22.01.11, 18:06
Jakos kolo roku 1987 bylem w Krakowie i mialem przyjemnosc wypicia wspanialego miodu pitnego w lokalu o nazwie "Pod pasieka". Tego smaku nie zapomne chyba nigdy. Pare lat pozniej znowu zawitalem w Krakowie i jakiez bylo moje rozczarowanie gdy sie okazalo, ze lokalu juz nie ma :/
Obserwuj wątek
    • horpyna4 Re: Knajpy.. 22.01.11, 21:26
      W roku 1970 gdzieś na Kaszubach (może to były Kartuzy) w jadłospisie knajpowym figurował "filet z dorsza z ziemniakamy". Nie była to przypadkowa literówka, tylko konsekwentnie stosowana w menu pisownia.

      Były tam również zupy "z makaronem fabrycznym". Apetyczne, co?

      A najlepszą w życiu golonkę jadłam pod koniec lat 60-tych w Łącku. Knajpa chyba nazywała się "Pod Kasztanami", albo jakoś podobnie. Mieli też fantastyczne śledzie w śmietanie.
      • oryginal23 Re: Knajpy.. 22.01.11, 23:32
        Obowiązkowy śledź po japońsku podawany do wódki w czasie wprowadzania ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi.
        "alkoholu bez zakąski nie podaje się"
        "bądź uprzejmy a będziesz uprzejmie obsłużony"
        Mamy szczęście, ze to już historia.
        23.
        • wirujacypunkt Re: Knajpy.. 23.01.11, 00:29
          Knajpki w górach,grzaniec i pogaduchy przez pół nocy.
          • tamsin Re: Knajpy.. 23.01.11, 00:52
            kanajpy mozna bylo podzielic na mordownie i te do ktorych dalo sie wejsc. Mordownie czesto byly otoczone swiezymi pawiami, pasujacymi do wystawionych w oknach tabliczek: "zapraszamy na smaczne obiady domowe"
            Mordownie znajdowaly sie w starszy, biedniejszych dzielnicach, gdzie lokalny lumpenproletariat umilal sobie godziny popoludniowe.
            • jarkoni Re: Knajpy.. 23.01.11, 09:24
              W Łodzi na Piotrkowskiej między Próchnika a Jaracza były niegdyś naprzeciwko siebie po dwóch stronach ulicy dwie knajpy: Peszt i Ludowa, obie od wieków nieistniejące. Peszt był knajpą/restauracją na poziomie, dania niby z kuchni węgierskiej, choć i tak królem był schabowy. Rewelacją był ostry gulasz na grubym placku ziemniaczanym, ogień w gębie. Ale na wódkę szło się naprzeciwko do Ludowej - mordownia gęsta od dymu, stoliki pozajmowane przez podejrzane typy, do setki obowiązkowa przekąska- albo jajko na twardo z majonezem, albo zimne nóżki, albo śledzik..Brało się najtańsze, i tak nikt tego nie jadł, było co najmniej 2-3 dniowe..
              Ale wspominam z sentymentem, bo młody studenciak byłem..
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka