Dodaj do ulubionych

Feminizm????

01.01.03, 02:14
Zachodze w glowe po co istnieje isntytucja feminizmu.

1. Faceci nie maja tego problemu --> jezeli ktos im
podpada to sie organizuja pod haslem zwalczania
problemu a nie szukania nierownosci "pciowej".

2. Jakos nigdy nie widzialem "kina meskiego",
"literatury meskiej". Po co w takim razie kino kobiece
i literatura kobieca. Przeciez takie sformulowania od
razu stawiaja ja/je jako cos odrebnego a nie
przynaleznego kulturze.

Flyer
Obserwuj wątek
    • Gość: Maciej bardzo dobre pytania n/tx IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.01.03, 10:57
    • efcia5 Bardzo niemadre pytania 02.01.03, 10:21
      flyer napisał:

      > Zachodze w glowe po co istnieje isntytucja feminizmu.
      >
      > 1. Faceci nie maja tego problemu --> jezeli ktos im
      > podpada to sie organizuja pod haslem zwalczania
      > problemu a nie szukania nierownosci "pciowej".

      Kobiety robią to samo. Nie organizują się pod hasłem "szukania nierówności" bo
      tego szukać nie trzeba, to widać gołym okiem (choćby nierówne płace) tylko pod
      hasłem zwalczania problemu.


      >
      > 2. Jakos nigdy nie widzialem "kina meskiego",
      > "literatury meskiej". Po co w takim razie kino kobiece
      > i literatura kobieca. Przeciez takie sformulowania od
      > razu stawiaja ja/je jako cos odrebnego a nie
      > przynaleznego kulturze.

      Ponieważ kino czy literaturę tworzyli mężczyźni, więc siłą rzeczy są one z
      natury "męskie" a poniewaz jak może zauważułeś połowę ludzkości stanowią
      kobiety to sztuka powinna zawierać także i kobiece widzenie świata którego do
      pewnego momentu była pozbawiona.

      >
      > Flyer
    • Gość: doku Chłopczyku, ktoś powinien Cię uświadomić IP: *.mofnet.gov.pl 02.01.03, 10:29
      flyer napisał:

      > Jakos nigdy nie widzialem "kina meskiego",
      > "literatury meskiej".

      Nie namawiam Cię oczywiście do oglądania pornografii, ani do horrorów czy kina
      akcji, bo to są produkcje niskiej jakości, nie warte straty czasu. Ale jednak
      powinieneś wiedzieć, co oglądają niektórzy dorośli, choćby dla wiedzy samej.
    • uli Re: Feminizm???? 02.01.03, 12:48
      > 1. Faceci nie maja tego problemu --> jezeli ktos im
      > podpada to sie organizuja pod haslem zwalczania
      > problemu a nie szukania nierownosci "pciowej".

      organizują się, mój drogi: Marsz miliona, organizacja Dotrzymujących Obietnicy
      i jeszcze parę- oni wszyscy uwazają, że są dyskryminowani przez
      równouprawnienie i żądaja przywrócenia tradycyjnego podziału ról, uważają, że
      homoseksualisci nie mogą np. zawierać malzeństw, dyskryminuja wszystkie grupy
      etniczne prócz afroamerykanów i inne takie stare historie. Te grupy istnieją
      głównie w USA, i są jednak, trzeba Ci tu przyzać rację, niewielkim % w
      porównaniu z np. ruchami kobiecymi, zarówno pod względem liczebności, jak i
      organizacji.
      >
      > 2. Jakos nigdy nie widzialem "kina meskiego",
      > "literatury meskiej". Po co w takim razie kino kobiece
      > i literatura kobieca. Przeciez takie sformulowania od
      > razu stawiaja ja/je jako cos odrebnego a nie
      > przynaleznego kulturze.

      tak, ponieważ przyjeto, że to własnie męski punkt widzenia jest punktem,
      narracją, strukturą własciwą całej ludzkości. Zakłada się więc, że kobiety
      postrzegaja świat tak jak mezczyźni, a wszelkie odchylenie od normy to właśnie
      odchylenie kobiece. to uwydatniło sie szczególnie 2 wieki temu i pokutuje do
      dziś- slady freuda i ówczesnego wiednia można do tej pory znaleźć w prawie
      kazdym filmie, np. thrillery hichcocka operują kompleksem edypa itd. nawet
      jezeli oficjalnie każdy z nas mów "dziadek freud miał niezłego bzika" to ślady
      jego przemyśleń w mniej lub bardziej trwały sposób są obecne w naszym sposobie
      postrzegania świata. i uważam, że to co on powiedział, było kulminacyjne dla
      pewnego sposobu postrzegania kobiety przez cywilizację zachodu (ekspansywną,
      nie omieszkam dodać, pzedkładającą kulturę nad naturę)- np. teorie darwina,
      strategia doboru naturalnego, spotkały się z taką negacją, odrzuceniem-
      ponieważ godziły w podział: mężczyzna-aktywność, kobieta-pasywność. to byo nie
      do pomyslenia, ze kobieta może- nawet nieświadomie- dokonywać wyboru.

      teraz konkretnie: kobiety nie okreslają swojej twórczości jako twórczości
      kobiecej- przecież posługują się swoim językiem, swoją percepcją, i swoim
      sposobem pisania. to krytycy- rózni krytycy- wodrębili ten nurt pisarstwa- tak
      jak literatura iberoamerykanska ma jakis wspólny wyróznik, tak literatura
      kobieca ma pewne wspólne cechy. co nie znaczy, ze tokarczuk pisze tak jak
      gretkowska, tak jak i g.g. marquez nie pisał przecież tak samo jak cortazar.

      i nie rozumiem tego oburzenia, ze to niepotrzebne- ostatecznie kobiety napisały
      dużo mniej książek niz męzczyźni, tak samo jak kamera przez długi czas była
      wyłacznie męską zabawką.

      wydaje mi się też, że sami tworzymy swój kanon literatury, filmu, sztuki- nikt
      nie każe nam lubić np. obrazów Fridy Kahlo, tak samo jest z ecriture feminine-
      wypada znac, ale przeciez nie trzeba się zgadzać.

      jesteś odbiorcą, który mówi "nie" no i spoko- to twoja sprawa.
      • b.u.zz Re: Feminizm???? 02.01.03, 13:04
        zula:
        "np. teorie darwina,
        strategia doboru naturalnego, spotkały się z taką negacją, odrzuceniem-
        ponieważ godziły w podział: mężczyzna-aktywność, kobieta-pasywność. to byo nie
        do pomyslenia, ze kobieta może- nawet nieświadomie- dokonywać wyboru."

        nie ukrywam, ze dla mnie to nowosc. czy tego wlasnie ucza na kobiecych studiach
        plciowych? zadziwiajace, jak niektorym wszystko sie kojarzy..
        b.
        • uli Re: Feminizm???? 02.01.03, 13:27
          buzz, to fakt, nie jakastam luźna interpretacja...tak mnie uczyli w liceum.
          moze moja biologiczka też była feministką, nie wiem. może była w podziemiu:-)

          spytaj doku.

          PS> moim zdaniem to niegrzeczne, że wszystkie rzeczy które piszę, postrzegane
          są przez pryzmat moich podyplomowych studiów, na których byłam 4 razy. Spłycasz
          mnie.
          • b.u.zz Re: Feminizm???? 02.01.03, 15:14
            pod zadnym pozorem nie mam zamiaru cie splycac, natomiast mam wrazenie, ze ty
            wzbogacasz historie o nowe elementy (choc niestety wydumane). ewolucjonizm
            spotkal sie z krytyka, gdyz (rzekomo) zmienial wizje czlowieka jako tworu boga.
            robil to z reszta na dwa sposoby: 1. nie zgadzal sie z doslownym opisem z
            ksiegi rodzaju w ktorym czlowiek powstal od razu, 2. przypisywal czlowieka do
            swiata zwierzat, spokrewniajac go z malpami oraz wszystkimi innymi zwierzetami.
            to jest z reszta do dzisiaj powodem, ze pewne odlamy konserwatywnych
            chrzescijan do dzisiaj nie uznaja tej teorii.
            natomiast, jak pisalem, nie spotkalem sie z wyjasnieniem, ze ewolucjonizm
            zabral cos mezczyznom, a dal kobietom (wylaczajac historie z zebrem adama). ale
            dobrze, oswiec mnie, z checia poczytam.
            pozdrawiam
            b.
            • Gość: tad Zulo....... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 02.01.03, 16:56
              ......po raz kolejny pytam: co sprawia, że dane dzieło jest feministyczne?
              • Gość: uli ... IP: *.leased-02.binet.pl 03.01.03, 13:51
                zajmuję sie kinem, literaturą słabiej, że tak powiem 'pasjami'. po obiedzie
                mogę ci poopowiadać o kinie feministycznym. o literaturze feministycznej mogę
                co-nieco napisać, ale wiem na ten temat niewiele. to nie moja działka, niech
                zrobi to ktoś, kto lepiej zna się na ecriture feminine. główna różnica
                pisarstwa kobiecego od pisarstwa tradycyjnego to jakby 2 rodzaje zagniezdżania
                fabuły, pisarstwo kobiece- wielowątkowość, struktura cebuli, narracja operująca
                zarówno ciszą jak i krzykiem, pisarstwo tradycyjne- struktura brzoskwini,
                wszystkie wątki zmierzaja do jednego celu- rozwiązania.
                • Gość: tad Re: ... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 04.01.03, 10:02
                  Gość portalu: uli napisał(a):

                  > zajmuję sie kinem, literaturą słabiej, że tak powiem 'pasjami'. po obiedzie
                  > mogę ci poopowiadać o kinie feministycznym.


                  Dobrze - czekam na opowiść o kinie feministycznym.


                  o literaturze feministycznej mogę
                  > co-nieco napisać, ale wiem na ten temat niewiele. to nie moja działka, niech
                  > zrobi to ktoś, kto lepiej zna się na ecriture feminine. główna różnica
                  > pisarstwa kobiecego od pisarstwa tradycyjnego to jakby 2 rodzaje
                  zagniezdżania
                  > fabuły,


                  Tremin 2 rodzaje zagnieżdżenia fabuły, jest pusty, do czasu, aż wyjaśnisz na
                  czym owo zagnieżdżenia polaega (chyba, że polega ono na tym, o czym piszesz
                  poniżej)



                  >pisarstwo kobiece- wielowątkowość, struktura cebuli, narracja operująca
                  > zarówno ciszą jak i krzykiem, pisarstwo tradycyjne- struktura brzoskwini,
                  > wszystkie wątki zmierzaja do jednego celu- rozwiązania.


                  To wydaje mi się różnicowaniem na siłę. Trudno mi uznać "wielowątkowość"
                  i "strukturę cebuli" za cechy pisarstwa akurat "feministycznego".
                  A znana od setek lat "powieść szkatułkowa"? W Polsce najbardziej znany jej
                  przykład to "Pamiętnik znaleziony w Saragossie" Potockiego. Trudno o coś
                  bardziej wielowątkowego i cebulowatego! Również "operowanie zarówno ciszą jaki
                  i krzykiem" to standard, a nie cecha wyróżniająca akurat
                  pisarstwo "feministyczne".
                  Co do "zmierzania prosto do celu" w powieści tradycyjnej i "cebulowatości"
                  feministycznej, to różnica ta (choć z tym zmierzaniem prosto do celu dawnej też
                  różnie bywało), wydaje mi się raczej różnicą pomiędzy pisarstwem tradycyjnym, a
                  współczesnym, a nie pomiędzy pisarstwem feministycznym, a resztą.
                  • uli Re: ... 04.01.03, 11:51
                    > Dobrze - czekam na opowiść o kinie feministycznym.

                    to moze być w środę, gdyż mam sesję, a jest to temat baaardzo obszerny.
                    >
                    > Tremin 2 rodzaje zagnieżdżenia fabuły, jest pusty, do czasu, aż wyjaśnisz na
                    > czym owo zagnieżdżenia polaega (chyba, że polega ono na tym, o czym piszesz
                    > poniżej)

                    tad, chłopcze, sięgnij do teorii literatury i poczytaj co nieco. ja nie mam
                    czasu, zeby wszystko tłumaczyć, z resztą moja widza na ten temat jest NIKŁA.
                    spytaj kogoś, kto się zna, albo sam poczytaj. najogólniej chodz o to, że w lit.
                    kob. wiele wątków istnieje od siebie niezaleznie, nie musza skupiać się np. pod
                    koniec powieści i rozwiazywać, w ogóle mogą sobie istnieć tylko po to, żeby
                    istnieć, NIC NIE WNOSZĄC. i odwrotnie w lit. tradycyjnej- wszystkie drogi
                    prowadzą do RZymu.

                    >
                    > To wydaje mi się różnicowaniem na siłę. Trudno mi uznać "wielowątkowość"
                    > i "strukturę cebuli" za cechy pisarstwa akurat "feministycznego".

                    kobiecego. feministyczne to reprezentujące idee feminizmu. ksiązka
                    reprezentujaca idee feminizmu może być napisana w rozmaitych stylach, sposobach
                    narracji itp. to jest narzędzie, tak samo jak język. teraz powiesz coś o
                    nowomowie, żargonie itd- ale ROZUMIESZ o co chodzi w kodzie takim jak język, i
                    o to najogólniej chodzi.

                    Również "operowanie zarówno ciszą jaki i krzykiem" to standard, a nie cecha
                    wyróżniająca akurat
                    > pisarstwo "feministyczne".

                    chodzi o np. puste strony w książce, zamiast opisywania ciszy, pustki
                    wewnętrznej.

                    > Co do "zmierzania prosto do celu" w powieści tradycyjnej i "cebulowatości"
                    > feministycznej, to różnica ta (choć z tym zmierzaniem prosto do celu dawnej
                    też różnie bywało), wydaje mi się raczej różnicą pomiędzy pisarstwem
                    tradycyjnym, a współczesnym, a nie pomiędzy pisarstwem feministycznym, a
                    resztą.

                    nie mówimy o pisarstwie feministycznym, tylko o kobiecym.
                    ja ci przedstawiam jakieśtam najogólniejsze teorie, możesz sam stworzyć swoją
                    klasyfikację- to jest twój kanon książek. istnieje przecież wiele różnych
                    teorii, i to generalnie twoja sprawa, która z nich najbardziej do ciebie
                    trafia. i jesli chodzi o gust- to chyba jedyna trafna bedzie twoja własna.
                    • Gość: tad Re: ... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 04.01.03, 15:56
                      uli napisała:

                      > to moze być w środę, gdyż mam sesję, a jest to temat baaardzo obszerny.

                      OK.

                      > tad, chłopcze, sięgnij do teorii literatury i poczytaj co nieco. ja nie mam
                      > czasu, zeby wszystko tłumaczyć, z resztą moja widza na ten temat jest NIKŁA.

                      Posługujesz się jakimś terminiem i odmawiasz bliżeszych wyjasnień - postawa
                      bez wątpienia godna potępienia.


                      > spytaj kogoś, kto się zna, albo sam poczytaj. najogólniej chodz o to, że w
                      >lit.kob. wiele wątków istnieje od siebie niezaleznie, nie musza skupiać się
                      >np. pod koniec powieści i rozwiazywać, w ogóle mogą sobie istnieć tylko po to,
                      >żeby istnieć, NIC NIE WNOSZĄC. i odwrotnie w lit. tradycyjnej- wszystkie drogi
                      > prowadzą do RZymu.


                      Nadal twierdzę, że jest to dorabianie różnic pomiędzy pisarstwem "kobiecym"
                      i "męskim" na siłę. To o czym piszesz, to pewien styl, który jest raczej
                      wynikiem panującej nam miłościwie (choć zmierzchającej) mody literackiej, a nie
                      wynikiem różnic płciowych (pozostaje jeszcze kwestia, czy wprowadzanie wątków
                      które istnieją po to by istnieć i nic nie wnoszą zawsze jest świadomym
                      zabiegiem artystycznym, czy też częściej bywa wynikiem braku panowania nad
                      materią pisarską). Różnice o jakich mówimy - jeśli da się je znaleźć - wcale
                      nie muszą odbijać się AŻ na strukturze narracji. Nie przesadzajmy z tą
                      odmiennością kulturową kobiet! Kobiety piszące (jakkolwiek nie mogę nazwać się
                      znawcą tej problematyki) posługują się całą gamą środków, i gdyby popatrzeć na
                      to ilościowo, to WĄTPIĘ, czy twórczość większości z nich przejawia
                      przedsawione przez Ciebie cechy. Różnice pomiędzy płciami istnieją, ale akurat
                      nie tam, gdzie widzą je feministki kulturowe.
                      (czy istnieje w j. polskim jakaś książka tego typu - tzn. z wątkami które nic
                      nie wnoszą, pustymi stronami itd?)


                      > feministyczne to reprezentujące idee feminizmu. ksiązka
                      > reprezentujaca idee feminizmu może być napisana w rozmaitych stylach,
                      (.......)

                      Jakie są więc cechy czyniące książkę "feministyczną"?


                      > chodzi o np. puste strony w książce, zamiast opisywania ciszy, pustki
                      > wewnętrznej.

                      O dosłowie puste strony?! Pomysł jednorazowy (i to niezbyt lotny). Znowu
                      krzywdzisz kobiety przypisując im skłonności tego rodzaju. Ileż to kobiet
                      pisarek stosuje takie tanie grepsy?! Zdaje się, ze niezbyt wiele (gotów jestem
                      się założyć, że można policzyć je na palcach 1 ręki - a i tu przesadzam, pewnie
                      wystarczyłby jeden palec).
                      Dodam, że natchniony tym pomysłem mam zamiar stworzyć trylogię: "Milczenie
                      Boga" (457 pustych stron), "Pustka egzystencji" (562 puste strony)
                      oraz "Cisza" (765 pustych stron). Waham się, czy w ostatniej ostatniej części
                      nie wprowadzić jednak 2 wątków, które będą istnieć po to, by istnieć i nic nie
                      wnosić.


                      > nie mówimy o pisarstwie feministycznym, tylko o kobiecym.
                      > ja ci przedstawiam jakieśtam najogólniejsze teorie, możesz sam stworzyć swoją
                      > klasyfikację- to jest twój kanon książek.


                      A więc zgadzasz się, że nie wszystko co napisane zostało przez kobietę da się
                      określić jako "feministyczne".



                • Gość: BD Re: ... IP: 195.136.36.* 07.01.03, 11:20
                  Witam,

                  Gość portalu: uli napisał(a):

                  > fabuły, pisarstwo kobiece- wielowątkowość, struktura cebuli, narracja
                  > operująca zarówno ciszą jak i krzykiem, pisarstwo tradycyjne- struktura
                  > brzoskwini, wszystkie wątki zmierzaja do jednego celu- rozwiązania.

                  No tak. Czyli np. "Czwarty protokół" Forsyth'a to powieść typowo męska, ale
                  gdyby urwać tę książkę w połowie, to byłaby typowo kobieca :-)

                  Nota bene: co sądzicie oostatnio bardzo modnym wprowadzaniu bohaterek kobiecych
                  w filmowych adaptacjach dzieł, gdzie te kobiety nie występowały. Np. we
                  wspomnianym "Czwartym protokole" sowiecki expert konstruujący bombę atomową był
                  mężczyzną, a w filmowej adaptacji - kobietą. Widziałem też
                  adaptację "Tajemniczej wyspy" Verne'a z kobietami.

                  pozdrawiam,

                  BD

                  • uli Re: ... 07.01.03, 15:06
                    nieczytałam niestety nic forsyth'a, ani nie widziałam adaptacji ani tajemniczej
                    wyspy ani 4 protokołu, ale to ciekawe co piszesz:) żeby uatrakcyjnic film,
                    wrzucamy doń garść kobiet, najlepiej o różnych kolorach włosów:-)
                    • agrafek Re: ... 08.01.03, 12:38
                      Najzabawniejszym dla mnie przykładem takiego filmu jest telewizyjna adaptacja
                      mitu o argonautach. Na pokład Argos wkroczyła dumnie znakomita łuczniczka w
                      towarzystwie czarnoskórego Orfeusza:)
                  • Gość: maly.k Terminator IP: *.BrockU.CA 07.01.03, 16:08
                    Bylem niedawno w kinie, na Wladcy Pierscieni. W zapowiedziach przed filmem
                    pokazywali trailer nowego Terminatora. Tym razem Terminatorem Zlym bedzie
                    kobieta. Idzie nowe...

                    Pozdrawiam,

                    mk.
                    • uli Re: Terminator 07.01.03, 16:24
                      ej serio jest nowy terminator? i nie bedzie nim arnold? to swiętokradztwo:(
                      • maly.ksiaze Re: Terminator 07.01.03, 16:29
                        Nie, nie. Arnold bedzie tym dobrym, tak jak w T2. Natomiast tym, ktory spuszcza
                        Arnoldowi manto przez 3/4 filmu bedzie jakas pani. Ale koniec koncow z
                        pewnoscia zwyciezy przyszly gubernator Kaliforni.

                        Pozdrawiam,

                        mk.
                    • Gość: BD Re: Terminator IP: 195.136.36.* 08.01.03, 09:48
                      Witam,

                      Gość portalu: maly.k napisał(a):

                      > Bylem niedawno w kinie, na Wladcy Pierscieni. W zapowiedziach przed filmem
                      > pokazywali trailer nowego Terminatora. Tym razem Terminatorem Zlym bedzie
                      > kobieta. Idzie nowe...

                      Jeśli to będzie ten sam "model" terminatora (T1000) co w 2 części - z płynnego
                      metalu, to taki zabieg jest jak najbardziej uzasadniony - wszak:
                      "kobieta zmienną jest" :-))

                      pozdrawiam,

                      BD
                      • sagan2 Re: Terminator 08.01.03, 12:04
                        Gość portalu: BD napisał(a):

                        > Jeśli to będzie ten sam "model" terminatora (T1000) co
                        > w 2 części - z płynnego metalu, to taki zabieg jest jak
                        > najbardziej uzasadniony - wszak: "kobieta zmienną jest"
                        > :-))

                        :)
                        ale to musi byc nowszy, lepszy model, inaczej arni nie
                        bedzie mial co robic przez 2 godziny... moze ten model
                        stosuje inne, kobiece sztuczki?... najpier uwiesc,
                        zaciagnac do lozka, a tam wyssac soki?... ;)

                        a ktora laska bedzie terminatorem???
            • Gość: uli buzz IP: *.leased-02.binet.pl 03.01.03, 14:10
              to co piszesz jest prawdziwe, ale właśnie kobieta była do niedawna utożsamiana
              z naturą. to męzczyzna stworzył kulturę, urzadzajac swiat wg. własnego uznania.
              kobieta musiała odzucić swoją kobiecość (np. królowa elzbieta) by coś osiagnać.
              to co kobiece było postrzegane jako dzikie, działajace nieracjonalnie, więc w
              pewnym sensie nalezało do innego swiata, do świata zwierząt, który nalezało
              opanować (boskie prawo). kobiecość była demonizowana (własnie mit o ewie-czyli
              niepełnym adamie, stworzonym by adamowi nie było smutno, pius którystam, który
              mówił: gdy widzisz kobietę, traktuj ją jakbyś widział diabła, marcin luter,
              który powiedział, że tylko mężczyźni idą do nieba) ewolucjonizm podważał ten
              sztuczny podział: kultura-natura. mężczyzna nazwał świat po swojemu, a
              ewolucjonizm rozburzał te klocki, bo obnażał cały mechanizm sterujący naszym
              działaniem majacym zapewnić nam jak najlepszą pozycję. ukoronowaniem tej
              frustracji był własnie freudyzm, który leczył męski kompleks- wszyscy uwierzyli
              w to, ze jedyną rzeczą, jakiej pragnie kobieta, jest meski fallus. proste
              prawda? jezeli kobieta nie pragnie męzczyzny- nie jest kobietą. przypomina mi
              to zabawę- "palec pod budkę".i jakie schlebiająco-seksowne. choć z drugiej
              strony przerazające- jak męzczyźni wtedy postrzegali kobiety? jak histeryczne
              nimfomanki? jak czarne dziury? czy freud bał się kobiet?

              taki jest mój pogląd, nie musisz się z nim zgadzać.
              • b.u.zz Re: buzz 03.01.03, 15:38
                tu wlasnie lezy moim zdaniem pies pogrzebany:
                we wszystkim da sie dopatrzec relacji kobieta-mezczyzna, jesli tylko dobrze
                poskrobac. tylko co z tego? jesli wszedzie, to nigdzie. potraktowanie oporu
                przed teoria darwina jako sprzeciw wobec emancypacji kobiet jest przesada i
                tyle. tak samo, jak obecnie pewne srodowiska dopatruja sie w relacji dwoch
                filmowych hobbitow stosunku homoseksualnego. chore.
                piszesz, ze to co kobiece postrzegane bylo jako dzikie i *w pewnym sensie*
                nalezace do swiata zwierzecego. w jakim sensie? nie przeczono czlowieczenstwu
                kobiet ani ich powolania do zbawienia. bzdury piszesz. nie bylo zadnego
                demonizowania kobiet. bylo natomiast demonizowanie pozadania, jako podszeptu
                diabla.
                nie zgodze sie tez z tym, ze ewolucjonizm podwazyl *sztuczny* podzial natura-
                kutlura. ten podzial nie tylko nie jest sztuczny, ale nadal obowiazuje. nie sa
                to naturalnie dwa odrebne swiaty, bez zadnych mozliwosci kontaktu, ale jednak
                dwie sfery. poza tym, jesli tak, to w koncu kobiecosc jest konstruktem
                kulturalnym czy naturalnym??
                z tym, w co wszyscy uwierzyli dzieki freudowi, to tez jest pewien problem. o
                ile mi sie zdaje, "odkrycie", ze kobiety tez czerpia z tego przyjemnosc wcale
                nie przyszlo zaraz po freudzie.
                pozdrawiam
                b.
                • uli Re: buzz 03.01.03, 18:32
                  > we wszystkim da sie dopatrzec relacji
                  kobieta-mezczyzna, jesli tylko dobrze
                  > poskrobac.

                  gombrowicz napisał, że nie wierzy w rzeczy aseksualne:-)

                  tylko co z tego? jesli wszedzie, to nigdzie.

                  ba, tak możemy napisać o każdej dziedzinie nauki!skoro
                  wszędzie jest wodór to po co o nim pisać? skoro wszyscy
                  mamy rodziców, to po co pisać o relacjach rodzicielskich?
                  zanegowałeś np. sens całej psychologii:-)

                  potraktowanie oporu
                  > przed teoria darwina jako sprzeciw wobec emancypacji
                  kobiet

                  wtedy nie istniało formalnie coś takiego jak emancypacja
                  na większą skalę.

                  jest przesada i
                  > tyle. tak samo, jak obecnie pewne srodowiska dopatruja
                  sie w relacji dwoch filmowych hobbitow stosunku
                  homoseksualnego. chore.

                  ej, nie. to, że ty wolisz PROSTE rzeczy nie znaczy, że
                  wszyscy widzą PO prostu, nie mówię, że to nie jest
                  dziwaczne, ale każdy ma prawo do swojego odbioru. mnie
                  np. bardzo rozwścieczył ostatni tekst jakiegoś antoniego
                  x. o polskiej sztuce, no ale kurde niech se gościu pisze.

                  > piszesz, ze to co kobiece postrzegane bylo jako dzikie
                  i *w pewnym sensie*
                  > nalezace do swiata zwierzecego. w jakim sensie?

                  w tym prostym sensie, że rzekomo kobietą rządził
                  instynkt, a mężczyzną rozum. prosta, równa granica.

                  nie przeczono czlowieczenstwu kobiet ani ich powolania
                  do zbawienia. bzdury piszesz. nie bylo zadnego
                  > demonizowania kobiet.

                  a np. inkwizycja?

                  bylo natomiast demonizowanie pozadania, jako podszeptu
                  > diabla.
                  > nie zgodze sie tez z tym, ze ewolucjonizm podwazyl
                  *sztuczny* podzial natura-
                  > kutlura.

                  a ja się zgodzę.

                  ten podzial nie tylko nie jest sztuczny, ale nadal
                  obowiazuje. nie sa
                  > to naturalnie dwa odrebne swiaty, bez zadnych
                  mozliwosci kontaktu, ale jednak
                  > dwie sfery.

                  to jest podział sztuczny.

                  poza tym, jesli tak, to w koncu kobiecosc jest
                  konstruktem kulturalnym czy naturalnym??

                  włącz fashion TV- czy jest tam coś naturalnego? "im
                  sztuczniej tym lepiej"(cytat miss wenezueli z dokumentu
                  "przepis na miss"- leci teraz na planete)
                  • b.u.zz Re: buzz 03.01.03, 22:32
                    uli napisała:

                    > tylko co z tego? jesli wszedzie, to nigdzie.
                    >
                    > ba, tak możemy napisać o każdej dziedzinie nauki!skoro
                    > wszędzie jest wodór to po co o nim pisać? skoro wszyscy
                    > mamy rodziców, to po co pisać o relacjach rodzicielskich?
                    > zanegowałeś np. sens całej psychologii:-)

                    ty natomiast, jak rozumiem, tylko przez przeoczenie nie napisalas o wodorze w
                    teorii darwina. skoro jest wszedzie, to pisz o nim wszedzie.


                    > jest przesada i
                    > > tyle. tak samo, jak obecnie pewne srodowiska dopatruja
                    > sie w relacji dwoch filmowych hobbitow stosunku
                    > homoseksualnego. chore.
                    >
                    > ej, nie. to, że ty wolisz PROSTE rzeczy nie znaczy, że
                    > wszyscy widzą PO prostu, nie mówię, że to nie jest
                    > dziwaczne, ale każdy ma prawo do swojego odbioru. mnie
                    > np. bardzo rozwścieczył ostatni tekst jakiegoś antoniego
                    > x. o polskiej sztuce, no ale kurde niech se gościu pisze.

                    hmm... juz sie mialem obrazic, bo w moim skomplikowanym umysle dopatrzylem sie
                    ironii i posadzania mnie o prostactwo, ale na szczescie doczytalem linijke
                    dalej, ze przyznajesz sie do tego, ze twoje sklonnosci sa dziwaczne. jak dla
                    mnie ok, nie bede protestowal.

                    >
                    > > piszesz, ze to co kobiece postrzegane bylo jako dzikie
                    > i *w pewnym sensie*
                    > > nalezace do swiata zwierzecego. w jakim sensie?
                    >
                    > w tym prostym sensie, że rzekomo kobietą rządził
                    > instynkt, a mężczyzną rozum. prosta, równa granica.

                    hmm... czy mozesz mi to lepiej wyjasnic? kto tak pisal? w jakim kontekscie? czy
                    jego tezy byly uznane, czy tez raczej pozostal w tych pogladach osamotniony? i
                    jesli kosciol rzeczywiscie twierdzil, ze kobiety naleza do swiata zwierzecego,
                    to KIEDY przyznal, ze maja dusze? czekam z niecierpliwoscia :D

                    >
                    > nie przeczono czlowieczenstwu kobiet ani ich powolania
                    > do zbawienia. bzdury piszesz. nie bylo zadnego
                    > > demonizowania kobiet.
                    >
                    > a np. inkwizycja?

                    swietnie, widze, ze sama w to brniesz. prosze, pisz, od czasu cycatych facetow
                    bylo tu troche nudno.

                    > ten podzial nie tylko nie jest sztuczny, ale nadal
                    > obowiazuje. nie sa
                    > > to naturalnie dwa odrebne swiaty, bez zadnych
                    > mozliwosci kontaktu, ale jednak
                    > > dwie sfery.
                    >
                    > to jest podział sztuczny.

                    ach tak. rozumiem wiec, ze jest nastepujaco:
                    to ze kobiety nosza biustonosze, jest uwarunkowane kulturowo, natomiast to, ze
                    maja piersi - biologicznie, ale w sumie i jedno i drugie nie jest im wcale
                    przypisane. czyli - i ty mozesz miec piersi, mezczyzno! przepraszam, ze znowu
                    walkuje ten temat, ale nie moge pamietac wszystkich dowcipow, ktore piszesz.


                    >
                    > poza tym, jesli tak, to w koncu kobiecosc jest
                    > konstruktem kulturalnym czy naturalnym??
                    >
                    > włącz fashion TV- czy jest tam coś naturalnego? "im
                    > sztuczniej tym lepiej"(cytat miss wenezueli z dokumentu
                    > "przepis na miss"- leci teraz na planete)

                    czyli bez fashion tv nie byloby ani kobiet, ani - mezczyzn?
                    pozdrawiam
                    b.
                    • uli Re: buzz 04.01.03, 12:14
                      > ty natomiast, jak rozumiem, tylko przez przeoczenie nie napisalas o wodorze w
                      > teorii darwina. skoro jest wszedzie, to pisz o nim wszedzie.

                      nie, wodór nie jest przedmiotem moich badań, i przyznaję- słabo mnie interesuje.

                      > hmm... juz sie mialem obrazic, bo w moim skomplikowanym umysle dopatrzylem
                      sie
                      > ironii i posadzania mnie o prostactwo, ale na szczescie doczytalem linijke
                      > dalej, ze przyznajesz sie do tego, ze twoje sklonnosci sa dziwaczne. jak dla
                      > mnie ok, nie bede protestowal.

                      paranoja + nadinterpretacja

                      >

                      > hmm... czy mozesz mi to lepiej wyjasnic? kto tak pisal? w jakim kontekscie?
                      czy
                      >
                      > jego tezy byly uznane, czy tez raczej pozostal w tych pogladach osamotniony?
                      i
                      > jesli kosciol rzeczywiscie twierdzil, ze kobiety naleza do swiata
                      zwierzecego,
                      > to KIEDY przyznal, ze maja dusze? czekam z niecierpliwoscia :D

                      kobieta ma duszę, i owszem, ale czy kiedykolwiek kobieta została zaproszona na
                      konwenty itp? nie. ponieważ kobieta była w oczach kościoła tą INNĄ częścia. to
                      się oczywiście zmienia (jan paweł II i jego chrześcijańki feminizm itp).

                      > swietnie, widze, ze sama w to brniesz.

                      w co brnę? proszę o odpowieź: czy inkwizycja nie była demonizowaniem kobiet?

                      >prosze, pisz

                      nie nie, teraz to był twój ruch, nie będę odrabiać za ciebie zadania domowego.


                      >
                      > ach tak. rozumiem wiec, ze jest nastepujaco:
                      > to ze kobiety nosza biustonosze, jest uwarunkowane kulturowo,

                      jest kilka wersji: kulturowo, estetycznie, wygodnie.
                      jeżeli dla kogoś wygodnie jest na końcu, to znaczy, że kulturowo i estetycznie
                      wygrywa. to jest jasne jak słońce.

                      natomiast to, ze
                      > maja piersi - biologicznie, ale w sumie i jedno i drugie nie jest im wcale
                      > przypisane.
                      > czyli - i ty mozesz miec piersi, mezczyzno!

                      rób sobie z piersiami co chcesz. nie musisz mi o tym opowiadać.

                      > przepraszam, ze znowu
                      > walkuje ten temat, ale nie moge pamietac wszystkich dowcipow, ktore piszesz.

                      wiesz, nie chce mi się już z tbą gadać. nawet jeśli to tylko dyskusja, to
                      burzysz pewien spokój- i zamiast zabawy robi się z tego jakaś walka.
                      see ya.

                      > czyli bez fashion tv nie byloby ani kobiet, ani - mezczyzn?

                      moda kształtuje kobiecość/męskość. chcesz mieć większy popyt- badź modny, na
                      tej zasadzie.

                      > pozdrawiam

                      wcale nie pozdrawiasz.
                      • b.u.zz Re: buzz 04.01.03, 12:32
                        uli napisała:

                        > > ty natomiast, jak rozumiem, tylko przez przeoczenie nie napisalas o wodorz
                        > e w
                        > > teorii darwina. skoro jest wszedzie, to pisz o nim wszedzie.
                        >
                        > nie, wodór nie jest przedmiotem moich badań, i przyznaję- słabo mnie
                        interesuje
                        > .

                        ale pewnie chcialabys, aby na panstwowym uniwersytecie powstaly studia wodor,
                        ktore wszystko by badaly pod katem zawartosci wodoru?

                        > paranoja + nadinterpretacja

                        b.kom.

                        >
                        > >
                        >
                        > > hmm... czy mozesz mi to lepiej wyjasnic? kto tak pisal? w jakim kontekscie
                        > ?
                        > czy
                        > >
                        > > jego tezy byly uznane, czy tez raczej pozostal w tych pogladach osamotnion
                        > y?
                        > i
                        > > jesli kosciol rzeczywiscie twierdzil, ze kobiety naleza do swiata
                        > zwierzecego,
                        > > to KIEDY przyznal, ze maja dusze? czekam z niecierpliwoscia :D
                        >
                        > kobieta ma duszę, i owszem, ale czy kiedykolwiek kobieta została zaproszona
                        na
                        > konwenty itp? nie. ponieważ kobieta była w oczach kościoła tą INNĄ częścia.
                        to
                        > się oczywiście zmienia (jan paweł II i jego chrześcijańki feminizm itp).

                        acha, czyli jednak byla czlowiekiem. to dobrze.
                        jest natomiast jasne, ze kosciol inaczej postrzegal role kobiety i mezczyzny. i
                        inaczej widzial ich miejsce w kosciele - instytucjonalnym kosciele! trudno
                        komus, kto nie zasluguje na zbawienie i nalezy do innego swiata, przypisywac
                        miejsce w kosciele. ale jednak tak bylo. byly swiete, wielkie mistyczki, doktor
                        kosciola itd.itp. byly tez zwykle zakony z matkami przelozonymi itd.itp. moze
                        wiec doprecyzujesz swoje zarzuty. jesli jakies masz.


                        >
                        > > swietnie, widze, ze sama w to brniesz.
                        >
                        > w co brnę? proszę o odpowieź: czy inkwizycja nie była demonizowaniem kobiet?
                        >
                        > >prosze, pisz
                        >
                        > nie nie, teraz to był twój ruch, nie będę odrabiać za ciebie zadania domowego.
                        >

                        moj ruch byl taki, ze wysmialem twoje stwierdzenie o demonizacji kobiet przez
                        inkwizycje. nadal czekam na cos wiecej niz to jedno zdanie. jesli chcesz, to
                        moge jeszcze raz napisac: inkwizycja nie demonizowala kobiet. ty cos
                        twierdzisz, ty udowodnij.



                        > rób sobie z piersiami co chcesz. nie musisz mi o tym opowiadać.

                        czyzbym mowil o sobie? nie.

                        >
                        > wiesz, nie chce mi się już z tbą gadać. nawet jeśli to tylko dyskusja, to
                        > burzysz pewien spokój- i zamiast zabawy robi się z tego jakaś walka.

                        ok, nie chcesz sie troche pomeczyc i udowodnic swoich tez, nie musisz. dla mnie
                        ok.

                        > wcale nie pozdrawiasz.

                        a wlasnie ze pozdrawiam
                        b.
                        • uli demoniczny post 05.01.03, 11:43
                          > ale pewnie chcialabys, aby na panstwowym uniwersytecie powstaly studia wodor,
                          > ktore wszystko by badaly pod katem zawartosci wodoru?

                          w skład kobiety równiez wchodzi wodór:-)

                          > acha, czyli jednak byla czlowiekiem. to dobrze.
                          > jest natomiast jasne, ze kosciol inaczej postrzegal role kobiety i mezczyzny.
                          i inaczej widzial ich miejsce w kosciele - instytucjonalnym kosciele!

                          dla mnie to nie jest jasne. a gdybym chciała zostac księdzem? nie mogę. mogę
                          tylko mniszką, albo studentką teologii. shinaed o'connor mianowala sie księdzem
                          i co? została wyklęta. kobieta ksiadz nie może uczestniczyć w
                          oficjalnym 'posrednictwie' duchowym, nie prowadzi obrzędów, nie daje komunii,
                          nie spowiada.

                          > moj ruch byl taki, ze wysmialem twoje stwierdzenie o demonizacji kobiet przez
                          > inkwizycje.

                          nie, no skąd, inkwizytorzy palili kobiety bo nie mieli drewna.

                          > ok, nie chcesz sie troche pomeczyc i udowodnic swoich tez, nie musisz. dla
                          mnie ok.

                          nie, ja się nie meczę, zwłaszcza, ze przepisuję wyniki cudzych badań i cudzych
                          tez.

                          PS> pozwól, że teraz ja, dla przykładu, zdemonizuję twoją osobę:

                          wydaje mi się, ze przez twojego posta przemawia ukryty kompleks kobiecosci:
                          zazdrość o możliwości stworzenia nowego zycia ze swojego łona- największej
                          kreacyjnej mocy ludzkiej, i wykarmienia go własnym pokarmem kompensujesz
                          obrzucając kobiety świadome swojej kobiecości zarzutami głupoty, złego
                          rozumienia i postrzegania(sic!) świata, jednym słowem- zacietrzewienie
                          skrzetnie skrywane przed samym sobą. cóż, jako istota obdarzona nieskończoną
                          miłoscią płynacą z graniczących z mistycyzmem mozliwości, ubolewam nad twoją
                          złością i ciemnotą- lecz cóż, taka rola już ci, synu, przypadła. natura jest
                          hojna, ciesz się choć tą namiastką boskosci, jaką daje mozliwość zapłodnienia.
                          • b.u.zz Re: demoniczny post 05.01.03, 17:18
                            kobieta nie moze zostac ksiedzem. i co z tego? rzeczywiscie nie ma w tej
                            kwestii rownouprawnienia, tylko - znowu - co z tego wynika? co masz zamiar tym
                            spostrzezeniem udowodnic, bo nie rozumiem.
                            co do inkwizycji, to tad ci wyjasnil. ja za to ponownie poprosze, o cos wiecej
                            na ten temat niz tylko dowcipy o drzewie do palenia. czy moze ty masz tylko
                            dowcipy?
                            co zas do twojego tekstu na moj temat, co ja ci moge powiedziec? zes glupia? to
                            zaraz bedzie, ze jestem nieuprzejmy. ze nie masz racji? przeciez nie bede sie
                            sprzeczal z takimi bredniami. zebys postarala sie udowodnic te wszystkie
                            zarzuty, albo je odwolala? przeciez wiadomo, ze ty nic nie umiesz udowodnic.
                            wiec tylko cie pozdrowie, bo zdrowia ci bardzo potrzeba.
                            b.
              • Gość: tad O inkwizycji i nie tylko do buzz - a IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 05.01.03, 09:30
                Szanowny Buzz
                Mogę wyjaśnić, skąd bierze się przekonanie Zuli, że "inkwizycja prześladowała
                kobiety". Jest to motyw dość popularny w propagandzie feministycznej. Chodzi
                głównie o "polowanie na czarownice" Mamy tu nawet do czynienia z całą teorią
                spiskową! Otóż, czarownice, były- według feministek- kobietami "niezależnymi",
                a co więcej zajmowały się regulacją płodności kobiet stosując czy to różne
                specyfiki antykoncepcyjne, czy też aborcję (feministki często uważają je więc
                za swoje przodkinie, co jest swoją drogą śmieszne), nic więc dziwnego, że
                patriarchalny Kościół zapragnął owe dzielne kobiety zniszczyć, a narzędziem
                zniszczenia była własnie Inkwizycja. Gwoli sprawiedliwości, wypada zaznaczyć,
                że bzdury tego rodzaju nie są specjalnością wyłącznie feministek, bo wiadomo mi
                np. o książce 2 "historyków" niemieckich opartej na podobnym motywie. Książki
                takich "historyków" stoją potem na półkach obok ksiązek, np. o tym, że, że
                Jezus przezył i mieszkał w Galii (inne warianty, że mieszkał w Tybecie, lub, że
                wcale nie przezył, a jego ciało jest ukrywanie itd.), czy że masoneria jest
                organizacją o historii liczącej 6000 lat i przechowującej ezoteryczną wiedzę
                Egipskich kapłanów. Opisanie "polowań na czarownice" w
                kategoriach "prześladowania kobiet", jest idiotyczne, choćby z tego powodu, że
                około 1/4 tych "czarownic" było...mężczyznami (zaleznie od czasu i regionu
                wyglądało to różnie), czy też z tego powodu, że same kobiety brały w
                tym "polowaniu" duży udział donosząc np. na swoje sąsiadki, i rozwiązując w ten
                sposób sąsiedzkie spory. Gdyby założyć, że "polowania" były realizacją planu
                Kościoła, posługującego się Inkwizycją, to wypadałoby przytoczyć też jakieś
                DOWODY, zamiast tworzyć opierające się na spekulacjach konstrukcje. Byłby to
                zaiste ciekawy plan Kościoła: jego - nadzwyczaj niekonsekwentnie zresztą -
                przeprowadzona realizacja ciągnęła się z różnym natężeniem przez lat 300
                (sic!!!), do tego dziwnym trafem przeprowadzano go z dużym zapałem w
                protestanckich krajach, gdzie Inkwizycji oczywiście nie było, za to nie
                przeprowadzono np. w arcykatolickiej Hiszpanii, gdzie Inkwizycja była
                najsilniejsza, ale takie drobizagi jak fakty feministką rzecz jasna nie
                przeszkadzają.
                • b.u.zz Re: O inkwizycji i nie tylko do buzz - a 05.01.03, 17:09
                  dokladnie tak. ja to naturalnie wiem, stad tez moje gorace prosby do zuli, by
                  wyjasnila i udowodnila swoje twierdzenia. niestety, nie doczekalem sie i pewnie
                  sie nie doczekam.. no coz, poczekam na jakis inny ciekawy temat, gdzie
                  blysnie "wiedza".
                  pozdrawiam
                  b.
              • Gość: tad Re: buzz IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 05.01.03, 18:24
                Gość portalu: uli napisał(a):

                > to co piszesz jest prawdziwe, ale właśnie kobieta była do niedawna
                >utożsamiana z naturą.

                Człowieka - postrzegano jako leżącego na przecięciu świata naturalnego i
                duchowego, dotyczyło to OBU płci.

                > to co kobiece było postrzegane jako dzikie, działajace nieracjonalnie, więc w
                > pewnym sensie nalezało do innego swiata, do świata zwierząt, który nalezało
                > opanować (boskie prawo).

                Jak już wspomniałem, element "zwierzęcy" dostrzegano u obu płci, ale istotnie
                uważano, że u kobiet jest silniejszy, czy też, że trudniej im jest nad nim
                zapanować. (szczerze mówiąc, gdyby przełożyć to na język współczesny
                otrzymalibyśmy tezy ekofeminizmu. Czyż brak feministek głoszących, że "kobieta
                jest bliższa naturze?).


                >mężczyzna nazwał świat po swojemu, a
                > ewolucjonizm rozburzał te klocki, bo obnażał cały mechanizm sterujący naszym
                > działaniem majacym zapewnić nam jak najlepszą pozycję. ukoronowaniem tej
                > frustracji był własnie freudyzm, który leczył męski kompleks- wszyscy
                >uwierzyli w to, ze jedyną rzeczą, jakiej pragnie kobieta, jest meski fallus.

                Ilość - wybacz - bzdur zawarta w tym fragmencie jest ASTRONOMICZNA. Freudyzm
                jako wynik męskiej frustracji spowodowanej teorią Darwina? Kto to wymyślił na
                Boga?!?
                Proszę o jakieś DOWODY, na to, że teoria Darwina była odrzucana akurat z
                powodów o jakich piszesz. Freud biologizując sferę psychiczną stał jednym
                szeregu z Darwninem. Postrzegany był jako kolejny obrazoburca uzwierzęcający
                człowieka, a nie jako balsam na męskie frustracje! Te środowiska, które
                oburzała teoria ewolucji, były oburzone też teoriami Freuda. Twierdzenie,
                że "wszyscy uwierzyli" Freudowi jest MOCNO przesadzone. Psychoanaliza była
                bardzo silnie odrzucana, i NIGDY nie stała się jakimś masowym wyznaniem (poza
                USA może, gdzie spora część elit dała się nabrać). Bardziej pociągała zresztą
                artystów, niż psychologów.

                >proste prawda?

                Nie proste. Niemądre.

                > taki jest mój pogląd, nie musisz się z nim zgadzać.

                Niestety, nie każdy pogląd jest równie dobry.
                • uli Re: buzz 05.01.03, 20:20
                  > Niestety, nie każdy pogląd jest równie dobry.

                  tak, to tak jak ludzie- wszyscy są równi, ale niektórzy równiejsi.
                  żegnam kolegów.
                  • Gość: tad Re: buzz IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 05.01.03, 20:23
                    uli napisała:

                    > > Niestety, nie każdy pogląd jest równie dobry.
                    >
                    > tak, to tak jak ludzie- wszyscy są równi, ale niektórzy równiejsi.
                    > żegnam kolegów.


                    Czemu "żegnam"?
                  • uli biedni, niedocenieni geniusze... 05.01.03, 20:38
                    to jest tak, ze nawet jakiegoś debila w rodzaju flyera, który nawet nie wie,
                    gdzie były sufrazystki ("GB") traktujecie jak równego kolesia, bo generalnie
                    myśli tak jak wy- co z tego, że jest parweniuszem- w gruncie rzeczy to równy
                    koleś, bo uważa, że kobiety to zera, zwłaszcza te, które wyrazają swoje uczucia
                    i realizują swoje ambicje. i ta postawa jest SPOKO na tym forum.

                    forum feminizm to nie ring.

                    do buzza- informacje o inkwizycji- wojciech eichelberger- z nim prowadź dalszą
                    dyskusję, no ale przecież to dupek- co z tego, że wydają jego ksiązki, co z
                    tego, że wykłada na największych uniwersytetach? przecież forumowi filozofowie
                    wiedzą wszystko najlepiej, tylko, że nikt nie chce ich słuchać. jacy biedni
                    niedocenieni geniusze.

                    życzę wam, zeby nic ładnego wam się nie przyśniło (jak sadzę, wy wogóle nie
                    śpicie, bo jestescie zombie żerującymi na energii forumowiczów:).

                    uli
                    • Gość: tad Re: biedni, niedocenieni geniusze... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 05.01.03, 21:14
                      uli napisała:

                      > to jest tak, ze nawet jakiegoś debila w rodzaju flyera, który nawet nie wie,
                      > gdzie były sufrazystki ("GB") traktujecie jak równego kolesia, bo generalnie
                      > myśli tak jak wy- co z tego, że jest parweniuszem- w gruncie rzeczy to równy
                      > koleś, bo uważa, że kobiety to zera, zwłaszcza te, które wyrazają swoje
                      >uczucia i realizują swoje ambicje. i ta postawa jest SPOKO na tym forum.

                      Z fleyerem wcale nie wymieniałem żadnych uwag, ale co do sufrażystek - to Ty
                      się pomyliłaś.


                      >
                      > forum feminizm to nie ring.

                      Bez wątpienia, niemniej służy dyskusji.


                      >
                      > do buzza- informacje o inkwizycji- wojciech eichelberger- z nim prowadź
                      dalszą
                      > dyskusję, no ale przecież to dupek- co z tego, że wydają jego ksiązki, co z
                      > tego, że wykłada na największych uniwersytetach? przecież forumowi
                      filozofowie

                      Jeśli Eichelberger pisze, że "inkwizycja przesladowała kobiety", to pisze
                      bzdury. Każdemu się może zdarzyć - np. psychoterapeucie piszącemu o historii.


                      Kolorowych snów
                      • Gość: barbinator Re: biedni, niedocenieni geniusze... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.01.03, 10:10
                        Gość portalu: tad napisał(a):

                        >
                        > Z fleyerem wcale nie wymieniałem żadnych uwag, ale co do sufrażystek - to Ty
                        > się pomyliłaś.

                        Oboje się pomylili, ruch sufrażystek powstał w Stanach. Dlaczego nie wypominasz
                        błędu Flyerowi a wypominasz Zuli?

                        >
                        >
                        > >
                        > > forum feminizm to nie ring.
                        >
                        > Bez wątpienia, niemniej służy dyskusji.

                        Bez wątpienia porównanie z ringiem było niesłuszne.
                        Mnie przypomina to raczej obrazki zapamiętane z dzieciństwa: "my z naszego
                        podwórka zawsze lejemy tych obcych z drugiego podwórka (bo to są obcy i trzeba
                        ich lać nawet jak nie ma powodu)"
                        Taki rodzaj dyskusji przypomina mi raczej tępienie ludzi o
                        poglądach "nieprawomyślnych" a nie wymianę poglądów.
                        >
                        >
                        >
                        > Jeśli Eichelberger pisze, że "inkwizycja przesladowała kobiety", to pisze
                        > bzdury. Każdemu się może zdarzyć - np. psychoterapeucie piszącemu o historii.

                        Sugerujesz, że inkwizycja prześladowała wyłącznie mężczyzn? :-)
                        Apropos, a jaka jest twoja teoria na wyjaśnienie fenomenu polowań na czarownice
                        (darujmy sobie inkwizycję...)
                        To co pisze Zula jest jakąś próbą wyjaśnienia, masz lepszą?
                        Pozdr. B.
                        • Gość: tad Re: biedni, niedocenieni geniusze... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 06.01.03, 17:30
                          Gość portalu: barbinator napisał(a):


                          > Oboje się pomylili, ruch sufrażystek powstał w Stanach. Dlaczego nie
                          >wypominasz błędu Flyerowi a wypominasz Zuli?


                          Ponieważ - o ile pamiętam - to Zula szydziła z tego powodu z Flyera, a nie
                          odwrotnie.


                          > Mnie przypomina to raczej obrazki zapamiętane z dzieciństwa: "my z naszego
                          > podwórka zawsze lejemy tych obcych z drugiego podwórka (bo to są obcy i
                          >trzeba ich lać nawet jak nie ma powodu)"


                          Jak może zauważyłaś wymiana zdań odbywa się tu głównie pomiędzy stronami - to
                          znaczy krytycy feminizmu rozmawiają z feministkami znacznie częsciej, niż ze
                          sobą nawzajem (podobnie rzecz ma się z feministkami). Zarzut o "popieraniu
                          swoich" jest właściwie słuszny, ale po pierwsze odnosi się do obu stron, po
                          drugie polega nie tyle na aktywnym popieraniu, co na nie wchodzeniu w polemiki
                          ze "swoją stroną".

                          > Sugerujesz, że inkwizycja prześladowała wyłącznie mężczyzn? :-)

                          Sugeruję, że stawianie sprawy "polowań na czarownice" w taki sposób jest
                          niewłaściwe. To tak jakby, kierując się faktem, ze dziś w więzieniach siedzi
                          więcej mężczyzn niż kobiet twierdzić, że "policja prześladuje mężczyzn".


                          > Apropos, a jaka jest twoja teoria na wyjaśnienie fenomenu polowań na
                          >czarownice (darujmy sobie inkwizycję...) To co pisze Zula jest jakąś próbą
                          wyjaśnienia, masz lepszą?


                          Zanim odpowiem, odpowiedz mi na pytanie: czy wierzysz w wyjaśnienie
                          przedstawione przez Zulę?


                          > Pozdr.
                          • Gość: barbinator Re: biedni, niedocenieni geniusze... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 07.01.03, 12:30
                            Gość portalu: tad napisał(a):

                            >
                            > > Apropos, a jaka jest twoja teoria na wyjaśnienie fenomenu polowań na
                            > >czarownice (darujmy sobie inkwizycję...) To co pisze Zula jest jakąś próbą
                            > wyjaśnienia, masz lepszą?
                            >
                            >
                            > Zanim odpowiem, odpowiedz mi na pytanie: czy wierzysz w wyjaśnienie
                            > przedstawione przez Zulę?


                            >
                            Nie wierzę by "polowania na czarownice" były efektem jakiegoś na wysokim
                            szczeblu kościelnym uknutego spisku przeciwko kobietom, pomijając zdrowy
                            rozsądek świadczy o tym także i to, że stosy płonęły w całej Europie - tej
                            katolickiej i tej zreformowanej.
                            Na pewno jednak miało to związek z tradycyjnie wrogim stosunkiem Kościoła wobec
                            seksualności. Dla Kościoła jedynym uzasadnieniem aktywności seksualnej była
                            reprodukcja. Z kolei w interesie kobiet zawsze leżało kontrolowanie własnej
                            płodności, w czym pomagały im rozmaite "babki", znachorki czy zielarki.

                            Dosyć oczywiste jest, że z punktu widzenia ludzi Kościoła należało je tępić na
                            wszelkie możliwe sposoby.

                            W takim rozumieniu stosy były odpowiednikiem współczesnych ustaw
                            antyaborcyjnch - osobiście jestem im przeciwna ale rozumiem, że Kościól ma
                            obowiązek sprzeciwiać się aborcji i po prostu robi co do niego należy.
                            Z paleniem czarownic było chyba podobnie, tyle że czasy były inne więc i metody
                            brutalniejsze.
                            Co oczywiście nie wyklucza dość powszechnego przekonania, że tak stosy jak i
                            zakaz aborcji są (były)wymierzone przeciwko kobietom...
                            Pozdr. B.
                            • b.u.zz Re: biedni, niedocenieni geniusze... 07.01.03, 15:22
                              zjadlo mi caly post, wiec go powtorze, choc pewnie skrotowo:

                              przesadzasz.
                              inkwizycja: to byla najobiektywniejsza instytucja sadowa owych czasow.
                              stosowala jasne i uczciwe procedury (domniemanie niewinnosci, surowe karanie
                              krzywoprzysiezcow) i podlegajac papiezowi byla niezalezna od lokalnych gier o
                              wladze itd.itp.
                              cel: tropienie herezji. w owczesnej europie herezje stanowily najwieksze
                              zagrozenie dla pokoju i zycia ludzi. brzmi to smiesznie, ale wlasnie herezje
                              stanowily czesto pretekst do prowadzenia wojny, czy tez zwyklego rozboju.
                              wyroki: inkwizycja stwierdzala fakt - lub jego brak - herezji. wyroki
                              wykonywaly wladze swieckie. auto da fe oznaczalo zapalenie swieczki przez
                              nawroconego heretyka, zaiste straszna kara. dopiero potem nazwe te zaczeto
                              stosowac do spalenia na stosie, lecz statystyki "badaczy" wrzucily i jedno i
                              drugie do jednej kategorii. co wiecej, w kazdym momencie mozna sie bylo
                              przyznac do bledu i odwolac bledy, co wplywalo na orzeczenie trybunalu. i, co w
                              naszej dyskusji najwazniejsze, inkwizycja, dzieki swoim mechanizmom,
                              ZAPOBIEGALA wlasnie szalenstwu zwanemu "polowaniem na czarownice". zakazywala
                              ona skazywania osob niewinnych jak i karala niesluszne oskarzenia o czary.
                              zwracam uwage na to, ze tam, gdzie bylo najwiecej stosow z czarownicami,
                              inkwizycji nie bylo. gdyby takze przyjac w dobrej wierze niektore dane,
                              siegajace nawet milionow kobiet spalonych jako czarownice, to mozna by sie
                              zdziwic, jak w ogole europejczycy dotrwali do dzisiaj.
                              dziwi mnie tez, jak mozna traktowac palenie czarownic na stosie jako walke
                              kosciola z aborcja, czy nawet tylko kontrola plodnosci. brzmi to zbyt .. hmm..
                              prosto.
                              pozdrawiam
                              b.
                              • uli czyżby heretykami były zatem w 99% panie? 07.01.03, 15:42
                                źródło, jak wiadomo, niefeministyczne:

                                onet, wiem: inkwizycja, ostatni akapit:

                                Najczęstszymi sposobami działania inkwizycji były: szpiegostwo, donosicielstwo,
                                przesłuchania, tortury, palenie dzieł, palenie heretyków na stosach. Wśród
                                inkwizytorów największą sławę (w spisie dokumentów kościelnych wyróżniony
                                jako "gorliwy obrońca prawowierności") zdobył dominikanin niemiecki Sprenger,
                                autor książki Malleus maleficarum (Młot na czarownice). Książka Sprengera
                                pozostaje w bezpośrednim związku z bullą Innocentego VIII, wg której każda
                                czarownica pozostaje w stosunku płciowym z diabłem. Książka opisuje
                                przesłuchanie i spalenie na stosach dziewięćdziesięciu czarownic. Ile
                                rzeczywiście kobiet spłonęło na stosach inkwizycyjnych pod zarzutem czarów do
                                dziś nie ustalono. W XVIII w. inkwizycja została zniesiona w większości krajów
                                europejskich. Najdłużej działała we Włoszech, bo aż poza połowę XIX w. (do
                                1859).
                                • b.u.zz skad te 99 proc??? nt 07.01.03, 15:49

                                  • uli kontrowersyny tytuł.no i były to w wiekszości pani 07.01.03, 16:01
                                    Według szacunków Briana B. Levacka, zawartych w książce "Polowanie na
                                    czarownice w Europie", w wieku XVI w całej Europie spalono za czary około 300
                                    tysięcy osób, głównie kobiet. Dwie trzecie z nich zginęło w protestanckich
                                    Niemczech, a około 70 tysięcy w oderwanej od Kościoła Anglii.
                                    • Gość: tad Re: kontrowersyny tytuł.no i były to w wiekszości IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 07.01.03, 20:49
                                      uli napisała:

                                      > Według szacunków Briana B. Levacka, zawartych w książce "Polowanie na
                                      > czarownice w Europie", w wieku XVI w całej Europie spalono za czary około 300
                                      > tysięcy osób, głównie kobiet. Dwie trzecie z nich zginęło w protestanckich
                                      > Niemczech, a około 70 tysięcy w oderwanej od Kościoła Anglii.
                                      >

                                      A to ciekawe, bo ja trafiłem tam na coś takiego: "Ogólna liczba została
                                      wyolbrzymiona zarówno przez uczestników polowań, jak i przez późniejszych
                                      autorów, z różnych przyczyn pragnących uwypuklić wagę omawianego procesu.
                                      Szczegółowe badania naukowe zasadniczo doprowadziły do obniżenia szacunkowej
                                      łącznej liczby ogólnej ofiar(...). W ogólnej ocenie rozmiarów polowania ważną
                                      rzeczą jest również rozróżnienie między liczbą procesów i egzekucji. W
                                      Niemczech odnotowano polowania na czarownice, w których rzeczywiście wszyscy
                                      podejrzani zostali skazani i uśmierceni, lecz był to raczej wyjątek z reguły.
                                      (...). Jeśli nawet weźmiemy pod uwagę, że niektóre protokoły sądowe zaginęły,
                                      lub uległy zniszczeniu, ogół ludzi rzeczywiście sądzonych za uprawianie czarów
                                      w Europie nie sięgnie być może liczby 100 000 osób. (...). Te bardzo
                                      przybliżone obliczenia składają się na liczbę nieco poniżej 110 000 procesów.
                                      Statystyczne zestawienie (bez danych z Niemiec i Polski, gdzie procesów było
                                      dużo - tad) pozwala na przyjęcie wskaźnika 48% procesów zakończonych wyrokiem
                                      śmierci. Liczba nielegalnych rozpraw (które zazwyczaj kończyły się śmiercią -
                                      tad) mogłaby wpłynąć na znaczne nawet podwyższenie tych danych. Jak się wydaje
                                      nie byłoby pozbawione podstaw twierdzenie, że w Europie stracono około 60 000
                                      czarownic we wczesnonowozytnym okresie" (B. Levack, Polowanie na czarownice w
                                      Europie wczesnonowozytnej", str. 31,32,33). Skąd wzięłaś te 300 000 ?
                                      • uli rafał z gazety polskiej:-) 07.01.03, 21:52
                                        z internetowego eseju rafała m. ziemkiewicza, dla gazety polskiej, nie muszę
                                        chyba uważac, co gazeta polska może uważać o inkwizycji (że jest nadmuchanym
                                        tematem)

                                        zaraz ci go znajdę:
                                        www.wsm.gdynia.pl/~beata/inkwiz.html
                                        skorzystałam ze źródeł mojego przeciwnika, i teraz wytaczam je przeciwko
                                        wszystkim bajeczkom, że nie chodziło o pieniądze, władzę, kontrolę płodności, a
                                        przy okazji demonizację kobiety jako łączniczki ze światem szatana, seksu,
                                        grzechu.
                                        • Gość: tad Re: rafał z gazety polskiej:-) IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.03, 17:52
                                          uli napisała:

                                          > z internetowego eseju rafała m. ziemkiewicza, (...)

                                          No więc Ziemkiewicz widocznie nie doczytał. Zdarza się.

                                • Gość: tad Re: czyżby heretykami były zatem w 99% panie? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 07.01.03, 20:50
                                  uli napisała:

                                  > źródło, jak wiadomo, niefeministyczne:
                                  >
                                  > onet, wiem: inkwizycja, ostatni akapit:
                                  >
                                  > Najczęstszymi sposobami działania inkwizycji były: szpiegostwo,
                                  donosicielstwo,
                                  >
                                  > przesłuchania, tortury, palenie dzieł, palenie heretyków na stosach.

                                  Szpiegostwo, donosicielstwo i przesłuchania są także "najczęstszymi sposobami
                                  działania" każdej współczesnej policji. Masz może pomysł jak można działać
                                  inaczej w tej branży? Oddzielenie "przsłuchania" od "tortur" świadczy o
                                  ignorancji autorów hasła. Tortury były jedną z procedur stosowanych podczas
                                  przesłuchania. Oburza Cię to? Zaręczam, że wolałbym wpaść w ręce Inkwizycji,
                                  niż w ręce XX wiecznych NKWD, Gestapo, czy paru jeszcze innych służb
                                  specjalnych. Nie oszukujmy się - tortury stosuje się i dzisiaj. Robi to KAŻDA
                                  służba specjalna, tyle, że nielegalnie.


                                  Wśród
                                  > inkwizytorów największą sławę (w spisie dokumentów kościelnych wyróżniony
                                  > jako "gorliwy obrońca prawowierności") zdobył dominikanin niemiecki Sprenger,
                                  > autor książki Malleus maleficarum (Młot na czarownice).


                                  Autorów było 2. Jeśli "Onet" podaje jednoeg, to źle o nim świadczy. Mam zresztą
                                  tą ksiązkę - może się jeszcze przydać.



                                  >Książka Sprengera
                                  > pozostaje w bezpośrednim związku z bullą Innocentego VIII, wg której każda
                                  > czarownica pozostaje w stosunku płciowym z diabłem. Książka opisuje
                                  > przesłuchanie i spalenie na stosach dziewięćdziesięciu czarownic. Ile
                                  > rzeczywiście kobiet spłonęło na stosach inkwizycyjnych pod zarzutem czarów do
                                  > dziś nie ustalono.

                                  Pamiętaj, że urodziliśmy się w XX wieku i mamy dość marne podstawy, by oburzać
                                  się na okrucieństwo sprzed wieków. Oburza Cię, że w ciągu kilkuste lat zabito w
                                  Europie ileś tam tysięcy "czarownic"? W Związku Sowieckim w ciągu mniej więcej
                                  2 lat zagłodzono w imię Postępu więcej niż 10 milionów ludzi. To nie była
                                  tajemnica, co nie przeszkadzało całej plejadzie zachodnich humanistów sławić
                                  Stalina. Oburza Cię, że Sprengler napisał "Młot na czarownice"? Nasza poczciwa
                                  noblistka Szymborska pisała peany na cześć systemu, który zgładził miliony i
                                  podpisywała petycje potępiające skazanych w procesach politycznych. Inkwizycja
                                  paliła książki? Za Twojego życia w Polsce mielono całe nakłady z przyczyn
                                  politycznych. Zanim zaczniesz wystawiać cenzurki Inkwizycji, przeczytaj
                                  np. "Czarną księgę komunizmu". To zmieni nieco Twoją perspektywę.
                                  Dodam, że nazywając czarownice "heretyczkami" popełniasz duże uproszczenie (o
                                  ile nie błąd), poza tym ofiarą "polowań" NIE były wyłącznie kobiety.


                                  W XVIII w. inkwizycja została zniesiona w większości krajów
                                  > europejskich. Najdłużej działała we Włoszech, bo aż poza połowę XIX w. (do
                                  > 1859).

                                  W pewnym sensie Inkwizycja istnieje dom dziś, w postaci Kongragacji Czystości
                                  Doktryny Wiary (o ile nie pomyliłem czegoś w nazwie). Na jej czele stoi kard.
                                  Ratzinger.
                                  • uli ludzie byli nosnikami wiedzy wiec potraktowano ich 07.01.03, 22:15
                                    > Pamiętaj, że urodziliśmy się w XX wieku i mamy dość marne podstawy, by
                                    oburzać
                                    > się na okrucieństwo sprzed wieków.

                                    okrucieństwo to nie jest pojęcie abstrakcyjne. właśnie na okrucieństwo, w imię
                                    tzw. prawd uniwersalnych powinniśmy ZAWSZE się oburzać! tym mionionym też, może
                                    nawet zwłaszcza tym- w imię nie powtarzania cudzych błędów

                                    Oburza Cię, że w ciągu kilkuste lat zabito w
                                    >
                                    > Europie ileś tam tysięcy "czarownic"? W Związku Sowieckim w ciągu mniej
                                    więcej
                                    > 2 lat zagłodzono w imię Postępu więcej niż 10 milionów ludzi.

                                    to również mnie oburza! ale to nie hazard, zeby przebijać się zbrodniami coraz
                                    wiekszego pokroju! zaczeliśmy rozmowę o inkwizycji, to skończmy! związek
                                    radziecki nie usprawiedliwia ani mniejszychani wiekszych zbrodni popełnionuych
                                    przez inne narody.

                                    czy chodzi ci o to, że wolisz swoje własne, ochrzczone mianem boskości zło? my
                                    jesteśmy źli, ale są gorsi?
                                    >

                                    . To nie była
                                    > tajemnica, co nie przeszkadzało całej plejadzie zachodnich humanistów sławić
                                    > Stalina.

                                    ojej tad, to ty JESTEŚ FANEM ZACHODNIEJ KULTURY I ZACHODNICH humanistów!
                                    nie powiewaj mi tu jak pierwszomajowa...

                                    Oburza Cię, że Sprengler napisał "Młot na czarownice"? Nasza poczciwa
                                    > noblistka Szymborska pisała peany na cześć systemu, który zgładził miliony i
                                    > podpisywała petycje potępiające skazanych w procesach politycznych.

                                    jasne, co jeszcze powiedział ci swistak pakujacy czekolady w sreberka? że
                                    swiatem rzadzą żydzi?

                                    nawet jeśli tak było (a nie było) to np. salvador dali sympatyzował z
                                    faszystami, by potem zmienić zdanie.

                                    Inkwizycja
                                    > paliła książki? Za Twojego życia w Polsce mielono całe nakłady z przyczyn
                                    > politycznych.

                                    to prawda tylko dlatego, że jak wiemy w tym czasie drukowano głównie biblię,
                                    która i tak nie była dla jakichstam zwyczajnych ludzi majacych kontakty z
                                    szatanem;-) wtedy ludzie byli nosnikami wiedzy, wiec można powiedzieć, ze
                                    potraktowano ich jak ksiązki na cenzurowanym:-)

                                    Zanim zaczniesz wystawiać cenzurki Inkwizycji, przeczytaj
                                    > np. "Czarną księgę komunizmu".

                                    ooo, jaki straszny tytuł! jaka jestem zła, że śmiem zawracać forumowiczom głowę
                                    jakimiśtam paruset tysiącami! jaka nieroztropna!

                                    > Dodam, że nazywając czarownice "heretyczkami" popełniasz duże uproszczenie (o
                                    > ile nie błąd), poza tym ofiarą "polowań" NIE były wyłącznie kobiety.

                                    oczywiscie. było na wszystkich przeszkadzjacych myśleniem. kobiety płonęły, tak
                                    jak w tym kawałku o strasburgu, gdy pan inkwizytor miał zły dzień.

                                    z resztą prawo magdeburskie to odrębna sprawa. jeszcze bardziej smierdząca niż
                                    inkwizycja.

                                    > W pewnym sensie Inkwizycja istnieje dom dziś, w postaci Kongragacji Czystości
                                    > Doktryny Wiary (o ile nie pomyliłem czegoś w nazwie). Na jej czele stoi kard.
                                    > Ratzinger.

                                    ale kosciół dziś niema już takiego zasięgu jak kiedyś...dziś już nikt nie
                                    popełni za innowierstwo auto da fe. Jan Paweł II przeprosił z resztą za te
                                    wszystkie mroczne zakamarki watykańskich dziejów.

                                    i to jest ładny optymistyczny akcent:)
                                    • Gość: tad Re: ludzie byli nosnikami wiedzy wiec potraktowan IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 08.01.03, 19:53
                                      uli napisała:

                                      > to również mnie oburza! ale to nie hazard, zeby przebijać się zbrodniami
                                      >coraz wiekszego pokroju!

                                      Nie chodzi o "przebijanie się zbrodniami", chodzi o "uregulowanie perspektywy".

                                      > czy chodzi ci o to, że wolisz swoje własne, ochrzczone mianem boskości zło?
                                      >my jesteśmy źli, ale są gorsi?

                                      Owszem - było dużo gorszych rzeczy na świecie niż Inkwizycja.

                                      > ojej tad, to ty JESTEŚ FANEM ZACHODNIEJ KULTURY I ZACHODNICH humanistów!
                                      > nie powiewaj mi tu jak pierwszomajowa...

                                      Fanem zachodniej kultury - tak, i dlatego nie lubię komunizmu, czy feminizmu (i
                                      paru innych "izmów"), które - będąc co prawda jej produktem - są dla niej
                                      szkodliwe.

                                      > jasne, co jeszcze powiedział ci swistak pakujacy czekolady w sreberka? że
                                      > swiatem rzadzą żydzi? nawet jeśli tak było (a nie było) to np. salvador dali
                                      >sympatyzował z faszystami, by potem zmienić zdanie.

                                      Ależ oczywiście, że TAK było. Dlaczego właściwie mi nie wierzysz w tej sprawie?
                                      Szymborska sławiła budowę "Nowego Wspaniałego Świata" i potępiała "reakcję"
                                      (chcesz cytat? Wierszyk, czy fragment listu?). W ogóle Szymborska lubi
                                      podpisywać różne listy - kiedyś potępiające "reakcjonistów", dziś
                                      feministyczny "List 100 kobiet". A co powiesz o pani Janion podporze polskiego
                                      feminizmu? W czasach "stalinizmu" była asystentką Stefana Żółkiewskiego -
                                      jednego z głównych stalinizatorów polskiej kultury. Wiesz co się wtedy działo
                                      na uniwersytetach? Janion ma osobliwą słabość do "izmów" - a to "marksizm",
                                      to "feminizm". Tak bywa.


                                      > to prawda tylko dlatego, że jak wiemy w tym czasie drukowano głównie biblię,
                                      > która i tak nie była dla jakichstam zwyczajnych ludzi majacych kontakty z
                                      > szatanem;-)

                                      Nie pisz "jak wiemy" skoro - jak widać - nie wiecie (skąd to my?) zbyt wiele na
                                      ten temat. Skąd pomysł, że drukowano wtedy "głównie biblię"?


                                      > ooo, jaki straszny tytuł! jaka jestem zła, że śmiem zawracać forumowiczom
                                      >głowę jakimiśtam paruset tysiącami! jaka nieroztropna!

                                      Straszny tytuł i strasznie gruba książka, ale i tak polecam. Nie chodzi o to,
                                      że zawracasz głowę, ale o to, że piszesz - powiedzmy - bez zastanowienia.


                                      > z resztą prawo magdeburskie to odrębna sprawa. jeszcze bardziej smierdząca
                                      >niż inkwizycja.

                                      A to czemu?

                                      >Jan Paweł II przeprosił z resztą za te
                                      > wszystkie mroczne zakamarki watykańskich dziejów.
                                      >i to jest ładny optymistyczny akcent:)

                                      Teraz czekam na przeprosiny feministek.
                                      • sagan2 Re: ludzie byli nosnikami wiedzy wiec potraktowan 09.01.03, 09:51
                                        Gość portalu: tad napisał(a):


                                        > >Jan Paweł II przeprosił z resztą za te
                                        > > wszystkie mroczne zakamarki watykańskich dziejów.
                                        > >i to jest ładny optymistyczny akcent:)
                                        >
                                        > Teraz czekam na przeprosiny feministek.

                                        a za co Cie maja przeprosic?
                                        • Gość: barbinator Re: ludzie byli nosnikami wiedzy wiec potraktowan IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.03, 16:03
                                          sagan2 napisała:

                                          > Gość portalu: tad napisał(a):
                                          >
                                          >
                                          > > >Jan Paweł II przeprosił z resztą za te
                                          > > > wszystkie mroczne zakamarki watykańskich dziejów.
                                          > > >i to jest ładny optymistyczny akcent:)
                                          > >
                                          > > Teraz czekam na przeprosiny feministek.
                                          >
                                          > a za co Cie maja przeprosic?

                                          Pewno za Szymborską i Janion...
                                          Ciekawe czy ja mogę liczyć na jakieś przeprosiny ze strony "patriarchalnych" za
                                          to, że Mazowiecki wspierał komunistów działając w PAXie a Jurczyk był wtyką
                                          esbecji?
                              • uli czy wyprawy krzyżowe to były wyprawy po bułeczki? 07.01.03, 15:53
                                skoro wszystko jest takie...nieskazitene moralnie(?) to może wycieczki w 'imię
                                Jezusa Chrystusa' też były jakimś zwyczajnym mordem w imieniu prawa
                                ("boskiego"), którego wyrok kazdemu innowiercy się nalezał?

                                "nie przesadzajmy, to przeciez tylko sprawidliwość"
                                • b.u.zz Re: czy wyprawy krzyżowe to były wyprawy po bułec 07.01.03, 15:59
                                  rany boskie! jak mozna tak ideologizowac historie?! a co wtedy bylo wyprawa po
                                  buleczki? a turcy to niby na kawe do wiednia wpadli? to byly takie czasy - jak
                                  widac bardzo dlugie czasy.
                                  b.
                                  ps. widze, ze odpisujesz na czesc moich postow i sie dziwie, jak latwo
                                  przeszlas do porzadku dziennego nad nieudowodnionymi oszczerstwami o moim
                                  wyzywaniu cie.
                                  b.
                                  • uli (dupek) 07.01.03, 16:15
                                    nie dyskutuję z tobą, tylko z twoimi pogladami, dlatego nie dam się wciągnąć w
                                    kolejne pomiatanie, nie sprowokujesz mnie. mam w dupie twoje uzalania się nad
                                    sobą, o jejku, jaki nieszczęśliwy biedny cham.

                                    dalsza część prawdy o epoce:

                                    "Właściwych proporcji nabierają te liczby dopiero na tle realiów epoki, w
                                    której - wedle osławionego prawa Magdeburskiego - każdy sąd grodzki, złożony z
                                    najzupełniej przypadkowych mieszczuchów i zadającego męki "mistrza", mógł
                                    wymierzyć 21 rodzajów "kwalifikowanej" (tj. połączonej ze specjalnymi
                                    torturami) śmierci za przestępstwa takie, jak kradzież czy cudzołóstwo. W
                                    Strasburgu w samym tylko październiku 1582 skazano na stos 134 czarownice -
                                    dokładnie dwa razy więcej, niż wynosi zsumowana liczba ofiar pięciu
                                    największych auto da f? w dziejach Inkwizycji Hiszpańskiej. W księgach
                                    miejskich Genewy znajdujemy zapis, iż w 1545 Kalwin kazał tam spalić za czary -
                                    bez żadnego sądu - 31 osób."
                                    • maciej.k1 Re: (dupek) - GDZIE JESTEŚ SAGAN? 09.01.03, 12:22
                                      uli napisała:

                                      > nie dyskutuję z tobą, tylko z twoimi pogladami, dlatego nie dam się wciągnąć
                                      w
                                      > kolejne pomiatanie, nie sprowokujesz mnie. mam w dupie twoje uzalania się nad
                                      > sobą, o jejku, jaki nieszczęśliwy biedny cham.

                                      Gdzie teraz jesteś, Sagan? Czemu nie interweniujesz? Jesteś tak przesadnie
                                      wrażliwa na najmniejsze uchybienie czci kobiecej w dyskusji, a tu pomijasz tak
                                      ewidetny przypadek złych manier, tylko dlatego, że ich ofiarą padł mężczyzna?
                                      To na tym polega Twoje "równouprawnienie"?

                                      Pozdrawiam -
                                      • sagan2 CZEKAM NA PRZEPROSINY 09.01.03, 12:51
                                        nigdzie nie bronie "czci kobiecej", tylko wypowiadam sie
                                        (czasami!) przeciwko chamstwu czy zlemu wychowaniu.
                                        rozumiem, ze zdajesz sobie spraee, ze gdybym chciala
                                        interweniowac na kazdy objaw powyzszego, to na nic innego
                                        nie mialabym czasu... kazdy (prawie) ma cos na swoim
                                        koncie.
                                        juz chyba o tym kiedys rozmawialismy.

                                        reaguje, jak cos mnie wyjatkowo zdenerwuje.

                                        oczywiscie dobrze jest teraz nie pamietac, jak bronilam i
                                        Ciebie przed chamskimi postami albo jak "ujelam sie" za
                                        Ksieciem "napastowanym" przez Winnie...

                                        wygodnie tylko pamietac, ze nic nie napisalam, gdy Zula
                                        nazwala Buzza dupkiem...

                                        ... ot, taka meska logika...

                                        widzisz, Ty wszystko stawiasz w kategoriach my-oni.
                                        bronic tylko naszych, winic tylko nie_naszych.
                                        ja to widze inaczej.

                                        PS1. ciagle czekam na przeprosiny

                                        PS2. nazwanie Buzza 'dupkiem' bylo chamskie, jak to
                                        zobaczylam w tytule to sie zniesmaczylam. Zula przegiela.
                                        ale juz mi sie zwyczajnie nie chcialo wszczynac
                                        "krucjaty", bo i za duzo i co by to dalo?
                                  • uli Re: czy wyprawy krzyżowe to były wyprawy po bułec 07.01.03, 16:19
                                    teraz ze strony dominikanów:

                                    Państwo popierało inkwizycję zwalczającą herezje dlatego, że ruchy heretyckie,
                                    także te, które nawracał św. Dominik, były z ducha rewolucyjne i to w takim
                                    sensie w jakim my współcześnie rozumiemy rewolucyjność, przez co stanowiły
                                    poważne zagrożenie dla porządku społecznego. Niejednokrotnie np. waldensi
                                    przynaglani duchem ubóstwa grabili i mordowali właścicieli ziemskich a także
                                    z "pogardy dla ciała" uprawiali rozpustę.

                                    nie ma jak zabić rozpustnego dziada!
                              • Gość: barbinator Re: biedni, niedocenieni geniusze... IP: 213.76.11.* 07.01.03, 21:00
                                b.u.zz napisał:

                                > zjadlo mi caly post, wiec go powtorze, choc pewnie skrotowo:
                                >
                                > przesadzasz.
                                > inkwizycja: to byla najobiektywniejsza instytucja sadowa owych czasow.
                                > stosowala jasne i uczciwe procedury (domniemanie niewinnosci, surowe karanie
                                > krzywoprzysiezcow) i podlegajac papiezowi byla niezalezna od lokalnych gier o
                                > wladze itd.itp.
                                > cel: tropienie herezji. w owczesnej europie herezje stanowily najwieksze
                                > zagrozenie dla pokoju i zycia ludzi. brzmi to smiesznie, ale wlasnie herezje
                                > stanowily czesto pretekst do prowadzenia wojny, czy tez zwyklego rozboju.
                                > wyroki: inkwizycja stwierdzala fakt - lub jego brak - herezji. wyroki
                                > wykonywaly wladze swieckie. auto da fe oznaczalo zapalenie swieczki przez
                                > nawroconego heretyka, zaiste straszna kara. dopiero potem nazwe te zaczeto
                                > stosowac do spalenia na stosie, lecz statystyki "badaczy" wrzucily i jedno i
                                > drugie do jednej kategorii. co wiecej, w kazdym momencie mozna sie bylo
                                > przyznac do bledu i odwolac bledy, co wplywalo na orzeczenie trybunalu. i, co
                                w
                                >
                                > naszej dyskusji najwazniejsze, inkwizycja, dzieki swoim mechanizmom,
                                > ZAPOBIEGALA wlasnie szalenstwu zwanemu "polowaniem na czarownice". zakazywala
                                > ona skazywania osob niewinnych jak i karala niesluszne oskarzenia o czary.
                                > zwracam uwage na to, ze tam, gdzie bylo najwiecej stosow z czarownicami,
                                > inkwizycji nie bylo. gdyby takze przyjac w dobrej wierze niektore dane,
                                > siegajace nawet milionow kobiet spalonych jako czarownice, to mozna by sie
                                > zdziwic, jak w ogole europejczycy dotrwali do dzisiaj.


                                Nie pisałam o inkwizycji, tylko o polowaniach na czarownice. Nie potrafię z
                                głowy podać żadnych liczb, ale jestem pewna że więcej kobiet spłoneło na
                                stosach protestanckich niż katolickich.
                                Co do inkwizycji - za mało o niej wiem żeby dyskutować, ale przyznam że teza o
                                uczciwości i sprawiedliwości tej instytucji jest dla mnie nieco, hmm szokująca.
                                Jeśli było tak dobrze, to skąd się wziął powszechny strach przed sądami
                                inkwizycji? - skoro sądziła w sposób sprawiedliwy to chyba nie było się czego
                                bać?


                                > dziwi mnie tez, jak mozna traktowac palenie czarownic na stosie jako walke
                                > kosciola z aborcja, czy nawet tylko kontrola plodnosci. brzmi to zbyt ..
                                hmm..
                                > prosto.

                                Wydawało mi się, że dość jasno ujęłam o jakie podobieństwo mi chodzi, ale
                                dobrze powtórzę wyraźniej: kobiety zwane czarownicami często zajmowały się
                                antykoncepcją, która była (a nawet jest nadal) niezgodna z naukami Kościoła.
                                Aborcja też jest niezgodna z naukami Kościoła.
                                Z punktu widzenia K. oba te zjawiska należy zwalczać co też i K. czyni -
                                stosując przy tym środki odpowiednie dla "ducha epoki".
                                To naprawdę nie jest to samo co stwierdzenie, że spalenie na stosie jest
                                porównywalne do wspólczesnych kar za dokonanie aborcji.
                                Aha, i oczywiście nie uważam, że JEDYNĄ przyczyną stosów była walka z
                                antykoncepcją, po prostu akurat o tym była mowa więc o tym pisałam.
                                Pozdr. B.
                                • Gość: maly.k Re: biedni, niedocenieni geniusze... IP: *.BrockU.CA 07.01.03, 21:21
                                  Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                  > Jeśli było tak dobrze, to skąd się wziął powszechny strach przed sądami
                                  > inkwizycji? - skoro sądziła w sposób sprawiedliwy to chyba nie było się czego
                                  > bać?
                                  Niech mnie tad poprawi, jesli sie myle, ale z tego co rozumiem Sw. Oficjum bylo
                                  przede wszystkim instytucja terroru politycznego. Bo i religia byla podstawowym
                                  elementem polityki i ideologia spajajaca Europe.
                                  Policja polityczna Watykanu. A ze wowczas wladza papiezy byla jak najbardziej
                                  realna, to i tortury musialy byc realne.

                                  Tepienie czarownic odbylo sie niejako 'przy okazji'.

                                  Nikt nie mowi, ze inkwizycja byla okazem sprawiedliwosci. Nie byla, byla
                                  wynaturzeniem. Ale przykladanie do tego miarki monteskiuszowych sadow jest
                                  anachronizmem, takim samym jak przewody elektryczne w Krzyzakach.

                                  Podobno wiezienia inkwizycji (nie pamietam, gdzie to czytalem, ale w sobote
                                  moge sie przygotowac) byly czyste, dawano zrec i od czasu do czasu kogos
                                  stamtad wypuszczano. Wydostac sie z miejskiej jamy bylo pono duzo trudniej. I
                                  szybciej sie tam chudlo. Takie czasy...

                                  Pozdrawiam,

                                  mk.
                                • b.u.zz Re: biedni, niedocenieni geniusze... 07.01.03, 23:26
                                  naturalnie, w czasach inkwizycji duzo zla sie stalo. takze z powodu samej
                                  inkwizycji. bez dwoch zdan. jednak to nie wystarczy, aby z gory stwierdzic, ze
                                  1. inkwizycja demonizowala kobiety (trudno nawet na takim poziomie dyskutowac),
                                  2. inkwizycja byla najgorszym dzieckiem epoki (epok?).
                                  po pierwsze, czarna legenda. czarna legenda nie odnosi sie tylko do inkwizycji.
                                  caly okres po starozytnosci, a przed odrodzeniem (odrodzeniem?!) nazwano
                                  wiekami ciemnymi. totalna naturalnie bzdura, chyba ze nalezy rozumiec to
                                  jak: "ogolnie bylo gorzej, bo czasy byly bardziej ubogie". pod innym wzgledem
                                  nie byly to wcale wieki ciemne.
                                  po drugie: sama inkwizycja. nie nalezy mieszac inkwizycji jako takiej z
                                  hiszpanska inkwizycja. ta druga byla w sumie tajna policja krola hiszpanii i
                                  jemu byla podporzadkowana.
                                  po trzecie: ogolny kontekst tamtych czasow. tak, byly to czasy gwaltowne. nie
                                  one pierwsze i nie ostatnie. nie o to chodzi, kto byl gorszy: hitler, stalin
                                  czy bernard gui (zapewniam, ze nie ten ostatni). chodzi o to, ze w tamtych
                                  czasach ludzie dysponowali inna wrazliwoscia, prawa oskarzonego byly zupelnie
                                  inaczej rozumiane, do tego dochodzily roznice stanowe itd.itp. na tym tle - i o
                                  tym pisalem - inkwizycja wyrozniala sie w wielu aspektach pozytywnie. tak -
                                  kodyfikowala proces, tak - zakazywala tortur (naprawde!, potem, przyznaje,
                                  dopuscila je, ale spotykalo sie to z duzym oporem wielu sedziow
                                  inkwizycyjnych!), tak - uchronila wiele "czarownic" przed stosem. wielu nie
                                  uchronila? - tak. zdarzaly sie straszliwe rzeczy? - tak.
                                  padla tez frywolna uwaga o "zabiciu rozpustnego dziada". na prawde, bardzo bym
                                  chcial, aby swiat byl taki prosty i lagodny. nie byl. ten frywolny dziad
                                  najprawdopodobniej wlasnorecznie zabil i zgwalcil wiele osob zanim go zlapano.

                                  powtarzam: nie bronie poszczegolnych przypadkow, kiedy dzialania inkwizycji
                                  byly zle. prawdopodobnie bylo tego tak duzo, ze za duzo. ale inni w tym samym
                                  czasie i tym samym miejscu byli gorsi.
                                  pozdrawiam
                                  b.
                                  • Gość: barbinator Re: biedni, niedocenieni geniusze... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 08.01.03, 15:58
                                    b.u.zz napisał:

                                    > naturalnie, w czasach inkwizycji duzo zla sie stalo. takze z powodu samej
                                    > inkwizycji. bez dwoch zdan. jednak to nie wystarczy, aby z gory stwierdzic,
                                    ze
                                    > 1. inkwizycja demonizowala kobiety (trudno nawet na takim poziomie
                                    dyskutowac),

                                    Szczerze mówiąc wydaje mi się, że to nie Zula demonizuje inkwizycję (pisząc że
                                    ta demonizowała k.), ale rozmówcy demonizują wypowiedzi Zuli...
                                    Jesteśmy na necie a nie na sesji naukowej, tutaj nie sekuje się rozmówcy tylko
                                    z powodu emocjonalnego tonu jego wypowiedzi! Mam wrażenie jakby rozmówcy Zuli
                                    dyskutowali z formą zamiast skupić się na treści. A treść wcale nie była aż tak
                                    kontrowersyjna.
                                    Mamy przecież kilka pewnych faktów:

                                    - kobiety dążące do kontrolowania swojej płodności, co dla kobiet
                                    średniowiecznych było chyba jeszcze ważniejsze niż dla wspólczesnych.
                                    - rozmaite znachorki które "wychodząc naprzeciw zapotrzebowaniu społecznemu"
                                    zajmowały się antykoncepcją i aborcją.
                                    - Kościół który z natury rzeczy (a nie w wyniku spisku) jest przeciwny
                                    jakimkolwiek formom regulacji urodzin
                                    - no i jest inkwizycja jako "zbrojne ramię sprawiedliwości kościelnej" plus
                                    brutalne metody typowe dla epoki.

                                    Czy przedstawiając te fakty demonizuję inkwizycję, czy może uprawiam
                                    jakąś "feministyczną propagandę"?
                                    Wydaje mi się, że Zula powiedziała mniej więcej to samo, tylko w innej formie,
                                    być może forma była demoniczna ale treść raczej nie.

                                    >
                                    > 2. inkwizycja byla najgorszym dzieckiem epoki (epok?).
                                    > po pierwsze, czarna legenda. czarna legenda nie odnosi sie tylko do
                                    inkwizycji.
                                    >
                                    > caly okres po starozytnosci, a przed odrodzeniem (odrodzeniem?!) nazwano
                                    > wiekami ciemnymi. totalna naturalnie bzdura, chyba ze nalezy rozumiec to
                                    > jak: "ogolnie bylo gorzej, bo czasy byly bardziej ubogie". pod innym wzgledem
                                    > nie byly to wcale wieki ciemne.
                                    > po drugie: sama inkwizycja. nie nalezy mieszac inkwizycji jako takiej z
                                    > hiszpanska inkwizycja. ta druga byla w sumie tajna policja krola hiszpanii i
                                    > jemu byla podporzadkowana.
                                    > po trzecie: ogolny kontekst tamtych czasow. tak, byly to czasy gwaltowne. nie
                                    > one pierwsze i nie ostatnie. nie o to chodzi, kto byl gorszy: hitler, stalin
                                    > czy bernard gui (zapewniam, ze nie ten ostatni). chodzi o to, ze w tamtych
                                    > czasach ludzie dysponowali inna wrazliwoscia, prawa oskarzonego byly zupelnie
                                    > inaczej rozumiane, do tego dochodzily roznice stanowe itd.itp. na tym tle - i
                                    o
                                    >
                                    > tym pisalem - inkwizycja wyrozniala sie w wielu aspektach pozytywnie. tak -
                                    > kodyfikowala proces, tak - zakazywala tortur (naprawde!, potem, przyznaje,
                                    > dopuscila je, ale spotykalo sie to z duzym oporem wielu sedziow
                                    > inkwizycyjnych!), tak - uchronila wiele "czarownic" przed stosem. wielu nie
                                    > uchronila? - tak. zdarzaly sie straszliwe rzeczy? - tak.
                                    > padla tez frywolna uwaga o "zabiciu rozpustnego dziada". na prawde, bardzo
                                    bym
                                    > chcial, aby swiat byl taki prosty i lagodny. nie byl. ten frywolny dziad
                                    > najprawdopodobniej wlasnorecznie zabil i zgwalcil wiele osob zanim go zlapano.
                                    >
                                    > powtarzam: nie bronie poszczegolnych przypadkow, kiedy dzialania inkwizycji
                                    > byly zle. prawdopodobnie bylo tego tak duzo, ze za duzo. ale inni w tym samym
                                    > czasie i tym samym miejscu byli gorsi.


                                    Na opinie o "średniowiecznej ciemnocie" miał wpływ fakt potępienia przez
                                    Kościół nowych prądów w nauce i traktowanie ich jako herezji, co sprawiło że np
                                    nauki medyczne przeżywały głęboki zastój (lekarze bywali traktowani na równi z
                                    czarownicami, zwłaszcza chirurdzy), to samo astronomia czy filozofia. Ponieważ
                                    to właśnie inkwizycja zajmowała się tropieniem heretyków, więc całe odium
                                    spadło na nią - cóż, taki life...
                                    Bo w to, że metody stosowane przez inkwizycję nie odbiegały brutalnością od
                                    obyczajów epoki jestem w stanie uwierzyć, jednak rzecz nie w metodach a w samej
                                    idei "zwalczania herezji".
                                    Nawet zrozumienie faktu, że potępienie dla heretyków wypływało z głębokiej
                                    wiary ówczesnych ludzi i ich przekonania, że tylko nawróceni grzesznicy
                                    dostąpią zbawienia (a więc inkwizycja działa dla dobra prześladowanych :)) nie
                                    sprawia, że idea zwalczania odszczepieńców stanie mi się bliska a
                                    słowo "inkwizycja" będzie się sympatycznie kojarzyć...
                                    Zdecydowanie wolę liberalizm :))
                                    Pozdr. B.
                                    • b.u.zz Re: biedni, niedocenieni geniusze... 08.01.03, 16:50
                                      na wstepie pragne szczerze przyklasnac zyczeniu, aby nie sekowac rozmowcow.
                                      tylko to prosze nie do mnie.
                                      tresc zdania (bo niczego poza tym nie bylo), ze inkwizycja demonizowala
                                      kobiety, jest nieprawdziwa. przedstawiasz na jej uzasadnienie cztery tezy, z
                                      ktorych czesc na dzien dobry jest jawnie falszywa. po pierwsze, dlaczego to
                                      niby kontrolowanie plodnosci mialo byc w owych czasach wazniejsze dla kobiet
                                      niz obecnie? wydaje mi sie, ze raczej teraz przywiazuje sie do tego wieksza
                                      wage. po drugie, inkwizycja mogla byc wieloma rzeczami, ale zbrojnym ramieniem
                                      na pewno nie byla. z checia natomiast poslucham, jak ty to uzasadniasz.
                                      czy z owych czterech tez, po odrzuceniu falszu, wynika, ze "inkwizycja
                                      demonizowala kobiety"? pokretna to logika, ktora prowadzi do takich wnioskow.

                                      traktowanie nowych pradow w nauce, jako herezje. tu mozna by duzo napisac,
                                      jednak radze nie wysuwac pochopnych wnioskow (tego zawsze lepiej unikac). jesli
                                      chodzi o filozofie, doradzalbym szczegolna ostroznosc. np: sw. tomasz z akwinu,
                                      ktory uczynil dla filozofii bardzo duzo, zostal niedlugo po smierci swietym, a
                                      w 16 w. - doktorem kosciola. a juz za zycia cieszyl sie niezwyklym powazaniem.
                                      calkiem niezle, jak na ciemny okres.
                                      nie rozumiesz tez, zdaje mi sie, istoty owczesnych herezji. to nie byla
                                      grupka "wolnomyslicieli", ktora miala inne zdanie nt. boga, czlowieka, czy
                                      chocby gwiazd. tamte czasy to byl okres obecnosci religii w kazdej sferze
                                      zycia. przekonanie nt. natury czlowieka (np. grzesznosci wszelkiej materii)
                                      moglo sie wiazac z mordowaniem wszystkich ludzi, ktorzy sie na to nie zgadzali,
                                      w pierwszym rzedzie, naturalnie, katolikow. bandy zbojcow w imie odrzucenia
                                      dobr materialnych rabowaly cale regiony, a w imie odrzucenia malzenstwa -
                                      gwalcily kobiety. to na tym forum nie powinno chyba budzic dwuznacznych ocen?
                                      ponadto, mamy tez kwestie rozdzialu wladzy miedzy kosciolem a - umownie -
                                      cesarzem. kto ma decydowac o tym, co jest herezja? cesarz, mordujac swoich
                                      konkurentow, czy kosciol, ktory jest w tych sprawach kompetentny? kosciol
                                      uznal, ze on sam. po to wlasnie byla inkwizycja. powtorze: niejednokrotnie
                                      powstrzymywala zapedy lokalnych wladcow i - co moze wazniejsze - tluszczy,
                                      ktora znajdowala wielka przyjemnosc w paleniu na stosie (kara bynajmniej nie
                                      wymyslona przez inkwizycje, lecz istniejaca na dlugo wczesniej).
                                      radze wiec zmienic zdanie nt. inkwizycji, bo w mojej ocenie, duzo jej dobrego
                                      zawdzieczamy.
                                      pozdrawiam
                                      b.
                                      • Gość: barbinator Re: biedni, niedocenieni geniusze... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.03, 11:35
                                        b.u.zz napisał:

                                        > na wstepie pragne szczerze przyklasnac zyczeniu, aby nie sekowac rozmowcow.
                                        > tylko to prosze nie do mnie.


                                        Sekowanie czasami polega nie na używaniu obraźliwych określeń tylko na
                                        negowaniu wszystkiego co mówi strona przeciwna, np poprzez skupianie się na
                                        formie zamiast treści.


                                        > tresc zdania (bo niczego poza tym nie bylo), ze inkwizycja demonizowala
                                        > kobiety, jest nieprawdziwa. przedstawiasz na jej uzasadnienie cztery tezy, z
                                        > ktorych czesc na dzien dobry jest jawnie falszywa.

                                        Po pierwsze to nie były żadne tezy, tylko łańcuch przyczynowy ze skutkiem w
                                        postaci palenia kobiet na stosach, nie tylko przez inkwizycję zresztą.
                                        Po drugie były to zdania prawdziwe, jeśli nie wierzysz, to udowodnij
                                        prawdziwość następujących twierdzeń:

                                        - kobiety nie były zainteresowane antykoncepcją
                                        - tzw czarownice nie zajmowały się antykoncepcją
                                        - Kościół nie był przeciwny antykoncepcji
                                        - zadaniem inkwizycji nie była walka z odstępstwami

                                        Jeśli chcesz dyskutować o treści, nie o formie to polemizuj ze
                                        zdaniem: "czarownice pomagały kobietom w ważnej dla nich sprawie regulacji
                                        urodzin, co było potępiane przez Kościół i zwalczane za pomocą sądów
                                        inkwizycyjnych"
                                        Ciebie jednak najwyraźniej interesuje wyłącznie forma, konkretnie
                                        stwierdzenie "inkwizycja demonizowała kobiet"
                                        Proszę bardzo - co znaczy "demonizować"?
                                        Widzieć w kimś cechy demoniczne, czyli szatańskie. Także widzieć w kimś źródło
                                        zła. Chyba zgodzisz się, że Kościół widział w kobietach, córkach Ewy źródło
                                        pierwotnego zła, powód upadku pierwszego człowieka i żródło ludzkiej
                                        pożądliwości?


                                        po pierwsze, dlaczego to
                                        > niby kontrolowanie plodnosci mialo byc w owych czasach wazniejsze dla kobiet
                                        > niz obecnie? wydaje mi sie, ze raczej teraz przywiazuje sie do tego wieksza
                                        > wage.


                                        bo kiedyś kary za seks przed i poza-małżeński były dotkliwsze niż obecnie
                                        bo panował głód i czasami nie dało się wykarmić wszystkich dzieci
                                        bo śmiertelność okołoporodowa kobiet była ogromna i czasami po urodzeniu kilku
                                        dzieci każda kolejna ciąża groziła śmiercią
                                        itd itd



                                        po drugie, inkwizycja mogla byc wieloma rzeczami, ale zbrojnym ramieniem
                                        > na pewno nie byla.

                                        W każdym znanym mi opisie inkwizycji spotyka się stwierdzenie, że była ona
                                        narzędziem powołanym do zwalczania herezji. Można się zastanawiać nad niuansami
                                        znaczeniowymi określeń "zbrojne ramię" i "narzedzie do walki" ale IMO to strata
                                        czasu.



                                        >
                                        > traktowanie nowych pradow w nauce, jako herezje. tu mozna by duzo napisac,
                                        > jednak radze nie wysuwac pochopnych wnioskow (tego zawsze lepiej unikac).
                                        jesli
                                        >
                                        > chodzi o filozofie, doradzalbym szczegolna ostroznosc. np: sw. tomasz z
                                        akwinu,
                                        >
                                        > ktory uczynil dla filozofii bardzo duzo, zostal niedlugo po smierci swietym,
                                        a
                                        > w 16 w. - doktorem kosciola. a juz za zycia cieszyl sie niezwyklym
                                        powazaniem.
                                        > calkiem niezle, jak na ciemny okres.

                                        Nie pisałam, że średniowiecze było ciemnym okresem.
                                        Co do Tomasza z Akwinu oczywiście zgoda, ale czy oprócz niego potrafisz
                                        wymienić jakiegoś wybitnego człowieka nauki tego okresu który nie spotkał się z
                                        potępieniem?
                                        Tomasz zaadaptował dla chrześcijaństwa myśl Arystotelesa, był też mistrzem
                                        logicznego wywodu opartego na wszechstronnym ujęciu i szerokiej perspektywie
                                        intelektualnej - i chwała mu za to.
                                        Jednak słabość scholastyki i w ogóle średniowiecznej nauki polegała na niechęci
                                        do eksperymentu i samodzielnej obserwacji zjawisk, braku umiejętności wyjścia
                                        poza wiarę w autorytety w samodzielne badania.
                                        Inkwizycja stała na straży przestrzegania dogmatów kościelnych i jako taka
                                        przyczyniła się do stagnacji w nauce.



                                        > nie rozumiesz tez, zdaje mi sie, istoty owczesnych herezji. to nie byla
                                        > grupka "wolnomyslicieli", ktora miala inne zdanie nt. boga, czlowieka, czy
                                        > chocby gwiazd. tamte czasy to byl okres obecnosci religii w kazdej sferze
                                        > zycia. przekonanie nt. natury czlowieka (np. grzesznosci wszelkiej materii)
                                        > moglo sie wiazac z mordowaniem wszystkich ludzi, ktorzy sie na to nie
                                        zgadzali,
                                        >
                                        > w pierwszym rzedzie, naturalnie, katolikow. bandy zbojcow w imie odrzucenia
                                        > dobr materialnych rabowaly cale regiony,

                                        A katolicy nie mordowali? Nie zapominaj, że inkwizycja została początkowo
                                        powołana w celu rozprawienia się z albigensami. Na krucjatę albigeńską ochoczo
                                        ruszyło rycerstwo w nadzieji na bogate łupy, co też się stało.



                                        a w imie odrzucenia malzenstwa -
                                        > gwalcily kobiety. to na tym forum nie powinno chyba budzic dwuznacznych ocen?
                                        > ponadto, mamy tez kwestie rozdzialu wladzy miedzy kosciolem a - umownie -
                                        > cesarzem.kto ma decydowac o tym, co jest herezja? cesarz, mordujac swoich
                                        > konkurentow, czy kosciol, ktory jest w tych sprawach kompetentny? kosciol
                                        > uznal, ze on sam. po to wlasnie byla inkwizycja.

                                        Kwestia rozdziału władzy to chyba wcześniejsza epoka, jeżeli masz na myśli spór
                                        o inwestyturę, której dalekim odpryskiem był spór o immunitet sądów duchownych
                                        (sprawa Becketta) W kwesti zwalczania herezji mamy do czynienia raczej ze
                                        współdziałaniem "korony i tiary", co znalazło wyraz w zasadzie Brachium
                                        Saeculare.
                                        Jeżeli miałeś na myśli coś innego to nie kumam bazy.

                                        powtorze: niejednokrotnie
                                        > powstrzymywala zapedy lokalnych wladcow i - co moze wazniejsze - tluszczy,
                                        > ktora znajdowala wielka przyjemnosc w paleniu na stosie (kara bynajmniej nie
                                        > wymyslona przez inkwizycje, lecz istniejaca na dlugo wczesniej).
                                        > radze wiec zmienic zdanie nt. inkwizycji, bo w mojej ocenie, duzo jej dobrego
                                        > zawdzieczamy.

                                        Przesadzasz przedstawiając inkwizycję jako coś w rodzaju Robin Hooda i jego
                                        szlachetnych przyjaciół. Równie dobrze możnaby w tej retoryce mówić o Feliksie
                                        Dzierżyńskim i jego wesołych czekistach albo o gen. Kiszczaku i dzielnych
                                        chłopcach z SB.
                                        Wszystko to były po prostu policje polityczne, czasami z prerogatywami władzy
                                        sądowniczej, stojące na straży określonego porządku i tępiące "nieprawomyślność"
                                        Możesz sobie być fanem zamordyzmu i policji politycznej, moja tolerancja dla
                                        cudzych przekonań jest przeogromna, ale jak już napisałam wcześniej - moje
                                        poglądy są inne.
                                        Pozdrawiam, B.



                                        > pozdrawiam
                                        > b.
                                        • agrafek Re: biedni, niedocenieni geniusze... 09.01.03, 12:54
                                          O, przepraszam, że się wtrącam, Barbinator, ale odczułem lekki posmak niepokoju
                                          przeczytwaszy:
                                          Po pierwsze to nie były żadne tezy, tylko łańcuch przyczynowy ze skutkiem w
                                          postaci palenia kobiet na stosach, nie tylko przez inkwizycję zresztą.
                                          Po drugie były to zdania prawdziwe, jeśli nie wierzysz, to udowodnij
                                          prawdziwość następujących twierdzeń:

                                          - kobiety nie były zainteresowane antykoncepcją
                                          - tzw czarownice nie zajmowały się antykoncepcją
                                          - Kościół nie był przeciwny antykoncepcji
                                          - zadaniem inkwizycji nie była walka z odstępstwami

                                          Wypisanie czterech zdań, których prawdziwość da się potwierdzić to jedno, a
                                          następnie ustawienie ich w "łańcuch przyczynowo-skutkowy" (hmmmm) by udowodnic
                                          jeszcze jedno twierdzenie może być lekka manipulacją. Najczęściej powtarzany
                                          przykład takiej manipulacji to:
                                          1. wszystko co zabija jest złe.
                                          2. Słońce czasem zabija.
                                          wynik - Słońce jest złe.

                                          1. Kobiety były zainteresowane antykoncepcją, owszem. A czarownice t a k ż e
                                          ową antykoncepcja się zajmowały.

                                          2. Kosciół był i jest przeciwny antykoncepcji. A zadaniem inkwizycji było
                                          zwalczanie herezji - nie odstępstw, tutaj będę się szowinistycznie czepiał
                                          definicji i już, inaczej będziemy rozmawiać o róznych sprawach. Ale, na miły
                                          bóg, zadaniem inkwizycji nie było zwalczanie antykoncepcji, z czym, mam
                                          nadzieję, się zgodzisz, a właśnie coś takiego zdaje się wynikać z
                                          Twojego "łańcucha".
                                          W dodatku, co było tu już powtarzane wielokroć - wyroki skazujące wydawały sądy
                                          świeckie, inkwizycja orzekała jedynie czy coś jest zgodne z doktryną kościoła,
                                          czy nie. A płonące na stosach czarownice daleko częściej niepokoiły lokalne
                                          społeczności niz kościół. Kościół - Watykan, papież - mógł być zaniepokojony
                                          działalnością Jana Husa, bo ta odciągała od kościoła cały naród, ale nie
                                          działalnościa zielarki z jakiejś wsi. Może to i przykład dyskryminacji, ale tak
                                          właśnie było.
                                          Pozdrawiam

                                          • Gość: barbinator Re: biedni, niedocenieni geniusze... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 10.01.03, 12:02
                                            agrafek napisał:

                                            > O, przepraszam, że się wtrącam, Barbinator, ale odczułem lekki posmak
                                            niepokoju

                                            No to chyba powinnam cię uspokoić...:)
                                            >
                                            > przeczytwaszy:
                                            (...)

                                            > Wypisanie czterech zdań, których prawdziwość da się potwierdzić to jedno, a
                                            > następnie ustawienie ich w "łańcuch przyczynowo-skutkowy" (hmmmm) by
                                            udowodnic
                                            > jeszcze jedno twierdzenie może być lekka manipulacją.

                                            Oczywiście, że MOŻE być - to zależy od tego jakie wnioski się wysnuje. Ja
                                            ułożyłam to w jedno zdanie IMHO prawdziwe - że skoro tzw czarownice zajmowały
                                            się czymś, co Kościół uważał za złe, to Kościół za pomocą inkwizycji je
                                            zwalczał. Z tego bardzo przyznasz neutralnego stwierdzenia, można wysnuwać
                                            kolejne, już bardziej ryzykowne, ale jednak mające w sobie sporo prawdy.

                                            Ja nie tyle bronię sformułowania o demonizowaniu kobiet przez Kościół (bo sama
                                            bym tego tak nie ujeła), ale staram się zwrócić uwagę na fakt, że emocjonalny
                                            sposób prowadzenia rozmowy nie musi oznaczać mówienia głupot, że warto
                                            zastanowić się nad faktyczną treścią skrywającą się pod pewnymi nieco
                                            przesadnymi określeniami - no po prostu wykazać trochę dobrej woli w dyskusji
                                            starając się zrozumieć rozmówcę (rozmówczynię..)

                                            Przecież dawmo już na tym forum udowodniono, że k. jest bardziej emocjonalna od
                                            m. więc może należałoby wyciągnąć z tego jakieś wnioski? :))

                                            Nie jest dobrze jeżeli ktoś zakłada że emocjonalizm = głupota, bo tak to nigdy
                                            się nie dogadamy...
                                            Osobiście rozumiem Zulę, która mówi dużo ciekawych i mądrych rzeczy, a jej
                                            rozmówcy skupiają się na formie wypowiedzi zamiast na treści - to naprawdę może
                                            być irytujące.

                                            >
                                            > 1. Kobiety były zainteresowane antykoncepcją, owszem. A czarownice t a k ż e
                                            > ową antykoncepcja się zajmowały.

                                            Oczywiście, że TAKŻE. Czarownice zajmowały się ogólnie leczeniem, prawdziwych
                                            lekarzy było niewielu i byli kosztowni, zresztą poziom ich wiedzy był żałosny,
                                            choćby na tle dorobku współczesnej im medycyny arabskiej.

                                            >
                                            > 2. Kosciół był i jest przeciwny antykoncepcji. A zadaniem inkwizycji było
                                            > zwalczanie herezji - nie odstępstw, tutaj będę się szowinistycznie czepiał
                                            > definicji i już, inaczej będziemy rozmawiać o róznych sprawach.


                                            ???
                                            Słowo "herezja" jest synonimiczne z "odstępstwem", nie widzę problemu?


                                            Ale, na miły
                                            > bóg, zadaniem inkwizycji nie było zwalczanie antykoncepcji, z czym, mam
                                            > nadzieję, się zgodzisz, a właśnie coś takiego zdaje się wynikać z
                                            > Twojego "łańcucha".

                                            Z mojego łańcuch może wynikać mnóstwo nieprawdziwych rzeczy, zależnie od
                                            stopnia podatności na demagogię :)
                                            Oczywiście zgadzam się, że zadaniem inkwizycji nie było zwalczanie
                                            antykoncepcji, jednak przyznaj, że w konkretnej sytuacji kobieta której
                                            udowodniono stosowanie "czarów" w celu antykoncepcji została by skazana jako
                                            winna występku herezji, czyli odstępstwa od dogmatu wiary.


                                            > W dodatku, co było tu już powtarzane wielokroć - wyroki skazujące wydawały
                                            sądy
                                            > świeckie, inkwizycja orzekała jedynie czy coś jest zgodne z doktryną
                                            kościoła,


                                            A czy sąd świecki mógł uniewinnić człowieka którego inkwizytor uznał za
                                            heretyka?


                                            > czy nie. A płonące na stosach czarownice daleko częściej niepokoiły lokalne
                                            > społeczności niz kościół. Kościół - Watykan, papież - mógł być zaniepokojony
                                            > działalnością Jana Husa, bo ta odciągała od kościoła cały naród, ale nie
                                            > działalnościa zielarki z jakiejś wsi. Może to i przykład dyskryminacji, ale
                                            tak
                                            > właśnie było.

                                            Oczywiście, że tak - pisałam przecież, że nie wierzę w "teorię spiskową", poza
                                            tym więcej kobiet spłonęł na stosach w krajach protestanckich niż katolickich.
                                            W ogóle niepotrzenbe było skupianie się na działalności inkwizycji, to trochę
                                            wypaczyło istotę problemu.
                                            Pozdr. B.


                                            > Pozdrawiam
                                            >
                                            • b.u.zz Re: biedni, niedocenieni geniusze... 10.01.03, 15:31
                                              mysle, ze pisalas tu pare rzeczy pol-serio,ale i tak odpowiem na powaznie.
                                              bronisz zuli, ze chciala powiedziec cos innego, tylko z powodu swoich emocji,
                                              ujela to w taki, a nie inny sposob. i ze trzeba sie skoncentrowac na tym, co
                                              wazne, a nie - na niewaznej formie. problem polega na tym, ze dyskusja polega
                                              na tym, ze sie bierze odpowiedzialnosc za slowo. przykro mi, ale jak sie
                                              pisze "inkwizycja demonizowala kobiety", to albo trzeba to udowodnic, albo sie
                                              wycofac. szczegolnie, jak ktos o to poprosi.
                                              pozdrawiam
                                              b.
                                              ps. przy okazji, bo nie napisalem tego w poprzednim poscie, gdyz dyskusja
                                              zeszla na sama inkwizycje. nikt dotychczas nie pokazal, ze inkwizycja
                                              traktowala kobiety inaczej, niz mezczyzn. wiec albo demonizowala wszystkich,
                                              albo nikogo.
                                              cbdo.
                                              b.
                                              • Gość: sagan Re: biedni, niedocenieni geniusze... IP: *.desy.de 10.01.03, 15:41
                                                b.u.zz napisał:


                                                > ps. przy okazji, bo nie napisalem tego w poprzednim
                                                > poscie, gdyz dyskusja zeszla na sama inkwizycje. nikt
                                                > dotychczas nie pokazal, ze inkwizycja traktowala
                                                > kobiety inaczej, niz mezczyzn. wiec albo demonizowala
                                                > wszystkich, albo nikogo.
                                                ^^^^^^^^^^^
                                                > cbdo.

                                                Buzzik... ale zakladajac, ze dyskryminowala wszystkich,
                                                to znaczy dyskryminowala *rowniez* kobiety. tak wiec
                                                zdanie "inkwizycja demonizowala kobiety" jest poprawne z
                                                tego punktu widzenia, ze nigdzie nie mowi, iz
                                                dyskryminowala *wylacznie* kobiety lub ze dyskryminowala
                                                kobiety *bardzie*.
                                                to tak dla uscislenia Twego wywodu...
                                                i nie twierdze, ze zalozenie jest prawdziwe (ani
                                                nieprawdziwe)
                                                • b.u.zz Re: biedni, niedocenieni geniusze... 10.01.03, 15:52
                                                  saganiu (jak zdrabniac, to zdrabniac :)
                                                  nie do konca. czy jesli ktos napisze: "kobiety sa glupie", to bedziesz go
                                                  bronila: ale nie napisal, ze mezczyzni nie sa?
                                                  pozdrawiam
                                                  b.
                                                  • Gość: saganiek:) Re: biedni, niedocenieni geniusze... IP: *.desy.de 10.01.03, 16:08
                                                    Buziczensku, oczywiscie, ze bede :) ale to sa emoacje...

                                                    jesli inkwizycja demonizowala wszystkich, to zdanie
                                                    "inkwizycja demonizowala kobiety" *jest* prawdziwe.
                                                    koniec kropka.

                                                    oczywiscie latwo narzuca sie interpretacja, ze to zdanie
                                                    sugeruje, iz demonizowala kobiety *bardziej* niz
                                                    mezczyzn.
                                                    ale to juz nie jest logika tego zdania, tylko jego
                                                    interpretacji lub tego, co sugeruje.
                                                    a ja sobie tylko o logice napomknelam :)
                                                • agrafek Re: biedni, niedocenieni geniusze... 10.01.03, 16:08
                                                  "Buzzik... ale zakladajac, ze dyskryminowala wszystkich,
                                                  to znaczy dyskryminowala *rowniez* kobiety. tak wiec
                                                  zdanie "inkwizycja demonizowala kobiety" jest poprawne z
                                                  tego punktu widzenia, ze nigdzie nie mowi, iz
                                                  dyskryminowala *wylacznie* kobiety lub ze dyskryminowala
                                                  kobiety *bardzie*.
                                                  to tak dla uscislenia Twego wywodu...
                                                  i nie twierdze, ze zalozenie jest prawdziwe (ani
                                                  nieprawdziwe)"

                                                  Sagan, niestety jest to rodzaj manipulacji. To tak, jakbym napisał: "Ludźmi są
                                                  mężczyźni". Patrząc na to z pewngo punktu widzenia napisałem zdanie całkowicie
                                                  prawdziwe. Tylko co bardziej radykalne feministki byłyby, może, gotowe mnie za
                                                  takie zdanie zagryźć. Bo gdzie się tutaj mieści człowieczeństwo kobiet? I tak
                                                  żonglując "prawdziwymi" zdaniami z różnych punktów widzenia możemy bawić się w
                                                  nieskończoność, udawadniać sobie mnóstwo rzeczy i nie dojść do porozumienia
                                                  nigdy.
                                                  Pozdrawiam.




                                                  • Gość: sagan Re: biedni, niedocenieni geniusze... IP: *.desy.de 10.01.03, 16:10
                                                    Agrafku, oczywiscie masz racje.
                                                    to mial byc zart na rozladowanie emocji w tym watku, ale
                                                    chyba mi nie wyszlo... :)

                                                    uwaga byla *wylacznie* do logiki. Buzz uzyl sformulowania
                                                    "co bylo do udowodnienia", wiec zalozylam, ze chce
                                                    jezykiem matematyki (w tym i logiki) troche pogadac... ;)
                                                  • b.u.zz Re: biedni, niedocenieni geniusze... 10.01.03, 16:14
                                                    w takim razie sie smieje. teraz zrozumialem i na prawde mi sie podoba :D
                                                    b.
                                                  • Gość: sagan tak wiec docenieni geniusze... IP: *.desy.de 10.01.03, 16:19
                                                    ... to my :D
                                                    milego weekendu :)
                                                  • b.u.zz i vice versa :-) nt 10.01.03, 16:26

                                                  • agrafek Re: biedni, niedocenieni geniusze... 10.01.03, 16:25
                                                    Heh, rzeczywiście z poczuciem humoru u mnie ostatnio kiepskawo... A tu jeszcze
                                                    ktoś śmie szkalować jedną z moich ulubionych instytucji w historii świata -
                                                    inkwizycję!:) (hiszpańskiej, oczywiście, się nie spodziewamy;))
                                                  • Gość: sagan Re: biedni, niedocenieni geniusze... IP: *.desy.de 10.01.03, 16:39
                                                    moze to u mnie kiepskawo i nawet dobrego dowcipu sklecic
                                                    nie umiem...
                                                    ... w koncu ci biedni, niedocenieni geniusze sie ciagna w
                                                    tytule... :))
                                        • b.u.zz Re: biedni, niedocenieni geniusze... 09.01.03, 15:28
                                          witam
                                          sekowanie: jesli mowimy o tym samym przypadku, to moja uwaga jest nadal wazna.
                                          no ale mniejsza z tym, nie o tym chce pisac.

                                          to jednak byly tezy, ale jesli wolisz nazwe "stwierdzenie", nie bede
                                          protestowal. stwierdzenie tez moze byc falszywe. moje zastrzezenia do
                                          poprzednich juz znasz, wiec odniose sie do drugiego zestawu, jak prosilas:
                                          1. kobiety nie byly zainteresowane antykoncepcja.

                                          no coz, mysle, ze czesc pewnie byla, ale czesc - pewnie nie. w kazdym razie nie
                                          na tyle, aby udawac sie do znachorki. nie znam proporcji, ale ty tez nie. przy
                                          okazji, bieda wplywa dodatnio na liczbe potomstwa. akurat to widac na kazdym
                                          kroku. rowniez religijnosc, ktora wtedy byla znacznie silniejsza. wiec - nadal
                                          nie widze powodu, aby uznac, ze wtedy bardziej kobietom zalezalo na aborcji.

                                          4. zadaniem inkwizycji nie byla walka z odstepstwami.
                                          jak agrafek napisal, z herezja. jak ja pisalem: nie walka. zadaniem inkwizycji
                                          bylo stwierdzenie faktu herezji (lub jej braku). natomiast sama inkwizycja byla
                                          narzedziem w walce z herezja. ale nie tylko - takze w utrzymaniu wladzy
                                          kosciola w sprawach duchowych oraz zapobieganiu wkraczaniu w te domene wladzy
                                          swieckiej. inkwizycja, powtorze, oczyszczala atmosfere i normalizowala cala
                                          walke miedzy wyznaniami jaka wtedy miala miejsce.
                                          co do tego, czy strata czasu jest dyskutowanie roznicy miedzy "zbrojnym
                                          ramieniem" a "narzedziem do walki", to twoja sprawa naturalnie, gdyz to twoj
                                          czas. jednak to wlasnie z tego powodu (braku czasu na dokladne okreslenie tego,
                                          o czym mowisz) nie bronisz stereotypowych stwierdzen typu "inkwizycja
                                          demonizowala kobiety".

                                          piszesz: czarownice pomagaly kobietom w waznej dla nich sprawie regulacji
                                          urodzin, co bylo potepiane przez kosciol i zwalczane za pomoca sadow
                                          inkwizycyjnych.

                                          znowu powtorze za agrafkiem i samym soba: bledne rozumowanie, wyciagasz
                                          nieuprawnione wnioski. zapewniam cie, ze gdyby czarownice nie przeprowadzaly
                                          aborcji (reszta bez zmian), ich sytuacja nie bylaby rozna. zbyt wiele innych,
                                          wazniejszych czynnikow. natomiast jest jasne, ze kwestia aborcji im tez nie
                                          pomagala.
                                          naturalne jest tez, ze walcze ze zdaniem "inkwizycja demonizowala kobiety". nie
                                          wiem, co autorka miala na mysli, bo nie chciala (?) tego wyjasnic, ale twoje
                                          wyjasnienie jest rowniez chybione. kosciol NIE widzial zla w kobiecie. zly byl
                                          szatan, odwieczny wrog. ewa ulegla jego podszeptom, ale grzech pierworodny jest
                                          przypisany KAZDEMU czlowiekowi: i mezczyzna, i kobieta maja sklonnosc do
                                          grzechu, ale zadne z nich nie jest zle. twojej tezy nie da sie w zaden sposob
                                          obronic.

                                          "wieki ciemne": ciesze sie, ze tak nie uwazasz. tylko zwroce ci uwage na
                                          jeszcze jeden fakt, ktorego nie napisalem poprzednim razem: uniwersytety.
                                          glowna instytucja naukowa naszej cywilizacji powstala i rozwinela sie wlasnie w
                                          sredniowieczu. to jednoznacznie powinno zadecydowac o pochwale rozwoju rozumu w
                                          tamtych czasow. podajesz tez rozne zarzuty, ze scholastyka nie wyszla poza
                                          teorie i autorytety itd.itp. naturalnie istnialy wtedy ograniczenia. tylko co z
                                          tego? ja nie pisze, ze sredniowiecze bylo rajem na ziemi, tylko ze bylo
                                          normalne, z normalnym rozwojem ludzkosci. to wlasnie w sredniowieczu umocnily
                                          sie podstawy naszej cywilizacji.
                                          w zwiazku z tym, trudno powiedziec, aby inkwizycja "przyczynila sie do
                                          stagnacji w nauce", bo takie stagnacji nie bylo. mozna sobie porownac rozwoj
                                          europy od 12 wieku z innymi cywilizacjami, aby zobaczyc, ze zadnej stagnacji
                                          nie bylo. tempo rozwoju moglbo byc krocej lub dluzej wolniejsze, ale tak to
                                          bywa: raz gora, raz dolem. brak dowodow na szkodliwa role inkwizycji.

                                          morderstwa na i przez heretykow: i katolicy i niekatolicy mordowali. zgadza
                                          sie. ale to heretycy wystepowali zbrojnie przeciw panujacemu porzadkowi, oni
                                          wzniecali bunty i rewolucje. to czyni walke z nimi w stu procentach
                                          uzasadniona. a inkwizycja powstala nie wylacznie do krucjaty przeciw katarom,
                                          ktorzy nb. mordowali ze hej!

                                          konflikt o wladze miedzy tronem a oltarzem: nie chodzi mi tu o naczelna
                                          zwierzchnosc papieza lub cesarza. chodzi o wladze w osadzaniu spraw wiary.
                                          powtorze: oskarzenia o herezje byly czesto pretekstem stosowanym przez
                                          swieckich wladcow w zwalczaniu przeciwnikow politycznych. kosciol im te
                                          mozliwosc poprzez inkwizycje odbieral.
                                          naturalnie tez, ze korona i tiara wspoldzialaly - w koncu wielkie i male ruchy
                                          heretyckie mialy na celu obalenie i wladzy swieckiej i cywilnej.

                                          piszesz:
                                          *****
                                          Przesadzasz przedstawiając inkwizycję jako coś w rodzaju Robin Hooda i jego
                                          szlachetnych przyjaciół. Równie dobrze możnaby w tej retoryce mówić o Feliksie
                                          Dzierżyńskim i jego wesołych czekistach albo o gen. Kiszczaku i dzielnych
                                          chłopcach z SB.
                                          Wszystko to były po prostu policje polityczne, czasami z prerogatywami władzy
                                          sądowniczej, stojące na straży określonego porządku i tępiące "nieprawomyślność"
                                          *****

                                          przykro mi, ale to demagogia. ani ja nie pisalem o inkwizycji jako o robin
                                          hoodzie, ani inkwizycja nie moze byc porownana z sb. mozna miec zastrzezenia co
                                          do samego faktu wspolpracy wladzy koscielnej ze swiecka przy wykonywaniu
                                          wyrokow, ale to inna sprawa. wtedy tak po prostu bylo. inkwizycja byla sadem
                                          koscielnym i tyle. w dodatku CYWILIZOWALA owczesne postepowanie sadowe.
                                          i nie tepila "nieprawomyslnosci" w takim rozumieniu, jakie mamy dzisiaj.
                                          niewazne, raz juz o tym pisalem, ale jak widac nie przyjmujesz tego do
                                          wiadomosci.
                                          natomiast napisac:
                                          *****
                                          Możesz sobie być fanem zamordyzmu i policji politycznej, moja tolerancja dla
                                          cudzych przekonań jest przeogromna,
                                          ******
                                          jest czyms gorszym niz demagogia. czy uwazasz ze jest to bardziej uprawnione od
                                          nastepujacego stwierdzenia: mozesz sobie byc ciemniakiem, ktory nie wie o czym
                                          pisze?
                                          na szczescie tego nie napisalem.

                                          i na koniec:
                                          "ale jak już napisałam wcześniej - moje
                                          poglądy są inne."

                                          teraz powtorze za wolandem: ale tu nie trzeba miec pogladow! tak po prostu bylo.

                                          pozdrawiam
                                          b.
                                          • Gość: barbinator Re: biedni, niedocenieni geniusze... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 10.01.03, 12:00
                                            b.u.zz napisał:

                                            > nie widze powodu, aby uznac, ze wtedy bardziej kobietom zalezalo na aborcji.


                                            Podtrzymuję moje argumenty, że jednak bardziej. Dla głównego wątku tej rozmowy
                                            nie jest to jednak istotne - istotne jest to czy było zapotrzebowanie na usługi
                                            regulacji urodzin dostarczane przez tzw. czarownice czy nie.
                                            A było niewątpliwie.


                                            natomiast sama inkwizycja byla
                                            > narzedziem w walce z herezja. ale nie tylko - takze w utrzymaniu wladzy
                                            > kosciola w sprawach duchowych oraz zapobieganiu wkraczaniu w te domene wladzy
                                            > swieckiej. inkwizycja, powtorze, oczyszczala atmosfere i normalizowala cala
                                            > walke miedzy wyznaniami jaka wtedy miala miejsce.


                                            Mogło tak być, widać nawet inkwizycja miała swoje zalety...


                                            > znowu powtorze za agrafkiem i samym soba: bledne rozumowanie, wyciagasz
                                            > nieuprawnione wnioski. zapewniam cie, ze gdyby czarownice nie przeprowadzaly
                                            > aborcji (reszta bez zmian), ich sytuacja nie bylaby rozna. zbyt wiele innych,
                                            > wazniejszych czynnikow. natomiast jest jasne, ze kwestia aborcji im tez nie
                                            > pomagala.


                                            Piszę na ten sam temat w poście do agrafka, tutaj musiałabym powtórzyć
                                            dokładnie to samo. Dodam tylko, że nie powinieneś zawężać sprawy do aborcji,
                                            mnie chodziło bardziej o antykoncepcję.



                                            kosciol NIE widzial zla w kobiecie. zly byl
                                            > szatan, odwieczny wrog. ewa ulegla jego podszeptom, ale grzech pierworodny
                                            jest
                                            >
                                            > przypisany KAZDEMU czlowiekowi: i mezczyzna, i kobieta maja sklonnosc do
                                            > grzechu, ale zadne z nich nie jest zle. twojej tezy nie da sie w zaden sposob
                                            > obronic.


                                            Obawiam się, że przenosisz swoje własne poglądy i współczesną doktrynę Kościoła
                                            na czasy średniowieczne. Ówczesne spojrzenie na kobietę było jednak inne,
                                            bliższe temu o czym ja pisałam.


                                            >
                                            > "wieki ciemne": ciesze sie, ze tak nie uwazasz. tylko zwroce ci uwage na
                                            > jeszcze jeden fakt, ktorego nie napisalem poprzednim razem: uniwersytety.
                                            > glowna instytucja naukowa naszej cywilizacji powstala i rozwinela sie wlasnie
                                            w
                                            > sredniowieczu. to jednoznacznie powinno zadecydowac o pochwale rozwoju rozumu
                                            w
                                            >

                                            Niestety nie jest to aż tak jednoznaczne, chociaż oczywiście uniwersytety są
                                            jednym z powodów dla którego nie można nazywać średniowiecza "epoką
                                            przejściową" i mówić o jego "ciemnocie"


                                            > tamtych czasow. podajesz tez rozne zarzuty, ze scholastyka nie wyszla poza
                                            > teorie i autorytety itd.itp. naturalnie istnialy wtedy ograniczenia. tylko co
                                            z
                                            > tego?


                                            To było bardzo poważne ograniczenie, dzieło Tomasza z Akwinu było szczytowym
                                            osiągnięciem średniowiecznej nauki i zarazem jej końcem - naturalne
                                            ograniczenie wynikające z niechęci do samodzielnych badań i eksperymentu
                                            sprawiło, że ówczesna nauka nie mogła się posunąć ani o krok dalej.
                                            Idea autonomicznej postawy krytycznej pojawiła się dopiero u schyłku epoki wraz
                                            z działalnością Erazma z Rotterdamu, choć oczywiście jej śladów można się
                                            dopatrywać wcześniej - co świadczy o tym, że nie ma ostrej cezury między
                                            średniowieczem a "epoką rozumu" lecz płynne, trwające kilkaset lat przejście
                                            jednej epoki w drugą.


                                            ja nie pisze, ze sredniowiecze bylo rajem na ziemi, tylko ze bylo
                                            > normalne, z normalnym rozwojem ludzkosci. to wlasnie w sredniowieczu umocnily
                                            > sie podstawy naszej cywilizacji.
                                            > w zwiazku z tym, trudno powiedziec, aby inkwizycja "przyczynila sie do
                                            > stagnacji w nauce", bo takie stagnacji nie bylo.


                                            Była. Stagnacja nie dotyczyła jedynie teologii.


                                            mozna sobie porownac rozwoj
                                            > europy od 12 wieku z innymi cywilizacjami, aby zobaczyc, ze zadnej stagnacji
                                            > nie bylo.


                                            No, ale średniowiecze nie zaczeło się w 12 wieku. Dorobek naukowy choćby świata
                                            islamu jest nieporównywalnie większy niż średniowieczny dorobek krajów
                                            chrześcijańskich. Natomiast na pewno był wspaniały rozwój architektury,
                                            budownictwa, sztuki sakralnej, literatury (choć też niekoniecznie większy niż w
                                            kulturze arabskiej, ale już przynajmniej porównywalny)


                                            >
                                            > morderstwa na i przez heretykow: i katolicy i niekatolicy mordowali. zgadza
                                            > sie. ale to heretycy wystepowali zbrojnie przeciw panujacemu porzadkowi, oni
                                            > wzniecali bunty i rewolucje. to czyni walke z nimi w stu procentach
                                            > uzasadniona.


                                            Czy każdą walkę z ruchem sprzeciwiającym się panującemu porządkowi uważasz za
                                            100% uzasadnioną?
                                            Jeśli tak, to zapewne oburza cię określenie "prześladowania chrześcijan przez
                                            władze rzymskie" - nie było przecież żadnych prześladowań, tylko walka z
                                            wrogami ustalonego porządku, także porządku religijnego czyli heretykami.


                                            a inkwizycja powstala nie wylacznie do krucjaty przeciw katarom,
                                            > ktorzy nb. mordowali ze hej!


                                            Początkowo powstała właśnie w tym celu, dopiero potem zakres jej działań został
                                            rozszerzony.

                                            ani ja nie pisalem o inkwizycji jako o robin
                                            > hoodzie, ani inkwizycja nie moze byc porownana z sb. mozna miec zastrzezenia
                                            co
                                            > do samego faktu wspolpracy wladzy koscielnej ze swiecka przy wykonywaniu
                                            > wyrokow, ale to inna sprawa. wtedy tak po prostu bylo. inkwizycja byla sadem
                                            > koscielnym i tyle. w dodatku CYWILIZOWALA owczesne postepowanie sadowe.
                                            > i nie tepila "nieprawomyslnosci" w takim rozumieniu, jakie mamy dzisiaj.
                                            > niewazne, raz juz o tym pisalem, ale jak widac nie przyjmujesz tego do
                                            > wiadomosci.


                                            Naprawdę chciałabym się dowiedzieć jaką widzisz różnicę między Cze-Ka,
                                            późniejszą NKWD a inkwizycją - pomijając naturalne różnice wynikające z
                                            odmienności obu epok. Mam wrażenie, że pozytywny stosunek do Kościoła a
                                            negatywny do komunizmu uniemożliwia ci OBIEKTYWNĄ ocenę obu tych instytucji
                                            policyjno-sądowniczych.
                                            Po prostu ulegasz emocjom...:)))




                                            > natomiast napisac:
                                            > *****
                                            > Możesz sobie być fanem zamordyzmu i policji politycznej, moja tolerancja dla
                                            > cudzych przekonań jest przeogromna,
                                            > ******
                                            > jest czyms gorszym niz demagogia. czy uwazasz ze jest to bardziej uprawnione
                                            od
                                            >
                                            > nastepujacego stwierdzenia: mozesz sobie byc ciemniakiem, ktory nie wie o
                                            czym
                                            > pisze?
                                            > na szczescie tego nie napisalem.


                                            A nie jesteś fanem zamordyzmu i policji politycznej?
                                            Oj, to bardzo przepraszam, jakoś tak mi się wydało jak przeczytałam tekst o
                                            twojej wdzięczności dla zasług inkwizycji albo o pełnym poparciu dla zasady
                                            zwalczania przeciwników ideologicznych wszelkimi środkami...
                                            Ale skoro mówisz, że nie jesteś to widać nie jesteś :))


                                            Pozdr. B.
                                            • b.u.zz Re: biedni, niedocenieni geniusze... 10.01.03, 15:20

                                              gdyby owczesnie spojrzenie na kobiete bylo takie, jak piszesz, to nie byloby
                                              swietych, mistyczek i doktor kosciola. nie bylo by sakramentu malzenstwa, nie
                                              byloby kultury rycerskiej i jej szacunku do kobiet i wielu, wielu innych
                                              rzeczy. po prostu nie masz racji.

                                              co do osiagniec sredniowiecznego rozumu, to nadal uwazam, ze zbyt je
                                              pomniejszasz. nie bylo wtedy stagnacji, choc rozwoj na pewno byl wolniejszy niz
                                              w pozniejszych stuleciach. ale teraz jest jeszcze szybszy. i co z tego?
                                              nie napisalem, ze sredniowiecze zaczelo sie w 12 wieku, natomiast odnioslem sie
                                              do twojego stwierdzenia, ze inkwizycja hamowala rozwoj nauki. inwkizycja w tym
                                              wieku wlasnie sie rozpoczela.

                                              no dobrze, a teraz do meritum:
                                              1. inkwizycja: porownywac czeka do inkwizycji jest zla wola. po raz kolejny,
                                              jak komu dobremu, powtorze: czeka byla instytucja panstwa totalitarnego, ktora
                                              nie przestrzegala zadnych regul, z wyjatkiem jednej: utrzymac spoleczenstwo w
                                              strachu i zlikwidowac kazdego przeciwnika politycznego plus tysiace niewinnych
                                              dla przykladu. inkwizycja taka nie byla. miala swoje przepisy (bardzo scisle) i
                                              mozna sie bylo od niej odwolywac do rzymu, zarowno w sprawach wyrokow, jak i w
                                              ogole postepowania sedziow. co wiecej, rzym, jesli cos w takim przypadku robil,
                                              to dzialal na korzysc oskarzonego! kolejna roznica: lepiej bylo stanac przed
                                              sadem inkwizycyjnym niz cywilnym, tu nie ma dwoch zdan. natomiast ja
                                              zdecydowanie wolalbym stanac przed zwyklym demokratycznym sadem niz trafic w
                                              lapy czeka. ok, wiecej o tym nie bede pisal, bo uwazam, ze sprawa jest jasna.

                                              2. poparcie dla "zamordyzmu" i policji politycznej i moja wdziecznosc dla
                                              zaslug inkwizycji. czy ty dokladnie przeczytalas, jakie zaslugi wymienilem? czy
                                              maja one cokolwiek wspolnego z rezultatami i charakterystyka dzialan
                                              przestepczych intstytucji panstw totalitarnych? nie. dla przypomnienia:
                                              uczciwsze postepowanie sadowe, staranny dobor sedziow pod wzgledem wiedzy i
                                              moralnosci, prawo do obrony, ochrona przed fanatyzmem motlochu i zemsta
                                              wladcow, odpolitycznienie kwestii herezji (do pewnego stopnia), chetne
                                              lagodzenie wyroku etc.etc.
                                              to sa zaslugi inkwizycji. pisalem tez o jej wadach, ale zwracalem uwage na to,
                                              ze wystepowaly one w sumie w calym owczesnym swiecie.

                                              3. zwalczanie herezji. tu naturalnie myslimy sobie o dzisiejszej wolnosc
                                              przekonan i sam pomysl inkwizycji budzi nasz sprzeciw. ale czy na pewno?
                                              kosciol nadal operuje przeciez tym narzedziem: jest jego swietym prawem oblozyc
                                              kogos ekskomunika czy mniejsza kara. do tego potrzeba sedziego, ktory oceni,
                                              czy kara jest nalezna i jesli tak, to jaka. czyli potrzeba inkwizycji. druga
                                              sprawa to wspoldzialanie z wladza swiecka. tu rzeczywiscie jest pewien problem,
                                              ale tak wtedy po prostu bylo. dodatkowo, wladca byl uznawany za pomazanca
                                              bozego. owczesne herezje zas byly krwawe i gwaltowne. zwalczanie ich bylo
                                              rzecza chwalebna. wystarczy spojrzec, co sie dzialo w bardziej "cywilizowanych"
                                              wiekach pozniejszych: wzajemne rzezie katolikow i protestantow.
                                              zwalczanie herezji bylo ochrona panujacego porzadku. teraz wcale nie jest
                                              inaczej, tylko porzadek wydaje sie mocniejszy, wiec na wiecej sie pozwala, ale
                                              nie wolno glosic w polsce hasel rasistowskich. tak na marginesie: w norwegii
                                              dopiero pare dekad temu zniesiono zakaz wjazdu do tego krolestwa nalozony na
                                              jezuitow. czyli: tamte metody nie byly takie dziwne, bo i teraz sie je stosuje.

                                              pozdrawiam
                                              b.

                                              ps. teraz stawiasz pod znakiem zapytania moj obiektywizm. krok o tyle latwy, co
                                              ryzykowny w dyskusji. bo ja moge zrobic to samo i koniec. konczymy, wiec jesli
                                              o to ci chodzi, to spoko. ciekawi mnie tylko tendencja spotykana na tym forum i
                                              polegajaca na przeprowadzanej na sile analizie psychologicznej rozmowcy. albo
                                              ze ma kompleks, albo ze zwolennik totalitaryzmu, albo ze nieobiektywny.
                                              odnoscie sie kobiety do argumentow, a nie - osob.
                                              b.
                                              • Gość: sagan Re: biedni, niedocenieni geniusze... IP: *.desy.de 10.01.03, 15:51
                                                Buzz, mnie bardzo zainteresowalo, jak odniesiesz sie do
                                                pytania Barbi:

                                                "Czy każdą walkę z ruchem sprzeciwiającym się panującemu
                                                porządkowi uważasz za 100% uzasadnioną?
                                                Jeśli tak, to zapewne oburza cię określenie
                                                "prześladowania chrześcijan przez władze rzymskie" - nie
                                                było przecież żadnych prześladowań, tylko walka z wrogami
                                                ustalonego porządku, także porządku religijnego czyli
                                                heretykami."

                                                porzadku rzymskiego na pewno nie mozna porownac do rosji
                                                stalinowskiej, wiec nie mozna tu uzyc Twoich argumentow
                                                dotyczacych ceka czy sb (ktore rozumiem)


                                                PS. a jesli chodzi o "psychoanalize przeciwnika", to
                                                robia to nagminnie *obie* strony. wystarczy sie
                                                "wychilic", a juz sie jest dla Macieja nie_normalna
                                                kobieta albo sfrustrowana feministka... itd itp
                                                nikt nie jest bez winy. wiec, dla obiektywizmu,
                                                powinienes obie strony w swoim apelu uwzglednic...
                                                • b.u.zz Re: biedni, niedocenieni geniusze... 10.01.03, 16:03
                                                  1. uwazam, ze przeciwnikow ladu trzeba jakos zwalczac, gdy staja sie grozni. po
                                                  prostu nie lubie rewolucji. ale nie porownywalbym tych dwoch przypadkow:
                                                  herezje sredniowieczne i wczesniejsze byly czesto krwawe i niebezpieczne dla
                                                  nie tylko porzadku w panstwie, ale tez zwyklego mieszkanca tego panstwa. jak
                                                  grasuje horda "heretykow" to sie na nich wysyla wojsko i tyle. natomiast
                                                  wczesni chrzescijanie byli niegrozni: nie zabijali, nie grabili. co zas do
                                                  cesartwa, rozumiem, ze nie chcialo nowego systemu religijnego, bo odbieralo
                                                  boskosc cezarowi. i znowu powtorze: nie wybielam inkwizycji (bo od tego sie
                                                  wszystko zaczelo), ale protestuje przeciwko przypisywaniu jej wylacznosci na
                                                  wady calej epoki, zas odmawianie zaslug dla niej szczegolnych.
                                                  2. co do oceny psychologicznej rozmowcow. przyznaje, zrobilem te uwage pod moim
                                                  wlasnym katem. ja takiej metody dyskusji nie stosuje i dlatego wscieka mnie,
                                                  jak co chwile musze cos o sobie przeczytac.
                                                  pozdrawiam
                                                  b.
                                                  • Gość: sagan Re: biedni, niedocenieni geniusze... IP: *.desy.de 10.01.03, 16:17
                                                    b.u.zz napisał:

                                                    > 1. uwazam, ze przeciwnikow ladu trzeba jakos zwalczac,
                                                    > gdy staja sie grozni.

                                                    tutaj ok.
                                                    ale czy uwazasz, ze wszystkie sredniowieczne herezje,
                                                    ktore byly zwalczane byly grozne? (pytam, bo po prostu
                                                    nie wiem). a jesli nie, to jaki procent byl grozny?
                                                    jesli byly i nie grozne, to czy ich inkwizycja nie
                                                    zwalczala?

                                                    rozumiem Twoja droge rozumowania, ale uwazam, ze jest
                                                    nieco naciagana. wczesni chrzescijanie nie byli
                                                    niebezpieczni sami w sobie. pelna zgoda. ale ze wzgledu
                                                    na swe rosnace wplywy byli niebezpieczni dla istniejacego
                                                    porzadku! byli dla niego grozni!
                                                    jesli "lad" zinterpretowac jako *istniejacy*porzadek, to
                                                    oni byli zagrozeniem dla tego wlasnie ladu.


                                                    > 2. co do oceny psychologicznej rozmowcow. przyznaje,
                                                    > zrobilem te uwage pod moim wlasnym katem. ja takiej
                                                    > metody dyskusji nie stosuje i dlatego wscieka mnie,
                                                    > jak co chwile musze cos o sobie przeczytac.

                                                    to tak wlasnie napisz. a Ty zrobiles uwage generalna, w
                                                    dodatku nieprawdziwa i niesprawiedliwa.
                                                    mnie tez to wscieka - dobrze Cie rozumiem. zwlaszcza, ze
                                                    sama tez tej metody nie stosuje, a czasem musze sie
                                                    "nasluchac"
                                                  • b.u.zz Re: biedni, niedocenieni geniusze... 10.01.03, 16:24
                                                    cesarstwo a chrzesciajnie: zgadzam sie, ze porzadek zmieniali.jednak, jednak:
                                                    chrzescijanie mimo wszystko glosili posluszenstwo rzymowi, a sredniowieczni
                                                    heretycy otwarcie zwalczali i kosciol i panstwo.
                                                    poza tym: ja nigdy nie bronilem palenia na stosie, rzucania lwom na pozarcie
                                                    itd.itp.
                                                    co do sredniowiecznych herezji, ktore nie byly grozne. trudno mi teraz to
                                                    napisac, wiec na razie nie odpowiem. obiecuje, ze jak uscisle moja wiedze, to
                                                    dam znac.
                                                    pozdrawiam
                                                    b.
                                                  • Gość: barbinator Re: biedni, niedocenieni geniusze... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 10.01.03, 23:32
                                                    Używasz tu wielu zdań silnie wartościujących, w dodatku posługujesz się nimi
                                                    niesłusznie. Nie masz żadnego moralnego prawa pisać np o husytach czy o
                                                    katarach, że byli "grasującymi hordami heretyków"
                                                    Przeczytaj poniższy opis początków ruchu katarów:

                                                    "....ruch religijno-społeczny zmierzający do odnowy pierwotnego
                                                    chrześcijaństwa, niezależnego od hierarchicznych struktur Kościoła rzymskiego,
                                                    który uważali za "twór szatanów".Początek ruchowi dały niższe warstwy
                                                    średniowiecznego społeczeństwa na przełomie XII i XIII w., a w szczególności
                                                    grupa "doskonałych" działająca w dolinach Alp i w Lombardii, wyróżniająca się
                                                    ascetycznym trybem życia, skromnym ubiorem i działalnością kaznodziejską.
                                                    Prześladowania papieskie przyczyniły się do nadania grupie struktur
                                                    organizacyjnych i powstania zgromadzenia "humiliatów" (1201) i "ubogich
                                                    katolickich" ("pauperes catholici" - 1208)."

                                                    I to dopiero te "struktury organizacyjne " dopuszczały się gwałtów, jednak był
                                                    to już efekt prześladowań. Dokładnie tak samo było zresztą z husytami.
                                                    Wszystkie herezje tego okresu mają swoje źródło w ruchach które dzisiaj
                                                    nazwalibyśmy pacyfistycznymi i którym celem była wyłącznie odnowa kościoła.
                                                    Tomasz z Akwinu na którego sam się wcześniej powoływałeś w swojej Summie
                                                    stwierdził jednak, że z heretykami nie należy dyskutować, należy ich tylko
                                                    tępić. To stwierdzenie stało się zresztą bazą ideologiczną na której zbudowano
                                                    inkwizycję i to ono opisuje dokładnie stosunek kościoła do herezji - św. Tomasz
                                                    nie rozróżnia bowiem "herezji pokojowej" od "niepokojowej".
                                                    Każdy ruch pokojowy w pewnym momencie albo zanika, albo odnosi pożądany skutek,
                                                    albo ewoluuje w kierunku metod radykalnych. Poniżej przedstawiam fragment
                                                    tekstu S. Świeżawskiego (Rozum i tajemnica) który opisuje ten proces:

                                                    "Już na wiele lat przed powstaniem zakonów żebrzących pojawiały się raz po raz
                                                    w łonie Kościoła ruchy nawołujące do ubóstwa i przeciwstawiające się
                                                    zmaterializowaniu i zeświecczeniu kleru. Przecież cystersi wprowadzający jak
                                                    największą surowość i skromność w swoje klasztory i w budowane przez siebie
                                                    kościoły byli tylko wymownym gestem sprzeciwu, przeciwstawiającego się
                                                    narastającemu z biegiem czasu, a ostatnio wzmagającemu się jeszcze, zbytkowi i
                                                    feudalnej potędze opactw benedyktyńskich. Podobnie i św. Norberta z Xanten,
                                                    założyciela premonstratensów, zaliczyć możemy do poprzedników Franciszka z
                                                    Asyżu. Ale gdy przemierzający setki mil boso, w nędznej szacie, z kijem w
                                                    dłoni, jako wędrowny kaznodzieja - Robert z Abrissel w Bretanii umiał jeszcze
                                                    zmieścić się w ramach ortodoksji, to uczeń słynnego Abelarda - Arnold z Brescji
                                                    nawołuje już do tego, by siłą zmusić kler do urzeczywistnienia apostolskiego
                                                    wyrzeczenia się wszelkich dóbr i bogactw, wchodząc w wyraźny konflikt z
                                                    władzami kościelnymi. Im bardziej jednak zbliżamy się w czasie do XIII w., tym
                                                    silniejszy staje się ów prąd protestujący przeciw bogactwu i przeciw
                                                    dobrobytowi kleru - ale też coraz częściej koryfeusze tego prądu znajdują się w
                                                    szeregach heretyckich i walcząc ze złem wkradającym się do Kościoła, zaczynają
                                                    występować przeciwko samemu Kościołowi. Zjawisko to staje się z początkiem XIII
                                                    w. tak powszechne, że wszyscy głosiciele nawrotu do czystości życia
                                                    ewangelicznego stanowią jedną grupę napiętnowaną znamieniem herezji."

                                                    Moje pytanie odnośnie twojego stosunku do prześladowań chrześcijan w Rzymie
                                                    jest więc nadal aktualne.
                                                    Pozdr. B.
                                                  • b.u.zz Re: biedni, niedocenieni geniusze... 11.01.03, 01:48
                                                    prof. swiezawski wyraznie pisze, ze "Robert z Abrissel w Bretanii umiał jeszcze
                                                    zmieścić się w ramach ortodoksji" ale "Arnold z Brescji
                                                    nawołuje już do tego, by siłą zmusić kler do urzeczywistnienia apostolskiego
                                                    wyrzeczenia się wszelkich dóbr i bogactw, wchodząc w wyraźny konflikt z
                                                    władzami kościelnymi". i o to mi chodzi. niektorzy miescili sie w ramach
                                                    kosciola, inni, ktorzy nawolywali do przemocy - nie. wszystko sie zgadza. na
                                                    pytanie o pierwszych chrzescijan odpowiedzialem. ale teraz ja sie spytam:
                                                    powiedz mi, co takiego zlego wniosla do historii inkwizycja. jakie negatywne
                                                    zjawiska wystapily Z POWODU inkwizycji, ktore by nie wystapily, gdyby
                                                    inkwizycja nie istniala.
                                                    pozdrawiam
                                                    b.
                                                  • Gość: barbinator Re: biedni, niedocenieni geniusze... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.01.03, 13:25
                                                    b.u.zz napisał:

                                                    > prof. swiezawski wyraznie pisze, ze "Robert z Abrissel w Bretanii umiał
                                                    jeszcze
                                                    >
                                                    > zmieścić się w ramach ortodoksji" ale "Arnold z Brescji
                                                    > nawołuje już do tego, by siłą zmusić kler do urzeczywistnienia apostolskiego
                                                    > wyrzeczenia się wszelkich dóbr i bogactw, wchodząc w wyraźny konflikt z
                                                    > władzami kościelnymi". i o to mi chodzi. niektorzy miescili sie w ramach
                                                    > kosciola, inni, ktorzy nawolywali do przemocy - nie. wszystko sie zgadza. na
                                                    > pytanie o pierwszych chrzescijan odpowiedzialem. ale teraz ja sie spytam:
                                                    > powiedz mi, co takiego zlego wniosla do historii inkwizycja. jakie negatywne
                                                    > zjawiska wystapily Z POWODU inkwizycji, ktore by nie wystapily, gdyby
                                                    > inkwizycja nie istniala.

                                                    Najprostsza i najbardziej oczywista odpoeiedź bedzie taka: nie wniosła nic
                                                    złego, ale i nic dobrego, bo była tylko narzędziem.
                                                    Zastanawiam się tylko, jak to wyglądało w okresie kryzysu papiestwa (okres
                                                    papiestwa a Awionionie) , który był zarazem okresem tryumfu inkwizycji, na ile
                                                    inkwizycja wyemancypowała się w tym czasie od kościoła i jak dużą samodzielność
                                                    zyskała.
                                                    To tylko luźna myśl, nie podejmę się dyskusji na ten temat.
                                                    Może Tad pomoże?
                                                    Pozdr. B.
                                                  • Gość: tad Re: biedni, niedocenieni geniusze... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 12.01.03, 13:20
                                                    Gość portalu: barbinator napisał(a):


                                                    > "....ruch religijno-społeczny zmierzający do odnowy pierwotnego
                                                    > chrześcijaństwa, niezależnego od hierarchicznych struktur Kościoła
                                                    rzymskiego,
                                                    > który uważali za "twór szatanów".

                                                    Cały czas patrzysz na średniowiecze, przez ZBYT współczesne okulary. Heretycy
                                                    WCALE nie musieli na nikogo napadać fizycznie, by być postrzegani jako
                                                    niebezpieczni, nie tylko ze względów religijnych, ale i - nazwijmy to -
                                                    społecznych. Już choćby z tego powodu, że nie uznawali wartości przysięgi. Czy
                                                    wiesz co to oznaczało w społeczeństwie "feudalnym", które opierało się na
                                                    układzie senior - wasal? To mniej więcej tak, jak gdyby dziś jakaś grupa
                                                    powiedziała "nie obchodzi nas wasz Kodeks Cywilny". Czyż i we współczesnych
                                                    państwach nie pacyfikuje się osobników i grup godzących w "porządek
                                                    konstytucyjny"? Herezja NIE miała znaczenia tylko religijnego, ale też
                                                    POLITYCZNE: "Papieże i cesarze średniowiecza, podobnie jak cesarze późnej
                                                    starożytności widzieli w herezji przedewszystkim przestępstwo przeciw dobru
                                                    wspólnemu i porządkowi publicznemu. Heretyk narusza oddawaną Bogu cześć,
                                                    kacerstwo, jest obrazą Boga. Cesarz jest ustanowionym przez Boga jego
                                                    reprezentantem, który ma dbać o dobro powszechne. Skoro zatem heretyk godzi w
                                                    autorytet Boga, godzi też w autorytet cesarza. Tym samym należało herezję
                                                    postawić na równi ze zbrodnią obrazy majestatu. Ponadto heretyk zagrażał dobru
                                                    wspólnemu, to znaczy dopuszczał się "zbrodni publicznej". Od czasów
                                                    starożytności zbrodnia obrazy majestatu karana była śmiercią. W 407 roku
                                                    ustanowiono karę śmierci wobec manichejczyków, późnoantycznego ruchu
                                                    kacerskiego, ponieważ uznano ich herezję, za zbrodnię obrazy majestatu. W 1197
                                                    król aragoński Piotr II jako pierwszy świecki prawodawca wydał dekrety
                                                    skierowane przeciw heretykom, zrównujące ich i ich poleczników z ludźmi, którzy
                                                    dopuszczali się obrazy majestatu. Uważał, że herezja godzi w jego autorytet,
                                                    tak samo jak przestępstwo przeciwko państwu. Miało to uzasadnić karę śmierci
                                                    dla jej wyznawców. Podobnie jak w przypadku manichejczyków, postanowił on, że
                                                    kara ma być wykonywana przez spalenie na stosie" (Historia procesu
                                                    inwizycyjnego, w: Księga Inkwizycji, podręcznik napisany przez Bernarda Gui).
                                                    Jak widzisz, to nie tylko św. Tomasz tutaj "zawinił".




                                                  • Gość: tad UWAGA UWAGA UWAGA UWAGA IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 12.01.03, 15:54
                                                    Przenieście dyskusję historyczną do wątku "feminiski i historia". Tutaj robi
                                                    się za ciasno.
                                            • Gość: tad Re: biedni, niedocenieni geniusze... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 10.01.03, 20:25
                                              Gość portalu: barbinator napisał(a):


                                              > Piszę na ten sam temat w poście do agrafka, tutaj musiałabym powtórzyć
                                              > dokładnie to samo. Dodam tylko, że nie powinieneś zawężać sprawy do aborcji,
                                              > mnie chodziło bardziej o antykoncepcję.

                                              No dobrze, ale co Ty właściwie wiesz na temat tej "antykoncepcji" oferowanej
                                              przez "czarownice"? Sprawa owej "antykoncepcji" - przynajmniej według mojego
                                              stanu wiedzy - nie była jakoś szczególnie eksponowana, przy okazji procesów o
                                              czary. Była jedną z wielu. Zdajesz się postrzegać to w sposób bardzo
                                              schematyczny: z jednej strony kobiety i pomagające im kontorolować
                                              płodność "czarownice", a z drugiej mężczyźni (czy patriarchalny Kościół),
                                              którzy robią wszystko, żeby im to uniemozliwić. Czarownice oskarżane były o
                                              mnóstwo rzeczy, (i nie przepadała za nimi CAŁA społeczność - zarówno mężczyźni
                                              jak i kobiety). O co oskarżano czarownice? Cytuję tytuły rozdziałów "Młota na
                                              czarownice":
                                              1. O sposobie którym wobec przez Sakramenta kościelne swoje czary odprawują
                                              2. O sposobie, którym władzę rodzajną psują.
                                              3. O sposobie, którym mężczyźnie członek wstydliwy obejmować swym omamieniem
                                              zwykły (nie podam! - tad)
                                              4. O sposobie którym ludzi w bestyie przemieniają i sami siebie
                                              5. O sposobie którym szatani w głowie bez szkody bywają, gdy zmysły ludzkie
                                              mamią.
                                              6. O sposobie którym szatani za sprawą czarownic w ludziach podczas osobą swą
                                              mieszkają
                                              7. O sprawowaniu przez czarownice wszelkich chorób, a mianowicie o głównych
                                              wobec chorobach.
                                              8. O niektórych chorobach szczególnie
                                              9. O sposobie którym baby czarownice przy rodzeniu posługujące wielkie szkody
                                              czynią dziatki zabijając, albo je szatanom z przeklęctwem oddając i ofiarując
                                              10. O sposobie który w bydle wielką szkodę czynią
                                              11. O sposobie którymi grady wielkie niepogody pobudzać także piorunami z
                                              błyskawicami bić na ludzi i bydło zwykli
                                              12. O trzech sposobach, którymi tylko mężczyźni a nie białogłowy czarami się
                                              parają (DYSKRYMINACJA! - tad)
                                              Jest jeszcze sporo o kontaktach z szatanem we własnej osobie, łącznie z
                                              molestowaniem seksualnym. (coś dla Jarugi - Nowackiej)
                                              Ponieważ "odejmowanie członka" trudno uznać za "antykoncepcję", pozostaje więc
                                              tylko rozdział "O sposobie którym władzę rodzajną psują". Przyjrzymy się temu
                                              bliżej - jeśli macie ochotę. Tak czy inaczej widać, że nawet bez owego psucia
                                              władzy rodzenia i tak byłoby dość powodów, by czarownice upiec.


                                              > To było bardzo poważne ograniczenie, dzieło Tomasza z Akwinu było szczytowym
                                              > osiągnięciem średniowiecznej nauki i zarazem jej końcem - naturalne
                                              > ograniczenie wynikające z niechęci do samodzielnych badań i eksperymentu
                                              > sprawiło, że ówczesna nauka nie mogła się posunąć ani o krok dalej.


                                              Czy mówi Ci coś nazwisko Ockham, lub np. Pseudo Szkot?


                                              > Była. Stagnacja nie dotyczyła jedynie teologii.

                                              Żartujesz, prawda?


                                              > No, ale średniowiecze nie zaczeło się w 12 wieku. Dorobek naukowy choćby
                                              >świata islamu jest nieporównywalnie większy niż średniowieczny dorobek krajów
                                              > chrześcijańskich. Natomiast na pewno był wspaniały rozwój architektury,
                                              > budownictwa, sztuki sakralnej, literatury (choć też niekoniecznie większy niż
                                              w kulturze arabskiej, ale już przynajmniej porównywalny).

                                              Owo przeciwstawianie "wpaniałej kultury arabskiej" i "ciemnego Zachodu" to
                                              zwnaczym stopniu kalka jaką wynosimy ze szkoły. Zastanów się. Piszesz
                                              o "wspaniałym rozwoju architektury". Zostańmy więc przy architekturze. Czy
                                              wiesz co to jest architektura? Z czym się wiąże?

                                              > Mam wrażenie, że pozytywny stosunek do Kościoła a negatywny do komunizmu
                                              >uniemożliwia ci OBIEKTYWNĄ ocenę obu tych instytucji policyjno-sądowniczych.


                                              • b.u.zz Re: biedni, niedocenieni geniusze... 10.01.03, 22:57
                                                Gość portalu: tad napisał(a):

                                                > 3. O sposobie, którym mężczyźnie członek wstydliwy obejmować swym omamieniem
                                                > zwykły (nie podam! - tad)

                                                dobrze, ze wyjasniles, ze chodzi o "odejmowanie", bo z tym obejmowaniem, to za
                                                cholere nie moglem zrozumiec o co chodzi. prawde mowiac zaczalem sie nawet
                                                zastanawiac, co w tym kontekscie znaczy "omamienie". ale juz wszystko jasne :)
                                                pozdrowienia
                                                b.
                                                • Gość: tad Re: biedni, niedocenieni geniusze... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 10.01.03, 23:58
                                                  b.u.zz napisał:


                                                  > dobrze, ze wyjasniles, ze chodzi o "odejmowanie", bo z tym obejmowaniem, to
                                                  >za cholere nie moglem zrozumiec o co chodzi.

                                                  To oczywiście była pomyłka freudowska.
                                        • uli czy to nie jest demonizowanie kobiety? 09.01.03, 17:11
                                          pragnę właczyć sie ponownie do dyskusji, i dodać, że demonizowanie kobiet nie
                                          ogranicza się wyłącznie do polowania na czarownice. włściwie cywilizacja
                                          zachodu jako-tako ma za sobą przesądy i uprzedzenia do kobiet, przynajmniej na
                                          poziomie elementarnym. nie wiem, czy wiecie, ale np. do XVIII wieku wierzono,
                                          ze kobieta ulega zapłodnieniu jedynie podczas orgazmu. urocze to, twórcą tej
                                          tezy był Galen, w II w p.n.e. Jednak, gdy ofiara gwałtu zachodziła w ciazę,
                                          automatycznie uważano, że jest zepsuta moralnie, skoro szczytuje w objęciach
                                          zbrodniarza- i wtedy mogła nawet pożegnać się z życiem. to własnie nauka
                                          rozwiała tą ciemnotę tłumaczoną zdrowym rozsądkiem, wiedzą przodków. Nawet te
                                          zdroworozsadkowe uprzedzenia, że w kulturach łowieckich zamykano krwawiące w
                                          chacie, bo przyciagały niedźwiedzie do wioski, okazały się nieprawdziwe. Grupa
                                          naukowców z Nowej Karoliny usiłowała zwabić niedźwiedzie grizzli i krew
                                          miesięczna była na końcu listy rzeczy, które były w stanie je przyciągnać. Nie
                                          wspominam już o wytłumaczeniu powodów, dla których zamykano miesiączkujące
                                          kobiety jako posiadające paranormalne kontakty z zaświatami(tymi na dole).

                                          Własciwie piszemy o naszym bezpiecznym, europejskim domku, ale np. kobiety w
                                          Afryce- szacuje się, że jest ich sto milionów, pochodząc z 28 krajów (m.in.
                                          Etiopia, somalia, Siera Leone, Egipt, Dżibuti, Sudan- tam praktyka ta obejmuje
                                          niemal wszystkie osoby płci zeńskiej)- poddane zostają infibulacji-
                                          najłagodniejsza postać tego zabiego tu wycięcie łechtaczki, srednia- łechtaczka
                                          + wargi mniejsze. zabiegów dokonuje się bez znieczulenia,za pomocą prymitywnych
                                          ostrzy, w niesterylnych warunkach. łatwo przewidzieć tego konsekwencje...
                                          dziewczynka przed zabiegiem często nawet czuje się zaciekawiona- to ten moment,
                                          w którym stanie się w obliczu tradycji, kobietą...naprawdę jednak ma bardzo
                                          dużo szczęści, jesli od razu zemdleje z szoku lub upływu krwi. Nierzadko umiera-
                                          własnie z wykrwawienia, zakażenia krwi, tężca, gangreny. jeśli przeżyje musi
                                          znosić ciągły ból niegojacej się rany i infeksje spowodowane nieprawidłowym
                                          wypływem krwi i moczu.

                                          zabieg ten ma kilka celów:
                                          - rzekomo poskramia rozwiązłosć kobiety i zniecheca do wszelkich myśli o
                                          cudzołóstwie
                                          - wg. natalie angier, autorki ksiazki 'kobieta- geografia intymna' uważa, że
                                          zabieg słuzy podkresleniu różnicy miedzy płciami, wszak łono dziewczynki po
                                          infibulacji jest całkiem gładkie (jak łono barbie)- więc idealnie przeciwne
                                          wszelkim wypukłosciom łona męskiego (dodajmy, że w okresie płodowym, przed
                                          różnicowaniem się płci płodu guzek, z których powstaje łechtaczka i penis to
                                          jedność, podobnie jak moszna i wargi mniejsze. te części również u dorosłych
                                          osobników są do siebie w jakims stopniu podobne, co infibulacja niweluje)

                                          jest jeszcze zabieg klitoridektomii- czyli nacięcia i zaszycia sromu w ten
                                          sposób, by można było oddawać mocz, i żeby krew miesięcza miała którędy
                                          wypływać, aż do slubu, kiedy rozrywa się zabliźnione już rany...

                                          europejczycy mysla, że to jakaś lokalna tradycja kilku wiosek, tymczasem
                                          dziewczynek poddanych tym zabiegom co roku przybywa w afryce 2 miliony...
                                          • b.u.zz Re: czy to nie jest demonizowanie kobiety? 09.01.03, 23:42
                                            wszystko pieknie :(
                                            tylko gdzie w tym wszystkim miesci sie inkwizycja? wg ciebie to ona demonizuje
                                            kobiety.
                                            pozdrawiam
                                            b.
                                • agrafek Słówko na boku 08.01.03, 13:46
                                  Pozwolę sobie wtrącić się w tym momencie.
                                  Dwie rzeczy, które przyszły mi do głowy w związku z tą dyskusją:
                                  JEDEN. Kobiety rzeczywiście miały nielekko w kontekście religijnym, nie w
                                  kościele katolickim wyłącznie ale w ogóle w religiach całego świata. Także w
                                  magii pozycja kobiety była bardzo dwuznaczna. W każdej kulturze, czy było to
                                  społeczeństwo plemienne na bardzo wczesnym stadium rozwoju religii, czy państwo
                                  polskie w osiemnastym wieku kobieta była traktowana z daleko posuniętą
                                  ostroznością i uważna (okresowo) za istotę nieczystą. Wiązało się to między
                                  innymi z jej bardzo specyficzną rolą w społeczności oraz - i kto wie, czy nie
                                  przede wszystkim - biologicznością. Jeśli przygląnąć się temu, co jeszcze sto
                                  lat temu wyprawiali ludzie na wsi żeby w żaden sposób nie zetknąć się z kobietą
                                  w ciąży możemy dojść do wniosk, że kościół katolicki nie traktował kobiet w
                                  sposób represyjny, a wręcz przeciwnie. Ale - możemy, nie musimy. Każdy może
                                  wyciągać wnioski jakie chce:). Jeśli ktoś chciałby bardziej szczegółowych
                                  informacji, chętnie służę, jednak będę potrzebował na to chwilunię.
                                  DWA. Czarownice. Istotnie funkcjonowanie czarownic (to dość niefortunne słowo,
                                  ale rozumiem, że przyjęto tu posługiwanie się nim w stosunku do
                                  wszelkich "bab", "zielarek" itp) wiąże się w znacznym stopniu z aborcjami, na
                                  przykład, a brało się to z tej prostej przyczyny, że aborcja należała (niemal
                                  jak dziś) do "szarej strefy" działań medycznych i medycy oficjalnie nie mogli
                                  się nią zajmować, zresztą biednych warstw i tak nie byłoby na nie stać.
                                  Te "czarownice" zajmowały się medycyną na wsi w ogóle, nie tylko aborcją ale
                                  każdą bolączką. One i żydzi, zresztą:). Inkwizycja miała się do czarownic
                                  średnio, większość z nich była torturowana i zabijana przez lokalną władzę
                                  świecką, bądź poniesionych entuzjazmem wieśniaków (nie używam ego słowa w
                                  sensie pejoratywnym). Ale palono je nie dlatego, ze sypiały z diabłem (choć
                                  było to zwykle wśród zarzutów), ale dlatego, że były "obce", "niebezpieczne".
                                  Posiadały umiejętności, których zwykli ludzie nie posiadają. Mogły być czasem
                                  przydatne - leczyć, odczyniać uroki - jednak kontakt z nimi kazdorazowo był
                                  bardzo niebezpieczny. Życie na wsi w ogóle było nadzwyczaj niebezpieczne
                                  patrząc na nie pod kątem kontaktów z "zaświatami". A "czarownice" ponosiły
                                  koszty takiego a nie innego światopoglądu (podobnie żydzi). Proponuję poczytać
                                  etnografów:).
                                  Przepraszam za mało szczegółowe potraktowanie tematu, ale sam zaczynam się bać
                                  kiedy widzę jak już się rozpisałem.
                                  pozdrawiam
                                  • uli Re: Słówko na boku 08.01.03, 15:02
                                    hello

                                    a czemu kobieta w ciązy była omijana? czy to tak jak z menstruacją- okresowa
                                    nieczystość?
                                    • agrafek Re: Słówko na boku 08.01.03, 15:37
                                      Właśnie tak. Podobnie jak w przypadku menstruacji, taka kobieta była w okresie
                                      przejściowym, niezwyczajnym - a takie zawsze były uważane za szczególnie
                                      niebezpieczne.
                                      • Gość: tad Re: Słówko na boku IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.03, 17:50
                                        agrafek napisał:

                                        > Właśnie tak. Podobnie jak w przypadku menstruacji, taka kobieta była w
                                        okresie
                                        > przejściowym, niezwyczajnym - a takie zawsze były uważane za szczególnie
                                        > niebezpieczne.

                                        Strzał w dziesiątkę. Istotnie stany przjściowe były traktowane w sposób
                                        szczególny. Dotyczyło to nawet miedz między polami, granic wsi, rozstajów dróg,
                                        południa, północy, narodzin, smierci itd. Do tego tabu krwi też było bardzo
                                        silne (niekoniecznie menstruacyjnej)
                        • agrafek Re: biedni, niedocenieni geniusze... 08.01.03, 12:24
                          Brrrrrrrrr i hurra! Wróciłem po świętach i widzę, że nie zmienia się tu nic a
                          nic:).
                          Co do inkwizycji - jasne, ze prześladowała i kobiety i mężczyzn. Tyle, że
                          napisanie/wypowiedzenie zdania: "inkwizycja prześladowała kobiety" ma tyle samo
                          sensu co zdanie: "lawiny zabijają mężczyzn". Niby prawda, ale sugeruje jakąś
                          wyłączność. Jeśli na forum jest jakiś specjalista od logiki (w sensie nauki) to
                          nawet będzie umiał nazwać taki błąd, bo ma on w tej nauce swoją nazwę. Ja,
                          niestety, z logiki jestem cieniutki...
                          Ale to wszystko pewnie ktoś już tu napisał, prawda?
                          pozdrawiam.
                    • b.u.zz Re: biedni, niedocenieni geniusze... 06.01.03, 09:07
                      droga zulu
                      skad tyle agresji? czy na prawde nie mozna sie zasmiac czytajac twoje posty?
                      bierzesz udzial w dyskusji publicznej, to i na to powinnas byc przygotowana.
                      zamiast sie obrazac i odsylac mnie do eichelbergera, mozesz uzasadnic swoje
                      stanowisko. w koncu opierasz je chyba na czyms wiecej niz jednym, cytowanym (?)
                      zdaniu.
                      co do solidarnosci glupkow, to by trzeba bylo udowodnic. tak samo jak zarzuty o
                      traktowanie kobiet jako zera. nigdy i nigdzie nie glosilem takiej tezy,
                      natomiast wielokrotnie podkreslalem, ze moja niechec do feminizmu nijak nie
                      przeklada sie na moj stosunek do kobiet. jesli ci to umknelo, co moge
                      zrozumiec, bo postow na forum jest b. duzo, to dla ciebie powtarzam to jeszcze
                      raz: nie uwazam, aby kobiety stanowily gorsza czesc ludzkosci, z mojego punktu
                      widzenia maja wiele przewag nad mezczyznami. nigdzie tez nie okreslilem
                      eichelbergera jako dupka. dlaczego robisz to za mnie? latwiej ci wtedy odejsc
                      od stolu? nieladnie.
                      pozdrawiam
                      b.
                      • uli nie odpowiada mi kolacja z bekającym buzzem 06.01.03, 20:51
                        to jest odejście od stołu, przy którym uczestnicy koacji bekaja i pierdzą.
                        Życzę ci udanej kolacji, niemniej jednak nie w moim towarzystwie.

                        kulturalna dyskusja toczy się wokół problemu, a ty zwykłeś nazywac mnie głupią,
                        uzalać się nad moją załosnością, mówić: no odpowiedz sobie sama(gdybym chciała
                        podyskutowac sobie sama, to sięgnęłabym po pamietnik), dyskusja wymaga udziału
                        przynajmniej 2 osób- tymczasem ja stawiam tezy, a ty piszesz, że nie, i że mam
                        ci udowodnić, skoro w swojej dziwaczności twierdzę, ze tak. ja ci niczego nie
                        chcę udowadniać, to nie jest sąd a ja nie jestem winna. chcę poznać stanowisko
                        innych ludzi. natomiast:

                        twoje stanowisko to defensywa, ogranicza się TYLKO do negacji tego, co ja
                        napiszę. podobnie jest z tadem. sam niczego nie wymyśli. on jest tylko biernym
                        krytykiem, niczego nie buduje, potrafi tylko burzyć. mianuje się ekspertem, a
                        pyta o definicje. feminizm mnie znany nie zawiera definicji, więc po co mam je
                        układać? no po co? żeby tad mógł je zanegować. negacja nie jest w żadnym calu
                        twórcza. ponieważ uzaleznia negatora od tworzacego. dlatego, uporzadkuję
                        doznania: uważam wasz styl dyskusji za żenująco pozbawiony własnych przemysleń
                        na pytania stawiane w wątkach, czy nawet prób odnalezienia czegoś PONAD wiedzę,
                        którą podejżewam zdobyliscie w liceum i jest to istna PUSZKA PANDORY, do której
                        strach się nawet zbliżać, a co najgorsze, ta mierna merytorycznie dyskusja jest
                        rażąco NUDNA! ile razy zamiast odpowiedzi mam przeczytać: jesteś głupia, nie
                        masz racji, moje poglądy sa słuszne, bo ja tak uważam, a twoje głupie, bo też
                        tak uwazam. Na litosć BOSKĄ! dyskusja jest mozliwa JEDYNIE podczas różnicy zdań.

                        Zmarnowaliscie szansę, dla buzza czerwona kartka.
                        • maly.ksiaze Re: nie odpowiada mi kolacja z bekającym buzzem 06.01.03, 21:14
                          uli napisała:

                          > twoje stanowisko to defensywa, ogranicza się TYLKO do negacji tego, co ja
                          > napiszę. podobnie jest z tadem. sam niczego nie wymyśli. on jest tylko
                          biernym
                          > krytykiem, niczego nie buduje, potrafi tylko burzyć. mianuje się ekspertem, a
                          > pyta o definicje.


                          On będzie Patron szańców! - Bo dzieło zniszczenia
                          W dobrej sprawie jest święte, Jak dzieło tworzenia;

                          Pozdrawiam,

                          mk.

                          PS. Get off your cross, we need the wood.
                        • b.u.zz dwie tego wersje tego samego postu 06.01.03, 23:15
                          wersja numer jeden:
                          nie mam pojecia, skad wzielas taka wizje mojej osoby. zdecydowanie przewazaja w
                          niej twoje wlasne wizje i projekcje, a brakuje w nich - chocby sladu trafnej
                          obserwacji. moim swietym prawem jest krytykowac. nie zgadzam sie z teza, ze
                          wszedzie schowana jest walka kobiet z mezczyznami o wyzwolenie. takze nie w
                          dyskusji nt. teorii darwina. potem doszly kolejne kwiatki: o wypychaniu kobiet
                          poza nawias ludzkosci przez kosciol, o demonizacji kobiet przez inkwizycje.. to
                          znana spiewka, slyszalem podobne rzeczy juz wczesniej i wiem co to jest. przy
                          okazji, stawiajac te zarzuty, operujesz ogolnikami. stad tez moja prosba o
                          wiecej szczegolow. co dostaje w zamian? no wlasnie.. pomine to, w jakiej
                          formie.. ktos tu mowil o bekaniu?

                          werjsa numer dwa:
                          bez komentarza.

                          pozdrawiam
                          b.
                        • Gość: tad Re: nie odpowiada mi kolacja z bekającym buzzem IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 06.01.03, 23:26
                          uli napisała:

                          ja stawiam tezy, a ty piszesz, że nie, i że mam
                          > ci udowodnić, skoro w swojej dziwaczności twierdzę, ze tak. ja ci niczego nie
                          > chcę udowadniać, to nie jest sąd a ja nie jestem winna. chcę poznać
                          stanowisko innych ludzi.

                          Żądanie udowodnienia tezy wydaje mi się całkiem rozsądne. Gdybym np. postawił
                          tu tezę, że feministki przybyły z planety Zorg w gwiadozbiorze P-11109, w celu
                          zniszczenia naszej cywilizacji, też pewnie zapytałabyś na czym opieram to
                          przekonanie.


                          >podobnie jest z tadem. sam niczego nie wymyśli. on jest tylko biernym
                          > krytykiem, niczego nie buduje, potrafi tylko burzyć.

                          Przepraszam, ale po pierwsze negacja też wymaga myślenia, a po drugie własnie
                          wymyśliłem ciekawą terię wyjasniającą skąd wzięły się feministki.


                          >mianuje się ekspertem, a
                          > pyta o definicje.


                          Jestem WYBITNYM ekspertem w dziedzinie feminizmu! (i podejrzewam, że pewnym
                          autorytetem w tej dziedzinie dla Ciebie - choć nigdy tego nie przyznasz)


                          >feminizm mnie znany nie zawiera definicji, więc po co mam je
                          > układać? no po co? żeby tad mógł je zanegować. negacja nie jest w żadnym calu
                          > twórcza. ponieważ uzaleznia negatora od tworzacego.


                          Cóż - feminizm sam jest w znacznym stopniu NEGACJĄ. (tyle, że ja wcale nie
                          uważam, że negacja nie jest twórcza z zasady)


                          >dlatego, uporzadkuję
                          > doznania: uważam wasz styl dyskusji za żenująco pozbawiony własnych
                          >przemysleń

                          Dziwny zarzut, zważywszy, że sama pisałaś iż tylko przedstawiasz cudze tezy.


                          > na pytania stawiane w wątkach, czy nawet prób odnalezienia czegoś PONAD
                          >wiedzę,którą podejżewam zdobyliscie w liceum

                          A co takiego strasznego jest w wiedzy zdobytej w liceum? (pytam, bo byłem w
                          technikum)

                          > Na litosć BOSKĄ! dyskusja jest mozliwa JEDYNIE podczas różnicy zdań

                          Mam wrażenie, że róznic zdań między nami nie brak.


                          > Zmarnowaliscie szansę, dla buzza czerwona kartka.

                          A ja - skoro nic nie dostałem - przypominam o wykładzie na temat kina
                          feministycznego!
                          • b.u.zz gadajcie sobie dalej, ale 06.01.03, 23:31
                            zmiencie do diabla ten tytul. mnie denerwuje, a jego autorka tez ma juz pewnie
                            wyrzuty sumienia.
                            b.
                            • uli nie odpowiada mi kolacja z bekajacym ŁO-BUZZEM 07.01.03, 12:19
                              mnie denerwuje,

                              quelle domage. juz zmieniam:-)

                              a jego autorka tez ma juz pewnie
                              > wyrzuty sumienia.

                              nie ma:) dziwaczne, głupie zule nie mają sumienia! BU-chachachacha!
                              • maciej.k1 Witaj w klubie Buzz 08.01.03, 11:24
                                uli napisała:

                                > mnie denerwuje,
                                >
                                > quelle domage. juz zmieniam:-)
                                >
                                > a jego autorka tez ma juz pewnie
                                > > wyrzuty sumienia.
                                >
                                > nie ma:) dziwaczne, głupie zule nie mają sumienia! BU-chachachacha!


                                Witaj w klubie, Buzz! Miło mi, że do nas dołączyłeś. :-)

                                Na sumienie feministki bym nie liczył. One właśnie dlatego potrzebują ideologii
                                lokującej je w pozycji ofiar, by mogły wyładowywać agresję na mężczyznach bez
                                poczucia winy ("przecież to oni są oprawcami kobiet - ja tylko się bronię").
                                Zula to chodzący ideał współczesnej kobiety wg Eichelbergera - "kobieta bez
                                winy i wstydu". Żadne świństwo, które popełni, nie poruszy jej sumienia, bo
                                niezależnie od tego, kto kogo faktycznie krzywdzi a kto jest krzywdzony, ona
                                zawsze będzie się czuła niewinną, skrzywdzoną ofiarą.

                                Tak więc role są już podzielone. Pozycja ofiary jest już zajęta, raz na zawsze -
                                przez Zulę. A Ty Buzz jesteś "oprawcą", chcesz czy nie, niezależnie od tego,
                                co realnie robisz, niezależnie od rzeczywistości, w której to ona zachowała się
                                niewłaściwie. Ona z definicji to "wykrystalizowana biel", a Ty - zło. Taki już
                                jest feministyczny stereotyp, a jeśli rzeczywistość do niego nie pasuje, to
                                tymm gorzej dla rzeczywistości.

                                Pozdrawiam -
                                • uli Cruella DeVil;-) 08.01.03, 15:20
                                  ej maciek

                                  nawet nie wiesz, jak mi schlebiłeś tym tekstem:-)
                                  z tym wyjątkiem, ze ja nie jestem ofiarą:-)

                                  Pozdrawiam

                                  Wasza Cruella
                          • sagan2 Re: nie odpowiada mi kolacja z bekającym buzzem 07.01.03, 11:01
                            Gość portalu: tad napisał(a):

                            > Żądanie udowodnienia tezy wydaje mi się całkiem
                            > rozsądne. Gdybym np. postawił tu tezę, że feministki
                            > przybyły z planety Zorg w gwiadozbiorze P-11109, w celu
                            > zniszczenia naszej cywilizacji, też pewnie zapytałabyś
                            > na czym opieram to przekonanie.

                            Tad, moze i jestes ekspertem od feminizmu, ale na pewno
                            nie od s-f...
                            ... dla kazdego "fantasty" oczywiste jest, ze feministki
                            przybyly z aldebarana!
                            • Gość: tad Re: nie odpowiada mi kolacja z bekającym buzzem IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 07.01.03, 19:32
                              sagan2 napisała:


                              >
                              > Tad, moze i jestes ekspertem od feminizmu, ale na pewno
                              > nie od s-f...
                              > ... dla kazdego "fantasty" oczywiste jest, ze feministki
                              > przybyly z aldebarana!

                              Czy zwróciłaś uwagę, że "druga płeć" ukazała się niedługo po pierwszej
                              obserwacji UFO, i że natęzenie obserwacji (USA, Anglia, Francja, Niemcy)
                              pokrywa się z natęzeniem ruchu feministycznego?
                              Swoją drogą to ciekawe, że tak dobrze wiesz skąd NIE przybyły feministki....
                              Aldebaran powiadasz .......
                          • uli re: nie odpowiada mi kolacja z bekającym buzzem 07.01.03, 12:15
                            > Jestem WYBITNYM ekspertem w dziedzinie feminizmu! (i podejrzewam, że pewnym
                            > autorytetem w tej dziedzinie dla Ciebie - choć nigdy tego nie przyznasz)

                            o ho ho ho ho! dobrze wybitny ekspercie, udowodnij zatem tezę, którą stawiasz-
                            dlaczego nim jesteś?:-)

                            autorytetem dla mnie nie jesteś, ale przyznam, ze jesteś, tak samo jak inni
                            oburzajacy się feminizmem, na tym forum potrzebny. gdyby nie było takiego
                            społecznego parcia na grupę 'zwariowanych łysych okularniczek' (obiegowy
                            stereotyp feministki:-) to znaczyłoby, ze nikt nie traktuje tego co robimy
                            powaznie. tak przynajmniej widzę, że następuje jakaś wymiana/przemiana, że
                            mężczyźni boja się utraty statusu króla lwa, a skoro nie są tak zaślepieni,
                            żeby wierzyć, że ten status jest im immanentnie przypisany, to nie jest
                            najgorzej. przejawia się to chodxby forumowym chamstwem, tym typowym: jesteś
                            głupia bo jesteś feministką, filmy kobiet są mierne i reszta stereotypów i
                            uprzedzeń...gdybyscie naprawdę tak nas traktowali, to nikt by z nami nie
                            rozmawiał. skoro rozmawiacie- znaczy- dostrzegacie zagrozenie swojej pozycji i
                            boicie się jej zmiany, utraty.
                            to jest ogromna przysługa, jaką nam wyrzadzacie- to forum jest publiczne, więc
                            wszystkie te rozmowy nie są jakimiśtam przemysliwaniami przy sniadaniu.

                            > Cóż - feminizm sam jest w znacznym stopniu NEGACJĄ. (tyle, że ja wcale nie
                            > uważam, że negacja nie jest twórcza z zasady)

                            w moim przypadku jest tak, że nie chcę być od ciebie ani lepsza ani gorsza, ani
                            nie chcę być przeciwnoscia ciebie, ani przeciwnością kobiety, ani tymbardziej
                            przeciwnością męzczyzny. i feminizm jest próbą powrotu do korzeni, tzn do
                            silnych więzi matka-córka, siostrzane uczucia, to wszystko o czym piszą bajki,
                            a co jest juz zapomnianą historią. bo bajki są bardzo mądre.

                            > Dziwny zarzut, zważywszy, że sama pisałaś iż tylko przedstawiasz cudze tezy.

                            w kazdym wątku posługujemy się CUDZYMI badaniami. w tym ja zacytowałam cudze
                            wnioski dotyczące inkwizycji, ale komentarz jest mój. powoływanie się na cudze
                            badania jest ok, ale z dystansem. po co mam wywarzać otwarte drzwi? na kanwie
                            cudzego dorobku odkrywa się nowe rzeczy, i tak jest nawet w ubóstwianej przez
                            ciebie matematyce. potrzebna jest tylko praca, praca, praca, syntetyczne
                            myslenie i rozmach. a nie jakieś tam skostniałe poglądy sprzed 100 lat i
                            obiegowe prawdy i jeszcze wkurzające mnie do bialości hasła: no co nie chcesz
                            ze mną dyskutować, poddajesz się? to są sztuczki z przedszkola!(to też głównie
                            o twoim koledze buzzie).

                            > A co takiego strasznego jest w wiedzy zdobytej w liceum? (pytam, bo byłem w
                            > technikum)

                            ze jest powierzchowna, zazwyczaj.

                            > Mam wrażenie, że róznic zdań między nami nie brak.

                            no tak, róznice zdań ok, ale wyzywanie się i przytyki nie są ok (to o buzzie).

                            > A ja - skoro nic nie dostałem - przypominam o wykładzie na temat kina
                            > feministycznego!

                            OK, ale po sesji, teraz po prostu nie mam ani czasu, ani, przyznam szczerze,
                            ochoty grzebać w notatkach, przypominać sobie, robić wykłady.
                            • b.u.zz czy boziewicz obowiazuje takze feministki? 07.01.03, 14:34
                              uli napisała:

                              > to są sztuczki z przedszkola!(to też głównie
                              > o twoim koledze buzzie).

                              > no tak, róznice zdań ok, ale wyzywanie się i przytyki nie są ok (to o buzzie).
                              >

                              widze, ze sprawa zrobila sie wybitnie osobista. no coz, nie chce mi sie w to
                              brnac i odpowiadac pieknym za nadobne. domagam sie natomiast (o ile mozna to
                              robic na forum) odwolania, ze cie wyzywalem
                              zachecam takze do ponownego przeczytania naszej "rozmowy" (ja to uczynilem) i
                              uczciwego przestudiowania poziomu agresji i wyzwisk. kto wygra te emocjonujaca
                              rozgrywke? scislej: kto jest jej jedynym uczestnikiem?
                              pozdrawiam
                              b.
                            • Gość: tad Re: re: nie odpowiada mi kolacja z bekającym buzz IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 08.01.03, 19:53
                              uli napisała:

                              > o ho ho ho ho! dobrze wybitny ekspercie, udowodnij zatem tezę, którą stawiasz-
                              >dlaczego nim jesteś?:-)

                              Robię to tutaj cały czas.

                              > autorytetem dla mnie nie jesteś, ale przyznam, ze jesteś, tak samo jak inni
                              > oburzajacy się feminizmem, na tym forum potrzebny. gdyby nie było takiego
                              > społecznego parcia na grupę 'zwariowanych łysych okularniczek' (obiegowy
                              > stereotyp feministki:-) to znaczyłoby, ze nikt nie traktuje tego co robimy
                              > powaznie. tak przynajmniej widzę, że następuje jakaś wymiana/przemiana, że
                              > mężczyźni boja się utraty statusu króla lwa. (.......)

                              Jest w tym tyle strachu ile w każdej innej wymianie zdań na tematy
                              ideologiczne. Równie dobrze mogę powiedzieć, że to Ty się boisz, i będzie to
                              tyle samo warte.

                              > to jest ogromna przysługa, jaką nam wyrzadzacie- to forum jest publiczne,
                              >więc wszystkie te rozmowy nie są jakimiśtam przemysliwaniami przy sniadaniu.

                              A swoją drogą czy to nie dziwne, że to forum przyciąga tak mało osób? Inne fora
                              są bardziej oblegane. (mnie się podoba ta kameralna atmosfera tutaj, ale nie o
                              to teraz chodzi). Kobiety nie czują pociągu do feminizmu?


                              >i feminizm jest próbą powrotu do korzeni, tzn do
                              > silnych więzi matka-córka, siostrzane uczucia, to wszystko o czym piszą
                              >bajki, a co jest juz zapomnianą historią. bo bajki są bardzo mądre.

                              Feminizm opiera się na bajkach - zgadzam się z Tobą. Bajki jako wzór relacji
                              pomiędzy kobietami? A co zrobić z tymi wszystkimi "złymi macochami"? Czy to
                              agentki patriarchatu?

                              >na kanwie
                              > cudzego dorobku odkrywa się nowe rzeczy, i tak jest nawet w ubóstwianej przez
                              > ciebie matematyce.

                              Czemu "ubóstwianej"? Jestem humanistą (choć z epizodem technicznym)


                              > OK, ale po sesji, teraz po prostu nie mam ani czasu, ani, przyznam szczerze,
                              > ochoty grzebać w notatkach, przypominać sobie, robić wykłady.

                              Świetnie. Życzę udanej sesji.
                              • uli baśnie 09.01.03, 18:30
                                > Robię to tutaj cały czas.

                                udowadniasz, ze jesteś ekspertem? tzn piszesz, zeby rozmawiać, czy żeby
                                udowodnić, ze jesteś ekspertem? pytam z ciekawości.

                                > Jest w tym tyle strachu ile w każdej innej wymianie zdań na tematy
                                > ideologiczne. Równie dobrze mogę powiedzieć, że to Ty się boisz, i będzie to
                                > tyle samo warte.

                                czego się boję? wtłoczenia do maszyny lepię pierogi- rodzę dzieci- lepię
                                pierogi?

                                > A swoją drogą czy to nie dziwne, że to forum przyciąga tak mało osób? Inne
                                fora są bardziej oblegane. (mnie się podoba ta kameralna atmosfera tutaj, ale
                                nie o to teraz chodzi). Kobiety nie czują pociągu do feminizmu?

                                Polki myślą, ze feministki to ogolone na łyso okularniczki. przeciez o wiele
                                łatwiej lubić małgosię foremniak niż szloną kingę d. ale najpopularniejsze
                                bohaterki, z którymi identyfikują się studentki, i które lubia studenci to ally
                                mcBeal i sarah jessica parker- i te już bezwzglednie, bez woalu, są
                                feministkami. to jest najlepszy dowód na to, że idzie nowe (ba!nie takie znowu
                                nowe!).

                                > Bajki jako wzór relacji
                                > pomiędzy kobietami? A co zrobić z tymi wszystkimi "złymi macochami"? Czy to
                                > agentki patriarchatu?

                                złe macochy to symboliczna utrata pierwotnej więzi miedzy matką a córką, np.
                                rywalizacja z córką- tak jak w śpiącej królewnie. w baśniach występuje również
                                prawdziwa matka, która odwiedza córkę we snie, ratuje z opresji, podpowiada,
                                jak trafić do domu itp. jest to figura symbolizujaca wewnętrzny spokój,
                                intuicję, miłość, wrazliwość na otaczający świat, wiarę we własne siły. polecam
                                ksiązkę clarissy pinkoli estes, właśnie o związku basni z regionami, z których
                                pochodzą. bardzo ważne jest również to, ze basnie nie są wyidealizowane, że
                                zawierając elementy okrucienstwa, które występują w rzeczywistosci uczą dziecko
                                radzić sobie z problemami. bajki i baśnie to jest najstarsza mądrość, która
                                jest uniwersalna, tak samo jak mity, które równiez sa niesamowite, magiczne,
                                nie dezaktualizują się.
                                ponadto baśnie kierują się podświadomym porządkiem, nawet czerwone trzewiczki
                                andersena, które pochopnie mogą wydawać się bajką o opresyjnym społeczeństwie,
                                które nie toleruje talentu dziewczynki są właśnie o braku znajomosci siebie, i
                                o wskazówkach, jakie daje nam życie, i które musimy umieć interpretować.
                                dziewczynka spotyka zołnierza (jest to diabeł pod postacią zołnierza) i to jest
                                jej ostatnia szansa, żeby wrócić 'do siebie', nie wykorzystuje tej szansy, bo
                                nie wie, co jest dla niej dobre, a co złe, następny taniec to już taniec z
                                diabłem. nawet diabeł dał jej szansę, to jest bardzo ważne. z tej bajki możemy
                                wyciagnac mnóstwo wniosków- np. dla narkomanów, którzy usiłują poprawić
                                rzeczywistosć, zakochanych idealizujacych toksycznych partnerów, ludzi, którzy
                                myslą, że gdy kupia sobie parę domów i parę aut bedą lepszymi ludźmi. to jest
                                bardzo kafkowska bajka. bardzo ją lubię. i kawkę też.
                                ciekawe są też czarownice symbolizujące pierwotną siłę natury, która może
                                zniszczyć, ale gdy jesteśmy bystrzy, moze również nam pomóc. tą symbolikę
                                zmieniło nieco nadejście chrześcijanstwa, które nieco wyostrzyło granicę miedzy
                                czarnym a białym niwelując szarości, ale sensy pozostają zazwyczaj te same. nie
                                uważam, ze chrzescijaństwo jest złe, jest tylko bardzo inne od filozofii życia
                                np. nas- słowian.
                                >
                                > Czemu "ubóstwianej"? Jestem humanistą (choć z epizodem technicznym)

                                serio? humanistą humanistą, czy humanistą socjologiem, filologiem, historykiem?

                                > Świetnie. Życzę udanej sesji.

                                by nie zapeszyć, nie dziękuję:)
                                • Gość: tad Re: baśnie IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 10.01.03, 17:22
                                  uli napisała:


                                  > udowadniasz, ze jesteś ekspertem? tzn piszesz, zeby rozmawiać, czy żeby
                                  > udowodnić, ze jesteś ekspertem? pytam z ciekawości.

                                  Rozmawiając udowadniam.


                                  > czego się boję? wtłoczenia do maszyny lepię pierogi- rodzę dzieci- lepię
                                  > pierogi?

                                  Czegokolwiek. Chodzi po prostu, o to, że zarzucanie oponentowi: "nie zgadzasz
                                  się ze mną, bo się boisz", jest bardzo łatwe. Cóż to za sztuka dorobić taką
                                  teorię np. do Twojego feminizmu?


                                  > Polki myślą, ze feministki to ogolone na łyso okularniczki. (...)

                                  Zaprzeczasz tutaj sama sobie. Dlaczego więc nie bywa tu więcej studentek? Czy
                                  wszystkie kobiety okupujące forum "kobieta" unikają forum "feminizm", bo wierzą
                                  w antyfeministyczne stereotypy?
                                  (dodam, że jeśli idolką studentek jest neurotyczna Mc Bell, to nie jest dobrze)



                                  > złe macochy to symboliczna utrata pierwotnej więzi miedzy matką a córką, np.
                                  > rywalizacja z córką- tak jak w śpiącej królewnie. w baśniach występuje
                                  >również prawdziwa matka, która odwiedza córkę we snie, ratuje z opresji (....)


                                  Baśnie mają to do tego, że można je interpretować na mnóstwo sposobów. Wszystko
                                  zalezy od zręczności interpretującego. Interpretacja feministyczna jest warta
                                  tyle samo, co psychoanalityczna. "Zła macocha" to równie dobrze może być
                                  symbol "ciemniej strony kobiecości", czy co tam akurat fantazja podopwiada.

                                  >nie uważam, ze chrzescijaństwo jest złe, jest tylko bardzo inne od filozofii
                                  >życia np. nas- słowian.

                                  Co uważasz za słowiańską filozofią życia?

                                  > serio? humanistą humanistą, czy humanistą socjologiem, filologiem,
                                  historykiem?

                                  Dokładniej się określał nie będę (sama piszesz, że to niemodne). Wolę pozostać
                                  eklektyczny.

                                  • agrafek Re: baśnie - do Uli 10.01.03, 17:29
                                    O tak! Słowiańska filozofia życia i mnie bardzo by zainteresowała!
                        • agrafek hmmmm, Uli 08.01.03, 14:04
                          Czy to jest różnica między feministkami (a może i kobietami w ogóle?) a
                          mężczyznami - mężczyźni potrzebują definicji, a kobiety (feministki) nie? Bo
                          wiesz, mnie takze nauczono by na początku każdej dyskusji ustalić co jest jej
                          przedmiotem, by potem nie okazało się, że mówimy o dwóch (i więcej) zupełnie
                          innych rzeczach jedynie uzywając tak samo brzmiących słów. I rozumiem nużący
                          Cię upór Tada domagajacego się definicji. Jednak zaczyna mi też przebłyskiwać,
                          że może Ty i inne panie możecie istotnie jej nie potrzebować, bo intuicyjnie
                          wiecie o czym mówicie i już.
                          My nie. My musimy się upewniać.
                          Pozdrawiam.
                          • uli Re: hmmmm, Agrafku 08.01.03, 15:16
                            drogi Agrafku

                            z tymi definicjami chodziłomi o to, że ja np. nie znam definicji sztuki
                            feministycznej. mogę połaczyć definicję słów sztuka + feminizm, no ale gdy np.
                            ja robię zdjęcie swojemu psu, i jest to super artystyczny portret, który wyraża
                            całą ekscentryczną osobowość mojego czworonoznego przyjaciela, to raczej nie
                            nosi on znamion mojego feminizmu (wiem, ze to łopatologiczny przykład, no ale
                            to tylko przykład). ale np. nick cave, moim zdaniem, pomimo tego, ze nie jest
                            feministą, łacząc w tekstach własnie zkrajny mizoginizm + starotestamentowość
                            (nie we wszystkich) pokazuje właśnie to przewartościowanie kobiety w kulturze,
                            zwłaszcza właśnie w kulturze sakralnej.

                            stąd trudno mi o podanie niektórych definicji, bo sa płynne. sztuka jest czasem
                            niedefiniowalna, bo o niej pisałam tamtym liscie. ja nie zakładam, że mam rację
                            i kropka, i lubię widzieć swoje blędy w mysleniu, po to mi to forum. ale nie
                            lubię tak: ja mówię cośtam cośtam, i otrzymuję odpowiedź, że źle. lubię
                            wiedzieć, czemu źle.

                            pozdrawiam
                    • Gość: BD Re: biedni, niedocenieni geniusze... IP: 195.136.36.* 07.01.03, 11:32
                      Witam,

                      uli napisała:

                      > do buzza- informacje o inkwizycji- wojciech eichelberger- z nim prowadź
                      > dalszą dyskusję, no ale przecież to dupek- co z tego, że wydają jego ksiązki,
                      > co z tego, że wykłada na największych uniwersytetach?

                      Na jakich to największych uniwersytetach wykłada Eichelberger?

                      Droga Zulo, W. Eichelberger, podobnie jak np. A. Samson, żadnymi naukowcami nie
                      są, tylko praktykami - terapeutami, a ich książeczki to literatura popularna.

                      pozdrawiam,

                      BD
                      • uli Re: biedni, niedocenieni geniusze... 07.01.03, 11:38
                        na MOIM uniwersytecie:)
                        • Gość: BD Re: biedni, niedocenieni geniusze... IP: 195.136.36.* 07.01.03, 11:53
                          Witam,

                          uli napisała:

                          > na MOIM uniwersytecie:)

                          I prowadzi _wykłady_ dla studentów magisterskich studiów psychologii? Czy może
                          prowadzi jakieś kursy podyplomowe (do tego nie trzebe mieć statusu wykładowcy).

                          pozdrawiam,

                          BD

                          Nota bene: glazurnik też na uniwersytecie wykłada (płytki) :)
                          • uli Re: biedni, niedocenieni geniusze... 07.01.03, 12:42
                            zartowałam z tym MOIM uniwersytetem:) tzn nie zartowałam, że wykłada, ale mój
                            uniwersytet nie jest WIELKI (jest na hyba 5 czy 6 miejscu w rankingu Rzepy)

                            znalazłam krótka notkę o eichelbererze

                            Wojciech Eichelberger
                            Psycholog, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Pracuje jako psychoterapeuta
                            od 1970 roku, stypendysta Instytutu Gestalt i Uniwersytetu w Los Angeles.
                            Związany z Laboratorium Psychoedukacji od jego powstania. Ma licencję
                            psychoterapeuty i superwizora psychoterapii Polskiego Towarzystwa
                            Psychologicznego.
                            nie wiem czy to dużo czy mało, ale uważam, ze to fajnie, że prócz tego, ze jest
                            teoretykiem, angazuje się w rózne akcje typu rodzić po ludzku, jest związany z
                            fundacją j. kwasniewskiej i generalnie pisze o rzeczach z którymi ma kontakt,
                            bo psychologia jest przecież nauką o kontaktach z ludźmi, dlatego smieszą mnie
                            niektórzy naukowcy, np. z mojego uniwersytetu, którzy traktuja swoją profesurę
                            jak kolejną piątkę w szkole, po to, żeby wymadrzać się swoja widzą przed
                            kolezankami(myślę o pewnej pani dziekan). moze ma to nikły zwiazek z
                            naukowoscia ich dzieł, ale przynajmniej dostrzegasz, ze ta psychologia jest dla
                            nich prawdziwą pasją, a nie tylko szczeblem do kariery. Pani dziekan natomiast
                            dyskutuje ze swoja doktorantką, ze gdy bedą jechać na konferencję to muszą
                            szybko zająć sobie CAŁY przedział, żeby nie jechać z obcymi. 2 księżniczki
                            kurde. jak to jest pasja naukowa i otwarty stosunek do człowieka, to wolę nie
                            zblizać się do instytutu. w przyadku eichelbergera martwi mnie to, ze moze on
                            jest taki otwarty, bo to jest jego praca? może po godzinach jest mniej cudowny?
                            • Gość: BD Re: biedni, niedocenieni geniusze... IP: 195.136.36.* 07.01.03, 15:00
                              Witam,

                              uli napisała:

                              > Wojciech Eichelberger[...]

                              > nie wiem czy to dużo czy mało, ale uważam, ze to fajnie, że prócz tego, ze
                              > jest teoretykiem, angazuje się w rózne akcje typu rodzić po ludzku,

                              To bardzo mało. Musisz odróżnić fakt medialnej popularności od komeptencji
                              merytorycznych. Z często obecnych w mediach psychologów w świecie naukowym
                              liczy się tylko prof. Janusz Czapiński. Z drugiej strony jest wielu wybitnych
                              specjalistów, którzy się medialnie nie udzielają. Eichelberger może być równy
                              gość, ale autorytet w kwestii inkwizycji z niego żaden, a tego dotyczyła
                              dyskusja.

                              > w przyadku eichelbergera martwi mnie to, ze moze on jest taki otwarty, bo to
                              > jest jego praca? może po godzinach jest mniej cudowny?

                              Cóż, najlepiej zapytaj go ile ten przemiły, otwarty człowiek bierze za godzinę
                              terapii. Ja słyszałem ciekawą kwotę, ale może to plotki zazdrosnych kolegów...

                              pozdrawiam,

                              BD
                              • uli Re: biedni, niedocenieni geniusze... 07.01.03, 15:30
                                ale eichelberger też nie pisal tego z kosmosu przeciez, też się, o ile
                                pamietam, powoływał na innych naukowców. nie bedę z reszta obstawiać, że
                                eichelberger jest jakimś geniuszem, po prostu to co pisał wydało mi się jedną z
                                przekonywujacych teorii. znam jeszcze drugą ciekawą teorię, którą mogę
                                przytoczyć, chociaz ta rozmowa jest chyba para-rozmową o mojej rozmowie o
                                inkwizycji, więc może sobie oszczędzę, aczkolwiek jesli chcesz, mozemy o tym
                                porozmawiać:)

                                poza tym, na zdrowy rozum, po co palić kobiety na stosie? przychodzą mi do
                                głowy 2 odpowidzi:

                                1) "jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniadze"
                                2) własnie znienawidzone przez antyfeministów demonizowanie kobiety

                                myślę, że i 1 i 2, to chyba tak jak z faszyzmem- stały za tym i pieniadze i
                                ideologia-w tym wypadku demonizowano (najbardziej) żydów.

                                > Cóż, najlepiej zapytaj go ile ten przemiły, otwarty człowiek bierze za
                                godzinę
                                > terapii. Ja słyszałem ciekawą kwotę, ale może to plotki zazdrosnych kolegów...

                                :-)))nie, zostanę moze przy jego uroczym medialnym wizerunku i ciekawych
                                ksiązkach.

                                pozdrawiam!

                                PS> lubię z tobą rozmawiać BD, to zawsze jest rozmowa z klasą:-)
              • Gość: tad Seksizm z przyzwoleniem kulturowym - rozważania .. IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 05.01.03, 20:21
                ...o "perspektywie feministycznej", na marginesie rozmowy z Zulą (która jest
                dla mnie ciągłą inspiracją)

                Dopatrywanie się wszędzie wrażych działań patriarchatu, jest chyba największym
                ograniczeniem feminizmu. Stosowanie jednego klucza do tłumaczenia tylu
                różnorodnych zjawisk, prowadzić MUSI do niesłychanego sprymitywizowania
                otrzymywanych rezultatów - i w przypadku feminizmu tak się własnie dzieje. Nie
                ma dziś chyba w społecznym obiegu "izmu" równie schematycznego jak feminizm!
                Problem polega na tym, że jest to "ograniczenie założycielskie", to
                znaczy "refleksja", która nie przyjmuje tej perspektywy nie jest refleksją
                feministyczną. Stałe stosowanie tej perspektywy, sprawia, że "świadomośc
                feministyczna" jest świadomością dogłębnie SEKSISTOWSKĄ, i jest to, co gorsze,
                seksizm widziany mile przez część obecnych elit.
                Cechy charakterystyczne "perspektywy feministycznej", to uproszczenie, oraz
                przesada. Uproszczenie polega na wtłaczaniu wszystkiego we wspomniany już
                schemat, a przesada sprawia, że nie ma tu miejsca na półcienie - jest tylko
                czerń i biel. Do czego to prowadzi? Ciekawy przykład skutków "perspektywy
                feministycznej" znaleźć można w ostatnich "WO". Grażyna Borkowska pisząc o
                karierze Hildegardy z Bingen i innych kobiet z czasów średniwiecza,
                zapytuje: "Jak to było mozliwe? Jakim sposobem nauczyły się czytać i pisać,
                rozumieć teksty teologiczne i filozoficzne? Kto je uczył? Skąd brały odwagę by
                głosić swoje posłannictwo? Dlaczego nie spłonęły na stosie i jakim cudem
                niektóre z nich zostały uznanymi przez Kościół wizjonerkami? Do podobnych pytań
                prowokuje żywot Hildegardy z Bingen, Niemki zyjącej na przełomie XI i XII wieku
                (...)." Otóż, do "podobnych pytań" prowokuje ów żywot, TYLKO kogoś, kto wiedzę
                o średniowieczu czerpie z propagandy feministycznej. Borkowska powiada: "Jeśli
                to wszystko było możliwe w twardej rzeczywistości średniowiecznej, to znaczy
                (...), że ta rzeczywistość była bardziej plastyczna niż się nam wydaje". Święta
                racja, ale czemu feministkom wydaje się akurat tak, a nie inaczej? Jest to
                prosty skutek stosowania "perspektywy feministycznej". Istotnie, jeśli stosuje
                się ową perspektywę, to zdziwienie musi budzić w nim fakt, że jakieś kobiety
                wogóle dożyły, do czasu pojawienia się feministek - wyzwolicielek. Perspektywa
                feministyczna rzadko bywa źródłem "świerzego spojrzenia". Znacznie częściej
                jest ograniczeniem pola widzenia.
                • Gość: barbinator Re: Seksizm z przyzwoleniem kulturowym - rozważan IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 05.01.03, 21:54
                  Gość portalu: tad napisał(a):

                  >
                  > Dopatrywanie się wszędzie wrażych działań patriarchatu, jest chyba
                  największym
                  > ograniczeniem feminizmu. Stosowanie jednego klucza do tłumaczenia tylu
                  > różnorodnych zjawisk, prowadzić MUSI do niesłychanego sprymitywizowania
                  > otrzymywanych rezultatów - i w przypadku feminizmu tak się własnie dzieje.
                  Nie
                  > ma dziś chyba w społecznym obiegu "izmu" równie schematycznego jak feminizm!


                  Owszem, jest nim antyfeminizm. Wiara antyfeministów w to, że można cofnąć czas
                  i sprawić by kobiety znowu były takie jak "przed feminizmem" nigdy nie
                  przestanie mnie zadziwiać. Podobnie jak przekonanie, że patriarchat jest typem
                  ustroju społecznego sprawdzającym się w naszych czasach :))
                  O swięta naiwności!
                  Jak to kiedyś mawiano o socjaliźmie: "ten ustrój jest dobry, tylko
                  społeczeństwo nie dorosło.."
                  Antyfeminiści są tak samo śmieszni i prymitywni w swoim niedostrzeganiu
                  oczywistych faktów. Wydaje im się, że patriarchat nadal jest super, tylko te
                  współczesne kobiety są jakieś nieodpowiednie ;)
                  A może by tak nas wszystkie wysłać na Madagaskar a w to miejsce sprowadzić
                  jakieś Ukrainki, Tajki czy Japonki?


                  > Problem polega na tym, że jest to "ograniczenie założycielskie", to
                  > znaczy "refleksja", która nie przyjmuje tej perspektywy nie jest refleksją
                  > feministyczną. Stałe stosowanie tej perspektywy, sprawia, że "świadomośc
                  > feministyczna" jest świadomością dogłębnie SEKSISTOWSKĄ, i jest to, co
                  gorsze,
                  > seksizm widziany mile przez część obecnych elit.

                  A co powiesz o notorycznym niedostrzeganiu przez antyfeministów JAKICHKOLWIEK
                  przejawów męskiego seksizmu? Przykłady na wątku z Brukselą.
                  Męski seksizm jest oki, feministyczny seksizm jest be - to chciałeś powiedzieć?

                  > Cechy charakterystyczne "perspektywy feministycznej", to uproszczenie, oraz
                  > przesada. Uproszczenie polega na wtłaczaniu wszystkiego we wspomniany już
                  > schemat, a przesada sprawia, że nie ma tu miejsca na półcienie - jest tylko
                  > czerń i biel.

                  Nie ma drugiego zjawiska tak czarno-białego jak antyfeminizm. Świetnie widać to
                  na tym forum. Antyfeminiści przełkną każdą bzdurę serwowaną przez swoich "braci
                  w wierze". Normalnie dzielę ludzi na mądrych i głupich. W przypadku
                  antyfeministów ten podział zawodzi, wsród nich zdarzają się ludzie bardzo
                  inteligentni jak i ostatnie buraki.
                  Apropos Tad, czy wiesz, że wypisując takie bzdury o urodzie kobiet jak na wątku
                  o Brukseli stawiasz się w jednym szeregu z zaplutym facecikiem, który dzisiaj
                  na mój widok ryknął "ale dupa"?


                  Do czego to prowadzi? Ciekawy przykład skutków "perspektywy
                  > feministycznej" znaleźć można w ostatnich "WO". Grażyna Borkowska pisząc o
                  > karierze Hildegardy z Bingen i innych kobiet z czasów średniwiecza,
                  > zapytuje: "Jak to było mozliwe? Jakim sposobem nauczyły się czytać i pisać,
                  > rozumieć teksty teologiczne i filozoficzne? Kto je uczył? Skąd brały odwagę
                  by
                  > głosić swoje posłannictwo? Dlaczego nie spłonęły na stosie i jakim cudem
                  > niektóre z nich zostały uznanymi przez Kościół wizjonerkami? Do podobnych
                  pytań
                  >
                  > prowokuje żywot Hildegardy z Bingen, Niemki zyjącej na przełomie XI i XII
                  wieku
                  >
                  > (...)." Otóż, do "podobnych pytań" prowokuje ów żywot, TYLKO kogoś, kto
                  wiedzę
                  > o średniowieczu czerpie z propagandy feministycznej. Borkowska
                  powiada: "Jeśli
                  > to wszystko było możliwe w twardej rzeczywistości średniowiecznej, to znaczy
                  > (...), że ta rzeczywistość była bardziej plastyczna niż się nam wydaje".
                  Święta
                  >
                  > racja, ale czemu feministkom wydaje się akurat tak, a nie inaczej? Jest to
                  > prosty skutek stosowania "perspektywy feministycznej". Istotnie, jeśli
                  stosuje
                  > się ową perspektywę, to zdziwienie musi budzić w nim fakt, że jakieś kobiety
                  > wogóle dożyły, do czasu pojawienia się feministek - wyzwolicielek.
                  Perspektywa
                  >
                  > feministyczna rzadko bywa źródłem "świerzego spojrzenia". Znacznie częściej
                  > jest ograniczeniem pola widzenia.


                  Oczywiście nie potrafiłbyś udowodnić, że Borkowska stosuje jakąś "perspektywę
                  feministyczną" Po prostu tak ci pasowało do tezy. Jakoś nie zacytowałeś innego
                  zdania z tego artykułu, tego w którym autorka zaznacza, że przypadki takie jak
                  Hildegardy były zawsze wyjątkiem od reguły.
                  Trzeba wyjątkowo złej woli by w stwierdzeniu oczywistego faktu niewielkiej roli
                  kobiet w życiu Kościoła i w ogóle w życiu społecznym dostrzec jakąś tajemniczą
                  zmowę feministek.
                  A może potrafisz udowodnić, że w średniowieczu kobiety mogły robić kariery w
                  Kościele i nie tylko na równi z mężczyznami - nie na zasadzie wyjątku, lecz
                  reguły?
                  Czekam na dowody.
                  Pozdr. B.
                  • Gość: Maciej feministyczna religia IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.01.03, 22:27
                    Gość portalu: barbinator napisał(a):

                    > A może potrafisz udowodnić, że w średniowieczu kobiety mogły robić kariery w
                    > Kościele i nie tylko na równi z mężczyznami - nie na zasadzie wyjątku, lecz
                    > reguły?
                    > Czekam na dowody.

                    Oczywiście. Kobiety mogły wymyslec kult Bogini - Matki, jedna z nich dac się
                    ukrzyzowac za tę wiarę, kilka pozostałych - spisac świadectwa jej zycia i jej
                    nauki, następnie, ryzykując męczeńską śmierć - wyruszyć w swiat, by szerzyć
                    swoją wiarę. Kapłankami mogłyby być wyłącznie kobiety.

                    Może Ty, teraz, gdy nie ma ryzyka wiekszego niz to, że ktoś co najwyżej Cię
                    wyśmieje, ziewnie lub wzruszy obojetnie ramionami - chiałabyś założyc nową,
                    feministyczną religię teraz i zostać jej Papieżycą?

                    Pozdrawiam -
                    • Gość: barbinator Re: antyfeministyczna religia IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.01.03, 09:47
                      To nie była odpowiedź na moje pytanie.
                      Chyba, że chodziło o odpowiedź domyślną - pośrednio przyznajesz mi rację, że
                      kariery kobiet w czasach przed feminizmem były wyjątkiem od reguły i to bardzo
                      rzadkim.
                      Co jest zresztą tak oczywiste, że nawet udowadniać tego nie warto - natomiast
                      chciałabym aby ktoś udowodnił, że takie proste stwierdzenie oczywistego faktu
                      stanowi feministyczną propagandę biorącą się z "feministycznej perspektywy"
                      opartej na "czarno białym widzeniu świata" (typowym ponoć dla feministek)
                      Pozdr. B.
                      • maciej.k1 Re: antyfeministyczna religia 06.01.03, 10:44
                        Gość portalu: barbinator napisał(a):

                        > To nie była odpowiedź na moje pytanie.

                        Owszem, była, tyle, że inna niż oczekiwałaś.

                        > Chyba, że chodziło o odpowiedź domyślną - pośrednio przyznajesz mi rację, że
                        > kariery kobiet w czasach przed feminizmem były wyjątkiem od reguły i to
                        > bardzo rzadkim.

                        Kariery kobiet były wyjątkiem od reguły w czasach przed rewolucją przemysłową,
                        gdy dużą rolę w pracy odgrywała siła fizyczna. Nie wynikało to
                        z "dyskryminacji", lecz braku odpowiednich predyspozycji kobiet. Teraz także
                        kobiety rzadko robią karierę w zawdodach wymagających myślenia logicznego (np.
                        informatyka) czy myśłenia twórczego, co już udowodniłem z w innym wątku.

                        > Co jest zresztą tak oczywiste, że nawet udowadniać tego nie warto - natomiast
                        > chciałabym aby ktoś udowodnił, że takie proste stwierdzenie oczywistego faktu
                        > stanowi feministyczną propagandę biorącą się z "feministycznej perspektywy"
                        > opartej na "czarno białym widzeniu świata" (typowym ponoć dla feministek)

                        Rzadsze kariery kobiet wynikają z ich braku odpowiednich umiejętności i
                        predyspozycji. Pomijanie tego faktu i wygodne zwalanie wszystkiego
                        na "dyskryminację" stanowi istotę feministycznej propagandy.

                        Pozdrawiam -
                        • Gość: barbinator Re: antyfeministyczna religia IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.01.03, 13:46
                          maciej.k1 napisał:

                          Teraz także
                          > kobiety rzadko robią karierę w zawdodach wymagających myślenia logicznego
                          (np.
                          > informatyka) czy myśłenia twórczego, co już udowodniłem z w innym wątku.

                          :)))))))
                          LOL

                          >
                          > Rzadsze kariery kobiet wynikają z ich braku odpowiednich umiejętności i
                          > predyspozycji. Pomijanie tego faktu i wygodne zwalanie wszystkiego
                          > na "dyskryminację" stanowi istotę feministycznej propagandy.


                          Hmm, wytłumacz mi coś proszę: jeśli kobiety rzadziej robią kariery od mężczyzn
                          tylko z powodu "braku predyspozycji" to czym tłumaczysz fakt, że po upływie
                          zaledwie kilkudziesięciu lat od uzyskania przez k. praw obywatelskich ich
                          udział w życiu społ. gosp. i polit. jest nieporównanie większy niż za czasów
                          Hildegardy z Bingen?
                          Wtedy nie miały predyspozycji a teraz mają?
                          A co sprawiło, że nagle część z nich ma "predyspozycje"?
                          Krasnoludki, kosmici, ewolucja gatunku, zmowa feministek, Kinga Dunin...?
                          Czy masz jakieś dowody na to, że ten proces (wzrost wpływów kobiet na kształt
                          świata) zostanie w pewnym momencie przerwany?

                          >
                          > Pozdrawiam -

                          Nadal nie odpowiadasz na pytanie, rozumiem z tego, że w kwestii "feministycznej
                          perspektywy" mamy podobne zdanie - tzn że artykuł Borkowskiej stwierdzał
                          oczywisty fakt i miał tyle samo wspólnego z feminizmem co ja z soborem
                          watykańskim.
                          Nie wiem czy zauważyłeś, że ja ani razu nie użyłam słowa "dyskryminacja" za to
                          ty nawet kilka razy...
                          Ja zawsze uważałam, że antyfeminizm jest niebezpiecznie blisko paranoji ;)

                          Pozdr. B.
                          • maciej.k1 Re: antyfeministyczna religia 06.01.03, 18:52
                            Gość portalu: barbinator napisał(a):

                            > Hmm, wytłumacz mi coś proszę: jeśli kobiety rzadziej robią kariery od
                            mężczyzn
                            > tylko z powodu "braku predyspozycji" to czym tłumaczysz fakt, że po upływie
                            > zaledwie kilkudziesięciu lat od uzyskania przez k. praw obywatelskich ich
                            > udział w życiu społ. gosp. i polit. jest nieporównanie większy niż za czasów
                            > Hildegardy z Bingen?
                            > Wtedy nie miały predyspozycji a teraz mają?

                            Patriarchalne społeczeństwo dzięki rewolucji przemysłowej stworzyło wiele
                            nowych miejsc pracy, nie wymagakących siły fizycznej, ani szczególnych
                            zdolności intelektualnych, np. administracja państwowa średniego szczebla,
                            personel biurowy. Ogromne znaczenie ma też bezpłatna edukacja. W czasach, gdy
                            edukacja była inwestycją całej rodziny, niewiele rodzin mogło sobie pozwolić na
                            kształcenie kobiet. Dziś państwo finansuje nawet wyższe wykształcenie kobiet
                            (większość studentów w Polsce to kobiety), nawet, jeśli większość z nich nie
                            będzie pracować przez kilka lat z powodu opieki nad dzieckiem. Kolejnym
                            sukcesem (patriarchatu) jest zmniejszenie śmiertelności dzieci przez opanowanie
                            chorób zakaźnych (gruźlica, dur brzuszny, ospa, itp.), przez co zmieniła się
                            strategia reprodukcyjna rodzin - można rodzić mniej dzieci, bo i tak wszystkie
                            przeżyją. Z kolei powszechne ubezpieczenia społeczne sprawiły, że dzieci
                            przestały być koniecznym zabezpieczeniem na starość - a więc można rodzić ich
                            mniej, albo nawet - wcale, dzięki czemu częśc kobiet, które nie chcą mieć
                            dzieci, może poświęcić się innej działalności bez obaw o przyszłość.
                            Ostatni sukces patriarchatu to wydłużenie życia, zwłaszcza kobiet. To wszystko
                            razem sprawia, że kobiety mogą być teraz bardziej aktywne społecznie niż w
                            przeszłości.

                            Jak widzisz, feminizm nie ma tu nic do rzeczy i kobiety niczego mu nie
                            zawdzięczają.

                            > A co sprawiło, że nagle część z nich ma "predyspozycje"?
                            > Krasnoludki, kosmici, ewolucja gatunku, zmowa feministek, Kinga Dunin...?
                            > Czy masz jakieś dowody na to, że ten proces (wzrost wpływów kobiet na kształt
                            > świata) zostanie w pewnym momencie przerwany?

                            Przede wszystkim nie widzę żadnego istotnego "wpływu kobiet na kształ świata",
                            poza kilkoma wielkimi nazwiskami jak Skłodowska - Curie, Margareth Thatcher,
                            czy Matka Teresa z Kalkuty.

                            Czyżbym kogoś ważnego przeoczył? Może masz na myśli Sarah O'Connor, piosenkarkę
                            i biskupicę jakiejś sekciarskiej religii? Może Ciciolinę, byłą deputowaną do
                            włoskiego parlamentu? ;-)

                            Pozdrawiam -
                            • Gość: barbinator Re: antyfeministyczna religia IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 07.01.03, 11:26
                              maciej.k1 napisał:

                              (...)
                              To wszystko
                              > razem sprawia, że kobiety mogą być teraz bardziej aktywne społecznie niż w
                              > przeszłości.
                              > Jak widzisz, feminizm nie ma tu nic do rzeczy i kobiety niczego mu nie
                              > zawdzięczają.


                              Tylko że ja nawet nie zająknęłam się na temat zasług feministek...:)
                              Chodziło mi wyłącznie o fenomen predyspozycji kobiet do zajmowania ważnych
                              stanowisk w życiu społ. gosp. i polit.
                              To o czym piszesz wyjaśnia fakt powszechnego zatrudnienia kobiet na
                              stanowiskach mało atrakcyjnych i nie wymagających specjalnych uzdolnień.
                              Ale przecież coraz więcej kobiet wygrywa konkurencję z mężczyznami do stanowisk
                              atrakcyjnych i pożądanych (Tad jakiś czas temu przytoczył dane mówiące o ponad
                              40% kobiet wsród menedżerów w Polsce, IMO to nieco przesadzony optymizm ale
                              takie dane są)
                              Czyżbyś twierdził, że 100 lat temu było równie dużo kobiet-menedżerów, albo że
                              takie stanowisko nie wymaga żadnych predyspozycji, ewentualnie że mężczyźni nie
                              chcą być menedżerami czy politykami (Norwegia, Szwecja - 50% kobiet w rządzie,
                              Norwegia 40-50% kobiet we władzach samorządowych, bez żadnych parytetów)?



                              >
                              > > A co sprawiło, że nagle część z nich ma "predyspozycje"?
                              > > Krasnoludki, kosmici, ewolucja gatunku, zmowa feministek, Kinga Dunin...?
                              > > Czy masz jakieś dowody na to, że ten proces (wzrost wpływów kobiet na kszt
                              > ałt
                              > > świata) zostanie w pewnym momencie przerwany?
                              >
                              > Przede wszystkim nie widzę żadnego istotnego "wpływu kobiet na kształ
                              świata",
                              > poza kilkoma wielkimi nazwiskami jak Skłodowska - Curie, Margareth Thatcher,
                              > czy Matka Teresa z Kalkuty.
                              >
                              > Czyżbym kogoś ważnego przeoczył? Może masz na myśli Sarah O'Connor,
                              piosenkarkę
                              >
                              > i biskupicę jakiejś sekciarskiej religii? Może Ciciolinę, byłą deputowaną do
                              > włoskiego parlamentu? ;-)
                              >



                              No wiesz, sam przyznałeś "że kobiety mogą być teraz bardziej aktywne społecznie
                              niż w przeszłości." To chyba znaczy, że nawet ty zauwazasz wzrost aktywności
                              kobiet, prawda?

                              Moje pytanie dotyczyło tego, czy potrafisz jakoś udowodnić, że krzywa wzrostu
                              aktywności kobiet osiągnęła już punkt końcowy, wyznaczony przez brak
                              wystarczających uzdolnień i predyspozycji u kobiet?
                              Obawiam się, że nie potrafisz...
                              Wszelki dostępne dane o aktywności kobiet w różnych dziedzinach życia wyraźnie
                              pokazują tendencję wzrostową, także na stanowiskach prestiżowych.
                              Z czego bierze się ta tendencja (bo raczej nie ze zwalczenia gruźlicy, prawda?)
                              i czy nawet jeśli za kilkadziesiąt lat nawet w polskim rządzie i parlamencie
                              normą będzie podobna ilość kobiet i mężczyzn (mówię o praktyce politycznej, nie
                              o parytetach) to też będziesz twierdził, że kobiety nie mają predyspozycji do
                              rządzenia?
                              Pozdr. B.
                              • maciej.k1 Re: antyfeministyczna religia 07.01.03, 12:12
                                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                > Ale przecież coraz więcej kobiet wygrywa konkurencję z mężczyznami do
                                > stanowisk atrakcyjnych i pożądanych (Tad jakiś czas temu przytoczył
                                > dane mówiące o ponad
                                > 40% kobiet wsród menedżerów w Polsce, IMO to nieco przesadzony optymizm ale
                                > takie dane są)

                                To ciekawe. Chciałbym przyjrzeć się bliżej tym danym.

                                Tymczasem sprawdziłem aktualną listę najbogatszych Polaków tygodnika Wprost.
                                Naliczyłem na niej 7 kobiet (w tym 3 wspólnie z mężami).

                                > Czyżbyś twierdził, że 100 lat temu było równie dużo kobiet-menedżerów, albo
                                że
                                > takie stanowisko nie wymaga żadnych predyspozycji,

                                Przeczytaj uważnie moje posty, to znajdziesz, co twierdzę. Wypowiadam się
                                wystarczająco jasno i jednoznacznie.

                                W Polsce kobiety przegrały batalię o wybory samorządowe, zdobywając mniej
                                mandatów niż proporcjonalnie było kandydatek w stosunku do mężczyzn. Oznacza
                                to, że partiom politycznym nie opłaca się stawiać na kobiety, bo wyborcy ich
                                nie chcą. Polityczki nie umieją przekonać do siebie wyborców, także innych
                                kobiet.

                                > Moje pytanie dotyczyło tego, czy potrafisz jakoś udowodnić, że krzywa wzrostu
                                > aktywności kobiet osiągnęła już punkt końcowy, wyznaczony przez brak
                                > wystarczających uzdolnień i predyspozycji u kobiet?
                                > Obawiam się, że nie potrafisz...

                                Oczywiście, że nie. Zależy to od wielu czynników, najmniej jednak - od
                                feminizmu. Nb. nie jestem przeciwnikiem aktywności społecznej kobiet. Jestem
                                tylko przeciwko sztucznym ułatwieniom dla jednej grupy kosztem drugiej - np.
                                parytetom. Uważam także feministyczne wyjaśnienie mniejszej aktywności
                                politycznej czy ekonomicznej kobiet - ich dyskryminacją - za fałszywe. Jeśli
                                jednak kobiety wygrywają rywalizację z męzczyznami dzięki swoim zdolnościom, a
                                nie parytetom - nie mam nic przeciwko temu. Przeciwnie - szczerze gratuluję.

                                > i czy nawet jeśli za kilkadziesiąt lat nawet w polskim rządzie i parlamencie
                                > normą będzie podobna ilość kobiet i mężczyzn (mówię o praktyce politycznej,
                                > nie
                                > o parytetach) to też będziesz twierdził, że kobiety nie mają predyspozycji do
                                > rządzenia?

                                Jeśli bez parytetów zdobędą władzę, będę mówił, że potrafiły przekonać do
                                siebie wyborców. O umiejętnościach rządzenia będzie można mówić dopiero wtedy,
                                gdy wykażą się efektami. Tymczasem jednak kobiety pełniły już w Polsce funkcje
                                premiera czy ministrów i niczym specjalnym się nie wykazały. Suchocka, Piwnik,
                                Łybacka, Blida - okazały się miernotami.

                                Pozdrawiam -
                                • sagan2 Re: antyfeministyczna religia 07.01.03, 15:37
                                  maciej.k1 napisał:

                                  > Tymczasem jednak kobiety pełniły już w Polsce funkcje
                                  > premiera czy ministrów i niczym specjalnym się nie
                                  > wykazały. Suchocka, Piwnik, Łybacka, Blida - okazały
                                  > się miernotami.

                                  Maciej, a ktory z naszych politykow nie okazal sie
                                  miernota? na palcach reki by zliczyc... moze po prostu
                                  zycie polityczne w polsce jest mierne, a nie akurat
                                  kobiety-politycy?
                                • Gość: barbinator Re: antyfeministyczna religia IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 08.01.03, 16:03
                                  maciej.k1 napisał:

                                  > Gość portalu: barbinator napisał(a):
                                  >
                                  > > Ale przecież coraz więcej kobiet wygrywa konkurencję z mężczyznami do
                                  > > stanowisk atrakcyjnych i pożądanych (Tad jakiś czas temu przytoczył
                                  > > dane mówiące o ponad
                                  > > 40% kobiet wsród menedżerów w Polsce, IMO to nieco przesadzony optymizm al
                                  > e
                                  > > takie dane są)
                                  >
                                  > To ciekawe. Chciałbym przyjrzeć się bliżej tym danym.

                                  Wklejam ten fragment postu Tada (wątek o kobiecej wartości dodatkowej):

                                  "W Europie kobietom trudno jest osiągnąć kierownicze stanowisko a jedyne
                                  dziedziny w których mają one szansę zajęcia pozycji na samym szczycie, to
                                  turystyka, reklama, moda, kosmetyki oraz firmy adwokackie - wynika z badań
                                  przeprowadzonych przez Boyden, niemiecką agencję doradztwa w dziedzinie zasobów
                                  ludzkich. Wyjątek wśród 14 badanych krajów europejskich stanowi .... Polska ,
                                  gdzie aż 45% kierowniczych stanowisk zajmują kobiety. Na drugim miejscu
                                  znalazła się Finlandia - 27%, na trzecim Belgia - 20%. Listę zamykają Francja -
                                  10% i Niemcy - 8%, wyprzedzone nawet przez Turcję (14%). Wyjątkową pozycję
                                  polskie kobiety zawdzięczają - zdaniem autorów studium - "dziedzictwu
                                  komunizmu, który zachęcał je do zdobywania wykształcenia i podejmowania pracy
                                  zarobkowej" ( za Welt Am Sontag "Nowe Państwo" nr12/2002)



                          • Gość: tad Re: antyfeministyczna religia IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 06.01.03, 18:53
                            Gość portalu: barbinator napisał(a):


                            > Hmm, wytłumacz mi coś proszę: jeśli kobiety rzadziej robią kariery od
                            mężczyzn
                            > tylko z powodu "braku predyspozycji" to czym tłumaczysz fakt, że po upływie
                            > zaledwie kilkudziesięciu lat od uzyskania przez k. praw obywatelskich ich
                            > udział w życiu społ. gosp. i polit. jest nieporównanie większy niż za czasów
                            > Hildegardy z Bingen?
                            > Wtedy nie miały predyspozycji a teraz mają?
                            > A co sprawiło, że nagle część z nich ma "predyspozycje"?

                            Zwracam uwagę, że udział kobiet w zyciu intelektualnym jest - zważywszy na to,
                            że stanowią więcej niż połowę populacji - ZADZIWIAJĄCO nikły (i to pomimo tego,
                            że są od ładnych już paru lat promowane). Wciąż w znaczący sposób dominują tu
                            mężczyźni - to oni tworzą najważniejsze idee, dzieła, i pchają świat naprzód.
                            Kobiety to przeważnie "średniaczki". I nie mówimy o "kilkudziesięcu latach",
                            ale w niektórych przynajmniej, dziedzinach o już grubo ponad 100! W Anglii np.
                            kobiety mogły studiować medycynę od - bodajże - lat 70-tych XIX wieku, we
                            Francji mogły to robić jeszcze wczesniej. I, cóż - jakby to powiedzieć - "góra
                            urodziła mysz". Ciekawe jak długo mozna wszystko tłumaczyć "dyskryminacją"? Coś
                            mi się zdaje, że nawet w 3999 feministki nadal będą powtarzać swoją mantrę.....

                            PS
                            Jeśli przyjmiemy, że największym wykwitem kobiecego intelektu jest feminizm, to
                            doprawdy .....


                            >> Pozdr.
                          • Gość: tad o prezetnyzmie uwag kilka - specjalnie dla Barbina IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 06.01.03, 23:16

                            Wiele mówi się tu o "dyskryminacji" kobiet w dawnych czasach. Czy nie używa się
                            tego terminu zbyt beztrosko? Czy rzutowanie w przeszłość, dzisiejszych
                            standardów jest do końca właściwe? Przecież w ten sposób można dowieść, że
                            WSZYSCY byli wtedy "dyskryminowani". Oderwijmy się od feminizmu. Wyobraź sobie,
                            że rozmawiasz z kimś o Czyngiz Chanie, i ów ktoś stwierdza, że
                            chan "dyskryminował swoich obywateli", a na pytanie "dlaczego"?, odpowiada: "bo
                            nie urządzał co 4 lata 5 przymiotnikowych wyborów". Formalnie rzec biorąc
                            wszystko się zgadza. Istotnie Czyngiz Chan nie był liberalnym demokratą i
                            wyborów nie organizował, mam jednak wrażenie, że takie postawienie sprawy
                            odczułabyś jednak jako pewien "zgrzyt". Inaczej - czy wiesz, że Twoja córka
                            jest dyskryminowana? W jaki sposób? Ano - nie może zaskarżyć Cię do sądu. W
                            Belgii pojawił się pomysł, by 10-letnie dzieci mogły skarżyć rodziców (ma duże
                            szanse. świat oszalał). Przypuścmy, że pomysł się upowszechni, oswoi kulturowo,
                            stanie standardem, a wtedy śmiało można załoyć, że w roku 2115 wszyscy światli
                            ludzie dziwić się będą naszym barbarzyńskim czasom, w których odmawiano
                            dzieciom praw tak podstawowych, i wylewać będą łzy nad smutnym losem Twojej
                            córki. Jeszcze inaczej: nasza kultura dyskryminuje pedofilów! Widzimy w nich
                            potworów, wsadzamy do więzień, a przecież tak wcale być nie musi! Słyszałaś o
                            badaniach Kinseya, o teorii "erotyzmu dziecięcego" i o "seksie
                            międzypokoleniowym"? Powinnaś słyszeć, bo w latach 70-tych feministki pragnące
                            wyzwolić wszystkich od ucisku patriarchalnego zaangażowały się też i w tę
                            sprawę (choć nie była ich pomysłem). Potem rzecz nieco przycichła, bo czasy
                            stały się nieco mniej przychylne dla postępu w tej dziedzinie, ale nigdy nie
                            wygasła do końca. Przypuśmy, ze teoria znów wypłynie i zwycięzy. W roku -
                            powiedzmy - 2156 - wiekszość ludzkości będzie trząść się z oburzenia nad naszą
                            ciemnotą, która sprawiła, że tłumiliśmy dziecięcą seksualność i wsadzaliśmy do
                            więzień za "seks międzypokoleniowy". Czy rozumiesz o co mi chodzi?
                            • Gość: tad Wariat na autostradzie IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 07.01.03, 19:27
                              Na początek kawał z brodą: "Wariat jedzie pod prąd autostradą. Włącza radio i
                              słyszy komunikat: "Uwaga! Na autostradzie pojawił się szaleniec jadący pod
                              prąd!". Na to wariat do siebie: "Jeden szaleniec?? TYSIĄCE!!!" Co autor chce
                              dać do zrozumienia cytując ten dowcip? Ano to, że feministki oceniając
                              przeszłość przypominają mocno owego wariata. Czynią standard z WYJĄTKU i
                              beztrosko wydają cenzurki. Dzisiejsza cywilizacja Zachodu jest EWENEMENTEM.
                              Wystarczy pobieżna tylko znajomość historii, by nie mieć wątpliwości, że
                              jesteśmy NIESŁYCHANYM wyjątkiem, a nie regułą . To MY jesteśmy kuriozum, a nie
                              wszyscy pozostali!. Jesteśmy kuriozum, pod wieloma względami, także pod
                              względem stosunków pomiędzy płciami. Nalezy to powiedzieć wyraźnie: to nie
                              dawne kultury "dyskryminowały" kobiety. To nasza traktuje je dziś w sposób
                              SZCZEGÓLNY. I właściwie nie dlatego, że jesteśmy "lepsi", ale dlatego, że
                              jesteśmy bogatsi, mamy mnóstwo cywilizacyjnych gadżetów i możemy sobie
                              pozwolić na LUKSUS "równouprawnienia". Wystarczy byśmy znaleźli się nagle w
                              warunkach w jakich żyli ludzie w wieku - powiedzmy - XIII i z rónouprawnienia
                              wkrótce nie zostało by NIC. Feministki twierdzą, że kobiety traktowano źle?
                              Zapytajmy raczej czemu nie trakotowano ich GORZEJ? Co właściwie stało na
                              przeszkodzie, skoro mężczyźni ponoć myśleli głównie o tym jak kobiety pognębić,
                              a nie brakowało im sił i środków, by to zrobić?
                              Rudolf Hoss -komendant obozu w Auschwitz - w swoich wspomnieniach( którym
                              zreszą nie należy zbytnoi ufać - ale mniejsza z tym) napisał, że ma złe zdanie
                              o moralności kobiet, bo w obozie szybko się załamywały i "sprzedawały" za byle
                              ochłap. Feministki wystawiając swoje cenzurki naszym przodkom popełniają
                              podobny błąd jak komendant Hoss - nie należy wyciągać wniosków ogólnych na
                              podstawie sytuacji WYJĄTKOWYCH.
                              (UWAGA: zanim ktoś zacznie mi zarzucać, że porównuję feministki do Hessa, niech
                              zwróci uwagę na KONTEKST tego porównania i POMYŚLI!).
                              • Gość: EWOK z perspektywy pekińczyka IP: *.acn.waw.pl 07.01.03, 20:05
                                Ostatnio przeczytane posty m.in ten właśnie post tada, jak równiez burzliwie
                                omawiany na Psychologii artykuł pani Milskiej Wrzosińskiej uświadomił mi, jak
                                kobiety preferujące równouprawnienie sa postrzegane. Są to mianowicie
                                zwierzęta kanapowe, kierujące się wyłącznie własną wygodą, przyczajone czujnie
                                kiedy czasy są niespokojne i nieprzyjazne, a gdy klimat społeczny pozwala -
                                rzucające się by natychmiast podgryzać mężczyzn po łydkach. Puszyste
                                pekińczyki, łaszące się do panów by dostać lepsze żarełko, w głębi mrocznej
                                duszy skrywające jedynie fałsz, obłudę i skandaliczny brak ogólnie pojętej
                                moralności. Biedni mężczyźni szlachetnie naiwni, wciąż dają się nabierać na
                                jedwabistą sierść i łzawe spojrzenie ulubionych piesków, zapominają się do
                                tego stopnia, że przestają uważać na własne łydki.
                                • Gość: tad Re: z perspektywy pekińczyka IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 07.01.03, 20:53
                                  Gość portalu: EWOK napisał(a):

                                  > Ostatnio przeczytane posty m.in ten właśnie post tada, jak równiez burzliwie
                                  > omawiany na Psychologii artykuł pani Milskiej Wrzosińskiej uświadomił mi, jak
                                  > kobiety preferujące równouprawnienie sa postrzegane. (.....)

                                  Przyznam, że trudno mi zrozumieć meandry Twego rozumowania.
                                  • Gość: EWOK Re: z perspektywy pekińczyka IP: 213.241.18.* 08.01.03, 09:05
                                    Gość portalu: tad napisał(a):

                                    > Gość portalu: EWOK napisał(a):
                                    >
                                    > > Ostatnio przeczytane posty m.in ten właśnie post tada, jak równiez burzliw
                                    > ie
                                    > > omawiany na Psychologii artykuł pani Milskiej Wrzosińskiej uświadomił mi,
                                    > jak
                                    > > kobiety preferujące równouprawnienie sa postrzegane. (.....)
                                    >
                                    > Przyznam, że trudno mi zrozumieć meandry Twego rozumowania.

                                    Zwróć uwagę na kontekst i POMYŚL.
                            • Gość: barbinator Re: o prezetnyzmie uwag kilka - specjalnie dla Ba IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 08.01.03, 10:10
                              Gość portalu: tad napisał(a):

                              >
                              > Wiele mówi się tu o "dyskryminacji" kobiet w dawnych czasach. Czy nie używa
                              się
                              >
                              > tego terminu zbyt beztrosko? Czy rzutowanie w przeszłość, dzisiejszych
                              > standardów jest do końca właściwe? Przecież w ten sposób można dowieść, że
                              > WSZYSCY byli wtedy "dyskryminowani". Oderwijmy się od feminizmu. Wyobraź
                              sobie,
                              >
                              > że rozmawiasz z kimś o Czyngiz Chanie, i ów ktoś stwierdza, że
                              > chan "dyskryminował swoich obywateli", a na pytanie "dlaczego"?,
                              odpowiada: "bo
                              >
                              > nie urządzał co 4 lata 5 przymiotnikowych wyborów". Formalnie rzec biorąc
                              > wszystko się zgadza. Istotnie Czyngiz Chan nie był liberalnym demokratą i
                              > wyborów nie organizował, mam jednak wrażenie, że takie postawienie sprawy
                              > odczułabyś jednak jako pewien "zgrzyt".


                              No i właśnie dlatego unikam słowa "dyskryminacja" zwłaszcza w odniesieniu do
                              czasów nie-wspólczesnych. To jasne, że kobiety nie czuły się dyskryminowane i
                              nie żądały równouprawnienia, bo wtedy było to pojęcie równie nieznane jak
                              demokracja, powszechna opieka zdrowotna czy ubezpieczenia społeczne.

                              Oczywiście nikt nie powie o Jagielle, że był złym królem gdyż za jego czasów
                              nie przeprowadzono reformy ubezpieczeń czy opieki zdrowotnej zaś jego poddani
                              byli dyskryminowani, bo nie zorganizowano masowych szczepień przeciwko
                              ospie...:)

                              Z drugiej jednak strony nikt raczej nie zaprotestuje jeżeli powiem, że jakość
                              życia przeciętnego Polaka znacząco od tamtych czasów wzrosła, także dzięki
                              reformom społecznym i szczepionce na ospę.

                              Równouprawnienie to też reforma społeczna - a nie ma chyba wątpliwości, że dla
                              kobiet bardzo korzystna.

                              Nigdy nie dowiemy się jak zareagowałyby kobiety średniowieczne na pomysł
                              wprowadzenia równouprawnienia, podobnie jak nie dowiemy się czy średniowiecznym
                              małolatom spodobałaby się, dajmy na to gra komputerowa typu "Age of Kings".
                              Osobiście uważam, że reakcje byłyby entuzjastyczne, w obu przypadkach...


                              Jeszcze inaczej: nasza kultura dyskryminuje pedofilów! Widzimy w nich
                              > potworów, wsadzamy do więzień, a przecież tak wcale być nie musi! Słyszałaś o
                              > badaniach Kinseya, o teorii "erotyzmu dziecięcego" i o "seksie
                              > międzypokoleniowym"? Powinnaś słyszeć, bo w latach 70-tych feministki
                              pragnące
                              > wyzwolić wszystkich od ucisku patriarchalnego zaangażowały się też i w tę
                              > sprawę (choć nie była ich pomysłem). Potem rzecz nieco przycichła, bo czasy
                              > stały się nieco mniej przychylne dla postępu w tej dziedzinie, ale nigdy nie
                              > wygasła do końca. Przypuśmy, ze teoria znów wypłynie i zwycięzy. W roku -
                              > powiedzmy - 2156 - wiekszość ludzkości będzie trząść się z oburzenia nad
                              naszą
                              > ciemnotą, która sprawiła, że tłumiliśmy dziecięcą seksualność i wsadzaliśmy
                              do
                              > więzień za "seks międzypokoleniowy". Czy rozumiesz o co mi chodzi?


                              Mogę cię uspokoić. Jak sam zauważyłeś istnieje tendencja do emancypacji dzieci,
                              można więc przyjąć, że dzieci przyszłości będą mogły i będą umiały w znacznie
                              większym stopniu niż obecnie przeciwstawić się presji dorosłych. Ponieważ nawet
                              nie śmiem przypuszczać byś był zdania, że np 8-letnia dziewczynka z własnej
                              inicjatywy podejmuje współżycie seksualne z ojczymem, więc sam rozumiesz, że
                              dzieciom nic nie grozi.
                              Pozdr. B.
                              • maciej.k1 Re: o prezetnyzmie uwag kilka - specjalnie dla Ba 08.01.03, 11:51
                                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                > Równouprawnienie to też reforma społeczna - a nie ma chyba wątpliwości, że
                                > dla
                                > kobiet bardzo korzystna.

                                Tak - dopóki kobiety mają równe prawa, a nie mają równych obowiązków. Gdyby
                                wprowadzono faktyczne równouprawnienie: obowiązkową służbę wojskową dla kobiet
                                w takich samych warunkach, równy wiek emerytalny, gdyby zlikwidowano przywileje
                                kobiet w kodeksie pracy - wiele kobiet uznałoby równouprawnienie za bardzo
                                niekorzystne.

                                > Nigdy nie dowiemy się jak zareagowałyby kobiety średniowieczne na pomysł
                                > wprowadzenia równouprawnienia
                                > Osobiście uważam, że reakcje byłyby entuzjastyczne,

                                Oczywiście! Entuzjastycznie! Kobiety bardzo chciały machać mieczami pod
                                Grunwaldem, tylko im patriarchalne społeczeństwo nie pozwalało. To samo z orką
                                przy pomocy wołu i sochy - kobiety by sobie świetnie z tym poradziły. ;-)

                                > Mogę cię uspokoić. Jak sam zauważyłeś istnieje tendencja do emancypacji
                                dzieci,
                                >
                                > można więc przyjąć, że dzieci przyszłości będą mogły i będą umiały w znacznie
                                > większym stopniu niż obecnie przeciwstawić się presji dorosłych. Ponieważ
                                nawet
                                >
                                > nie śmiem przypuszczać byś był zdania, że np 8-letnia dziewczynka z własnej
                                > inicjatywy podejmuje współżycie seksualne z ojczymem, więc sam rozumiesz, że
                                > dzieciom nic nie grozi.

                                Mylisz się bardzo. Twoja ignorancja jest wręcz przerażająca pod tym względem.
                                Ośmioletnia dziewczynka zrobi bardzo dużo, by dostać miłość ojca, a gdy jej od
                                niego nie dostała - miłośc ojczyma, czy innego mężczyzny.

                                Emancypacja dzieci prowadziłaby do tego, że pedofile byliby zwolnieni z
                                odpowiedzialności. Oni nie muszą używać przemocy i z reguły tego nie robią.
                                Dają dziecku swój czas i uwagę, którego ono nie dostało od rodziców. Za to
                                dziecko skłonne jest płacić seksem. Emancypacja dzieci doprowadziłaby do
                                konieczności uznania takich decyzji dzieci jako ich wolnych i odpowiedzialnych
                                wyborów - a pedofile byliby wówczas bezkarni.

                                Pozdrawiam -
                                • sagan2 o pedofilii 08.01.03, 12:00
                                  maciej.k1 napisał:


                                  > Mylisz się bardzo. Twoja ignorancja jest wręcz
                                  > przerażająca pod tym względem. Ośmioletnia dziewczynka
                                  > zrobi bardzo dużo, by dostać miłość ojca, a gdy jej od
                                  > niego nie dostała - miłośc ojczyma, czy innego
                                  > mężczyzny.
                                  >
                                  > Emancypacja dzieci prowadziłaby do tego, że pedofile
                                  > byliby zwolnieni z odpowiedzialności. Oni nie muszą
                                  > używać przemocy i z reguły tego nie robią. Dają dziecku
                                  > swój czas i uwagę, którego ono nie dostało od rodziców.
                                  > Za to dziecko skłonne jest płacić seksem. Emancypacja
                                  > dzieci doprowadziłaby do konieczności uznania takich
                                  > decyzji dzieci jako ich wolnych i odpowiedzialnych
                                  > wyborów - a pedofile byliby wówczas bezkarni.

                                  Maciej, ten fragment Twojej wypowiedzi przerazil mnie
                                  (pisze zupelnie powaznie i bez zlosliwosci)
                                  zawsze myslalam, ze wiekszosc przestepstw seksualnych na
                                  dzieciach odbywa sie przez szeroko rozumiany "przymus" i
                                  ze kontakty dzieci-dorosli oparte sa na przemocy (w
                                  stosunku do dzieci)
                                  to co piszesz zupelnie do tego nie przystaje. i
                                  przyznaje, ze jest dobrym argumentem przeciwko
                                  emancypacji dzieci.
                                  czy moglbys podac jakies zrodla/linki/wyniki nadan na ten
                                  temat? chetnie bym poczytala, bo wyglada na to, zem
                                  rowniez ignorantka, a to nic przyjemnego. no i mozna
                                  komus krzywde zrobic nieswiadomie :(
                                  • Gość: tad Re: o pedofilii IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 08.01.03, 16:28
                                    sagan2 napisała:

                                    > Maciej, ten fragment Twojej wypowiedzi przerazil mnie (....)

                                    Maciej ma rację. Niedawno np. powtarzano w TV, wywiad z pedofilem (z cyklu "Na
                                    każdy temat). Twierdził, że dzieci za nim przepadały, i, że przysyłają mu listy
                                    do więzienia. Uważał, że dawał im uczucia, których im brakowało. Co gorsze,
                                    siły Postępu dbają, by wszystko to miało podbudowę "naukową". Słyszałaś
                                    o "Raporcie Kinseya"? Raport (ścisle rzecz biorąc 2 raporty - "o mężczyźnie"
                                    i "o kobiecie") Kinseya (pierwszy z 1948, drugi z 1954) o życiu seksualnym
                                    Amerykanów, był jednym z głównych taranów "rewolucji seksualnej", a w każdym
                                    bądź razie jej główną podbudową "naukową". Patrząc z dzisiejszej (zresztą nie
                                    tylko dzisiejszej) perspekty zespół pracujący nad raportem powinien trafić do
                                    więzienia, głównie ze względu na fragmenty o "seksulaności dziecięcej". Z
                                    raportu wynika, że zespół prowadził obserwacje i eksperymenty polegające na
                                    mastrubowaniu dzieci. Twierdzono, że udało się zaobserwować orgazm u 11
                                    miesięcznego dziecka. (tabela obejmuje dzieci w wieku od 5 miesięcy do 14 lat).
                                    Raport stwierdzał, że kontakty seksualne między dorosłymi a dziećmi są
                                    nieszkodliwe, a jeśli mają zły wpływ na dziecko, to jest to - jakże by inaczej -
                                    winą represyjnego społeczeństwa: "Istnieją oczywiście przypadki, kiedy dorośli
                                    wyrządzili fizyczną krzywdę dzieciom, z którymi usiłowali mieć kontakt
                                    seksualny. Mamy wywiady kilku mężczyzn, którzy są odpowiedzialni za takie
                                    szkody. Ale są to sporadyczne przypadki. Społeczeństwo powinno się nauczyć
                                    odróżniać takie poważne kontakty od innych kontktów z dorosłymi, prawdopodobnie
                                    nie czyniącymi żadnej możliwej do ocenienia szkody, jeżeli rodzice się tym nie
                                    zaniepokoją. Niezwykle niskiej liczby przypadków, w której kiedykolwiek zadane
                                    były dziecku fizyczne szkody, dowodzi fakt, że wśród 4441 kobiet, od których
                                    zebraliśmy dane, mamy tylko jeden wyraźny przypadek poważnego zranienia dziecka
                                    i bardzo niewiele przypadków krwawienia z pochwy - jednakże, jak się wydaje,
                                    nie wyrządziły one jakiejkolwiek zauważalnej szkody. (...). Z drugiej strony,
                                    około 80% dzieci miało zaburzenia emocjonalne lub było przestraszonych
                                    kontaktami z dorosłymi. Mała część była głęboko poruszona; ale w większości
                                    przypadków zgłoszony strach był bliższy poziomu, który dzieci objawiają na
                                    widok owadów, pająków lub przedmiotów, względem których były negatywnie
                                    nastawione przez wychowanie. Gdyby dzieci nie były uwarunkowane kulturowo jest
                                    wątpliwe, by zaniepokoiło je seksualne zbliżenie.(...). Trudno zrozumieć -
                                    jeśli odrzucimy koncepcję kształtowania przez kulturę - dlaczego dziecko
                                    miałoby się niepokoić dotykaniem jego genitaliów, widokiem genitaliów innych
                                    osób, czy nawet wyraźniejszym zachowaniem seksualnym (np. usiłowaniem odbycia
                                    stosunku płciowego). Kiedy dzieci są stale ostrzegane przez rodziców i
                                    nauczycieli przed kontaktami z dorosłymi i kiedy nikt nie tłumaczy im
                                    prawdziwej natury zakazanych kontaktów są gotowe wpaść w histerię (....).
                                    Niektórzy bardziej doświadczeni badacze problemów młodzieżowych doszli do
                                    przekonania, że emocjonalne reakcje rodziców, funkcjonariuszy policji i innych
                                    dorosłych, które odkryli takie kontakty u dziecka mogą powazniej nim
                                    wstrząsnąć, niz same kontakty" (Raport o kobiecie, str. 121, 122). Nie
                                    skończyło się na raporcie. W propagowanie teorii "dziecięcej seksualności"
                                    i "seksu międzypokoleniowego" zaangażowały się siły walczące z "represyjnym
                                    społeczeństwem" - oczywiście feministki także. Takie to już były te lata 70-te.
                                    Pani Graff, pisząc tyle o feministkach amerykańskich w swojej książce, ten
                                    temat jakoś przemilczała. Ciekawe dlaczego? Byłoby tu jeszcze sporo do
                                    napisania, ale post robi się zbyt długi.
                                    • sagan2 Re: o pedofilii 08.01.03, 17:54
                                      czekaj Tad, ten temat naprawde mnie poruszyl :(
                                      moze by zalozyc nowy watek, zeby bylo latwiej dyskutowac?

                                      czytales post Barbi ponizej? co sadzisz?
                                      ja, szczerze mowiac, czuje sie troche zgubiona w temacie.
                                      Ty tego za bardzo nie rozjasniles - przedstawiles jakies
                                      badania z lat 50tych, w zasadzie bez komentarza
                                      wspolczesnego. czy nadal tak sie uwaza? i tak naprawde,
                                      *co* sie uwaza??? ze dzieci z checia "ida w ramiona"
                                      pedofilow? ze badania pokazuja, ze ich sie nie krzywdzi?
                                      ze nie ma przymusu?

                                      jak juz pisalam - jestem zagubiona, chetnie bym
                                      podyskutowala!

                                      PS. tym ludzi od cytowanego raportu to bym do ciupy
                                      zamknela :( jak ja niecierpie, gdy nauka sie tak zeszmaca
                                      :(
                                    • Gość: barbinator Re: o pedofilii IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.03, 12:21
                                      Gość portalu: tad napisał(a):

                                      > sagan2 napisała:
                                      >
                                      > > Maciej, ten fragment Twojej wypowiedzi przerazil mnie (....)
                                      >
                                      > Maciej ma rację. Niedawno np. powtarzano w TV, wywiad z pedofilem (z
                                      cyklu "Na
                                      > każdy temat). Twierdził, że dzieci za nim przepadały, i, że przysyłają mu
                                      listy
                                      >
                                      > do więzienia.

                                      To niczego nie dowodzi. Istnieje fenomen specyficznej relacji emocjonalnej jaka
                                      powstaje między katem i ofiarą, dużo na ten temat napisano i nakręcono,
                                      choćby "Przesłuchanie" z Jandą czy "Wybór Zofii" z M.Streep.
                                      A pamiętasz historię Patty jakiejśtam, wnuczki milionera porwanej dla okupu,
                                      początkowo bitej i gwałconej, która potem sama została terrorystką, członkiem
                                      tej samej grupy która ją porwała?



                                      Słyszałaś
                                      > o "Raporcie Kinseya"? Raport (ścisle rzecz biorąc 2 raporty - "o mężczyźnie"
                                      > i "o kobiecie") Kinseya (pierwszy z 1948, drugi z 1954) o życiu seksualnym
                                      > Amerykanów,
                                      (ciach)


                                      Jedno pytanie: czy możesz powołać się na jakiekolwiek WSPÓŁCZESNE publikacje
                                      podtrzymujące "teorie" Kinseya w kwestii seksualizmu dzieci?
                                      Nie jestem psychologiem jednak uważam, że w obcowaniu seksualnym dorosłego z
                                      dzieckiem ZAWSZE na pewnym etapie pojawia się przymus - niekoniecznie w sensie
                                      fizycznym. Dziecko, zwłaszcza zaniedbywane przez rodziców może być spragnione
                                      bliskiego kontaktu z dorosłym, ale zawsze instynktownie wyczuwa niewłaściwość
                                      jego zachowań seksualnych wobec siebie. Nawet raport Kinseya to zauważa (te 80%
                                      dzieci reagujących zaniepokojeniem) tyle, że interpretacja tych obserwacji woła
                                      o pomstę do nieba.
                                      Cały problem w tym, że dzieci wychowane w tradycyjnym kulcie posłuszeństwa i
                                      nienaruszalnego autorytetu świata dorosłych często nie potrafią przeciwstawić
                                      się pragnieniom molestujących je dorosłych. Łatwiej też od
                                      dzieci "wyemancypowanych" wzbudzają w sobie poczucie winy i strach przed
                                      zwierzeniem się rodzicom czy wychowawcom.
                                      Cała sztuka sensownego wychowania dziecka polega chyba na pogodzeniu tej
                                      umownej "emancypacji dzieci" z rygorami niezbędnymi w wychowaniu.
                                      To trudne, jednak wielu z nas się udaje.
                                  • maciej.k1 Re: o pedofilii 08.01.03, 16:46
                                    Odwiedź stronę "Zły dotyk" - forum.onet.pl/0,1046,zlydotyk.html

                                    Przeczytaj np. raport na stronie:
                                    forum.onet.pl/1080660,1046,zlydotyk.html . Dowiesz się z niego np. że
                                    82% sprawców wykorzystania seksualnego w formie stosunku seksualnego z
                                    dzieckiem do 15 roku życia to... kobiety!!!

                                    Nb. autorzy bardzo tendencyjnie komentują ten fakt. Stosunki dorosłych mężczyzn
                                    z dziewczętami do 15 r.ż. nazywają "wymuszonym współżyciem seksualnym", zaś
                                    stosunki dorosłych kobiet z chłopcami do 15 r.ż. nazywają
                                    eufeministycznie "wczesnymi doświadczeniami seksualnymi chłopców". Poza tym, że
                                    nic nie wiadomo z raportu, czy stosunki z dziewczętami rzeczywiście
                                    były "wymuszone", to objawia się tu ewidentny brak "równouprawnienia
                                    mentalnego". Nie jest tu istotna płeć osoby wykorzystanej, bo współżycie z
                                    nieletnimi jest przestępstwem niezależnie od płci. Może feministki powinny
                                    interweniować?

                                    Pozdrawiam -
                                    • sagan2 Re: o pedofilii 08.01.03, 18:20
                                      maciej.k1 napisał:

                                      Maciej, troche mnie nie zrozumiales. mnie nie dziwi fakt
                                      pedofilii, ani tego, ze "jest tego sporo".
                                      chodzilo mi o Twoja interpretacje - ze w wiekszosci
                                      przypadkow nie ma przymusu/nacisku na dzieci, ze one niby
                                      "same chca". to mnie poruszylo.

                                      > Przeczytaj np. raport na stronie:
                                      > <a
                                      href="http://forum.onet.pl/1080660,1046,zlydotyk.html"target="_blank">forum.
                                      > onet.pl/1080660,1046,zlydotyk.html</a> . Dowiesz się z
                                      > niego np. że 82% sprawców wykorzystania seksualnego w
                                      > formie stosunku seksualnego z dzieckiem do 15 roku
                                      > życia to... kobiety!!!

                                      bardzo wybiorczo czytasz tekst. w tym samym raporcie
                                      napisano:

                                      "Sprawcami wszystkich diagnozowanych w badaniu czynności
                                      seksualnych wobec dzieci najczęściej byli mężczyźni."

                                      oprocz przytoczonego stosunku seksualnego.

                                      > Nb. autorzy bardzo tendencyjnie komentują ten fakt.
                                      > Stosunki dorosłych mężczyzn z dziewczętami do 15 r.ż.
                                      > nazywają "wymuszonym współżyciem seksualnym", zaś
                                      > stosunki dorosłych kobiet z chłopcami do 15 r.ż.
                                      > nazywają eufeministycznie "wczesnymi doświadczeniami
                                      > seksualnymi chłopców".

                                      a nie wydaje Ci sie oczywiste z biologicznego/naturalnego
                                      (tak przez Ciebie ulubionego) punktu widzenia, ze maja ku
                                      temu logiczne przeslanki?
                                      gwalt dokonany *przez* mezczyzne jest duzo prostszy niz
                                      gwalt dokonany przez kobiete na mezczyznie. przypuszczam,
                                      ze nie niemozliwy, ale zdecydowanie bardzo trudny.
                                      zwlaszcza przy niecheci "podmiotu".
                                      dlatego logiczny wydaje sie wniosek, ze ci chlopcy
                                      dokonywali we wlasnym mniemaniu "inicjacji seksualnej" a
                                      nie byli podmiotami gwaltu. ze stosunek byl dobrowolny
                                      (co *nie* usprawiedliwia kobiety!! ja tylko probuje
                                      wytlumaczyc Twoje watpliwosci). tak wiec, niejako "bez
                                      pytania" mozemy przyjac, ze chlopcy zrobili to swiadomie
                                      (podkreslam, chodzi mi o stosunek heteroseksyalny).
                                      w sprawie kobiet jest zupelnie inaczej - tzn. bez zdania
                                      poszkodowanej nie mozna nic powiedziec.

                                      • maly.ksiaze Re: o emancypacji 08.01.03, 18:26
                                        Rozmowa zaczela sie, o ile pamietam, od emancypacji dzieci. Tutaj mamy problem.
                                        Otoz obecnie prawo zakazuje seksu z maloletnimi, a ewentualna zgoda dziecka nie
                                        ma tu nic do rzeczy (uzycie przemocy jest jedynie *dodatkowa* okolicznoscia
                                        obciazajaca, ale jej brak nie zmienia kwalifikacji).

                                        Jesli mowimy o emancypacji dzieci, nadaniu im praw stanowienia o sobie, to
                                        wiaze sie to z oficjalnym respektowaniem ich opinii, rowniez w takich sprawach.
                                        A dziecko jest bardzo latwo sklonic do roznych rzeczy, manipulujac takimi
                                        potrzebami, jak potrzeba milosci, czulosci, akceptacji. Tu lezy
                                        niebezpieczenstwo postulowania prawnej emancypacji dzieci.

                                        Pozdrawiam,

                                        mk.
                                        • sagan2 Re: o emancypacji 09.01.03, 09:46
                                          ok, jesli chodzi o prawna, calkowita emancypacje dzieci.

                                          ale jest jeszcze taka emancypacja, jaka opisala
                                          Barbinator. tzn. nauczenie dziecka, ze ma pelne prawo
                                          sprzeciwic sie doroslej osobie, jesli wie, ze tamta robi
                                          cos, na co dziecko nie ma ochoty. nauczenie, ze osoba
                                          dorosla nie jest "swietoscia", ktorej nie mozna sie
                                          sprzeciwic. nauczenie, ze nikt nie ma prawa dotykac je w
                                          intymny sposob lub zmuszac do jakis "dziwnyk" praktyk.

                                          tak rozumiana emancypacja (nie mylic z prawna) ma, wg
                                          mnie, jak najwieksza racje bytu i powinna byc
                                          propagowana.
                                          • maciej.k1 Re: o emancypacji 09.01.03, 11:23
                                            sagan2 napisała:

                                            > ok, jesli chodzi o prawna, calkowita emancypacje dzieci.
                                            >
                                            > ale jest jeszcze taka emancypacja, jaka opisala
                                            > Barbinator. tzn. nauczenie dziecka, ze ma pelne prawo
                                            > sprzeciwic sie doroslej osobie, jesli wie, ze tamta robi
                                            > cos, na co dziecko nie ma ochoty.

                                            Np. mama każe posprzątać zabawki, ale dziecko nie ma ochoty. Pouczone
                                            odpowiednio przez Barbinator będzie już wiedziało, że ma pełne prawo odmówić. :-
                                            )

                                            > nauczenie, ze osoba
                                            > dorosla nie jest "swietoscia", ktorej nie mozna sie
                                            > sprzeciwic.

                                            Ty chyba nie masz dzieci... Sprzeciwianie się dorosłym to najbardziej naturalna
                                            rzecz, jaką dziecko umie od urodzenia. Uczyć - to dopiero trzeba...
                                            posłuszeństwa.

                                            > nauczenie, ze nikt nie ma prawa dotykac je w
                                            > intymny sposob lub zmuszac do jakis "dziwnyk" praktyk.

                                            Wg definicji nadużywania seksualnego, jaką słyszałem w TV od jakiejś idiotki -
                                            ja jestem sprawcą wielu nadużyć seksualnych. Zdarzało mi się wyręczać żonę w
                                            przewijaniu dziecka i nie dało się uniknąć przy tym wycierania brudnej pupy.
                                            Czyż nie jest to "dotykanie intymnych części ciała"?

                                            Kiedyś napiszę na tym forum istrukcję dla mężów feministek, jak doprowadzać
                                            swoje żony do rozpaczy feministycznymi argumentami. Dziś tylko jeden punkt z
                                            długiej listy zalecanych posunięć:

                                            "Nigdy nie przewijaj dziecka, ani nie zgadzaj się na pomaganie partnerce przy
                                            jego kąpieli. Jeśli powoła się na równouprawnienie w podziale obowiązków przy
                                            pielęgnacji dziecka - odpowiedz, że nie chcesz być oskarżony o molestowanie
                                            seksualne nieletnich. Zacytuj jej dowolną definicję molestowania seksualnego
                                            zaczerpniętą z pism kobiecych - z reguły są tak szerokie, że do wszystkiego
                                            będą pasować".

                                            > tak rozumiana emancypacja (nie mylic z prawna) ma, wg
                                            > mnie, jak najwieksza racje bytu i powinna byc
                                            > propagowana.

                                            Tat, tak. My mężczyźni poradzimy sobie w każdej sytuacji, a Wy kobiety, same
                                            wypijecie to piwo, które sobie nawarzycie. I dobrze Wam tak. ;-)
                                            Pozdrawiam -
                                            • sagan2 Re: o emancypacji 09.01.03, 11:36
                                              ok, w takim razie jakie masz propozycje dla rodzicow: jak
                                              uniknac seksualnego wykorzystywania wlasnego dziecka?

                                              dodam, ze jak zrozumialam "emancypacje Barbinator" jako
                                              wyraznie ukierunkowana w strone obrony przed
                                              molestowaniem, a nie nastawiona na kazda codzienna
                                              czynnosc. to mi sie wydawalo logiczne i oczywiste, ale
                                              moze zbyt skrocilam. wiec wyjazniam teraz.


                                              maciej.k1 napisał:


                                              > "Nigdy nie przewijaj dziecka, ani nie zgadzaj się na
                                              > pomaganie partnerce przy jego kąpieli. [ciach reszta
                                              bzdur]

                                              rozumiem, ze dziecko umrze z brudu??? przeciez
                                              *dokladnie* to samo zastosowac trzeba do matki!!!
                                              • maciej.k1 Re: o emancypacji 09.01.03, 11:39
                                                sagan2 napisała:

                                                > > "Nigdy nie przewijaj dziecka, ani nie zgadzaj się na
                                                > > pomaganie partnerce przy jego kąpieli. [ciach reszta
                                                > bzdur]
                                                >
                                                > rozumiem, ze dziecko umrze z brudu??? przeciez
                                                > *dokladnie* to samo zastosowac trzeba do matki!!!

                                                Ależ skąd! Dla kobiet feministki znajdą już jakieś usprawiedliwienie. Ty na
                                                pewno byś znalazła - udowodniłaś to w wątku o pedofilii... ;-)
                                                Poza tym, jak wiadomo, kobiety to "wykrystalizowana biel", a mężczyźni - samo
                                                zło.
                                                Pozdrawiam -
                                                • sagan2 Re: o emancypacji 09.01.03, 12:00
                                                  maciej.k1 napisał:


                                                  > > rozumiem, ze dziecko umrze z brudu??? przeciez
                                                  > > *dokladnie* to samo zastosowac trzeba do matki!!!
                                                  >
                                                  > Ależ skąd! Dla kobiet feministki znajdą już jakieś
                                                  > usprawiedliwienie.

                                                  prosze udowodnic to stwierdzenia. najlepiej jakims
                                                  cytatem. oraz udowodnic, ze feministki (wiekszosc)
                                                  popiera cytat, ktory przytoczysz.

                                                  inaczej po prostu sobie bla-blaisz i tak tez Cie
                                                  traktuja...

                                                  > Ty na pewno byś znalazła - udowodniłaś to w wątku o
                                                  > pedofilii... ;-)

                                                  to jest chamstwo i bezczelnosc!
                                                  po pierwsze prosze udowodnic, ze usprawiedliwiam kobiety
                                                  molestujace nieletnich.

                                                  a jesli nie potrafisz (a nie potrafisz) to prosze glosno
                                                  i wyraznie odszczekac!


                                                  PS. nadal nie odpowiedziales na pytanie: jak rodzice maja
                                                  chronic swoje dzieci przed molestowanie.
                                                  czy mam rozumiec, ze Twoja odpowiedz brzmi: nie maja
                                                  chronic? a moze "nie mam pojecia, ale cokolwiek
                                                  Barbinator albo sagan powie na pewno jest zle"???...
                                      • maciej.k1 Re: o pedofilii 09.01.03, 11:04
                                        sagan2 napisała:

                                        > a nie wydaje Ci sie oczywiste z biologicznego/naturalnego
                                        > (tak przez Ciebie ulubionego) punktu widzenia, ze maja ku
                                        > temu logiczne przeslanki?
                                        > gwalt dokonany *przez* mezczyzne jest duzo prostszy niz
                                        > gwalt dokonany przez kobiete na mezczyznie. przypuszczam,
                                        > ze nie niemozliwy, ale zdecydowanie bardzo trudny.
                                        > zwlaszcza przy niecheci "podmiotu".

                                        Ależ w ogóle nie mówimy o gwałtach! Mówimy o nadużywaniu seksualnym. I nie
                                        mówimy o biologii, lecz o prawie.

                                        Autorzy raportu najwyraźniej w ogóle nie pytali o "wymuszanie", ani o to, w
                                        jakim dokładnie wieku były osoby badane w chwili wykorzystania. Gdyby pytali o
                                        to, to zapewne w raporcie podaliby uzasadnienie swojej interpretacji: np. "60%
                                        dziewcząt było zmuszanych do współżycia, w porównaniu do 30% chłopców". Nic
                                        takiego tam nie pada. Ponieważ nie mają rzetelnej wiedzy, jej brak uzupełniają
                                        swoją fantazją.

                                        Nie wiemy, jaki odsetek chłopców miał poniżej np. 10 lat. Czy to też
                                        byłaby "wczesna inicjacia seksualna"?

                                        > dlatego logiczny wydaje sie wniosek, ze ci chlopcy
                                        > dokonywali we wlasnym mniemaniu "inicjacji seksualnej" a
                                        > nie byli podmiotami gwaltu. ze stosunek byl dobrowolny
                                        > (co *nie* usprawiedliwia kobiety!!

                                        A dziewczynki? One nie dokonywały we własnym mniemaniu "inicjacji seksualnej"?
                                        Zadziwia mnie taka podwójna moralność, osobna dla chłopców, osobna dla
                                        dziewczynek - u osoby mieniącą się feministką i żądającą równouprawnienia. W
                                        tej kwestii akurat prawo jest jednakowe dla obu płci - współżycie z dzieckiem
                                        poniżej 15 r. ż. jest przestępstem.

                                        Autorzy raportu jednak, a Ty z nimi - wykazują zadziwiającą skłonność, by takie
                                        przestępstwa kobiet wobec chłopców traktować łagodniej, uznając je za "wczesną
                                        inicjację seksualną"(!). Przypominam - wbrew prawu. Jeśli uważacie, że stosunki
                                        z chłopcami powinny być legalne - może należałoby je zalegalizować??? Czy tylko
                                        stosunki z kobietami, czy także stosunki homoseksualne (przypominam, że
                                        homoseksualiści także zażądają "równouprawnienia" w dostępie do młodych
                                        chłopców)?

                                        > ja tylko probuje
                                        > wytlumaczyc Twoje watpliwosci). tak wiec, niejako "bez
                                        > pytania" mozemy przyjac, ze chlopcy zrobili to swiadomie
                                        > (podkreslam, chodzi mi o stosunek heteroseksyalny).

                                        A dziewczynki zdejmują majtki i rozkładają nogi "nieświadomie"? Prawo wobec
                                        dzieci oparte jest na zasadzie, że ich świadomość nie ma tu żadnego znaczenia,
                                        bo dzieci są z definicji nieodpowiedzialne. Jeśli mała dziewczynka pozuje do
                                        zdjęć pornograficznych za cukierki, to jest to z jej strony "świadomy wybór",
                                        czy "nieświadomy"?

                                        Ustalanie stanu świadomości dzieci nie ma żadnego sensu, bo za dzieci
                                        odpowiadają dorośli. Tendencja do usprawiedliwiania przestępstw
                                        kobiet "świadomością" chłopców jest przejawem hipokryzji.

                                        > w sprawie kobiet jest zupelnie inaczej - tzn. bez zdania
                                        > poszkodowanej nie mozna nic powiedziec.

                                        Nie mówimy o kobietach, tylko o dziewczynkach. Nie ma znaczenia, czy
                                        dziewczynka powie: "ten pan był bardzo miły i chciałabym, by nadal do mnie
                                        przychodził" - pedofil nadal pozostaje przestępcą.

                                        Pozdrawiam -
                                        • sagan2 Re: o pedofilii 09.01.03, 11:17
                                          *ja* mowilam o biologii, a nie o prawie.
                                          stad cale nieporozumienie.

                                          oczywiscie, ze dobrowolnosc czy jej brak *nie* zmienia
                                          kwalifikacji czynu! rowniez o tym napisalam! pisalam, ze
                                          jakkolwiek opisywac odbywanie stosunkow (dobrowolnie lub
                                          nie), to *nie* tlumaczy kobiety!!
                                          a Ty napisales, ze chce kobiety traktowac lagodniej!!!
                                          prosze albo to udowodnic moimi cytatami, albo *odwolac*
                                          mowie zupelnie powaznie, takie pomowienia sa
                                          skandaliczne!

                                          powtorze jeszcze raz. mowie o biologii, a nie o prawie. i
                                          probuje wytlumaczyc, dlaczego w wypadku heteroseksualnego
                                          stosunku chlopca z dorosla kobieta *mozna* mowic o
                                          wczesnej inicjacji seksualnej (dobrowolnosc), a w wypadku
                                          dziewczynek *nie wiadomo*

                                          otoz chlopca jest bardzo trudno zmusic do stosunku jesli
                                          nie chce.
                                          dziewczynke zmucic jest duzo latwiej (wystarczy troche
                                          sily). dlatego w przypadku dziewczynek, *bez pytania
                                          ich*, nie mozna stwierdzic o dobrowolnosci lub nie
                                          stosunku.

                                          w wypadku chlopca stosunek heteroseksualny jakoby "sam za
                                          siebie" swiadczy o braku wymuszenia (w wiekszosci
                                          przypadkow, oczywiscie).
                                          zakladam, ze wiemy (z biologicznego punktu widzenia), o
                                          czym mowimy, wiec bardzioej doslowny opis nie jest
                                          potrzebny.

                                          PS. czekam na przeprosiny.
                                          • maciej.k1 Re: o pedofilii 09.01.03, 11:36
                                            Raport nie dotyczył zachowań seksualnych dzieci, lecz przestrzegania prawa,
                                            dlatego aspekt biologiczny należało w nim pominąć. Chyba, że ktoś chce zmieniać
                                            prawo.

                                            Uważam, że seksualność dziecięca istnieje. Rozwija się powoli, pewnie już od
                                            lat niemowlęcych, a nie pojawia się nie wiadomo skąd z chwilą ukończenia 15
                                            r.ż. Ale z punktu widzenia obowiązującego prawa - pogląd ten nie ma żadnego
                                            znaczenia.

                                            Autorzy raportu nie dowodzili, że prawo jest złe. Nie powoływali się np.
                                            na "genetyczne skłonności do homoseksualizmu", gdy pisali o mężczyznach -
                                            pedofilach, sprawcach nadużyć na chłopcach. Ale dla kobiet - znaleźli
                                            usprawiedliwienie, a Ty je twórczo rozwinęłaś. To nazywam hipokryzją.

                                            Pozdrawiam -
                                            • sagan2 Re: o pedofilii 09.01.03, 11:44
                                              *ja* nie znalazlam zadnego usprawiedliwienia dla kobiet!
                                              i wyraznie to w swoim poscie napisalam.

                                              probowalam wyjasnic *biologiczne* podstawy do ich
                                              stwierdzenia, nic wiecej. rozumiem, ze autorzy raportu
                                              *nie* poslugiwali sie prawniczymi sformulowaniami, tzn.
                                              to, ktorego uzyli *nie* jest okresleniem prawnym. jesli
                                              jest, to tak nie powinno byc.
                                              ja troche inaczej zrozumialam te statystyki (nie tylko
                                              jako material prawny). uwazam, ze mam do tego prawo i ze
                                              nie zasluguje na etykietke hipokryty.

                                              jeszcze raz pisze: prosze odwolac, ze pisalam, iz
                                              usprawiedliwam (jakkolwiek) czyny tych kobiet.
                                              inaczej strace *kompletnie* szacunek do Ciebie
                                              • maciej.k1 Re: o pedofilii 09.01.03, 13:12
                                                sagan2 napisała:

                                                > jeszcze raz pisze: prosze odwolac, ze pisalam, iz
                                                > usprawiedliwam (jakkolwiek) czyny tych kobiet.
                                                > inaczej strace *kompletnie* szacunek do Ciebie

                                                Wyobraźmy sobie, że o pedofilach wykorzystującyxch dziewczynki napisałbym tak:

                                                "dlatego logiczny wydaje sie wniosek, ze te dziewczynki
                                                dokonywały we wlasnym mniemaniu "korzysnej transakcji" (seks za cukierki),
                                                a nie były podmiotami gwaltu. Że stosunek byl dobrowolny
                                                (co *nie* usprawiedliwia mężczyzny!! ja tylko probuje
                                                wytlumaczyc Twoje watpliwosci). Tak wiec, niejako "bez
                                                pytania" mozemy przyjac, ze dziewczynki zrobiły to swiadomie
                                                (podkreslam, chodzi mi o stosunek heteroseksyalny).
                                                W sprawie chłopców jest zupelnie inaczej - tzn. bez zdania
                                                poszkodowanego nie mozna nic powiedziec."

                                                Jak Ty, zwolenniczka "równouprawnienia", przełknęłabyś takie zdanie? Czy nie
                                                zdziwiłoby Cię z lekka, jak w ogóle można do nadużyć seksualnych mieszać
                                                kwestię, czy "transakcja" była dla ofiary, w jej oczach, "korzystna",
                                                czy "niekorzystna"? A może powinniśmy jeszcze uwzględniać liczbę cukierków i na
                                                ten tor zwekslować dyskusję...?

                                                Sama zaś o chłpcach i wykorzystujących ich kobietach, napisałaś tak:

                                                "dlatego logiczny wydaje sie wniosek, ze ci chlopcy
                                                dokonywali we wlasnym mniemaniu "inicjacji seksualnej" a
                                                nie byli podmiotami gwaltu. ze stosunek byl dobrowolny
                                                (co *nie* usprawiedliwia kobiety!! ja tylko probuje
                                                wytlumaczyc Twoje watpliwosci). tak wiec, niejako "bez
                                                pytania" mozemy przyjac, ze chlopcy zrobili to swiadomie
                                                (podkreslam, chodzi mi o stosunek heteroseksyalny).
                                                w sprawie kobiet jest zupelnie inaczej - tzn. bez zdania
                                                poszkodowanej nie mozna nic powiedziec."

                                                Pozdrawiam -
                                                • sagan2 ciagle czekam na przeprosiny 09.01.03, 13:36
                                                  czy Ty naprawde nie rozumiesz, czy idziesz w zaparte,
                                                  byleby sie nie przyznac do bledu???

                                                  gdyby chlopcy mieli pochwy a dziewczynki penisy (o takiej
                                                  samej budowie, jak maja odpowiednie plci tu i teraz), to
                                                  moje zdanie by sie odnosilo do dziewczynek, a nie
                                                  chlopcow.

                                                  czy tak trudno zrozumiec, ze chlopiec/mezczyzna
                                                  (obudzony) nie bedzie mial erekcji bez podniecenia
                                                  seksualnego??? (jesli moze, to to zupelna nowosc dla
                                                  mnie) a bez erekcji nie ma stosunku seksualnego
                                                  (rozumiem, ze autorom nie chodzilo o seks oralny, a jesli
                                                  chodzilo, i to w przewadze nad seksem nie_oralnym, to
                                                  moje rozumowanie nie ma prawa bytu i wypowiedz autorow
                                                  jest tendencyjna. nie sadze, by tak to wygladalo, gdyz
                                                  autorzy zdefiniowali pojecia na poczatku i o seksie
                                                  oralnym nie bylo tam mowy).

                                                  czyli istnieje naturalny, biologiczny dowod na to, ze
                                                  chlopcy *byli* podnieceni seksualnie i nikt ich do
                                                  stosunku nie zmusil sila.

                                                  natomiast w Twoim rozumowaniu *nie ma* zadnego logicznego
                                                  dowodu (bez pytania zainteresowanych), ze dziewczynki
                                                  chcialy albo ze nie chcialy. dlatego takiego rozumowania
                                                  bym nie przelknela.

                                                  w calym "zajsciu" chodzi o "drobny" fakt: inicjacja
                                                  seksualna okresla *dobrowolne* uprawianie seksu.
                                                  molestowanie seksualne okresla *bezprawne* uprawianie
                                                  seksu. nie okresla checi ofiary.
                                                  te rzeczy *nie* sa rozlaczne. mozna uprawiac "bezprawna
                                                  inicjacje"
                                                  chodzilo mi *wylacznie* o wyjasnienie kwestii jezykowej,
                                                  poniewaz Ty uznales uzycie slowa "inicjacja" za
                                                  usprawiedliwianie kobiet, ktore maja seks z nieletnimi.

                                                  a to mi sie wydaje *bardzo* naciaganym wnioskiem i tylko
                                                  dlatego zaczelam dyskusje.

                                                  i ciagle prosze: udowodnij, ze w jakikolwiek sposob
                                                  usprawiedliwiam kobiety molestujace nieletnich, albo
                                                  ODSZCZEKAJ


                                                  • maciej.k1 Re: ciagle czekam na przeprosiny 09.01.03, 13:58
                                                    sagan2 napisała:

                                                    > gdyby chlopcy mieli pochwy a dziewczynki penisy (i tak dalej o pochwach i
                                                    penisach...)

                                                    Autorzy raportu posłużyli się manipulacją, nazywając wykorzystywanie seksualne
                                                    chłopców eufemistycznie "wczesną inicjacją seksualną", czy jakoś podobnie, by
                                                    usprawiedliwić kobiety. Taka manipulacja nazywa się "odwracanie uwagi
                                                    czytelnika od zasadniczej kwestii". Na coś takiego od tygodnia skarży się
                                                    Michnik w aferze Rywina - media spekulują, dlaczego tak późno ujawnił aferę,
                                                    dlaczego Miller nie powiadomił prokuratury, itp. - zapominając o zasadniczym
                                                    problemie, jakim jest kupowanie ustaw. To taka sama manipulacja.

                                                    To właśnie zrobili autorzy raportu z faktem, że to rzekomo "niewinne" kobiety
                                                    częsciej mają stosunki z nieletnimi niż mężczyźni. Ty, komentujesz ten problem
                                                    podejmując dokładnie ten sam wątek, co autorzy raportu a nawet go twórczo
                                                    rozwijasz. To wszystko prawda, co napisałaś o biologii i o budowie penisów -
                                                    tylko to akurat nie ma nic do rzeczy. Służy tylko odwracaniu uwagi.

                                                    Pozdrawiam -
                                                  • sagan2 Re: ciagle czekam na przeprosiny 09.01.03, 14:17
                                                    maciej.k1 napisał:


                                                    > To właśnie zrobili autorzy raportu z faktem, że to
                                                    > rzekomo "niewinne" kobiety częsciej mają stosunki z
                                                    > nieletnimi niż mężczyźni. Ty, komentujesz ten problem
                                                    > podejmując dokładnie ten sam wątek, co autorzy raportu
                                                    > a nawet go twórczo rozwijasz.

                                                    nigdzie w tym artykule nie zauwazylam zadnej proby
                                                    usprawiedliwiania *kogokolwiek*, kobiet tez!!!
                                                    prosze udowodnij swoja teze! ja naprawde nic takiego nie
                                                    znalazlam i uwazam, ze doszukujesz sie tam czegos, czego
                                                    po prostu nie ma!
                                                    gdyby ktokolwiek kogokolwiek probowal usprawiedliwiac, to
                                                    bym takie proby potepila.
                                                    mam wrazenie, ze wszedzie szukasz sposkow i
                                                    niesprawiedliwosci "przeciwko mezczyzna". a to moze
                                                    wplynac negatywnie na rozumienie czytanego tekstu...

                                                    > To wszystko prawda, co napisałaś o biologii i o budowie
                                                    > penisów - tylko to akurat nie ma nic do rzeczy. Służy
                                                    > tylko odwracaniu uwagi.

                                                    ma do rzeczy o tyle, ze konstytuuje uzycie slowa
                                                    "inicjacja seksualna". a mnie *tylko o to* chodzilo.
                                                    dla mnie twierdzenie, ze uzycie slowa "inicjacja"
                                                    sugeruje, iz autorzy kogokolwiek usprawiedliwiaja jest
                                                    bzdura. i sluzy zwroceniu uwagi na nieistniejaca rzecz
                                                    (rzekoma stronniczosc autorow)

                                                    ORAZ posluzylo tutaj obrazeniu mnie i nieslusznym
                                                    posadzeniom.
                                                    ciagle czekam na przeprosiny
                                          • agrafek Re: o pedofilii 09.01.03, 13:25
                                            Prawdę mówiąc, Sagan to, że "chłopca jest znacznie trudniej zmusić do stosunku
                                            jesli nie chce" brzmi dla mnie troszkę jak przedzałożenie oparte tylko na
                                            własnym przekonaniu. Jeśli chodzi Ci o erekcje, to w przypadku dorastających
                                            chłopców bardzo różnie z nimi bywa. W dodatku w przypadku wykorzystywania
                                            nieletnich erekcja wykorzystywanego niekoniecznie jest pedofilowi do szczęścia
                                            potrzebna (choć bywa). Jeśli zaś miałaś na myśli coś innego, to co? Jakieś
                                            chłopięce predyspozycje do buntu i stawiania oporu?
                                            Pozdrawiam
                                            • sagan2 Re: o pedofilii 09.01.03, 13:46
                                              chodzilo tylko i wylacznie o stosunek seksualny (do
                                              ktorego, wg mojej wiedzy, erekcja jest niezbedna), a nie
                                              o wykorzystywanie.

                                              z moich wiadomosci wynika, ze mezczyzni nie maja erekcji
                                              seksualnej bez podniecenia. czyli maja erekcje
                                              "dobrowolnie".
                                              innymi slowy: jezeli mezczyzna nie chce, to nie da sie z
                                              nim odbyc stosunku seksualnego.

                                              jesli to jest nieprawda (a jak napisalam, wg mnie jest,
                                              choc moge sie mylic), to oczywiscie moje rozumowanie nie
                                              ma sensu.
                                              i juz to przyznalam.

                                              czy w takim swietle Ty rowniez uwazasz, ze
                                              usprawiedliwiam postepowanie kobiet uprawiajacych seks z
                                              nieletnimi?
                                              • maciej.k1 o eufemizmach 09.01.03, 14:17
                                                sagan2 napisała:

                                                > czy w takim swietle Ty rowniez uwazasz, ze
                                                > usprawiedliwiam postepowanie kobiet uprawiajacych seks z
                                                > nieletnimi?

                                                Do czego służą eufemizmy, jeśli nie do usprawiedliwiania? Autorzy raportu
                                                nazywają wykorzystywanie seksualne chłopców przez kobiety
                                                eufeministycznie "wczesnymi doświadczeniami seksualnymi chłopców", a Ty
                                                dorobiłaś do tego rozbudowane uzasadnienie.

                                                Wszyscy zgadzamy się co do tego, że należy karać sprawców nadużyć seksualnych.
                                                A co z osobami, które tylko "pomogły zdobyć chłopcom wczesne doświadczenia
                                                seksualne"? Te chyba zasługują na uznanie za swój dobry uczynek...?

                                                Pozdrawiam -
                                                • sagan2 Re: o eufemizmach 09.01.03, 14:23
                                                  przeciez wyraznie napisalam w swoim poscie, ze nic tych
                                                  kobiet nie usprawiedliwia.
                                                  zachowaj sie przyzwoicie i po prostu odwolaj.

                                                  PS. to nie byl eufemizm. to bylo uzasadnione uzycie slowa
                                                  "inicjacja". i ja nie widzialam w nic, co by
                                                  usprawiedliwialo kobiety.
                                              • agrafek Re: o pedofilii 09.01.03, 15:00
                                                Nie zamierzałem sugerować, że usprawiedliwiasz kobiety uprawiające seks z
                                                nieletnimi, choćby dlatego, że tudno by mi sobie było wyobrazić, że chciałabys
                                                tak zrobić. Napisałem, bo zaniepokoiło mnie to rozróżnienie - chłopcom łatwiej
                                                się przeciwstawić niż dziewczynkom, bo z tym trudno mi się zgodzić. Specjalistą
                                                jednak nie jestem, stąd i ja mogę się mylić. Młodzi chłopcy początkowo średnio
                                                panują nad swoimi (wcale częstymi) erekcjami i wystarczy odrobina zabiegów ze
                                                strony zainteresowanej tym pani, aby doprowadziła do tego, na czym jej zależy.
                                                A przy tym bez trudu może mu wytłumaczyć (jeśli zdobyła wcześniej jego
                                                zaufanie), ze to co robią jest dobre i już. Oczywiście nie jest to tak
                                                wyrazisty gwałt jak w przypadku siła wymuszonego stosunku, jednak nazywanie
                                                tego "wczesną inicjacją, czy też edukacją seksualną" wywołuje we mnie niemały
                                                niepokój.
                                                • sagan2 Re: o pedofilii 09.01.03, 15:15
                                                  ok, oczywiscie moge nie miec racji, w koncu jestem kobita
                                                  ;)

                                                  po prostu nie rozumiem reakcji Macieja na uzycie slowa
                                                  "inicjacja", zwlaszcza jesli to uzycie mialoby sugerowac,
                                                  ze autorzy w jakiolwiek sposob usprawiedliwiaja te
                                                  kobiety.

                                                  ale jak wiedzisz moja proba wyjasnieja, co *mogli* miec
                                                  na mysli (kierujac sie logika i znaczeniem slow),
                                                  spotkala sie z atakiem na mnie personalnie (nie na moje
                                                  argumenty) i niemalze zakwalifikowaniem mnie do ludzi
                                                  popierajacych pedofilie (a na pewno juz pedofilki). mowie
                                                  oczywiscie o Macieju, nie Tobie.

                                                  jak widac, przy odrobinie dobrej woli mozna o tym
                                                  porozmawiac i wytlumaczyc swoj sposob myslenia.
                                                  a przy zlej woli - zrobic z kogos omal_pedofila...
                                                  • Gość: tad Re: o pedofilii IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.03, 16:14
                                                    sagan2 napisała:

                                                    > ok, oczywiscie moge nie miec racji, w koncu jestem kobita
                                                    > ;)

                                                    Mylisz się, ale z innego powodu. Agrafek ma rację. Nie należy w tym przypadku
                                                    brać za wzór "dorosłego" stosunku seksulanego. Pedofila podnieca właśnie to, że
                                                    reakcje są DZIECIĘCE. Pedofil o wywiadzie z którym wspominałem nie gwałcił
                                                    dzieci, z większością nie miał nawet stosunków seksualnych. Po prostu, tak
                                                    organizował zabawy, by móc je podotykać, np - kąpał je przy okazji obmacując. A
                                                    jesli już dochodzilo do stosunku, to - jak twierdził - "nie szedł na całego",
                                                    żeby dziecka "nie skrzywdzić" (dziewczęta same przyprowadzały mu potem swoje
                                                    koleżanki). Co do owych "chłopięcych erekcji". Naprawdę uważasz to za
                                                    konieczne, by mówić o pedofilii? Kto powiedział, że kobieta-pedofilka musi AZ
                                                    odbywać stosunki seksualne z dziećmi? Czy - np. obmacywania, czy całowania
                                                    genitalów dziecka nie uznałabyś za naduzycie, tylko dlatego, że owo dziecko nie
                                                    miało przy okazji erekcji?
                                                  • sagan2 Re: o pedofilii 10.01.03, 08:28
                                                    Gość portalu: tad napisał(a):

                                                    Tad, ja rozumiem to, co napisales. i sie z tym w
                                                    zupelnosci zgadzam. jest tylko jedno ale: prosze,
                                                    komentujecie *to co napisalam*, a nie to, co sobie
                                                    wyobrazacie. a bylo tak...

                                                    > Co do owych "chłopięcych erekcji". Naprawdę uważasz to
                                                    > za konieczne, by mówić o pedofilii? Kto powiedział, że
                                                    > kobieta-pedofilka musi AZ odbywać stosunki seksualne z
                                                    > dziećmi? Czy - np. obmacywania, czy całowaniu genitalów
                                                    > dziecka nie uznałabyś za naduzycie, tylko dlatego, że
                                                    > owo dziecko nie miało przy okazji erekcji?

                                                    okreslenie "inicjacja" pojawilo sie wylacznie w wypadku
                                                    *stosunkow* seksualnych kobiet z nieletnimi. rozumiem, ze
                                                    tutaj potrzebna jest erekcja i ze raczej nie sa to
                                                    stosunki z pieciolatkami. zgoda?
                                                    i ja sie odnioslam *wylacznie* do tej kwestii i
                                                    *wylacznie* jezykowo.
                                                    nie dajmy sie zwariowac i czytajmy starannie, co ludzie
                                                    pisza!

                                                    i *nigdzie* nie usprawiedliwialam tych kobiet. napisalam
                                                    to w swoim poscie *bardzo* wyraznie.
                                                    ale zostalo mi to *przypisane* przez Macieja.
                                                    i za to domagam sie przeprosin.
                                                    albo odwolania. nie chodzi o fakt przeproszenia, ale o
                                                    przyznanie, ze posadzil mnie zupelnie bez powodu.
                                                  • sagan2 Re: o pedofilii 10.01.03, 11:07
                                                    dodam jeszcze, ze uwazam, iz "pelny stosunek seksualny"
                                                    jest *jedynym* przypadkiem, gdzie *mozna probowac* uzyc
                                                    slowa "inicjacja", gdy jest to stosunek doroslej kobiety
                                                    z nieletnim chlopcem.
                                                    w kazdym innym przypadku uwazam go za naduzycie.
                                                    wg mnie, w artykule, slowo "inicjacja" zostalo uzyte
                                                    wylacznie w tym konkretnym przypadku.
                                                  • Gość: tad Re: o pedofilii IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 11.01.03, 00:20
                                                    sagan2 napisała:

                                                    > okreslenie "inicjacja" pojawilo sie wylacznie w wypadku
                                                    > *stosunkow* seksualnych kobiet z nieletnimi. rozumiem, ze
                                                    > tutaj potrzebna jest erekcja i ze raczej nie sa to
                                                    > stosunki z pieciolatkami. zgoda?

                                                    A czemuż to pojawiło się WYŁĄCZNIE w odniesieniu do stosunków kobiet z
                                                    nieletnimi chłopcami, a nie pojawiło się w przypadku stosunku dziewcząc z
                                                    mężczyznami? Co tu ma do rzeczy erekcja (pomijam kwestię, czy istotnie jest
                                                    tak, że jeśli ktoś nie chce, to jej miał nie będzie)? Przecież tak naprawdę
                                                    chodzi o to, że przeprowadzasz tu rozumowanie: jeśli jest erekcja, to znaczy,
                                                    że stosunek był dobrowolny, jeśli był dobrowolny, to znaczy, że można nazwać
                                                    to "wczesną inicjacją". Erekcję możemy stąd śmiało usunąć (z rozumowania, nie
                                                    ze stosunku), i zostanie nam: jeśli stosunek był dobrowolny, to była
                                                    to "wczesna inicjacja". A kto powiedział, że 14-latka, nie może DOBROWOLNIE
                                                    zgodzić się na stosunek, z np. 50 latkiem?



                                                    > i ja sie odnioslam *wylacznie* do tej kwestii i
                                                    > *wylacznie* jezykowo.
                                                    > nie dajmy sie zwariowac i czytajmy starannie, co ludzie
                                                    > pisza!
                                                    >
                                                    > i *nigdzie* nie usprawiedliwialam tych kobiet. napisalam
                                                    > to w swoim poscie *bardzo* wyraznie.
                                                    > ale zostalo mi to *przypisane* przez Macieja.
                                                    > i za to domagam sie przeprosin.
                                                    > albo odwolania. nie chodzi o fakt przeproszenia, ale o
                                                    > przyznanie, ze posadzil mnie zupelnie bez powodu.
                                                  • Gość: sagan Re: o pedofilii IP: *.dip0.t-ipconnect.de 11.01.03, 17:00
                                                    Gość portalu: tad napisał(a):

                                                    > A kto powiedział, że 14-latka, nie może DOBROWOLNIE
                                                    > zgodzić się na stosunek, z np. 50 latkiem?

                                                    pisalam o tym w poprzednich postach, tutaj mi umknelo:
                                                    tylko w takim przypadku mozna mowic o ewentualnej
                                                    inicjacji *bez pytania* dziecka.
                                                    w wypadku dziewczynki trzeba zapytac, czy stosunek byl
                                                    dobrowolny czy nie.
                                                    w wypadku chlopca nie wydaje mi sie to konieczne (ale,
                                                    jak pisalam, nie jestem pewna, bedac kobieta, czy nie
                                                    mozna przypadkiem odbyc stosunku "niedobrowolnie" bedac
                                                    meszczyzna)


                                                  • agrafek Re: o pedofilii 09.01.03, 17:44
                                                    Ja natomiast dość dobrze, chyba rozumiem reakcję Macieja, bo i mnie w głowie
                                                    jakiś uparty buntownik - irytator zaczął podskakiwać na myśl, że w przypadku
                                                    seksu z dziewczynkami mamy do czynienia z molestowaniem-gwałtem-napastowaniem
                                                    nieletnich a w przypadku chłopców może to być po prostu inicjacja seksualna.
                                                    Zapewne nie o to Ci chodziło, jednak troszkę tak to zabrzmiało. Dla mnie - bez
                                                    względu na możliwości stawiania oporu są to przede wszystkim dzieci. Kropka. I
                                                    tu jestem nieomal feministą, bo dla mnie - na tym gruncie - różnic nie ma.
                                                  • Gość: tad Re: o pedofilii IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.03, 17:47
                                                    agrafek napisał:

                                                    > Ja natomiast dość dobrze, chyba rozumiem reakcję Macieja, bo i mnie w głowie
                                                    > jakiś uparty buntownik - irytator zaczął podskakiwać na myśl, że w przypadku
                                                    > seksu z dziewczynkami mamy do czynienia z molestowaniem-gwałtem-napastowaniem
                                                    > nieletnich a w przypadku chłopców może to być po prostu inicjacja seksualna.

                                                    Nie mówiąc już nawet o tym, że dość trudno wyobrazić sobie np. 5 latka
                                                    odbywającego radośnie stosunki z 35latką.
                                                  • Gość: tad UWAGA - PROPOZYCJA IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.03, 17:58
                                                    Ten wątek robi się długi, a temat pedofilii pasuje do niego dość marnie.
                                                    Zamiast zakładać coś nowego i mnożyć wątki, proponuję przenieść ten temat do
                                                    wątku "Zbrodnie Amora, Kłamstwa św. Walentego". Jest to wątek wiewykorzystany.
                                • duffer Re: o prezetnyzmie uwag kilka - specjalnie dla Ba 08.01.03, 12:11
                                  milosc osmioletniego dziecka na pewno nie przejawia sie jego seksualnoscia i
                                  checia zblizenia cielesnego (w doroslym tego slowa znaczeniu).
                                  nie myl pojec!!!!
                                • Gość: barbinator Re: o prezetnyzmie uwag kilka - specjalnie dla Ba IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 08.01.03, 17:20
                                  maciej.k1 napisał:

                                  >
                                  > Mylisz się bardzo. Twoja ignorancja jest wręcz przerażająca pod tym względem.
                                  > Ośmioletnia dziewczynka zrobi bardzo dużo, by dostać miłość ojca, a gdy jej
                                  od
                                  > niego nie dostała - miłośc ojczyma, czy innego mężczyzny.
                                  >
                                  > Emancypacja dzieci prowadziłaby do tego, że pedofile byliby zwolnieni z
                                  > odpowiedzialności. Oni nie muszą używać przemocy i z reguły tego nie robią.
                                  > Dają dziecku swój czas i uwagę, którego ono nie dostało od rodziców. Za to
                                  > dziecko skłonne jest płacić seksem. Emancypacja dzieci doprowadziłaby do
                                  > konieczności uznania takich decyzji dzieci jako ich wolnych i
                                  odpowiedzialnych
                                  > wyborów - a pedofile byliby wówczas bezkarni.



                                  Nie, nie mylę się.
                                  Moja córka w wieku 7 lat miała kontakt z pedofilem - na szczęście została tak
                                  wychowana, że natychmiast narobiła takiego dzikiego wrzasku, że zbiegli się
                                  ludzie, wezwano policje itd. Potem okazalo się, że miły starszy pan miał na
                                  sumieniu kilkanaście dziewczynek (na szczęście był to pedofil 'light", coś w
                                  typie proboszcza z Tylawy) i dopiero kontakt z moją córką sprawił, że wpadł.
                                  A wpadł dlatego, że moja córka w przeciwieństwie do innych polskich dzieci jest
                                  wychowywana właśnie w duchu "emancypacji dzieci". Ona wie, że nie musi słuchać
                                  poleceń obcych dorosłych, że nikt nie ma prawa robić jej niczego co by jej się
                                  nie podobało. Inne dzieci najwyraźniej tego nie potrafiły - wstydziły się
                                  cierpiały, ale nie umiały się przeciwstawić. Podobnie zresztą było jak sądzę na
                                  plebanii w Tylawie.
                                  Maciej, twój post zdradza zupełny brak zrozumienia tematu. Mylisz potrzebę
                                  miłości z seksualizmem, nie rozumiesz że dziecko instynktownie te sprawy
                                  odróżnia a pedofilia ZAWSZE wiąże się z przymusem. Jedyny skuteczny sposób
                                  obrony dziecka przed pedofilami to wychowanie nie w duchu tradycyjnego szacunku
                                  dla dorosłych, lecz właśnie emancypacji.
                                  To bardzo źle, że tego nie rozumiesz, zwłaszcza, że sam masz małą córkę i
                                  powinieneś zrobić wszystko by ją chronić - nawet kosztem przewartościowania
                                  pewnych swoich poglądów.
                                  Pozdrawiam, B.
                                  • maciej.k1 Re: o prezetnyzmie uwag kilka - specjalnie dla Ba 09.01.03, 12:08
                                    Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                    > Ona wie, że nie musi słuchać
                                    > poleceń obcych dorosłych,

                                    Słowo "obcych" pojawia się dopiero teraz. To już lepiej, bo poprzednio za
                                    bardzo zagalopowałaś się z tą emancypacją wobec wszystkich. Rozumiem, że Ciebie
                                    słuchać już musi? A ojca? Czy ojca słucha się tylko wtedy, gdy mama uzna, że
                                    tatuś ma rację? ;-)

                                    > że nikt nie ma prawa robić jej niczego co by jej się
                                    > nie podobało.

                                    Piękne zdanie! Pewnie płacicie grzywny za niepoddawanie się przez dziecko
                                    obowiązkowi szczepień ochronnych. Wąpię, czy zastrzyki się dziecku podobają. W
                                    dodatku robi je OBCA osoba...!

                                    Nie macie kłopotów z dyscypliną dziecka w szkole? Wyobrażam sobie, jaką zrobi
                                    aferę, gdy np. Pan od wuefu ośmieli się jej zabrać papierosa, jeśli akurat
                                    postanowi zapalić...

                                    > Inne dzieci najwyraźniej tego nie potrafiły - wstydziły się
                                    > cierpiały, ale nie umiały się przeciwstawić.

                                    Myślę, że Twoją zasługą jest wyraźne ostrzeżenie jej przez KONKRETNYM
                                    niebezpieczeństwem, takim, jak np. pedofile. Doceniam to i gratuluję Ci. Ogólna
                                    instrukcja pt. "nikt nie ma prawa robić ci czegoś, co by ci się nie podobało" -
                                    jest niestety do bani.

                                    > Maciej, twój post zdradza zupełny brak zrozumienia tematu. Mylisz potrzebę
                                    > miłości z seksualizmem, nie rozumiesz że dziecko instynktownie te sprawy
                                    > odróżnia a pedofilia ZAWSZE wiąże się z przymusem.

                                    Dorośli nie zawsze odróżniają seks od miłości, ale dziecko - "instynktownie
                                    odróżnia"... Jakim cudem? Skąd ma tę tajemną wiedzę i dlaczego tak często traci
                                    ją w wieku dorosłym? A co z dziewczynkami, które wychowują się bez ojca? Skąd
                                    one mają wiedzieć, że istnieje coś takiego, jak miłość mężczyzny bez seksu,
                                    skoro nigdy w życiu tego nie doświadczyły?

                                    > Jedyny skuteczny sposób
                                    > obrony dziecka przed pedofilami to wychowanie nie w duchu tradycyjnego
                                    > szacunku
                                    > dla dorosłych, lecz właśnie emancypacji.

                                    To lekarstwo, które spowoduje masowe szkody, znacznie większe niż sama choroba,
                                    przed którą ma chronić.

                                    Nie daje się władzy komuś, kto nie jest w stanie udźwignąć zwązanej z nią
                                    odpowiedzialności. Jeśli Twoja ośmioletnia córka postanowi nie chodzić więcej
                                    do szkoły - czy uszanujesz jej wolny wybór?

                                    > To bardzo źle, że tego nie rozumiesz, zwłaszcza, że sam masz małą córkę i
                                    > powinieneś zrobić wszystko by ją chronić - nawet kosztem przewartościowania
                                    > pewnych swoich poglądów.

                                    Szczęsliwe, beztroskie dzieciństwo polega na tym, że nie trzeba dźwigać
                                    odpowiedzialności ponad siły. Moja córka ma tyle władzy, ile jest w stanie
                                    unieść odpowiedzialności na danym etapie rozwoju. Uczy się na drobnych, a nie
                                    wielkich blędach. Nie rzucam jej na głęboką wodę, nie grożą jej nieodwracalne
                                    szkody. W sprawach, które ją przerastają, może mieć co najwyżej "głos
                                    doradczy", a nie decydujący.

                                    Przypuszczam, żę Ty robisz podobnie, ale niestety - głosisz co innego. Gdyby
                                    Twoja córka trafiła na innego, miłego pana, który przekonałby ją, że Twoje
                                    ostrzeżenia to tylko "zabobony i uprzedzenia", a seks z nim będzie bardzo
                                    przyjemny - czy uszanowałabyś jej wolną decyzję?

                                    Pozdrawiam -
                                    • Gość: barbinator Re: o prezetnyzmie uwag kilka - specjalnie dla Ba IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 10.01.03, 09:42
                                      maciej.k1 napisał:

                                      > Przypuszczam, żę Ty robisz podobnie, ale niestety - głosisz co innego. Gdyby
                                      > Twoja córka trafiła na innego, miłego pana, który przekonałby ją, że Twoje
                                      > ostrzeżenia to tylko "zabobony i uprzedzenia", a seks z nim będzie bardzo
                                      > przyjemny - czy uszanowałabyś jej wolną decyzję?
                                      >
                                      W jednym z postów napisałam, że cała sztuka to połączenie "wychowania
                                      emancypacyjnego" i niezbędnych w wychowaniu rygorów w harmonijną całość. Nie
                                      jest to łatwe, ale udaje się, trzeba tylko nie poddawać się pewnym przesądom w
                                      jakich np ja sama zostałam wychowana (pełne zaufanie, bezwzględny szacunek i
                                      posłuszeństwo do całego świata dorosłych)
                                      "Wychowanie emancypacyjne" nie musi oznaczać tego co sugerujesz swoimi
                                      pytaniami, podobnie jak liberalizm nie musi oznaczać anarchii i robienia "co
                                      się komu podoba"
                                      Pozdr. B.
                  • Gość: tad Re: Seksizm z przyzwoleniem kulturowym - rozważan IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 06.01.03, 17:30
                    Gość portalu: barbinator napisał(a):


                    > Owszem, jest nim antyfeminizm.

                    Więc zgadzasz się, że feminizm jest schematyczny, twierdzisz jedynie, ze
                    antyfeminizm jest schematyczny jeszcze bardziej?

                    >Wiara antyfeministów w to, że można cofnąć czas
                    > i sprawić by kobiety znowu były takie jak "przed feminizmem" nigdy nie
                    > przestanie mnie zadziwiać.






                    Podobnie jak przekonanie, że patriarchat jest typem
                    > ustroju społecznego sprawdzającym się w naszych czasach :))
                    > O swięta naiwności!
                    > Jak to kiedyś mawiano o socjaliźmie: "ten ustrój jest dobry, tylko
                    > społeczeństwo nie dorosło.."
                    > Antyfeminiści są tak samo śmieszni i prymitywni w swoim niedostrzeganiu
                    > oczywistych faktów. Wydaje im się, że patriarchat nadal jest super, tylko te
                    > współczesne kobiety są jakieś nieodpowiednie ;)

                    Nie zauważyłem masowego poparcia dla feministek wśród kobiet.


                    > A co powiesz o notorycznym niedostrzeganiu przez antyfeministów JAKICHKOLWIEK
                    > przejawów męskiego seksizmu? Przykłady na wątku z Brukselą.
                    > Męski seksizm jest oki, feministyczny seksizm jest be - to chciałeś
                    >powiedzieć?

                    Powiedzmy raczej, że męski seksizm jest seksizmem "zchodzącym", a
                    feministyczny "wzchodzącym".


                    > Nie ma drugiego zjawiska tak czarno-białego jak antyfeminizm. Świetnie widać
                    >to na tym forum. Antyfeminiści przełkną każdą bzdurę serwowaną przez
                    >swoich "braci w wierze".

                    Argument nie do końca prawdziwy - mogę podać przykłady, gdy owi "antyfeminiści"
                    polemizowali ze sobą. Może nawet robili to częściej niż tutejsze "feministki",
                    bo powiedzmy sobie szczerze - tutejsze feministki, mają mocno elastyczne
                    przełyki. Przyganiał kocioł garnkowi!)


                    > Normalnie dzielę ludzi na mądrych i głupich. W przypadku
                    > antyfeministów ten podział zawodzi, wsród nich zdarzają się ludzie bardzo
                    > inteligentni jak i ostatnie buraki.


                    A gdzie ja się plasuję w tej kwalifikacji?

                    > Apropos Tad, czy wiesz, że wypisując takie bzdury o urodzie kobiet jak na
                    >wątku o Brukseli stawiasz się w jednym szeregu z zaplutym facecikiem, który
                    >dzisiaj na mój widok ryknął "ale dupa"?

                    Muszę wprowadzić trochę kontrowersji, bo tutejsze panie zaczynały mnie
                    traktować jak (tfu!) starego męża. A poza tym - to feministki mnie zepsuły!
                    Wiesz sama, jak niesamowity wpływ ma na nas otoczenie. Wystarczy, np. że pokaże
                    się dziewczynce obrazek z kobietą z dzieckiem, i nieszczęsna ma do końca zycia
                    zakodowane w głowie, że kobieta służy tylko do rodzenia dzieci. Mnie spotkała
                    tutaj podobna przygoda. Pojawia się np. jakaś pani, która w jednym poscie
                    wypisuje więcej epitetów niż ja w 1000, i twierdzi, że jestem chamem; potem
                    zdarza się to po raz kolejny, aż w końcu uwierzyłem. Jestem kolejną ofiarą
                    feminizmu.
                    Co do owego okrzyku - był to właściwie niezbyt zręczny (ale niewątpliwie
                    szczery!) komplement. Czy wiesz jakie wrażenie musisz robić, skoro ów pan nie
                    mógł się powstrzymać przed wyrażeniem zachwytu?


                    > Oczywiście nie potrafiłbyś udowodnić, że Borkowska stosuje jakąś "perspektywę
                    > feministyczną" Po prostu tak ci pasowało do tezy.

                    Nie rozumiesz o czym pisałem. Nie twierdziłem przecież, że to Borkowska stosuje
                    perspektywę feministyczną. Twierdziłem, że pytania, które napisała (a które nie
                    są przecież JEJ pytaniami) może zadać ktoś, kto wiedzę o średniowieczu czerpie
                    z opracowań feministycznych.




                    Jakoś nie zacytowałeś innego zdania z tego artykułu, tego w którym autorka
                    zaznacza, że przypadki takie >jak Hildegardy były zawsze wyjątkiem od reguły.

                    KAŻDY przypadek kariery tego typu w średniowieczu, był "wyjątkiem od reguły",
                    niezależnie od płci. Choć oczywiście mężczyznom było dużo łatwiej.


                    > A może potrafisz udowodnić, że w średniowieczu kobiety mogły robić kariery w
                    > Kościele i nie tylko na równi z mężczyznami - nie na zasadzie wyjątku, lecz
                    > reguły?

                    Nigdy czegoś podobnego nie twierdziłem.


                    > Pozdr
                    • Gość: barebinator Re: Seksizm z przyzwoleniem kulturowym - rozważan IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 08.01.03, 16:33
                      Gość portalu: tad napisał(a):

                      > Podobnie jak przekonanie, że patriarchat jest typem
                      > > ustroju społecznego sprawdzającym się w naszych czasach :))
                      > > O swięta naiwności!
                      > > Jak to kiedyś mawiano o socjaliźmie: "ten ustrój jest dobry, tylko
                      > > społeczeństwo nie dorosło.."
                      > > Antyfeminiści są tak samo śmieszni i prymitywni w swoim niedostrzeganiu
                      > > oczywistych faktów. Wydaje im się, że patriarchat nadal jest super, tylko
                      > te
                      > > współczesne kobiety są jakieś nieodpowiednie ;)
                      >
                      > Nie zauważyłem masowego poparcia dla feministek wśród kobiet.



                      Dla feministek nie ale dla równouprawnienia na pewno tak. Oczywiste fakty o
                      których pisałam, to zmierzch patriarchatu i równouprawnienie kobiet.


                      >
                      >
                      > > Normalnie dzielę ludzi na mądrych i głupich. W przypadku
                      > > antyfeministów ten podział zawodzi, wsród nich zdarzają się ludzie bardzo
                      > > inteligentni jak i ostatnie buraki.
                      >
                      >
                      > A gdzie ja się plasuję w tej kwalifikacji?

                      No wiesz, gdybym odpowiedziała szczerze, to znowu miałbyś pretensję,
                      że "feministki traktują cię jak starego męża"....
                      Zresztą właściwie ciebie to nie dotyczy - ostatnio jak o to pytałam to
                      określiłeś się jako afeminista, nie antyfeminista :))


                      >
                      > Muszę wprowadzić trochę kontrowersji, bo tutejsze panie zaczynały mnie
                      > traktować jak (tfu!) starego męża.


                      Wy konserwatyści to w ogóle macie w życiu pod górkę. Ja jak słyszę
                      hasło "prawicowy konserwatysta, zwolennik patriarchatu" to od razu wyobrażam
                      sobie brzuchatego miśka z marsem na czole, w szlafmycy...
                      Taki stereotyp, co robić - wszyscy im ulegamy...
                      Ty Tad też na pewno masz jakiś stereotyp feministki (brzydka lesbijka w
                      tenisówkach?)
                      Pozdrawiam, B.


                  • agrafek Re: Seksizm z przyzwoleniem kulturowym - rozważan 08.01.03, 14:56
                    A może potrafisz udowodnić, że w średniowieczu kobiety mogły robić kariery w
                    Kościele i nie tylko na równi z mężczyznami - nie na zasadzie wyjątku, lecz
                    reguły?
                    Czekam na dowody.

                    A czy każda z Matek Przełożonych dowolnego średniowiecznego klasztoru nie jest
                    takim dowodem? Zwłaszcza w średniowieczu władza takiej kobiety była niemała. I
                    okoliczni notable często musieli się z nia liczyć - jeśli była silną
                    osobowością i potrafiła wykorzystać swoją pozycję, oczywiście. To akurat nie
                    zależy od płci (jak mi się wydaje).
      • flyer Re: Feminizm???? 02.01.03, 23:56
        A zaczelo sie tak niewinnie - od sufrazystek w GB i ich
        zadan udzialu w wyborach ;).

        Ale nawet majac te swiadomosc podchodze z duza
        nieufnoscia do organizacji (czesci), ktore wysuwaja
        zadania zmniany rzeczywistosci tylko na zasadzie
        "wyrownywania nierownosci spolecznych". To ze ich zadanie
        jest czesto (nie zawsze i nie we szystkich wypadkach)
        sluszne jakos mnie nie pociaga do takich osob --> uwazam
        je za niebezpieczne z racji zbyt latwego ulegania opinii
        grupy.


        Co do kina i literatury. Jestem przeciwny wszelkim
        "sztucznym" podzialom bo wietrze w nich mozliwosc
        przepychania osob o miernych zdolnosciach pod szczytnymi
        haslami rownosci. Dlatego o ile pojde do kina na dobry
        film, niezaleznie kto go tam rezyserowal, to nigdy nie
        pojde na kobiece kinowe getto, bo obawiam sie, ze stopien
        miernoty jest tam wiekszy niz przecietnie ;).
        Flyer
        • Gość: uli Re: Feminizm???? IP: *.leased-02.binet.pl 03.01.03, 14:20
          co to jest kobiece kinowe getto? wymień jakies jego przedstawicielki? powiem to
          po raz kolejny- kino feministyczne to było kino lat 70, tak jak włoski
          neorealizm, francuska awangarda i inne prądy artystyczne, o których zdajsie nie
          masz zielonego pojęcia, no ale w końcu nie musisz- jako szary zjadacz chleba
          wystarczy ci to, co jest w polsacie, no bo kino za daleko, gazeta filmowa za
          droga (lepiej kupić paczkę fajek) i żyć sobie wygodnie z własną wizją. nie ma
          jak porządny zbiorek maksym i uprzedzeń zastępujących wiedzę.

          no spoko, to twój wybór. po co w ogóle wiedzieć, o czym się mówi?
          powiem ci tylko jedno: ośmieszasz się, nie zając nawet podstaw tego, o czym
          wydajesz sądy. nie to forum.

          PS. sufrazystki były we francji:-)
          • Gość: uli PS IP: *.leased-02.binet.pl 03.01.03, 14:23
            włoski neorealizm i francuska awangarda to oczywiscie nie były ruchy filmowe
            lat 70- chodziło o to, że epoki filmowe SĄ szeregowane, nawet jesli ty o tym
            nie wiesz.
          • Gość: maly.k Re: Geniusze, wybitni, przecietni IP: *.BrockU.CA 03.01.03, 20:22
            Tak to sobie mozna do woli dyskutowac.
            "A Ty co o tym wiesz? Nazwiska!"

            Mysle, ze wybitni tworcy beda starali sie uniknac zakwalifikowania
            jako 'pisarka feministyczna', albo 'muzyk afroamerykanski" ;-).
            Sztuka jest tak naprawde jedna, a dziela - w pierwszym rzedzie wybitne lub
            mierne. Inne kwalifikacje to tak naprawde rzecz pomocnicza, dla tych, co to
            zamiast podziwiac piekno kwiatow wola obrywac ich platki, aby poznac ich budowe
            (z czego to porownianie, ktos pamieta?).
            Rzecza naturalna jest, ze jesli zawezymy pole obserwacji (do np. kina
            feministycznego, cokolwiek mialoby to byc), zobaczymy rzeczy znacznie mniejsze,
            takie, ktorych patrzac na calosc wcale bysmy nie dostrzegli. Nie uzylbym tu
            slowa 'getto', bo ma odcien pejoratywny - a to zjawisko zupelnie naturalne.

            Jak by na to nie spojrzec, 'wybitna pisarka feministyczna' (?) to jakby nizsza
            liga niz 'wybitna pisarka' bez przymiotnika.

            Pozdrawiam,

            mk.

            • uli Re: Geniusze, wybitni, przecietni 05.01.03, 11:23
              > Tak to sobie mozna do woli dyskutowac.
              > "A Ty co o tym wiesz? Nazwiska!"

              ja już z nim nie dyskutuję. to był mój post finalny, szkoda sobie strzępić
              języka.

              > Mysle, ze wybitni tworcy beda starali sie uniknac zakwalifikowania
              > jako 'pisarka feministyczna', albo 'muzyk afroamerykanski" ;-).

              tak, oczywiście, ale wielu artystów, np. awangarda francuska, czy np.
              podpatrująca ich współczesnie dogma, czy dadaiści czy wielu wielu innych
              najsampierw pisali manifest(pod którym podpisywało sie x artystów), a dopiero
              później tworzyli w jego ramach.

              oczywiście jest też tak, ze nawet tworzac w pojedynkę, bez jakichkolwiek
              zamierzeń stworzenia grupy artystycznej, ludzie zamieszkujący jeden obszar
              często inspirują się tymi samymi rzeczami. nasza tozsamosć jest również
              bliźniacza.

              wydaje mi się, ze naprawdę ciekawa sztuke, czy nawet obserwacje tworzą ludzie z
              pogranicza 2 kultur, np j. jarmush- węgier w usa, jorgos skolias, susan sontag.
              to jest swieże spojrzenie.

              ale np. adam sikora potrafi naprawdę pieknie opowiadać obrazem o slasku, z
              którego pochodzi...

              myślę, że trzeba wierzyć, że to, co się widzi jest jednakowo ważne,
              niepowtarzalne, i nie zrażać się, że w telewizji wiedzą lepiej, jak nalezy
              patrzeć.

              > Sztuka jest tak naprawde jedna, a dziela - w pierwszym rzedzie wybitne lub
              > mierne.

              tak, ale kto to ocenia? dzieło jako dyskurs, czy dzieło jako ekspresja? nie
              wierzę już w elitarnośc sztuki. dyskutuję z krytyką, a nie traktuję jej jak
              wyroczni. ale gdy byłam młodsza, było inaczej.

              Inne kwalifikacje to tak naprawde rzecz pomocnicza, dla tych, co to
              > zamiast podziwiac piekno kwiatow wola obrywac ich platki, aby poznac ich
              budowe

              czyli dyskurs. myslę, ze historia sztuki to jest bardzo bardzo ciekawa rzecz, i
              chciałabym ją kiedyś studiować. i to chyba (?) nie znaczy 'obrywac płatki'
              tylko umieć porównać. każdy twórca cieszy się, gdy na widowni siedzi widz
              zaangazowany, poniewaz porafi dostrzec wszystkie niuanse dzieła, smaczki,
              nawiazania, zobaczyć nowość spojrzenia. i nie mówię TYLKO o kinie wysokiej
              próby. filmy luca bessona są własnie filmami pogranicza, mówiącymi językiem
              zrozumialym dla wszystkich, jednoczesnie pięknym.

              > Rzecza naturalna jest, ze jesli zawezymy pole obserwacji (do np. kina
              > feministycznego, cokolwiek mialoby to byc), zobaczymy rzeczy znacznie
              mniejsze, takie, ktorych patrzac na calosc wcale bysmy nie dostrzegli.

              tak jest z kazdym zaangazowanym widzem ogladajacym jakieś dzieło: z jednej
              strony postmodernizm, z drugiej szansa na fascyację. cóż, język kina jest tylko
              1.

              Nie uzylbym tu
              > slowa 'getto', bo ma odcien pejoratywny - a to zjawisko zupelnie naturalne.
              > Jak by na to nie spojrzec, 'wybitna pisarka feministyczna' (?) to jakby
              nizsza liga niz 'wybitna pisarka' bez przymiotnika.

              wydaje mi się, że i wybitna i feministyczna sa już mianowaniem krytyki, więc
              chyba jedno i drugie nie jest efektem planowanym.

              Pozdrawiam
          • Gość: tad Re: Feminizm???? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 05.01.03, 20:26
            Gość portalu: uli napisał(a):


            > PS. sufrazystki były we francji:-)

            Mylisz się. O ile mi wiadomo okreslenie "sufrazystki" pojawiło się w USA.
            Pochodzi od słowa "suffrage", oznaczającego prawo do głosowania.
            • Gość: uli Re: Feminizm???? IP: *.leased-02.binet.pl 05.01.03, 21:00
              tak, później, jakieś +/- 100 lat później w krajach anglosaskch.

              suffrage- z francuskiego- prawo do głosowania.
              początki ruchu- 1789- rewolucja francuska.
              źródło: Maria Janion "kobiety i duch inności", rozdział 1.
              • Gość: tad Re: Feminizm???? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 06.01.03, 18:53
                Gość portalu: uli napisał(a):

                > tak, później, jakieś +/- 100 lat później w krajach anglosaskch.
                >
                > suffrage- z francuskiego- prawo do głosowania.
                > początki ruchu- 1789- rewolucja francuska.
                > źródło: Maria Janion "kobiety i duch inności", rozdział 1.

                Wychodzi więc na to, że pomyliliśmy się wszyscy - ja twierdząc, że termin
                pojawił się w USA, Ty sugerując, że stosowany był tylko we Francji.
                • uli Z*LA 06.01.03, 20:00
                  tzn wydaje mi się, że zarówno rewolucja francuska jak i późniejszy ruch
                  anglosaski i kozenie obu grup sufrazystek są o tyle ważne, że do tej pory
                  feminizm francuski i amerykański róznią się.
        • d.ark Re: Feminizm???? 03.01.03, 20:04
          flyer napisał:

          > A zaczelo sie tak niewinnie - od sufrazystek w GB i ich
          > zadan udzialu w wyborach ;).

          Bo potem tym przewrotnym babom zachciało się odejść od garów, sprzątania,
          gotowania i zapragnęły respektowania ich praw na równi z mężczyznami? :)
          >
          > Ale nawet majac te swiadomosc podchodze z duza
          > nieufnoscia do organizacji (czesci), ktore wysuwaja
          > zadania zmniany rzeczywistosci tylko na zasadzie
          > "wyrownywania nierownosci spolecznych".

          Posłuchaj siebie - "jak można chcieć zmieniać rzeczywistość w imię
          takiego "banału" jak wyrównywanie nierówności społecznych"? A jak można nie
          chcieć??? Mamy zupełnie inne rozłożenie ważności problemów. Bronisz
          anachroniczny sposób myślenia, w którym "obiektywne" znaczy "z męskiego,
          SUBIEKTYWNEGO punktu widzenia".
          >
          d.ark
          • flyer Re: Feminizm???? 04.01.03, 01:40
            d.ark napisała:
            > Bo potem tym przewrotnym babom zachciało się odejść od
            garów, sprzątania,
            > gotowania i zapragnęły respektowania ich praw na równi
            z mężczyznami? :)

            I tu jest pies pogrzebany --> "na rowni". Co to w
            praktyce oznacza --> dazenie do jakiegos poziomu
            niezaleznie od jego wartosci.
            Czuje sie gorszy bo sasiada stac na samochod i ja tez
            ZADAM samochodu?

            > Bronisz
            > anachroniczny sposób myślenia, w którym "obiektywne"
            znaczy "z męskiego,
            > SUBIEKTYWNEGO punktu widzenia".

            A widziales gdzies punkt widzenia obiektywny?
            Wiesz, jestem samotny, szylem sobie ubrania, gotuje,
            sprzatam (choc moj poziom wymaganego porzadku jest
            mniejszy niz przecietny) i nigdy w zadnym zwiazku kobieta
            nie zadala, zebym to robil. Ba, czula sie zagrozona i
            jednoczesnie wymagala odemnie czysto meskich zdolnosci.
            Pracowalem w firmie, gdzie jedna z szefowych byla kobieta
            majaca rodzine i bedaca w niej tzw. "kura domowa". I ona
            tez faworyzowala mezczyzn, choc place byly rowne.

            Dlaczego tak jest? Moze feministki trzeba nazwac tak jak
            nalezy (bez negatywnych konotacji) rewolucjonistkami
            dazacymi do zmiany ladu spolecznego wg wlasnego
            SUBIEKTYWNEGO punktu widzenia?

            Flyer
            • d.ark Re: Feminizm???? 04.01.03, 18:10

              >"na rowni". Co to w
              > praktyce oznacza --> dazenie do jakiegos poziomu
              > niezaleznie od jego wartosci.

              Sugerujesz, że pozycja, którą wypracowali sobie przez wieki mężczyźni, nie jest
              tego warta? Albo chcesz ostrzec kobiety, żeby się w porę wycofały ze swoich
              dążeń, albo obawiasz się, że z ich strony czeka zagrożenie Twojej pozycji jako
              mężczyzny. Nie wiem, dlaczego dla Ciebie równouprawnienie płci nie jest
              wartością.

              > Czuje sie gorszy bo sasiada stac na samochod i ja tez
              > ZADAM samochodu?

              Oj, to przecież zupełnie inna para kaloszy...
              >
              > A widziales gdzies punkt widzenia obiektywny?

              Masz rację. Tyle, że w związku z ukształtowaniem się modelu kultury
              patriarchalnej za obowiązujące uważano to, co było zgodne z męskim sposobem
              myślenia i wartości. Najprostszy przykład z tej dziedziny dotyczny choćby
              psychoanalizy, Freuda i jego następców. Naukowe "prawdy" dotyczące kobiet były
              autorstwa mężczyzn i - mimo że później z nimi polemizowano i podważano - przez
              pewien czas uważane były za obowiązujące i jedynie słuszne. To miałam na myśli
              mówiąc o subiektywnym, męskim oglądzie rzeczywistości, który wielokrotnie
              krzywdził kobiety wydając sądy niezgodne z rzeczywistością.

              > Wiesz, jestem samotny, szylem sobie ubrania, gotuje,
              > sprzatam (choc moj poziom wymaganego porzadku jest
              > mniejszy niz przecietny) i nigdy w zadnym zwiazku kobieta
              > nie zadala, zebym to robil. Ba, czula sie zagrozona i
              > jednoczesnie wymagala odemnie czysto meskich zdolnosci.
              > Pracowalem w firmie, gdzie jedna z szefowych byla kobieta
              > majaca rodzine i bedaca w niej tzw. "kura domowa". I ona
              > tez faworyzowala mezczyzn, choc place byly rowne.
              > Dlaczego tak jest?

              Jest tak z kilku powodów. Po pierwsze chyba zakładasz, że wszystkie kobiety są
              feministkami i dziwisz się, że spotykałeś takie, które nimi nie były. :)
              Różnica w dążeniach mężczyzn i kobiet polega na tym, że mężczyźni (mimo
              wszystko) tworzą, że tak powiem - wspólny front. Kobiety natomiast są
              podzielone w poglądach na "kwestię kobiecą" i stąd cały czas żywe dyskusje na
              temat feminizmu - zarówno pomiędzy płciami, jak i wśród (jednej z) nich.
              Po drugie - i łączy się to również z powyższym - emancypacja kobiet jest w
              gruncie rzeczy kwestią świeżą w historii, a w związku z tym także wywołującą
              wiele wątpliwości. Trzeba zdać sobie sprawę z faktu, że patriarchalny model
              rodziny, mimo swoich niedostatków i ściśle ustalonej hierarchii, był modelem
              bezpiecznym. Gwarantował jasno określone role społeczne i obowiązki z nich
              wynikające.
              Gdy warunki ekonomiczne zaczęły wymuszać konieczność zmiany w pełnionych
              rolach, pojawił się szereg problemów. Część kobiet doskonale odnalazła się w
              nowej rzeczywistości, część natomiast straciła grunt pod nogami, bo ich
              ustabilizowany świat zaczął się chwiać wymuszając nowe zachowania i wywołującc
              lęk. Owe problemy z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości dotyczyły nie
              tylko okresu rewolucji przemysłowej, ale są żywe do dziś.
              Jestem przekonana o tym, że zmiany w życiu społecznym następują pod wpływem
              czynników gospodarczych, dlatego uważam, że hasła propagowane przez feminizm
              przestaną być rewolucyjne i staną się po prostu faktem, bo ich usankcjonowanie
              wymusi życie. Zmieniły się role społeczne kobiet i mężczyzn i w związku z tym
              konieczne jest zrównanie w prawach i szansach obu płci.

              Pozdrawiam
              D.ark


              • flyer Re: Feminizm???? 04.01.03, 21:32
                d.ark napisała:
                > Sugerujesz, że pozycja, którą wypracowali sobie przez
                wieki mężczyźni, nie jest
                >
                > tego warta?

                Sugeruje, ze pozycja mezczyzn nie jest scisle
                zdefiniowana i nie jest jednorodna. Zatem dazenie do
                czegos czego nie mozna zdefiniowac w sposob PEWNY jest
                irracjonalne.

                > Oj, to przecież zupełnie inna para kaloszy...

                Nie. To ta sama para kaloszy. Jedyna roznica jest brak
                biologicznej plci. To problematyka szeroko rozumianej
                nierownosci spolecznej.

                > Masz rację. Tyle, że w związku z ukształtowaniem się
                modelu kultury
                > patriarchalnej za obowiązujące uważano to, co było
                zgodne z męskim sposobem
                > myślenia i wartości.

                A czy nie zastanawiales sie nigdy dlaczego na swiecie
                wystepuja tylko dwa modele - patriarchalny i
                matriarchalny (przynajmniej w swietle mojej niedoskonalej
                wiedzy)? Moze dlatego, ze stan PRAWDZIWEJ rownosci grup
                spolecznych jest tylko utopia. Stanem na tyle sztucznym,
                ze mozliwym do osiagniecia tylko "na chwile". I
                przewazajacym w koncu w ktoras strone.


                > Jest tak z kilku powodów. Po pierwsze chyba zakładasz,
                że wszystkie kobiety są
                > feministkami i dziwisz się, że spotykałeś takie, które
                nimi nie były. :)
                Feministka to inaczej bardziej subiektywna kobieta.
                Inaczej rzecz ujmujac --> majac kontakt z kobietami, mam
                do czynienia z troche zobiektywizowanymi feministkami ;).

                A realnie --> to co napisalem poprzednio jest prawda. Ale
                prawda jest takze to, ze te kobiety, ktore jak twierdzisz
                feministkami nie byly, mialy duze wymagania co do
                rzadzenia i decydowania ale z drugiej strony mialy duze
                wymagania co do "tworzenia im bezpiecznego swiata" -->
                mam wrazenie, ze wspolczesne kobiety powoli staja sie
                przedszkolakami grajacymi doroslych ;).

                Flyer
                • d.ark Re: Feminizm???? 05.01.03, 18:09
                  > Sugeruje, ze pozycja mezczyzn nie jest scisle
                  > zdefiniowana i nie jest jednorodna. Zatem dazenie do
                  > czegos czego nie mozna zdefiniowac w sposob PEWNY jest
                  > irracjonalne.

                  Owszem, nie jest ściśle zdefiniowana. Ale w dalszym ciągu można spotkać się z
                  nierównym traktowaniem płci wynikającym z bardziej lekceważącego stosunku do
                  kobiet. I nie chodzi mi wyłącznie o takie fakty, jak niższe pensje na tych
                  samych stanowiskach czy problemy wynikające z tego, że kobieta może zajść w
                  ciążę. Mam na myśli kulturowo uwarunkowane myślenie o tym, co każdej
                  płci "przysługuje" i do czego jest "przeznaczona". Przyszło mi to do głowy po
                  rozmowach z mężczyznami np. na temat polityki. Czuli się niezręcznie, gdy
                  okazywało się, że jakąś kwestię mogę znać lepiej, niż oni. A raczej - że
                  kobieta może wiedzieć więcej i to w sprawie tak "męskiej", jak polityka.
                  Poza tym - czy naprawdę uważasz, że nie ma jakiejś segregacji w myśleniu o
                  płciach? Chodzi mi o takie podskórne myśli, że np. jakieś zachowanie kobiecie
                  nie przystoi, a mężczyźnie tak (a przynajmniej jemu "ujdzie").
                  >
                  > > Oj, to przecież zupełnie inna para kaloszy...
                  >
                  > Nie. To ta sama para kaloszy. Jedyna roznica jest brak
                  > biologicznej plci. To problematyka szeroko rozumianej
                  > nierownosci spolecznej.

                  Różnica jest zasadnicza - kobiety stanowią około 50% społeczeństwa. Wskaż mi
                  inną równie liczną grupe, która byłaby dyskryminowana.
                  > >
                  > Feministka to inaczej bardziej subiektywna kobieta.
                  > Inaczej rzecz ujmujac --> majac kontakt z kobietami, mam
                  > do czynienia z troche zobiektywizowanymi feministkami ;).

                  Twoje teorie są coraz bardzie interesujące. "Feministka to bardziej subiektywna
                  kobieta...hmmm.... :))
                  >
                  > A realnie --> to co napisalem poprzednio jest prawda. Ale
                  > prawda jest takze to, ze te kobiety, ktore jak twierdzisz
                  > feministkami nie byly, mialy duze wymagania co do
                  > rzadzenia i decydowania ale z drugiej strony mialy duze
                  > wymagania co do "tworzenia im bezpiecznego swiata" -->
                  > mam wrazenie, ze wspolczesne kobiety powoli staja sie
                  > przedszkolakami grajacymi doroslych ;).

                  Te kobiety, które nie były feministkami i nie radziły/ nie radzą sobie ze
                  zmieniającą się rolą społeczną nie mają - jak piszesz - wymagań co do
                  rządzenia. Trzeba jednak zdać sobie sprawę, że te kobiety to raczej nasze
                  babcie. Kobiety młode, z racji innych oczekiwań względem życia, myślą albo
                  zaczynają mysleć inaczej. Wrócę do tego, o czym napisałam ostatnio - feminizm
                  to dla mnie ideologia, która wiąże się z przemianami gospodarczymi i
                  przedefiniowaniem ról społecznych. Nie da się odwrócić tego, że kobiety pracują
                  zawodowo, że coraz wiekszy odsetek z nich zdobywa wyższe wykształcenie itp.
                  Siłą rzeczy te czynniki powodują, że kobiety chcą, by traktowano i poważano je
                  w takim samym stopniu, co i mężczyzn.
                  >
                  > D.ark
                  • flyer Re: Feminizm???? 07.01.03, 02:36
                    d.ark napisała:

                    > Mam na myśli kulturowo uwarunkowane myślenie o tym, co
                    każdej
                    > płci "przysługuje" i do czego jest "przeznaczona".
                    Przyszło mi to do głowy po
                    > rozmowach z mężczyznami np. na temat polityki. Czuli
                    się niezręcznie, gdy
                    > okazywało się, że jakąś kwestię mogę znać lepiej, niż
                    oni. A raczej - że
                    > kobieta może wiedzieć więcej i to w sprawie tak
                    "męskiej", jak polityka.
                    > Poza tym - czy naprawdę uważasz, że nie ma jakiejś
                    segregacji w myśleniu o
                    > płciach? Chodzi mi o takie podskórne myśli, że np.
                    jakieś zachowanie kobiecie
                    > nie przystoi, a mężczyźnie tak (a przynajmniej jemu
                    "ujdzie").

                    I na odwrot ;). Ale nie mozna narzucac jednostkom
                    autonomicznym co maja myslec i sadzic. Nawet jezeli ktos
                    jest hipermadry, ale nikt go nie chce sluchac z racji
                    jego pochodzenia spolecznego, to nie ma on prawa zmuszac
                    innych do sluchania.

                    > Różnica jest zasadnicza - kobiety stanowią około 50%
                    społeczeństwa. Wskaż mi
                    > inną równie liczną grupe, która byłaby dyskryminowana.

                    Mezczyzni? ;)

                    W tej dyskryminacji mowa oczywiscie o ekonomii? Bo na
                    przyklad o polityce nie moge tego powiedziec.
                    Ugrupowaniom bedacym strukturami demokratycznymi nie
                    mozna narzucac zasad dzialania w zakresie doboru
                    czlonkow. Bez obrazy, ale niepelnosprawni na zasadzie
                    procentu w populacji tez mogliby zadac proporcjonalnego
                    udzialu w polityce itd.

                    To jest tylko biologizm i dazenie do utopijnego swiata
                    rownosci we wszystkim.

                    > Twoje teorie są coraz bardzie interesujące. "Feministka
                    to bardziej subiektywna
                    >
                    > kobieta...hmmm.... :))

                    A dlaczego nie --> dazenia feministyczne wynikaja
                    wylacznie z otoczki kulturowej zwierzecia zwanego homo
                    sapiens. Jaki obraz kultury takie i dazenia, podstawowy
                    material czyli kobieta pozostaja niezmienne.


                    > Nie da się odwrócić tego, że kobiety pracują
                    >
                    > zawodowo, że coraz wiekszy odsetek z nich zdobywa
                    wyższe wykształcenie itp.
                    > Siłą rzeczy te czynniki powodują, że kobiety chcą, by
                    traktowano i poważano je
                    > w takim samym stopniu, co i mężczyzn.

                    A mezczyzni, zeby kobiety traktowaly ich (statystycznie)
                    w takim samym stopniu jak same tego wymagaja od mezczyzn.
                    Czy to nie zabawne --> to kto w koncu k.. zrobi ten obiad :).
                    Zreszta nigdy bym nie smial zadan powrotu Pan do domow
                    --> jako nieodrodne dziecie nowych czasow wymagam, zeby
                    kobieta byla samowystarczalna finansowo! ;)
                    Flyer
                    • d.ark Re: Feminizm???? 07.01.03, 18:57
                      flyer napisał:

                      > d.ark napisała:
                      >
                      > Poza tym - czy naprawdę uważasz, że nie ma jakiejś
                      > segregacji w myśleniu o
                      > > płciach? Chodzi mi o takie podskórne myśli, że np.
                      > jakieś zachowanie kobiecie
                      > > nie przystoi, a mężczyźnie tak (a przynajmniej jemu
                      > "ujdzie").
                      >
                      > I na odwrot ;). Ale nie mozna narzucac jednostkom
                      > autonomicznym co maja myslec i sadzic. Nawet jezeli ktos
                      > jest hipermadry, ale nikt go nie chce sluchac z racji
                      > jego pochodzenia spolecznego, to nie ma on prawa zmuszac
                      > innych do sluchania.

                      To nie jest kwestia narzucania myślenia - zwracam poprzez swoje wypowiedzi
                      uwagę na to, że jeśli jakieś zmiany mają się dokonać, to musi to zostać
                      przedefiniowane w podstaw - w mentalności. Wszystkie dyskusje na temat
                      feminizmu są zwykle burzliwe (vide to forum :), ponieważ ciągle (i jeszcze
                      długo tak bedzie) feminizm jest traktowany jak dziwna ideologia wojowniczych
                      bab. Feminizm nie narzuca myślenia, pokazuje po prostu odmienne spojrzenie na
                      kwestię płci, z czym ciągle - jak widać - wielu się nie zgadza.
                      Poza tym mam wrażenie, że debaty (burzliwe) z mężczyznami na temat feminizmu
                      wynikają z tego, że nie można tej ideologii odmówić wiele słuszności, a tego z
                      kolei boją się mężczyźni i bronią się atakując. :)

                      > W tej dyskryminacji mowa oczywiscie o ekonomii?

                      O ekonomii i obyczajowiści (głównie).

                      Bo na
                      > przyklad o polityce nie moge tego powiedziec.
                      > Ugrupowaniom bedacym strukturami demokratycznymi nie
                      > mozna narzucac zasad dzialania w zakresie doboru
                      > czlonkow. Bez obrazy, ale niepelnosprawni na zasadzie
                      > procentu w populacji tez mogliby zadac proporcjonalnego
                      > udzialu w polityce itd.

                      Mówisz o parytecie i w tej kwestii się z Tobą zgadzam. Jest to jeden z tych
                      tematów feminizmu, z którym się nie do końca zgadzam. Odgórne ustalanie, jak
                      powinien procentowo wyglądać skład partii czy sejmu, jest absurdem. W końcu
                      założenie jest takie, że wybieramy mądrych i odpowiedzialnych (cholera, czemu w
                      ogóle to nie pasuje do polskiej sceny politycznej?), a nie dlatego, że tak
                      nakazuje ustalony parytet. Dla mnie problem tkwi w tym, że mentalnie nie
                      dorośliśmy jako społeczeństwo do uznawania kobiety za równą kompetencjami w
                      polityce mężczyźnie oraz w tym, że w myśleniu potocznym polityka to nie do
                      końca teren działań kobiety. Stąd ciągle zbyt mała ilość kobiet
                      zainteresowanych udziałem w tej dziedzinie państwa.
                      >
                      > To jest tylko biologizm i dazenie do utopijnego swiata
                      > rownosci we wszystkim.

                      NIEPRAWDA. Powiedz mi więc wprost - uznajesz prymat mężczyzn w życiu
                      społecznym, politycznym i gospodarczym, bo "natura" tak chce. Dążenie zaś
                      kobiet do takich samych szans jest sprzeczne z ową "naturą" i "konstytucją
                      psychiczną kobiet". Jeśli takie jest Twoje stanowisko, to możemy zakończyć
                      wymianę poglądów, bo mija się ona z celem - Ty twardo stoisz na swoim
                      stanowisku, a mnie się nie chce walczyć z wiatrakami. :)
                      > >
                      > > Siłą rzeczy te czynniki powodują, że kobiety chcą, by
                      > traktowano i poważano je
                      > > w takim samym stopniu, co i mężczyzn.
                      >
                      > A mezczyzni, zeby kobiety traktowaly ich (statystycznie)
                      > w takim samym stopniu jak same tego wymagaja od mezczyzn.

                      Słowem - czujesz się dyskryminowany! Nie chcesz może założyć grupy dyskusyjnej
                      na ten temat? Mogłoby się raptem okazać, że żyjemy w matrialchalnym
                      społeczeństwie. :)
                      Myślę, że błędnie wyciągasz wnioski klasyfikując feminizm jako ideologię wrogą
                      mężczyznom. Nie przeciw mężczyznom się walczy, a przeciw jednostronnemu
                      systemowi, który broni się przed faktami (np. takimi, że średnio o 30% jest
                      niższa pensja kobiet w stosunku do mężczyzn pracujących na tym samym
                      stanowisku).


                      > Czy to nie zabawne --> to kto w koncu k.. zrobi ten obiad :).

                      Zróbmy go wspólnie - Ty robisz sałatkę, a ja obieram ziemniaki. ;)

                      Pozdrawiam
                      D.ark
                      • flyer Re: Feminizm???? 08.01.03, 01:12
                        d.ark napisała:

                        > Wszystkie dyskusje na temat
                        > feminizmu są zwykle burzliwe (vide to forum :),
                        ponieważ ciągle (i jeszcze
                        > długo tak bedzie) feminizm jest traktowany jak dziwna
                        ideologia wojowniczych
                        > bab.

                        Bo to jest ideologia.

                        > Feminizm nie narzuca myślenia, pokazuje po prostu
                        odmienne spojrzenie na
                        > kwestię płci, z czym ciągle - jak widać - wielu się nie
                        zgadza.

                        Trudno sie zgadzac z wizja jednorodnego swiata w
                        niejednorodnym swiecie ;).

                        > NIEPRAWDA. Powiedz mi więc wprost - uznajesz prymat
                        mężczyzn w życiu
                        > społecznym, politycznym i gospodarczym, bo "natura" tak
                        chce.

                        Ja juz zbabialem i nawet zgodze sie na prymat kobiety
                        (przynajmniej zniknie fasada patriarchalnosci) ale pod
                        warunkiem, ze przejma one to czego wymagaly od mezczyzn.
                        Ja tam moge sobie siedziec w domu i gary myc ;).

                        Dążenie zaś
                        > kobiet do takich samych szans jest sprzeczne z ową
                        "naturą" i "konstytucją
                        > psychiczną kobiet". Jeśli takie jest Twoje stanowisko,
                        to możemy zakończyć
                        > wymianę poglądów, bo mija się ona z celem - Ty twardo
                        stoisz na swoim
                        > stanowisku, a mnie się nie chce walczyć z wiatrakami. :)

                        Nie zmienie stanowiska, bo jest to stanowisko obronne,
                        ktore przyjmuje na widok wszelkiej masci krzykaczy (o
                        przepraszam z racji poprawnosci politycznej --> i
                        krzykaczek). Ale do uznania nizszosci biologicznej
                        kobiety mi daleko. Po prostu uwazam, ze kobieta jest tym
                        samym gatunkiem biologicznym co mezczyzna, a to ze jedne
                        sie burza inne siedza cicho nie jest efektem przyjecia
                        obcych sprawiedliwosci spolecznej norm kulturowych, tylko
                        ich wyborem wynikajacym z roznic w osobowosci, podatnosci
                        na lek, ryzyko itd.

                        > Słowem - czujesz się dyskryminowany! Nie chcesz może
                        założyć grupy dyskusyjnej
                        > na ten temat? Mogłoby się raptem okazać, że żyjemy w
                        matrialchalnym
                        > społeczeństwie. :)

                        A to juz od dawna wiadomo --> w nowozytnych czasach
                        conajmniej od "Moralnosci Pani Dulskiej" ;).

                        > Zróbmy go wspólnie - Ty robisz sałatkę, a ja obieram
                        ziemniaki. ;)

                        Nie wyjdzie --> tak to jest jak obowiazki sa
                        "niemierzalne" a obie strony nastawione
                        roszczeniowo-obronnie. W dziecinstwie ojciec tak nami
                        (mna i bratem) dyrygowal przy robieniu obiadow --> zawsze
                        ktorys z nas mial pretensje o to, ze ten drugi mial mniej
                        do roboty ;).

                        Flyer
                        • d.ark Re: Feminizm???? 09.01.03, 21:44
                          flyer napisał:
                          >
                          > Bo to jest ideologia.

                          Owszem; może nieprecyzyjnie się wyraziłam. Chodzi mi o to, że ideologia
                          feminizmu jest z gruntu słuszna i ja się z nią zgadzam. Wypaczenia pojawiają
                          się niekiedy przy - że tak powiem - realizacji czy wcielaniu jej w życie
                          (próbie) przez jakąś grupę czy organizację feministyczną. Wtedy często się
                          okazuje, że dana grupa przyciąga kobiety o bardzo ekstremalnych poglądach, dla
                          których hasłem naczelnym jest "facet twój wróg". Dlatego o ile zgadzam się z
                          ideologią, o tyle często zdarza się, że jestem zniesmaczona jakimś jednostkowym
                          wcielaniem jej w życie. Przez jakiś czas bywałam na spotkaniach feministek, ale
                          dałam sobie spokój, gdy okazało się, że kobitki leczą jakieś swoje kompleksy i
                          wygłaszają poglądy, z którymi się nie zgadzam (bo dla mnie były już
                          nadinterpretacją ideologii).
                          >
                          >
                          > Trudno sie zgadzac z wizja jednorodnego swiata w
                          > niejednorodnym swiecie ;).

                          Mam wrażenie, że ogólnie chyba się jednak zgadzamy:). Chodzi zasadniczo nie o
                          samą ideologię, a o poglądy głoszone przez poszczególone osoby czy grupy.
                          Feminizm przecież nie jest ideologią wrogą mężczyznom ani nie predystynuje do
                          matriarchatu. Mówi raczej o tym, by do tej różnorodnej rzeczywistości dopuścić
                          kobiety na równych prawach.
                          >
                          > Ja juz zbabialem i nawet zgodze sie na prymat kobiety
                          > (przynajmniej zniknie fasada patriarchalnosci) ale pod
                          > warunkiem, ze przejma one to czego wymagaly od mezczyzn.
                          > Ja tam moge sobie siedziec w domu i gary myc ;).

                          Myślisz, że współczesna kobieta żąda tych samych praw, co i mężczyzna, przy
                          jednoczesnym pragnieniu, by on nadal pełnił tradycyjną rolę i: ochraniał,
                          wbijał gwoździe, dobrze zarabiał i był szefem firmy marketingowej? :)
                          A nie sądzisz też, że współczeny mężczyzna chciałby, by jego kobieta była
                          samodzielna finansowo, miała zainteresowania, przy jednoczesym pragnieniu, by
                          zajmowała się domem, gotowała, sprzątała...
                          Nie sądzisz, że to niedoprecyzowanie potrzeb dotyczy obu płci? Przy czym
                          wystarczy popatrzeć na wyniki badań psychologicznych, by przekonać się o tym,
                          że równość, owszem, ale jeśli kobieta zarabia więcej, niż jej mężczyzna, to
                          zaczynają pojawiać się problemy u tego mężczyzny, związane z poczuciem własnej
                          wartości i samooceny.
                          >
                          > Nie zmienie stanowiska, bo jest to stanowisko obronne,
                          > ktore przyjmuje na widok wszelkiej masci krzykaczy (o
                          > przepraszam z racji poprawnosci politycznej --> i
                          > krzykaczek).

                          No to chyba doszliśmy do jakiegoś konsensusu (patrz wyżej) :)

                          a to ze jedne
                          > sie burza inne siedza cicho nie jest efektem przyjecia
                          > obcych sprawiedliwosci spolecznej norm kulturowych, tylko
                          > ich wyborem wynikajacym z roznic w osobowosci, podatnosci
                          > na lek, ryzyko itd.

                          Wiesz, dyskusje nt. feminizmu najczęściej koncentrują się wokół tego, co w
                          płciach biologiczne, czyli niezmienne i to, co kulturowe, czyli podlegające
                          modyfikacjom. W związku z tym, że od początku właściwie kultura była
                          zorientowana na mężczyzn, wychowanie dziewczynek i chłopców przebiegało (i
                          przebiega przecież)inaczej. Inne cechy aprobowano i wydobywano w chłopcach,
                          inne w dziewczynkach. Trudno więc powiedzieć, co by się stało, gdyby proces
                          wychowawczy był odwrócony. Może mielibyśmy w większości przebojowe, ambitne,
                          gotowe do podjęcia ryzyka kobiety i mężczyzn o niższych aspiracjach,
                          odnajdujących się najlepiej w roli podwładnego, a nie przełożonego itp. Trudno
                          więc orzec, czy to biologia czy kultura decyduje o osobowościach. Raczej
                          byłabym skłonna uznać, że kultura jest determinująca.
                          Dziś rozmawiałam na ten temat z kumpelą - ciekawie się powyższe rozważania
                          przedstawiają np. w przypadku historii ubioru i badaniach na dzieciach
                          dotyczących identyfikacji płciowej od najmłodszych lat. Jak będziesz
                          zainteresowany, przedstawię Ci to szczegółowiej.
                          >
                          > Mogłoby się raptem okazać, że żyjemy w
                          > matrialchalnym
                          > > społeczeństwie. :)
                          >
                          > A to juz od dawna wiadomo --> w nowozytnych czasach
                          > conajmniej od "Moralnosci Pani Dulskiej" ;).

                          :P
                          >
                          > > Zróbmy go wspólnie - Ty robisz sałatkę, a ja obieram
                          > ziemniaki. ;)
                          >
                          > Nie wyjdzie --> tak to jest jak obowiazki sa
                          > "niemierzalne" a obie strony nastawione
                          > roszczeniowo-obronnie. W dziecinstwie ojciec tak nami
                          > (mna i bratem) dyrygowal przy robieniu obiadow --> zawsze
                          > ktorys z nas mial pretensje o to, ze ten drugi mial mniej
                          > do roboty ;).

                          Och, wiesz, ja jednak sądzę, że kobieta i mężczyzna są w stanie dojść ze sobą
                          do ładu i sprawić, by ich związek nie wyglądał jak wieczne darcie kotów. Ale to
                          już nie podpada pod to forum dyskusyjne. :))

                          Szwankuje mi sieć w domu, więc jeśli masz ochotę kontynuować tę naszą rozmowę,
                          to może się okazać, że dopiero po weekendzie.

                          Pozdrawiam
                          D.ark

                          • flyer Re: Feminizm???? 10.01.03, 03:19
                            d.ark napisała:

                            > flyer napisał:
                            > >
                            > > Bo to jest ideologia.
                            >
                            > Owszem; może nieprecyzyjnie się wyraziłam. Chodzi mi o
                            to, że ideologia
                            > feminizmu jest z gruntu słuszna i ja się z nią zgadzam.

                            Ideologia odwolujaca sie do okreslonej grupy spolecznej
                            nigdy nie bedzie sluszna, wlasnie z racji "wypaczen" i
                            jej bezwladnosci --> bez okreslonych granic (ktorych nie
                            ma) nie wie kiedy sie zatrzymac. Ideologia odwolujaca sie
                            do zasad, nazwe je etycznych, tak, choc przewaznie
                            okazuje sie, ze sa to zasady widziane tylko z pozycji
                            jednej grupy spolecznej --> patrz pierwsze zdanie ;).

                            Dodatkowo - kobiety slusznie oskarzaja czesc mezczyzn o
                            dominacje fizyczna. Problem polega na tym, ze jest to
                            dominacja przypisana do okreslonej plci. Pytanie - czy
                            gdyby kobiety mogly dominowac fizycznie, to czy nie bylo
                            by maskulinizmu --> jezeli odpowiedz brzmi TAK, to
                            zaprzecza to bezinteresownosci feminizmu --> w takiej
                            postaci jest to tylko substytut meskiej dominacji fizycznej.

                            > Mam wrażenie, że ogólnie chyba się jednak zgadzamy:).
                            Chodzi zasadniczo nie o
                            > samą ideologię, a o poglądy głoszone przez
                            poszczególone osoby czy grupy.

                            Chodzi glownie o to, ze ideologia zawiera stwierdzenia
                            --> "kobieta jest rowna mezczyznie". Samo stwierdzenie
                            jest juz irracjonalnie z przyczyn opisanych we
                            wczesniejszych postach, bo odnosi sie do jakiegos
                            nieznanego idealu. Nawet odnoszac sie tylko do mezczyzn
                            nie mozna stwierdzic "mezczyzna jest rowny mezczyznie",
                            nie mozna stwierdzic, ze jeden mezczyzna jest traktowany
                            identycznie jak inny mezczyzna itd. Same podstawy, na
                            ktorych opiera sie feminizm sa wadliwe, bo odwoluja sie
                            do czegos nieistniejacego a nie do zasad etycznych.

                            > Mówi raczej o tym, by do tej różnorodnej rzeczywistości
                            dopuścić
                            > kobiety na równych prawach.

                            I znow --> co to sa rowne prawa (jezeli pomine sztywny
                            parytet). Czy jezeli istnieje grupa 5 kierownikow
                            rozmawiajacych ze soba, to kobieta powinna miec
                            zagwarantowane 20% czasu rozmowy. A inni uczestnicy grupy?
                            Osobiscie nie mam szczegolnych preferencji plciowych
                            dotyczacych rozmowy (choc istnieje roznica w sposobie i
                            tematach rozmowy z kobietami i mezczyznami), ale nie
                            wyobrazam sobie zeby ktos odgornie byl w stanie to zmienic.

                            >
                            > Myślisz, że współczesna kobieta żąda tych samych praw,
                            co i mężczyzna, przy
                            > jednoczesnym pragnieniu, by on nadal pełnił tradycyjną
                            rolę i: ochraniał,
                            > wbijał gwoździe, dobrze zarabiał i był szefem firmy
                            marketingowej? :)

                            TAK

                            > A nie sądzisz też, że współczeny mężczyzna chciałby, by
                            jego kobieta była
                            > samodzielna finansowo, miała zainteresowania, przy
                            jednoczesym pragnieniu, by
                            > zajmowała się domem, gotowała, sprzątała...

                            Co do sprzatania --> kobiety maja chyba wiekszego hopla
                            na punkcie porzadku, wiec dlaczego flejtuchowaty osobnik
                            plci meskiej ma zadosc uczynic pragnieniom
                            wyemancypowanej i samodzielnej (podkreslam) kobiety? ;)

                            > Nie sądzisz, że to niedoprecyzowanie potrzeb dotyczy
                            obu płci? Przy czym
                            > wystarczy popatrzeć na wyniki badań psychologicznych,
                            by przekonać się o tym,
                            > że równość, owszem, ale jeśli kobieta zarabia więcej,
                            niż jej mężczyzna, to
                            > zaczynają pojawiać się problemy u tego mężczyzny,
                            związane z poczuciem własnej
                            > wartości i samooceny.

                            Chyba nie probujesz udowodnic, ze na przyklad wiekszosc
                            zwierzat to uposledzone spolecznie gatunki, bo samiec
                            jest tam przywodca stada?
                            Ja wiem, KULTURA, SPOLECZENSTWO itp. duperele, czlowiek
                            to istota inteligentna itd. Moze trzeba troche czlowieka
                            przedefiniowac i obedrzec z udawanej kultury, zeby nie
                            puszyl sie jak paw, ze taki madry i samodzielny? ;)

                            Ostatnio w GW byl artykul o przejawach kultury wsrod malp
                            (na podstawie definicji skrojonej na miare
                            czlowieczenstwa) --> a moze to co przyjelo sie nazywac
                            kultura w czesci jest tylko zwierzecym odruchem
                            bezwarunkowym?

                            > Och, wiesz, ja jednak sądzę, że kobieta i mężczyzna są
                            w stanie dojść ze sobą
                            > do ładu i sprawić, by ich związek nie wyglądał jak
                            wieczne darcie kotów.

                            Tak pod warunkiem, ze ona nie jest wojujaca feministka :).


                            Flyer
                            • d.ark Re: Feminizm???? 12.01.03, 20:19
                              flyer napisał:

                              > d.ark napisała:
                              >
                              > > flyer napisał:
                              > > >
                              > > > Bo to jest ideologia.
                              > >
                              > > Owszem; może nieprecyzyjnie się wyraziłam. Chodzi mi o
                              > to, że ideologia
                              > > feminizmu jest z gruntu słuszna i ja się z nią zgadzam.
                              >
                              > Ideologia odwolujaca sie do okreslonej grupy spolecznej
                              > nigdy nie bedzie sluszna, wlasnie z racji "wypaczen" i
                              > jej bezwladnosci --> bez okreslonych granic (ktorych nie
                              > ma) nie wie kiedy sie zatrzymac. Ideologia odwolujaca sie
                              > do zasad, nazwe je etycznych, tak, choc przewaznie
                              > okazuje sie, ze sa to zasady widziane tylko z pozycji
                              > jednej grupy spolecznej --> patrz pierwsze zdanie ;).
                              >
                              > Dodatkowo - kobiety slusznie oskarzaja czesc mezczyzn o
                              > dominacje fizyczna. Problem polega na tym, ze jest to
                              > dominacja przypisana do okreslonej plci. Pytanie - czy
                              > gdyby kobiety mogly dominowac fizycznie, to czy nie bylo
                              > by maskulinizmu --> jezeli odpowiedz brzmi TAK, to
                              > zaprzecza to bezinteresownosci feminizmu --> w takiej
                              > postaci jest to tylko substytut meskiej dominacji fizycznej.
                              >
                              > > Mam wrażenie, że ogólnie chyba się jednak zgadzamy:).
                              > Chodzi zasadniczo nie o
                              > > samą ideologię, a o poglądy głoszone przez
                              > poszczególone osoby czy grupy.
                              >
                              > Chodzi glownie o to, ze ideologia zawiera stwierdzenia
                              > --> "kobieta jest rowna mezczyznie". Samo stwierdzenie
                              > jest juz irracjonalnie z przyczyn opisanych we
                              > wczesniejszych postach, bo odnosi sie do jakiegos
                              > nieznanego idealu. Nawet odnoszac sie tylko do mezczyzn
                              > nie mozna stwierdzic "mezczyzna jest rowny mezczyznie",
                              > nie mozna stwierdzic, ze jeden mezczyzna jest traktowany
                              > identycznie jak inny mezczyzna itd. Same podstawy, na
                              > ktorych opiera sie feminizm sa wadliwe, bo odwoluja sie
                              > do czegos nieistniejacego a nie do zasad etycznych.
                              >
                              > > Mówi raczej o tym, by do tej różnorodnej rzeczywistości
                              > dopuścić
                              > > kobiety na równych prawach.
                              >
                              > I znow --> co to sa rowne prawa (jezeli pomine sztywny
                              > parytet). Czy jezeli istnieje grupa 5 kierownikow
                              > rozmawiajacych ze soba, to kobieta powinna miec
                              > zagwarantowane 20% czasu rozmowy. A inni uczestnicy grupy?
                              > Osobiscie nie mam szczegolnych preferencji plciowych
                              > dotyczacych rozmowy (choc istnieje roznica w sposobie i
                              > tematach rozmowy z kobietami i mezczyznami), ale nie
                              > wyobrazam sobie zeby ktos odgornie byl w stanie to zmienic.
                              >
                              > >
                              > > Myślisz, że współczesna kobieta żąda tych samych praw,
                              > co i mężczyzna, przy
                              > > jednoczesnym pragnieniu, by on nadal pełnił tradycyjną
                              > rolę i: ochraniał,
                              > > wbijał gwoździe, dobrze zarabiał i był szefem firmy
                              > marketingowej? :)
                              >
                              > TAK
                              >
                              > > A nie sądzisz też, że współczeny mężczyzna chciałby, by
                              > jego kobieta była
                              > > samodzielna finansowo, miała zainteresowania, przy
                              > jednoczesym pragnieniu, by
                              > > zajmowała się domem, gotowała, sprzątała...
                              >
                              > Co do sprzatania --> kobiety maja chyba wiekszego hopla
                              > na punkcie porzadku, wiec dlaczego flejtuchowaty osobnik
                              > plci meskiej ma zadosc uczynic pragnieniom
                              > wyemancypowanej i samodzielnej (podkreslam) kobiety? ;)
                              >
                              > > Nie sądzisz, że to niedoprecyzowanie potrzeb dotyczy
                              > obu płci? Przy czym
                              > > wystarczy popatrzeć na wyniki badań psychologicznych,
                              > by przekonać się o tym,
                              > > że równość, owszem, ale jeśli kobieta zarabia więcej,
                              > niż jej mężczyzna, to
                              > > zaczynają pojawiać się problemy u tego mężczyzny,
                              > związane z poczuciem własnej
                              > > wartości i samooceny.
                              >
                              > Chyba nie probujesz udowodnic, ze na przyklad wiekszosc
                              > zwierzat to uposledzone spolecznie gatunki, bo samiec
                              > jest tam przywodca stada?
                              > Ja wiem, KULTURA, SPOLECZENSTWO itp. duperele, czlowiek
                              > to istota inteligentna itd. Moze trzeba troche czlowieka
                              > przedefiniowac i obedrzec z udawanej kultury, zeby nie
                              > puszyl sie jak paw, ze taki madry i samodzielny? ;)
                              >
                              > Ostatnio w GW byl artykul o przejawach kultury wsrod malp
                              > (na podstawie definicji skrojonej na miare
                              > czlowieczenstwa) --> a moze to co przyjelo sie nazywac
                              > kultura w czesci jest tylko zwierzecym odruchem
                              > bezwarunkowym?
                              >
                              > > Och, wiesz, ja jednak sądzę, że kobieta i mężczyzna są
                              > w stanie dojść ze sobą
                              > > do ładu i sprawić, by ich związek nie wyglądał jak
                              > wieczne darcie kotów.
                              >
                              > Tak pod warunkiem, ze ona nie jest wojujaca feministka :).
                              >
                              >
                              > Flyer
    • Gość: EWOK Re: Feminizm???? IP: *.acn.waw.pl 03.01.03, 21:39
      flyer napisał:

      > Zachodze w glowe po co istnieje isntytucja feminizmu.
      >
      > 1. Faceci nie maja tego problemu --> jezeli ktos im
      > podpada to sie organizuja pod haslem zwalczania
      > problemu a nie szukania nierownosci "pciowej".

      A co w sytuacji kiedy nierówność płciowa jest właśnie tym problemem?
      >
      > 2. Jakos nigdy nie widzialem "kina meskiego",
      > "literatury meskiej". Po co w takim razie kino kobiece
      > i literatura kobieca. Przeciez takie sformulowania od
      > razu stawiaja ja/je jako cos odrebnego a nie
      > przynaleznego kulturze.
      >
      Nie bardzo rozumiem to rozróżnienie. Czy literatura kobieca to wszystkie
      książki napisane przez kobiety? Czy siostry Bronte były feministkami? Czy
      filmy Agnieszki Holland mam uznać za feministyczne, bo zostały zrobione przez
      kobietę? Chętniej uznałabym za takie kino Almodovara - widzę w nim więcej
      feminizmu niż u Holland. A co z erotycznymi "dziełami" filmowymi opartymi na
      założeniu, że każda kobieta marzy o gwałcie, najlepiej zbiorowym? Czy to kino
      uniwersalne skierowane równo do widzów obojga płci? Czy filmy z Jean Claudem
      Van Dammem są "męskie", a filmy z Hugh Grantem "kobiece"? Czy wszystko, co
      niezaszufladkowane - nie istnieje?
      >
    • jovan_a Re: Feminizm???? 04.01.03, 10:26
      flyer napisał:


      > Jakos nigdy nie widzialem
      > "literatury meskiej".

      polecam E. Hemingway'a - typ "kobiety - głupiej blondynki" powstał przynajmniej
      częściowo pod wpływem jego obserwacji i wywodów
      kobieta Hemingway'owska: głupia, płytka, służąca do ozdoby - ale i tak muleta i
      strzelba są ważniejsze

      pozdr - zdeklarowana_przeciwniczka_feminizmu_i
      _nazywania_rzecz_i_zjawisk_bez_potrzeby
      • flyer Re: Feminizm???? 12.01.03, 01:08
        Ale nikt nie tworzy z takich ksiazek specjalnej klasy w
        ksiegarni. O to mi chodzilo --> o tworzenie malych gett
        feministycznych, a nie o tresc --> bo te moga byc rozne i
        u mezczyzn i u kobiet.

        Flyer

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka