Dodaj do ulubionych

Do tych co dali rade

25.04.06, 03:47
Ludzie, ktorzy wyszli z raka (swojego lub najblizszych) czesto mowia, ze to
doswiadczenie calkowicie zmienilo ich spojrzenie na swiat. Czy ktos chcialy
podzielic sie szczegolami? Co dokladnie sie zmienilo? I jak?

I drugie pytanie. Nawet jesli leczenie jest pomyslne, o pelnym wyleczeniu
mozna mowic dopiero po 5 a nawet wiecej latach. Jak daliscie sobie rade z tym
czekaniem?
Obserwuj wątek
    • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Do tych co dali rade 25.04.06, 09:28
      Na temat spojrzenia na swiat troche tu rozmawialiśmy
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=37372&w=37635191
      Jeśli chodzi o to czekanie... Moja mama jest 3,5 roku po chorobie, uważa że
      jest wyleczona i że nie ma o czym mówić. Ja natomiast bardzo sie denerwuję
      każdym objawem jej złego samopoczucia i od razu wydaje mi sie, że choroba
      wróciła. Mama dosyć ciężkie skutki uboczne leczenia, wiec tak czy tak o
      chorobie nie da się całkowicie zapomnieć.
    • liina Re: Do tych co dali rade 25.04.06, 10:24
      Mysle, ze nie nalezy czekac dnia, kiedy minie 5 lat od rozpoznania i przez te 5
      lat zatruwac sobie zycie tym czekaniem. Poza tym trzeba sobie uswiadomic, ze
      zycie i choroba bywaja nieobliczalne. Zdarza sie, ze choroba nie wraca 7 lat, a
      w osmym roku wroci, a zdarza sie, ze wroci w 2 lata po leczeniu, a potem ktos
      zyje jeszcze wiele lat. Mysle, ze nie ma do konca reguly i ze trzeba starac sie
      oddalac mysli dot. statystyk i zalozyc, ze kazdy jest inny, ze kazdy ma inny
      organizm, inny umsyl, inna wole wole walki oraz tysiace innych czynnikow, ktore
      sa jeszcze nie do konca zbadane i ktorych zbadac sie nie da.
      Najlepiej cieszyc sie kazda chwila obecenego zycia i nie czekac na jakis
      konkretny termin, bo to moze zle na mozg dzialac. Czlowiek mysli:" Boze, obym
      dotrwal do tych 5-iu lat, oby cos sie nie wrocilo przez te piec lat, bo potem
      jak juz te 5 lat przetrwam, to bedzie ok.", a takie myslenie i tego typu
      zalozenie moze byc zgubne dla podswiadomosci . Bojac sie , ze nie dotrwasz do
      tej daty 5 lat, mozesz podswiadomie w ciagu tych 5-iu lat sprowadzic na siebie
      chorobe, chocby w miesiac przed uplywem terminu 5 lat, bo im blizej bedzie tych
      5-iu lat, tym strach sie bedzie wzmagal, ze juz tak malo do szczecia brakuje i
      strach przed tym, ze jednak tego szczecia sie nie dotknie.
      Takie myslenie, zwlaszcza dlugotrwale, moze bardzo zle dzialac na podswiadomosc.
      Trzeba wyrzucic z glowy terminy i zalozyc, ze bedzie sie zylo dluzej niz 5 czy
      20 lat. Trzeba wyjsc z zalozenia, ze w ogole nie wroci, a nie, ze czekam czy
      wroci w ciagu 5-iu lat czy tez nie wroci.Czekajac na ten termin 5-iu lat
      dopuszczacz automatycznie do mozgu mozliwosc powrotu choroby, a tego trzeba
      unikac, bo to mozg kieruje cialem oraz systemem odpornosciowym i moze nim zle
      pokierowac jesli mu na to pozwolisz i dasz droge wyboru, na ktorej strach bedzie
      przewazal i w koncu moze wygrac.
      Nie wiem czy zrozumiale przekazuje swoje przemyslenia. To co pisze, to tylko
      moje obserwacje mojej mamy oraz osob chorych, ktore znam plus troche poczyatnych
      ksiazek.
      Trzymaj sie i nie czekaj na te 5 lat jak na wyrok uwolnienia od choroby czy tez
      zakucia w jej kajdany.
      Korzystaj z zycia, ktore pozostalo i nie mysl nad tym ile ci go pozostalo, bo i
      tak tego nie wiesz, nawet jesli to ma byc 20 lat albo nawet jesli to ma byc
      rok.O tym wie tylko Pan Bog.
      Pozdrawiam serdecznie.


    • saba30 Re: Do tych co dali rade 25.04.06, 12:55
      W 1997 swierdzono u mnie złośliwy nowotwór kości. Diagnoza spadła jak grom z
      jasnego nieba bo miałam 22 lata i własnie rozpoczęłam studia na renomowanym
      uniwersytecie w Niemczech. Początkowo wydaałło mi sie że wezmę jakiś urlop
      dziekański na rok czy dwa i wróce... Szybko jednak zorientowałam sie że to już
      nie możliwe - z łysą głową o dwóch kulach? Chemioterapia trwała prawie roka a ja
      w tym czasie wymyślałam czym by się tu teraz zająć. Zdecydowałam się na studia
      zaoczne w moim mieście i nie mogłam doczekać sie pażdziernika. Włosy już troszkę
      odrosły - miałąm króciutkiego jeżyka. Wciąż chodziłam o dwóch kulach ale że
      filia uczelni była bardzo mała nie przeszkadzało mi to w zajęciach - prawie nie
      musiałam sie przemieszczać. Takim oto sposobem spotykałam sie z ludzmi ,
      uczyłam się intensywnie (byłam już po chemii więc po woli zdążyłam nabrać sił) i
      nie myślałam o chorobie. Tak minęły 4 lata, a ja w międzyczasie przeszłam drugą
      operację (przewróciłam się u uszkodziłam chorą nogę) oraz rozpoczełam drugie
      studia i to 100 km od domu!! Na poczatku jeżdzili ze mną rodzice, szybko jednak
      przekonali sie że daje sobie rade sama (juz o jednej kuli) Tak oto dzięki Bogu
      (głeboki wierzyłam ze to wszystko jego wola) udało mi się skończyć 2 atrakcyjne
      kierunki studiów. .... Dzięki takiemu nastawieniu do życia BRAĆ WSZYSTKO CO
      NAJLEPSZE, PODEJMOWAĆ SIĘ ZAJĘ KTÓRE LUBIE, A KTÓRE JESTEM W STANIE WYKONAĆ I
      PRZEDE WSZYSTKIM CIESZYĆ SIĘ KAŻDYM DNIEM, KAŻDĄ CHWILĄ!!!!!!!!!!!!!

      w 2003 wyszłam szczęsliwie za mąż a dziś mam cudowną 10 miesięczną córeczkę!!

      Ile to już lat?... W tym roku bedzie 9 - nie do wiary!!! :))) Ale nie
      zastanawiam sie na tym nie licze.

      ZYJ DNIEM DZISIEJSZYM, KAZDYM PROMYKIEM SŁOŃCA!!!!!! BO JEST DZIŚ WŁAŚNIE DLA
      CIEBIE!!!
    • 45-ka Re: Do tych co dali rade 27.04.06, 18:51
      Witam serdecznie.
      Tak , dałam radę!!
      Właśnie dwa tygodnie temu minęło 8 lat jak pokonałam raka jajnika.
      Pytasz jak sobie radziłam z tą ciągłą niepewnośćią..
      No cóż, bywało róznie.
      Było obsesyjne doszukiwanie się w każdym pobolewaniu , przerzutów..
      Było sprawdzanie po kilka razy pachwinowych i nie tylko, węzłów chłonnych.
      Były gorące modlitwy proszące Boga o czas na wychowanie dzieci.
      I ten obłędny strach już na tydzień przed planowaną kontrolną wizytą w IO.
      Teraz moge powiedzić DAŁAM RADĘ, ale wiem że miałam dobrego strażnika w osobie
      tego na górze.
      Serdecznie pozdrawiam wszystkich i życzę dużo optymizmu i wiary , że się uda. Musi!!
      • liina Re: Do tych co dali rade 28.04.06, 10:07
        Gratuluje!
    • 374.4w Re: Do tych co dali rade 27.04.06, 23:37
      tak zmieniło, napiszę jutro
      • mariolkax Re: Do tych co dali rade 28.04.06, 17:53
        6 lat będzie w październiku.Rak tarczyce.
        Zostały blizny wspomnienia i fatalna niedoczynność przytarczyc.
        Ale cóż cierpienie uszlachetnia.
        Świat jest piekny ,kazdy dzień,ciesz się tym co masz dziś i żyj tak jakby jutra
        miało niebyć.
        To jest moja dewiza życiowa.
        DAŁAM RADE I DALEJ TEŻ SOBIE PORADZE.
        • yxmena Re: Do tych co dali rade 29.04.06, 13:10
          Dałam radę!!!To już 4 lata - za kilka dni urodzę swoją pierwszą dzidzię.Byłam
          załamana na początku gdy się dowiedziałam,potem był marazm i wszystko na nie,w
          czasie chemioterapii zamknęłam się w sobie,nie chciałam żyć.Boże - jak pomyślę
          o tym wszystkim dziś to...a potem spotkałam cudownego,mądrego księdza,który
          pomógł mi odnależć Boga i sens życia,a potem spotkałam tego jednego jedynego
          mężczyznę i od tamtej pory jest cudownie.Warto walczyć - to wiem na pewno.Z
          rakiem można wygrać!!!
          • saba30 Re: Do tych co dali rade 15.05.06, 23:26
            I co? jest juz dzidzia???????? Bo moja ma juz 10 m-cy :))))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka