Dodaj do ulubionych

dziecko z innej beczki

13.10.08, 07:58
Chciałabym się może zapytać z innej beczki.
Wiem , że tu macochy mają dzieci własne .
Ja się wciąż zastanawiam .Zastanawiam się nad tym czy aby owe przeżycia
którymi nasiąknęłam są powodem niechcenia własnego dziecka?
NIe wiem czy chcę ... a kiedy nie wiem nie robię czegoś .
Decyzja powinna być w pełni chyba świadoma.
Tylko tyle lat , a we mnie się nic nie budzi.
Widzę różnicę pomiędzy moją pasierbicą , a bratanicą.
Za tą drugą jestem bardziej i czy owa różnica mi przeszkadza i mam poczucie
winy?Pewnie i tak .
Bo cóż są dzieci winne ...
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • nini6 Re: dziecko z innej beczki 13.10.08, 08:40
      Hmm w świetle ostatnich wiadomości z Polski wyrażenie "dziecko z beczki" nabiera
      specyficznego znaczenia.
      • betti_domino Re: dziecko z innej beczki 13.10.08, 10:19
        a po co się spieszyć z podejmowaniem decyzji?
        jeśli jesteś niepewna to czekaj,moze po jakims czasie przekonasz
        się,czy w tej sytuacji chcesz mieć dziecko,czy nie.
        U mnie stosunki z młodym stały się lepsze po urodzeniu córy,zżył sie
        z małą,zabawia ją itdsmile

        ---------------------------------------------
        Kto wszystko zrozumie,ten wszystko przebaczy.
        Łatwiej przebaczyć niż zapomnieć.
        • kamiliannaonline Re: dziecko z innej beczki 13.10.08, 10:55
          Wiem tylko jak się przekroczyło 30 to już w tym pustym łbie powinno
          cosik świtaćsmile
          a tu nic ...
          • 333a13 Re: dziecko z innej beczki 13.10.08, 12:48
            Mam wrażenie, że im człowiek starszy tym staje się bardziej wygodny
            i przyzwyczajony do swojej rutyny dnia codziennego... Wszystko ma w
            miarę poukładane, a pojawienie się dziecka zburzyłoby
            całą "harmonię"... To co przeżywasz miom zdaniem jest zupełnie
            normalne i zrozumiałe... Ale widziałam już wiele kobiet czy par,
            które mimo planów i chęci posiadania potomka, nie mogły się go z
            wielu przyczyn doczekać... Co zrobisz, jeśli dojrzewanie do
            posiadania dziecka zajmie Ci rok, 2, do tego "realizacja" to też
            zwykle jakiś czas... do tego mogą dojśc komplikacje (nie życzę)i się
            okaże że jesteś przed 40 - ką ... W wieku 50 lat zamiast babcią
            będziesz matką mam nadzieję zdrowego 10 latka... Nie wiem czy jest
            to zachęcająca perspektywa... Też nie mam jeszcze dzieci i podobne
            rozterki do Twoich... Nie staram się jakoś usilnie o dziecko, ale
            się przed jego posiadaniem również nie wzbraniam... w życiu niczego
            nie można być pewnym a i z planami różnie bywa...
            Życzę powodzenia
    • aksambo Re: dziecko z innej beczki 13.10.08, 13:45
      DZień Dobry
      Jestem dzienikarka z Gazety i przygotowuje reportaż do Wysokich
      Obcasów o niezwykłym macierzyństwie macoch,
      bardzo mi zalezy na kontakcie z paniami
      Bożena Aksamit,
      bozena.aksamit@gdansk.agora.pl
      • iza38bp Re: dziecko z innej beczki 13.10.08, 15:05
        Proszę napisac do mnie iza38bp@wp.pl
      • nsc23 Re: dziecko z innej beczki 13.10.08, 17:29
        W jaki sposob bedzie ukazana ta niezwyklosc? To znaczy - czym rozni sie
        macierzynstwo macoch od nie-macoch?
        • aksambo Re: dziecko z innej beczki 13.10.08, 18:01
          Jak ukazana - przez rozmowy, anegdoty, historie
          Dlaczego uważam, ze takie macierzyństwo jest niezwykle
          1. jest trudniej bo dostaje się juz ukształtowanego małego
          człowieka, ktory ma pewne nawyki itp.
          2. Każde dziecko chce miec mame i tate, ale tych prawdziwych i
          najbardziej by chcialo aby byli razem i z tego tez moga wynikac
          rozne problemy. Trzeba go przekonac, że macocha nie jest wrogiem i
          zagrożeniem itp.
          3. I wedlug mnie to jest niezwykle trudne, że trzeba czesc tego
          faceta oddac jego poprzedniemu zyciu
          4. Zazwyczaj jest jeszce matka, ktora czesto stara się grac
          dzieckiem. Zależy to oczywiscie od sytuacji w jakiej nastapilo
          rozstanie
          5. Nie macocha ma z facetem dziecko, wiaze ich to dodatkowo oprocz
          uczucia, a macocha jest z dzieckiem innej kobiety, ktore można
          powiedziec stoi miedzy nia a mezczyzną

          Tak mysle, moze sie myle
          Ten tekst ma byc jednym z kilku opisujacych wspolczesne maciezynstwo
          mysle, że stereotym macochy z Krolewny Śniezki, jako zazdrosnej,
          zlej itp. ciagle jest silny i panie sie z tym mierza na codzien
          to jest ciekawe, tak po prostu
          • konstancja16 Re: dziecko z innej beczki 13.10.08, 18:22
            hm, to chyba jakies nieporozumienie. wlasnie mialam odpisac na Pani
            maila, ze ja sie nie nadaje do tego badania, bo nie jestem matka.
            myslalam, ze chodzi o macochy, ktory jednoczesnie sa matkami.
            swoich dzieci.

            ja w kazdym razie w zyciu bym nie pomyslala o mojej relacji z
            Malym 'macierzynstwo'. nawet gdyby (uchowaj Boze) mial do nas
            trafic na stale. on juz ma matke. ja jestem tylko laska jego
            ojca. moze z punktu widzenia dziennikarza to tylko kwestia
            terminologii, ale dla mnie dosc istotna roznica.

            PS. pozwolilam sobie przesaczyc Pania przez google. ciekawy tez
            reportaz o hospicjum, troche mniej antydziennikarsko mnie nastroil.
            chociaz zamierzalam zaapelowac o zamkniecie tego forum wink)
            • kamiliannaonline Re: dziecko z innej beczki 13.10.08, 20:30
              przeczytałam i pewnie jest wiele racji w wygodnictwie .. ale czy się nadaję?to już druga strefa przypuszczeń .
              dlaczego mamy zamknąć forum skoro daje to może w pewien sposób jakąś siłę ... że nie jesteśmy same .. jak jakieś ufole?
              tego i tak nic nie zmieni , że jesteśmy macochami.

              Dziś po pół roku przyszedł list do młodej od mamusi , że bardzo kocha ,że KUPI JEJ CO BĘDZIE CHCIAŁA ALE MA NAPISAĆ.i takie tam .
              Nie daję sobie rady z tymi sztucznymi kontaktami 2 razy do roku jakby mieszkała na innej planecie .To co jest niecodzienne może napawać nas strachem.
              Teraz czeka nas podział majątku to dopiero będzie jazda.

              ps.Mama się ustawiła : dziecko zostawić, długi zostawić , wszystko zostawić.Nawet sprawy sądowe nie zakładała i utrudniała co kol wiek .Czy alimenty , rozwód po 3 latach z łaską .I teraz podział domu .Do którego włożyła swój minimalizm i trzeba walczyć , żeby mieć .
              Jestem zmęczona.Prawem które chroni wyrodnośc i czy to się ma do spraw cywilnych czy karnych .Już nie istotne.
              Pozdrawiam.
            • nsc23 Re: dziecko z innej beczki 13.10.08, 21:46
              No wlasnie ja myslalam, ze chodzi o macochy, ktore rodza dzieci swoim
              'opasierbionym' facetom i dlatego zdziwilo mnie, ze z punktu widzenia macochy to
              macierzynstwo mogloby byc inne niz z punktu widzenia dowolnej innej kobiety.
              Anyway, chyba sie zaplatalam we wlasna kore mozgowa.
              Mysle, ze wiele by ulatwilo, gdyby nam Pani napisala, kogo konkretnie szuka -
              macochy 'zwyklej' czy macochy, ktora zostala dodatkowo mama smile
              • ataner30 Re: dziecko z innej beczki 14.10.08, 14:32
                > No wlasnie ja myslalam, ze chodzi o macochy, ktore rodza dzieci swoim
                > 'opasierbionym' facetom

                dokladnie tak samo pomyslalam wink

                > dlatego zdziwilo mnie, ze z punktu widzenia macochy to
                > macierzynstwo mogloby byc inne niz z punktu widzenia dowolnej
                > innej kobiety.

                oj jest inne, napewno. I mysle ze to bylby tez ciekawy pomysl na artykul.
          • chalsia Re: dziecko z innej beczki 13.10.08, 23:32
            aksambo napisała:

            to jakaś bzdura - logicznie i językowo nie ma możliwości by o
            układach macocha-pasierb pisać w kontekście macierzyństwa.
    • braktalentu Re: dziecko z innej beczki 13.10.08, 21:09
      Obie z siostrą mamy "przeżycia" i nie chciałyśmy mieć dzieci (być
      może dlatego, być może nie - nie wiem). Obie się zdecydowałyśmy,
      przekonane przez ojców dzieci (wówczas ojców in spe). Każda z nas
      urodziła zdrowego malucha.
      Macierzyństwo okazało się najwspanialszą przygodą mojego życia,
      której nie zamieniłabym na nic innego.
      Moja siostra odbiera je jako ograniczające, frustrujące i męczące.
      Jest nieszczęśliwa.

      Czy cierpienie uszlachetnia?
      Jednych tak, innych nie.

      Czy warto decydować się na dziecko, jeżeli człowiek nie jest
      przekonany, że bardzo pragnie zostać rodzicem?
      Czasem tak, czasem nie.

      Świadomie podjęta decyzja o macierzyństwie zakłada, że jeżeli nie
      będzie ono pasmem rozkoszy, a jedynie drogą przez mękę, to dołożymy
      wszelkich starań, żeby jakoś tę drogę przejść, nie krzywdząc dziecka.

      Jest różnica między moimi uczuciami do własnego dziecka, a do
      pasierbicy (tak jak Ona czuje co innego do swojej mamy, a co innego
      do mnie). Widzę różnica między moimi uczuciami do pasierbicy, a do
      dzieci sąsiadów (jest mi zdecydowanie bliższa niż dzieci "zza
      siatki", choć widuję je częściej niż Ją). Nie czuję się z tego
      powodu winna. To chyba normalne, że różnych członków rodziny,
      kochamy i lubimy inaczej. Żywsze uczucia wobec bratanicy nie są
      niczym nagannym, tak długo jak wobec oby dziewczynek zachowujesz się
      przyzwoicie.
      Mądrych decyzji życzę-smile.
      • mar_go7 Re: dziecko z innej beczki 14.10.08, 08:55
        Kami...rozumiem Cie świetnie ponieważ aż do spotkania mojego
        mężczyzny nieznosiłam dzieci i ich gwar, krzyk który robiły wokół
        siebie był dla mnie nie do zniesienian - dodam tylko że moja mama
        pracuje w przedszkolu i ewentualne pojawienie się tam i
        przedzieranie przez całą tą rozkrzyczaną gawiedź doprowadzało mnie
        do istnego szału. Potem nagle pojawił się ON - przez prawie dwa lata
        byłam sama i żaden mężczyzna nie potrafił zwrócić mojej uwagi jako
        ktoś więcej niż kolega - razem z nim pojawił się jego mały synek z
        poprzedniego związku i tak jakby decyzja to albo dwupak albo nic.
        Wziełam dwupak i jest mi z tym bardzo dobrze - nauczyłam się
        akceptować dzieci w wieku młodego a jego kochać za to jaki jest.
        Pracuję z nim każdego dnia - dziecko "zaniedbane" rozwojowo sad - i
        to ja wyszukuję metody i ćwiczenia które pozwolą mu na prawidłowy
        rozwój oraz nadrobienie strat.
        Po pojawieniu się tych dwóch przystojniaków poczułam że chciałabym
        mieć z moim męzczyzną dziecko - ale nie umiałam sobie nawet
        wyobrazić ciąży i całego galimatiasu związanego w rodzeniem,
        przewijaniem itd.
        Wpadliśmy...jestem w tej chwili w 6mc i jesteśmy szczęśliwi smile nadal
        się boję jak to będzie, są dni kiedy cieszę się jak male dziecko że
        będzie kolejny facet w domu, a czasem...no cóż...jestem przerażona i
        mam ochotę uciec gdzieś daleko ale moi Panowie utrzymują mnie na
        powierzchni. Cały czas wyszukuję informacje jak przygotować Juniora
        na brata i budzi to moje przerażenie oraz jednoczesną radość.
        Do chwili ciąży było wiadomo że nie będę mieć dzieci!!!i już!!!
        koniec, kropka taka była moja decyzja.
        Teraz patrzę na to wszystko z zupełnie innej perspektywy i szczerze
        mówiąc nie potrafię odpowiedzieć na Twoje pytanie bo jeszcze pół
        roku temu powiedziałabym NIE - nie chcesz nie staraj się o dziecko i
        już - teraz powiedziałabym Ci że chyba TAK, ale ze wskazaniem na
        chyba bo to Twoje życie, Twoje emocje i doznania oraz decyzja na
        wiele, wiele lat.
        • mara68 Re: dziecko z innej beczki 14.10.08, 10:33
          Cześć Kamila..., mamy bardzo podobne rozterki. Jestem po 30 i też
          nie bardzo mogę się zdecydować, czy chcę dziecko, czy nie
          chcę, "spędza mi to sen z powiek" bo zegar tyka. 4 lata temu kiedy
          zaczynał się mój związek z M. powiedziałabym, że tak, teraz nie
          jestem pewna. Teraz to mój mąż bardziej namawia na dzidziusia
          (dawniej było na odwrót), ja niby chcę, ale zawsze coś sobie wymyślę
          jak już przychodzi do konkretów. I tak sobie myśle jak Ty, że baba
          po 30 to już powinna wiedzieć o co jej chodzismile. Trochę sobie
          kombinuję co jest tego powodem w moim przypadku i mi wychodzi,że:
          - po pierwsze dużo lęków: byłam juz w ciąży z M. 3 lata temu i
          straciliśmy dziecko w późnej ciąży więc mam stracha
          - do tego obawiam się swojej reakcji na córkę męża kiedy juz będę w
          ciąży i zacznę wić gniazdko domowe, juz teraz zauważam pewne
          symptomy - że moje dziecko na starcie będzie się musiało dzielić
          itp. takie głupoty i boję się że mi dalej odbije na tym punkcie jak
          dojdą hormony
          - sprawa w moim przypadku bratanka, którego bardzo lubię i Młodej
          która coraz starsza i zaczyna ujawniac cechy wychowania przez Eks,
          które niekoniecznie mi pasuja i obawiam się, że zaczną mi jeszcze
          mniej pasować kiedy nasze dziecko sie pojawi i będzie miało przykład
          w postaci siostry
          - a ogólnie, cztery lata temu byłam "młodą" dziewczyną z bardziej
          kolorową wizją naszego związku, teraz jestem po tych wszystich
          weekendach z dzieckiem M., przerobiłam przedszkole, choroby
          dziecięce, odrabianiach lekcji, gotowanie obiadków, pretensje Eks
          itp., moze to i plus bo mam jakies doświadczenie ale też i dużo
          obaw, jak ułoży się nasze życie gdy będziemy mieli nasze wspólne
          dziecko, czy bedziemy wiekszą rodzinką, czy zrobią się rozłamy bo
          nasze dziecko, bo Twoje dziecko itp.
          Niestety, jak nie zaryzykujemy to się nie przekonamy, najtrudniej
          podjać decyzję.
      • aksambo Re: dziecko z innej beczki 14.10.08, 10:15
        Myśle o takim przypadku
        Bywa, że matki zaniedbuja nieco wlasne biologiczne dzieci, jakie
        maja z partnerem, troche z poczucia winy, że tamto ma gorzej, bo coś
        tam, coś tam - i tzreba mu poświecic czas, żeby polubilo, żeby mu
        wynagrodzić
        Ja naprawde nie wiem - przypuszcam
        Może macochy boją sie miec dzieci, bo ich związek jest trudniejszy -
        dpostala w pakiecie pana z potomstwem
        ja mysle - moze sie myle - że gdy kobieta kocha faceta i czuje sie z
        nim bezpieczna to chce moiec dzieci. Wedlug mnie to biologia - a gdy
        dostaje kolesia z trójką to juz sie jest wielka rodzina

        Wiem ze nie ma co demonizowac problemu macoch
        ale jestem pewna, że takie zwiazki sa nieco inne, moze dojrzalsze
        nie wiem tego - tak mi podpowiada intuicja
        Bycie z kimś, tworzenie rodziny w ogole bywa czasami trudne
        sama mam 13 letnia corke, czasami zdarza mi sie na nia krzyknac
        ale trudno mi podnosic głos na inne dzieci
        nawet moich bliskich znajomych - a nie sa to anioly
        czy np. trudno poartnerowi wytlumaczyc, że jego zona popełniała
        bledy wychowawcze, może on też i teraz są problemy z dzieckiem
        takie mnie nurtuja mysli, moze panie mi pomoga
        a czy jest jakies inne slowo niz macocha - bo to ma ewidetnie
        negatywny wydzwiek
        • ataner30 Re: dziecko z innej beczki 14.10.08, 14:42

          > Myśle o takim przypadku
          > Bywa, że matki zaniedbuja nieco wlasne biologiczne dzieci, jakie
          > maja z partnerem, troche z poczucia winy, że tamto ma gorzej, bo coś
          > tam, coś tam - i tzreba mu poświecic czas, żeby polubilo, żeby mu
          > wynagrodzić

          Nie sadze zeby udalo sie pani znalezc kobiete ktora zaniedbuje wlasne dziecko
          dlatego ze "tamte" maja gorzej.
          Jak slusznie pani zauwazyla pewne sprawy w zyciu kobiet reguluje biologia i
          wlasnie biologia odpowiada za instynkt macierzynski.
          Wlasne dziecko zawsze bedzie najwazniejsze.


          • chalsia Re: dziecko z innej beczki 14.10.08, 15:14
            > Nie sadze zeby udalo sie pani znalezc kobiete ktora zaniedbuje
            wlasne dziecko
            > dlatego ze "tamte" maja gorzej.
            > Jak slusznie pani zauwazyla pewne sprawy w zyciu kobiet reguluje
            biologia i
            > wlasnie biologia odpowiada za instynkt macierzynski.
            > Wlasne dziecko zawsze bedzie najwazniejsze.
            >
            >

            no to się mylisz - bo ja taką znam. I miałam tez okazję na tym
            forum czytać o sytuacjach, gdy własne dziecko macochy w jakiś
            sposób miało gorzej z powodu pasierba.
            • ataner30 Re: dziecko z innej beczki 14.10.08, 15:32
              > no to się mylisz - bo ja taką znam

              to poprosze o wiecej szczegolow tego "zaniedbywania".

              > I miałam tez okazję na tym
              > forum czytać o sytuacjach, gdy własne dziecko macochy w jakiś
              > sposób miało gorzej z powodu pasierba.

              z tym sie zgodze. Moje dziecko tez ma gorzej wlasnie z powodu pasierba, ale to
              nie dlatego ze ja-matka je zaniedbuje. I mysle ze wiekszosc przykladow z tego
              forum jest podobnych. Ja sobie nie przypominam postu w ktorym macocha by
              zaniedbywala swoje dziecko faworyzujac pasierba.
              • chalsia Re: dziecko z innej beczki 14.10.08, 15:58
                > to poprosze o wiecej szczegolow tego "zaniedbywania".

                jakby ta osoba chciala o tum tutaj pisać, to by sama napisała. Ja
                za nią tego robić nie będę.


                > forum jest podobnych. Ja sobie nie przypominam postu w ktorym
                macocha by
                > zaniedbywala swoje dziecko faworyzujac pasierba.

                bo albo masz krótka pamięć albo za krótko jestes na tym forum.
                • ataner30 Re: dziecko z innej beczki 14.10.08, 16:09
                  wiesz twoja odpowiedz jest troche dziecinna. To jest forum DYSKUSYJNE i zeby
                  dyskutowac trzeba miec o czym. Bez podania przykladow nie da sie gadac. Poza tym
                  nikt ci nie kaze podawac nazwisk. Dyskutujemy o sytuacjach a nie o osobach.

                  BTW: na tym forum jestem juz calkiem dlugo. Wlasnie sprawdzilam: pierwszy post
                  napisalam w 2003 roku a zanim zaczelam sie udzielac to dosc dlugo je czytalam.
        • liz-beauty aksambo 14.10.08, 17:12
          Na forum czesto uzywamy okreslenia "macoszka" wink
          Rzeczywiscie, bycie macocha (choc ja jeszcze nie do konca nia jestem) sprawia,
          ze stajemy sie dojrzalsze. Trzeba wiele zrozumiec, byc elastyczna i
          tolerancyjna. Ja kiedys myslalam (choc jestem nauczycielka!), ze dzieci sluchaja
          rodzicow (u mnie w domu tak bylo), pomagaja w pracach domowych, w szkole sa
          grzeczne i dobrze sie ucza (skoro maja warunki i potencjal). "Moj" Mlody kazdy
          dzien zaczyna od nowa, codziennie walka o te same sprawy: wstawanie na czas,
          ubieranie sie, mycie, odrabianie lekcji. Wszystkiego trzeba dopilnowac. Ma
          jedenascie lat. W jego wieku odprowadzalam piecioletnia siostre do przedszkola i
          nikt sie mnie nie pytal, czy ciezko mi zdazyc do szkoly. Na poczatku
          denerwowalam sie, ze taki infantylny i niesamodzielny. Teraz, obserwujac dzieci
          dorastajace w pelnych rodzinach, rozumiem jak wiele stracil wychowywany bez
          mamy. Widze jak ciezko jest byc z dzieckiem samemu i dlaczego sie je wtedy
          wyrecza, rozumiem dlaczego samotni rodzice czesto bywaja nadopiekunczy. To, ze
          chlopak jest ewidentnie trudnym (choc z drugiej strony wspanialym) dzieckiem,
          nie zniechecilo mnie do posiadania wlasnego potomstwa. Mlody ma fantastyczny
          kontakt z dziecmi, ciesze sie, ze nasze wspolne przyszle dziecko bedzie mialo
          takiego brata.
          • kamiliannaonline Re: aksambo 17.10.08, 09:42
            tak cięzko jest wychowywać samemu bo wtedy popełnia się podstawowy
            błąd w formie nie jedynie wyręczania ale dogadzania z powodu utraty
            jednego z rodziców w formie zbyt dużego luzu .
            pozdrawiam .
            • chalsia Re: aksambo 17.10.08, 09:56
              > tak cięzko jest wychowywać samemu bo wtedy popełnia się
              podstawowy
              > błąd w formie nie jedynie wyręczania ale dogadzania z powodu
              utraty
              > jednego z rodziców w formie zbyt dużego luzu .

              popełnia się go jedynie wtedy, gdy się nie wie, że jest błąd. Ci,
              co wiedzą, że to bład, tego nie robią (a jeśli już - to jedynie
              czasami)
              • liz-beauty Re: aksambo 17.10.08, 10:21
                Moj M niby wie, ze to blad, niby widzi, ze reaguje histerycznie i przesadnie. I
                co? Nadal tak reaguje! Przyklad z ostatniego spaceru. Idziemy razem, rozmawiamy,
                ja sie zawsze staram wciagac Mlodego, zeby sie nie czul odtracony itd. Nagle
                alienuje sie, wyprzedza nas i tracimy go z oczu. Po chwili krzyk "Tatoooo".
                Podbiegamy, lezy twarza w blocie i sie nie porusza. Dopiero jak M pokazal, jak
                bardzo jest zdenerwowany i jak bardzo sie o niego boi, Mlody wstal. Nic mu nie
                bylo. Dla mnie sytuacja jest jasna - dziecko probuje zwrocic na siebie uwage,
                nalezalo spokojnie zareagowac, cos jak np "wstawaj chlopie, nie wyglupiaj sie",
                a nie od razu panikowac, ze moze pies, a moze to, a moze co innego. Dodam, ze
                chlopak zdrowy jak ryba, bo gdyby byl chory, to ja tez bym sie w takiej sytuacji
                przestraszyla. Pozniej rozmawialismy i uslyszalam, ze ja nic nie wiem jaki to
                jest strach o dziecko, bo przeciez swojego nie mam.
                • matie.skowron Re: aksambo 17.10.08, 15:53
                  a u mnie liz na ostatnim spacerze bylo cos takiego
                  idziemy, gadamy a wlasciwie gada sobie M z mala, ja staram sie mile
                  zagadywac i nie przeszkadzac
                  i nagle mala rzuca, "a wiesz tato w takim filmie rodzice nie
                  zajmowali sie dzieckiem i dziecko zostalo oddane do opieki
                  spolecznej". Tu zawieszenie glosu....Nie trzeba byc rodzicem zeby
                  zrozumiec lekki szok M po takim wyznaniu, ale tez nie trzeba byc
                  psychologiem dzieciecym zeby wyczuc delikatna co najmniej prowokacje
                  malej. Wiec zamiast histerii do konca do konca dnia, jaka zafundowal
                  M tez mysle ze lepiej byloby na powaznie odpowoedziec "Hej mala jak
                  to sie nie zajmujemy, czego Ci potrzeba, gdzie problem, co ci
                  przyszlo do glowy etc...
                  ale ja postanowilam po ostatnich komentarzach M przestac sie
                  wtracac. Bo i tak za kazdym razem wychodzi ze przesadzam, on nie
                  rozumie o co mi chodzi i ze przeciez wiedzialam ze ma dziecko, eh...
                  • liz-beauty Matie 17.10.08, 18:14
                    A moze to taki tescik, jak tata zareaguje? Na ile mu zalezy? Tylko widzisz, ta
                    Mala ma ciezej, bo na codzien nie jest z tata, a Ty tak. "Nasz" raczej walczy o
                    swoja pozycje w stadzie, podswiadomie chyba, ale robi to. Zazwyczaj jak cos
                    uzgodnimy, np sposob spedzenia niedzieli, a zawsze pytamy go tez o zdanie, to on
                    pozniej sabotuje te plany. Powoli wstaje, powoli je, godzinami sie ubiera.
                    Ostatnio czekalismy na niego w samochodzie, bo do konca twierdzil, ze z nami nie
                    jedzie. Bylam juz w kurtce kiedy zmienil zdanie, wyszlam na dwor i tam
                    czekalismy kolejne 10 min. Pozniej byla wspomniana akcja na spacerze, a na koncu
                    co? Ciacho dla wszystkich w cukierni i goraca czekolada dla naszego bohatera!
                    Powiedzialam M, ze moje dziecko by za kare za poranne zachowanie nie dostalo
                    slodyczy, chocby dla zasady. Ale przy Mlodym nic nie mowilam, nawet
                    zazartowalam, ze to "na otarcie lez". Nie warto sie chyba nadmiernie emocjonowac...
                    • konstancja16 Liz, masz swieta cierpliwosc. skad ja masz? 17.10.08, 18:38
                      o rrrrany, Liz, skad Ty bierzesz takie niewyczerpane poklady
                      cierpliwosci?! ja bym chyba wyszla z siebie i stanela obok... albo
                      wskoczylabym w dres i na rower zeby uciec od tego towarzysztwa...

                      to juz nie jest male dziecko tak, moze zostac sam w domu? pare razy
                      zostalby zadumany nad talerzem albo nad butami to moze nastepnym
                      razem mialby lepsze tempo. nie ma szans na przeprowadzenie takiego
                      eksperymentu?

                      ja nie jestem zwolenniczka wojskowej dyscypliny, ale pewien szacunek
                      dla czasu innych obowiazuje. mnie przynajmniej tak uczono... i -
                      przede wszystkim - ponoszenie konsekwencji. swoich decyzji i
                      swojego niezdecydowania. przeciez jesli on sie tak zachowuje w domu
                      to jak jest na wycieczce szkolnej? jak bedzie kiedys na studiach
                      albo w pracy? wydawalo mi sie, ze rodzic to powinien myslec troche
                      bardziej dlugofalowo, a nie tylko zeby dzis dogodzic dziecku i sie
                      przypodobac...
                      • liz-beauty Re: Liz, masz swieta cierpliwosc. skad ja masz? 17.10.08, 19:47
                        My point exactly, Konstacjo. Tylko, jak juz pisalam, jak jestes sama z
                        dzieckiem, to wytwarza sie swoista zaleznosc. Po pierwsze to ojciec jest tak
                        naprawde jedyna osoba, na ktora Mlody moze w zyciu liczyc i oni obydwaj o tym
                        wiedza. Po drugie, ten dzieciak przez jakies szesc lat stanowil rodzine mojego
                        faceta, byl dla niego najwazniejszy i wiesz co? Chyba wciaz jest. Teraz wyobraz
                        sobie, ze Ty wychodzisz, a to twoje ukochane dziecko zostaje w domu, w
                        niedziele, bez obiadu (bo mielismy zjesc w drodze). Nawet mnie zrobilo sie go
                        zal i zaczelam instruowac, jak zrobic szybko makaron. A wtedy on sie chyba
                        namyslil na "tak". A zadumany nad talerzem czy butami, to powinien codziennie
                        zostac rano, bo tak wygladaja poranki. No a moja cierpliwosc rodzi sie wtedy,
                        gdy patrze na moje bratanice, ktore sa dokladnie w tym wieku, kiedy Maly zostal
                        bez mamy...
                • kamiliannaonline Re: aksambo 18.10.08, 08:11
                  ja to też usłyszałam ale od teściwej nadmierne cyckanie się z dzieckiem chyba nie wychodzi mu na zdrowie .
                  ze względu również na to że potem wykorzystuje to .
                  miałam surowe wychowanie ze mną sie nikt nie cackał ale czułam miłośc rodziców.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka