moze_doktor
09.05.06, 19:05
Z perspektywy czasu, miejsca i punktu widzenia kilka uwag:
WTEDY:
Profesor wchodzil na sale wykladowa - CISZA.
OBECNIE:
Sala na luzie, nieraz trzeba kilku minut aby do studentow (ludzi skad inad
DOROSLYCH) dotarlo, ze profesor nie tylko jest, ale i zaczal wyklad.
WTEDY:
Egzamin - garniturek, pod krawatem (ech, te upaly w sesji letniej) i te nerwy
przed maglowaniem, najczesciej ustnym.
OBECNIE:
Na luzie, testy do wypelniania koleczek (moze bardziej obiektywne, wstrzymam
sie od glosu).
WTEDY:
Autentyczny ped do nauki, zabijanie sie o slabej jakosci (technicznej!!!!)
skrypty.
OBECNIE:
Podejscie - "a tu mi wisi".
WTEDY:
Rozmowa z profesorem traktowana jako wyroznienie.
OBECNIE:
Przerywanie profesorowi wykladu trywialnymi pytaniami, np. "Kiedy bedzie
nastepny egzamin".
WTEDY:
Wyklad to byl wyklad a nie czas na rozwiazywanie krzyzowek (no, uderzmy sie w
piersi - bywalo).
OBECNIE:
Spoznianie sie i jawne ZARCIE na wykladzie, nawet w pierwszym rzedzie.
To kilka luznych mysli.
A jak Wy sie na to zapatrujecie?
PS. Jestem przedstawicielem nauk scislych w USA. Studia w PRL - UAM.