asica74
18.09.05, 18:47
Mieszkalysmy na stancji na ulicy Okrzei w Lublinie. Byl to dom otwarty,
czesto wracajac pozno do domu zastawalam kogos spiacego w moim lozku. Wiele
ludzi mialo u nas tzw. mete, a przy licznej rodzinie mojej Kaski, przewalal
sie przez nasze progi nieprzerwany tlum.
Kiedy pierwszy raz otworzylam mu drzwi, odebralo mi wzrok, sluch i wladze w
nogach. Wysoki, przystojny a na dodatek fajny i do rany przyloz. Kuzyn Kaski.
Chlopak, ktory sie mocno zdenerwowalal, gdy Kaska, przy 7 wypitce wyznala mi,
ze on jeszcze do tej pory ma swoj maly, wylenialy kocyk z dzicinstwa, w ktory
wtula twarz idac spac. Siatkarz napalony, chory bez niedzieli na meczu.
Chlopak, ktory mial romans z moja kolezanka, a kiedy ta puscila go bokiem,
przestalam sie do niej odzywac, bo takich rzeczy sie nie robi takim fajnym
ludziom, jak Maciek. Chlopak, z ktorym sie chodzilo na koncerty.
Po studiach juz sie nie widzielismy, ale przez ciagly kontakt z Kaska,
wiedzialam, ze sie ozenil, ze mieszkaja z Asia w Warszawie, ze Asia robi
kariere. Ze zebral cala druzyne siatkarzy i graja co niedziele. Ze awansowal
w pracy. Ze czekaja na jakies swieczniki 2 tys. zl kazdy. Ze troche sie
zmienil, ale ostatnio znow ponawia stare kontakty.
W piatek wieczorem pojechali z Asia, na urlop na Mazury. Nie dojechali.
Zatrzymali sie na jakims drzewie na trasie. Ciala zostana przewiezione, by
pokazac je przed pogrzebem rozstrzesionym rodzicom, zaplakani krewni ucaluja
trumne, koledzy pochyla glowy i pomysla: "dobry chlopak byl i malo pil".
Nad ich duszami niech panuje spokoj.
Maciek, zegnam cie ze lzami...