Tak trudno brać :(

14.02.08, 09:25
Opowiem Wam coś co trwa od tygodnia i jest dla mnie bardzo trudną
lekcją w różnych tematach. OSTRZEGAM, ŻE DŁUGIE I ZAWIŁE smile)
Otóż poprzez zaprzyjaźnioną siostrę Teresę poznałam dziwczynę z
patologicznej rodziny, która właśnie dzieki pomocy Urszulanek
stanęła na nogi, zdala maturę i jakoś ułożyła sobie życie.
Zdrowotnie bardzo słaba, chore nerki i wątroba. Ostatni okazało się,
że tak chore, że wątroba nie nadaje się nawet do zakwalifikowania do
przeszczepu. W tej sytuacji dziewczyna zwrócila się po pomoc do
siostry Teresy i siostry zorganizowały wizytę u transplantologa,
może jednak da się coś zrobić, jeżdżą do niej z jedzeniem,
sprzątnąć, zorganizowały dzieciom przedszkole, opiekunkę, która
odprowadza i przyprowadza dzieci itp. W międzyczasie przyjechałam do
domu samotnej matki (bywam z różnymi rzeczami, które dostaję od
dobrych ludzi) i okazało się, że dotychczasowi opiekunowie pojechali
na urlop, a na zastępstwie jest pani Hania, która prosiła
dziewczyny, żeby mnie przedstawiły jak przyjadę. Ok. Przyszlam do
domu, przywitałam się z panią Hanią, która udala się do swoich
zajęć, a ja w kuchni z dziewcznami robiłam kawę. Jedna zaczęła
biadolić na cośtam, więc już w jadalni mówię im, że to pryszcz,
opowiem Wam o dziewczynie, bo faktycznie jest problem: ma 5 dzieci,
marskość wątroby właściwie nie do wyleczenia, jej mężowi
zdiagnozowali raka jelita grubego i jest właśnie po operacji, ona w
sumie lada moment moze umrzeć. Na co odzywa się pani Hania, że ona
jest zielarką i może tu pomóc (zioła + kosmetyki z Morza Martwego).
Powiedziałam przez telefon o tym siostrze Teresie i umówiłyśmy się
na wizytę z tą dziewczyną na wtorek. W międzyczasie zebrałyśmy
pieniądze potrzebne na wykupienie leków. We wtorek zielarka zbadała
dziewczynę i orzekla, że są spore szanse na poprawę stanu tej
watroby, jeśli nie na wyleczenie, to na pewno na doprowadzenie do
sytuacji gdzie transplantacja stanie się możliwa. Wszystko ok,
szczęście wielkie, bo da się dziewczynę uratować. Dziewczyna jak
najbardziej chetna, zadowolona z wizyty, zachwycona spokojem i
dobrocią tej zielarki, gotowa wypróbować tę kurację itd. Niestety
szczęście nie trwało długo, bo późnym wieczorem tego samego dnia
dzwoni pani Hania z informacją, że dziewczyna odwołała kurację, na
zasadzie nie bo nie, przy czym (co najabrdziej mnie uwiera) nie
zadzwonila nawet do siostry, gdybym nie dowiedziała się od pani
Hani, to nie wiedziałybyśmy do teraz o tym, że ona tę kurację
odwołała. Przy czym preparaty jakimi miała byc leczona nie wymagały
odstawienia obecnych leków, nie wchodziły z nimi w interakcje, mają
wszelkie certyfikaty bezpieczeństwa. Nawet jeśli nie pomogą to
dziewczyna nic nie ryzykuje, bo nie płaci za to. Właśnie dlatego mam
wrażenie, że tu jest problem z wzięciem pomocy od drugiego
człowieka. Dużo latwiej jest prosić o pomoc Boga i czekać na cud,
tyle, że ten cud to wcale niekoniecznie musi byc natychmiastowe
uzdrowienie, to mogą być ludzie postawieni na drodze. Tak bardzo bym
chciała, żeby spróbowała, żeby dała szansę. No nic, co ma byc to
bedzie, przecież nie jestem w stanie zmusić dziewczyny. A może
jestem w stanie? Może nie zrobilam jeszcze wszystkiego co mogłam
zrobić? Może za szybko się poddałam? Kurcze, nie wiem, po prostu nie
wiem.
    • isma Re: Tak trudno brać :( 14.02.08, 10:09
      Powiem krotko i byc moze zbyt dosadnie, ale za duzo widzialam, zeby
      zmilczec.

      Nie miesci sie w moim ograniczonym rozumieniu swiata to, azeby
      zielarz mogl zdiagnozowac stan powaznie uszkodzonej watroby i
      ocenic, czy chory kwalifikuje sie do transplantacji (!!!), czy nie.
      I juz samo to, ze ktos sie za to bierze, by mnie skutecznie przed
      kontaktami z taka osoba powstrzymalo.
      Co zas do ziol, to nie wiem, o jakich "certyfikatach bezpieczenstwa"
      mowa, ale kto badal ich dzialanie w sytuacji zazywania konkretnych
      lekow? Kto daje gwarancje, ze interakcja nie wystapi? Kto
      gwarantuje, ze nie sa toksyczne?

      Oczywiscie, chcesz brac na swoje sumienie - bierz i namawiaj. Tylko
      warto brac pod uwage i te mozliwosc, ze czasem Pan Bog potrafi
      pogadac z zainteresowana bezposrednio - a w koncu to jej zdrowie i
      zycie.
      • nati1011 Re: Tak trudno brać :( 14.02.08, 10:58
        zgadzam sie w 100% z Ismą. (świat na głowie staje smile)))

        Jeżlei stan jest tak poważny, że nie nadaje się do transplantacji,
        to nawet przysłowiowy suchy chleb może zaszkodzić. Pytanie pierwsze
        i podstawowe - czy lekarz prowadzący wyraził zgode na te zioła?
        Niektóre zioła są dużo silniejsze niż leki chemiczne.

        I szczerze mówiąc nie rozumiem aniołku, skąd przypuszczenie, zę
        dziewczyna ma problem z braniem pomocy - przeciez korzysta z niej
        bardzo obficie. Ja wiem, że chcesz jej pomóc. ALe w przypadku
        nowotworu pomóc może tylko onkolog. Niestety przerabiałam to
        wielokrotnie na bliskich - żadna terapia alternatywna nie była
        skuteczna.



    • sion2 Re: Tak trudno brać :( 14.02.08, 12:51
      Hej,
      dopiszę sie do dziewczyn, a raczej podpiszę pod nimi. Jestem w
      podobnej sytuacji do tej dziewczyny - trace mozliwosc chodzenia.
      Leczę się, rehabilituje i korzystam z baaaaardzo wielkiej pomocy od
      przyjaciół i mojej wspolnoty. Przyjmuje wiele. Kilka razy mi
      proponowano "cudowne uzdrowienie" za pomocą bionergoterapeutow,
      energii z kosmosu, emitorow i postawienia diagnozy za pomoca mojej
      fotografii tylko. Rozne osoby to proponowaly, takze wierzące i
      praktykujące. I wiesz co? nigdy sie nie zgodziłam.
      Ziola nie wyleczą marskości wątroby, moja babcia na to umarla. tacy
      zielarze robia niepotrzebnie nadzieje. owszem ziola czasem pomagaja
      objawowo, pomagaja znosic bol ale gdy w grę wchodzi tak powazne
      schorzenie jest naprawde okrutne robic komus taka nadzieję.
      nie wiesz czy ta zielarka jest tylko zielarka czy tez kims to
      korzysta z jakiejs mocy niekoniecznie Bozej - a tak moze byc
      przeciez i kosciol przed tym przestrzega

      nie czuj sie osądzona, przeciez wiemy ze masz dobre intencje
      ja jednak gdybym skorzystala ze wszystkich rad - wielokrotnie
      sprzecznych ze soba - jakich mi udzielano w czasie mojej choroby,
      dawno bym juz umarla smile
      • isma Re: Tak trudno brać :( 14.02.08, 13:01
        Znaczy, powaznie mowiac, watroba akurat ma spora zdolnosc do
        regeneracji, i istotnie, w wielu schorzeniach, w tym nawet malo
        zaawansowanej marskosci, mozna przynajmniej hamowac negatywne
        procesy - dieta, lekami, rowniez ziolami. Ale, po pierwsze, rzecz
        sie musi odbywac zawsze pod kontrola lekarza, a po drugie, jak jest
        mowa o transplantacji, i niewydolnosci nerek, to to wskazuje na to,
        ze stan jest raczej dosyc powazny (mam nadzieje, ze to nie zespol
        watrobowo-nerkowy?) i tu chyba nie ma co liczyc na ziolka.
    • mader1 Re: Tak trudno brać :( 14.02.08, 13:23
      może Ona skonsultowała się z lekarzem prowadzącym, który Jej
      zabronił ?
      może boi się, że to jakieś magiczne działanie - wiem, wiem, ze
      leczenie ziołami, picie ziół nie jest magiczne, ale niektórzy się
      tak reklamują...
      Zbyt dużo jest tych może, żeby Ją pochopnie oceniać.
    • fiamma75 Re: Tak trudno brać :( 14.02.08, 13:59
      zgadzam się z dziewczynami. Jak dla mnie dziewczyna wykazała się
      zdrowym rozsądkiem.
      • verdana Re: Tak trudno brać :( 14.02.08, 14:59
        Zgadzam się w 100% procentach. Dziewczyna wykazała sie zdrowym
        rozsadkiem. Dla mnie taka diagnoza i obietnice po jednorazowym
        obejrzeniu dziewczyny to wyjatkowy skandal.
        Mysle, ze po prostu dziewczyna porozmawiała z kimś, kto uświadomił
        jej, ze w takim stanie branie ziółek nie od lekarza, ale
        przypadkowej osoby grozi szybsza smiercią...
    • isma Dawac tez trudno ;-))) 14.02.08, 15:13
      Wiecie co? Abstrahujac od inicjujacej watek watroby - ja mysle, ze
      tez wielka sztuka jest nauczyc sie dawac, nie oczekujac nic w
      zamian. Oczywiscie, zazwyczaj uwazamy, ze my przeciez "niczego" nie
      oczekujemy, bo pomagamy "bezinteresownie". A jednak - oczekujemy:
      wdziecznosci, lojalnosci, tego, zeby obdarowany nie zmarnowal
      naszego wysilku...

      A tymczasem - dawac trzeba calkowicie darmo. Ulubiona fraza moich
      Rodzicow: "sludzy nieuzyteczni jestesmy, wykonalismy, co do nas
      nalezalo" wydaje mi sie tu bardzo na miejscu. Ja mam zaoferowac
      pomoc, na miare swoich mozliwosci. A co obdarowany z nia zrobi - to
      jego sprawa, ja nie moge go z tego rozliczac (oczywiscie, nie mowie
      tu o sytuacjach, kiedy kontrola ma charakter, ze sie tak
      wyraze, "pedagogiczny")...
      • verdana Re: Dawac tez trudno ;-))) 14.02.08, 15:52
        No, czy ja wiem? Myślę, ze bezinteresowanapomoc, to tylko część
        całej nszej pomocy. Nie wszystko co dajemy musi być chyba całkiem
        bezinteresowne, aby było prawdziwym darem. Nie oczekiwanie niczego,
        od nikogo, to tez chyba nie jest całkiem sprawiedliwy pomysł. Niby
        rozumiem, ze to obdarowany powinien się poczuwać, a nie my wymagać.
        Ale czy takie totalnie "nieoczekiwanie" wobec wielu osób (a już
        dzieci szczególnie) nie jest niedźwiedzią przysługą? uczeniem
        beztroski i niewdzięczności?
        • isma Re: Dawac tez trudno ;-))) 14.02.08, 21:39
          Taz mowie, ze wylaczam sytuacje, kiedy trzeba dzialac pedagogicznie!
          Ale akurat w odniesieniu do cudzego zycia i zdrowia to ja jakos
          lubie, zeby bylo darowane bez ogladania sie na rezultat.

          Pamietam, chichichi, taka jedna zaangazowana hospicyjnie pania,
          ktora byla zawsze bardzo zawiedziona, jak jej jakis podopieczny z
          dnia na dzien umarl: bo ona PLANOWALA tyle jeszcze dla niego
          zrobic wink)).
      • twoj_aniol_stroz Re: Dawac tez trudno ;-))) 14.02.08, 16:39
        Na pewno jest w tym wiele racji co mówisz, jest tylko jedno ale. Ta
        dziewczyna zamówiła kurację, zdecydowała się na nią i kilka osób
        (nie ja) za nią zapłaciło. Teraz jest tak, że ona te pieniądze
        wyrzuciła do kosza. Nikt absolutnie nie kazał jej tego zamawiać,
        nikt nie naciskał, tak zielarka prosiła o namysł, o czas, ale
        dziewczyna stanowczo ją zamówiła i już, tyle, że potem po prostu
        wyrzuciła i koniec. Tu nie chodzi o moje poczucie, że pomoc została
        odrzucona, bo to jest coś z czym mam na co dzień do czynienia z
        racji pewnych obowiązków. Niespecjalnie mi przeszkadza takie
        odrzucenie, bo rozumiem, że jest wiele powodów, dla których można
        pomocy nie chcieć przyjąć. Tu najbardziej uwiera właśnie to, że
        najpierw wykupiła coś bez zastanowienia, a potem z marszu wyrzuciła,
        przy okazji nie zadając sobie trudu poinformowania siostry, do
        której zwracała się po pomoc, że taką decyzję podjęła.
        • otryt Re: Dawac tez trudno ;-))) 14.02.08, 17:33
          twoj_aniol_stroz napisała:

          >Ta dziewczyna zamówiła kurację, zdecydowała się na nią
          >i kilka osób (nie ja) za nią zapłaciło.

          Czy trzeba zapłacić za kurację, która się nie odbyła? Gdyby tak
          było, już sam ten fakt kompromituje w moich oczach zielarkę. Kto
          jest nieuczciwy w tych sprawach będzie nieuczciwy w sprawach
          znacznie poważniejszych.

          W ubiegłym miesiącu zapłaciłem 640 PLN za zimowisko dziecka.
          Niestety dziecko zachorowało. W dniu wyjazdu zadzwoniłem, że jednak
          nie przyjedzie. Dostałem z powrotem 440 PLN. Rozumiem, że ponieśli
          jakąś stratę, bo mogło inne dziecko pojechać na to miejsce. Dlatego
          przyjąłem ze zrozumieniem stratę 200 PLN. Jaką stratę poniosła
          zielarka?

          • twoj_aniol_stroz Re: Dawac tez trudno ;-))) 14.02.08, 20:27
            W tym wypadku pewnie bedzie jakiś zwrot, ale nie wiem jeszcze jaki,
            mam nadzieję, że pełny. Dziś do mnie zadzwoniła i stwierdziła: "Mi
            tak naprawdę nieodpowiadala atmosfera tego domu i dlatego nie mogę
            się zdecydować". To jest dom samotnej matki, ta zielarka jest tam na
            zastępstwo za opiekunów, więc co ma piernik do wiatraka nie wiem.
            Nie istotne jej zycie, jej decyzja mnie tu nic do tego.
        • isma Re: Dawac tez trudno ;-))) 14.02.08, 21:46
          Aaaaach. Ja Twoja wypowiedz o nieplaceniu zrozumialam tak, ze pani
          zielarka sie nad dziewczyna ulitowala, i postanowila jej za darmo
          pomoc. No, to teraz juz zupelnie nie mam zludzen, jasne.
          Co za hiena.

          Natomiast co do dziewczyny, to, ja sie tam nie znam na medycynie,
          ale, zdaje sie, w stanie ciezkim mozna dializowac. No i ten... ona
          powinna byc w szpitalu raczej chyba?
          • twoj_aniol_stroz Re: Dawac tez trudno ;-))) 14.02.08, 22:29
            Była w szpitalu i została wypisana. Co do zielarki to sama prosiłam
            o tę możliwość zapłacenia za wizytę z racji już uzbieranych
            wcześniej funduszy.
            • nati1011 Re: Dawac tez trudno ;-))) 15.02.08, 09:06
              twoj_aniol_stroz napisała:

              > Była w szpitalu i została wypisana. Co do zielarki to sama
              prosiłam
              > o tę możliwość zapłacenia za wizytę z racji już uzbieranych
              > wcześniej funduszy.


              Kasiu, to teraz ja czegoś nie rozumiem. Jeszcze do przyjecia jest
              dla mnie, ze ktoś zapłacił za te zioła - bo rozumiem, że to jakieś
              gotowe preparaty - możesz tak z ciekawości podac firme lub
              producenta - skoro mają atesty?

              Ale czy płaciliście jeszcze za wizytę i rady tej zielarki? Bo to
              wydaje mi się już czymś dziwnym. JA rozumiem, ze każdy musi
              zarabiać, ale jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, by ktoś wziął kasę
              za poradę udzieloną umierającej matce pięciorga dzieci. Chyba ktoś
              całkowicie bez serca.

              Były pieniądze - ok. Jeszcze na pewno nie raz sie przydadzą.

              A co do powodów podanych przez dziewczynę - ja je odczuwam inaczej.
              Może po prostu ta kobieta nie wzbudziła jej zaufania, tylko
              wytłumaczyła ci to nieporadnie.

              Kasiu, kilku moich bliskich zmarło na raka. Wieszość historii znam z
              opowieści rodziny, byłam jeszcze mała, ale parę lat temu
              uczstniczyłam w umieraniu naszej bliskiej przyjaciółki. Też matki
              malutkich dzieci. Ja wiem, że człowiek wtedy za wszelką cenę chce
              pomóc. Traci się często rozsądek i zdolność logicznego myślenia.
              Wystarczy, ze ktoś powie o jakiejś cudownej metodzie lub leku a juz
              wydaje sie na niego fortunę i aplikuje choremu. Łudząc sie, że może
              jednak pomoże. Jeździ do bioenergoterapeutów, homeopatów,
              uzdrowicieli... Ale naprawdę warto sie zatrzymać w tym szaleństwie.
              Usiąść na chwilę i spóbować spojrzeć z innej strony. Nie każdy, kto
              obiecuje pomoc, może faktycznie pomóc. Jeżlei stan jest tak cieżki,
              ze nawet medycyna sie poddała, to nie ma co liczyć na znachorkę.
              Nikt nie udokumentował uleczenia tymi wszystkimi cudownymi
              preparatami człowieka "skreślonego" przez tradycyjną medycynę.
              Zdarzają się jednak uzdrowienia przypadków beznadziejnych. Nawet
              solidnie udokumentowane przez sałwy medyczne. Taki profesor medycyny
              staje przed komisją i mówi: z punktu wiedzy medycznej ja tego nie
              potrafie wytłumaczyć - ten człowiek był dal nas niemal już umarły,
              ale wyzdrowiał. Ale te wszystkie cuda dokonały sie za sprawą
              modlitwy. Na taki cud zawsze mozemy liczyć. Może po prostu za mało w
              niego wierzymy? Jakoś tak łatwiej uwierzyć nam, ze to zielarka coś
              pomoże, bo gdzież by tam Wilki Bóg zajmował sie takim marnym
              człowiekiem..... A może jesteśmy źli na Boga. Jak On może, matke 5
              dzieci.... Parę dni temu w moim mieście też zginęła matka 5
              maleńkich dzieci. Wyszła do miasta i nie wróciła. Wpadła na nią
              cieżarówka. Przy samym domu. Rodzina skrajnie bieda. Mieszka na
              działkach. Jak popatrzyłam na te dzieciaczki, to sama pomyślałam:
              Boże jak mogeś?! ALe przecież On widzi w tym ajkiś sens i plan,
              ktorego my nie dostrzegamy. Mamy Mu wierzyć, że nie zginiemy, bo
              ważniejsi jesteśmy niż wróble.

              Pomodlimy się.

              • twoj_aniol_stroz Re: Dawac tez trudno ;-))) 15.02.08, 10:20
                Dr Nona - to kosmetyki, co zaś do cudów i modlitwy, to czasem jest
                to samoistne uzdrowienie, a czasem po prostu człowiek, którego Pan
                Bóg postawi nam na drodze. To tak jak w tym dowcipie o człowieku
                podczas powodzi - trzy razy łódka podpływała z miejscem dla niego, a
                on twierdził, że Bóg go uratuje, w końcu utonął i z pretensją do
                Boga, a On mu na to przecież ci trzy łódki podesłałem. Czasem cud
                nie musi być taki jak rabniecie pioruna. Ja się absolutnie na Boga
                nie gniewam, bardzo mi daleko do takiej postawy, w sumie odebrałam
                dwie lekcje: pierwsza to taka, że już rozumiem co znaczy: "twoja
                wiara cię uzdrowiła", a drugi to taki, że jak ktoś nie chce uwierzyć
                w Boga to choćby Bóg przed nim stanął to ten i tak nie uwierzy. Może
                z pozoru odległe, ale ja to wreszcie pojęłam i wbrew pozorom cała ta
                sytuacja wcale nie spowodowała mojego żalu do Boga, ale raczej
                bardzo pomogła mi zrozumieć istotę wiary i Boga.
                Powiem tak, te kosmetyki by jej na pewno nie zaszkodziły, bo są
                stosowane nawet dla maleńkich dzieci, może by pomogły (z mocnym
                naciskiem na może). Że są skuteczne to akurat jest sprawdzone, nie
                na tak bardzo trudnym przypadku, ale jednak pomogły więc dlatego
                zdecydowałam się tę dziewczynę zawieźć. Co do zielarki to kobieta
                jest po studiach biologicznych, współpracuje z lekarzami i od 20 lat
                zajmuje się zielarstwem, pisze artykuły do gazet na ten temat, więc
                raczej nie jest to znachorka, która mieszka w pustelni pod lasem. To
                i tak jest w sumie teraz nieistotne, bo teraz to tylko gdybanie.
                Podczas wczorajszej rozmowy dziewczyna powiedziała mi tylko, że
                najbadziej pomogła jej rozmowa ze mną i teraz się głowię, czy przez
                durna paplaninę to ja jej nie wystraszyłam, bo że gadulstwo jest
                moją wadą to wiem, więc ...
                • isma Re: Dawac tez trudno ;-))) 15.02.08, 10:40
                  To bedzie ostatnie, co powiem, bo bym mogla pare zlych slow napisac
                  na temat wspierania ludzi zerujacych na tragediach. Dla mnie taka
                  postawa jest zlem.

                  Ale: nie bez powodu mowimy: badz wola Twoja.

                  Najwiekszym problemem czlowieka nie jest to, ze nie ma sposobu, aby
                  przedluzyc mu zycie na tyle, na ile by sie tego oczekiwalo.
                  Problemem jest niedopuszczenie do swiadomosci koniecznosci odejscia.
                  W przypadku osob z bardzo zlym rokowaniem - co mowie, bo widzialam
                  to z racji jakichs tam hospicyjnych doswiadczen - poszukiwanie do
                  ostatniego tchu mozliwosci wyleczenia jest zle dlatego, ze nie daje
                  tym osobom szansy uporzadkowania swojego zycia - staniecia w
                  prawdzie przed tym, co najwazniejsze. Odwraca ich uwage i kieruje na
                  slepy tor.

                  Utoniecie to jest wlasnie niedopuszczenie do siebie mysli, ze mam
                  zdac sprawe ze swojego wlodarstwa (byc moze calkiem rychlo!), a
                  zamiast tego - pielgnowanie przeswiadczenia, ze czlowiek, jesli
                  tylko znajdzie odpowiednie srodki, zdola Pana Boga ubiec.
                  • ula27121 Re: Dawac tez trudno ;-))) 15.02.08, 11:15
                    Po za tym to jest marskość.....z tego co zrozumiałam.
                    Słyszałam o cudach wyleczenia nowotworów ale zaawansowana marskość wątroby....to
                    trudne bardzo.
                • nati1011 Re: Dawac tez trudno ;-))) 15.02.08, 11:41
                  twoj_aniol_stroz napisała:

                  > Podczas wczorajszej rozmowy dziewczyna powiedziała mi tylko, że
                  > najbadziej pomogła jej rozmowa ze mną i teraz się głowię, czy
                  przez
                  > durna paplaninę to ja jej nie wystraszyłam, bo że gadulstwo jest
                  > moją wadą to wiem, więc ...

                  Może udała ci się rzecz o wiele piękniejsza niż uzdrowienie
                  fizyczne. Rozmowa z tobą być może przywróciła jej spokój duszy i
                  pomogła pogodzić sie z tym co nieuniknione.

                  • twoj_aniol_stroz Re: Dawac tez trudno ;-))) 15.02.08, 12:06
                    Bardzo chciałabym tak mysleć, bo wbrew pozorom nie przeraża mnie
                    myśl o jej smierci, ja w ogóle mam dość niezrozumiale lekki stosunek
                    do zycia tu na ziemi. Ona zwróciła się po pomoc, to ona prosiła o
                    znalezienie kogokolwiek, kto jest w stanie jej pomóc, to od niej
                    cały czas wychodziła inicjatywa, z naszej strony to był tylko odzew.
                    Nieważne, nie chce to nie, przecież to nie jest moje życie i ja jego
                    za nią nie przeżyję. Trudno.
    • twoj_aniol_stroz Dziękuję za opinie 14.02.08, 16:43
      Przepraszam Was bardzo, nie umieściłam jednej informacji, dość
      istotnej, a która mi umknęła, bo dla mnie była oczywista. Dziewczyna
      została wypisana ze szpitala ze stwierdzeniem, że medycyna
      konwencjonalna nic dla pani nie może zrobić, jeśli pani chce to
      proszę szukać pomocy w paramedycynie. Stąd wlaśnie ten
      transplantolog, żeby potwierdzić diagnozę beznadziejności (teraz
      kiedy piszę te słowa dziewczyna siedzi na wizycie, bo była umówiona
      na 16.30).
      Dziękuję Wam za krytyczne uwagi, przemyślę je, bo faktycznie macie
      rację. Trudno zobaczymy, bo może jednak da się dziewczynę uratować.
      • verdana Re: Dziękuję za opinie 14.02.08, 17:41
        Paramedycyna to raczej nie zielarka, ktora obiecuje złote góry.
        Ja, mimo wszystko , dziewczyne rozumiem. Kobieta dała jej nadzieje,
        pewnie w pierwszej chwili uwierzyła - kto z nas nie zgodzilby się na
        kuracje ratujacą być może zycie, nawet za cudze pieniądze.
        Ale po namysle , albo gdy ktos jej uswiadomił na co się naraza,
        przestraszyła się. Trudno, aby brała kuracje dla zadowolenia
        darczynców. Pewnie też - choc powinna - bała się zadzwonić, abyscie
        nie wypominali kosztów, albo nie namawiali jej na branie tych ziół.
        No i chyba to lepiej, niż gdyby wzięła ziola i po prostu wyrzucila -
        co było przeciez najłatwiejsze.
        • twoj_aniol_stroz Re: Dziękuję za opinie 14.02.08, 20:36
          otóż jestem po rozmowie z nią i jako koronny argument i w sumie
          jedyny podała atmosferę domu, gdzie się spotkałyśmy z zielarką.
          Wiem, że nie jest to luksusowa willa tylko dom samotnej matki,
          trudno, jest tam ubogo i mało wystawnie, ale cóż. Zielarka jest tam
          teraz na zastępstwie za opiekunów, którzy pojechali na wakacje.
          Dziewczyna nie rozmawiała wcześniej z nikim, dziś była u
          transplantologa, który niestety potwierdził wcześniejszą diagnozę: w
          obecnym stadium zaawansowania choroby medycyna nic nie jest w stanie
          zrobić dla niej, jest za słaba żeby przeżyć operację nie mówiąc o
          długim czasie oczekiwania na przeszczep. No nic, co ma być to
          będzie, mam wrażenie, że poza modlitwą w jej intencji nie pozostaje
          mi nic innego. Właśnie o tę modlitwę Was także proszę.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja