Że piękne są osoby, które kocham, to od dawna wiedziałam
(najpiękniejsze rzecz jasna te, które urodziłam

). Ale że tyle
ludzi jest pięknych... dziwię się i dziwię.
W piątek miałam ważną rozmowę z uczennicą, która jest w ciąży.
Wulgarna i wyzywająca. Ale gdy patrzyłam w jej twarz, zauważyłam,
jaki ma piękny prosty nos, jak ładnie opadają jej zewnętrzne kąciki
oczu, jaki w jej oczach wyraz zadziwienia - wbrew temu, co
wypowiadają jej usta. Na konferencji przypatrzyłam się, jak światło
odbija się we włosach koleżanki - polonistki, no naprawde ślicznie.
Szefa tak bardzo nie lubię, taki jest ...no...brrr... ale jak się
uśmiecha, to robią mu się takie śliczne zmarszczki przy ustach,
rozczulające i ciepłe. Na sprawdzianie Sandra ogryzała w zamyśleniu
końcówki włosów z grzywki - powieki opuszczone, oczy wpatrzone w
kartkę, brwi odcinały się od gładkiego czoła. Mateusz pomagał
przypinać koleżance plakat, podwinął przy tym rękawy a ręce ma takie
strasznie chude, że widac mu każdą kosteczkę i każdy mięsień. Długie
szczupłe palce, ruch ścięgien i mięśni pod skórą.
Jacy ludzie są piękni...
Może jeszcze głupiej gadam z powodu zmęczenia, może jeszcze większe
głupoty niż zwykle.
Co w Was jest pięknego?