Dodaj do ulubionych

Wybory w PRL.

27.07.11, 18:34
Jak pamiętacie niby wybory w PRL-u ?
Obserwuj wątek
    • tamsin Re: Wybory w PRL. 27.07.11, 20:12
      Mama szla z sasiadka glosowac, bo "problemow w pracy nie chce". Dostala kartke z nazwiskami i niebieska koperte, wsadzila te kartke w koperte bez zadnego skreslania i do pudelka. Inni glosowali bo: "paszportu nie dostane" lub "bede mial zabrudzone papiery" (cokolwiek to oznaczalo)
      Znajomy mieszkajacy we Wroclawiu bez zameldowania i nie mogac wybrac sie do pipidowki na glosowanie, dostal wiadomosc ze rodzice za niego "zaglosowali", wlasnie z powyzszych wzgledow. On byl zaszokowany jak to latwo mozna bylo za kogos zaglosowac.

      I jeszcze pamietam akcje w liceum, dostalismy liste osob ktore nie zaglosowaly i chodzilismy do nich z pytaniem czy nie potrzebuja pomocy, wiekszosc starszych ludzi byla po prostu przerazona tymi odwiedzinami.
    • tymon99 Re: Wybory w PRL. 27.07.11, 22:07
      właściwie to prawie wcale nie pamiętam. poza dwoma epizodami, już z lat 80.
      jeden, to że ściągnąłem znad wejścia do lokalu wyborczego czerwoną flagę - była z tkaniny spadochronowej, a właśnie zgubił mi się pokrowiec na śpiwór. przechodzący grubas w milicyjnym mundurze mruknął pod nosem "siódme nie kradnij".
      drugi, to że zatrudniłem się w punkcie informacyjnym. siedziałem przy stoliku w holu szkoły i zagubionym wskazywałem drogę do odpowiedniej komisji (w budynku było ich kilka). z tej okazji musiałem zobligować się do.. zachowania tajemnicy dotyczącej frekwencji, tudzież.. nierobienia zdjęć, filmów i szkiców swojej własnej szkoły.
      • bokertov1947 Re: Wybory w PRL. 28.07.11, 21:23
        Czytajac wspominki wyborczo - paszportowe na forumowych watkach, czlowiek staje sie sentymentalny. Bo przypominaja mu sie dawne - choc nie tak znowu odlegle - czasy.
        A wiec i ja cos do tematu:
        "Krotka opowiastka wyborczo-paszportowa (choc nie tak calkiem)".

        Moralisci mowia: kiedys to mlodziez byla lepsza! Czy naprawde?
        Przypominam sobie mlode lata - jakos tak krotko po osiagnieciu 18 roku zycia. Krotko przed matura.
        Z kolega z klasy, przy okazji "degustacji" patykiem pisanego, ktos wpadl na pomysl pochwalenia sie swiezo otrzymanym dowodem osobistym. Wtedy byla to zielona ksiazeczka, w ktorej znajdowalo sie miejsce na rozmaite informacje. A wiec kolega wpisal mi na ktores tam stronie pare jezykow obcych (strona zwala sie: znajomosc jezykow obcych). Byl tam chinski, no i pare innych egzotycznych. Do tego na zdjeciu domalowal mi brode. To ja mu wpisalem pare imion dzieci, na stronie na to przeznaczonej. Czy brode i wasy do tego - nie pamietam.
        Krotko potem byly jakies wybory .No i pytanie - co z tym dowodem zrobic? Na milicje - by go wymienic bylo pojsc strachliwie.
        Wiec chyba na lekcji wychowawczej, gdy o wyborach byla mowa - zaciagnelismy opinii wychowawcy - chyba czlowieka z SB. Powyrywalismy kompromitujace nas kartki (zdjecia nie dalo sie doprowadzic do porzadku), zamoczylismy dowody na pare godzin do wody - i powiedzielismy, ze przypadkowo zostaly wyprane. No i jak teraz z takim dokumentem isc do urynalu (sorry - do urny)?
        Pan wychowawca, po paru dniach polecil nam zglosic sie u konkretnego czlowieka na komendzie - i dowody wymieniono. Abysmy mogli spelnic nasz obywatelski obowiazek.
        Pozdrawiam!
        • oryginal23 Re: Wybory w PRL. 07.09.11, 10:13
          Pamiętam też sprawdzanie (chyba obowiązkowe) umieszczenia swojego nazwiska na liście
          uprawnionych do głosowania przed wyborami.
          23.
          • horpyna4 Re: Wybory w PRL. 07.09.11, 13:24
            Jak ktoś nie sprawdził, to potrafili przyleźć wieczorem do domu, żeby mógł sprawdzić. Ale takie cyrki robiono raczej za późnej komuny. I to niby było w trosce o obywatela, żeby nie stracił zaszczytnej możliwości głosowania. A przeciętny obywatel miał to całe pseudogłosowanie głęboko w d...
            • meduza7 Re: Wybory w PRL. 20.09.11, 08:48
              Pamiętam jakoś tak z końcówki PRLu agitacyjne rysunki Jerzego Flisaka, zachęcające do pójścia na wybory. Coś mi się majaczy, że był tam jakiś facecik stojący przy drogowskazie, że niby od pójścia na wybory zależy, jaką drogą pójdzie Polska.
              Mój mąż za to swego czasu twierdził stanowczo, ze za PRLu wyborów nie było ;) Tłumaczyłam mu, że były, owszem, tylko bez kampanii wyborczej - bo i po co niby - więc po prostu nie zapamiętał.
              • horpyna4 Re: Wybory w PRL. 23.09.11, 11:29
                Twój mąż miał rację - tak naprawdę to wyborów za PRLu nie było, bo nikogo się nie wybierało. Wszystko było z góry ustalone.

                Było tylko głosowanie mające na celu zamanifestowanie poparcia dla rządzącej partii. A pamiętasz, że partia była tylko jedna? Reszta to tzw. stronnictwa, czyli de facto przybudówki... razem z PZPR tworzyły Front Jedności Narodu i właśnie FJN firmował listy wyborcze. Nawoływał do głosowania bez skreśleń, bo wtedy głosy dostawali "właściwi ludzie". Na listach było ciut więcej kandydatów, niż miejsc, więc ci na ostatnich z założenia przepadali. Zawsze zastanawiałam się, czym kierowały się osoby zgadzające się na "start" ze z góry przegranych miejsc - przecież musiały mieć poczucie, że są w jakiś sposób gorsze i traktowane przedmiotowo.

                Za to wybory 1989 były dla wielu głosujących prawdziwym szokiem, bo musieli skreślić wszystkich, na których nie chcieli zagłosować. I zostawić najwyżej tylu nieskreślonych, ile było miejsc do obsadzenia. Niektórzy mieli opory psychiczne: "jak ja mogę kogoś skreślić, a może on byłby odpowiedni?"; późniejsze zastąpienie skreślania niechcianych zaznaczaniem chcianych było słuszne nie tylko ze względów technicznych, ale i psychologicznych.

    • minerwamcg Re: Wybory w PRL. 14.11.11, 23:34
      Najlepiej pamiętam wybory w 1984, w czerwcu. Wychowawczyni, bardziej głupia niż upolityczniona, walnęła nam mowę, jaki to obywatelski obowiązek, jak to jeśli chcemy iść na studia, etc. etc. Byliśmy w trzeciej klasie.
      Słuchaliśmy tak, jak wszystkiego innego co mówiła, z mieszaniną obrzydzenia i rozbawienia. Nagle strzeliło kretynce do głowy, żeby odpytywać nas po kolei, czy pójdziemy. Wszyscy coś tam mniej lub bardziej wykrętnie lub żartobliwie odpowiadali, wreszcie doszła do mnie, a ja z punktu walę, że nie, nie pójdę, nie zamierzam i mowy nie ma. Prawie przerażona, zaczęła mnie straszyć niezdaniem matury, za...ną ankietą (jakbym nie wiedziała) i innymi ciężkimi konsekwencjami. Jak się już dobrze zasapała, zapytała wreszcie: A dlaczego nie idziesz? Więc jej na to grzecznie, że wybory są w czerwcu, a ja osiemnaście lat skończę dopiero w październiku :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka