Dodaj do ulubionych

Na początek...

16.01.08, 21:44
witam serdecznie i dziękuję za przyjęcie na forum smile
Nie wiem czy dobrze robię, że zawracam Wam głowę moimi problemami, ale tak naprawdę to nie za bardzo mam o tym z kim porozmawiać...Otóż - jestem osoba bardzo wątpiącą... Kiedyś byłam osobą wierzącą i praktykującą, potem już tylko wierzącą, a od jakiegoś czasu moja wiara jest coraz mniejsza... Przestaję wierzyć w istnienie Boga, nie mogę pogodzić Jego istnienia ze śmiercią niewinnych dzieci, z chorobami i całą masą nieszczęść jakie spotykają ludzi wierzących i niewierzących po równo! Mam czasem wrażenie, że Boga nie ma, że liczy się na tym świecie pieniądz a nie wiara, a gdyby Bóg istniał to byłoby inaczej... Wytłumaczycie mi to? Proszę, nie denerwujcie się i nie oburzajcie - pomóżcie mi, bo chcę znów uwierzyć, bo choć nic złego mnie i mojej Rodziny nie spotkało, to źle mi z tym zwątpieniem i brakiem tego Kogoś kto stałby obok mnie w trudniejszych momentach mojego życia...
Obserwuj wątek
    • samboraga Re: Na początek... 16.01.08, 22:05
      to na począteksmile podsyłam niedawny wątek:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=72783290
      ale nie by ł to wątek jedyny, jak znajdę chwilę to poszukam jeszcze
    • mader1 Re: Na początek... 17.01.08, 10:31
      A ja Ci na początek polecam wątek z artykułami pozornie nie na
      temat, ale bardzo na temat. Bo my sobie tu o takich problemach, jak
      Tobą targają, rozmawiamy ciągle - rozmawiając o " szczegółach"

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=73066994&a=74494650-
      -
      Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
      Wychowanie w wierze
    • ea-szarri Re: Na początek... 17.01.08, 15:22
      No to masz odwrotnie niż ja smile
      Oglądając kiedyś reportaż z Darfuru, pomyślałam, że musi istnieć
      jakiś Bóg, bo niesprawiedliwością wielka byłoby, gdyby On nie
      istniał i nie istniało żadne Niebo. Bo przecież gdzieś musi istnieć
      jakieś miejsce, w którym tamte kobiety mogłyby kiedyś wreszcie
      odpocząć i mieć świadomość, że oto odpoczywają. Tak po prostu: są
      bezpieczne i odpoczywają.
      Krytycy mojej wiary rzekliby pewnie, że Bóg jest dla mnie lekarstwem
      na własną bezsilność. Możliwe, że mają rację. Ale brak Nieba byłby
      cholerną niesprawiedliwością.
    • sion2 Re: Na początek... 17.01.08, 18:36
      Na pewno jestes swiadoma ze ty takze grzeszysz - czy mówiąc po
      swiecku - popełniasz jakies zło w zyciu. Czy wtedy przypisujesz je
      Bogu albo dziwisz się że za karę nie zagrzmiał nad tobą, nie
      wstrząsnął niebem, ziemią i nie wypucił ognia z trzewi aby
      sprzeciwic sie zlu ktore uczyniłas?
      wiem ze tobie chodzi o "wielkie" zło, ale czyz na kare nie zasługuje
      kazdu grzech i zło? a poza tym nie jestesmy swiadomi często
      ciezkosci swoich grzechow, na ile kogos zranilismy, jaki łancuszek
      zła uruchomilismy
      jesli wiec nie chcialabys aby Bóg ciebie ukarał, dlaczego oczekujesz
      że będzie ścigał z nieba innych grzesznikow?

      Dobra Nowina jest taka że KAŻDY czlowiek na ziemi, najwiekszy
      zbrodniarz i "rzeźnik", tworca obozow koncentracyjnych i notoryczny
      gwałciciel, jesli tylko w sercu przed smiercia okaze PRAWDZIWA
      skruche - bedzie zbawiony

      czyz taki Bóg, taka Nowina, nie jest WSPANIAŁY? gdzie tu widzisz
      Jego okrucienstwo?

      a co do tych ktorzy cierpia... przeciez najwiecej cierpial Syn Boży,
      Bóg nie mógł po grzechu pierworodnym "zlikwidowac" cierpienia z
      ziemi, ale uczynil cos innego: zniżył sie do cierpiącego stworzenia,
      sam umarł okrutną smiercią aby kazdemu kto w Niego uwierzy dać ŻYCIE
      WIECZNE

      Bóg nigdy po grzechu pierworodnym nie obiecywal czlowiekowi
      szczescia na tym swiecie, ono bylo w raju, w stanie wiecznej
      najczysteszej przyjazni z Bogiem, czlowiek ją odrzucił bo chciał
      byc "wolny", ale mimo tego Bóg nie opuscil czlowieka: przez wieki
      przemawial do niego przez swoich poslancow-prorokow, ukazywal droge
      zbawienia, dawal prawo, nauczal, wyprowadzal z niewoli, ratowal od
      klęsk, pokonywał wrogow, wreszcie STAŁ SIE CZŁOWIEKIEM, uzdrawiał,
      nauczał, dokonywał cudów, przebaczał, umarł na krzyzu, został z nami
      w sposób szczególny w SAKRAMENTACH i w nich, poprzez nie, działa
      cuda dalej, zamknął się w małym opłatku-hostii aby człowiek mógl Go
      przyjąć DO SIEBIE tak bardzo że bardziej nie można...

      czy według ciebie Bóg czyni dla człowieka ZA MAŁO?
    • rycerzowa Re: Na początek... 22.01.08, 11:00
      A możesz konkretnie zdefiniować problem?

      Gdy rozłożysz swoje wątpliwości na czynniki pierwsze, spojrzysz na problem z
      punktu widzenia logiki - wiele spraw może się wyjaśnić.

      Otóż kiedyś powiedziano ci,że JEST Pan Bóg.
      Potem - że jest dobry, miłosierny, opiekuńczy.
      Potem dorosłaś i nietrudno ci było zauważyć, że na świecie dzieje się wiele zła.
      No to jak jest z tą dobrocią, miłosierdziem, opiekuńczością?
      Ano nie widać.
      Wobec tego "przestaję wierzyć w istnienie Boga".

      No to ja się pytam - na jakiej logicznej podstawie kwestionujesz samo
      istnienie ? Co ma istnienie do cech?
      Obserwacje mogą cię upoważnić co najwyżej do wyciągnięcia wniosku,że Pan Bóg nie
      jest TAKI, jak ci opowiadano, czy raczej jak ty to zrozumiałaś, ale samo
      "niebycie" Pana Boga po ludzku miłosiernym i po ludzku sprawiedliwym nie
      upoważnia do wyciągnięcia wniosku,że "nie istnieje".

      ( Nie znaczy to ,że nie ma logicznych podstaw do kwestionowania "istnienia", ale
      to już w innym procesie, w innej, ogólnej debacie filozoficznej, nie na
      podstawie "śmierci niewinnych, chorób i całej masy nieszczęść". A tobie właśnie
      o to chodzi, nie?)

      Dziewczyny spróbowały ci odpowiedzieć, każda najlepiej, jak potrafi.
      Spróbuję i ja, jak ja to rozumiem, odczuwam.

      1.Wiesz, Pan Bóg stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje, ale człowiek
      opisuje Pana Boga na obraz i podobieństwo SWOJE.
      Inaczej opowiadał o Panu Bogu lud Izraela przed tysiącami lat, inaczej
      współcześni zwykli wierni, inaczej filozofowie różnych epok.
      Logiczny wniosek może być najwyżej taki, że nikt naprawdę nie wie, jaki Pan
      jest, gdyż nasze ludzkie poznanie ma granice.
      Twoja własna droga do Boga to twoje własne szukanie, na czym polega obecność
      Pana Boga w twoim własnym życiu, i w ogóle w Historii.

      2.Dziecinne rozumienie bożego "miłosierdzia i sprawiedliwości" jest z jednej
      strony naiwne, z drugiej - zbyt abstrakcyjne.
      A może to na czym innym polega?
      Miałam 13 lat, gdy przekonałam się, o co chodzi w historii z Aniołem Stróżem.
      Jakaś matka zostawiła śpiące dziecko przed sklepem, maluch obudził się i byłby
      wypadł na beton, musiałam poczekać, popilnować, spóźniłam się do szkoły.
      Czyli każde małe dziecko ma Anioła Stróża, bo zawsze ktoś go pilnuje. Jeśli
      choćby na chwilę zabraknie tej osoby - każdy ma obowiązek być mu Aniołem
      Stróżem, i zwykle bywa, bo normalny człowiek instynktownie chroni dziecko. To
      w tobie ma być Anioł Stróż, w tobie dobro i sprawiedliwość, na zasadzie "nie
      szukaj Boga gdzieś w zaświatach, tuż przy tobie Jego Twarz".

      3. Trudno pogodzić się człowiekowi z istnieniem zła na świecie, trudno pogodzić
      to zło z istnieniem Najwyższego Dobra.
      Dlaczego "dopuszcza"?
      A czy to chodzi o "dopuszczenie"?
      A może o twoje dostrzeżenie?
      Dla ślimaków przykładowo, świat nie jest "zły",nikomu nie dzieje się krzywda,
      one tego nie widzą.
      Nie widzą tego też ludzie prymitywni, bez serca, czyli "bez Boga w sercu".
      To właśnie wrażliwość serca i umysłu jest najcenniejszym darem, czymś, co czyni
      cię człowiekiem, istotą "stworzoną na obraz i podobieństwo..."
      Czyli problem nie w tym, że istnieje coś, co ty uważasz za zło, bo gdybyś była
      wychowana inaczej, to nawet byś tego nie widziała, nie odczuwała.
      Problem w budzeniu wrażliwości, by starać się czynić dobro.
      No właśnie. Piszesz:

      > źle mi z tym z
      > wątpieniem i brakiem tego Kogoś kto stałby obok mnie w trudniejszych momentach
      > mojego życia...

      No wiesz, ja to rozumiem w ten sposób,że trzeba mieć Boga w sercu, i stać przy
      innych w trudnych momentach ich życia. Jeśli trzeba.
      Miej przy tym zaufanie (wiarę?) do nas, że my w razie potrzeby też przy tobie
      staniemy.
      "Nie szukaj Boga gdzieś w zaświatach, tuż przy tobie Jego twarz".
      • 2razy_mama Re: Na początek... 22.01.08, 17:56
        Rycerzowo, dziękuję... W ogóle Wam wszystkim bardzo dziękuję, że czytacie, że
        rozumiecie (a przynajmniej się staracie), że pomagacie (tak, tak, pomagacie), że
        odpowiadacie na pytania... DZIĘKUJE smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka