Dodaj do ulubionych

Szkoła w PRL

26.09.07, 14:17
Jak wspominacie swoje lata szkolne?Ja z przyjemnością wspominam "swoją klasę"
w której zostawiało się teczki,były szafki na przybory i nauczyciele
przychodzili do nas i nie było włóczenia się z klasy do klasy.
Obserwuj wątek
    • tamsin Re: Szkoła w PRL 26.09.07, 18:42
      ja pamietam, ze z chwila przekroczenia progu szkoly czesto wital
      mnie smrod przypalonego mleka :-) Rowniez nie wolno bylo wejsc do
      szkoly bez natychmiastowego zmienienia obuwia na kapcie. Czesto byly
      to juz dobrze dziurawe "baletki" bo nie zawsze mozna bylo dostac
      nowe. W szatni zostawialo sie paltko, ktore moglo tajemniczo zniknac
      z szatni, chociaz szatnia byla przez wozna zamykana na cztery
      spusty. Pamietam te zbiorki makulatury, kazdy dzwigal co mogl, bo
      klasa mogla wygrac jakas tam nagrode za najwiecej kilogramow
      makulatoru, ale tak naprawde to niewazne byly te kilogramy tylko
      ktora z nauczycielek nadzorowala te wazenie. Zwykle klasa ktorej
      byla wychowawczynia "wygrywala" te nagrode, chociazby mieli najmniej
      makulatury.
      • mister1 Re: Szkoła w PRL 27.09.07, 07:32
        w kiblu szkoly do ktorej chodzilem ktos napisal na scianie "Tu sie
        robi ser dla ZSRR", dyrektor-debil zadzwonil po milicje. Ci go
        szczesliwie oleli. Dyrektor po 1989 roku awansowal na kuratora.
    • luccio1 Re: Szkoła w PRL 27.09.07, 19:00
      Zaczynałem szkołę podstawową, mając jeszcze do niektórych
      przedmiotów nauczycieli, którzy przed wojną byli profesorami
      gimnazjalnymi. Takim był np. mój geograf - uciekinier ze Lwowa,
      douczający nas w zakresie prawego dolnego narożnika mapy (lewo- i
      prawobrzeżne dopływy Dniestru; węzeł źródłowy czterech rzek: Bugu,
      Styru, Ikwy i Seretu, na granicy Wołynia i Podola - dzięki temu
      czytając Słowackiego: "...bo tam, gdzie Ikwy srebrne fale płyną,
      byłem ja niegdyś, jak Zośka, dzieciną...", albo: "...tam stoi góra,
      Bony nazwana imieniem..." - wiedziałem w przybliżeniu, gdzie to
      jest; dla większości Kolegów była to odwrotna strona Księżyca).
      Potem, w liceum, polskiego uczył mnie były lektor KW - zaś u niego
      trzeba było umieć nie tylko dzień przyjścia Słowackiego na świat
      (4 września 1809), ale i godzinę! i daty "obudwóch Chrztów
      Słowackiego".
      Wiem jedno: do szkoły bym za skarby nie wrócił - ani do niczego, co
      jakkolwiek szkołę przypomina (tutaj nie pojmuję zupełnie
      fascynacji "Uniwersytetem Trzeciego Wieku").
      • nataszsza Re: Szkoła w PRL 02.10.07, 10:36
        na studiach mieliśmy wojsko, taki przedmiot bardzo nielubiany przez studentów,
        bo zajęcia zaczynały się od 8 rano i trwały z przerwani do 15, był to stracony
        dzień, nudy i siedzenie w ławce, dziewczyny na wojsku robiły na drutach, panowie
        czytali różne książki lub grali w statki. 21 marca akurat wypadło nam wojsko,
        dzień wagarowicza więc uciekliśmy z zajęć. potem było dochodzenie kto był
        prowodyrem tej akcji, potraktowano to jako akcję polityczną
        • brillen Re: Szkoła w PRL 15.11.07, 10:09
          Nudy i siedzenie w ławce? Raczej koszmar. Jeżeli ktoś wylatywał ze studiów to
          dlatego, że nie zaliczył Studium Wojskowego. Raz w tygodniu "odbywaliśmy służbę
          wojskową" Trzeba było być ogolonym,wystrzyżonym i oczywiście ubranym w mundur
          wojskowy. Musztra, taktyka, cytowanie regulaminu i "zabawy z bronią". Wykładowcy
          byli przekomiczni ale i niebezpieczni. Łatwo można było się im narazić więc,
          trzeba było tłumić w sobie śmiech i negatywne emocje. Były to piękne lata
          sześćdziesiąte; dziewczyny, wino i śpiew ale wojsko fuj...
          • ewa9717 Re: Szkoła w PRL 16.11.07, 21:27
            Wojsko w latach siedemdziesiatych: od 15.15 do 21.15. Oczywiście
            żadnych mundurów (już tylko medycyna musiała się tak męczyć).
            Oczywiście czas stracony, ale księga cytatów puchła z zajęc na
            zajęcia, sytuacje z zajęc były cudną pożywką dla naszych
            wydziałowych kabareciarzy, pisało się na wojsku (z nudów, bo tyle
            godzin wysiedzieć to niemal heroizm)kretyńskie powieści w odcinkach,
            czytało cokolwiek, no i drutowało czy szydełkowało...
            • hajota Re: Szkoła w PRL 16.11.07, 23:13
              A ktoś pamięta legendarnego majora Kuźmę? (Studium Wojskowe UW).
              Opowiadano, że został karnie oddelegowany do uczenia studentów, bo ponoć zgubił
              na poligonie armatę.
              Był jeszcze major Rżysko. Pamiętam jak dziś: "Do usztywnienia złamanej kończyny
              można użyć każdego rodzaju kija z wyjątkiem karabinu".
              • brillen Re: Szkoła w PRL 17.11.07, 00:07
                ..a nasz porucznik zlewał się Przemysławką i śmierdziało jak u fryzjera.
                Pamiętam jak razu pewnego pomylił wolna elekcję z selekcją. Trochę tam
                burczeliśmy na zajęciach a on na to " Co to wolna selekcja"?
                Oczywiscie w mudurach służyliśmy w Studium Wojskowym i wysłuchiwalismy a jakże
                pogadanek "Imperializm ciągle groźny?
              • horpyna4 Re: Szkoła w PRL 17.11.07, 09:53
                Ja nie miałam zajęć z majorem Kuźmą, ale chłopaki z mojego roku tak.
                Kiedyś wpadł do sali i zawołał:
                - Wszyscy wyciągają kartki i piszą "major Kuźma jest dupa".
                Po czym, zbierając kartki, oznajmił:
                - A teraz zaniesiemy to do GRAFOMANA (!) i dowiemy się, kto napisał
                na mapie sztabowej "major Kuźma jest dupa"...
                Z majorem Rżysko miały chyba do czynienia ciut młodsze roczniki ode
                mnie. Dziewczyny go bardzo chwaliły, bo wystarczało wypiąć biust i
                egzamin był zdany na piątkę.
                A z tą armatą, to słyszałam, że zgubił ją kapitan Burdaś i został za
                to ponoć zdegradowany ku uciesze chłopaków, których gnębił. Ale było
                to już po tym, jak skończyłam studia, więc głowy nie dam. A może
                gubienie armat było regułą u tych nieudaczników?
                • ewa9717 Re: Szkoła w PRL 17.11.07, 10:26
                  U nas (Wrocław) najpiękniejsze były wojenne opowieści majora nomen
                  omen Barana: Niemcy podchodzą pod wieś, chłopi cały dobytek, konie,
                  krowy na plecy i hajda do lasu!
                  O dowcipach typu: Verte jest nieobecny nie wspomnę...
                  • hajota Re: Szkoła w PRL 17.11.07, 15:57
                    :-)) Ja znałam podobną opowieść w wersji: "Wychodzimy z lasu. Zima, śnieg po
                    pas. A tu Niemcy. No to ja krzyczę: W żyto, chłopaki!"
                    • ewa9717 Re: Szkoła w PRL 18.11.07, 12:53
                      Widocznie prowadzący porównywalni innelektualnie i po tym samym
                      kursie :-)))

                      Bezsilna złość, że musimy tyle godzin siedzieć na tych bzdetach (no
                      i nic nie usprawiedliwiało nieobecnośi!), sprawiała, że z nudów
                      robiliśmy cokolwiek (niektóre cokolwiek w poście wyżej),
                      próbowaliśmy też wszystko nazywać w stlu "wojskowym". Pamiętam, że
                      pies składał się z tułowia ogólnowojskowego i ogona zamachowego...
                      Inne jakoś wyleciały z pamięci, a chyba były niezłe, bo
                      obśmiewaliśmy się jak norki...
                      • horpyna4 Re: Szkoła w PRL 18.11.07, 17:28
                        A jakże, dzida bojowa składała się z przeddzidzia, śróddzidzia i
                        zadzidzia... a może tyldzidzia?
                        • beata_ Re: Szkoła w PRL 03.08.13, 21:19
                          horpyna4 napisała:

                          > A jakże, dzida bojowa składała się z przeddzidzia, śróddzidzia i
                          > zadzidzia... a może tyldzidzia?

                          Zdecydowanie "zadzidzia" - przynajmniej w wersji, którą znam :-)
                          Tyle, że to nie koniec! Bo przeddzidzie dzidy bojowej składało się z przed-przeddzidzia dzidy bojowej, śród-przeddzidzia dzidy bojowej i za-przeddzidzia dzidy bojowej...
                          I to oczywiście nie koniec, bo wszystkie części się tak "rozbierało" w nieskończoność :-D
                          I było np za-śród-przed-przeddzidzie dzidy bojowej, że o dalszych nie wspomnę :-)
                          • zas_ale_pyra Re: Szkoła w PRL 04.08.13, 04:36
                            Dodam: to była KBDB - czli Krótka Bojowa Dzida Bambusowa.
                            I tak: KBDB składała się z przeddzidzuia KBDB, sród ................................ itd.
                  • luccio1 Re: Szkoła w PRL 12.04.08, 01:25
                    Znam to w innej wersji:
                    "towarzysz Vacat zgłosi się do mnie jutro o dziewiątej!"
        • renia.s14 Re: Szkoła w PRL 18.11.07, 20:17
          Jak opowiadam swoim dzieciom to mi nie wierzą,ale my w podstawówce w
          szkole byliśmy jak wojsko.Na przerwie chodziliśmy parami a środkiem
          maszerował nauczyciel z kijem.Nikomu nie wolno było przyjsć na drugą
          stronę korytarza bo zaraz zarobił tym kijem.Ale najgorzej
          zapamiętałam dentystkę szkolną.Myślę że dziśiaj ta pani byłaby bez
          pracy.Wyrywała nam zęby bez znieczulenia i lała nas po twarzy jak
          dzieciaki wrzeszczały. sama na własnej skórze tego doświadczyłam .
          • ewa9717 Re: Szkoła w PRL 18.11.07, 20:50
            Łomatko! Rzeczywiście, w podstawówce jakiś czas chodziliśmy parami
            dookoła korytarza! Tęskniło się do dzwonka na lekcję :-)))
            A dentystę i lekarza szkolnego, i owszem, mieliśmy. Nie był to
            dentysta-sadysta, prowadzano nas co miesiąc na przeglądy, a potem
            pan doktor zapisywał na wizyty i nie było takiego, który próbowałby
            się wykręcić. No ale zęby mieliśmy w porząsku...
            • yanga Re: Szkoła w PRL 13.04.08, 15:16
              Jejku, może chodziłysmy do tej samej szkoły? U nas chodziło się
              czwórkami dookoła sali gimnastycznej, ale nikt nas z kijem nie
              gonił, tylko pani przygrywała na pianinie różne marsze i skoczne
              melodyjki. To była konieczność, bo nie było dokąd wygonić na przerwę
              całej szkoły tak, żebyśmy sie nie pozabijali. Ale jak się zrobiło
              ciepło, to wolno było wychodzić na dwór. Wtedy chłopaki grały w
              zośkę, a dziewczynki w "aniołek-fijołek".
      • yanga Re: Szkoła w PRL 13.04.08, 15:07
        I jeszcze:
        "I miło mu było, gdy ujrzał te skały
        Nad ciemnym Smotryczem, gdzie orzeł żył biały
        I wił sobie gniazdo, nadziei był gwiazdą,
        Po nieba szybując błękicie".
        • yanga Re: Szkoła w PRL 13.04.08, 15:10
          No kurczę, to oczywiście było do Luccia, a propos pana od geografii.
    • brillen Re: Szkoła w PRL 19.11.07, 00:20
      ...ale podłogi z desek o kolorze czarnym i o specyficznym zapachu to nie
      pamiętacie. Chodziło się (jeszcze w latach pięćdziesiątych) po tej podłodze nie
      w żadnych tam kapciach ale normalnie w trzewikach, czasem boso i nogi wtedy
      bywały niedomyte, bo trzeba było trochę się wysilić żeby je umyć...A była
      nasączona oliwą chyba i wszystko po to żeby się nie kurzyło. Kto biegał po
      takiej podłodze?
      • horpyna4 Re: Szkoła w PRL 19.11.07, 11:22
        Ja też w latach 50-tych, ale po pastowanym parkiecie i w kapciach.
        Może zależało to też od tego, czy był to przedwojenny budynek, czy
        nowy? Bo w tych starych to na pewno była czarna podłoga.
        Jeżeli chodzi o utrzymanie czystości i połysku, to co jakiś czas po
        długim korytarzu zasuwała woźna (tytułowana przez smarkaczy "ciocią")
        pchając przed sobą wielką szczotę do zamiatania luźno owiniętą w
        kocowatą szmatę.
        • klara551 Re: Szkoła w PRL 21.11.07, 08:56
          A mieliście takie okropne drewniane dwuosobowe ławki ?Starsi
          nauczyciele w czasie tłumaczenia tematu kazali nam siedzieć z rękami
          założonymi za plecy/ponoć zapobiegało skrzywieniu kręgosłupa/ I
          jeszcze wspomnienie z pierwszej klasy-jak dostałam od nauczyciela w
          ucho ,to powiedziałam,że bic to mnie może mój ojciec i wyszłam z
          klasy. Szkoła zachowała się poprawnie,bo zanim dotarłam do domu ,już
          był u rodziców wożny z zawiadomieniem że wyszłam ze szkoły bez
          pozwolenia/no i lanie było.
          • horpyna4 Re: Szkoła w PRL 21.11.07, 10:43
            Oczywiście, takie ławki z pochyłymi pulpitami i wpuszczanymi w dziurę
            kałamarzami były różnej wielkości. Stanowiły wyposażenie klas I - IV.
            Klasy V - VII (podstawówka miała wtedy 7 klas), to już dwuosobowe
            stoliki, również z dziurą na kałamarz, ale z poziomymi blatami i
            osobnymi krzesłami.
            • luccio1 Re: Szkoła w PRL 12.04.08, 23:56
              horpyna4 napisała:
              > Klasy V - VII (podstawówka miała wtedy 7 klas), to już dwuosobowe
              > stoliki, również z dziurą na kałamarz, ale z poziomymi blatami i
              > osobnymi krzesłami.

              W moim przypadku - zasiadłem przy stoliku dopiero w liceum. Nie we wszystkich
              klasach były krzesła - w niektórych taborety bez oparcia.
      • luccio1 Re: Szkoła w PRL 19.11.07, 20:49
        Po podłodze z oliwionych desek chodziłem przez zimę r. szk. 1961/62
        w kl. I szkoły podstawowej (SP nr 4 w Krakowie - barak przy ul.
        Wygoda [ten barak wzniesiono w r. 1914, kiedy główny budynek szkoły
        przy ul. Smoleńsk został - podobnie jak budynki innych szkół -
        zajęty na szpital polowy; po I wojnie światowej, za Polski
        Niepodległej, ilość dzieci uczęśczających do szkoły wzrosła w
        porównaniu z okresem zaboru na tyle, że były potrzebne szkołom i
        stare budynki, i baraki z okresu wojennego]).
        Jeszcze później, w l. 1969/70 - 1972/73, chodziłem po oliwionych
        parkietach w budynku I LO im. Nowodworskiego (gmach oddany do użytku
        w r. 1898).
    • brillen Re: Szkoła w PRL 19.11.07, 23:46
      Pod koniec wakacji to już tęskniłem za szkołą. W deszczowe wakacyjne dni, gdy
      już przeczytałem Świat Młodych i poogladałem Tytusa Romka i Atomka to zabierałem
      się za ksiażkę go polskiego, czytałem historię z klasy do której miałem chodzić,
      podglądałem geografię. Tuż,tuż przed 1 września odbywało się obkładanie szarym
      papierem książek i zeszytów. Potem liźnięcie naklejki, podpisywanie i..czekanie
      na pierwszy dzwonek. A potem to juz normalka, bywały gorsze i lepsze dni. Taka
      książka do geografii była zupełnie niepotrzebna bo nauczyciel na każdej lekcji
      przynudzał nas nas geologią (pewnie robił zaoczne studia wtedy i siedział w tym
      temacie) Ciekawe, jaki temat zapisywał w dzienniku. Ale tak to było w PRL-u.
      Pisało się tak a mówiło się siak. Albo, palenie papierosa na lekcji, oczywiście
      przez nauczyciela (!)
      P.S. wspomnienia sprzed 47 lat
    • luccio1 Re: Szkoła w PRL 20.11.07, 21:19
      Mój wychowawca w liceum też palił na lekcji.
      • woman-in-love Re: Szkoła w PRL 12.04.08, 14:09
        a my mieliżmy fozyka-palacza, dzięki temu wysmienicie znaliśmy optyką. Ze szkodą
        dla innych działów tego przedmiotu. Co ma optyka do palenia? Otóż fizyk nasz
        zasłaniał okna, ustawiał systemy soczewe, pryzmaty lub coś w tym stylu, natępnie
        zapalał poapierosa, żeby zadymić powietrze, bo wtedy mogliśmy śledzić drogę
        promienia światła hehehe
        • woman-in-love Re: Szkoła w PRL 13.04.08, 15:20
          a do naszej-klasy zapisaliście się?
          • woman-in-love nazwy przedmiotów: rok 1955 16.04.08, 16:20
            Polski, Rachunki, Śpiew, Rysunki, Przyroda, Gimnastyka. I komu to
            przeszkadzało???
    • plater-2 Re: Szkoła w PRL 02.08.13, 20:50
      Ja tez czytalam Swiat Mlodych i zbieralam "tytusy".

      I tez w czasie wakacji czytalam podreczniki szkolne... I tez na przerwach kazano nam parami chodzic. Mysle, ze to dlatego, ze w zimie nie mozna nas bylo wypuscic na boisko, a szkola pekala w szwach od dzieci. Inaczej powpadalibysmy na siebie i jeszcze by ktos oko stracil.


      Na wojsku dzialy sie wspaniale rzeczy.

      1. Film instruujacy jak odebrac porod uliczny, potem dyskusja. najwazniejsze "NIE WPYCHAC DZIECKA DO SRODKA"
      2. Opowiesci o powodziach i trzesieniach ziemi, w ktorych uczestniczyli panowie wojskowi. Jak to kiedys za Gomulki w czasie powodzi wojsko z narazeniem zycia przewozilo ludnosc z zalanego terenu amfibiami przez Wisle. Kazdy uratowany dostawal zasilek 5oo zl. Totez ludzie ci, w tym "kobiety w trakcie porodu" (jak sie wyrazil pan wojskowy) kilka kilometrow dalej przechodzili po krze i zglaszali sie do uratowania , niektorzy po kilka razy.

      Na zajeciach wojskowych pelnilo sie dyzur na korytarzu po dwie studentki przy stoliku. W zaszycie zapisywalo sie, kto o ktorej godzinie z jakiej klasy wyszedl i gdzie sie skierowal (najczesciej do WC). Jak przechodzil WAZNY WOJSKOWY nalezalo rozpoznac stopien, wstac i meldowac "Obywatelu .... studentka X melduje ze w czasie pelnienia dyzuru nic waznego nie zaszlop". !


      Najsmieszniejszy cytat studium wojskowego 1976 : "Kto sie bedzie spoźnial na zajecia , bedzie mial osobisty stosunek z pulkownikiem Majewskim, a to nie jest przyjemne. Wiem, co mowie, bo juz raz mialem"



    • beata_ Ja tam nie wiem, ale... 03.08.13, 21:57
      ... dla mnie podstawówka to było pasmo wielkiej szczęśliwości - pomijając oczywiście klasówki w klasach wyższych, bo w niższych to była pestka i prawie nie pamiętam, że były jakieś dyktanda i inne takie :-)
      Owszem - raz dostałam drewnianą linijką w łapę, ale to wszystko. Mało kto zresztą dostawał i z rzadka - trzeba sobie było na prawdę mocno zasłużyć. Co ciekawe nie pamiętam, CO narozrabiałam, że dostałam! :-) Tak więc zero traumatycznych wspomnień, żadnych psycholi wśród nauczycieli i żadnej nachalnej indoktrynacji - może to już nie te lata były i liczyło się co innego? :-)
      Na przerwach latało się po dziedzińcu i dalej (jak przerwa była dłuższa) - ogrodzony teren szkolny był spory. Zimą - po korytarzach, a nauczyciele mieli z nami Krzyż Pański. Teraz tak to widzę - bo wtedy patrzyło się (a raczej w ogóle się nie patrzyło) z zupełnie innej perspektywy. :-)

      Klasa I - VIII w latach 66-74. Do czwartej klasy mieliśmy jedną ukochaną "Panią", od piątej już inna wychowawczyni i co przedmiot, to inny nauczyciel w "jego pracowni" na pierwszym piętrze. Jezzzzzu! Jak myśmy chcieli (jako te młodsze dzieciaki) dorosnąć wreszcie do tego pierwszego piętra! :-)))
      • beata_ Aha! 03.08.13, 22:12
        W klasach I-IV (na parterze) były drewniane dwuosobowe ławy w jednym kawałku, z pochyłym blatem i dziurą na kałamarz - u nas blaty umalowane były na soczysty, zielony kolor. W klasach i "pracowniach" na pierwszym piętrze były już stoliki-ławki - poziome i bez dziury + 2 krzesła. Dziur na kałamarz w nich nie było, bo piątoklasista pisał już długopisem albo (częściej wtedy) piórem wiecznym, więc były zbędne :-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka