Dodaj do ulubionych

oslawiona eks zona..

20.09.08, 14:55
Malo tego.po dlugim czasie ciszy wylonila sie slawetna EKS.jak potwor z bagiensmile)
Maly byl u mojego M.przez 3 tyg.w czasie gdy eks zrobila sobie zagraniczne
dlugie wakacje.
Maly nie wspominal matki nie wygladalo zeby tesknil(chyba ze nie okazywal)jak
eks po niego przyjechala nie byl specjalnie zadowolony i poszedl niechetnie z
oporami.co rozwscieczylo i zagotowalo eks ze maly moze woli byc u ojca...(maly
absolutnie nie jest nastawiany przeciw matce, wogole malo sie o niej mowi).
Przyjechala z jakim lysolem samochodem.
Ja jej nigdy nie widzialam (tylko na zdjeciach)ona mnie tez nie.
Moj M. z nia nie rozmawia nie informuje o swoim zyciu prywatnym nie interesuje
sie tez jej zyciem,w zwiazku z czym zostaja jej domysly i informacje jakie
wyciagnie od 3 latka.
W domu przewalkowala dziecko z tych 3 tygodni.z zlepku zdan malego, stworzyla
sobie obraz wogole smieszny bo wg niej mam corke ktora sie nazywa Ania.hehehehe.
Z awantura zadzwonila ze nie bedziemy spac w 4 (z moja niby corka)
w lozku.ani maly nie bedzie spal u mojego M. siostry, ani na pietrowym
lozku(jak bylismy na mazurach bawilismy sie na pietrowych lozkach)wielkie halo
zrobila. ze nie bedzie dziecka dawa na noce ze wogole tylka na kilka
godzin.stwierdzila ze nie pcha kase nowe lasce w dupe a ona jezdzi starym
gruchotem.w sensie ze moze jej samochod kupi np.ze powinien w dziecko ladowac.
Musz dodac ze maly ma zastawke w glowie i grupe inwalidzka.sad
I ona ma troche kasy ogolnie.

moj M. mial caly wieczor dola i stwierdzil ze jak ona mu takie sceny i
problemy robi to wogole moze urwac kontakt.(a ona ma juz jedno dziecko z
poprzednim chlopakiem i ten facet wogole sobie ja i dzieciaka olal.

Matka M.twierdzi ze EKS ma cos z psychika,bo odkad wrocila z wakacji gada
glupoty i problemy robi. chce dziecko przeciagnac po psychologach i
ewentualnie walczyc o dziecko w sadzie o przyznanie opieki M.???albo zeby
ograniczyc prawa rodzicielskie.
marzycielka, nie takie rzeczy matki robia a sady im dzieci nie zabieraja.

A moj M. jak ma problems z eks lub z dzieckiem to najpierw dzwoni do mamy
potem do siostry i zdaje im cala relacje...???
potem jak sie widzimy mi opowiada,wogole to ja chyba jestem ostatnia
dowiadujaca sie o problemach z eks dzieckie lub praca,bo sa rodzice siostra
lbu wspolnik w firmie.
moze nie chce mnie martwic bo wie ze nie zabardzo mi ta cala jego sytuacja
odpowieda ze jestem nerwowa i wrazliwa.

Co za patologia??? ja chce miec faceta swoj swiat i byc szczesliwa.i miec spokoj.
Wogole to moj M. ma doly i to troche odbija sie na mnie/na nas bo jest
nieobecny,zamyslony,malomowny nieczuly.zamyka sie w skorupie.
Ja jestem po toksycznym zwiazku i nie mam sily i nawet predyspozycji zeby
kogos otwierac i byc delikatna i obochodzic sie z nim jak z jajkiem bo sama
musze nad soba popracowac i sama mam trudnosci w okazywaniu uczuc i sama
zamykam sie w sobie.dla niego nie widziec sie 4 wieczory a 5 lezec zblokoanym
a 6 miec dziecko a 7 tez dziecko a 8 ja mam noc,ale dla niego to nie ma
problemu!!!a ja potrzebuje bliskosci.

Patologia.ja nie powinnam miec takich problemow!!!!!!tylko spokojne szczesliwe
zycie z ukochana osoba.ksiazke napiszewink ;//////////
Obserwuj wątek
    • rybkka24 Re: oslawiona eks zona.. 20.09.08, 15:14
      Oj.literowki.jego EKS stwierdziala ze znalazl sobie nowa laske i teraz jej pcha
      w dupe kase.i ze moglby np.kupic jej samochod do wozenia dziecka zrobila mu
      awanture.matka M. stwierdzila ze ona ma cos nie tak ze soba po niejednej akcji,
      i awanturze i teraz ostatnio i wczesniej.eks jest zlosliwa i zgryzliwa i zanim
      moj M.zaczal ze mna byc przynajmniej z raz w tygodniu robila mu jakas afere.sad((
      po maly nic nie widac ze jest chory.rozwija sie normalnie jak na 3-letniego
      chlopca zadziwiajaco dobrze mowi, jest bystry i kontaktowy tylko panicznie boi
      sie obcych.

      Nie mam z kim porozmawiac na ten tematsaddlatego wam tutaj takie eseje
      serwuje.hehehe.poprostu nie jestem przygotowana na takie przygody.
      • adela38 Re: oslawiona eks zona.. 20.09.08, 16:12
        A po ki diabel ci taki facet? Miej go jako przyjaciela, a za odpowiednim facetem
        porzadnie sie rozejrzyj...
        • ajmj Re: oslawiona eks zona.. 20.09.08, 17:04
          Adela38 - łatwo mówicsmile
          Sama sobie nieraz zadaje pytanie, czy jakby moznab yło cofnąc czas,
          to co i jak bym postapiła...
          I sama sobie odpowiadam: że raczej tak samo, mimo, ze teraz wiem, iz
          nie mam lekko... a bywa bardzo ciężko...
    • chalsia Re: oslawiona eks zona.. 20.09.08, 18:54
      > Co za patologia??? ja chce miec faceta swoj swiat i byc
      szczesliwa.i miec spoko
      > j.
      > Wogole to moj M. ma doly i to troche odbija sie na mnie/na nas bo
      jest
      > nieobecny,zamyslony,malomowny nieczuly.zamyka sie w skorupie.
      > Ja jestem po toksycznym zwiazku i nie mam sily i nawet
      predyspozycji zeby
      > kogos otwierac i byc delikatna i obochodzic sie z nim jak z
      jajkiem bo sama
      > musze nad soba popracowac i sama mam trudnosci w okazywaniu uczuc
      i sama
      > zamykam sie w sobie.dla niego nie widziec sie 4 wieczory a 5
      lezec zblokoanym
      > a 6 miec dziecko a 7 tez dziecko a 8 ja mam noc,ale dla niego to
      nie ma
      > problemu!!!a ja potrzebuje bliskosci.

      wiesz co, Ty idź do psychoterapeuty i przepracuj ten toksyczny
      związek zanim się z kimkolwiek zwiążesz.
      Ten facet nie ma Ci nic do "dania" i Ty jemu także. Może jedynie
      seks bez zobowiązań.
      • ataner30 chalsia 21.09.08, 20:13
        oj chalsia ja to sie czasem zastanawiam czemu ty na "macochach" udzielasz rad a
        nie np. na forum "szczesliwe zony" wink O jednej i drugiej problematyce masz
        zerowe pojecie wiec moze sprobojesz tam rowniez? Po co tylko masz po macochach
        jezdzic? Na "szczesliwych zonach" jakby ktos ci zarzucil ze takowa nie jestes
        zawsze moglabys odpowiedziec ze jestes BYLA ZONA wink. Pozdr.
        • braktalentu Re: chalsia 22.09.08, 08:41
          Bo nie trzeba być meteorologiem, żeby wypowiadać się na temat
          pogody.
          Czym rózni się rola macochy, goszczącej w swoim życiu pasierba, od
          roli byłej żony, goszczącej w swoim życiu przyrodnie rodzeństwo
          własnych dzieci?
          • chalsia Re: chalsia 22.09.08, 11:21
            braktalentu napisała:

            > Bo nie trzeba być meteorologiem, żeby wypowiadać się na temat
            > pogody.
            > Czym rózni się rola macochy, goszczącej w swoim życiu pasierba,
            od
            > roli byłej żony, goszczącej w swoim życiu przyrodnie rodzeństwo
            > własnych dzieci?

            Braktalentu, przeciez powinnas już się przyzywyczaić, że
            trzydziestoletnia (kiedyś) Renata nigdy nie błyszczała głębszą
            refleksją.
          • ataner30 Re: chalsia 22.09.08, 13:00
            > Bo nie trzeba być meteorologiem, żeby wypowiadać się na temat
            > pogody.

            to juz chyba taka nasza cecha narodowa we wszystkim jestesmy ekspertami w kazdej
            dziedzinie, widac to szczegolnie gdy laicy kompletni wypowiadaja sie na temat
            medycyny, psychologii, itd...

            > Czym rózni się rola macochy, goszczącej w swoim życiu pasierba, od
            > roli byłej żony, goszczącej w swoim życiu przyrodnie rodzeństwo
            > własnych dzieci?

            rozni sie i to diametralnie wszystkim. Dla mnie roznica jest oczywista.

            Poza tym moze i bym byla w stanie zaakceptowac to ze byle zony udzielaja nam
            macochom rad odnosnie kontaktow z dziecmi. OK, to by jeszcze bylo zrozumiale,
            same sa matkami i na temat dzieci wiedza zwykle wiecej niz czesto bezdzietne
            jeszcze macochy. Ale pusty smiech mnie ogarnia jak kobiety ktorym posypal sie
            wlasny zwiazek z mezem radza nam wlasnie w sprawach zwiazkow wink I jakos nigdy
            mnie nie dziwi ze rady te sa w stylu "rzuc chlopa w cholere, po co ci taki balast".

            • nangaparbat3 Re: chalsia 22.09.08, 16:37
              Ale pusty smiech mnie ogarnia jak kobiety ktorym posypal sie
              > wlasny zwiazek z mezem radza nam wlasnie w sprawach zwiazkow wink I
              jakos nigdy
              > mnie nie dziwi ze rady te sa w stylu "rzuc chlopa w cholere, po co
              ci taki bala
              > st".

              Ja tam bym sie nie smiala - bardzo sensowna rada dla kogos, kto chce
              miec przede wszystkim spokój. To znaczy - dla kobiety, ktora chce
              miec spokój.
            • braktalentu Re: chalsia 22.09.08, 17:27
              Gdybyś zechciała Ataner, mnie macochę z siedmioletnim stażem, nie
              będącą niczyją Ex i nie posiadającą dzieci innych niż z obecnego
              związku z dzieciatym rozwodnikiem, uświadomić na czymż polega
              różnica między goszczeniem w swoim życiu pasierba przez macochę, a
              przyrodniego rodzeństwa własnego dziecka przez byłą żonę.
              Mówię tu oczywiście o sytuacji zdrowej, w której oprócz dbania o
              stosunki na linii ojciec - jego nowa rodzina - dzieci z pierwszego
              związku, dba się również o więź między przyrodnim rodzeństwem. O
              sytuacji, w której dzieci spotykają się BEZ udziału wspólnego
              rodzica i zapraszają się nawzajem do swoich domów. Zapewniam Cię, że
              mój prawie trzylatek to dużo większe wyzwanie opiekuńczo -
              organizacyjne dla byłej żony, niż piętnastolenia pasierbica dla
              mnie.
    • nsc23 Re: oslawiona eks zona.. 20.09.08, 20:34
      Rybko, napisze Ci wieczorem maila, bo mam Ci cos do powiedzenia prywatnie wink
    • braktalentu Re: oslawiona eks zona.. 21.09.08, 10:36
      "Maly byl u mojego M.przez 3 tyg.w czasie gdy eks zrobila sobie
      zagraniczne dlugie wakacje".

      Nie, no żartujesz chyba? Naprawdę kobieta ośmieliła się wyjechać na
      ZAGRANICZNE wakacje i zostawić dziecko pod opieką Jego własnego
      OJCA? Co za patologia!

      "Maly nie wspominal matki nie wygladalo zeby tesknil(chyba ze nie
      okazywal)"

      Tak, to bardzo ważne, żeby od razu ustalić czy dziecko woli tatusia,
      czy mamusię. Trzylatek, który po trzytygodniowej rozłące nie biegnie
      do matki (szczególnie tej niewspominanej przez cały czas pobytu u
      taty), nie rzuca się Jej z płaczem w ramiona i nie woła "zabierz
      mnie, zabierz" na pewno woli tatusia. Kto by tam wolał tego potwora
      z bagien. Ciekawa jestem jak Ex wyraziła swoją wściekłość i co
      dowodziło, że właśnie fakt nietęsknienia dziecka tak ją wyprowadził
      z równowagi - coby te mniej spostrzegawcze macochy wiedziały jak
      interpretować zachowania patologii.

      "Przyjechala z jakim lysolem samochodem"

      Pewnie źle i niemoralnie się prowadzi. Która porządna kobieta
      zadawała by się z łysym facetem, skoro dookoła tylu włochaczy. I do
      tego samochodem! A co autobusem niełaska? Naprawdę przegięła.
      Dobrze, że nam o tym napisałaś.

      "ona ma troche kasy ogolnie".

      Pewnie z alimentów dziecka, nierządu z łysolami i drobnych
      kradzieży. Jak miała na zastawkę w głowie Małego, to i na brykę
      niech sobie zarobi tą pomarszczoną dupą. A jeszcze się zdzira jedna
      dopomina, żeby ojciec w dziecko ładował! A co to Jego dziecko? W
      sensie jak już jedno ma z byle kim, to skąd Twój Miś może mieć
      pewność, że to drugie Jego. A może łysola od samochodu? Poczytaj,
      był tu taki wątek, o tym jak się chłop po wielu latach dowiedział,
      że był ojcem do dupy, bo to nie Jego biologiczne dziecko. Intuicja
      Mu podpowiadała, żeby się kukułczym jajem nie zajmować.

      "Ja jej nigdy nie widzialam (tylko na zdjeciach)".

      Nie żeby Cię interesowało jak wygląda. Przypadkiem na te zdjęcia się
      natknęłaś, w trakcie porządków. No, bo Ona, jak typowa Ex, pewnie
      straszna fleja była, nie?

      "i stwierdzil ze jak ona mu takie sceny i problemy robi to wogole
      moze urwac kontakt.(

      Prawdziwy mężczyzna. Niech postawi na swoim! Nie dość, że suce łaskę
      robi i z własnym dzieckiem się spotyka, to jeszcze Ona śmie Mu
      zwracać uwagę. No PATOLOGIA!

      "A moj M. jak ma problems z eks lub z dzieckiem to najpierw dzwoni
      do mamy potem do siostry i zdaje im cala relacje...??? potem jak sie
      widzimy mi opowiada,wogole to ja chyba jestem ostatnia dowiadujaca
      sie o problemach z eks dzieckie lub praca"

      To na pewno dlatego, że nie chce Cię martwić. Przecież Jego Eks i
      dziecko to również Twoja sprawa. On czuje, że Ty możesz tego nie
      znieść, przez tę swoją wrażliwość. Przecież nie dlatego rezygnuje z
      Twoich światłych rad, że traktuje Cię jak głupią gęś do rżnięcia.

      " bo sama musze nad soba popracowac"

      To absolutna prawda i koniecznie tę książkę napisz.
      • kopina77 Re: oslawiona eks zona.. 21.09.08, 12:03
        Braktalentu, ale pojechałaś po Rybce...Mogłaś jej jednak oszczędzić
        tych kąśliwych uwag.Dziewczyna chciała się tylko wygadać....
        • braktalentu Re: oslawiona eks zona.. 21.09.08, 12:53
          Pewne zachowania i poglądy nie stają się dla mnie mniej
          niedopuszczalne,niestosowne, niesmaczne tylko dlatego, że
          zaistniały "jedynie" w sieci, bo ktoś chciał "się wygadać".
          Niechęć do drugiego człowieka, można wyrazić na wiele sposobów.
          Nawet tę nieuzasadnioną niechęć. Forma, w której zrobiła to autorka
          wątku razi mnie i dałam temu wyraz RÓWNIE (nie bardziej) kąśliwie co
          Ona. Nie zamierzam ignorować tego co mnie razi, ani tym bardziej
          klepać po pleckach, tylko dlatego, że i ja i autorka wątku pełnimy
          podobną rolę społeczną - macochy.
          Pozwalam sobie żywić nadzieję, że autorka wątku dojrzeje do szybkich
          i radykalnych zmian w swoim życiu, polegających na pielęgnowaniu
          swojej wrażliwości z mężczyzną bez dzieci z pierwszego związku.
          Wszystkim, a zwłaszcza Jej samej wydzie to jak najbardziej na
          zdrowie. Tkwienie w toksycznym układzie może zrujnować Jej delikatną
          strukturę emocjonalną.
          • rybkka24 Re: oslawiona eks zona.. 21.09.08, 16:27
            Dobrze ze ty nie masz delikatnej struktury emocjonalnej i jestes taka twarda
            dojrzala i przygotowana do roli macochy co widac po kulturze twojej
            wypowiedzi.tak sie sklada ze po 1.sa wredne, zlosliwe, pazerne i posrane eks,
            ktorych by sie najlepiej pozbylo a nie ma jak
            po 2.moj M.jak najbardziej spelnia sie w roli ojca pod kazdym wzgledem a to ze
            on manipuluje dzieckiem do wlasnych celow i po to zeby dosrac bylemu to jest
            oddzielna sprawa.
            po 3.nie wypowiadaj sie wiecej w tym watku bo szkoda ze WYRWALAS ZDANIE Z
            KONTEKSTU a nie skomentowalas zachowania np.eks tylko moja nadwraliwa nature
            nie nadajaca sie do tego typu zwiazkow.
            i nikt tu nie wzial dziecka z lachy na 3 tygodnie, i nikt tu nie placi z lachy i
            nie ma z lachy kontaktu z malym.

            A takie szarpanie sie i jakis trojkad i jeszcze dosrywanie drugiej stronie zeby
            przypadkiem nie byli za sczesliwi to patologia dlamnie.
      • rybkka24 Re: oslawiona eks zona.. 21.09.08, 16:17
        widze jawna zlosliwoc.wyciagniete zdania z kontekstu i chyba jestes jakas eks...
        napisalam to zeby zobrazowac sytuacje.dziecko szlo niechetnie i to bylo widac,
        sorry ale trzylatek tez umie pokazac ze jest zadowolony czy nie.
        Po kobiecie tez widac zlosc i jej sposob zachowania w trakcie odbierania dziecka
        i potem to pokazywal.
        Po 2 jego eks od przyjazdu robi mu jazdy awantury drze dup..nie wiadomo o co.nie
        chce mu dawac dziecka.robi problemy.
        Nie chce mu dac dziecka jak przyjedzie z dziewczyna a sama przyjezdza z
        niewiadomo kim.on placi reguralnie i kasy nie zaluje, idzie eks na reke w
        kwestiach finansowych a ze zdzierze wiecznie malo, i ma moze kupic jej samochod
        dom i ustawic ja na cale zycie.
        Nie robi jej zadnej laski!!!!!!a ona moglaby zachowywac sie jak czlowiek i tych
        kontaktow nie utrudnic i dawac mi dziecko na weekendy a nie robic mu jeszcze
        jakies afery co i raz.
        chyba zycie sie po tobi przejechalo.
      • twojafantazja Re: oslawiona eks zona.. 22.09.08, 12:55
        Braktalentu-zgadzam się z Tobą.Pierwszy post to żenada.
        Rzeczywiście jak 'suka' śmiała wyjechać na wakacje bez dziecka i to na trzy
        tygodnie oraz w dodatku prowadzać się z jakimś łysolem (zapewne w dresie i bmc-e).
        Toż to nie do pomyślenia-powinna jak już spotykać się z owłosionym facetem w
        garniakusmile
    • rybkka24 Re: oslawiona eks zona.. 21.09.08, 16:36
      A pozatym weszlam tu zeby sie wygadac, nikogo nie obrazalam a ty moglabys swoje zdanie ujac bez wulgaryzmow i troche innym jezykiem.i ciekawa jestem skad taka obronczyni eks sie wziela,wiec jezeli nie wiesz co ona dokladnie wyprawiala przy rozwoodzie i wyprawia dalej to sie tak nie unos JAWNA MOJA NIESPRAWIDLIWOSCIA i ZLOSLIWOSCIA.
      a tak sie sklada ze to ONA sie zachowuje tak jakby u ojca dziecka mu sie krzywda dziala.dziecko jak nie widzi matki 3 tygodnie to sie ciesz a nie pyta czy moze zostac u taty jeszcze troche i nie chce nawet wyjsc sie przywitac .
      • braktalentu Re: oslawiona eks zona.. 22.09.08, 08:59
        Rybko, zanim następnym razem wyskoczysz z "nieodpowiednim językiem"
        i "wulgaryzmami", poczytaj sobie netykietę. To taki zbiór zasad
        korzystania z netu. I zastanów się, która z nas wykazała się złymi
        manierami.
        Wogóle coś poczytaj, kochanie. To dobrze robi na skołatane nerwy.

        A wymaganie od byłej żony Twojego M. (Misia?, Męża?) "dawania Ci
        dziecka na weekend", to chyba jakiś żart, prawda?
        • kopina77 Re: oslawiona eks zona.. 22.09.08, 10:19
          Braktalentu taki deszczowy, paskudny poranek a Ty wcale go nie
          poprawiasz...crying
          • braktalentu Re: oslawiona eks zona.. 22.09.08, 17:13
            A co radzisz Kopina? Ignorować, czy klepać po pleckach? Czym się
            kończy ignorowanie nauczyła nas historia i Aronson w swojej ostaniej
            książce. Klepanie po pleckach w sytuacji autorki wątku nic nie
            zmieni. Ani nie sprawi, że była żona Jej partnera stanie się nagle
            wcieleniem łagodności, ani nie uświadomi Jej, że w tym związku nie
            ma czego szukać, bo tylko uniszczęśliwi siebie i innych, ani też nie
            nauczy Jej poprawnego konstruowania zdań złożonych i stosowania
            znaków interpunkcyjnych.
        • lilith76 Re: oslawiona eks zona.. 22.09.08, 11:33
          braktalentu, też uważam, że za ostro pojechałaś.
          Buro widzę ten związek, bo:
          - dziewczyna nie jest emocjonalnie gotowa do związku z dzieciatym rozwodnikiem i może nigdy nie będzie (żadna wada, ja nigdy nie będę gotowa do związku z pedantem),
          - ich temperamenty życiowe i poglądy na życie są diametralnie różne,
          - dziewczyna ma za sobą ciężko związek i problemy w kolejnym będzie wyolbrzymiać,
          - jej partner wykazuje "trzęsionkę przed eks" i lekki niedobór testosteronu, co prorokuje histerie, długie załamywania rąk za każdym razem gdy eks tupnie pantofelkiem,
          A zagrywki eks to tylko wisienka na torcie koronująca zgrzyty.
          Lubię happy endy, ale tu do takowego trzeba długiej pracy i wysiłku.
          • nangaparbat3 Re: oslawiona eks zona.. 22.09.08, 16:45
            Lilith,
            niby masz rację - ale jednak nie zwiazalaś sie chyba z pedantem?wink
          • braktalentu Re: oslawiona eks zona.. 22.09.08, 17:42
            dojrzałość to nie tylko ponoszenie konsekwencji własnych wyborów,
            ale również nie dokonywanie lub wycofywanie się z wyborów
            nietrafionych.
            Ponoszenie konsekwencji to nie tylko ciągnięcie kieratu w milczeniu,
            ale również szukanie rozwiązania swojego problemu.
            Rybka nie wycofała się z układu, który Jej ewidentnie przeszkadza.
            Nie próbuje rozwiązać SWOJEGO problemu. Rybka szuka winnych swojej
            nikomfortowej sytuacji, tak jakby ich wskazanie i napiętnowanie
            mogło cokolwiek zmienić. Rybka z lubością przemyca sforumowania
            mające zdyskredytować Ex w naszych oczach. Mniej delikatnie
            prezentuje własne walory - wrażliwość. I oczywiście możemy Jej
            przyklasnąć. Tylko co to zmieni w JEJ życiu, poza dalszym
            nakręcaniem spirali nienawiści (tu nie mogę się powstrzymać o
            dygresji adresowanej tylko do Lilith: Ex Jej książkę, Ona Ex książkę-
            smile)))). Poza szerzeniem stereotypu pazernej, sfrustrowanej Exiary i
            młodej, głupiutkiej lali - macochy nic nie osiągniemy. Nie zgadzam
            się nawet z Chalsią, z którą zasadniczo to ja się prawie zawsze
            zgadzam. Terapia jest dla ludzi, którzy chcą coś w swoim życiu
            zmienić własnymi rękami i decydują się na podjęcie jakiegokolwiek w
            tym kierunku wysiłku. Rybka się do tego nie zmobilizowała. Wyraziła
            swoją niechęć do winnych JEJ sytuacji i oczekuje... no właśnie,
            czego? Współczucia?
    • rybkka24 Re: oslawiona eks zona.. 22.09.08, 22:28
      To że napisałam że eks wyjechała na wakacje i bez dziecka, było w ramach tylko
      INFORMACJI, co się działo ostatnio u nas czyli mieliśmy dziecko na 3 tygodnie bo....
      Nie było w tym żadne złośliwości ani żadnej ironii ani nic podszyte tekstem typu
      ....”suka wyjechała bez bachora” w ogóle nie miałam tego na myśli. a wy sobie to
      wręcz dopowiedziałyście.
      M. dodatkowo poszedł jej na rękę w sprawach finansowych dotyczących wyjazdu.
      Dziękuje Twoja fantazja że to wszystkim nam obecnym przypomniałaś.
      ""Przecież nie dlatego rezygnuje z Twoich światłych rad, że traktuje Cię jak
      głupią gęś do rżnięcia.""---urocza aluzja i podnoszący na duchu tekst który to
      właśnie spowodował że muszę sobie znów melisę zaparzyć bo wrażliwa jestem.
      O eks strasznie się nasłuchałam od rodziny mojego M. a wierzcie że wcale nie
      chciałam bo teraz się tylko wkur...nie interesowała mnie jej osoba byle się
      dogadali w sprawach dziecka.
      Sama byłam zdziwiona jak NEGATYWNIE mi ją opisali, i stwierdzili że to jest taki
      człowiek że z nią nie da się usiąść normalnie przy stole i uzgodnić szczegóły
      opieki nad dzieckiem, lepiej mi ZDECYDOWANIE było jak mi jej tak nie wynaturzyli
      i wręcz nie nastraszyli że ona nie da M. spokoju i długo będzie próbowała mu
      życie uprzykrzać i co i raz wymyśli coś nowego, spokojniej mi się spało bez tych
      wszystkich „pikantnych” szczegółów z ich życia i jej zachowania. Nie chce nikogo
      nastawić.



      Mogę zgodzić się że tekst jest lekko niefortunnie napisany, chyba dlatego że
      chciałam jak najwięcej informacji zawrzeć w możliwie najkrótszym tekście.
      Nie przyszłam na to forum żeby ktoś oceniał moja gramatykę i poprawność
      stylistyczną...dziękuje za cenne uwagi braktalentu nie na temat i za radę
      napisania książki, bo to też był tekst z przymrużeniem oka....Boże ale ludzie są
      złośliwi.
      Pyzatym zgadzam się że do tej sytuacji stanowczo nie dojrzałam emocjonalnie
      chyba że po prostu mam taki charakter że taki związek PO PROSTU mi nie pasuje,
      tak jak np. jedna nie zwiąże się z marynarzem którego wiecznie nie ma w domu, a
      druga powie że jej w tym związku jest dobrze. chciałabym mieć swojego faceta,
      swój związek i swój dom a nie byłą na plecach.

      Tylko porostu się zakochałam w człowieku i staram się to zaakceptować ale
      niektóre sprawy mnie wyprowadzają z równowagi....i czasem „nieogarniam” że tak
      się wyrażę.
      Nie chcę za bardzo M. siedzieć na głowie więc sobie tutaj żale wylewam widać
      niepotrzebnie. OK.

      Braktalentu mogłabyś całość twoich wypowiedzi i kąśliwych uwag i podtekstów ująć
      w jednym zdaniu oszczędziłbyś czas na pisanie np.
      Nie nadajesz się do tego związku idź szukać szczęścia gdzie indziej.itp.

      Napisałam na tym forum żeby poznać opinie, może tez żeby pomogły mi one podjąć
      decyzje, ale bez złośliwości podtekstów i kąśliwych uwag.
      Nikt nie każe głaskać mnie po głowie ale mieszać z błotem też nie.

      Pozdrawiam.



      • nangaparbat3 Re: oslawiona eks zona.. 22.09.08, 22:58
        >>>Pyzatym zgadzam się że do tej sytuacji stanowczo nie dojrzałam emocjonalnie
        chyba że po prostu mam taki charakter że taki związek PO PROSTU mi nie pasuje,
        tak jak np. jedna nie zwiąże się z marynarzem którego wiecznie nie ma w domu, a
        druga powie że jej w tym związku jest dobrze. chciałabym mieć swojego faceta,
        swój związek i swój dom a nie byłą na plecach.

        Tylko porostu się zakochałam w człowieku i staram się to zaakceptować ale
        niektóre sprawy mnie wyprowadzają z równowagi....i czasem „nieogarniam” że tak
        >>>się wyrażę.


        Usłyszalam dzisiaj od chlopca troche od Ciebie mlodszego, ze zakochanie trwa
        najwyzej cztery lata, a potem sie okazuje.
        Wiec po prostu sprobuj wyobrazic sobie, co zostanie po tych czterech latach.
      • adela38 Re: oslawiona eks zona.. 23.09.08, 07:35
        Wiesz...jesli mimo wszystko chcesz z nim byc, to niestety musisz w tej sytuacji
        byc egoistyczna na tyle, by walczyc o swoje szczescie, o przestrzen dla siebie i
        waszej rodziny. A twoj partner bedzie musial nauczyc sie respektowac przede
        wszystkim twoje potrzeby i wasze priorytety.Musisz pamietac, ze to dziecko to
        nie byle jakie dziecko tylko fizyczne przedluzenie zwiazku jego z ex.Choc ma
        geny po obu, jak doliczyc material genetyczny mitochondrialny przewazaja zawsze
        geny matki.Dziecko to w jej ciele zylo, jej cialem sie zywilo, wiekszosc czasu
        przebywa z nia i glownie przez nia jest wychowywane.Gdybys zdecydowala sie zyc z
        tym mezczyzna on musialby wiecej brac pod uwage twoja osobe.To mozna robic jak
        sie chce bez krzywdy dla dziecka.W sytuacji, gdy stawia dziecka tamtej kobiety
        przed twoja osoba po niedlugim czasie zaczniesz sie coraz gorzej czuc.Moze
        zdrowiej by bylo dla waszych kontaktow bys nie uczestniczyla w zaden sposob w
        opiece nad tym dzieckiem, by on podzielil czas tak bys ty nie miala do czynienia
        z tym dzieckiem.A jesli on nie chce znalezc czasu dla ciebie to jak bedzie
        kiedys dzielil czas jak bedziecie rodzina? Zastanow sie czy naprawde chcesz tego
        dziecka w twoim zyciu? Bo do niego jest dolaczona ex i nic tego nie jest w
        stanie zmienic.Co gdy z czasem maly podrosnie i badzie coraz bardziej
        przypominal swoja matke...bo tego nie da sie uniknac szczegolnie, gdy jest przez
        nia wychowany.Chcialabys wtedy by byl czlonkiem waszej rodziny, byl z waszym
        dzieckiem? I mala kwestia finsowa- czy gotowa jestes na swiadczenia finansowe na
        rzecz tego dziecka z twojej kieszeni?Bo i tak moze sie zdazyc... a napewno
        budzet waszej rodziny bedzie na conajmniej 20 przyszlych lat obciazony dodatkowo
        tym dzieckiem.To wszystko musisz brac "na zimno" pod uwage myslac o zwiazku z
        tym panem.
        Z calego serca jedna rzecz ci poradze: nie warto sie poswiecac... swoje dobre
        serce miej, ale pilnuj by zamiast oferowanego przez ciebie palca nie wzieto
        calej reki...badz troche egoistyczna zolza, bo to dobrze wam zrobi i dla waszych
        relacji...bo w sercu sama wiesz, ze nic zlego nikomu nie chcesz zrobic...wazne
        tylko bys nie dawala z siebie za duzo, bys ty tez w tym wszystkim byla
        szczesliwa, bo wtedy bedziesz w stanie obdzielac tym szczesciem innych...
      • braktalentu Re: oslawiona eks zona.. 23.09.08, 10:44
        Przepraszam Rybka.
        Nie za złośliwości i kąśliwość, bo te należą Ci się od początku do
        końca.
        Przepraszam, bo skupiłam się na rzeczach, które mnie w Twoim poście
        zirytowały i nie doceniłam tego co równie ważne, a tak naprawdę
        nienapisane - tego, że Twoje problemy nie są związane z dzieckiem i
        faktem czyje geny nosi. Tego, że swoją złość i frustrację kierujesz
        przeciwko dorosłym, a nie jak wiele innych kobiet wyładowujesz się
        na niewinnym dziecku. To ładnie o Tobie świadczy i nawet jeśli
        pogubiłaś się i dopiero dojrzewasz do ważnych decyzji to prędzej,
        czy później masz szansę podjąć te właściwe. Ja, definiując szczęście
        tak jak Ty, odeszłabym, uznając swój wybór za niewłaściwy.

        Ech ta melisa - zbawienne ma działanie-smile
        • kopina77 Re: do brakt... 23.09.08, 10:53
          Braktalentu przywróciłaś mi wiarę w Ciebie, bo już się przeraziłam
          że ten deszczowy ponury czas wkradł się do Twojej duszy...
        • nangaparbat3 Re: oslawiona eks zona.. 23.09.08, 17:25
          Jesli Rybka ładnie sie zachowuje kierujac frustracje przeciw dorosłym, a nie
          przeciw dziecku, to Adela szybciutko ja naprostuje - jak widac powyżej.
          • adela38 Re: oslawiona eks zona.. 23.09.08, 19:33
            Hola hola...nikogo nie mam zamiaru naprostowywac, ale to co rybce napisalam, to
            zwyczajna prawda...taka sama jak to, ze ludzie robia kupe...
            • chalsia Re: oslawiona eks zona.. 23.09.08, 21:41
              > Hola hola...nikogo nie mam zamiaru naprostowywac, ale to co rybce
              napisalam, to
              > zwyczajna prawda...taka sama jak to, ze ludzie robia kupe...

              he he he he, myli Ci się fizjologia z psychologią
            • nangaparbat3 Re: oslawiona eks zona.. 23.09.08, 22:06
              Kazdy robi kupę, ale nie kazdy wymiotuje - skoro juz tak rozmawiamy.
              • adela38 Re: oslawiona eks zona.. 23.09.08, 23:25
                Kazdy, ale ...to pierwsze robi regularnie i czesto, a to drugie w sytuacjach
                koniecznych... smile)
                a fizjologia z psychologia wcale mi sie nie myli...juz z racji zawodu dosc
                dobrze kojarze obie dzialki..
                nawiasem mowiac, co chcialyscie wniesc do dyskusji w swoich ww komentarzach?
                • chalsia Re: oslawiona eks zona.. 24.09.08, 00:15
                  > nawiasem mowiac, co chcialyscie wniesc do dyskusji w swoich ww
                  komentarzach?

                  zapewne to samo, co Ty pisząc sformułowanie "zwyczajna prawda"
                  • adela38 Re: oslawiona eks zona.. 24.09.08, 07:37
                    Piszac "zwyczajna prawda" chcialam jedynie podkreslic, ze takie sa obiektywne
                    realia zycia w tego typu zwiazku, ktorych trzeba byc swiadoma na niego sie
                    decydujac.
                    • nsc23 Re: oslawiona eks zona.. 24.09.08, 10:27
                      Nie. To nie jest obiektywna prawda. To sa Twoje bardzo subiektywne odczucia.
                      Kazdy odbiera taki zwiazek inaczej i nie kazdy widzi dziecko jako 'fizyczne
                      przedluzenie zwiazku eks i misia'.
                      • chalsia Re: oslawiona eks zona.. 24.09.08, 10:39
                        słusznie Nsc prawi.
                        Nie istnieje coś takiego jak prawda obiektywna. Obiektywne są
                        jedynie fakty. A reszta to to jak każdy z nas te fakty odbiera.
                      • adela38 Re: oslawiona eks zona.. 24.09.08, 18:19
                        nsc23 napisała:

                        > Nie. To nie jest obiektywna prawda. To sa Twoje bardzo subiektywne odczucia.
                        > Kazdy odbiera taki zwiazek inaczej i nie kazdy widzi dziecko jako 'fizyczne
                        > przedluzenie zwiazku eks i misia'.

                        Fizyczne przedluzenie zwiazku ex i misia jest faktem...a subiektywne jest
                        widzenie tego, badz zamykanie na to oczu i zwiazane z tym odczucia...
                        • nsc23 Re: oslawiona eks zona.. 25.09.08, 00:21
                          Problem powstaje, jezeli zwiazek misia i eks nie istnial. Widocznie 'moja' mala
                          jest przedluzeniem niczego.
                          • adela38 Re: oslawiona eks zona.. 25.09.08, 07:52
                            Zwiazek nie istnial? Nawet jesli ex mialaby to dziecie z ducha swietego to
                            bylby zwiazek- z duchem swietym.Byl- a jaki, to juz inna sprawa.
                            Nawet jakby ex zgwalcila twojego faceta to to dziecko byloby fizycznym
                            przdluzeniem i konsekwencja tego gwaltu.
                            Byc moze formalny zwiazek miedzy nimi nie istnial, byc moze zwiazek byl plytki i
                            krotkoczasowy (jednorazowy seks), ale to dziecko jest fizycznym przedluzeniem i
                            konsekwencja wlasnie tego zwiazku(o jego jakosci juz sie nie wyrazajac).
                            • babe007 Re: oslawiona eks zona.. 25.09.08, 08:46
                              No popatrz, a ja myslałam, że dziecko jest człowiekiem. Małym, bo
                              małym, bezbronnym i naiwnym, ale jednak człowiekiem.
                            • nsc23 Re: oslawiona eks zona.. 25.09.08, 08:55
                              No coz, widze ze mamy odmienne definicje zwiazku.
                              Wspolczuje Ci w sumie takiego postrzegania dziecka Twojego faceta, bo sama sobie
                              zycie utrudniasz.
                              • adela38 Re: oslawiona eks zona.. 25.09.08, 18:19
                                Nie rozumiem czego mi wspolczujesz? Zyje tak jak mi sie podoba i jest mi z tym
                                dobrze.Gdy ja mam dobre samopoczucie, dziele sie swoim szczesciem z bliskimi i
                                razem wszyscy jestesmy ze soba szczesliwi.A to kogo dopuszczam do siebie jako
                                bliskich to wylacznie moja decyzja.
                                • nsc23 Re: oslawiona eks zona.. 26.09.08, 00:10
                                  Czego Ci wspolczuje? Tego, ze nie widzisz, ze to nie jest wina dziecka, ze
                                  zostalo sprowadzone na swiat w takich, a nie innych okolicznosciach i ze jest
                                  przede wszystkim czlowiekiem a nie fizycznym przedluzeniem czegos tam i sola w
                                  oku, czy wrzodem na dupie.
                                  Tego, ze na wlasne zyczenie wprowadzasz w swoje zycie negatywne uczucia.
                                  • adela38 Re: oslawiona eks zona.. 26.09.08, 07:33
                                    Oczywiscie, ze widze i wiem ze dziecko samo w sobie nic tu nie jest winne.Ale to
                                    nie znaczy ze nie istnieja te rzeczy o ktorych napisalam i ze nie jest to jakies
                                    tam dziecko tylko konkretne, konkretnych ludzi z konkretnymi wlasciwosciami.Nie
                                    mam obowiazku wpuszczac go do mojego zycia, a jesli z jakichs przyczyn zechce,
                                    to moge to zrobic na takich warunkach jakie mi odpowiadaja.Jezeli mam negatywne
                                    uczucia wstosunku do niego to tylko lepiej dla niego by nie uczestniczylo w moim
                                    zyciu.To dziecko ma przede wszystkim swoich rodzicow i to oni maja sie nim
                                    zajmowac.Poniewaz dyskusja byla tez o ojcu dziecka, to jesli on nie potrafi
                                    wypelnic swoich ojcowskich obowiazkow bez zaniedbywania uczuc swojej partnerki
                                    nie powinien sie z nia wiazac.
                                    • nangaparbat3 Re: oslawiona eks zona.. 26.09.08, 12:07
                                      adela38 napisała:

                                      .Nie
                                      > mam obowiazku wpuszczac go do mojego zycia, a jesli z jakichs przyczyn zechce,
                                      > to moge to zrobic na takich warunkach jakie mi odpowiadaja.

                                      Wpusciłaś je do swego zycia wiążąc się z jego ojcem.
                                      A warunki muszą byc do przyjęcia dla Was wszystkich - dla Ciebie, Twego
                                      meżczyzny, dziecka, a nawet dla Ex.
                            • marusia1 Re: oslawiona eks zona.. 25.09.08, 22:30
                              A mże to Dziecko jest tylko owocem życiowego błędu? Tylko jaka jest gwarancja,
                              że kolejny związek, nie będzie kolejnym życiowym błędem?
                              • nangaparbat3 Re: oslawiona eks zona.. 26.09.08, 12:09
                                marusia1 napisała:

                                > A mże to Dziecko jest tylko owocem życiowego błędu? Tylko jaka jest gwarancja,
                                > że kolejny związek, nie będzie kolejnym życiowym błędem?
                                W sprawach uczuc gwarancji nie masz nigdy i na nic.
                                I nie bedziesz miała.
                                Jedyne wyjscie to całkowita samotnosc (ale wtedy tez mozemy zawiesc samych
                                siebie) albo zawierzenie. Wiara, nadziej i milosc - jakby sie kto pytał.
                • nangaparbat3 Re: oslawiona eks zona.. 24.09.08, 16:23
                  adela38 napisała:

                  >
                  > a fizjologia z psychologia wcale mi sie nie myli...juz z racji zawodu dosc
                  > dobrze kojarze obie dzialki..

                  Acha.
    • promyk.pl Re: oslawiona eks zona.. 24.09.08, 14:06
      poczytałam trochę o Twojej sytuacji.. mam wrażenie, że problem największy tkwi w
      facecie. jasne, trzeba być wyrozumiałym, miał przejścia itp, wyrzuty sumienia,
      bo porzucił dziecko. Ale kwestia jest ważna taka - albo się na cos decyduje albo
      nie. Jeśli zdecydował się na rozwód i związek z in a kobietą to bierze na klatę
      konsekwencje, a nie doły, rozterki, zamykanie się w sobie. Może on tak po prostu
      ma, że się nie da z nim żyć, a problemy z dzieckiem to tylko przykrywka. Może ma
      inne braki i problemy osobowościowe. Powiem jedno, co wynika z mojego
      doświadczenia - dla M trzeba być czułym, wyrozumiałym, tego samego oczekiwać,
      ale nie jesteś nianią swojego M, tym bardziej psychologiem. jeśli po roku NZ nie
      potrafi sobie poukaldac relacji to niech się zapisze na terpię. Może wtedy coś z
      tego będzie. Popatrz na niego z dystansu, nie tylko przez pryzmat ex małżenstwa
      i tych problemów. Jemu w koncu tez powinno zalezeć, żeby układ był dobry dla
      wszystkich i jako mężczyzna powinien o to zadbać. Mój M. ma czwórkę dzieci z
      poprzedniego małżeństwa, to dopiero wyzwanie dla mnie, a ja nie jestem typem
      matki Polki, która wszystkie dzieci kocha. Ale M się stara bardzo, a ja dla
      niego to wszytsko smile Pozdrawiam i życzę powodzenia !
    • rybkka24 Re: oslawiona eks zona.. 28.09.08, 10:15
      Witam was smile
      Doszlam do wniosku ze zwiazek z facetem z dziecmi hartuje charakter,uczy cierpliwosci, wyrozumialosci, minimalizuje uczucia takie jak zazdrosc i zaborczosc, pokazuje z pelna wyrazistoscia ze drugi czlowiek to NIE JEST twoja wlasnosc, wymaga dojrzalego zachowania madrych decyzji wiec osoby niedojrzale mja przyspieszony kursik dojrzalosci.
      strasznie powaznie podchodze do tematu dziecko,bo to jest dla mnie ogromn aodpowiedzialnosc wychowac madrego szczesliwego czlowieka nie skrzywdzonego i wypaczonego przez fanabarie i niedojrzalosc doroslych.
      Dziecko to odrebny czlowiek jak dla mnie nie lacze go z Ex, patrze na niego przez pryzmat wielu mozliwosci w ksztaltowaniu takiego czlowieczka. oczywiscie ma predyspozycje charakterologiczne i jakies tam cech dziedziczne ale nie mozna go potepiac bo cos tam odziedziczyl po matce czy ojcu bo pozniej bedzie np.wypychalo te cechy uwazajac ze gdyby nie one to wiecej osob by je kochalo np.
      Patrze na moja dobra kolezanke ktora rok temu wziela slub i NORMALNIE PO LUDZKU JEJ ZAZDROSZCZE.........spedzaja mnostwo czasu razem z mezem, podrozuja, spotykaja sie ze znajomymi, domowki imieninki parapetowki zapraszaja znajomych(oczywiscie w ramach rozsadku pracuja tezwinki powolutku cos tm sobie razem kombinuja w sprawach dziecka, przygotowuja sie powoli..
      Niektore rzeczy sa z racji sytuacji sa odbierane partneram ludziom z dziecmi.
      Dlatego partner posiadajacy dzieci tez musi byc czasem wyrozumialy.
      Ja osobiscie nie czuje sie troche spelniona w tym zwiazku, bo np.weekendy naleza do dziecka, nie planowalam dzieka a jest on wszechobecne w moim zyciu i przez sytuacje z eks jest ten temat czesto walkowany.
      Za malo jest mnie/nas w tym wszystkim.
      Moj M. wie ze trzeba dziecko wychowywac ale chyba zapomina ze o zwiazek tez trzeba dbac i go ksztaltowac..
      no coz, postaram sie go nakierowac i zobacze jak to wydzie.

      Wielki podziw i uklony dla kobitek bedacych w takim zwiazku i zmagajacych sie z trudami dnia codziennego i z tymi wszystkimi "dodatkowymi"problemami w takim zwiazku.Wasi mezczyzni powinni was nosic na rekach za to wszystkosmile)
      • zonka77 a ja sobie przypominam siebie 28.09.08, 22:05
        Z pierwszego roku mojego związku i jednak trochę rybkę rozumiem.

        Po pierwsze:
        byłam młodziutka (22 lata) i niewiele wiedziałam o życiu smile O ex słyszałam same
        najgorsze rzeczy i to nie od mojego męża a od jego rodziny. Każde jej zachowanie
        było rozdmuchane - podobnie czyniła i
        ona, każde zachowanie m lub jego rodziny urastało dla niej do rangi tragedii
        życiowej. Ex faktycznie walnęła sporo kwiatków na początku typu nieobecność w
        pierwszym dniu szkoły młodej (ex wolała na wakacjach być dłużej niż być obecną w
        pierwsych dniach pierwszej klasy swojej córki) przez tego typu zagrania w moich
        oczach była matką fatalną (co ja wtedy wiedziałam o byciu matką hehe) Aha - i
        młoda również nie garnęła się do mamy wtedy, raczej był płacz i pytania "czy
        muszę iść do domu??" Nie rozumiałam wtedy że to nie to iż my jesteśmy tacy
        wspaniali a ex taka zła ale raczej fakt że u nas były przyjemności i atrakcje a
        u ex - codzienność. Dla porównania napiszę że dziś my zdecydowanie przegrywamy
        "konkurencję" z ex

        Po drugie: ex była wszechobecna. Bałam się lodówkę otwierać. Wszyscy o niej
        mówili, ona non stop to telefon to awanturka to przymilanie się i propozycje
        wspólnych wyjść (ona, dziecko, m i ja - dla dobra dziecka) na które się
        zgadzałam. Nawet wigilię spędziłam jedną z ex i moimi przysżłymi teściami dla
        dobra dziecka. Po kilku miesiącach miałam wrażenia że nie ma mnie, nie ma nas
        jest tylko ex i dziecko.

        Po trzecie doświadczyłam co to znaczy jak tatuś chce zrekompensować dziecku
        rozwód. Jak to jest być daleko w tyle za dzieckiem

        Mój ówczesny stosunek do ex był...mało przychylny. Miałam jej dosyć, źle ją
        oceniałam - generalnie było koszmarnie. Wszyscy postępowaliśmy źle, włącznie z
        rodziną m która się wtrącała, komentowała itp.

        Minęło od tego czasu kilka lat, wszystko się zmieniło. Dojrzeliśmy wszyscy - ja
        się totalnie ex nie zajmuję, maz ma z nią unormowane relacje, rodzina się nie
        wtrąca. My tworzymy swoją rodzinkę której częścią jest na swój sposób młoda
        (niestety coraz mniej ale sama tak chce) Dzisiaj jak czytam post rybki to pcha
        mi się najpierw pod palce krytyka ale po zastanowieniu się myślę sobie że to
        młoda, niedojrzała dziewczyna która znalazła się w trudnej sytuacji a zachowanie
        jej m i jego rodziny nie pomaga. Również ex wygląda na pogubioną. Sądzę ze
        wszyscy nie bardzo potrafią sobie poradzić z sytuacją...
        • zonka77 Re: a ja sobie przypominam siebie 28.09.08, 22:18
          i jeszcze jedno mi przyszło do głowy. To nie jest tak że ja dzisiaj uważam że
          tylko ja postępowałam źle albo że tylko ex postępowała źle - w zasadzie wszyscy
          postępowali nie najlepiej. Ja do dzisiaj mam swoje "ale" do ex na różnych
          poziomach i wiem że ona z pewnością do mnie również. Ale to nie ma już
          znaczenia. Ona ma swoje życie ja swoje. Dla mnie ważne jest to co mnie łączy z
          mężem i jaką tworzymy rodzinę. A ex - niech sobie żyje jak najlepiej smile Kiedyś
          mi się wydawało że dziecko mojego m powinno być dla mnie super ważne, czułam
          "misję" w głębi duszy. Chciałam być ważna dla niej, chciałam żeby nasze wspólne
          z m dziecko miało z nią więź. A prawda jest taka że młoda ma mamę i tatę a ja
          jestem dla niej nikim więcej niż żoną taty. Co do więżi z siostrą to była super
          a teraz niestety zanika. Ale to nie jest moja wina i musiałam zdecydować
          ostatnio że nie będę się tym zamartwiac bo...nie mam żadnego wpływu (chociaż
          akurat tego naprawdę żałuję że się nie udało).
          Ogólnie - strasznie dużo mi się zdawało a dziś uważam jedno - nie szkodzić, nie
          krzywdzić, jeśli jest możliwość to być miłą i pozytywnie nastawioną, jeśli
          trzeba to chętnie pomogę, nawet doradzę na spokojnie jak trzeba - ale poza tym
          zająć się sobą. I żyć SWOIM życiem, nie życiem ex i nie życiem młodej.
          • nsc23 Re: a ja sobie przypominam siebie 28.09.08, 23:28
            Zonka - niedyskretnie zapytam tylko ile to lat temu bylo wink Jak nie chcesz, nie
            mow, ale z ciekawosci pytam smile
            • braktalentu Re: a ja sobie przypominam siebie 29.09.08, 13:08
              Ja pozwolę sobie odpowiedzieć, chociaż to nie mój post był-smile.
              Mnie przejście ze stanu, który tak trafnie opisuje Zonka, to stanu
              normalności zajęło jakieś dwa i pół roku. Dziś mogę absolutnie
              szczerze napisać, że BARDZO LUBIĘ moją pasierbicę, a w stosunku do
              byłej żony męża zachowuję życzliwą obojętność.
              Niebagatelną rolę w procesie "normalizacji" odegrały kopiące
              dotkliwie w pupę forumki, którym szczerze jestem wdzięczna za
              wszystkie złośliwości i przytyki. Grzebiąc w archiwum łatwo
              znajdziecie mój pierwszy post na tym forum. Jakbym Rybkę czytała-smile.
              • zonka77 Re: a ja sobie przypominam siebie 29.09.08, 13:20
                braktalentu ja córke m lubiłam właściwie cały czas. Na początku dosyć mnie
                szokowała swoim zachowaniem bo ja byłam totalnie w "innym świecie" wychowana. Po
                podobnym chyba czasie jak ty piszesz czułam podobnie jak ty - i bardzo mi
                zależało na dobrych relacjach z młodą. To się zaczęło zmieniać jakiś czas temu -
                może w ciągu ostatniego roku, dwóch. Młoda się baaaardzo zmieniła. Również jej
                stosunek do mnie i do przyrodniej siostry. Obecnie jestem na etapie "nie
                szkodzić" ale nie potrafię wiele więcej wykrzesać. Nie da się na siłę z kimś
                lubić jak ten ktoś po prostu nie chce. Wyszło to co widziałam na początku samym.
                Ja i ona to dwie inne bajki. Mamy zupełnie różne wychowanie, światopogląd,
                ideały, wiarę (tzn ja jestem wierząca - ona nie) sposób bycia - wszystko nas
                różni. Nie chcę się więcej rozpisywać bo to forum otwarte. Napiszę tyle - nie
                chcę i nigdy nie będę jej szkodzić ale nie mam złudzeń że między nami będzie
                życzliwe ciepło na jakie liczyłam. Nie liczę też specjalnie na wielkie i
                wspaniałe relację między młodą a małą. Młoda po prostu nie chce i już. Sądzę że
                ja jestem dla niej idealną kandydatką na skupienie negatywnych emocji
                spowodowanych rozwodem rodziców. Mnie może nie lubić i nie czuć się z tym źle. I
                trudno, jestem w stanie zrozumieć że łatwo nie miała i nie ma i pewnie na mnie
                skupiła niechęć o wszytko. I może dobrze bo mnie to najmniej zaboli.
              • rybkka24 Re: a ja sobie przypominam siebie 29.09.08, 20:52
                ooo.ciesze się że nie ja jedna i nawet te wspaniałe, wyrozumiałe, ciepło
                nastawione do przeszłości partnera, dojrzałe macoszki musiały swoje przejść i
                nie raz gubiły się w swoich negatywnych emocjach i miały czasem trudność w
                odnalezieniu sie w sytuacji.zapomniał wół jak cielęciem był.hehehe.a Ja mam
                podobnie jak zonk77 wszędzie eks.
                i wszyscy przeżywają jej każde zachowanie i załamują ręce nad losem biednego
                małego dzieciaczka że musi sie wychowywać i spędzać większość czasu z taką
                niezrównoważoną osobą.

                Ale wierze że wszelkie złośliwości i ironiczne uwagi są dla mojego dobra żebym
                szybciej dorosła i zdała sobie sprawę z faktów wink))
                Ogólnie biorąc znalazłam tu na forum to czego szukałam.
                • zonka77 rybko 29.09.08, 22:38
                  > i wszyscy przeżywają jej każde zachowanie i załamują ręce nad losem biednego
                  > małego dzieciaczka że musi sie wychowywać i spędzać większość czasu z taką
                  > niezrównoważoną osobą.

                  przejdzie im - zobaczysz. Ja przeszłam przez kilka etapów. Najpierw moja
                  teściowa i siostra męża załamywały ręce nad młodą i nie znosiły ex. Potem nie
                  lubiły mnie a z ex się spotykały. A teraz co do siostry męża to nie wiem bo ona
                  ogólnie nie za bardzo nas chyba lubi (nie wiem do końca, cięzko wyczuć bo to
                  trudna osoba w kontaktach dla mnie) - ale co do teściowej to sądzę że się
                  odnalazła w sytuacji i po prostu utrzymuje kontakt i ze mną (jest bardzo ok, nie
                  mogę narzekać i nie narzekam) i z ex (wiem że ex do niej dzwoni i opowiada co u
                  wnuczki i ok - tak powinno być). Po prostu się poukładało. Inna sprawa że ja w
                  pewnym momencie się zbuntowałam mocno i nawet tak się złożyło (nie specjalnie)
                  żeśmy się wyprowadzili do innego miasta na prawie rok - to był czas odpoczynku
                  smile I ogólnie miałam taki etap że nie chciałam ex widzieć ani słyszeć jej ani o
                  niej. Też przeszło smile

                  Co do reakcji rodziny i ich opowieści, naprawdę dziel wszystko przez pół. Ja od
                  siostry m na początku słyszałam same najgorsze rzeczy o ex a po paru latach jej
                  się odwróciło i była wielka przyjaźń z ex a ja byłam na minusie (jak jest teraz
                  nie wiem i nie interesuje mnie to - ja się staram być w porządku ze swojej
                  strony i tyle)
                  • rybkka24 Re: rybko 30.09.08, 01:52
                    do zonka77,
                    tak, masz racje muszę się zdystansować i właśnie to robie.dziele przez
                    pół,patrze przez palce z przymrużonym okiem a już na pewno się nie wkręcam w to
                    ani nie biorę do siebie.słucham i wyrzucam z głowy.
                    Tylko za mało tu NAS czyli Ja + M.nie tworzymy naszego związku bo babramy sie w
                    przeszłości,i ogólnie siły trzeba skupić na sytuacji.bo ex robi problemy i
                    wymyśla M. kary że nie da mu dziecka za kare bo coś tam zrobił lub
                    nie...itp.podwyższenie alimentów,sceny,kłótnie,dużo w niej złości, nienawiści i
                    złych emocji którymi pluje wokół.
                    i to nie jest wszystko miłe.a mój M.nie dzieli energii po równo.i zaniedbuje
                    trochę nasza relację.
                    mam silny syndrom ucieczkiwinkcoś mi tam szepcze że te układ nie jest dla mnie
                    dobry i że potrzebuje i oczekuje czegoś innego od życia.

                    podziwiam Cię że dajesz sobie z tym wszystkim radę.i tyle już lat znosisz te
                    zawirowania.

                    • zonka77 Re: rybko 30.09.08, 08:40
                      W tej chwili nie ma już żadnych zawirowań. I mam się naprawdę dobrze tak jak i
                      moja rodzina. Jak pisałam - wszystko mineło. Groźby typu "nie dam Ci dziecka"
                      czy "kazdy sąd mi przyzna xxxx alimentów" owszem były - zawsze jako ostateczny
                      argument w kłótniach. Ale to już minęło. Mam nadzieję że nie wróci smile Sądzę że
                      ex dawniej w dużej złości jak już nie wiedziała co zrobić to krzyczała w telefon
                      właśnie tego typu rzeczy - dziecka więcej nie zobaczysz. Nigdy takiej groźby nie
                      spełniła na szczęście.

                      Ja nic nie znoszę - sprawy z ex załatwia mąż, ja się nie wtrącam, nawet nie chcę
                      za bardzo wiedzieć. Zresztą nie ma się w co wtrącać, z tego co widzę i słyszę
                      problemów nie ma. Sądzę że oboje dojrzeli do normalnych kontaktów. A ja do tego
                      żeby sięjak najmniej wtrącać smile

                      Mąż nie zaniedbuje w żaden sposób naszej rodziny, ex jest niewiele obecna (teraz
                      za granicą siedzą z młodą) Ona ma swoje życie a my swoje i tak jest dobrze.
                      Łącznikiem jest młoda, jest i będzie i to akceptowałam zawsze więc nie mam z tym
                      problemu.
                    • chalsia Re: rybko 30.09.08, 09:15
                      > mam silny syndrom ucieczkiwinkcoś mi tam szepcze że te układ nie
                      jest dla mnie
                      > dobry i że potrzebuje i oczekuje czegoś innego od życia.

                      jesli czujesz/intuicja Ci podpowiada, że czego innego potrzebujesz
                      i oczekujesz od życia, to lepiej zmykaj z tego układu czym prędzej.
                      Im dłużej to będzie trwało, tym bardziej będziesz te intuicyjne
                      odczucia głuszyła i racjonalizowała sytuację, a najgorsza rzecz to
                      życie w niezgodzie z samym sobą, to się potem negatywnie na własnym
                      i cudzym zyciu odbija.
                      • crazyrabbit Re: rybko 01.10.08, 08:21
                        Rybko, myślę że Chalsia ma rację.
                        Zdarzyło mi w życiu , że pomimo wewnętrznych podszeptów , tkwiłam w
                        jakiejś relacji , dla samej chyba idei bycia z kimś. Potem nie
                        kończyło się to dobrze..

                        Śledzę Twój wątek od początku i zastanawiam się nad jednym - czy nie
                        za szybko weszłaś w następny związek? Pisałaś , że jesteś po
                        trudnym , toksycznym związku. Czy to nie jest tak , że chcąc
                        zapełnić pustkę i odreagować , poczuć się potrzebna i kochana ,
                        wpakowałaś się w zbyt trudną dla siebie relację? Nie dałaś sobie
                        czasu na odreagowanie?
                        • rybkka24 Re: rybko 02.10.08, 17:10
                          witaj.mas zracje,tez o tym myslalam i sadze ze troche jest tak jak piszesz.
                          chcialam zapelnic pustke i kilka jeszcze powodow sprawilo ze zaczelam sie spotykac z M.na poczatku nie zaprzatalam sobie glowy dzieckiem(nie zdawalam sobie sprawy z sytuacji)wrecz przeciwnie fakt dziecka byl dla mnie irracjonalnie przyciagajacy bo on taki odpowiedzialny, meski po przejsciach,zaopiekuje sie...itp.itd.a pozatym bylam jakby wylaczona ze swiata po tamtym rozstaniu...a On M. nie dawal za wygrana,staral sie, czulam sie wyjatkowa dalo mi to sile do pozbierania sie, wyjscia z tego stanu, poczucia ze nie wszystko stracone ze jeszcze moze byc w zyciu pieknie, potrzebowalam kogos bardzo bliskiego i byl ON.trzymalam go na dystans ktory sie zmniejszal.........spotykalismy sie a ja w miedzyczasie zamykalam poprzedni rozdzial.

                          teraz:
                          ON jest bardziej ojcem niz moim partnerem,kazdy weekend, zawsze kiedy trzeba,jak jest okazja zeby zostal zostaje a ja ze spiewiem na ustach mam byc z nimi(heheheh.lubie ten tekst)wyjscie w jakikolwiek weekend -NIE!! albo nie na dlugo bo rano zabieram dziecko, w tygodniu jest okazja zeby maly przenocowal z nienacka suuuper, bez znaczenia co ja chcialam..w domu u niego walkowanie co zrobic zeby maly mial lepiej.ja nic nie mowie....przeciez nie bede zabraniac ojcu kontaktow .przeciez moze je miec tak czesto jak chce.

                          Kiedys sama bede miala dziecko i zobacze jak to jest, i pewnie bedzie ono moim calym swiatem.
                          juz nie musicie komentowac.poprostu wylewam zloscccc.porazka.sad(((((

                          dobrze ze moge was poczytac, i sie podbudowac.

                          Dziekuje za wszystkie rady, komentarze, i wypowiedzi.pozdrawiam.
            • zonka77 Re: a ja sobie przypominam siebie 29.09.08, 13:10
              nie tak dawno chyba - ze 7 smile we wrześniu mieliśmy 7 rocznicę ślubu ale córkę
              urodziłam przed ślubem, w ciąży byłam po zaledwie 6 mies od poznania mojego
              ukochanego dziś męża smile

              Hehe - moja pisanina wygląda pewnie jak wspomnienia starszej pani sprzed 20 lat smile
              Jestem chwilowo bardzo filozoficznie nastawiona do życia - za dwa tyg mam
              rodzić, jestem chora jak nie wiem co - grypsko jakieś mnie dopadło. siedzę albo
              leżę w łóżku i dużo rozmyślam. Nawet moja niedawna agresja spowodowana ciążą
              gdzieś się ulotniła bo nie mam na nią siły po prostu
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka