tranzyt80
06.08.07, 19:40
Przypomne sie dla niewtajemniczonych.Jeszcze przed kilkunastu dniami
zaliczalem siebie do niepijacych alkoholikow,mimo ze niektorzy
forumowi AA-owcy(szczegolnie AAugustow)uwazali mnie tylko
za "pijaka".Cieszylem sie z tego okreslenia.Nie wypilem zadnego
alkoholu trzy lata.Po trzech latach totalnej abstynencji(minelo w
czerwcu tego roku),bedac w lipcu na miesiecznym urlopie,kupilem
kilkanascie dni temu,spontanicznie,nagle,dwa puszkowe piwa.Do
dzisiaj nie wiem dlaczego wogole je kupilem i to na dodatek nie
jedna,ale od razu wziolem dwie puszki.Wypilem tylko jedna.Po wypiciu
pierwszej puszki,o moich jeszcze "goracych" odczuciach,nasmolilem
cos tam w watku "Skok z dziesiatego pietra...Deosiu".
Ale posluchajcie jaki byl ciag dalszy.
Drugiej puszki piwa nie zapomnialem.Lezala caly czas w samochodzie,
pod siedzeniem,czekala... .Minelo kilka dni.Kilka dni to kilka
imprez,spotkan i wyjsc wieczorowych.Tak jak to jest z regoly na
urlopie.Wszedzie tam podawano alkohol.A wieczorami,szczegolnie na
rynku,zapelnione byly wszystkie restauracje i kafejki.Wszedzie
piwo,piwo,piwo... .Chyba wszyscy zwariowali na punkcie tego
piwa.Smialem sie.
Nie widzialem by ktos pil wodke czy wino.A ja jako jedyny jadlem
lody...
a i tak wysychalo mi w gardle...chcialem piwa.Ale tego jednego piwa
nie zamowilem,chocby z tego powodu,ze bylem autem.A moze dlatego nie
chcialem przyjechac tu taxi...choc znajomi nalegali?Ok!Przyznaje
sie.Chcialem byc jakoby podwojnie zabezpieczony.Nie wierzylem sobie.
Tego wieczoru,po powrocie do domu,wypilem ta moja druga i ostatnia
puszke piwa,wypilem bo chcialem jak wszyscy...nic nie
poczulem,zreszta jak i za pierwszym razem.Czyzbym byl wyleczony?
Pomyslalem.Ale przeciez z alkoholizmu nie ma zadnego
wyleczenia.Wyleczenie to dozgonne niepicie.Wszystko inne to
oszukiwanie siebie...No wiec jak to jest ze mna?Pytalem sie w
ciszy...Moge pic czy nie...moze tylko w malych ilosciach?Moze male
ilosci alkoholu moj organizm dzielnie zwalcza.Wodki nie rusze,nie
wierze jej... .Zasnalem.
Temat zawiesilem gdzies tam,daleko ode mnie,moze w powietrzu,moze w
chmurach,czas pokaze.Pomyslalem,ze nie ma o czym myslec.
Urlop lecial dalej swoim tempem,co dzien to krotszy,ale dobry humor
mi dopisuje i ciekawych pomyslow na spedzanie urlopowego czasu tez
mi nie brak.I tak podgwizdujac sielankujac,kiedys tam,znowu jakos
tak nagle, pomyslalem,dlaczego nie mial bym sobie kupic dwoch
piweczek,tak do kielbasek z grillala...(grilowac nie lubie;).Kupilem.
Wypilem jedno po drugim.Duszkiem...Nawet nie wiem kiedy wskoczylem w
letni garnitur,juz siedzialem w taxi,centrum prosze,starym stylem
rzne teksty o swiecie i zyciu do taksowkarza.Po drodze zaliczam
bankomat.Potem znana knajpa.Bar.Piwo.Znajomi.Ja gadam glosno,chyba o
dupie marynie i popijam...i popijam piwo.Znowu taxi,jedna,potem
druga,i to samo z knajpami.Zabieram jakis kumpli.Gdzies ich gubie
lub sami sie pogubili.W srodku nocy hazarduje ostro na forse i
pije...i gram.Na nastepny dzien nie pamietam za bardzo
szczegolow.Jak we mgle przypomina mi sie wyjacy alarm,chcialem wejsc
do domu od tylu a zapomnialem o wlaczonym alarmie.Acha,z rana
zauwazam,ze jestem lzejszy o kilka kawalkow.Nic sie nie nauczylem.
Jestem ten sam "wariat" do i po alkoholu,co bylem przed trzema laty,
choc bylem przekonany na sto procent,ze jest ze mna inaczej.Mylilem
sie.
Ze wszystkimi niepijacymi alkoholikami jest zapewne tak samo,a jak
ktos mi nie wierzy,niech sam sprawdzi...:)
Uwazalem to za moj obowiazek,mimo ze mi jakos bardzo
glupio,przekazac Wam,To moje,dla mnie nowe,alkoholowe doswiadczenie.
Pozdrawiam Wszystkich!