Dodaj do ulubionych

samotność w chorobie....

13.10.09, 16:37
Wpadłam w doła, niby mam fajną rodzinę, pytają się o mnie, troszczą.
A ja...czasami mam tego dość, czuję się z tym podle..Znajomi, niby
chcę się z nimi spotkać, wyjść gdzieś ale proszę Boga, żeby nie
zadzwonii, bo chcę być w domu. Nawet nie czytam, Boże co się ze mną
dzieje,,,
Obserwuj wątek
    • abakua Re: samotność w chorobie.... 13.10.09, 19:39
      Bar... tak to jest. Przecież wyleciałyśmy w kosmos i wylądowałyśmy
      na innej planecie. Moi bliscy robią co mogą, też ciężko im się
      przebić przez moje lęki, frustracje. Najefektowniejsze są napady
      złości. Wydzieram się na podły los, na całe to leczenie. Pisałam Ci
      już o moich dyskusjach z lekarzami...Wczoraj brałam piątą chemię i
      błagałam lekarkę o odpuszczenie szóstej. Zapytałam bezczelnie, czy
      kogokolwiek tym truciem wyleczyli, bo mam wrażenie, że to pic na
      wodę. No może mądre to nie było,ale to też jedna z manifestacji
      bezradności i samotności. Wierz mi, o niczym tak nie marzę, jak o
      powrocie. Powrocie do normalnych, banalnych spraw, cieszenia się
      byle czym...Jestem jedną z tych samotnych mrówek, które zgubiły
      drogą do mrowiska. Codziennie myślę o sprawach ostatecznych, no do
      cholery ile można?! Pewnie Cię nie pocieszyłam, ale pomyśl,że nie
      jesteś sama. Są nas tysiące! I mamy tu swój klub.Ja zawsze mogę do
      Ciebie napisać...Pozdrawiam
      • antoinetka Re: samotność w chorobie.... 13.10.09, 21:22
        Dołączam się do Was dziewczyny. Jestem samotną mamą. Niedawno
        uciekłam od męża psychopaty, który znęcał się nad nami na przeróżne
        sposoby. Jest oskarżony o znęcanie nad rodziną. Myślałam, że gdy
        uciekniemy od niego, nasze życie nabierze barw, będzie radosne i po
        prostu normalne. Gdy wracałam z badań ze szppitala z wieściami ,,nie
        jest dobrze" i\miałam ochotę wyć z rozpaczy. Nie wiedziałam z kim
        mam podzielić się swoim bólem i strachem. Tak bardzo brakowało mi
        tej osoby, która ze mną dźwignie ten ciężar. Owszem, mam kochających
        rodziców piętro niżej, wspaniałych przyjaciół, ale....No właśnie,
        jest to ALE :(
        • debora1948 Re: samotność w chorobie.... 13.10.09, 21:52
          ,,,macie rację dziewczyny.Zalogowałam się na tym forum , bo nazwa
          jego jest dość optymistyczna, myślałam,że będziemy sie wspierac w
          przejsciu przez tę chorobę, traktować jak każdą inną,żyć
          nadzieją,ze będzie dobrze,ale kiedy tak sobie poczytam to forum to
          też mam mieszane uczucia( też łapie doła)choć na krótko Za 2 tyg.
          idę pod nóż.N........, damy radę.pozdr.
    • anita49-0 Re: samotność w chorobie.... 14.10.09, 21:13
      Witajcie...jak dopada człowieka ciężka choroba,z którą walczy będąc
      na straconej pozycji ,to dobrze jest mieć bliskich na których mozesz
      liczyć,choc czsami w samotności płaczesz,,,
      Ja walczę z chorobą od 2008 roku,i w zasadzie jestem z tym sama,mam
      dwójkę dzieci w wieku szkolnym ,ale one chorobę postrzegaja
      inaczej,nie mam nikogo bliskiego kto by zapytał tak z serca, co u
      mnie....także cieszcie się że macie kochajacych rodziców na których
      możecie liczyć,bo moja samotność jest dosłowna...pozdrawiam
    • zielony_listek Re: samotność w chorobie.... 16.10.09, 10:08
      Kiedy moja mama chorowała, to forum bardzo mi pomogło. Nie tylko w
      sensie merytorycznym (wiedza o ośrodkach, lekach, opiece itp.).
      Wiedzialam, że tu są ludzie, którzy mnie rozumieją bo są w podobnej
      sytuacji - rozumieją o co pytam, jak się czuję. Osoby z zewnątrz nie
      zawsze wiedzą jak sie zachowac, chieliby ale nie wiedza jak, nie
      chcą sprawic przykrości albo po prostu boja się, unikają pewnych
      tematów.
      Śmiertelnośc na forum, że tak powiem wprost, bywa dołujaca, ale
      popatrzcie na to inaczej. To Wy bedziecie mogły pisac wątki - udało
      mi się, wyniki sie poprawiły, jestem ZDROWA! To Wy dacie innym
      nadzieję.
      Przypadkiem w Moim Stylu trafiłam na artykuł o kobiecie, ktora
      wyzdrowiała, a w międzyczasie urodziła dziecko, podana tez była
      strona internetowa. Może to Was podniesie trochę na duchu, zagrzeje
      do walki? Tu jest blog:
      magdalenaprokopowicz.blog.onet.pl/
      • betty-7 Re: samotność w chorobie.... 16.10.09, 12:58
        Fajny i ciekawy blog tylko...nie wszyscy mają tyle szczęścia i siły
        co p. Magdalena. Większość ludzi źle znosi chemnię, ja sama
        koszmarnie (mdłości, półpasiec, zapalenie oskrzeli, straszne
        osłabienie). W tej chorobie człowiek zawsze jest sam, ja pomimo
        tego, że np. rozmawiałam ze znajomymi, z rodzicami etc. to w tym
        samym czasie myslałam o czymś zupełnie innym, byłam w innym świecie.
        Każdy jest wtedy sam ze swoim lękiem, przerażeniem, ze swoimi
        myślami, zmęczeniem, bezradnością, poczuciem niesprawiedliwości.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka