16.07.07, 14:54
Wróciłam. Jeszcze nie przejrzałam forum, ale zrobię to, bo muszę oderwać
myśli. Przepraszam, że zakładam taki prywatny wątek, ale zależy mi, żeby
pewna sprawa nie umknęła Waszej uwadze.

Trzy tygodnie miałam możliwość podziwiać piękno naszego sinego morza. Kocham
je całym sercem. Wiatr z kroplami jego słonej wody wypełnił moją duszę w
najdalszych jej zakamarkach. Dwa tygodnie jak w niebie.
Trzeci tydzień był trudny z wielu powodów. Między innymi chorobysad Starszy
Syn, ja, Mąż. Przywieźliśmy do domu nasze troski, na razie jestem nimi
przygnieciona. Ale nie o tym chcę pisać... Proszę Was o modlitwę za mojego
Starszego Synka. O dobrą diagnozę. Dziś ruszyliśmy do lekarzy, ale nie jest
nam łatwo działać, bo niektórzy na urlopach, niektórzy strajkują. Przyjął go
lekarz kardiolog, tylko to była w stanie przychodnia dla nas zrobić. Ma
jakieś hipotezy, ale nie jest pewien niczego. Martwię się bardzo, bardzo,
bardzo. Dlatego proszę o westchnienie do Boga w tej sprawie. W tej
najważniejszej teraz dla mnie. I dziękuję.

I jeszcze mniej smutno: czy ktoś z Was ma może i mógłby mi pożyczyć "Moje
drzewko pomarańczowe"? Kupić się nie da (księgarze załamują ręce, ostatnie
wydanie podobno w 1976 roku), na allegro mnie przebili i więcej dać nie mogę,
w bibliotece Mickiewicz, Słowacki i harlekiny. Oddam w stanie niezmienionym,
przeczytam szybko.
Obserwuj wątek
    • isma Re: prywata 16.07.07, 15:08
      No, jasne.
      • mamalgosia Re: prywata 16.07.07, 15:55
        Dziękuję
    • babie_lato1 Re: prywata 16.07.07, 15:22
      Już westchnęłam o zdrówko dla Starszaka, dobrze będzie smile
      Książki takowej niestety nie posiadam. Pozdrowienia! M.
      • mamalgosia Re: prywata 16.07.07, 15:54
        Dziękuję.
        "Dobrze będzie"... jak ja to lubię...
    • glupiakazia Re: prywata 16.07.07, 16:19
      Oczywiście, cały czas.
      • mamalgosia Re: prywata 16.07.07, 18:07
        Dziękuję, Marysiu
    • lucasa Re: prywata 16.07.07, 16:41
      ja tez jestem
      A
      • sion2 Re: prywata 16.07.07, 17:44
        ja tez westchne, prosze w zamian o westchniecie za moja bratową, ktora jest w
        40 tyg ciazy i czeka ją bardzo trudny porod lada chwila, w ogole nie wiemy czy
        sama zacznie rodzic czy nie...
      • mamalgosia Re: prywata 16.07.07, 18:07
        Dziękuję
    • mamalgosia pierwsza diagnoza 16.07.07, 18:09
      taka robocza, już jest. Taka przed badaniami, żeby nie czekać z założonymi
      rękami. Zobaczymy, czy słuszna
      • kulinka3 Re: pierwsza diagnoza 16.07.07, 21:25
        Będę pamiętać w modlitwie.
        Dziś wspomnienie,które bardzo lubię, MB Szkaplerznej.
        • mamalgosia Re: pierwsza diagnoza 16.07.07, 21:28
          Dziękuję, kulinko. Jutro działamy dalej.
          • kulinka3 Re: pierwsza diagnoza 16.07.07, 21:45
            Trzymam kciuki.Obejmuję Was modlitwą znad Bałtyku.
    • pawlinka Re: prywata 16.07.07, 20:32
      tak, Mamalgosiu!
      Będzie dobrze. To samo powiedziałam kilkanaście dni temu pewnej żonie i matce
      czworga dzieci, kiedy maż i ojciec tychże w poważnym stanie znalazł się w
      szpitalu. Prosiłam Was o modlitwę.
      I jest lepiejsmile
      • mamalgosia Re: prywata 16.07.07, 21:44
        Dziękuję, Agnieszko. Za modlitwę i za te słowa, które tak bardzo do mnie
        trafiają - choć przecież żadna z nas nie zna przyszłości, prawda?
        • pawlinka Re: prywata 16.07.07, 22:26
          B ę d z i e dobrzesmile Choćby nam się tak nie wydawało, ale będzie d o b r z e,
          zawsze.
    • warszawianka51 Re: prywata 16.07.07, 21:29
      Jestem. Myślę o Tobie od kilku dni. Będę pamiętać, możesz być pewna. A książki
      nie mam, ale zapytam w bibliotece.
      • mamalgosia Re: prywata 16.07.07, 21:32
        Dziękuję.
        A dlaczego o mnie myślisz? Cieszę się, bardzo lubię jak ktoś o mnie myśli
        • warszawianka51 Re: prywata 16.07.07, 22:04
          Chyba po prostu tęskniłam smile
          • mamalgosia Re: prywata 17.07.07, 12:48
            smile))
            Naprawdę??
            • warszawianka51 Re: prywata 17.07.07, 13:16
              No przecież nie kłamałabym na takim świętym forum wink
              • mamalgosia Re: prywata 17.07.07, 13:51
                Póki ja tu jestem, to forum nigdy nie będzie święte
                • isma Re: prywata 18.07.07, 12:49
                  Ja bym skorygowala, ze poki to forum istnieje, to swiete nie bedzie wink))
    • mader1 Re: prywata 16.07.07, 22:05
      Jestem i cieszę się , że Ty też już jesteś. Niech Dobry Bóg Was prowadzi.Pisz,
      co się dalej dzieje.
      • mamalgosia Re: prywata 17.07.07, 12:49
        Dziękuję. Będę pisała
    • mama_kasia Re: prywata 17.07.07, 07:22
      Tak, jestem z modlitwą.
      • mamalgosia Re: prywata 17.07.07, 12:49
        Dziękuję, Kasiu
    • nordynka1 Re: prywata 17.07.07, 10:03
      i ja
      • mamalgosia Re: prywata 17.07.07, 12:50
        dziękuję
    • mamalgosia cd 17.07.07, 12:56
      Skoro jedna z Moderatorek kazała pisać, co dalej, to piszę.
      Na razie musimy czekać (co najmniej tydzień, a bardziej prawdopodobne, że do
      30go)- denerwuję się, bo wynika to z opieszałości służby zdrowia,
      niewydolności, wakacji i strajku - czyli wszystko to czynniki ludzkie.
      Chciałabym popchać sprawę do przodu, a nie mogęsad Na razie stosujemy się do
      porad związanych ze wstępną hipotezą (taką na pierwszy rzut oka
      niespecjalisty), chwytam się tej brzytwy żeby nie utonąć.

      Mąż już lepiej, ja gorzej, ale to niesitotne.
      • kasia_ol1 Re: cd 17.07.07, 14:27
        Kasiu, ja też już wróciłam i będę pamiętać. pozdrawiam gorąco.
    • mamalgosia Re: prywata 18.07.07, 12:37
      Drzewko pomarańczowe udało mi się pożyczyć.
      Z Synkiem czekamy.
      Reszta poniżej normy
    • mamalgosia cd 2 18.07.07, 21:24
      Dziś lekarka (co prawda neonatolog, ale pediatrów nie ma, kompletnie nie ma)
      postawiła diagnozę. Nie jest jej pewna, ale hipoteza brzmi sensownie. I byłoby
      dobrze, gdyby okazała się prawdziwa. Czy tak jest rzeczywiście - okaże się za
      jakieś 10-14 dni. Oby... Mam teraz się czego uchwycić, to lepsze niż brzytwa,
      to nawet koło ratunkowe.

      Nie wiedziałam, że lęk o dziecko może być taki wielki
    • mamalgosia cd 3 20.07.07, 16:14
      Z Synkiem na razie bez zmian. Stosujemy się do zaleceń lekarza, ale poprawy nie
      ma. Wiem, że może jej nie być tak szybko i nic to dziwnego, ale wolałabym, żeby
      jednak było inaczej...

      Skończyłam "Moje drzewko pomarańczowe". Trudno dostać tę książkę, ale bardzo
      zachęcam do poszukiwań. Zaczęłam ją czytać i na początku byłam trochę
      rozczarowana - ciekawa i fajna, ale nic ponad to. Ale potem coraz bardziej mnie
      poniosła. A na końcu z drżeniem serca i ze łzami w duszy ją zamknęłam. O
      świecie 5letniego chłopca, o nędzy, o miłości, o wyobraźni, o przyjaźni, bólu,
      cierpieniu, codzienności... o Bogu też. Niesamowita.
      Zaczynam polowanie na "Chodź, obudzimy słońce", która podobno jest dalszym
      ciągiem drzewka pomarańczowego. Choć ja bym już nie potrafiła nic do tego dodać.
      • sion2 Re: cd 3 20.07.07, 17:40
        Kasiu, jesli moge prosic napisz co jest konkretnie bo mnie rozne straszne
        domysly biora sad. Pamietam o was.
        • mamalgosia Re: cd 3 20.07.07, 17:47
          masz mailika
    • mamalgosia znowu ja 25.07.07, 15:07
      Nieszcześcia chodzą nie tylko parami, ale i kwadrygami. Do tego wszystkiego
      rozłożyłam się i jasad I to tak dość porządnie, dziś już chociaż wstałam, ale
      był moment, że ledwo się wywinęłam (nierozsądnie być może) od szpitalnej
      neurologii.

      Synek leczony, a my ciągle z nadzieją, że dobrze trafione leczenie, bo dalszy
      ciąg badań jeszcze się nie odbędzie. Mam wrażenie, że ciut mu się porawiło.
      Jest to takie "ciut", że nie wiem, czy sobie tego nie wmówiłam, ale muszę żyć
      nadzieją.

      Przyznam, że mam dość. Nie mogę się poddać - to tak ogólnie wiem. Ale mam
      ochotę udać się na spoczynek wieczny do Pana. Tylko czy On by mnie chciał... I
      wiem, że to nie czas, że jestem tu potrzebna. Życie dla. Trudne to wszystko.

      "Przyjaciół poznaje się w biedzie". Mieliście już tak, że osoby, po których
      zupełnie się tego nie spodziewaliście, zaskoczyli Was swoim zainteresowaniem,
      pomocą itp? A osoby, na które liczyliście, zawiodły? Czy to ma czemuś służyć? O
      ile pierwszy przypadek bardzo cieszy, bo okazuje się, że są ludzie życzliwi, o
      których nie wiedziałam, albo tacy, o których wiedziałam, że życzliwi, ale
      okazali się naprawdę bliscy. Cieszy bardzo. Ale to drugie smuci i reorganizuje
      myślenie, nie wiem, czy chodzi tylko o ćwiczenie w wybaczaniu, czy ma to być co
      innego... Nie wiem.

      Przepraszam za moje wynurzenia, jak zwykle: dużo i głupio.

      Pamiętajcie o mnie
      • isma Re: znowu ja 25.07.07, 15:34
        Kartke w brewiarzyk masz. A czegos przyziemnego potrzebujesz?

        A co do przyjaciol - wiesz co, to nie tak. Ja mialam - mam - w zyciu szczescie,
        ze szczegolnie biska wiez (wyjawszy slubnego) odczuwam z osobami, ktore nie sa
        moimi przyjaciolmi w powszechnym tego slowa znaczeniu. Nie rzuca swoich spraw,
        zeby mnie odwiedzic w szpitalu, nie przyjada mi zrobic zakupow, nie zaopiekuja
        sie moim dzieckiem, nie zawsze odbiora telefon, kiedy mialabym ochote sie
        wyzalic albo podzileic radoscia.
        Bo ich zycie jest inne od mojego. Albo sa daleko.

        I to mi uswiadomilo, ze tak naprawde nie sposob "polegac" na czlowieku. Ze
        takie "przyjaznie", jak w czasach szkolnych, z "calkowitym wzajemnym oddaniem"
        to fikcja. Jestesmy ograniczeni, wiec zawsze zawodzimy - my kogos, ktos nas (co
        nie znaczy, ze nie powinnismy sie starac). To nie jest doswiadczenie w sensie
        kary - taka jest, chyba, istota nas, smiertelnych i ograniczonych.

        Chyba tak naprawde czlowiek jest w stanie wniknac w drugiego czlowieka tylko
        przez tajemnice Boga - przez sakrament...?
        • mamalgosia Re: znowu ja 25.07.07, 16:04
          isma napisała:

          > Kartke w brewiarzyk masz.
          dziękuję

          A czegos przyziemnego potrzebujesz?
          Tak, ale nie od Osoby z Krakowasmile Dziękuję w każdym razie za propozycję

          Wiesz, to co piszesz o przyjaciołach...
          Tak, wiele w tym prawdy.
          Moja Przyjaciółka nie ma rodziny (w sensie tej najbliższej, jest panną), więc
          powiedzmy, że ma większe możliwości takie własnie "przyziemne". A jednak to ona
          mówi, że jestem jej prawdziwą przyjaciółką, taką w każdym rozumieniu. I myślę,
          że jest to możliwe, nawet w tym rozumieniu, o którym piszesz. Zadzwoniła do
          mnie w środku nocy (jej mama trafiła do szpitala). I wiadomo, że nie pomogłam
          jej w leczeniu mamy itp. Ale byłam z nią tamtej nocy. Byłam duchowo (gdy już
          się rozłączyłyśmy), ale byłam też właśnie tak po ludzku.
          Ona też ma swoje obowiązki i przyjemności. Nie wymagam od niej powrotu z
          wakacji tylko dlatego, że ja tracę przytomność z niewiadomych powodów. Ale
          wymagam od niej pytania, wsparcia, pocieszających słów - i to jest. I współ-
          czucie, współ-odczuwanie. Ismo, myślę, że to jest możliwe bez względu na
          rodzinę/odległość/stan itp.

          A to, że nie można polegać na człowieku... Wiem, wiem. Może polegać można, ale
          nie można liczyć na to, że można polegać. Czy naprawdę ufać można tylko Bogu?
          Przyznam, że to mój czuły punkt - zbytnią nadzieję i ufność pokładam w ludziach
          (niektórych, nie tak w ludzkości ogólnie). Tylko, że mam ku temu podstawy.
          Wiesz, to moje wielkie szczęście, że doznałam miłości od pewnych Osób - ale
          właśnie to spowodowało to moje zawierzenie im, zaufanie. To nie jest tak, że
          sobie założyłam: Oto On/Ona, teraz będę na nich polegałą, oni mnie nie zawiodą -
          a potem oni zawodzą i klapa. Własnie nie - przeciwnie, raczej ten proces
          oddania swoich problemów i lęków trwał, stawiałam mu opór. I własnie chodzi mi
          o Osoby, które pokazały kiedyś i nie raz, że właśnie mogę tę ufność w nich
          złożyć, a potem inna sytuacja i stało się inaczej.

          Znowu się czegoś nauczyłam, ale wolałabym tego nie wiedzieć.
          >
          • isma Re: znowu ja 25.07.07, 18:05
            Ale dlaczego wolalabys nie wiedziec?

            Takie sytuacje beda. Zawsze. One z naszej ludzkiej natury wynikaja. Kiedy ktos
            jest ze mna (duchowo, czy bardziej przyziemnie) blisko, to ja to odczuwam jako
            dar. Ale to jest dar przechodnia, chwilowego towarzysza pielgrzymki, ktory
            predzej czy pozniej pojdzie swoja droga. Nie zadzwoni, nie przyjdzie, zapomni.
            Lubie byc obdarowywana. Ale mam tez swiadomosc, ze moge zostac z pustymi
            rekami - i ze nie jest to krzywda.

            I znowu - pewnie taki sposob myslenia jest dla mnie naturalny, bo jestem
            jedynaczka. Nigdy nie mialam poczucia takiej pierwotnej, "plemiennej" wiezi.
            Raczej uczylam sie, ze mozna "marnowac czas" na kilkudniowe zwierzenia
            przypadkowych umierajacych. Ba - ze ja moge im cos powierzyc...
            Wiec - ufam, ale niczego nie oczekuje.
            • mamalgosia Re: znowu ja 25.07.07, 22:00
              Dlatego wolałabym nie wiedzieć, bo to boli. Tak bardzo boli, że nie daję sobie
              z tym rady. Przywiązuję się do ludzi (za bardzo), w pewnym momencie ufam im (za
              bardzo), oddaję im siebie (za wiele). Dlatego potem tak boli. Chciałabym mieć
              inny charakter, chciałabym patrzeć na to tak jak Ty.
              Ale to nie jedyna moja wada, a wszystkiego w sobie zmienić nie potrafię. Ale
              naprawdę nie jest Ci przykro, gdy ktoś odchodzi? Czy na tyle cieszysz się, że
              było w ogóle (jako dar i tak niezasłuzony), że nie boli Cię strata? Ale czy
              skarb, po którym się nie płacze, naprawdę jest/był skarbem?

              Myślisz, że Bóg cierpi, gdy Go zawodzimy? Zastanawiam się, bo jeśli nie cierpi,
              to czuję się trochę tak, jak by Mu na mnie nie zależało. A jeśli cierpi - to
              czy zgadza się to z Jego boskością? Oczywiście, że nie dasz mi odpowiedzi, ale
              jak myślisz? (wystarczy mi, gdy odpowiedź poznam po śmierci).

              Co do plemienności, to ja właściwie też prawie jedynaczka, bo mam rodzeństwo
              sztuk jeden, płci przeciwnej i to o 8 lat młodsze. Żyliśmy osobno.
              Za to moi Synowie są bardzo plemienni. Takie plemiona najdziksze z dzikichsmile
              • isma Re: znowu ja 25.07.07, 22:40
                Zapewniam Cie, ze NIE chcialabys wink)).
                Juz to gdzies mowilam - mysle, ze najgorsze, co mozna sobie w zyciu zafundowac,
                to gonienie za utopia, za "wszedzie lepiej, gdzie nas nie ma". Oczywista, dobra
                jezuicka szkola mowi: "magis!", ale to znaczy tylko - az - tyle, ze sie trzeba
                starac. A nie, ze jakiegos kroliczka sie ma dogonic.

                Wiesz co - ja to generalnie raczej bezmyslna jestem. Co mam, to daje. Moja
                depresyjno-maniakalna natura warunkuje to, ze raz daje wiecej, raz mniej, albo
                zgola nic do dania nie mam. I staram sie nie zastanawiac, ile to warte, i ile w
                zamian otrzymam. Pewnie, ze w stu procentach tak sie nie da, czlowiek zawsze,
                nawet w uczuciach, te kupiecka zylke przejawia, ale - no, w sumie jest naprawde
                tak, jak mowi Piotr przy Pieknej Bramie: "nie mam srebra ani zlota, ale co mam
                to ci daje: w imie Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodz".

                Nie umiem myslec o "aktualnym" cierpieniu Boga jako o dowodzie na Jego milosc.
                Dowodem jest dla mnie Wcielenie i Ofiara, dokonane w historii. I uobecniajace
                sie w liturgii. Jakos, chyba przez te prawoslawne wyziewy wink)), nie mam
                potrzeby biezacego absorbowania Pana Boga kwestia Jego stosunku do moich
                poszczegolnych upadkow.
                Wierze, ze mnie zawsze podniesie, i to tylko sie liczy.

                No, dobra, nagadalam sie, a teraz lece wylaczyc zupe krewetkowa, bo mi sie na
                kamienie zyjatka ugotuja ;-(((.
                • mamalgosia Re: znowu ja 26.07.07, 06:33
                  isma napisała:

                  > Zapewniam Cie, ze NIE chcialabys wink)).
                  Ismo, CHCIAŁABYM, ja Cię rónież zapewniam.

                  Mam taką jedną bardzo dobrą koleżankę, mówię na nią Jola Idol (nie, nie Twoja
                  kanapa) - Idol dlatego, ż efaktycznie jest moim idolem. Mogłaby być wzorem do
                  naśladowania dla każdego. Jej charakter wrodzony jest idealny, a wszystkie
                  cechy niewrodzone, tylko takie, które potem nabyła i nabywa - również idealne.
                  Jest dobra, miła, serdeczna, przyjazna, wierna, wie czego chce, ma też dużego
                  farta w życiu (np. stara sie o inną pracę, to nagle kobieta, której posadę
                  sobie upatrzyła, postanawia robić doktorat i zwalnia meijsce pracy). Ideał. No
                  i - nie wiem, jak u Ciebie z fartem - jej cechy jakoś tak podświadomie
                  przerzucam na Ciebie. Wiele słów, które wypowiadasz pasuje mi do niej, Twój
                  stosunek do rzeczy/ludzi przypomina mi jej stosunek... Jesteście idealne. Ona
                  więcej od Ciebie wie o chemii, a Ty od niej o prawie i religii (to tak
                  ogólnie), ale obie jesteście inteligentne do bólu.
                  Zresztą: co ja tu będę pisać.
                  Mój Starszy Syn ma charakter mój i życie mu zadrą w oku. Młodszy Syn ma
                  charakter Twój i dobrze mu z wszystkimi i wszystkim dobrze z nim



                  > Juz to gdzies mowilam - mysle, ze najgorsze, co mozna sobie w zyciu
                  zafundowac,
                  >
                  > to gonienie za utopia, za "wszedzie lepiej, gdzie nas nie ma".
                  Agnieszko, OCZYWIŚCIE! Tylko ja mam rozdział serca do rozumu. Zupełnie nie
                  idzie u mnie w parze "wiem" i "czuję,działam, wcielam w życie"

                  >> Nie umiem myslec o "aktualnym" cierpieniu Boga jako o dowodzie na Jego
                  milosc.
                  > Dowodem jest dla mnie Wcielenie i Ofiara, dokonane w historii. I uobecniajace
                  > sie w liturgii. Jakos, chyba przez te prawoslawne wyziewy wink)), nie mam
                  > potrzeby biezacego absorbowania Pana Boga kwestia Jego stosunku do moich
                  > poszczegolnych upadkow.
                  Ismo, ja również potrzeby wiedzy na ten temat nei mam. Napisałam , że wystarczy
                  mi jak się dowiem po śmierci,a może nawet i nie wtedy. Ale zastanowiło mnie to
                  akurat wczoraj, więc napisałam na gorąco


                  > Wierze, ze mnie zawsze podniesie, i to tylko sie liczy.
                  To może tutaj tkwi sedno? Bo ja nie wierzę. Tak często trudno mi wstać i nie
                  czuję z Jego strony pomocy...
                  >
                  > No, dobra, nagadalam sie, a teraz lece wylaczyc zupe krewetkowa, bo mi sie na
                  > kamienie zyjatka ugotuja ;-(((.
                  >Nigdy nie jadłąm krewetek. I niech tak pozostaniesmile
                  • isma Re: znowu ja 26.07.07, 08:38
                    Tak, sedno chyba tkwi wlasnie tam wink)).

                    A teraz, skoro juz wiemy, gdzie tkwi sedno, to Ty sie skup na sednie, a co do
                    reszty, to Ci udzielam, jako dyzurna, moderatorskiego upomnienia - komplimenta
                    przyjmuje w okreslone dni roku, a to: 8 stycznia i 20 kwietnia. Jak mnie
                    kanonizuja (co nie daj Boze, amen), to ewentualnie jeszcze jakis termin
                    przybedzie, ale ze zrozumialych wzgledow jest mi on na razie nieznany wink)).

                    Spadam do przegrodzenia walow wislanych. Ni cholery sie z mapki geodezyjnej nie
                    moge dopatrzyc, czy czlowiek sie ogrodzil na swoim gruncie, czy na naszej
                    przyszlej sciezce rowerowej. I po co ja te teatrologie studiowalam ;-(((.
                    • mamalgosia sedno 26.07.07, 10:34
                      A jak uwierzyć, jeśli się nie wierzy?
                      • isma Re: sedno 26.07.07, 13:45
                        Ooo, matko. No, chyba to jest ta, z polskimi literami... laska?
                        Z jednej strony ja bardzo lubie takie Rahnerowe stwierdzenie, ze laska to nie
                        jest cos, co sie dostaje "zamiast" wlasnych aktow woli - ale z drugiej, no,
                        zebym nie wiem jak wysilala wole i nie tylko, to i tak nie zasluguje, a
                        przeciez dostaje...

                        Nie wiem, Mamalgosiu.
                        • mamalgosia Re: sedno 26.07.07, 14:45
                          No więc już chyba nie raz były toczone debaty na temat wiary jako łaski,
                          dlaczego dana jednemu, a innemu nie, czy może wszystkim dana, a nie widzą...
                          Obecny papież jednak skłania się ku opcji pierwszej - ciekawe, ile w tym
                          nieomylności. Ja w sumie też się do tego skłaniam, bo widzę, że naprawdę chcę i
                          nic z tego.
                          A co do komplementów, to będę je prawić komu chcę i kiedy chcę. No i wywal mnie
                          z forum! <granie na nosie>
        • kulinka3 Re: znowu ja 25.07.07, 16:35
          Lubię, gdy przyjaciele pamiętają.I mam to szczęście ogromne,że w sytuacjach
          trudnych mogę na nich polegać.Towarzyszą mi często modlitwą,słowem,czasem ktoś
          czymś bardziej konkretnym np.łóżkiem dowiezionym w nocy do szpitala.
          Ale wiem,że często ta pomoc jest bardziej niematerialna, bo daleko, bo zagonieni
          i trudno wszystko na raz rzucić.Wiem jednak,że gdy będzie jakaś poważna
          historia, staną na głowie.
          Zdarzają mi się też takie zupełne niespodzianki,że pomoc przychodzi od osób
          tylko jakoś tam znajomych i to jest bardzo miłe doświadczenie.Doświadczenie
          ludzkiego dobra, troski, zainteresowania.Rzeczy proste i oczywiste niby, a
          jednak wyjątkowe.
          To czego teraz się uczę to powierzania swoich najgłębszych niepokojów tylko
          Bogu.Tak często liczę tylko na ludzką pociechę,że kiedy jej nie zdobywam, to
          jest mi trudno,źle,czepiam się.
          Przyjaźń i jej gesty są ważne, ale tak naprawdę pełne zrozumienie winnam znaleźć
          na początek tylko w Bogu.
          • mamalgosia Re: znowu ja 25.07.07, 17:04
            kulinka3 napisała:

            > Zdarzają mi się też takie zupełne niespodzianki,że pomoc przychodzi od osób
            > tylko jakoś tam znajomych i to jest bardzo miłe doświadczenie.

            Tak, właśnie o tym pisałam.

            .
            > To czego teraz się uczę to powierzania swoich najgłębszych niepokojów tylko
            > Bogu.Tak często liczę tylko na ludzką pociechę,że kiedy jej nie zdobywam, to
            > jest mi trudno,źle,czepiam się.
            Kulinko, w tych krótkich dwóch zdaniach napisałaś to co czuję (i to, co
            ujęłabym pewnie w 16 zdaniach, o wiele mniej treściwych). Z jednej strony
            chciałabym się nauczyć "powierzania swoich najgłębszych niepokojów tylko Bogu".
            Z drugiej jednak czuję taki wewnętrzny bunt przeciw temu (przeciwko temu
            wyrazowi "tylko"). Bo jest tak dobrze i pięknie te niepokoje powierzyć
            Przyjacielowi i tak dobrze i pięknie jest być przez Przyjaciela wysłuchanym,
            wspartym, przytulonym i pocieszonym. Przecież jesteśmy ludźmi i nikt z nas nie
            jest samotną wyspą, jesteśmy społecznością, wspólnotą. Czy naprawdę będzie
            dobrze, jeśli to co w nas najgłębsze, pozostawimy w sobie lub powiemy o tym
            tylko Bogu? Czy możliwe jest wtedy nawiązanie głębokiej i wartościowej relacji
            z Drugim? Nie mówię, że z każdym, ale własnie z Przyjacielem? Ach, szkoda, że
            nie mam pod ręką pewnego artykułu, głupiakazia być może ma gdzieś do niego
            link, nie wiem, czy znajdzie (a dodatkowo nie wiem, kiedy wróci z wywczasów, no
            i nie wiem, czy to przeczyta - wobec tylu niewiadomych chyba ów artykuł
            pozostanie owiany tajemnicąsmile ). Mówię zawsze, że Bóg nie ma na tym świecie
            innych rąk niż nasze. I tylko naszymi dłońmi może otrzeć czyjeś łzy, naszymi
            ramionami może kogoś przytulić, naszymi ustami może wypowiedzieć słowa
            pocieszenia. Tak sobie myślę.

            > Przyjaźń i jej gesty są ważne, ale tak naprawdę pełne zrozumienie winnam
            znaleź
            > ć
            > na początek tylko w Bogu.
            \Kulinko, co masz na myśli pisząc "na początek"?
            • kulinka3 Re: znowu ja 25.07.07, 21:52
              Pięknie i mądrze prawisz kobietowink)).
              Potrzebujemy siebie nawzajem. Wszak Chrystus też miał przyjaciół.
              Opowiem Ci jednak pewną historię.Pewna kobieta żyjąca w celibacie( ma to
              znaczenie tylko w tym sensie,że nie mieszkała z mężem i dziećmi) miała w pracy
              jakieś bardzo trudne doświadczenie.Wpadła do domu i chciała o tym koniecznie
              pogadać.Jedna z jej domowniczek miała gościa, druga zajęta pracą była
              nieuchwytna.Zrezygnowana weszła do kaplicy i zaczęła się modlić.Za jakiś czas
              obie domowniczki dopadły ja na korytarzu z pytaniem w czym mogą jej
              pomóc.Opowiedziała im oczywiście,co się stało.Powiedziała im jednak,że jest już
              spokojniejsza i że przez to doświadczenie zrozumiała,iż pierwsze kroki winna
              skierować do Tego, który jej los ma w swym ręku.
              Chrystus pomimo tego,iż miał obok siebie 12 i innych przyjaciół w wielu
              momentach samotnie wyruszał na modlitwę.Nawet w Ogrójcu nie zagłuszał smutku i
              trwogi rozmową z bliskimi,zwracał się wprost do samego Ojca.
              Nie chcę przez to powiedzieć,że nie powinniśmy zwracać się do przyjaciół po radę
              i zrozumienie.Nie. Uczę się tylko tego,by w trudnych momentach mieć dobrą
              hierarchię i najpierw uciekać się do Tego, który tak naprawdę może coś w moim
              życiu,od którego wszystko zależy, a nie sięgać po telefon i ......
              Niech ten telefon będzie później, po modlitwie, przemyśleniu,bo czasem ta troska
              o ludzką pociechę, tak mnie wypruwa emocjonalnie,że nie mam już siły modlić się
              i zwracać się do Boga.
              Zapadło mi w duszę stare powiedzenie- stat crux dum volvitur orbis- krzyż stoi
              choć świat się kręci.
              Krzyż stoi Mamlgosiu,a ludzkie przyjaźnie, choćby najpiękniejsze, nie są ponad
              niego.
              Czyż On nie powinien być dla mnie najlepszym,najważniejszym Przyjacielem?
              Ściskam z nad pięknego Bałtyku.
              • kulinka3 Re: znowu ja 25.07.07, 22:02
                znad (rzecz jasna) Bałtyku.Sorki.
              • mamalgosia Re: znowu ja 26.07.07, 06:40
                kulinka3 napisała:

                Kulinko,

                Historia kobiety-w-celibacie pomogła mi zrozumieć, co miałaś na myśli
                mówiąc "najpierw". Do mnie trzeba tak własnie prosto z mostu.
                I tak - to się zgadzam. Ale tak własnie mam! Nie mówię, że zawsze ejst to
                pójście z problemem do kościoła i przemodlenie go na kolanach,a dopiero potem
                szukanie rady u ludzi - czasem fizycznei to wygląda inaczej (gdy np. Młodszy
                Synek miał atak duszności, to przecież nie mogłam go rzucić. Ale ta pierwsza
                myśl jest właśnie do Boga. Ale zaraz druga była taka, że sms do Przyjaciółki.)


                Tak, krzyż jest ponad wszystkim. To też wiem


                > Czyż On nie powinien być dla mnie najlepszym,najważniejszym Przyjacielem?
                Powienien. Ale nie czuję, że jest. Napisałam juz w poście do ismy - mam dalece
                posunięty rozdział rozumu od serca i choć wiem, że Bóg jest najbliżej i że mnie
                koha, to ta wiedza nie przenika do całej mojej reszty, zostaje na poziomie
                rozumu. Walczę z tym, staram się jak mogę, mader kazała skakać...
                Mam znajomą, ateistkę, która twierdzi, że bardzo chciałaby wierzyć w Boga. NIe
                znam jej na tyle, by wiedzieć, ile w tym stwierdzeniu szczerości. Ale jeśli tak
                jest naprawdę, to rozumiem ją ileż w tym bólu. Ja naprawdę też chciałabym
                wierzyć, że Bóg mnie kocha. Ale nie potrafię


                > Ściskam z nad pięknego Bałtyku.
                Oj, pięknego, pięknego...
                • kulinka3 Re: znowu ja 26.07.07, 20:21
                  Mamałgosiu,
                  sądzę,że bardzo wielu ludzi przeżywa swoją wiarę rozumowo.Może wielcy
                  święci,mistycy mieli bardzo namacalne, wręcz fizyczne, doświadczenie Bożej
                  miłości.My zwykłe szaraki pozostajemy często właśnie na poziomie rozumu, a serce
                  rozpala się stopniowo albo i nie.Po drugiej stronie będzie nam o niebo
                  łatwiejwink)).Nie rwij szat,proś o miłość,żyj, wystarczy, że wiesz o Bożej
                  miłości i starasz się.
                  • mamalgosia Re: znowu ja 26.07.07, 22:02
                    ach, no... tak właśnie czynię
      • mader1 Re: znowu ja 25.07.07, 22:31
        Mamalgosiu, dziewczyny tyle i pięknie napisały, że trudno coś dodać...
        Lubię ludzi, lubię rozmawiac, ale wychowywana byłam raczej na samotnicę.
        No i brat, jedyny, też 7 lat po mnie. Trudno było się mu zwierzać...
        Trochę jestem podobna do Is. we względzie przyjaciół.
        Są w moim życiu przyjaźnie trwałe. One pozostaną. Nie polega to na ilości
        kontaktów... Jestem stała smile i rozumiem, że czasem trzeba odpocząć i od
        przyjaciela.
        Ci przyjaciele... żeby mnie zawieść... czy ja wiem... ? Musieliby zrobić mi
        jakieś świństwo umyślnie skierowane przeciwko mnie. Nie zrobiliby tego ! wink
        Widzę w nich wszystkich ludzi, bratnie dusze od których kazde słowo, spędzony
        czas jest dla mnie podarunkiem. Trochę niezasłużonym, bo to nie musi się
        zdarzać smile
        Co do braku reakcji Twojej przyjaciółki... nie skreślałabym jej tak szybko. Weż
        do jednej dłoni te wszystkie chwile , kiedy była na czas, pocieszała, starałą
        się. Jest ich dużo, prawda ?
        Może... musi odpocząć ? przemyśleć ? komórka jej się rozładowała ? postanowiła
        nie odbierać żadnych telefonów i esmesów ? nie ma zasiegu ? nie ma pieniędzy ?
        może... nie wie, co powiedzieć, nie potrafi pocieszyć ? może słowa wydają jej
        się zbyt banalne, chciałaby Cię przytulić ? może... może...
        Przyjażń to nie jest coś co pryska jak mydlana bańka.
        Ale gdy przyjacielem jest człowiek... wiesz sama jaki jest człowiek... biedny,
        pełen sprzecznych uczuć...
        • mamalgosia Re: znowu ja 26.07.07, 06:52
          mader1 napisała:

          > Mamalgosiu, dziewczyny tyle i pięknie napisały, że trudno coś dodać...
          I ja mam często takie wrażenie, że wszystko co dodam, to już będzie nadmiar.
          Ale taka uroda forum - każdy gada co chce. Pisz! Pisz! Pisz!

          > Ci przyjaciele... żeby mnie zawieść... czy ja wiem... ? Musieliby zrobić mi
          > jakieś świństwo umyślnie skierowane przeciwko mnie. Nie zrobiliby tego ! wink
          Mader, a skąd wiesz, że umyślnie, czy nie umyślnie? Właśnie w tym największy
          problem. Wyobraź sobie, że Twój przyjaciel ma wiadro, a Twoje jest dziurawe.
          Zwracasz się więc do niego "Pożycz mi, proszę Twoje wiadro". A on milczy. Za
          jakiś czas odpowiada: "Dam ci złoty łańcuszek". Oczywiście głupawa bajeczka,
          ale chcę Ci pokazać, o co mi chodzi. Ładnie z jego strony, że chce dać złoto,
          mogę je spieniężyć i kupić wiadro. Ale w tym momencie potrzebuję wiadra, bo mi
          np. dach przecieka. A on to wiadro ma. Dlaczego nie chce mi go pożyczyć? No
          więc może akurat sam mieć dziurę w dachu i gdyby wiadro odsunął, to mu dom
          zaleje. Tylko, że jak on mi tak mówi jak mówi, nic nie wyjaśniając - to bardzo
          trudno mi założyć, że ma dobrą wolę. Na pewno jest tu zgrzyt na zaufaniu,
          powinnam ufać, ż eskoro nie daje, to widocznie potrzebuje. Ale jest mi trudno,
          gdy np. wchodzę do jego domu i widzę, że wiadro leży bezpańsko w kącie i
          spokojnie mogłoby łapać moją wodę z dachu. Gdybym wiedziała, że w tkwieniu tego
          wiadra w kącie jest jakiś piękny i ważny cel (acz ukryty dla moich oczu i
          rozumu), to byłoby mi łatwiej się pogodzić. A tak jest tylko żal w
          najcxzystszej postaci.


          > Widzę w nich wszystkich ludzi, bratnie dusze od których kazde słowo, spędzony
          > czas jest dla mnie podarunkiem. Trochę niezasłużonym, bo to nie musi się
          > zdarzać smile
          Tak. I ja widzę, jaki to dar. I doceniam. I dziękuję. I że niezasłużony - też
          wiem. A jednak - mimo tego niezasłużenia - odbieranie daru boli


          > Co do braku reakcji Twojej przyjaciółki... nie skreślałabym jej tak szybko.
          Weż
          >
          > do jednej dłoni te wszystkie chwile , kiedy była na czas, pocieszała, starałą
          > się. Jest ich dużo, prawda ?
          > Może... musi odpocząć ? przemyśleć ? komórka jej się rozładowała ?
          postanowiła
          > nie odbierać żadnych telefonów i esmesów ? nie ma zasiegu ? nie ma
          pieniędzy ?
          > może... nie wie, co powiedzieć, nie potrafi pocieszyć ? może słowa wydają jej
          > się zbyt banalne, chciałaby Cię przytulić ? może... może...

          Kochana Mader, bardzo nie chcę jej skreślać. Bardzo!!! Stąd ten ból i miotanie
          się, właśnie stąd. Bo jeśli tak postąpiłby ktoś inny, to by nie zabolało, a
          następnego dnia opowiedziałabym moje zmartwienie całkiem na luzie (lub nie
          opowiedziałabym i też byłoby dobrze).


          > Przyjażń to nie jest coś co pryska jak mydlana bańka.
          > Ale gdy przyjacielem jest człowiek... wiesz sama jaki jest człowiek...
          biedny,
          > pełen sprzecznych uczuć...
          Wiem. Bardzo wiem
    • mamalgosia cd 4 25.07.07, 21:26
      Jestem najwyraźniej ekshibicjonistką. Ale może mi trochę lżej jak mogę Wam się
      pożalić. No i przeciez liczę na wsparcie...

      No więc właśnie rozchorował się Młodszy. Gdybym nie była taka zmordowana i
      zmarnowana, to może nawet byłoby to śmieszne. No bo ileż możnasad
      • mader1 Re: cd 4 25.07.07, 22:33
        kochanie, wiesz, że to minie ? Czas płynie i w tym wypadku to jest nadzieja...
        • mamalgosia Re: cd 4 26.07.07, 06:53
          Tak, mader, wszystko mija, nawet najdłuższa żmija.
    • mamalgosia "Chodź obudzimy słońce" 26.07.07, 07:00
      Ja znowu po prośbei. "Drzewko pomarańczowe" udało mi się przeczytać, choć
      zdobyć go było trudno. Druga część (tytuł w tytule postu) jest dla mnie
      niedostępna zupełnie. Była na allegro, ale przelicytowano mnie (poszła w końcu
      za 77 zł, tyle to nie mogąłbym dać nawet za obie). Pytałąm już znajomych i
      nieznajomych. Nie ma, no nie ma. Nasza główna biblioteka i jej 10 filii nie
      mają. Wczoraj obdzwoniłam biblioteki miejscowości okolicznych. NIe ma! No
      nigdzie nie ma.
      Ale przypuszczam, że w Warszawie łatwiej byłoby ją dostać (u nas nawet nie ma
      antykwariatu!! 160tysięczne miasto!!!). Nie mówię już o chodzeniu po
      antykwariatach, ale może zapytałybyście w bibliotece? Wiem, że głupio pożyczać
      komuś innemu książkę z biblioteki, ale jak poszłaby w obie strony poleconym
      priorytetem, to nie ma prawa zginąć. Trzymałabym ją najwyżej 3 doby i
      zwróciłabym wszystkie koszty przesyłek. Pomyślcie o tym, proszę
      • sion2 Re: "Chodź obudzimy słońce" 26.07.07, 10:49
        kasiu o ile nie bedzie padac jutro pojade do biblioteki i zapytam, bo bede sama
        dla siebie szukac ksiazek
        jaki jest autor,
        czy warto czytac te ksiazki? moze bym sama sobie tez wypozyczyla...
        • mamalgosia Re: "Chodź obudzimy słońce" 26.07.07, 13:24
          Vasconcelos.
          Warto! Warto! Bardzo warto!
          Zapytaj, proszę
          • tres_ka Re: "Chodź obudzimy słońce" 26.07.07, 20:56
            Niestety, nie mam, bo bym Ci pożyczyła. Mało tego, że ja nie mam. Tych książek
            nie ma w całym moim ponad 500 tys. mieście, gdzie jest dużo bibliotek
            (sprawdziłam w katalogu on-line). Antykwariatów jest "trzy na krzyż" i też
            ogólnie nic w nich nie ma ciekawego, ale zwrócę uwagę.
            • mamalgosia Re: "Chodź obudzimy słońce" 26.07.07, 21:53
              No właśnei! Książka autentycznie nieuchwytna. Dziękuję za pomoc. Coraz bardziej
              jej pożądamsmile
              • sion2 Re: "Chodź obudzimy słońce" 27.07.07, 10:40
                kasiu mam zaraz niespodziewanych gosci i nie moge jechac na skuterku do
                biblioteki sad ale bede na pewno w przyszlym tyg bo sama nie mam co czytac, jak
                nikt nie znajdzie a u mnie bedzie to wezme ci na pewno tylko wytrzymaj do
                srody...
                • mamalgosia Re: "Chodź obudzimy słońce" 27.07.07, 12:59
                  Oczywiście, że wytrzymam, zresztą: czyż mam inne wyjście?
                  A skoro nie masz co czytać, to może Ci coś pożyczyć?
                  • mamalgosia ismo 27.07.07, 21:04
                    zerknij, proszę tutaj:
                    fidkar.wbp.krakow.pl/cgi-bin/fidkar/fidkar?mmform=skrot&start=1&&term1=vasconcelos&term2=&term3=&target=mkr_b79&&field1=Aut
                    hor&field2=Title&field3=Subject&element=F&syntax=usmarc&op1=and&op2=and&ret=tere
                    n.html
                    • sion2 mamalgosiu 27.07.07, 21:51
                      czy mozesz mnie nauczyc jak sie robi w sygnaturce zeby byl link do zdjecia?
                      bede mama chrzestna Wiktorii i chce sie wszystkim chwalic i wam pokazac jaka
                      ona bedzie, swoich dzieci miec nie bede ...
                      • mamalgosia Re: mamalgosiu 28.07.07, 10:17
                        Już piszę, krok po kroku.
                        1) najpierw musisz umieścić zdjęcie (Ty duża i wyraźna, trzymasz na rękach
                        maleńką i ledwie widoczną Wiktorię) w internecie. Hosting jest np. w
                        www.fotosik.pl. Lepszy jest podobno imageshack, bo tam można usunąć ramki
                        reklamowe, ale mnie się nigdy nie udało tych ramek usunąć.
                        Umieszczasz tam zdjęcie, kopiujesz linka do tego zdjęcia
                        2) Wchodzisz:
                        Moje forum
                        Ustawienia
                        Sygnaturka
                        3) W polu przeznaczonym na sygnaturkę wpisujesz coś takiego:
                        <a href="ADRES">TEKST</a>

                        Gdzie:
                        ADRES=ten skopiowany ze zdjęciem
                        TEKST=to co chcesz by było widoczne (np. Wiktoria z piękną Ciocią)

                        Po </a> dajesz enter

                        4) klikasz w ZAPISZ na zewnątzr tego okienka na sygnaturkę

                        Zauważyłam, że często działa dopiero w kolejnym zalogowaniu

                        Może spróbuj z jakimś innym zdjęciem?
                        • mamalgosia hosting zdjęć 28.07.07, 10:17
                          a może ktoś poleci jakąś fajną stronkę?
                        • sion2 Re: mamalgosiu 28.07.07, 12:37
                          dzieki, poprobuje! a ty masz czasami ilutstracje same, bez pomocy hostingu
                          zdjec to jak to robisz?
                          • mamalgosia Re: mamalgosiu 28.07.07, 13:52
                            Wtedy kradnę je z netusmile
                        • sion2 Re: mamalgosiu 15.08.07, 18:17
                          próbuje....
    • mamalgosia c d 5? 01.08.07, 07:46
      Zacznę od tego, że ze Starszym chyba będzie dobrze. Boję się cieszyć, ale
      sparwdzam ja, sprawdza Mąż - i obojgu nam się wydaje, że z nim o wiele lepiej.
      Na początku była to zmiana tak mała, że bałam się, że tylko ją sobie wmawiam,
      ale teraz... chyba naprawdę możemy odetchnąć. Bardzo Wam wszystkim dziękuję,
      bardzo.

      Chciałam jeszcze wrócić do tematu poszukiwanej przeze mnie książki. No więc
      przeszukałam nawet wojewódzką bibliotekę, zresztą to nieważne. Ważne jest to,
      że ma ją pewna osoba, która boi się mi jej pożyczyć. Nie ze względu na to, że
      znamy się tylko z netu (i to b słabo, nie tak jak tu, na tym forum), ale
      dlatego, że nie ufa poczcie (i nie próbuję rozwiać jej wątpliwości, bo sama mam
      z pocztą doświadczenia przykre). No i ona napisała mi w mailu tak:
      "Gdybyś miała kogoś zaufanego, co podróżuje między Twoją prowincją a
      Warszawa, to jestem gotowa tę książkę wypożyczyć dla Ciebie i podać przez
      posły (poczcie nie wierzę, a odkupić się nie da...) - miałabyś miesiąc na
      przeczytanie i zwrot wink"

      I co Wy na to? Wybiera się ktoś? Już nie mówię o mojej Bardzo Głębokiej
      Prowincji, ale może do Katowic ktoś jedzie?
      • tres_ka Re: c d 5? 01.08.07, 08:04
        > Zacznę od tego, że ze Starszym chyba będzie dobrze.

        Piękna wiadomośc na początek dnia! Bardzo szię cieszę smile)))

        Do Katowic, niestety, się nie wybieram sad
    • mamalgosia 1 września 01.09.07, 22:06
      Próbuję. Bardzo mi ciężko, ale nie chcę uciekać ani odchodzić.
      Bardzo dziękuję za pamięć i modlitwę tym, którzy pamiętają i modlą
      się. Jestem nudna, wiem. Ale naprawdę nie mogę pojąć, jak to jest
      mżliwe, że ciągle coś, że uderzenia z tak różnych stron. Teraz dla
      odmiany dzieci zdrowe, a ja padłam. Odezwała się moja dawna choroba,
      na razie dostałam leki, jak na nie nie zareaguję, to chyba skalpelsad
      Do pracy chodzę, choć jest źle. Wiedziałam, że będzie źle, ale
      zdarzyło się coś, co mnie zaskoczyło jeszcze bardziej na minus i Mąż
      mój chce donosić do PIPu na mojego szefa (boję się tego, bo wtedy
      już będzie na noże, nie wiem, czy jestem zdolna coś takiego
      wytrzymać psychicznie, ale wiem, że mamy rację i że chyba niedobrze
      będzie milczeć). Przede mną decyzja, która zaważy na naszym życiu
      finansowo (więc nie wiem, czy ją podąć), do tego problem z nianią.
      To tak pokrótce. Bo oprócz tego wielka tęsknota za kimś.

      Ale przy tym czuję Obecność. Czuję Jego dłoń, czuję Jego bycie, Jego
      wsparcie, może nawet niesienie, bo strasznie, ale to strasznie mało
      mam siły. I w tym wszystkim obsypuje mnie takimi niesamowitymi
      wrażeniami, że cała drżę. To oczy mojego Młodszego, takie jak woda
      naszego Bałtyku tuż przed burzą, odbijająca w sobie stalowe chmury.
      To małe listki brzóz opadające na trawę, po której chodze boso i
      czuję jakby moja dusza była między niebem a ziemią - będąc chyba
      coraz mocniej tam i coraz mocniej tu. To mail od pastorowej, której
      usilnie szukałam po całej Polsce. To zapach dymu nad jesiennym
      prawie już polem, przywodzący na myśl zeszłoroczne cudowne chwile -
      dym wyciskający łzy wcale nie dlatego, że piecze w oczy (jak mówi
      ks. Szymik: wspomnienia kosztują). To niespodziewane zaufanie jakim
      obdarzyła mnie koleżanka z pracy, to niespodziewana radość uczniów
      których zostałam wychowawczynią, to mój najdroższy Mąż, to dźwięk
      dzwonów unoszący się nad całym miastem...

      A mój Przyjaciel i chrzestny mojego Syna w jednym, został dziś
      właśnie sekretarzem naszego Arcybiskupa. I choć wiem, że teraz chyba
      już nie będzie miał dla nas czasu by być fizycznie, to cieszę się z
      tego, że "śląski Dziwisz" jest tak bardzo naszsmile


      Proszę o modlitwę, o pamięć i o życzliwe myśli.


      A oto "Kyrie", które wczoraj wpadło mi w ręce ("przypadkiem" rzecz
      jasna), a które jest całą mną.


      Panie,
      jest inaczej
      niż być miało

      ani góry,
      ani morwy
      nie rzucają się w morze na moje słowo

      nieustannie idzie na burzę,
      nieustannie czerwieni się zasępione niebo.
      fale zalewają łódź. a wichry i jezioro nigdy nie są mi posłuszne

      mam kilka ryb,
      siedem chlebów
      i nieskończoną wielość głodnych do wykarmienia

      dotykałem tylekroć
      Twojego płaszcza,
      a nie jestem zdrowy

      Ojciec Niebieski
      ma coraz mniej pracy
      z liczeniem moich włosów

      a jestem w gorszym
      położeniu niż Jair,
      bo nie mam córki

      mam oczy, a nie widzę,
      mam uszy, a nie słyszę;
      często też wpadam w ogień i w wodę

      moje oczy wilgotnieją nieraz, ale nie od twojej śliny,
      stąd też widzę niewyraźnie

      ani odcięta prawica,
      ani wyłupione oko
      nie uczyniły mnie lepszym

      tęsknię za Tobą.
      Ulituj się nade mną.
      Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić
      • mamalgosia 2 września 02.09.07, 15:59
        czy serce może pęknąć?
      • mama_kasia Re: 1 września 03.09.07, 11:08
        (jak mówi
        > ks. Szymik: wspomnienia kosztują)

        Wczoraj rano, przy śniadaniu, zastanowiłam się nad tym
        stwierdzeniem (a wcale nie czytałam Twojego postu). Wpadło mi do
        ucha, gdy słuchałam "Słodkiego Całusa od Buby" - piosenka
        turystyczna, poezja śpiewana...
        Wspomnienia rzeczywiście kosztują, a dym z ogniska i mnie
        dławi... Choć pewnie z innego powodu.
      • mamalgosia dziękuję 03.09.07, 16:11
        Za to co na priva. Bardzo.

        Wierzę, że wszystko ma sens. Musi, musi...
        Wierzę i trwam przy tym - oby tylko zwątpienie tej wiary nie
        wykurzyło na cztery strony świata. Staram się też nie stawiać granic
        Wszechmocy Bożej, choć po ludzku nie widzę nadziei w żadnej z
        sytuacji należącej do "kwadrygi nieszczęść". Szef dziś dołożył,
        komora przerasta, niani nie da się znaleźć a serce z niezrozumienia
        i tęsknoty bardziej boli niż przez tę cholerną zastawkęsad
        To musi mieć sens. MUSI.
    • mamalgosia 18 września. Po poważnej rozmowie z Mężem 18.09.07, 14:39
      Dziękuję Tym, którzy o mnie nie zapominają. A wiem, że tacy są.
      Dziękuję bardzo. Za maile, smsy i modlitwę . I za zwyczajną ludzką
      pamięć. Jednocześnie wiedzcie, że mam nadzieję, że się Wam
      to "opłaca"- tym razem staram się cierpienie przeżywać świadomie i
      ofiarowywać Bogu te chwile, kiedy się na nie zgadzam - właśnie za
      Was. Naprawdę bardzo wierzę, że to drzewo musi przynieść dobry
      owoc...

      Chcę się z Wami podzielić czymś, co zrobiło na mnie wielkie
      wrażenie. A była to rozmowa z moim Mężem. Przypadkowa. Staram się
      jak najmniej płakać przy dzieciach, ale przy nim... nie zawsze się
      udaje powstrzymać łzy. On zawsze przytuli, ukocha, ale nic nie mówi.
      No i w sobotę powiedział (rozważam to w sercu już trzeci dzień): "ja
      bym nie..." i tu nastąpiły słowa, które mną wstrząsnęły.
      On po prostu na moim miejscu by nie cierpiał, bo przyczyna nie jest
      tego warta. Mówił o jednej z przyczyn, tej najwyraźniejszej, głównej
      (bo zdrowie to inna sprawa). Zostało popełnione zło - złem tym jest
      ból, jest to jak on wpływa na mnie, a przez to na naszą rodzinę, jak
      przez to funkcjonujemy, jakie rozczarowanie, jaka nieprzytomność,
      ile łez, niemożliwość normalnego życia...Ponieważ nigdy nie byłam w
      tam stanie, zło jest ewidentne. Tylko, że można popełnić zło
      nieświadomie. I tak założyłam i tego bardzo, bardzo mocno chcę się
      trzymać, że nieświadomie, że ból zaślepił (choć to ja mam na to
      monopol), że bezradność, bezsiła, że w słusznej sprawie... ale temu
      towarzyszyła świadoma decyzja, której to właśnie zło jest
      bezpośrednim skutkiem. I nawet nie chodzi mu o decyzję jako taką -
      bo wiemy, że do takiej decyzji każdy ma prawo; ale o to, w jaki
      sposób jest ona realizowana. Powiedział: "nie wyobrażam sobie, żebym
      cierpiał przez osobę, która potrafi świadomie tak postąpić".
      Bardzo mną to wstrząsneło, bardzo.
      On zdecydowanie kieruje się rozumem (choć serce równie zdecydowanie
      ma), mówi sobie coś i tak robi. I niepokojąco często ma rację (na
      szczęście nie zawsze).
      Boże, a ja tak chcę wierzyć, że to jednak nie może być świadome.
      Jestem jak nasz pies (nieżyjący już) - gdy narozrabiał i dostawał
      gazetą w tyłek, potrafił przybiec i łasić się na sam widok, że nasze
      miny już nie są groźne - chciałabym się pogodzić gdy tylko przebrzmi
      ostatnie słowo kłótni, chciałabym się przytulić gdy jeszcze łzy nie
      obeschły.
      Prawda banalna, ale jakże rzeczywista: wszyscy jesteśmy różni.
      Bardzo, bardzo różni.

      Spojrzenie oczyma mojego Męża ukazało mi, że to nie jest tak, że
      tylko ja jestem czemuś winna, że tylko ja postępuję często źle, że
      to nie tylko ja krzywdzę. Nie w sensie pocieszenia, ale w sensie
      obiektywizacji.
      Nie tylko ja...
      • isma Re: 18 września. Po poważnej rozmowie z Mężem 18.09.07, 14:52
        mamalgosia napisała:

        > Zostało popełnione zło - złem tym jest
        > ból, jest to jak on wpływa na mnie, a przez to na naszą rodzinę,
        jak
        > przez to funkcjonujemy, jakie rozczarowanie, jaka nieprzytomność,
        > ile łez, niemożliwość normalnego życia...Ponieważ nigdy nie byłam
        w
        > tam stanie, zło jest ewidentne.

        Mamalgosiu, abstrahujac od Twojej osobistej sytuacji - naprawde
        uwazasz, ze sam fakt czyjegos cierpienia jest dowodem, ze zostalo
        popelnione zlo?

        Czy ja, odbierajac mojej alergicznej corce mozliwosc jedzenia
        ciastek z kremem oraz paru innych smakolykow, z ktorego to powodu
        ona niewatpliwie, na swoja dziecieca miare, cierpi (a bedzie
        cierpiec pewnie tym bardziej, im bedzie bardziej swiadoma, ze jest
        pozbawiona czegos, co dla innych jest powszednioscia)- czynie zlo?
        Robie to przeciez w dodatku swiadomie! A moze powinnam machnac reka
        i powiedziec - niech ma, to, co chce. Zwalniam sie z
        odpowiedzialnosci, bo ona CHCE i cierpi, badac rozczarowana w swoich
        oczekiwaniach?
        Nie! Bo ja za nia odpowiadam.
        I czasem w podobny sposob, jak za dziecko, odpowiadamy za inne
        bliskie nam osoby. Ta relacja naklada na nas odpowiedzialnosc. W tym
        przypadku akurat wzajemna.

        Wiec, zdecydowanie nie zgadzam sie z takim stawianiem sprawy. Zlo
        jest wtedy, kiedy cierpienie niczemu nie sluzy. Ale czesto-gesto
        cierpienie - nawet zadane przez kogos bliskiego - sluzy budowaniu
        dobra. Wynika z odpowiedzialnosci wlasnie.
        • mamalgosia Re: 18 września. Po poważnej rozmowie z Mężem 18.09.07, 15:02
          Oczywiście nie jest to jedyny wyznacznik. Ale mój Mąż nie kierował
          się jednym wyznacznikiem, a jego wypowiedź dotyczyła konkretnej
          sytuacji, a nie życia w ogólności.
          Zresztą: przecież wcale niekoniecznie ma rację, prawda?
          Przepraszam, ale tak ogólnie jak pytasz, nie potrafię na razie w tym
          temacie porozmawiać.
          Ufam też, że mówisz Córce dlaczego, co i jak, a nie po prostu jej
          wyszarpujesz? (chyba, że niemowlęciu, ale ja jednak zakładam jakieś
          równouprawnienie). Myślę, że pozwalasz jej się odezwać.
          • isma Re: 18 września. Po poważnej rozmowie z Mężem 18.09.07, 15:17
            A nie, to ja zrozumielam, ze te ogolne stwierdzenia sa jakimis
            akceptowanymi przez Ciebie wyznacznikami, na podstawie ktorych
            ustalilas, ze zlo sie dokonalo, a maz tylko nastepnie pomogl Ci w
            ustaleniu sprawcy tegoz zla.

            Wiesz co - to nigdy nie jest tak, ze w relacjach miedzy
            ludzmi "wytlumaczenie"/"przyjecie do wiadomosci" odbywa sie na
            zasadzie podpisania oswiadczenia stosownej tresci, od ktorego to
            momentu sytuacja staje sie jakosciowo rozna.
            Zazwyczaj to sa jakies ciagi sygnalow - w przypadku M. jest moje
            tlumaczenie oczywiscie, ale i dostrzegany przez nia sama zwiazkek
            miedzy zjedzeniem loda a wymiotami, miedzy oblizaniem mojej lyzeczki
            po jogurcie a dusznoscia.

            Z przyjaciolmi tez tak bywa - jesli sa jakies niedomowienia czy
            spory, jesli relacja bywa najezona trudnosciami, jesli przebiega ze
            szkoda dla pozostalych czlonkow rodziny (dawno temu moj slubny
            reagowal alergicznie na mojego najlepszego studenta-jezuite - nie
            mial racji w temacie zazdrosci o relacje damsko-meska, bo cienia
            takowej z mojej strony nie bylo, ale, jak sie potem okazalo, co do
            relacji czysto przyjacielskiej, mial sporo racji - przyjaciel
            wbijajacy klin w czyjes malzenstwo nie jest wart przyjazni...) - to
            sobie trzeba zadac pytanie, dlaczego chcemy przy niej trwac. I czy
            aby jej zerwanie, choc bolesne, nie jest dla nas dobre.
            • mamalgosia Re: 18 września. Po poważnej rozmowie z Mężem 18.09.07, 15:25
              Na pewno bywa różnie i na pewno nie możemy wyrokować. Naprawdę nie
              potrafie ogólnie w tej materii.
              A na pewno to co mówisz bywa prawdą, dlatego napisałam, że nie o
              decyzję chodzi (do której każdy ma prawo)
            • mamalgosia a co do zadawania pytań (sobie)... 18.09.07, 15:56
              ... to wierz mi, że tego mi nie musisz radzić
            • mamalgosia Re: 18 września. Po poważnej rozmowie z Mężem 18.09.07, 22:31
              isma napisała:

              (dawno temu moj slubny
              > reagowal alergicznie na mojego najlepszego studenta-jezuite - nie
              > mial racji w temacie zazdrosci o relacje damsko-meska, bo cienia
              > takowej z mojej strony nie bylo, ale, jak sie potem okazalo, co do
              > relacji czysto przyjacielskiej, mial sporo racji - przyjaciel
              > wbijajacy klin w czyjes malzenstwo nie jest wart przyjazni...)

              a ja wierzę, że można godzić to wszystko. Dom, pracę. Męża,
              Przyjaciela. Dzieci, własną samotność.
              Św. Tereska zapytana co wybiera (miałą do wyboru dwie rzeczy,
              niestety nie pamiętam jakie), odpowiedziała: "wybieram wszystko"
              Ale ja głupia i naiwna jestem.
      • mamalgosia P.S. samboraga, mader 18.09.07, 15:09
        czy mogę zadać Wam kilka medycznych pytań? Błądzę we mgle, a wiem,
        że z organem, który mam na myśli, macie przetarte szlaki
        • mader1 Re: P.S. samboraga, mader 18.09.07, 15:13
          tak, oczywiście, możesz.
          Tylko... jakby napisać... nie wiem, czy będę mogła odpowiedzieć. Ja
          bowiem o swojej chorobie zapominam - zapominam o tych wszystkich
          danych, paramentrach - to chyba moja obrona smile))) dośc podświadoma.
          Samboraga więcej pamięta.
          Ale pisz...
          • mamalgosia Re: P.S. samboraga, mader 18.09.07, 15:17
            Jeszcze mam moment wolnego czasu i potrafię pisać, więc wykorzystam
            i zaraz dostaniesz maila.
            Mader, wiem, że nie chcesz pamiętać o chorobie i wspaniała jesteś,
            że się właśnie starasz to robić i pewnie Ci wychodzi. Ja tylko na
            chwilę Ci o niej przypomnę, takie techniczne raczej pytania mam
            • samboraga Re: P.S. samboraga, mader 18.09.07, 19:21
              pytaj, pytaj, Mamalgosiusmile
              • mamalgosia Re: P.S. samboraga, mader 18.09.07, 20:52
                Już wysyłam
      • mader1 Re: 18 września. Po poważnej rozmowie z Mężem 18.09.07, 15:25
        Zło w naszym życiu ciągle jest obecne...
        Bywa, że cierpią dwie strony, czasem więcej. Bywa, szczególnie w
        rodzinach, że stosunki są tak pogmatwane, zepsute przez wzajemne
        zranienia, kłopoty, przeżycia, które dla kazdego oznaczają co
        innego, że... że można tylko cierpieć i płakac przy każdym
        spotkaniu, bo zawsze ktoś dotknie jakiegoś już od dawna
        umiejscowionego właściwie na wierzchu nerwu... Płacz po każdym
        spotkaniu, po każdej rozmowie... Słowa, które z bezsilności, w
        kłótni , powiedziało się niepotrzebnie...
        Płaczą dwie, czasem więcej osób, nie rozumieją wszyscy. Każdy widzi
        swoje, swoje własne cierpienie, wyrzuty sumienia,poczucie winy, ale
        zarazem czuje się skrzywdzony, bo... bo przecież nie chciał, czuł
        się sprowokowany...
        Milczenie wtedy jest złotem.
        Choć to milczenie nie jest po naszej myśli, choć my byśmy to lepiej
        za Boga załatwili, za Boga zdjęli z siebie płaszcz oskarżeń,
        pretensji, złych wspomnień, cierpienia. Nie wszystko jest po naszej
        mysli. Nie wszystko Bóg, los rozwiąże tak, jak my chcemy.
        Pomilczeć, oddalić się od siebie.
        Nie prosić, nie naprawiać.
        Zająć się czymś innym. Niech działa czas, niech działa Bóg, skoro
        Wszechmocny.
        • mader1 Re: 18 września. Po poważnej rozmowie z Mężem 18.09.07, 15:56
          ... a ja też bym tak nie cierpiała. Oddaliłabym się, nie wyrobiłabym
          tego. Pewnie odezwałoby się moje poczucie odpowiedzialności za
          najbliższych, najdroższych, za tych, co są w moim bezpośrednim
          zasięgu.
          • mamalgosia Re: 18 września. Po poważnej rozmowie z Mężem 18.09.07, 16:01
            Mader, no żesz przecież się staram! Ty myślisz, że mam brud w domu,
            dzieci usmarkane i zaniekochane?
            A ja bym nikomu nie mówiła "ja bym"...Nie wiem, co w sercu drugiego
            człowieka, nie wiem, co za nim, nie wiem, co czuje.

            No cóż, jeden ma jabłka, inny gruszki. Jeden jest mądry jak mader i
            isma, a drugi jest "mądry inaczej". Każdy ma swój krzyż
            • mader1 Re: 18 września. Po poważnej rozmowie z Mężem 18.09.07, 16:11
              o... wypraszam sobie... smile)) To ja jestem mądra inaczej smile)) Cała
              droga życiowa moja to udowadnia smile)))
              Spójrz na siebie ! Ty, to o dookoła Ciebie, to co masz, zbudowałaś,
              Ci wszyscy bliscy, wszyscy, którzy cię lubią, modlą się za Ciebie -
              to świadczy o tym, że jesteś mądra, a nie " mądra inaczej".
              Racjonalna, dobra... Myśląca w sposób niestandardowy...
              Masz czysto w domu, dzieci zadbane i kochane.
              Ja po prostu popieram Twojego męża !
              Ty nie jesteś jakiś tam pies !
              • mamalgosia Re: 18 września. Po poważnej rozmowie z Mężem 18.09.07, 20:52
                Mader, a właśnie że pies. Wierz mi, że gdybym stawała na uszach i
                nie wiem jak pracowała nad sobą, nigdy NIGDY nie osiągnę takiego
                stosunku do świata/ludzi/siebie jak Ty czy Inna Moderatorka. Jestem
                utkana z tęsknoty, kocham na zabój, żyję chmurami, a do tego
                niestety nie wszystko z moim mózgiem ok.
                Jak wiesz: mam dwóch synów. Żaden z nich nie pracuje nad sobą, są
                mali i nie myślą jeszce o takich duperelach. Młodsy zadowolony,
                pogodzony, jak ma być tak jest. Starszy - płacze wieczorem, bo nie
                słyszy szumu morza; tęskni za ciemnym niebem; siedzi pół godziny na
                parapecie i wciska nos w szczelinę w uchylonym oknie "bo powietrze
                tak pięknie pachnie". Wszystko mu pod górkę.
                Gdy już oddaję serce, to na zawsze, a ciężko żyć bez kawałka serca.
                • mader1 Re: 18 września. Po poważnej rozmowie z Mężem 18.09.07, 22:37
                  przepraszam. Przepraszam także za to, że odebrałaś moje słowa jako
                  sugestię, że zaniedbujesz dzieci. Nawet bez zdjęcia, które do mnie
                  przysłałaś wiem, że nie zaniedbujesz.
                  moje pocieszanie było rzeczywiście nieporadne.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka