Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Niewidoczne dziecko

    06.04.10, 21:27
    Czy jest wśród Was ktoś, kogo można było w dzieciństwie określić mianem
    ,,niewidoczne dziecko" lub ,,dziecko we mgle" i czy odczuwacie skutki swego
    zachowania w dorosłym życiu?

    Ja dzisiaj sobie wyraźnie uświadomiłam, jaka jestem mało ważna dla innych
    ludzi, jestem jak powietrze, mogłabym się w nim rozpłynąć, a nikt by nie
    zauważył, że mnie nie ma. Moja znajoma powtórzyła mi rozmowę z moim byłym
    uczniem, podczas której zapytała go, kogo najbardziej pamięta z nauczycielek,
    okazało się, że pamięta woźne, nauczycielki, które go uczyły miesiąc, dwa,
    nawet te, które wcale nie miały z nim do czynienia, tylko mnie nie pamięta, a
    byłam jego wychowawczynią 4 lata, wiele pracy włożyłam wtedy w to dziecko,
    tego chłopca szczególnie lubiłam i często z nim rozmawiałam. Zdałam sobie
    sprawę, że ja dla wszystkich ludzi jestem taka nijaka i nie mam pomysłu na to,
    żeby być widoczna.
    Obserwuj wątek
      • dul-cynea Re: Niewidoczne dziecko 07.04.10, 07:01
        Ja byłam niewidocznym dzieckiem, nikt nie zwracał na mnie uwagi. Dziś mam niskie
        poczucie wartości, często sama sobie szkodzę, bo nie wierzę, że mogę zasługiwać
        na coś dobrego.
        • guzmania Re: Niewidoczne dziecko 07.04.10, 08:42
          Ja też byłam niewidocznym dzieckiem, cichym, spokojnym , nie
          wadzącym nikomu. Z czasem uświadomiłam sobie jak bardzo byłam też
          samotna i często wołałam o pomoc, wsparcie kogoś bliskiego, kogoś
          kogo praktycznie nigdy nie było przy mnie.
          Dziś dla mnie wciąż najważniejsze jest wsparcie, którego wcześniej
          nie otrzymałam. Staram się być widoczna, wyrazna poprzez swój
          światopogląd, wyznaczanie granic, podejmowanie deczyji i decydowaniu
          o sobie i własnym życiu. I nabieram coraz większego szacunku do
          siebie.
      • vega_82 Re: Niewidoczne dziecko 10.04.10, 23:17
        Witam, też okresliłambym siebie jako niewidoczne dziecko i jednocześnie bohatera i
        kozła ofiarnego własnej rodziny... Jestem DDA i jednocześnie DDD.Od dziecka
        poukładana, cicha , zamknięta, wzorowa, ambitna uczennica i przykład dla
        rówieśników. Taka sobie cicha i pokorna .... Zawsze w ciszy i czterech ścianach
        przeżywająca wszystkie dramaty powodowane przez ojca alkoholika. Nigdy się nie
        skarżyłam nokomu, bo się wstydziłam...czyli taki ot sobie klasyczny przykład. Nie
        wiem skąd bierze się w nas , we mnie takie chore niestety poczucie misji ratowania
        rodzxiny, bycia psychoogiem własnej mamy. W domu byłam świadkiem przemocy
        fizycznej, psychicznej i seksualnej wobec mamy.Mama była tym rodzicem niepijącym i
        pozytywnym wzorcem, bo się starała , poświęcała. Jednak odo momentu, kiedy
        wyjechała na studia do innego miasta wszystko zaczęło podupadać, dom , relacje,
        sytuacja finansowa no i mama. W momencie, kiedy kończyłam studia wszystko runęło.
        Mama z powodu choroby straciła pracę i trafiła do szpitala psychiatrycznego z
        ciężką depresją i oznakami uzależnienia od silnych leków psychotropowych (okazało
        się również, że ojciec nakłaniał ją do picia alkoholu i w najgorszych momentach
        choroby ulegał, a leki + alkohol...no nie trudno się domyśleć), dom i rodzina się
        rozpadł i mimo, że od tamtych wydarzeń minęły 3 lata ja nie mogę się pozbierać -
        ta cała sytuacja bardzo wpłynęła na moje plany życiowe, które praktycznie
        runęły.Przez jakiś czas nie miałam się gdzie podziać po studiach, bo tak naprawdę
        to ja zrobiłam poważny błąd...wróciłąm do domu , żeby może jakoś to posklejać,
        musiałm szybko znależć pracę i jakiś czas utrzymywałam rodzinę.Te wszystkie
        wydarzenia z przeszłości i to co się wydarzyło bardzo wyczerpały mnie fizycznie i
        psychicznie. Moja rodzina i dom rodzinny przestał istnieć, mama obecnie nadal się
        leczy i podjęła decyzję o rozwodzie... czyyli jeszcze dużo przed namiu. Co do
        mnie... wyjechałam, mieszkam i pracuję w innym mieście, święta spędzam sama, nie
        mam tu rodziny,jedynie kilkoro znajomych z czasów studenckich, udaję twardą. Z
        perspektywy czasu odkrywam swoje błędy, moje relacją z mamą nie były poprawne
        i "prawidłowe", bo ograniczły się najczęściej do przezywania alkoholowych ekscesów
        ojca i próby ogarnięcia naszej martyrologii... Radykalne oddzielenie to dla mnie
        jedyne ratunek, uwierz mi , że otwiraja mi się oczy, które do tej pory były
        szeroko....zamknięte. Czuję się jak sierota,mimo, że rodzice zyją. Moje sprawy
        zawsze były na drugim planie i wobec domowych tragedii wydawały się nieważne, a
        były ważne.
        To wszystko na dziś, jeśli starczy mi czasu i ogarnę w jakiś logiczny sposób myśli
        napiszę kiedyś, jak to jest ,że jestem sama i samotna , a bliskość mężczyzny lub
        bycie z kimś jest dla mnie niewykonalne.
        Dziś bardzo cenię ciszę i spokój, ale bardzo potrzebuje jakieś trampoliny sukcesu
        osobistego lub zawodowego, bo czuję, że jest mi to potrzebne dla swoistej
        rekompensacji i wypełnienia jakoś tych dziur w moim życiu i emocjach...los jednak
        nie jest łaskawy albo ja taka nieudolna...
      • margaret.k Re: Niewidoczne dziecko 16.05.10, 22:44
        Cześć. Ja właśnie byłam takim niewidocznym dzieckiem i niestety
        widzę, że stałam się niewidocznym człowiekiem:(
        Od kiedy pamiętam chciałam zniknąć uciec gdzieś od ludzi. Idąc ulicą
        najbardziej pragnę, żeby ludzie mnie nie zauważyli, żeby się ze mnie
        nie wyśmiewali, bo źle wyglądam, jestem brzydko ubrana itp. I w
        efekcie tak też się dzieje - ludzie nie zwracają na mnie uwagi, nie
        jestem charakterystyczną osobą. Studiuję i mogę powiedzieć, że mało
        który wykładowca mnie pamięta z zajęć, jak przychodzi zdawać egzamin.
        Często też z pewnych niezrozumiałych dla mnie względów jestem
        pomijana, zapominana. A potem, jak zwracam komuś na to uwagę, że
        zostałam pominięta, słyszę: "Och, naprawdę, nie zauważyliśmy
        Pani/Cię?". Ciężko mi z tym i staram się to zmienić, ale czy się uda?
        • pierzchnia Re: Niewidoczne dziecko 17.05.10, 16:29
          Wciąż piszecie:JA
          Ja byłem niewidoczny
          Ja nie zasłużyłem
          Ja byłem niedoceniony
          Ja...
          To nie jest złośliwość z mojej strony-zresztą sam noszę, w sobie syndrom.
          Zależność emocjonalna od drugich powoduje, że stajemy się tacy mili, lojalni, ale to nie jest dobroć, miłość, ale nasze JA.
          Pogoń za bezpieczeństwem, którego kiedyś nie było...
          • margaret.k Re: Niewidoczne dziecko 17.05.10, 19:35
            A dlaczego mamy nie pisać "ja"? Przecież chyba właśnie o to chodzi,
            żeby się skupić bardziej na sobie, a nie na innych? Bycie niewidocznym
            to pewien sposób radzenia sobie dziecka z trudnymi sytuacjami. Nie tak
            łatwo porzucić stare przyzwyczajenia, ale jeśli Ci się udało, to
            gratuluję:).
            Nie żalę się, że byłam niedoceniona, niewidoczna, ale to boli, kiedy
            nikt Cię nie dostrzega, a Ty nie wiesz, dlaczego... Przynajmniej ja tak
            miałam...
            • pierzchnia Re: Niewidoczne dziecko 18.05.10, 13:14
              Ja nie wynoszę się nad Ciebie.
              Interesuje mnie wyłącznie mechanizm-nie cofniemy czasu,a wraz z nim szeregu sytuacji, które wpłynęły na powstały obraz.
              Wszystkie te /niezawinione/syndromy wypływają z miłości własnej i zatykanie powstałych dziur nie ma sensu-to nie rozwiązuje problemu.
              Trzeba wznieść się wyżej/co nie jest łatwe/-dokładnie tak samo jak przy alkoholizmie.
              Dziecko potrzebuje miłości-kiedy jej nie dostaje "umiera"-całe życie można nosić, w sercu tę krzywdę, a tym samym czuć głód.
              Można być wyjątkowo inteligentnym człowiekiem, ale świat uczuć rządzi się własnymi prawami...
              Można wytworzyć sztuczną sytuację, w której np. będę grał rolę czyjegoś ojca-podczas takiej rekonstrukcji ludzie często płaczą, odsłaniają swój problem-ale czy uwalniają się od niego?
              • margaret.k Re: Niewidoczne dziecko 24.05.10, 22:17
                Więc co proponujesz?
                • pierzchnia Re: Niewidoczne dziecko 25.05.10, 16:30
                  Proponuję żeby odejść od siebie, tzn. przestać się skupiać na sobie.

                  W książce "psychologiczne uwiedzenie"- można ściągnąć z chomika.
                  chomikuj.pl/golden86?fid=60559031
                  czytamy:
                  -
                  Swym ja szpuntuje tutaj każdy swoja beczkę
                  Swym ja odmierza każdą jej klepeczkę
                  Nikt tu drugiego nie czuje boleści
                  Nikt nie wie co w głowie drugiego się mieści...

                  • kat-le Re: Niewidoczne dziecko 27.05.10, 16:27
                    witam,
                    nie wiem, pewnie się nie znam, ale tak mi się zdaje ze aby spojrzec
                    na drugiego czlowieka, go zrozumiec i zobaczyć tak naprawde trzeba
                    przede wszystkim poznać siebie, a więc wlasnie skupic się na
                    owym "JA". chyba nie na darmo się mowi ze jesli nie kochasz siebie
                    to nie mozesz kochać innych (lub inaczej potrawisz kochac na tyle na
                    ile kochasz siebie). uwazam ze nie ma nic zlego w mysleniu o sobie.
                    i wcale nie tak latwo powiedziec co sie lubi i niezgubic swoich
                    potrzeb z oczu, ba choćby tylko rozeznac sie w swoich wlasnych
                    potrzebach. Wiele osob zyje wlasnie za bardzo problemmami swoich np
                    partnerow, uzalezniajac swoje samopoczucie, poczucie wartosci od
                    innych - powód: nieznają swojego "JA". Własne sprawy spychają na
                    później, potem, bo wszystko inne jest ważniejsze. Myslę ze jestem
                    taką osobą, która obecnie dużo mysli o sobie a przynajmniej się
                    staram - czuję że jestem większą egoistką niż kiedyś - ale czy to
                    źle? Hym - może z czasem osiągnę pewną równowage pomiędzy dawaniem i
                    braniem, póki co jestem samotnikiem, póki co nie jest mi z tym tak
                    tragicznie, póki co poznaję troszkę bardziej siebie równiez w tym
                    aspekcie że wcale nie chce mi się przejmować innymi i przestać być
                    egoistką.

                    Do mnie też pasuje określenie dziecko we mgle - u mnie przejawia sie
                    to w ogromnej potrzebie bycia samemu - dopiero wtedy tak naprawde
                    czuje sie swobodnie, moge zaplakac itp. Również obecnie w dorosłym
                    życiu mma takie momenty, że czuję się niewidoczna, ludzie w mojje
                    obecności potrafią mówić o mnie jakby mnie nie było i chociaż nie
                    lubię tego nadal nie wiem jak na to reagowac, udaję żę nie słyszę.
                    Paniak przy kontaktach z innymi ludzmi, a tak naprawdę poczucie
                    zagrożenia. Wycofana, nieśmiała poczęści aspołeczna. Nie umiem
                    zadawać pytań - może ktoś tak ma? Muszę sama dojśc do wielu żeczy bo
                    poprostu nie wiem jka zadać pytanie, nie wiem czego nie wiem - żeby
                    było śmiesznie, a jak juz mama zadać, czuję się winna i głupia -
                    przede wszystkim głupia.

                    pozdrawiam
                    • pierzchnia Re: Niewidoczne dziecko 04.06.10, 20:03
                      Mój znajomy to narcyz - uważa się za geniusza...
                      Totalnie uzależniony od alkoholu, z tym swoim nadętym ego, manipuluje szczególnie tymi, którzy noszą, w sobie głód emocjonalny - spełnia ich oczekiwania.
                      Czyli mamy tu do czynienia, z czymś przeciwstawnym.
                      Ten człowiek, po prostu poznał pewien mechanizm i nauczył się pociągać za sznurki.
                      Trudno odmówić mu racji skoro te działania przynoszą zamierzone efekty.
                      Dla takiego osobnika, prawdziwa wartość nie podlega manipulacji.

                      Czy każdy musi być być przebojowy?
                      Ja np.uwielbiam samotne wyprawy do lasu - wyciszenie, wejście, w medytację...
                      Nadal twierdzę, że trzeba odrzucić siebie - wznieść się wyżej - przestać bezustannie tworzyć bezsensowne introspekcje.
                      Ja przestałem się zastanawiać - słucham...
                      Nigdy się nie zawiodłem na tej formie zdobywania informacji.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka