Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Odkryłem u żony DDA

    20.05.09, 23:05
    Witam przytoczę moją sytuację:
    Proszę forumowiczów o spojrzenie obiektywne na sprawę:
    Jesteśmy po ślubie 10 lat znamy się 14. Poznaliśmy się na studiach,
    była szarą myszką, w której jednak zakochałem się od razu. Myślę, że
    z wzajemnością jednak może była to ucieczka z domu od swojej rodziny
    w ktorej były wieczne problemy. Rodzice nie kochają się (jej matka
    jest malarką i ma o sobie wysokie mniemanie, ojciec miał problemy z
    alkoholem, niejednokrotnie sąsiedzi wzywali policję). W mojej
    rodzinie wygląda to tak, że poza jednym przypadkiem nie było
    rozwodów (ewidentna wina osoby spoza rodziny) nie było innych
    problemów w skrócie sielanka. Moi rodzice byli przerażeni od
    początku sposobem traktowania ich przez teściów. U nas teściowie
    bywali 2-3 razy w roku jak sądzę z musu my tam również. Wyczówam że
    żona była tym dołowana. Stosunek jej matki zawsze pozostawał wiele
    do życzenia ale jej egoizm był dla mnie czymś niezrozumiałym.
    Po 5 latach małżeństwa zdecydowaliśmy się na dziecko. Wydawałoby
    się że moja żona odzyskuje spokój wewnętrzny i wszystko idzie w
    dobrym kierunku. Po jakimś czasie w pażdzierniku poznaliśmy sąsiadów
    są od nas młodsi o około 3 lata. On ma duży problem z alkoholem ona
    jest bardzo wybuchowa również mają dziecko. I tak po jakimś czasie
    na naszych spotkaniech zacząłem zauważać że coś jest nie tak a to
    uśmieszki a to moje nieodparte wrażenie że nakryłem ich na
    całowaniu. Postanowiłem porozmawiać z jego żoną. Nie chciała wierzyć
    i dopiero jak wyciągłem bilingi okazało się że dużo semsowali i
    rozmawiali. Oczywiście wcześniej pytałem co jest grane to mówiła że
    wszystko ok ale po tylu latach zna się już człowieka. Wkońcu
    nakryłem ich przypadkiem w kawiarni i wyciągłem że było coś między
    nimi. Ponoć znaleźli wspólny język na poziomie swoich trudnych
    rodzin.
    Powiedziałem że chcę rozwodu płacz szloch itd. powiedziała miże
    nadal mnie kocha i spróbuje to naprawić. Podobnie było u sąsiadów.
    Prosiłem ją żeby nie kontaktowała się. Zgodziła się. I od tego czasu
    wcale nie było lepiej. Ja nie mogłem pracować, ciagle o tym
    myślałem. Czasami robiłem jej niezapowiedziane wizyty w pracy a ma
    taką pracę gdzie ma możliwość kontaktu z tym człowiekiem.
    Usprawiedliwiam się tym że dawało mi to pewien spokój nie zawsze
    wiedziała że ją obserwuję i wtedy wiedziałem że jest ok. Ale tak nie
    było okazało się że do siebie dzwonią i jak jej to udowodniłem to
    przyznała że mnie nie kocha. Od razu w tamtej rodzinie nastąpiła
    taka sama sytuacja. On powiedział sąsiadce że taż jej nie kocha
    tylko kocha moją żone. Zona w tym samym dniu wyprowadziła się do
    hotelu a sąsiad pojechał za nią. Pewnie żalili się sobie co kolwiek
    to ma znaczyć.
    Ja myślę że to chemia bo nie mają raczej wielkiich perspektyw. Oboje
    mają niewielkie zarobki on ma sporo kredytów. Straciła zaufanie
    znajomych nawet jej najlepsza koleżanka i przyjaciółka jest po mojej
    stronie.
    Najgorsze jest w tym wszystkim że ucierpi nasza córeczka. Oboje ją
    strasznie kochamy. Ale cóż ja podjąłem decyzję o rozwodzie chociaż
    będzie to długo trwało. Adwokat powiedział że na razie nie mamy
    szans na rozwód bo nie było dosyć długiego okresu separacji. Oboje z
    żoną chcemy załatwić to polubownie chociaż ona była chyba zaskoczona
    moim zdecydowanym działaniem.
    Z różnych źródeł słyszałem że ona mówiła że ją ograniczam ale nie ma
    do tego żadnych podstaw. Teraz ma kłopoty finansowe tzn. szuka
    mieszkania chce wziąć kredyt ale z jej zarobkami jest to wątpliwe.

    W sumie jest mi jej żal, chyba jeszcze ją kocham ale wiem że przez
    ten ostatni okres jej próby ja bardzo świrowałem tzn miałem
    przeczucia i było mi bardzo ciężko nie mogłem jej dogodzić swoim
    zachowaniem. Zbyt dużo przytuleń i pocałunków- źle, utwierdzanie jej
    w przekonaniu że ją kocham-źle, obojętność -źle. Później przyznała
    że cały czas mięli ze sobą kontakt. Więc rozumiem skąd to
    zachowanie. Tamci też się rozwodzą.
    A byliśmy przez wszystkich przez te lata odbierani jako idealna para
    ona nieco szalona ja twardo stąpający po ziemi. Powiem że była to
    moja jedyna miłość i nadal jest ale ja dłużej bym nie mógł żyć w
    niepewności. Pewnie potrwa to z miesiąc może dwa i przejżą na oczy
    ile osób skrzywdzili a zwłaszcza dzieci ale ja już nie dam jej
    trzeciej sznsy bo skoro mamy się męczyć w małżeństwie i dziecko ma
    to widzieć to chyba lepiej żyć osobno ale w przyjacielskich
    relacjach opiekując się naprzemiennie córeczką.
    Sorry że tak długo ale inaczej nie można napiszcie może jakiś
    komentarz będę wdzięczny bo jest mi strasznie ciążko.
    Dzięki Konstancji wiem już o co chodzi.
    Ona ma ten syndrom ale wiem że nie podda się terapi choćby po to
    żeby mi zrobić na złość. Teraz kiedy wiem że mieszka z tym gościem
    chce mi zabrać córkę. I co dalej schemat będzie sie powtarzał.
    Kiedyś moja mała też będzie DDA. Jak z taką osobą postąpić, szans
    już nie ma na powrót, chce zrobić małej krzywdę więc będę z nią
    walczył. Chyba najlepiej pozbawić ją praw do opieki może wtedy się
    otrząśnie albo chociaż spróbuje pójść na terapię. Co myślicie i co
    doradzacie???
    Obserwuj wątek
      • ladynemeyeth Re: Odkryłem u żony DDA 21.05.09, 09:18
        To strasznie przykra sytuacja i bardzo Ci współczuję. Jednak uważam,
        że słusznie postępujesz i że zachowujesz w tej sytuacji zdrowy
        rozsądek. Rozumiem, że chcesz się rozwieść, ja bym postąpiła tak
        samo wiedząc, że partner mnie nie kocha i chce być z kimś innym.
        Co do dziecka, ciężko mi się wypowiadać, bo nie mam swojego. Uważam,
        że lepiej by był, gdyby córka wychowywała się z Tobą, bo skoro Twoja
        żona nie chodzi na terapię, to wpoi jej destrukcyjne schematy tak
        czy inaczej. Zwłaszcza, że jej kochanek ma problemy z alkoholem!
        Kiedyś moja znajoma, która przeszła terapię dda ostrzegła mnie,
        żebym uważała na mój związek, bo na terapii można poznać kogoś i
        może mi się zacząć wydawać, że ten człowiek jest mi tak bliski, bo
        miał takie same problemy; że może mi się zacząć wydawać, że takie
        zauroczenie to miłość, że znalazłam kogoś, kto wszystko rozumie,
        itd, itp. Wydaje mi się, że Twoja żona wpadła włąśnie w taką
        pułapkę, bo nigdy z nikim nie rozmawiała o swoich problemach, więc
        jej się wydaje, że przy tym człowieku je nagle rozwiąże. Jeśli on
        pije, a ona się nie leczy, to kiepsko to widzę szczerze mówiąc ...
        Jeszcze dojdą niedługo problemy finansowe, o których pisałeś,
        spięcia i wszystko może się sypnąć. A samo zauroczenie to za mało,
        żeby stworzyć stabilny związek. Twoja żona nie wie, co robi, bo jest
        zaburzona.
        Ja też jestem dda, mój mąż nie jest. Odkąd chodzę na terapię i mam z
        kim swobodnie pogadać o moich problemach, nie muszę nimi obarczać
        mojego męża i wymagać od niego, żeby wszystko rozumiał.
        Może to miała na myśli mówiąc, że czuje się przez Ciebie
        ograniczona - że nie może przy Tobie być naprawdę sobą ze swoimi
        problemami?
        Tyle, że to nie Twoja wina, że ona nie może być sobą; ma po prostu
        problem jak inni dda i trzeba go rozwiązac z pomocą specjalisty.
        Albo przynajmniej zacząć się interesować tym tematem i zacząć coś
        czytać czy sobie uświadamiać i się zmieniać samemu. Dopóki Twoja
        żona nie zrozumie i nie przyzna się, że ma problem i że trzeba coś
        zmienić, może być tylko gorzej.
        Wiem, że Cię nie pocieszyłam. Napisałam co myślę. Przez pewien czas
        mi też było bardzo ciężko "utrzymać" się w związku z człowiekiem bez
        zaburzeń i włożyłam cholernie dużo pracy w to, żeby być z
        przynajmniej znośną. Mimo, że on mnie bardzo kocha. Miłość jednej
        osoby nie wystarczy, obydwie strony muszą się bardzo starać, żeby w
        związku było dobrze. Po niemal dwóch latach takiej pracy już nie
        muszę się tak przejmować, już mnie to nie kosztuje tyle wysiłku i
        uporałam się z lwią częścią moich zaburzeń. Warto było! Dla mojego
        męża, dla moich dzieci w przyszłości!
        Życzę Ci szczęścia i dorbze ułożonego życia pomimo wszystko! Wydaje
        mi się, że masz dobrze poukładane w głowie.
        Pozdrawiam!
        • madzionek Re: Odkryłem u żony DDA 21.05.09, 11:12
          podczytuję was sobie trochę, chociaż od wielu tygodni nie jestem już z moim dda ;)
          strasznie trudno jest zachować zdrowy rozsądek w takim związku, ja długo
          zwlekałam z podjęciem decyzji o rozstaniu... dużo za długo, także wbrew radom
          wielu z was... późno zrozumiałam, że jeśli dda sam nie będzie chciał sobie
          pomóc, to nawet najbliższa osoba go do tego nie nakłoni, a jeszcze przy tym
          mocno ucierpi... chyba sam musi mocno nabroić, żeby zgłosić się gdzieś po pomoc
          no ale serce nadal boli, kiedy patrzę jak mój eks-dda się pogrąża...
      • ania31.as Re: Odkryłem u żony DDA 31.07.09, 17:06
        Hej,
        ponieważ mój mąż jest DDA,i jestem po spotkaniach z lekarzem w przychodni dla AA
        -proponuję to samo.Umówić się na spotkanie z takim lekarzem, naświetlić sytuację
        i poprostu poszukać tam sparcia.
        Mój mąż również nie chce słyszeć o terapii,nie widzi problemu.
        W tej chwili nic nie robię w tym kierunku ponieważ nie mam pracy,ale jesli moja
        sytuacja zawodowa się ustablilizuje muszę zacząc działać w tym kierunku.
        pozdrawiam:)
      • pielgrzym_dnia_wczorajszego Re: Odkryłem u żony DDA 01.08.09, 18:17
        Ależ dasz jej trzecią szansę, a potem czwartą, piątą...

        Piszesz tylko o niej. Że chciałeś się dostosować do jej wymagań, że ona jest taka, że ma problem. A Ty? Czego Ty chcesz? Dlaczego masz problem ze stawianiem granic, chronieniem siebie?

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka