23.03.10, 08:07
Na kanwie rozważań o różnych aspektach nowoczesności pomyślałem o istniejących
do dzisiaj zakonach mniszych.
Jak dzisiaj są postrzegani mnisi, mniszki - ludzie żyjący w kompletnym
oderwaniu od życia codziennego. Nie prowadzący żadnej działalności publicznej,
a nawet duszpasterskiej. Ludzie skupieni na doskonaleniu własnego życia
wewnętrznego.
Czy istnienie tego typu stylu życia w świecie współczesnym nadal ma sens? Czy
nie są reliktem dawno minionych czasów i dzisiaj ich życie może być
postrzegane jako wyraz egoizmu?
Czasem każdy ma chyba chęć na ucieczkę od codziennego życia i na chwilę
samotności. Tylko że najczęściej jest to pokusa chwili. A pokusa spędzenia
całego życia w ten sposób?
Czy ktoś kiedykolwiek odczuwał w sobie taką wewnętrzną potrzebę życia w
samotności? No i podstawowe pytanie - czy jest możliwe użycia określenia -
nowoczesny mnich?
Czy mogą oni , pomimo swej niedostępności, byc dla nas wychowawcami w wierze?
A jeżeli juz nie w wierze, to chociaż nauczycielami godnego życia?

Jeden z najbardziej surowych zakonów - kartuzi - szczyci się sformułowaniem,
ktore jest jakby ich mottem: - "Cartusia numquam reformata, quia nunquam
deformata" - Kartuzja nigdy nie potrzebowała reformy gdyz nigdy nie była
zdeformowana. I rzeczywiście przez 1000 lat zakon przetrwał bez żadnych zmian
w swoich konstytucjach. Czy świadczy to o tym, że to co była najbardziej
istotne w X wieku nadal jest tym samym w XXI?
Ciekawy jestem waszych opinii na powyższy temat.

Przy okazji jako ciekawostkę pozwolę sobie dołączyć znaleziony w sieci tekst
pod znamiennym tytułem: Z czegóż zatem żyją kartuzi?


Można by odpowiedzieć: z opatrzności ich Ojca, który jest w niebie... Jak
lilie polne, jak ptaki. Ale oznaczałoby to pomijanie ciężkiej pracy braci,
domowników i przyjaciół zakonników! Poniżej przedstawiamy krótkie zestawienie
"działalności gospodarczej" kartuzów poprzez wieki.

Od czasów Brunona, podczas gdy ojcowie przepisywali i iluminowali księgi
liturgiczne lub inne rękopisy, bracia zapewniali codzienną egzystencję
wspólnoty wykonując prace rolnicze i doglądając nielicznych zwierząt
gospodarskich. Jeszcze dziś przy wielu kartuskich domkach istnieją warzywniki
i sady. Jednak generalnie, zwłaszcza w alpejskiej Kartuzji, dzięki
wykorzystywaniu pastwisk bracia byli bardziej pasterzami niż rolnikami.

W połowie XV wieku wynalazek druku zaburzył porządek rzeczy. Kartuzi stali się
drukarzami. Jednak prasy i materiał typograficzny zainstalowano w Correrie,
czyli w domu "niższym", gdzie bracia mieli mieszkania, warsztaty, stodoły,
stajnie etc.) i praca spadała w większości na braci. Tak zorganizowana
drukarnia przetrwała aż do rewolucji.

W międzyczasie, w XVII wieku, bracia kartuzi zajęli się także kowalstwem. Co
do Wielkiej Kartuzji (inne klasztory również uprawiały obróbkę żelaza), swego
czasu posiadała kuźnię - zwaną wówczas piecem - usytuowaną w pobliżu bramy
mostowej. Obrabiano w niej rudę z kopalń w Bovinant (w masywie Grand Som).
Około 1680 roku kartuzi, otwarłszy przez góry drogi ułatwiające przewóz rudy i
drewna zainstalowali w Fourvoirie wielki piec. który działał aż do 1793 roku.
Dzięki jakości ich wyrobów żelaznych, kartuzi liczyli się do pierwszych
mistrzów kowalstwa w Europie.

Dzisiaj, tym co przynosi światową sławę, jeśli nie kartuzom, to przynajmniej
nazwie Chartreuse. jest oczywiście ziołowy wywar oraz dwa likiery Chartreuse -
żółty i zielony. Historia sekretu produkcji tego wyrobu przypomina prawdziwą
powieść kryminalną. Tajemnica zaczyna się z chwilą jego stworzenia. Nikt nie
zna wynalazcy cudownego nektaru, którym był bez wątpienia jakiś XVI-wieczny
alchemik, specjalista od leczniczych właściwości roślin. Połączył on 130 ich
gatunków w harmonijną mieszankę. W 1605 roku marszałek d'Estrees podarował
rękopis z recepturą kartuzji paryskiej. W roku 1735 brat Hieronim Maubec,
później niejaki brat Antoni zastosowali przepis w praktyce. Pomińmy mniej lub
bardziej awanturnicze przedsięwzięcia mające nie dopuścić do wpadnięcia
rękopisu w ręce rewolucjonistów z 1793 roku, następnie administracji
cesarskiej, wreszcie szpiegów przemysłowych. Kartuzja i Chartreuse ciągle
strzegą swego sekretu. Tylko jeden brat jest zatrudniony przy sporządzaniu
trunku; pewna spółka handlowa kupuje produkt i rozprowadza na swój rachunek.

Rolnicy i hodowcy, drukarze, kowale, destylatorzy... Kartuzi żyli i żyją wciąż
jeszcze, jak w czasach Brunona, z pracy braci. Lecz ciągle zachowują wiernie
regułę Gwigona: musimy biednym rozdać, co mamy ponad potrzebę.
Obserwuj wątek
    • otryt Re: Mnisi 23.03.10, 09:34
      andrzej585858 napisał:

      >Na kanwie rozważań o różnych aspektach nowoczesności
      >pomyślałem o istniejących do dzisiaj zakonach mniszych.

      Coraz częściej myślę, że rok 2010 pod pewnym względem przypomina rok
      500, czasy studiów świętego Benedykta z Nursji. Benedykt pochodził z
      bogatej rodziny, studiowała literaturę i prawo. W wieku 20 lat
      doszedł do wniosku, że uniwersytet zamiast mądrości uczy głupot.
      Widział, że ludzie wokół są rozwiąźli i zdemoralizowani. Rzucił
      wówczas studia i udał się na pustelnię, by myśleć o tym, jak życie
      powinno wyglądać. Życie mnicha i pustelnika, ale także życie
      zwykłego człowieka, który pragnie być blisko Boga. Wkrótce znalazł
      wielu uczniów, którzy podążyli jego śladem. Stworzył Regułę, czyli
      zbiór zasad kierujących życiem wspólnoty monastycznej. Dał podwaliny
      wielkiemu ruchowi monastycznemu, który przyczynił się do odnowy
      Europy. W tamtym czasie klasztory dały duży impuls cywilizacyjny.
      Mnisi uczyli nowych sposobów uprawiania roli, rzemiosła, rozwinęli
      kulturę, budowali opactwa. Wprowadzili zasadę "módl się i pracuj". A
      więc był czas wolny od pracy. Lepiej było być poddanym opata niż
      pana feudalnego.

      Dziś gdy czytam o kolejnych uniwersytetach, gdzie wprowadzają studia
      genderowe, przychodzi mi na myśl Uniwersytet w Rzymie, gdzie w 500
      roku studiował św. Benedykt. Ale przychodzi mi również na myśl rok
      1950, gdy tropiono wśród studentów i naukowców, szczególnie na
      wydziałach „humanistycznych” przejawy braku czystości ideologicznej
      i odchyleń od jedynie słusznej doktryny.

      Na przykładzie św Benedykta widać, w jaki sposób jego znak
      sprzeciwu wobec rzeczywistości w której żył przyczynił się do
      odnowy. Dlatego w 1964 roku święty Benedykt został ogłoszony przez
      papieża Pawła VI patronem Europy.

      Klasztor Chartreuse jest mi jakoś bliski, raz ze względu na
      film "Wielka cisza", a po wtóre ze względu na pobliski klasztor
      Chalais, który był niegdyś filią Chartreuse. To tylko kilka godzin
      pieszej wędrówki po alpejskich, przepięknych szlakach. W Chalais
      siostry dominikanki prowadzą dziś ciastkarnię, po które przyjeżdżają
      przybysze nie tylko z pobliskiego Grenoble, ale i z dalszych okolic.
      Moja córka podczas europejskich podróży trafiła do tego klasztoru,
      mieszkała w Chalais i pracowała przy wyrobie tych ciastek.smile))


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka