andrzej585858
23.03.10, 08:07
Na kanwie rozważań o różnych aspektach nowoczesności pomyślałem o istniejących
do dzisiaj zakonach mniszych.
Jak dzisiaj są postrzegani mnisi, mniszki - ludzie żyjący w kompletnym
oderwaniu od życia codziennego. Nie prowadzący żadnej działalności publicznej,
a nawet duszpasterskiej. Ludzie skupieni na doskonaleniu własnego życia
wewnętrznego.
Czy istnienie tego typu stylu życia w świecie współczesnym nadal ma sens? Czy
nie są reliktem dawno minionych czasów i dzisiaj ich życie może być
postrzegane jako wyraz egoizmu?
Czasem każdy ma chyba chęć na ucieczkę od codziennego życia i na chwilę
samotności. Tylko że najczęściej jest to pokusa chwili. A pokusa spędzenia
całego życia w ten sposób?
Czy ktoś kiedykolwiek odczuwał w sobie taką wewnętrzną potrzebę życia w
samotności? No i podstawowe pytanie - czy jest możliwe użycia określenia -
nowoczesny mnich?
Czy mogą oni , pomimo swej niedostępności, byc dla nas wychowawcami w wierze?
A jeżeli juz nie w wierze, to chociaż nauczycielami godnego życia?
Jeden z najbardziej surowych zakonów - kartuzi - szczyci się sformułowaniem,
ktore jest jakby ich mottem: - "Cartusia numquam reformata, quia nunquam
deformata" - Kartuzja nigdy nie potrzebowała reformy gdyz nigdy nie była
zdeformowana. I rzeczywiście przez 1000 lat zakon przetrwał bez żadnych zmian
w swoich konstytucjach. Czy świadczy to o tym, że to co była najbardziej
istotne w X wieku nadal jest tym samym w XXI?
Ciekawy jestem waszych opinii na powyższy temat.
Przy okazji jako ciekawostkę pozwolę sobie dołączyć znaleziony w sieci tekst
pod znamiennym tytułem: Z czegóż zatem żyją kartuzi?
Można by odpowiedzieć: z opatrzności ich Ojca, który jest w niebie... Jak
lilie polne, jak ptaki. Ale oznaczałoby to pomijanie ciężkiej pracy braci,
domowników i przyjaciół zakonników! Poniżej przedstawiamy krótkie zestawienie
"działalności gospodarczej" kartuzów poprzez wieki.
Od czasów Brunona, podczas gdy ojcowie przepisywali i iluminowali księgi
liturgiczne lub inne rękopisy, bracia zapewniali codzienną egzystencję
wspólnoty wykonując prace rolnicze i doglądając nielicznych zwierząt
gospodarskich. Jeszcze dziś przy wielu kartuskich domkach istnieją warzywniki
i sady. Jednak generalnie, zwłaszcza w alpejskiej Kartuzji, dzięki
wykorzystywaniu pastwisk bracia byli bardziej pasterzami niż rolnikami.
W połowie XV wieku wynalazek druku zaburzył porządek rzeczy. Kartuzi stali się
drukarzami. Jednak prasy i materiał typograficzny zainstalowano w Correrie,
czyli w domu "niższym", gdzie bracia mieli mieszkania, warsztaty, stodoły,
stajnie etc.) i praca spadała w większości na braci. Tak zorganizowana
drukarnia przetrwała aż do rewolucji.
W międzyczasie, w XVII wieku, bracia kartuzi zajęli się także kowalstwem. Co
do Wielkiej Kartuzji (inne klasztory również uprawiały obróbkę żelaza), swego
czasu posiadała kuźnię - zwaną wówczas piecem - usytuowaną w pobliżu bramy
mostowej. Obrabiano w niej rudę z kopalń w Bovinant (w masywie Grand Som).
Około 1680 roku kartuzi, otwarłszy przez góry drogi ułatwiające przewóz rudy i
drewna zainstalowali w Fourvoirie wielki piec. który działał aż do 1793 roku.
Dzięki jakości ich wyrobów żelaznych, kartuzi liczyli się do pierwszych
mistrzów kowalstwa w Europie.
Dzisiaj, tym co przynosi światową sławę, jeśli nie kartuzom, to przynajmniej
nazwie Chartreuse. jest oczywiście ziołowy wywar oraz dwa likiery Chartreuse -
żółty i zielony. Historia sekretu produkcji tego wyrobu przypomina prawdziwą
powieść kryminalną. Tajemnica zaczyna się z chwilą jego stworzenia. Nikt nie
zna wynalazcy cudownego nektaru, którym był bez wątpienia jakiś XVI-wieczny
alchemik, specjalista od leczniczych właściwości roślin. Połączył on 130 ich
gatunków w harmonijną mieszankę. W 1605 roku marszałek d'Estrees podarował
rękopis z recepturą kartuzji paryskiej. W roku 1735 brat Hieronim Maubec,
później niejaki brat Antoni zastosowali przepis w praktyce. Pomińmy mniej lub
bardziej awanturnicze przedsięwzięcia mające nie dopuścić do wpadnięcia
rękopisu w ręce rewolucjonistów z 1793 roku, następnie administracji
cesarskiej, wreszcie szpiegów przemysłowych. Kartuzja i Chartreuse ciągle
strzegą swego sekretu. Tylko jeden brat jest zatrudniony przy sporządzaniu
trunku; pewna spółka handlowa kupuje produkt i rozprowadza na swój rachunek.
Rolnicy i hodowcy, drukarze, kowale, destylatorzy... Kartuzi żyli i żyją wciąż
jeszcze, jak w czasach Brunona, z pracy braci. Lecz ciągle zachowują wiernie
regułę Gwigona: musimy biednym rozdać, co mamy ponad potrzebę.