Dodaj do ulubionych

chemioterapia a psychika

15.02.07, 18:07
Witam serdecznie,

jestem w kropce, nie wiem co robić. Mama zaczela niedawno chemioterapie, teraz
jest w trakcie drugiej sesji. Wyszly jej wlosy, bardzo zle sie czuje,
wymiotuje wszystko co zje - bardzo schudła. Wiem, że tak może być i wiele osób
ma właśnie takie objawy. Ale mama przez to wszystko jakby zrezygnowała,
poddawała się. Zrobiła się osowiała, jst z nią coraz mniejszy kontakt, ciągle
narzeka na swój stan, mało się odzywa, nie chce chodzić na wizyty do lekarza.
Staram sie ja wspierac, ale brakuje mi juz pomyslow:/ Moze ktos tez przez to
przechodzil? Powie mi jak to wyglada z drugiej strony? Z gory dziekuje.
Pozdrawiam,

Marta
Obserwuj wątek
    • koofel Re: chemioterapia a psychika 15.02.07, 19:21
      Witam.Ten opis to wypisz ,wymaluj ja z przed 26 miesiącami.Za jednym
      wyjątkiem .Ja, ogromna gaduła,Zamknęłam się w sobie.Nie narzekałam żeby nie
      straszyć dzieci ,ale też nie odzywalam się wogole.Moje milczenie ich
      przerażało.Widać w tym było moją rozpacz.Chemię znosiłam strasznie.Też schudłam
      8 kilo.Widzialam panikę w oczach dzieci i męza.Po skończonej chemi wrócilam do
      swojej wagi.A wczoraj na badaniu kontrolnym lekarz poklepal mnie po brzuchu i
      powiedział,że ten tluszczyk jest pani nie jest potrzebny.Może i nie jest ,ale
      jak sobie przypomnę jaka byłam chudai jak cieszył kazdy przybrany kilogram to
      jakoś mimo wszystko wolę tę swoją obecną wagę.Jak tu nie przytyć jaśli ciągle
      bardzo się oszczędzam,dużo odpoczywam.No ale coraz cieplej więc obiecuję sobie
      dlugie spacery zpieskiem mojej wnuczki.Mama dojdzie do równowagi z czasem.To
      samo przyjdzie.Zacznie znowu się śmiać.Zyczę mamie powodzenia w walce z tą
      straszną chorobą.Będzie dobrze.Pozdrawiam mamę .
    • jofu1 Re: chemioterapia a psychika 15.02.07, 19:57
      MÓJ MĄŻ PO W TRAKCIE CHEMIOTERAPII MIAŁ BARDZO CIĘŻKO Z PSYCHIKĄ, ALE MYŚLĘ ŻE
      WSPARCIE BLISKICH OSÓB POMAGAŁO MU PRZETRWAĆ TE CIĘŻKIE CHWILE.PIŁ CZASAMI
      MELISĘ I TO TYLKO.ALE I TAK SAMA CHEMIA JEST BARDZO STRESUJĄCA BO JESTEŚ WŚRÓD
      CHORYCH ,KTÓRZY O NICZYM INNYM NIE MÓWIĄ JAK O CHOROBACH TO JAK MASZ SIĘ CZUĆ?
      PISZĘ BLOG TAM TEŻ JEST O CHEMII
      www.jofu.blog.onet.pl
      • alfa83 Re: chemioterapia a psychika 15.02.07, 22:10
        Dziekuje Wam bardzo. Troszke łatwiej, skoro tak po prostu jest...

        Pozdrawiam serdecznie,

        Marta
    • kola2005 Re: chemioterapia a psychika 16.02.07, 10:43
      mój tatuś też rozpoczął chemię półtora tygodnia temu i od tamtej pory jest
      bardzo dziwny,wcale niekomunikatywny,właściwie z nami nie rozmawia
      strasznie się tym martwiłam,ale Wasze maile sprawiły,że troszkę się uspokoiłam
      pozdrawiam ciepło
      Ewa
      • alfa83 Re: chemioterapia a psychika 16.02.07, 10:56
        czyli przebrniemy przez te chemie, a potem wszystko zacznie wracac do starego
        porzadku:)

        Zycze wszystkim duzo siły. Przeciez damy rade:)

        Pozdrawiam,

        Marta
        • b_a_l_b_i_n_k_a Re: chemioterapia a psychika 16.02.07, 14:23
          Chemioterapia bardzo obiąża psychicznie bo człowiek źle się czuje i może mu się
          wydawać, że to od samej choroby pochodzi fatalne samopoczucie. MOja Mama mówiła
          że musi sama sobie tłumaczyć, że to wszystko minie i że po leczeniu znów będzie
          normalnie, tylko teraz trzeba zacisnąć zęby i przeczekać te trudne chwile
          leczenia.
          Trzymajcie się!!!
          • estelka1 Re: chemioterapia a psychika 16.02.07, 14:49
            Witam kochani
            W dużej mierze przy chemii jest właśnie tak, jak pisze Balbinka. Ale jest
            jeszcze jeden ważny aspekt. Diagnozoa "nowotwór" jest szokiem dla chorego,
            nawet jeśli przeczuwał, co się z nim dzieje. Człowiek musi się z tym wszystkim
            oswoić. Złość, rozpacz, załamanie - to są przecież ludzkie uczucia znane
            każdemu z nas. Chory potrzebuje trochę czasu, a my musimy uszanować jego
            uczucia i nie uszczęśliwiać go na siłę. Nie mniej, nasz chory bliski musi czuć,
            że jest nam potrzebny, że go kochamy i że może na nas liczyć. Wtedy będzie
            widział sens pokonywania choroby. Moja mama przeszła przez te wszystie etapy,
            choć na początku nie wiedziała, jak bardzo złośliwy jest nowotwór. Dzisiaj po
            19 miesiącach od diagnozy (drobnokmórkowy rak płuc, złośliwy jak diabli) mówi z
            uśmiechem: "a co mi innego zostało, jak żyć dalej i korzystać z tego, że
            cholerstwo na razie dało spokój". Dzisiaj wyszła ze szpitala, gdzie leżała na
            obserwacji z powodu jakiś sercowych problemów. Wyniki ma doskonałe, a
            morfologię lepszą niż ja - krwiodawca :-). Kochani trzeba wierzyć że będzie
            dobrze i tak jak mówi Balbinka, zacisnąć zęby i przeczekać trudne chwile
            leczenia. Pozdrawiam, Agnieszka
            • alfa83 Re: chemioterapia a psychika 17.02.07, 01:49
              Super, ze jestescie:)

              Pozdrawiam,

              Marta

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka