Dodaj do ulubionych

pozbawienie wladzy rodzicielskiej

03.12.03, 16:36
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=9204239&a=9221940
jak jest dzisiaj?
Pzrepraszam ze znowu poruszam temat ale jestem poprostu ciekawa
Obserwuj wątek
    • asiek25 Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 04.12.03, 11:04
      Konkubinka, chyba wkleiłaś zły link. Wnioskuję to po tym, że Kamila założyła
      wątek o pozbawieniu władzy rodzicielskiej na "samodzielnej". Wkleiłabym go
      tutaj, bo chyba jesteśmy ciekawe jak się dalej sprawa potoczy, ale też jestem
      debilem i nie potrafię (Pysiu, dalej mnie trzęsie ze śmiechu, dzięki za
      umilenie dnia!).

      PS. Strasznie mnie nurtuje, dlaczego Ty Konkubinko masz 2 nicki i używasz ich
      naprzemiennie...
    • kamila77 Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 04.12.03, 11:17
      Ano tak to wygląda, ze wczoraj odbyła się pierwsza sprawa. Kolejna za dwa
      tygodnie. Eks spotkał się wczoraj z naszym synem, był u nas przez dwie godziny.
      Mały się oczywiście ucieszył ze spotkania, z tym, ze nie bardzo wiedział, co z
      ojcem można robić. Coś mu czytał, coś pokazywał, potem przyszedł do niego
      kolega ze szkoły. I, prawde mowiac, w tym momencie Kuba stracil zainteresowanie
      osoba ojca i bawil sie z kolega. Tata tez nie za bardzo wiedzial, jak moglby
      sie w te zabawy wlaczyc, zatem wiekszosc wizyty przesiedzial milczac na kanapie.
      Nie bede sie rozpisywac o przebiegu sprawy w sadzie, bo dla mnie to sa dwie
      oddzielne kwestie - kontakty z dzieckiem a prawo do wspoldecydowania o nim.
      Powtorze to, co powiedzialam w sadzie: nie chce, zeby prawo do decyzji o moim
      dziekcu mial ktos, kto tego dziecka nie zna. Pozbawienie wladzy rodzicielskiej
      jest procesem odrwacalnym - jesli w przyszlosci eks bedzie utrzymywal kontakty
      z dzieckiem, nie bedzie problemu z przywroceniem wladzy (o ile teraz sad mu ja
      odbierze).

      Pozdrawiam
      • dondon Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 04.12.03, 11:45
        nie o to mi chodzilo.Wiem ze to sygnaturka , tylko jak ja widze to zastanawiam
        sie czy tiruriru ma jakis zwiazek z Twoja osoba , z podejsciem do zycia.
        Jesli chodzi o spotkania ojca z synem to nie dziwi mnie skrepowanie czlowieka
        jesli spotyka sie z wlasnym dzieckiem u ciebie w domu , pod twoim nadzorem i do
        tego przychodzi do dziecka kolega ktory zapewne nie wie ze ojciec widzi to
        dziecko rzadziej niz on.Juz kiedys pisalam ze wydaje mi sie ze powinnas
        odpuscic w kwestii nadzorowania tych spotkan .
        Link celowo ten wkleilam jest tam zdanie Kamili na temat sprawy i zdanie kagi i
        ciekawa jestem jaki obrot przybrala sprawa o pozbawienie wlady rodz., czy
        Kamila pamieta co wtedy napisala.
        Dalej jestem ciekawa jak przebiegla sprawa i jeszcze co do szczegolow czy jest
        ona o pozbawienie czy o ograniczenie wladzy?I czemu zostala zalozona skoro wg
        Kamili ojciec i tak dzieckiem sie nie interesowal?
        • kamila77 Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 04.12.03, 12:32
          Sygnaturka ma zwiazek, jasne. Generalnie chodzi o to, ze mam w zyciu dwie
          zasady. Pierwsza jest taka, zeby sie nie przejmowac małymi rzeczami. Druga
          taka, ze wszystkie rzeczy sa male. Tylko na Boga, nie bierzcie tego tak bardzo
          serio, chodzi o to, ze ja w zyciu dosyc sie juz naszarpalam z rzeczami, na
          ktore wplywu i tak nie mialam.
          A wiesz, mnie to skrepowanie dziwi jednak troche. To nie bylo pod moim
          nadzorem, nie siedzialam z nimi kamieniem. Toz z obcym dzieckiem mozna w miare
          szybko zlapac kontakt, co dopiero z wlasnym, nawet i niewidzianym od dawna.
          Kwestia "nadzoru" - to oczywiscie jest sprawa przyszlosciowa, zeby kontakty
          przebiegaly (jesli beda) w innej formie. Dalabys dziecko komus, kto je ostatnio
          widzial rok temu? Ja nie, ktokolwiek by to nie byl.
          Sprawa jest o pozbawienie wladzy, ograniczona ona byla wyrokiem rozwodowym. No
          i wlasnie dlatego zostala zalozona, ze sie ojciec dzieckiem nie interesowal.
          Dlaczego mozliwosc decydowania o dziecku ma miec ktos, kto go nie zna?
          • mikawi Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 04.12.03, 14:37
            kamilo, ale czy ex faktycznie tak strasznie decydowal? mieszał twoje plany co
            do spraw związanych z dzieckiem i podważał twoje decyzje że trzeba go bylo
            pozbawić władzy żeby tego nie robił?????
            • kamila77 Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 04.12.03, 14:56
              Ja go władzy nie pozbawilam. Co najwyzej sad moze to zrobic. Nie decydowal, nie
              mieszal, nie podwazal. Z bardzo prostej przyczyny - telepatycznie tego robic
              nie mogl. A przeslanka do odebrania wladzy jest wlasnie trwaly brak
              zainteresowania dzieckiem. Jesli sie to zainteresowanie pojawi (i objawi),
              wladze mozna przywrocic. Proste.
              • mikawi Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 04.12.03, 15:08
                tylko to jakaś paranoja: nie decydował to go pozbawiłaś władzy (nie sąd sam z
                siebie tylko na twój wniosek), pozbawiłas władzy więc nie może decydować
                • kamila77 Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 09:00
                  Ależ on wcale nie chce decydowac - sam mi to powiedzial. Twierdzi teraz, ze ma
                  zamiar unormowac te kontakty z małym - prosze uprzejmie, nie mam nic przeciwko.
                  Rozumiem, ze to brzmi niezbyt dla ucha przyjemnie - "mam odebrana wladze
                  rodzicielska", ale przeciez to w tym przypadku czysta formalnosc. W dodatku -
                  odwracalna.
        • domali Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 09:32
          dondon napisała:

          > Jesli chodzi o spotkania ojca z synem to nie dziwi mnie skrepowanie
          czlowieka
          > jesli spotyka sie z wlasnym dzieckiem u ciebie w domu , pod twoim nadzorem

          Aniu, ale jest szansa... w rozmowie ze mną Kamila powiedziała, że jest szansa,
          że drugie spotkanie odbędzie się już bez jej obecności... zobaczymy...
      • chalsia Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 04.12.03, 13:36
        Wiesz, to on się OK zachował siedząc na tej kanapie i milczac. Mój eks, jak
        akurat synek nie bawi się z nim, to czyta gazety, a jak jestem z małym w innym
        pokoju, to włącza sobie telewizor. A kiedyś, gdy w soboty wizyty były u mnie od
        14.00, gdy został sam z małym (bo czesto zostawiałam ich samych wtedy w domu)
        to szurnął do lodówki i zrobił sobie jajecznicę (bo akurat tym razem wyjątkowo
        nie potraktowałam go "przyzwoicie" i nie zostawiłam mu czegos na obiad).
        WWrrrrrrrrrrrrrr.
        Jakby facet nie mógł pojąć (mimo tłumaczenia), że to nie jest już jego dom i on
        jest gościem !!!
        No na szczęscie sie trochę poprawił.

        Pozdrawiam,
        Chalsia
        • dondon Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 04.12.03, 14:05
          dobrze ze moj nie ma tu wstepu.I ze M nie ma do swojej ex.
      • domali Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 09:26
        Może jednak bardziej obiektywna relacja by się przydała? Nie wydaje Ci sie, że
        to dosyć normalne, że dziecko zaintersowało się kolegą? I nie sądzę, żee
        oznaczało to brak zainteresowania ojcem. I chyba jednak potrafił się włączyć
        do ich zabawy, prawda?
        • dondon Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 09:42
          o tym wlasnie pisalam.Kolega nie zdaje sobie sprawy z relacji miedzy ojcem a
          dzieckiem , a dziecko ma swoje zainteresowania na codzien i jest tylko dzieckiem
        • kamila77 Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 10:47
          Nie, nie wydaje mi się to normalne. A to z tej przyczyny, że kolegę Kuba ma na
          co dzień, siedzi z nim w ławce, chodzą razem na zajecia pozalekcyjne i niemal
          codziennie sie widuja popoludniami. Wlaczyl sie do zabawy? Hmmm... No tak,
          rzeczywiscie sie nad nimi nachylil, jak grali w warcaby.
          I nie powiedzialam nigdy, ze drugie spotkanie mogloby sie odbyc bez mojej
          obecnosci. Powtarzam - najpierw chce wiedziec (wiedziec, nie wierzyc), ze te
          kontakty beda regularne, potem dopiero moge sie zgodzic na inna ich forme.
          • domali Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 11:01
            Powiedziałaś, że możliwe, że będzie bez Twojej obecności... Oczywiscie
            wypierać się możesz, twoje prawo...
          • domali Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 11:03
            kamila77 napisała:

            > Nie, nie wydaje mi się to normalne. A to z tej przyczyny, że kolegę Kuba ma
            na
            > co dzień, siedzi z nim w ławce, chodzą razem na zajecia pozalekcyjne i
            niemal
            > codziennie sie widuja popoludniami.

            No więc skoro te kontakt z kolegą ma codzinnie, tym bardziej normalne, że
            zajął się z nim zabawą... Ale ty oczywiście musisz dorobić swoją ideologię...
          • ashan Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 11:13
            A propos kolegów... Odkąd mój syn poszedł do szkoły i ma swoich
            najulubieńszych kolegów, śmieję się, że nawet by nie zauważył naszego
            zniknięcia, byle by był z Filipem smile)). Tak mi się widzi Kamilo, że Ty każde
            zachowanie syna odczytasz jako brak zainteresowania ojcem... Ale pewnie i tak
            wiesz wszystko lepiej...
            Gwoli wyjaśnienia: mój Kuba widuje się ze swoim tatą niewiele częściej niż
            Twój syn ze swoim. I wiesz co? Można się oszukiwać, ze oni ojców i ich rodzin
            nie potrzebują, że ich ojcowie nie obchodzą. Można dezawuować strania, większe
            lub mniejsze tatusiów. Można sobie wmówić, głęboko uwierzyć w to, że dla
            dziecka pozostajemy jedyną rodziną (w jego odczuciu). Ale nie zmieni to
            rzeczywistości. Dzieci pamiętają, potrzebują i chcą się cieszyć ojcami. A, że
            czasami, m.in dlatego, żeby mamie nie było przykro, nie pokazują, jak im na
            tacie zależy...
            Nie wiem, jaki wpływ na Twoją obecność podczas spotkań ma ich regularność. O
            ile wiem, Twój syn jest już na tyle duży, ze może wyjść sam z ojcem na spacer.
            Twoja chęć asysty wygląda niestety, jak złośliwość - możesz widywać syna, ale
            tylko, gdy JA jestem w pobliżu. Gdzie tu dobro dziecka? Bo wybacz, ale nie
            wierzę, że boisz się uprowadzenia dziecka, albo porzucenia go na środku
            ulicy... A pozostawienie ich sam na sam na pewno będzie sprzyjało nawiązaniu
            pomiędzy nimi silniejszych więzi (nie będą czuli się tak skrępowani). I może
            właśnie tego się boisz...?
            pozdrawiam
            • kamila77 Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 11:32
              Mamie nie jest przykro, kiedy dziecko cieszy sie na spotkanie z ojcem. Mama
              jest szczesliwa, kiedy dziecko jest szczesliwe. Dziecko oczywiscie potrzebuje
              ojca. KAZDE dziecko. Mamie jest tylko przykro, kiedy dziecko mowi "ciekawe, czy
              tata mnie w tym roku odwiedzi", bo mama wie, ze nie tak powinno byc.
              Na moja obecnosc podczas spotkania ma wplyw tylko i wylacznie to, ze te
              spotkania odbywaja sie raz na rok lub dwa. Jesli beda czesciej, nic nie stoi na
              przeszkodzie, zeby nieco zmienic ich forme.
              Naprawde sadzisz, ze boje sie nawiazania wiezi miedzy moim dzieckiem a jego
              ojcem? Przeciez to moj syn...Najwazniejsza osoba w moim zyciu. Zrobilabym
              wszystko, zeby byl szczesliwy. I (z)robie wszystko.
              • ashan Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 12:52
                kamila77 napisała:

                > Mamie nie jest przykro, kiedy dziecko cieszy sie na spotkanie z ojcem. Mama
                > jest szczesliwa, kiedy dziecko jest szczesliwe. Dziecko oczywiscie
                potrzebuje
                > ojca. KAZDE dziecko. Mamie jest tylko przykro, kiedy dziecko mowi "ciekawe,
                czy
                >
                > tata mnie w tym roku odwiedzi", bo mama wie, ze nie tak powinno byc.

                Tzn. mam rozumieć, że ta mama, to ty, tak? Nie wiem czemu miała służyć taka
                figura stylistyczna. Wyrażeniu przez Ciebie prawdy ogólnej, tj. wszystkie
                matki chcą..., czy też jest to twoje zdanie na ten temat?
                Pytanie nie wynika ze złośliwości, tylko chęci precyzyjnego odebrania przeze
                mnie Twojego stanowiska

                > Naprawde sadzisz, ze boje sie nawiazania wiezi miedzy moim dzieckiem a jego
                > ojcem? Przeciez to moj syn...Najwazniejsza osoba w moim zyciu. Zrobilabym
                > wszystko, zeby byl szczesliwy. I (z)robie wszystko.

                Hmm, zabrzmiało to nieco złowieszczo wink Zastanawiam się, czy w działaniu
                będziesz kierować się wiedzą o tym co JEGO uszczęśliwi, czy tym, co TY
                uważasz, że go uszczęśliwi. Wydawałoby się, że to niuans, ale w Twoich
                postach, mimo, że dotyczą one dziecka, to nie ono wybija się na pierwszy plan,
                tylko TY... Ja to..., ja tamto...., ja pozwolę...., ja nie pozwolę.... A co z
                Kubą? Rozmawiałaś z nim po spotkaniu? Co mówił, czy się cieszył, czy ma jakieś
                obawy, czy chce kolejnego spotkania, czy na nie czeka, czy ma jakieś plany z
                tym związane (jak następnym razm przyjdzie tata to mu to pokażę/powiem o
                tym.... pójdziemy, zrobimy, pogramy...). To jest ważne Kamilo, nie to, że raz
                widziałaś, że ojciec zajrzał Kubie przez ramię, że podczas spotkania Kuba
                bawił się z kolegą, nie to co Ty zrobisz, żeby był szczęśliwy...

                I szczerze mówiąc myślę, że się boisz, że nie będziesz już nr.1 w życiu
                syna... Taki lęk jest bardzo naturalny, tylko, że wiele osób boi się nawet do
                niego przyznać... smile

                pozdrawiam smile
                • kamila77 Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 13:12
                  Tak, ta mama to ja, nie generalizuje, nie wyrazam prawd absolutnych.
                  Oczywiscie, ze rozmawialam z Japiszonem o spotkaniu. Pewnie ze sie cieszyl
                  powtarzam to po raz niewiadomoktory. Wieczorem opowiedzial mi, o czym z tatą
                  rozmawiał, ze tata mu obiecal przyjazd jeszcze w grudniu itp. Mowil, ze
                  zapomnial o czyms tacie opowiedziec, ze opowie nastepnym razem. Ja nie wiem,
                  czy nastepny raz bedzie, bo obietnic na ten temat i mały, i ja już sie wielu
                  nasluchalismy. Zaczynam wierzyc, ze moze rzeczywiscie sie cos w tym zakresie
                  zmieni. Oby.
                  W nocy siedzialam sobie w kuchni i dziekowalam Wszechmocnemu, ze mam takie
                  madre dziecko. Ufne, wrazliwe, przyjmujace wszystko za dobra monete.
                  Nie jestem jakas oszalala matka, ktora weszy wokół syna, czy aby na pewno nie
                  przywiazal sie do kogos bardziej niz do mnie. Ja mam pojemne serce, on chyba
                  tak samo. Starczy tam miejsca i na milosc do mnie, i na tę do ojca.
                  • ashan Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 15:31
                    Prawdopodobnie nie ma to wielkiego znaczenia, ale cieszę się, że tak
                    myślisz smile. W trakcie wymiany postów trochę lepiej poznałam Twój punkt
                    widzenia.

                    pozdrawiam smile
          • naturella Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 11:25
            No to rzeczywiście nie siedziałaś nad nimi cięgiem, skoro dobrze wiesz, ile
            razy tata się nad nimi nachylił...
            • naturella Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 11:27
              Oczywiście mój wątek jest odpowiedzią na post Kamilii, która najpierw
              twierdziła, że PRAWIE jej nie było przy spotkaniu, że broń Boże żeby
              pilnowała... a pootem pisze, że RAZ się Zbyszek nachylił, jak w warcaby grali...

              Co za zakłamanie!!!
            • kamila77 Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 11:50
              RAZ to widzialam, przepraszam za niescislosc.
          • la.felina Do kamili i domali 05.12.03, 11:32
            Dziewczyny,
            postarajcie się nie zaczynać kolejnego słownego ping-ponga.
            Obie macie do siebie różne żale, każda swoją rację, ale najważniejsze w tym
            wszystkim jest przecież to żeby syn miał kontakty z ojcem.
            Kamila, może jest tak jak sugeruje ashan,że synek nie chce Ci sprawić
            przykrości, a może po prostu po długiej przerwie potrzebuje więcej czasu żeby
            złapać z ojcem bliższy kontakt. Daj im trochę luzu. Może na początek zostaw ich
            samych w pokoju ? I może niekoniecznie kolega musi akurat wtedy przychodzić ?
            Ojcu musi się czuć niezręcznie na Twoim terenie, pod Twoim okiem i z kolega
            syna w tym wszystkim.

            Trzymam kciuki żebyście się jak najlepiej dogadali.
            Najważniejsze, że już "pierwsze koty za płoty".

            F.
            • domali Re: Do kamili i domali 05.12.03, 11:41
              Ja nie mam ochoty na kolejne potyczki z Kamilą... Tylko mierzi mnie, jak ktoś
              próbuje nie do końca uczciwei budować swój i innych wizerunek...
              • la.felina Re: 05.12.03, 12:04
                domali,
                domyślam się, że to nie jest łatwe żeby milczeć kiedy coś się nie zgadza.
                Jeśli jednak nieścisłośc nie będzie poważna/ krzywdząca postaraj się ugryźć w
                język. Samam staram się stosować te metodę. Bolesna, ale działa wink

                Przepraszam, że wogóle się do Waszej sprawy wtrącam, ale tak mi się fajnie na
                sercu zrobiło kiedy dzięki (m.in.) dyskusji tutaj doszło do spotkania.
                Szkoda byłoby tę szansę na porozumienie stracić.

                Pozdrawiam,
                F
            • kamila77 Re: Do kamili i domali 05.12.03, 11:46
              Sie postaram bez odbijania pileczki smile
              Taz zostawialam ich samych w pokoju, chociaz moja obecnosc bardziej chyba
              uwierala eksa niz dziecko (maly w innych sytuacjach bezpardonowo "wyrzuca" mnie
              z pokoju, jesli chce zostac sam, albo pogadac w spokoju z kims, kto akurat u
              nas jest). Co do wizyty kolegi - no rzeczywiscie Mateusz nie wybral sobie
              najszczesliwszego momentu, ale przeciez to nie jego wina. Dzien jak co dzien -
              zadzwonil, poprosil Jakubka do telefonu, zapytal czy moze przyjsc, młody sie
              zgodzil. Z drugiej strony to chyba dobry znak, ze maly nie traktuje wizyty ojca
              jak czegos bardzo nadzwyczajnego i ze zgodzil sie na wizyte kolegi.
              • la.felina Re : Sie postaram bez odbijania pileczki :-) 05.12.03, 12:15
                Będę Cię trzymać za słowo, OK ?

                > Z drugiej strony to chyba dobry znak, ze maly nie traktuje wizyty ojca
                > jak czegos bardzo nadzwyczajnego i ze zgodzil sie na wizyte kolegi.

                Hm, chyba tak, ale tak sobie myślę,że powinniście w trójkę ustalić czy ojciec
                Kuby nie wolałby żeby byli sami. W końcu on przychodzi specjalnie i tylko do
                synka. Mają sporo do nadrobienia. To "chwilę" potrwa zanim znajdą wspólny język
                i wspólne tematy. Kolega, jak mówsz, że jest u Was b. często. Chyba możesz
                zadziałać żeby się te spotkania nie nakładały. No chyba, że tacie Jakubka to
                nie przeszkadza.

                Pozdrawiam,
                F

                PS Przepraszam za wtrącanie, ale czasami z boku i bez emocji ma się lepszy
                punkt widzenia.
                • kamila77 Re: Re : Sie postaram bez odbijania pileczki :-) 05.12.03, 12:24
                  To byl zupelny przypadek, ze te spotkania sie nalozyly. Przeciez nie moglam
                  powiedziec Kubie, zeby oddzwonil do Mateusza i odwolal wczesniejsza zgode na
                  spotkanie. Przypuszczam, ze Jakubowi w przyszlosci tez bedzie zalezalo na tym,
                  zeby przebiegu spotkan z ojcem nie zaklocal ktos postronny.
                  • la.felina Re: przypadek 05.12.03, 14:27
                    > To byl zupelny przypadek, ze te spotkania sie nalozyly. Przeciez nie moglam
                    > powiedziec Kubie, zeby oddzwonil do Mateusza i odwolal wczesniejsza zgode na
                    > spotkanie.
                    Chyba jednak mogłaś (po uzgodnieniu z Kubą), na pewno nie musiałaś.
                    W każdym razie miałam na myśli następne spotkania.
                    Myślę, że z każdym kolejnym będzie lepiej. Wiesz, że dużo zależy też od Ciebie.
                    > moja obecnosc bardziej chyba uwierala eksa niz dziecko
                    Zaryzykuję stwierdzenie, że nie chyba a na pewno. Postaw się na moment w jego
                    sytuacji. Czasami wyobrażenie sobie siebie w położeniu "przeciwnika" pozwala na
                    weryfikację własnego podejścia do sprawy.
                    > Przypuszczam, ze Jakubowi w przyszlosci tez bedzie zalezalo na tym,
                    > zeby przebiegu spotkan z ojcem nie zaklocal ktos postronny.
                    Podzielam Twoje przypuszczenia i życzę Kubie częstych, udanych kontaktów z
                    tatą.
                    F.
          • pysia-2 Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 11:33
            Przepraszam ze sie wtracam do dyskusji, ktoora mnie zupelnie nie dotyczy, ale
            chcialam sie podzielic jednym malym spostrzezeniem.
            Nie jestem chyba jeszcze calkiem stara, bo doskonale pamietam czasy swojego
            dziecinstwa i to nawet tego najwczesniejszego.
            I pamietam, ze kiedy odwiedzala mnie kolezanka - szczegoolnie taka, z ktoora
            zazwyczaj spedzalam duzo czasu, to nie bylo dla mnie zadnej swietosci. Liczyla
            sie wtedy tylko ta kolezanka i zajmowalam sie tylko nia (nawet jesli mmi sie to
            wcale nie podobalo, bo np. mielismy ciekawych i dawno nie widzianych gosci).
            Bralo sie to stad, ze mialam silnie zakorzenione poczucie troski o goscia -
            mooj gosc nie moogl siedziec bezczynnie, kiedy przychodzil do mnie. Nie umialam
            tez nigdy powiedziec komus - przyjdz poozniej, bo teraz nie moge sie bawic. Nie
            umialam i juz. Do dzisiaj nie umiem.
            I nie umialam roowniez wlaczyc goscia do zabawy z innymi goscmi. Jesli
            przychodzila dajmy na to Monika, to wiedzialam w co i jak mam sie z owa Monika
            bawic. Ale nie umialam sie juz bawic jednoczesnie z Monika i dajmy na to Edyta,
            ktoora przyjechala do mnie w gosci z ciocia. Bo to dwa roozne swiaty. Moze tez
            troche niesmiala bylam i dlatego.
            • naturella Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 11:51
              A ja z kolei byłam tak wychowywana, żeby nie ignorować rodziców w towarzystwie
              koleżanek i kolegów, że zawsze to rodzice są ważniejsi, i nie ma mowy, żeby np.
              gadać tylko z koleżanką, gdy mój ojciec odwozi nas do szkoły...
              Kwestia wychowania i tyle. Widocznie, Kamilo, niezbyt zwracałaś uwagę na coś
              takiego jak szacunek dla rodziców - bo to tata Kuby był jego pierwszym gościem.
              • kamila77 Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 11:57
                naturella napisała:

                > Kwestia wychowania i tyle. Widocznie, Kamilo, niezbyt zwracałaś uwagę na coś
                > takiego jak szacunek dla rodziców - bo to tata Kuby był jego pierwszym
                gościem.

                Na szacunek trzeba sobie jeszcze zasłużyć.
                • pysia-2 Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 12:08
                  Szacunkiem darzy sie kogos z racji pozycji spolecznej, wieku, stanowiska etc.
                  etc. Szacunek nie powinien byc efektem jakichs zachowan. Moge nie lubic mojej
                  starej sasiadki, bo z niej niezla jedza, ale szacunek z mojej strony jej sie
                  nalezy, bo przezyla trzy razy tyle co ja.
                  • pysia-2 Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 12:09
                    chociaz - dopisujac sie do wlasnego postu - szacunkiem moge darzyc roowniez
                    swojego roowiesnika za jego postawe wobec jakiegos tam zjawiska.
                  • kamila77 O szacunku 05.12.03, 12:18
                    No to się tu nie zgadzamy. Ja nie szanuje ludzi tylko dlatego, ze sa. Ja ich
                    szanuje za to, jacy są. Idąc tym tropem, możnaby zaczac szanowac Adolfa Hitlera.
                    Miał pozycje spoleczna, mial sluszny wiek, stanowisko tez.
                    Swoja droga udowodniono kiedys, ze kazda dyskusja zejdzie w pewnym momencie na
                    nazizm, holocaut i Hitlera. Ponoc to prawo nawet sie jakos nazywa, alem
                    zapomniala jak.
                    • pysia-2 Re: O szacunku 05.12.03, 12:58
                      Ja ci nie kaze szanowac wszystkich ludzi na swiecie!!!
                      Moowie o ludziach z najblizszego otoczenia, z rodziny, z sasiedztwa... Ojca
                      nalezy szanowac za to, ze jest ojcem, starsza osoba ktoora przyczynila sie do
                      powstania nowego czlowieka (chyba ze jest zboczencem i zwyrodnialcem, robiacym
                      dziecku krzywde, ale chyba nie o tym sie tutaj rozmawia). Mozna go ewentualnie
                      proobowac rozliczac z jego stosunku do dziecka, ale szacunek od dziecka sie
                      nalezy koniec kropka. Tak samo z sasiadka, babcia, dziadkiem, ciocia itd.
                      • ak81 Re: O szacunku 11.01.05, 17:42
                        > Moowie o ludziach z najblizszego otoczenia, z rodziny, z sasiedztwa... Ojca
                        > nalezy szanowac za to, ze jest ojcem, starsza osoba ktoora przyczynila sie do
                        > powstania nowego czlowieka (chyba ze jest zboczencem i zwyrodnialcem,
                        robiacym
                        > dziecku krzywde, ale chyba nie o tym sie tutaj rozmawia). Mozna go
                        ewentualnie
                        > proobowac rozliczac z jego stosunku do dziecka, ale szacunek od dziecka sie
                        > nalezy koniec kropka.


                        Nikogo nie trzeba szanowac i nikomu sie nic nie nalezy. Na szacunek trzeba
                        sobie zasluzyc. Nie rozumiem czemu w sytuacji, kiedy ojciec zdradzal mame,
                        olewal rowno syna przez dlugi okres czasu (bo wil sobie nowe gniazdko) i nagle
                        zachcialo mu sie odnowic kontakty, mialby miec okazywane szczegolne wzgledy i
                        mialoby to byc wielkie swieto i wydarzenie. Ojciec nie szanowal dziecka, wiec
                        niech tez tego szacunku nie oczekuje.
                • mikawi Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 12:16
                  a mnie się zdawało że szacunek do rodziców jest z definicji (szanuj ojca swego
                  i matkę swoją), no chyba że matka skutecznie deprecjonuje szacunek dziecka do
                  ojca ...
                  • naturella Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 12:22
                    O, to to. Kamilo, jesteś mistrzynią w odwracaniu kota ogonem. Sorry, ale tak
                    zakłamanej i pewnej racji w tym zakłamaniu osoby dawno nie widziałam.
                    Współczuję Twojemu synkowi, bo wiem już teraz, że zrobisz wszystko, żeby nie
                    widywał się z ojcem i żeby wspominał go jak najgorzej.
                    • kamila77 Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 12:33
                      Nie widziałaś no i dalej nie widzisz, prawda? Czy zatem byłabyś na tyle
                      uprzejma i nie prorokowała tego,co zrobię a czego nie zrobię?
                      Racz zauważyć, że do spotkania, które temat tak wałkujemy, doszło, bo się na
                      nie zgodziłam. Nikt i nic, poza moją troską o dobro dziecka, nie mogłoby mnie
                      do tego zmusić. Mogłam przykleić na drzwi ksero wyroku sądowego określajacego
                      zasady kontaktów z dzieckiem - co druga sobota i niedziela, od 10 do 13. I
                      złośliwie ten wyrok egzekwować, nie zgadzajac sie na inne terminy.
                      • mikawi Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 12:37
                        ależ ty jesteś wspaniała i jaka wyrozumiała dla eksa, na rękach cię powinien
                        nosić...

                        zejdź na ziemię z tego piedestału na którym siedzisz, bo się boginią niedługo
                        okrzykniesz

                        rany boskie, jak można byc tak bezkrytycznym wobec siebie, narcyz to mały pikuś
                        przy tobie
                      • ashan Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 12:59
                        Mażna być tak wspaniałomyślnym, jak Ty, tak wyrozumiałym wink. Na pokaz. I
                        jednocześnie ośmieszać czyjeś wysiłki rozkładając jednocześnie bezsilnie ręce,
                        że no przecież Ty się tak starasz i jesteś pełna tak dobrej woli.
                        Ciekawe jest, że nie wykazujesz nawet próby refleksji, zastanowienia się,
                        spojrzenia krytycznego na swoją rolę w tym układzie. Pełne, błogie
                        samozadowolenie...
                        pozdrawiam
                        • pysia-2 Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 13:01
                          wiecie, zastanawia mnie po co piszecie pozdrawiam przy poscie, w ktoorym
                          obrzucacie sie blotem... to tak, na marginesie.
                          • linusia_75 Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 05.12.03, 13:04
                            To taki nawyk, jak mówienie dzień dobry.
                            Linusia
                          • ashan pysiu... 05.12.03, 13:08
                            nie jest moi zamiarem obrzucanie nikogo błotem smile. Zadaję pytania, mogę
                            prowokować, ale nie tracę przy tym szacunku dla "rozmówcy". Jeżeli kogoś nie
                            szanuję - nie tracę czasu przy klawiaturze. Akurat ten problem jest mi bardzo
                            bliski (jestem w położeniu bardzo zbliżonym do położenia Kamili, no może z
                            pewnymi różnicami smile) i myślę, że warto czasem komuś czasem dość dobitnie
                            przedstawić swoje stanowisko. Jescze raz powtarzam - z obrzucaniem błotem i
                            temu podobnymi czynnościami nie ma to niż wspólnego. Przynajmniej w moim
                            przypadku.
                            pozdrawiam smile (to tak na marginesie wink)
                  • ak81 Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 11.01.05, 17:44
                    To nie definicja tylko przykazanie tongue_out. Mozna dyskutowac o jego slusznosci i
                    zakresie sytuacji, kiedy sie sprawdza. Poza tym nie kazdy jest wierzacy.
    • marinka.b Re: do kamili 05.12.03, 13:21
      Trzymaj się dziewczyno!
      Podziwiam,że masz siłę odpowiadać temu napastliwemu tłumowi.smile))
      Zdziwionym polecam podręcznik z prawa rodzinnego.Można się z niego sporo
      dowiedzieć o władzy rodzicielskie-istocie i podstawach jej odebrania przes sąd.
      Przez samą decyzję sądu chyba nie przestaje się być kochającym ojcem?
      Ponoć dla prawdziwej miłości nie ma żadnych granic i tam.

      Współczuję,że musisz przez to przechodzić.A przede wszystkim Twój synek.

      Gdyby mojemu mężwowi ktoś nie pozwalał widzieć dziecka,to poruszyłby niebo i
      ziemię,aby się z nim spotkać.Dla chcącego nic trudnego.

      Tyle się tu mówi o kulturze.
      Informowanie dziecka w rozmowie telefonicznej,po rocznym niewidzeniu o tym,że
      ma rodzeństwo jest czymś wyjątkowo nietaktownym i pokazuje co jest tak naprawdę
      ważne dla ojca.

      Trzymaj się kamilo!
      Obserwuję i wpieram myślą.smile)
      • linusia_75 Re: do kamili 05.12.03, 13:25
        Przechodzi na własne życzenie.
        Bardzo nietaktowne. Lepiej jest publicznie skałmać, że mausia tak dobra i
        powiedziała ...
        Linusia
        • kamila77 Re: do kamili 05.12.03, 13:39
          Otworzyłam forum i zaczelam sie zastanawiac nad relacjami rodzinnymi. Skoro ty
          jestes przyszla tesciowa przyrodniego brata mojego dziecka, to pewnie i naszych
          dzieci drzewa genealogiczne sie by nalozyly w ktoryms momencie smile (to byla
          uwaga majaca na celu rozluznienie atmosfery, oczywiscie).
          Jednak bardzo uprzejmie prosze nie zarzucac mi klamstwa. W jakiejkolwiek
          kwestii. To, ze moje dziecko informacji o bracie nie zapamietalo nie swiadczy o
          tym, ze jej nie otrzymalo. Jak zapomni o pracy domowej to tez mam zarzucac jego
          nauczycielce, ze mu nie powiedziala?
          I naprawde uwazasz ze pytanie dziecka o stan jego informacji na temat
          posiadania rodzenstwa po ROCZNEJ przerwie w kontaktach jest zachowaniem
          taktownym? Rozsadnym? Majacym na celu li i jedynie troske o dziecko? Skup sie
          przez moment i wyobraz sobie, ze jestes dzieckiem. Ze dzwoni do ciebie ojciec,
          dawno niewidziany. Oczekiwalabys czego? Chyba jednak tego, zeby ci powiedzial,
          ze za Toba tesknil, ze cie kocha, ze o tobie pamieta. A nie tego, zeby
          pochwalil sie nowym dzieckiem.
          • linusia_75 Re: do kamili 05.12.03, 14:12
            Miałam odpisać w tonie polemiki, ale jednak nie będę. Szkoda czasu na dyskusje,
            która do niczego nie doprowadzi.
            Tylko na zakończenie...
            Po prostu dla mnie dobro dziecka to priorytet, a Ty albo masz inne priorytety,
            albo źle rozumiesz czym jest dobro dziecka.
            I powtórze tylko jedno: jeśli Ci na nim zależy to Twoja pomoc, albo chociaż
            nieprzeszkadzanie bardzo by sie przydało.
            A co do kłamstwa...
            Pozostaję przy swoim zdaniu...
            Nie z powodu relacji drugiej strony, to Twoje pokrętne tłumaczenia na forum nie
            pozwalają mi uwierzyć, że z synem o jego bracie rozmawiałaś.
            A jeśli rozmawiałaś, to tym bardziej nie widzę nic nierozsądnego w poruszeniu
            tematu.
            I na Boga przestań być tak małostowa i czepiać się każdego niewłaściwego gestu.
            Ty zawsze wiesz co kiedy i jak powiedzieć czy jak postąpić z dzieckiem?
            Mam nadzieję, że nie. Bo to byłby dramat........
            Wesołych Swiąt,
            Linusia
        • atagag Re: do kamili 05.12.03, 13:55
          trochę nie chce mi sie wierzyć, że w Twoją niewinność i absolutna winę ojca
          Twojego syna. Myślę, że koledze syna można było jak najbardziej powiedzieć,
          żeby w tej chwili nie przychodził, bo syn jest zajęty. Nie byłby to nietakt.
          Ty, myślę, nie musiałaś siedzieć razem z panami w pokoju. To na pewno było
          bardzo krępujące zarówno Twojego syna, jak i jego ojca. Myślę, że, o ile Twój
          eks nie jest zwyrodnialcem, to równie dobrze mogli pójść na spacer, do kawiarni
          na lody. Na neutralnym gruncie szybciej złapaliby kontakt. Sam piszesz, że syn
          cieszy się ze spotkania i cieszy się na kolejne spotkanie. Jednak myślę, że
          wbrew temu co piszesz, dla Ciebie nie jest to na rękę. Mało tego myślę, że
          swoim postepowaniem mozesz dziecku wmówić, że jego ojciec nie chce go znać i
          sie z nim widywać. Nie rób tak, zrobisz jemu wieeelka krzywdę, sobie również,
          bo kiedyś w przyszłości, syn podziękuję Ci. Myślę. że dla dobra dziecka, o
          które tak walczysz, możesz schować urazy i honor do kieszeni.
        • marinka.b Re: do linusi 05.12.03, 14:06
          Jeśli masz jakiś zwiazek z tą sprawą,a chyba masz,to naprawdę współczuję kamili
          tym bardziej.Rozumiem,że jesteś żoną jego?
          Twoja akywność jest drażniąca.Czy twój mąż nie potrafi sam załatwiać swoich
          spraw?
          Chociaż??
          Może dobrze,przynajmniej można się dowiedzieć przez co przechodzi kamila i to
          dziecko.

          Naprawdę nie ma żadnego wytłumaczenia dla ojca,który rok nie widuje się z
          dzieckiem.Czytałam o jego przymiarkach do telefonu do dziecka.Żałosne.
          Zbyszek jest jeszcze nie g-o-t-o-w-y.smile))

          Generalnie wszystko w tej sprawie kręci się wokół odczuć tatusia i jego nowej
          rodziny.
          A dziecko?

          A o tym powiedzeniu o Waszym dziecku...No to też jest kolejne
          potwierdzenie,tego co wyżej napisałam.
          Nie liczą się odczucia tego dziecka,jego relacja z ojcem(nawiązanie jej
          właściwie)TYLKO ZEBY POINFORMOWAĆ O PRZYRODNIM BRACIE.Bo to jest Twoje dziecko
          i TO JEST NAJWAŻNIEJSZE.

          Pokory.Wyjdź,stań obok siebie na chwilę.

          To czy powiedziała,czy nie jest naprawdę najmniej istotne z punktu widzenia jej
          jako matki.
          Może kiedyś to zrozumeisz jak już okrzepniesz w macierzyństwie.Ciągłe
          zarzucanie jej,że czegoś nie powiedziała skoro mówi ,że powiedziała jest
          wyrazem złej woli z Twojej strony.
          Jak będziesz miała starsze dziecko,to zobaczysz jakie ma reakcje na różne
          sprawy,jakie czasem rzeczy opowiada.Zapewniam Cię,że zdziwisz się nie raz.smile)


          kamilo,twoja decyzja jest słuszna.Nie wyobrażam sobie walki z tymi ludźmi o
          podjęcie ważnej decyzji związanej z wychowaniem dziecka.
          Ten ciągły sarkazm,wmawianie jakiś bzdur,kłótnia o pierdoły.Byle na swoim
          postawić.



          Przechodzi na własne życzenie.
          > Bardzo nietaktowne. Lepiej jest publicznie skałmać, że mausia tak dobra i
          > powiedziała ...
          > Linusia

          to też-na wszystko patrzysz pod swoim kątem.
          Owszem powiedzenie WŁASNEMU dziecku podczas rozmowy telefonicznej jest
          nietaktowne.
          I to jest WAŻNE
          A to,co się napisało na forum internetowym??Dla Ciebie tojest ważniejsze.Bo TO
          NIE JEST TWOJE DZIECKO.
          To Ty zakładasz,ze ona kłamie.Bo tak Ci wygodnie i zioniesz z niechęci.
          i nie masz pojęcia o psychice dziecka starszego.
          Nie mierz wszystkiego miarą niemowlaka.
          • linusia_75 Re: do marinki 05.12.03, 14:16
            Źle rozumiesz.
            I to moze tłumaczy stek bzdur które wypisałaś pod moim (?)adresem.
            Linusia
            • marinka.b Re: do marinki 05.12.03, 14:18
              Tiaaa,
              • naturella Re: do marinki 05.12.03, 14:20
                Marinko, niedokładnie chyba czytałaś big_grin
                A teraz idę, bo jeszcze i mnie zaraz zarzucisz, że to ja jestem żoną Zbyszka
                (hi hi) smile
                • linusia_75 Re: do naturelli 05.12.03, 14:27
                  Uciekaj uciekaj, bo zaraz napiszą, że ex ma harem wink))))))))))))
                  Linusia
                • marinka.b Re: do marinki 05.12.03, 14:29
                  Spytałam czy jest żoną?
                  A post skierowałam do żony-to chyba oczywiste.
                  Nie był on do pośrednika,nawet jeśli linusia przyjmuje te rolę.Bo jej nie
                  dotyczy.Szczerze mówiąc to przy tej wielości nicków co poniektórych można się
                  pogubić.wink Ale chyba sens jest ważny, a nie oznaczenie osoby nazwą.
                  smile
          • capa_negra Re: do marinki 05.12.03, 14:29
            Nie brałam do tej pory udziału w tej dyskusji uważając że to "nie moja dyskusja"
            I ty tez nie powinnas w niej brac udziału - rzucasz kamieniami na oslep
            trafiając jak kulą w płot.
            Osoba która faktycznie ma związek z tą sprawą jak będzie chciała to sie odezwie.
            Biorąc jednak pod uwagę, że wszystkie tu wiemy kto ma ten związek, a ty
            nie ...cóż to świadczy jedynie o tym,ze bardzo mało wiesz o całej sprawie, o
            nas i o tym forum wiec tym bardziej powstrzymaj sie od rozdawania ciosów na
            oślep.
            To nikomu i niczemu nie służy, a już najmniej sprawie.
            • marinka.b Re: do marinki 05.12.03, 14:32
              Ale ty szcześliwa musisz być.Jesteś wtajemniczona.smile))
              To chyba nie trudne przekonać się,kto jest żona?
              Sporo było postów na ten temat.Ogólnie dostępnych.
              smile)
              • capa_negra Re: do marinki 05.12.03, 14:38
                Wiesz faktycznie jestem szczęsliwa niekoniecznie z powodu wtajemniczenia.
                Postów było bez liku ale ty ich chyba nieczytałaś albo niedokładnie.
                Jak zaznaczyłam "to nie moja dyskusja" i żaluje, że sie wtrąciłam.
                Takie przelewanie jadu z pustego w prózne naprawde niczemu nie słuzy.
                I to tyle.
              • linusia_75 Re: do marinki 05.12.03, 14:38
                Przynajmnie sie orientuje, z kim dyskutuje.
                Ale niektórym jak widac to wszystko jedno....
                Linusia
              • mikawi Re: do marinki 05.12.03, 14:39
                no właśnie, nietrudne, więc skąd ci przyszło do głowy że to linusia???? czytaj
                ze zrozumieniem
                • marinka.b Re: do marinki 05.12.03, 14:43
                  Spytałam czy to ona.smile
                  A przyszło mi do głowy być może z powodu niezywkłej aktywności linusi oraz
                  niechęci tożsamej z niechęcią żoną, a także tego,ze w owej historii występuje
                  na forum sporo osób.Łącznie z rzecznikiem,heheh.
                  Ale to i tak nie ma znaczenia skoro wiadomo do kogo i czego post się odnosi.
                  smile
                  • z.orz Re: 05.12.03, 15:50
                    do Kamili

                    "Dlaczego mozliwosc decydowania o dziecku ma miec ktos, kto go nie zna?"

                    Czy ty masz na prawdę tak krótką pamięć??? określiłaś mnie mianem obcej osoby,
                    a nie "nie znanej"... na twoje nieszczęście nigdy nie będę dla naszego dziecka
                    obcą osobą lecz tatą, ale widac strasznie cie to mierzi..

                    "Nie decydowal, nie mieszal, nie podwazal. Z bardzo prostej przyczyny" -

                    nie uważam żebym miał powody do mieszania, podważania itd... nie jestem aż tak
                    złośliwy jakbys tego oczekiwała!!!

                    "A przeslanka do odebrania wladzy jest wlasnie trwaly brak zainteresowania
                    dzieckiem."

                    Ciekawe, że w rozmowie ze mną juz poza sądem używałaś zupełnie innych
                    argumentów... takich jak swobodne podróżowanie poza granicami kraju, "obrona"
                    dziecka przed ewentualnymi alimentami na moja rzecz... gwoli wyjaśnienia, o
                    alimenty moze starać sie również ojciec pozbawiony władzy rodzicielskiej, o
                    ile nie został pozbawiny jednocześnie obowiązku alimentacyjnego, a taki traci
                    tylko w przypadku przysposobienia dziecka przez innego mężczyznę, który zawrze
                    z toba zwiazek małżeński...


                    "Ależ on wcale nie chce decydowac - sam mi to powiedzial."

                    Nigdy nie powiedziałem, że nie chcę decydować... Nie wkładaj swoich słów w
                    moje usta..

                    "Twierdzi teraz, ze ma zamiar unormowac te kontakty z małym"

                    Oczywiscie, że tak twierdzę i zrobie wszystko zeby już nigdy Kuba nie musiał
                    cierpieć z mojego powodu!!!

                    "Rozumiem, ze to brzmi niezbyt dla ucha przyjemnie - "mam odebrana wladze
                    rodzicielska", ale przeciez to w tym przypadku czysta formalnosc. W dodatku -
                    odwracalna."

                    Jasne, że nie brzmi to przyjemnie, ale nie o brzmienie słów, wydaje mi sie tu
                    chodzi, lecz o władze rodzicielską, a to jedynie potwierdza moje zdanie, że
                    prawdziwą przyczyną złożenia wniosku jest jedynie chęc sprawienia, żebym nie
                    czuł sie dobrze mowiąc powyższe słowa, a nie dobro dziecka. I jeszcze jedno,
                    nie popisuj sie tu wiedzą na temat przywracania władzy rodzicielskiej, bo
                    jeszcze tydzień temu twierdziłaś, że pozbawienie władzy rodzicielskiej jest
                    procesem nieodwracalnym i dopiero rozmowa ze mna przywróciła ci "świadomość",
                    a pozbawienie mnie władzy nie jest tylko formalnością, bo nie wiem czy
                    pamietasz słowa sędziny, że jest to głęboka ingerencja sądu i decyzja nie
                    bedzie podjęta pochopnie.




                    Do "marinka.b"

                    "Podziwiam,że masz siłę odpowiadać temu napastliwemu tłumowi.smile))"

                    Dla czego ją podziwiasz??? Nikt tu jej nie potraktował napastliwie dla zasady,
                    a moze źle zrozumiałem treśc tych wszystkich wypowiedzi?


                    "Zdziwionym polecam podręcznik z prawa rodzinnego."

                    Rozumiem, ze polecasz go równiez kamili, bo jej wiedza w tym zakresie jest
                    srównież ograniczona.

                    "Współczuję,że musisz przez to przechodzić.A przede wszystkim Twój synek."

                    Czgo tak na prawdę współczujesz? Czy tego, że tata postanowił nie poddac się i
                    walczyć o swoje prawa, czy tego, że nie potrafi odróżnić tego co słuszne, od
                    tego co jej sie wydaje? A dziecku faktycznie należy współczuć, bo nasze
                    nieporozumienia odbijają sie wyłącznie na nim... To on bedzie "skazanym" w tym
                    procesie.

                    "Informowanie dziecka w rozmowie telefonicznej, po rocznym niewidzeniu o tym,że
                    ma rodzeństwo jest czymś wyjątkowo nietaktownym i pokazuje co jest tak
                    naprawdę ważne dla ojca."

                    Nie wiem, czy niedoczytałaś wszystkiego czy tylko "słyszysz co chcesz"??? To
                    Kamila pochwaliła sie poinformowaniem Kuby o rodzeństwie i nie widzę w tym nic
                    złego, że uważałem za konieczne porozmawianie z Kubą na ten temat. Wydaje mi
                    się, że to ja teraz powinienem z nim o tym rozmawiać, bo taka informacja mogła
                    w nim obudzić obawę, że jest już niechcianym, niekochanym dzieckiem. A to ode
                    mnie chyba powinien usłyszeć, że mój stosunek do niego nigdy nie uległ
                    zmianie, bo takowe zapewnienia ze stony Kamili byłyby mało wiarygodne. A cała
                    rozmowa telefoniczna z Kubą wyglądała znacznie inaczej niz przedstawiła ją
                    Kamila. Rozmawialiśmy o wielu rzeczach, nie tylko o "braciszku". To jak
                    zareagował Kuba na moją informacje potwierdza jedynie fakt dużego wrażenia
                    jakie na nim wywarła ta informacja. Może sposób, w który poinformowała Kube o
                    rodzeństwie Kamila nie był wystarczajaco czytelny, żeby mógł ją przyswoić, o
                    ile w ogóle taka informacja miała miejsce. Teraz to mnie należy zlinczować, za
                    to, że dziecko rozmowę ze mną na ten temat potraktowało "poważnie". Brawo!!!


                    "Jeśli masz jakiś zwiazek z tą sprawą,a chyba masz,to naprawdę współczuję
                    kamili tym bardziej.Rozumiem,że jesteś żoną jego?"

                    Miło mi "słyszeć", że mam trzecia żonę!!! Linusiu a co twój mąż na to??? Czy
                    kask mi bedzie potrzebny? smile))
                    Przykro mi, ze cie rozczaruję, ale linusia nie jest moją żoną...

                    "Twoja akywność jest drażniąca."

                    Dlaczego drażni cie aktywnośc osób, które mają własne zdanie???


                    "Naprawdę nie ma żadnego wytłumaczenia dla ojca,który rok nie widuje się z
                    dzieckiem."

                    A czy ja gdziekolwiek się tłumaczyłem??? Myślę, ze dość czytelnie napisałem,
                    że mam sobie wiele do zarzucenia, ale może znowu nie doczytałaś...

                    "Zbyszek jest jeszcze nie g-o-t-o-w-y.smile))

                    A skąd wiesz, czy ja jestem gotowy, czy nie??? Znasz mnie? Rozmawialiśmy
                    kiedykolwiek? Nie osądzaj mnie pochopnie...

                    "Ten ciągły sarkazm,wmawianie jakiś bzdur,kłótnia o pierdoły. Byle na swoim
                    postawić."

                    Ciekawe, ale mam wrażenie, że słowa te są doskonałym opisem zachowań Kamili.
                    Dzięki wielkie, że tak subtelnie, ale jednak o tym tez napisałaś...


                    "nie masz pojęcia o psychice dziecka starszego.
                    Nie mierz wszystkiego miarą niemowlaka."

                    Widzę , że mamy tu doczynienia z prawdziwym fachowcem. To jako fachowiec nie
                    możesz wrzucać dzieci do jednego kotła, to że twoje dziecko w jakiś sposób
                    reaguje nie znaczy, ze moje reaguje w ten sam sposób. Wpływ na reakcje ma
                    również to w jaki sposób dziecko pojmuje pewne sprawy, a to zależy również od
                    stopnia uswiadomnienia tego dziecka, no ale ja mogę sie mylić... fachowcem w
                    końcu nie jestem.




                    • kamila77 Re:Ty, misiek, spadam stad 05.12.03, 16:01
                      Kurcze no, mnie sie wydawalo zesmy pare spraw ustalili w srode. Po kiego grzyba
                      znowu bedziemy sie tu paletac forumowo? Uroczyscie moge sie przyznac do
                      wszystkiego, o co oskarzaja mnie e-macochy, samokrytycznie obrzucic sie blotem
                      i co tam jeszcze chcecie. Tylko na Boga, szanowny eksie, nie wałkuuuujmy juz
                      tego publicznie, ok?
                      • z.orz Re:Ty, misiek, spadam stad 05.12.03, 16:14
                        kamila77 napisała:

                        > Kurcze no, mnie sie wydawalo zesmy pare spraw ustalili w srode. Po kiego
                        grzyba
                        > znowu bedziemy sie tu paletac forumowo? Uroczyscie moge sie przyznac do
                        > wszystkiego, o co oskarzaja mnie e-macochy, samokrytycznie obrzucic sie
                        blotem
                        > i co tam jeszcze chcecie. Tylko na Boga, szanowny eksie, nie wałkuuuujmy juz
                        > tego publicznie, ok?

                        Nie ja zacząłem dopisywac sie do tego wątku i nie ja po raz kolejny zacząłem
                        toczyc wojenkę... Nie będziesz wycierała sie moją osobą i "dogryzała" żonie to
                        bedzie spokój. Od ciebie wiele zależy... Pomyśl o tym!!! i nie tylko o tym...
                        Jeszcze nie jest zapóźno...
                      • ka.ga Re:A mnie jest przykro 05.12.03, 16:41
                        A mnie jest po prostu bardzo przykro, kiedy czytam cala te dyskusje. Wszyscy
                        zgodzilismy sie, ze sytuacja jest wyjatkowo trudna i wymagajaca taktu z obu
                        stron - ze strony Zbyszka i Kamili. Kiedy mialo dojsc dospotkania naprawde
                        cieszylam sie, ze oto pierwsza sprawa fajnie rozwiazana m,in za posrednictwem
                        forum. Niestety, przedwczesna byla to radosc. I taktu - naprawde przykro mi to
                        pisac - zabraklo Kamili. Po pierwsze dlatego, ze spotkanie bylo cenzurowane
                        (wiem, wiem, czytalam "argumenty Kamili), po drugie dlatego, ze ojciec
                        traktowany byl jak intruz i zeby to podkreslic Kamila zgodzila sie na wizyte
                        kolegi Kuby. To naturalne, ze widzac malych chlopcow bawiacych sie w cos,
                        poslugujacych sie wlasnym kodem itp, dorosly czuje sie skrepowany. A dla
                        osmiolatka to wlasnie koledzy staja sie najbardzej pozadanymi towarzyszami -
                        zreszta napisala o tym ashan. Rozumiem Kamilo, ze nie chcialabys, aby wizyty
                        ojca Kuby byly czyms wyjatkowym, ale na to tez potrzeba czasu. Pierwsza wizyta
                        jest inna niz wszystkie. I nie dotyczy to tylko wizyty ojca i dziecka. Dotyczy
                        to kazdej wizyty. Uswiadamianie gosciowi, ze jest persona non grata,
                        ignorowanie go, nie jest szczytem taktu, prawda?
                        I jeszcze jedno. Za kilka lat Kuba byc moze zapyta Cie, dlaczego jego tata ma
                        odebrane prawa rodzicielskie? Zakladam, ze kontakty z tata beda coraz lepsze.
                        Slowo daje,nie chcialabym byc wtedy w Twojej skorze. Bo moze sie to zwrocic
                        przeciw Tobie.
                        Byc moze to fatalny zbieg okolicznosci, ale to ze nawiazanie kontaktow Zbyszka
                        i Kuby zbieglo sie z rozprawa w sadzie, to zakrawa na jakis ponury, okrutny
                        zart.
                        Mimo wzystko zycze, aby stosunki twojego syna i jego taty ukladaly sie coraz
                        lepiej.
                    • linusia_75 Re: 05.12.03, 16:29
                      Spoko, Zbyszek, kask zbędny wink
                      Obiecuję osobistą nietykalność na sobotniej imprezie.
                      Rogaliki piec?
                      Linusia
          • domali Mariko droga... 06.12.03, 21:04
            Kilkakrotnie powtarzałaś, że tylko pytałaś, czy linusia jest obecną żoną
            Zbyszka... więc czemu na podstawie jej posta wystawiasz laurkę rzeczywistej
            obecnej???
            Tak się dziwnie składa, że ową obecną jestem ja, więc zanim zaczniesz stawiać
            takie stanowcze sądy, poczytaj ZE ZROZUMIENIEM, przemyśl i dopiero pisz...
            Skoro nietrudno się domyślić, kto jest kim, to czemu nie wiesz? Nikt nie
            ukrywa, kim ejst w tej relacji...
            Mój mąż potrafi swoje sprawy załatwiać sam i to robi... ale ja też mogę się
            chyba na ten temat wypowiadać... prawda?
            Poza tym nic nie kręci się wokół nowej rodziny... mi bardzo zależy na
            kontaktach Kuby i Zbyszka, bo wiem, jak dla dziecka ważny jest ojciec... gdyby
            było tak, jak mówisz, to ja powinnam stanowczo tych kontaktów zabronić, bo tak
            teoretycznie byłoby mi łatwiej...
            Co do rozmowy na temat naszego dziecka, to była ona efektem wyłącznie postu
            Kamili, w którym informowała, że powiedziała Kubie o Wiktorze... gdyby tego
            nie było, Zbyszek NA PEWNO nie rozmawiałby z Kubą o naszym synku!
            Owszem, moje dziecko jest dla mnie najważniejsze, co nie oznacza, że nie myslę
            o Kubie... bo gdyby było inaczej, walczyłabym o to, żeby Zbyszek miał w sercu
            tylko naszego syna...
            W macierzyńsywei już okrzepłam... swoją drogą, dla Twojej informacji, dziecko
            dwuletnie to już nie niemowlak.
            Mówisz o sarkażmie? Ten wtdaje mi się pojawia się prawie wyłącznie w postach
            Kamili, szczególnie w tych skierowanych do mnie...
            I jeszcze jedno... niechęcią nie zionę... nie masz podstaw do takich
            stwierdzeń...
            I to tyle.
            • domali Re: Marinko droga... przepraszam... 06.12.03, 21:05

    • hejkum_kejkum Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 06.12.03, 21:41
      Wiecie co mimo iż chyba nie jestem męskim szowinistą, ale napiszę coś
      sowinistycznego wink, taki "młynek" to chyba tylko kobiety są zdolne stworzyć wink.

      Z drugiej strony drogie panie, powiedzdzcie, czy się wszystkie, naprawdę, aż
      tak dobrze znacie?

      Ja jako osobnik, nie znający nikogo, i czytający te wypowiedzi, to tak sobie
      sądze, że to tylko kłutnia dla kłutni ... wink

      A tak w ogóle bo mi przykro, że sie nie nadaje na forum, bo nie znając tu
      nikogo nie moge włączyć się do takich pięknych dyskusji wink

      A tak w ogóle żartowałem, ale nie lepiej się w dzień Św. Mikołaja uśmiechnąć, i
      zając swoimi problemami wink ?
      • dondon Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 06.12.03, 22:06
        Podpisuje sie po KA GĄ .
        • milcha1 Re: pozbawienie wladzy rodzicielskiej 15.01.05, 15:35
          A może ojciec widział dziecko raz na rok b mu te spotkania utrudniałaś?
          Eks mojego męża utrudnia kontakty z ojcu z ynami i gdyby nie jeździł do niego
          do szkoły raz w tygodniu to widziałby właśnie raz na rok.
          Jeździ co prawda co dwa tygodnie po niego do matki ale może porozmawiać z nim
          tylko przez domofon. Ex również złożyła w s.ądzie wnosek o poznbawienie władzy
          rodzicielskiej mego męża. twierdząc, że synowie źle znoszą jego obecność. Ale
          wtrakcie małżeństwa czuli się z ojcem świetnie. "Zaczęli się źle czuć" z ojcem
          gdy ona wyprowadziła się z domu do innego i przeprowadzała kilkarotnie w ciągu
          roku zmieniając im szkoły i przedszkole. Gdy mój mąż odwiedza syna w szkole syn
          czuje się z nim dobrze. Dziwnie się składa, że objawy występują gdy w pobliżu
          jest matka.

          Zastanawiam się czy ty też utrudniałaś swojemu mężowi kontaktów z synem.
          Może Z.orz się odezwie i naświetli sprawę od swojej strony.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka