sigvaris
21.03.05, 21:17
Nie wiemy co to jest. Szukamy 3-ci miesiąc. Byliśmy w CZD, szpitalu AM na
Działdowskiej, u wielu lekarzy prywatnie. Medycyna klasyczna de facto nie
dała nam nic, poza werdyktem lekarzy: "współczujemy Wam, ale musicie poradzić
sobie sami".
Wylądowaliśmy w końcu w Vega Medica u doktor Mikołajewicz, która podała
dziecku leki homeopatyczne:
czopki Exmykehl
krople Sankobi
krople Citrokehl
granulki Fractal Vortex.
Podaliśmy naszemu dziecku leki homeopatyczne zgodnie z powszechną opinią, że
nie mogą zaszkodzić, nawet jeśli nie pomogą.
Jest 6 doba podawania tych preparatów. Martusi wyskoczyła pleśniawka w buzi i
je połowę tego co dotychczas (czyli bardzo, bardzo mało)!
Nie wiem, czy dobrze zrobiliśmy. Możecie nam jakoś pomóc?
Poniżej w dużym skrócie historia "choroby", ale nie wiem co w tym jest
istotne do rozpoznania...
Antybiotyk dostałam jak mała miała 2 tygodnie. Byłam bardzo chora. To był
Augmentin i lekarze zarzekali się, że nie jest to szkodliwe dla małej. Brałam
go 21 dni i karmiłam piersią.
Jak mała miała 5 tygodni, ja wylądowałam w szpitalu. Rozpoznanie u mnie:
wrzodziejące zapalenie jelita grubego. Straciłam pokarm w ciągu 1 dnia. Marta
z dnia na dzień przeszła na NAN. Po miesiącu miała krostki na buzi, ale
zeszły.
Marta na początku każdego karmienia płakała, miesiąc później od rozpoczecia
karmienia butlą. Jadła, ale w małych ilościach. Miała zielone kupy ze śluzem.
Jak miała 3- 3,5 miesiąca zaczęły się problemy z "naprężaniem" i
krzyżowaniem nóżek. Przeszliśmy TOTAL. Pierwsze podejrzenia: padaczka lub
porażenie mózgowe. Było Centrum Zdrowia Dziecka (CZD) i oddział neurologii,
potem Szpital Akademii Medycznej. Werdykt: onanizm wczesnodziecęcy.
Ponieważ mało przybierała, jak miała 4,5 miesiąca, miała robioną phmetrię i
cystografię (wszystko OK) i ostatecznie przeszliśmy z NAN-a na Nutramigen.
Ciągle są zielone kupy. Ale Marta zdwoiła swoją wagę urodzeniową prawie
dokładnie na swoje półroczku.
Od 4,5 miesiąca życia Marty jesteśmy przy niej non-stop, zgodnie z zaleceniem
lekarzy odwracamy jej uwagę od "naprężania".
W międzyczasie byliśmy u neurologów, psychologów, seksuologów. Nic nam nie
powiedzieli. Nic. Tyle, że mała jest za mała ... i oni nic nam nie mogą pomóc.
Mamy za sobą (na własne życzenie) ginekologię (wymazy, OK) i endokrynologię
(wymaz OK).
Jesteśmy w trakcie badania kału na lamblię, kolejnych posiewów moczu.
Przy wietrzeniu pupy - nie ma naprężeń, więc teoria o onaniźmie chyba nie do
końca jest prawdziwa.
Proszę, może ktoś będzie mógł nam pomóc!