Dla mnie jeden z najpiękniejszych dni w roku ale i najtrudniejszych zarazem. Zresztą wiekszość chyba tak ma

Chodzi o kwestie organizacyjne. Dla przykładu: Jaś i Małgosia mają dwie pary rodziców. Każda para rodziców chce przyjąć dzieci na kolacji wigilijnej więc umawiają się, że rodzice Jasia zapraszają na godz. 17 a rodzice Małgosi na 19. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie to, że zarówno Jaś jak i Małgosia maja rodzeństwo i tak: Siostra Jasia nie może być u rodziców o 17 bo w tym samym czasie jej mąż chce być u swoich rodziców gdzie ma nadzieję spotkać się ze swoim rodzeństwem. Małgosia chciałaby sie spotkać o 19 u rodziców z bratem ale brat chce byc u rodziców wcześniej bo na wieczór są zaproszeni do rodziny żony gdzie spotkają się z wujkiem Eustachym i jego nową żoną Eufrozyną, którzy w ostatniej chwili przyjadą z drugiego końca Polski. Takie przywiązanie do Wigilii jako dnia gdy koniecznie trzeba spędzić z rodziną powoduje, że ludzie biegają z jednej Wigilii na drugą tak naprawde nie uczestnicząc w żadnej. Tu skubną kawałek ryby, tu śledzika (bo nie można robić przykrości) z tym zamienią dwa zdania z tym jedno a obecności kogos może nawet nie zauważą... Najeżdźą się, nabiegają, wszystko w pośpiechu, biegiem... Jak Wy to ogarniacie???!