecko mojego faceta 01.10.03, 11:10
              no właśnie u mnie i mojego rodzeństwa, bliższego, dalszego, w ogóle w znanych
              mi hm... "kręgach"smile tak samo jest, ashan. i nie tylko w dużym mieście, ale
              też w małych miasteczkachsmile

              chociaż oczywiście są sytuajc ekstremalne, kiedy ani dorosłego dzieckanie stac
              na samodzielne utrzymanie się (brak pracy pomimo szukania jej, zbyt małe
              zarobki, jesli już ta praca jest) ani rodziców na to, żeby mu tą samodzielność
              na starcie zapewnić - wtedy zdarza się, że dwudziestokilkulatki i trzydziesto
              nawet mieszkają z rodzicami - sami albo nawet z rodzinami - ale zawsze wnoszą
              jakiś wkład w to gospodarstwo wspólne - czy to finansowy, czy fizyczny.

              ale serio - tak sobie czytałam o tym "muszeniu" - i po pierwsze - o ile tak jak
              ashan nie wyobrazam sobie, żebym miała mieszkac z dorosłym dzieckiem i nadal je
              utrzymywac, albo z jego zona/mezem i dziecmi i utrzymywac tez smile a jedynym
              wyjsciem z takiej sytuacji miałoby być zacisnąć pasa i kupić dziecku mieszkanie
              i dać w prezencie. jeśli byłoby mnie stać, to ok (ale oplaty dziecko samo robi:-
              ))!! ). ale nie żeby się wykosztowywac do konca na to, bo MUSZĘ... brr...
              pomoc - owszem. ale nie wyręczać.

              no i nie rozumiem takich słów, szczególnie od własnych rodziców: "Ja cie juz tu
              nie chce. szukaj sobie sam miejsca. albo pod most, albo u ojca, albo gdzie
              chcesz. umywam ręce". ta matka musi byc hm... strasznauncertain jesli nie chce
              utryzmywac doroslego dziecka, to wraz z ojcem powinna pomoc poszukac dla
              dziecka mieszkania do wynajecia. jesli ja stac, to tym bardziej, pomoc jakos
              moze finansowo w czesci na "starcie". a nie: "Idz sobie i mieszkaj gdzie chcesz
              byle nie u mnie".
              nie wiem jak będzie w twoim przypadku, mamaadama, czy dorosle za jakis czas
              dziecię męża będzie szukac pracy, zeby sie usamodzielnic, czy nie bedzie mu sie
              chcialo meczyc i szukac pracy i bedzie liczylo wyłącznie na tate (bo mama sie
              wypnie za przeproszeniem na nie) - ze utrzyma, kupi... ale mam nadzieje, ze
              bedzie tak, ze samo bedzie chcialo popracowac na siebie i zarobic, jesli bedzie
              tak amozliwosc i rola twojego meza ograniczy sie tutaj do pomocy, a nie
              utrzymywania.

              pozdr.

              Joanna

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka