Dodaj do ulubionych

Guz trzustki - proszę o pomoc

21.10.07, 19:53
Jestem tu dziś po raz pierwszy, chociaż na forum zaglądam prawie
codziennie. Dopiero tutaj widać ilu z Was ma problemy, gdy czytam to
wszystko łzy płyną mi po twarzy. Moja historia wygląda następująco:
3 tygodnie temu Mama poszła do szpitala z podejrzeniem kamicy dróg
żółciowych, miał być wykonany zabieg endoskopii w celu udrożnienia
przewodów. Wczesniej było robione USG (nic podejrzanego nie
wykazało), w badaniach krwi był podniesiony poziom amylazy (290) i
OB (50). Stwierdzono zapalenie trzustki, Mama zaczęła brać leki i
przed przyjęciem do szpitala wyniki poprawiły się, amylaza (150) i
OB (38). Zrobiono powtórnie USG i lekarzy zaniepokoiła trzustka,
endoskopia wykazała, że nie ma kamieni i przewód niedrożny z powodu
żółci. Udrożniono, wstawiono protezę (stent)i stwierdzono guz
dwunastnicy i zwężenie ujścia brodawki Vatera. Pobrano wycinek do
badań hist.-pat. Za dwa dni była tomografia. I tu zaczyna się
dramat - na USG: w głowie trzustki widoczna hypoechogeniczna zmiana
o nieregularnym zarysie brzegów, o wym. 31 x 24 mm. i przewód
Wirsunga poszerzony do 5.5 mm. Tomografia, m.in. wyrostek
haczykowaty głowy trzustki powiększony do 30 mm, niejednorodny.
Trzon i ogon niepowiekszone, bez zmian. Przewód trzustkowy
poszerzony w głowie trzustki do 7 mm, w trzonie 3 mm. Naczynia
krezkowe, śledzionowe bez cech nacieku. Wątroba, nerki, śledziona
bez zmian ogniskowych. Węzły chłonne niepowiększone. Marker Ca 19-9:
powyżej 500 U/ml. OB 18 mm/1h, hemoglobina 13,4, erytrocyty
4.570.000, leukocyty 4800 lub 6000 (podane są dwie wartości). Po
obejrzeniu wyników chirurg zdecydował, że będzie operacja
(prawdopodobnie 29-go, bo 28-go w niedzielę Mama idzie do szpitala),
a ja tak bardzo się boję, wiem, że jest bardzo poważna i rozległa,
trwa 6 - 7 godz. Wszystko spadło na mnie jak grom z jasnego nieba,
tym bardziej, że Mama nie miała zółtaczki, nie schudła, ma apetyt. I
do tego jestem sama, załamana i przerażona. Proszę, czy ktoś z Was
spotkał się z takim problemem a może ktoś będzie mi mógł powiedzieć
coś więcej na podstawie opisanych wyników ? Osobiście rozmawiałam z
panią, która taką operację przeszła prawie 2 lata temu i do tej pory
wszystko jest w porzadku, ale przecież każdy przypadek jest inny.
Cieszę się, że dołączyłam do Was i proszę, nie zostawiajcie mnie,
poradźcie, co mam dalej robić. Narazie jestem na lekach
uspokajających i zastanawiam się, dlaczego spotkało to moją Mamusię.
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie, Ewa
Obserwuj wątek
    • platoon11 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 21.10.07, 22:39
      Witaj, na razie nie ma najważniejszego oczywiście chodzi o wynik
      patomorfologii ( histo ) ale generalnie myślę że endoskopowy drenaż
      dróg żółciowych dobrze przygotuje mamę do operacji, słyszałem że
      przy tego typu operacjach bardzo ważne jest ustalenie radykalności
      cięcia i oczywiście dobra technika ( zwyczajnie mówiąc chodzi o
      umiejętności operującego ! ) dobrze że trzon trzustki nie jest
      powiększony, zresztą pewnie wiele się wyjaśni w trakcie zabiegu,
      trzeba być dobrej myśli !

      Pozdrawiam i życzę zdrowia !
      • ewam1959 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 22.10.07, 16:34
        Dziękuję Ci serdecznie za odpowiedż. Faktycznie wyników hist.-pat.
        jeszcze nie ma, a wszystko będzie widać podczas operacji (wyniki po
        ok. 2 -3 tygodniach). Ale właśnie przeraża mnie rozległość i długość
        operacji. Czy ktoś z Waszych bliskich miał podobny zabieg ? Gorąco
        wszystkich pozdrawiam
    • marianna72 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 22.10.07, 16:48
      Poszukaj postow yago997 ktos z jej bliskich byl chyba operowany na
      raka trzustki albo brodawka vatera
      wklejam link do jednego z ostatnich postow .Sprobuj moze sie
      skontaktowac z ta osoba
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=37372&w=68180557&v=2&s=0
      Mysle ,ze w wiekszosci sa tu osoby z nieoperacyjnym rakiem trzustki
      i wtedy rokowania sa zupelnie inne.pozd i zycze powodzenia w walce z
      choroba
      • ewam1959 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 22.10.07, 19:02
        Dziękuję Marianno. Napisałam do yago997, teraz będę czekać na jakieś
        wiadomości. Serdecznie pozdrawiam
    • polimeraska Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 22.10.07, 20:23
      witaj
      mój tato tez ma guza trzustki, niestety na razie nie podjeli sie
      operacji za wzgledu na nacieki, ktore utrudnilyby dostep do masy
      nowotworowej, tato bierze(wlasciwie bral)chemie, teraz strasznie
      osłabł i pomału musi odzyskac siły, ale o tym paskudztwie naczytałm
      sie juz wystarczajaco duzo, operacja to bardzo złozony zabieg i trwa
      ok 7-8 godz, wiec mysle ze powinnas modlic sie za bezproblemowy jej
      przebieg i dziekowac ze mama kwalifikuje sie do takiego leczenia,to
      naprawde szczescie w nieszczesciu, ze mozna operowac.
      trzymam kciuki i sil duzo zycze w zamaganiach z tym okropienstwem
      • ewam1959 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 22.10.07, 20:35
        Dziękuję Ci za miłe słowa. To co przytrafiło się naszym rodzicom, to
        ogromne cholerstwo - przestałam już czytac wiadomości na ten temat,
        bo włos jeży się na głowie. Operacja bardzo mnie przeraża, to chyba
        już w poniedziałek. Ale dzięki forum i wszystkim wiem, że nie jestem
        sama, jest nas duzo z ogromnymi problemami. Wierzę, że Twój tata
        odzyska siły i będzie możliwy zabieg. Życzę Ci tego z całego serca.
        Pozdrawiam Cię gorąco
        • yago997 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 23.10.07, 09:52
          Witaj Ewo!
          Odpisałam Tobie w "moim wątku"
          przepraszam ale ostatnio nie często tu zaglądam, staramy się życ
          normalnie i zapomniec choc na chwilę o tej strasznej chorobie.
          TO BARDZO DOBRZE ŻE ZAKWALIFIKOWANO TWOJA MAME DO OPERACJI!!!!!
          Trzymaj sie ciepło i pisz!!
          • yago997 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 25.10.07, 09:20
            Ewo, przeczytałam spokojnie Twój pierwszy post, to bardzo dobrze że
            mama nie miała zółtaczki, że nie schudła i nie osłabła!!!
            Być może to wcale nie jest nowotwór złośliwy, ewentualnie jest ale
            został wczesnie wykryty! Moja mama chudła, słabła , gorączkowała.
            Tak naprawde co tam jest okaże się dopiero po otwarciu. To bardzo
            dobrze że chcą tak szybko operować!! Ja musiałam szukać dobrego
            chirurga który podjąłby sie tej operacji, a terminy w dobrych
            ośrodkach były dłuuuugie, a tu liczy sie każdy dzień!!!

            PS dopisałam Tobie w moim wątku kolejna odpowiedź na temat operacji.
            Trzymaj sie !!!!!
    • ewam1959 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 28.10.07, 17:19
      Witam wszystkich. Właśnie dziś Mama trafiła do szpitala i jutro
      ok.10,00 będzie miała operację usunięcia guza trzustki. Wszystko
      opisałam w pierwszym poście, ale może ktoś wie, czy poziom markera
      Ca 19-9 powyżej 500 U/ml to dużo czy bardzo dużo ? Anestezjolog
      powiedział dziś, że jeżeli wszystko będzie dobrze, to Mamę jutro po
      operacji wybudzą, w przeciwnym razie będzie pod respiratorem. Liczę
      na Waszą pomoc. Bardzo, bardzo się boję.
      • polimeraska Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 28.10.07, 20:27
        dużo siły w jutrzejszym i następnych dniach zyczę, na pewno będzie
        ciężko, ale wierzę, że wszytsko pojdzie dobrze...
        marker ca19-9 ma normę do 37 U/ml, więc raczej bardzo wysoki poziom
        u Twojej mamci, ale nie martw się, to normalne w tej chorobie,
        najważniejsze teraz to udana, bezproblemowa operacja i potem szybka
        rakonwalescencja,
        bądź przy mamce , bo miłość daje motywację i stawia na nogi
        pozdrawiam cieplutko!

        P.S. Moj tatuś chwilowo w COI na oddziale, narazie dochodzi do
        siebie, pomalutku odzyskuje siły, jutro zadecydują co dalej, bardzo
        się tego boję...
        • ewam1959 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 28.10.07, 20:55
          Dziekuję Ci za słowa otuchy. Obie boimy się jutrzejszego dnia, ale
          wierzę, że wszystko będzie dobrze, i z moją Mamą i z Twoim Tatą.
          Musi być !!! Jak będziesz już coś wiedziała, napisz. Jutro musimy
          być silne, wiem, że łatwo się mówi, a ciężko to wychodzi. Na mnie
          choroba Mamy spadła jak grom z jasnego nieba, nawet przez myśl mi
          nie przyszło, że coś jest nie tak. Psychicznie jestem wykończona.
          Pozdrawiam Cię gorąco i trzymam kciuki
          • yago997 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 30.10.07, 08:26
            Ewo, napisz prosze jaki przebieg operacji???!!
            • ewam1959 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 30.10.07, 12:39
              Operacja była wczoraj, ale niestety nie udało się usunąć guza.
              Zrobiono tylko jakieś zespolenie. Wynik histopatologiczny będzie za
              ok. 3 tygodnie i wtedy będzie decyzja, czy można podać chemię. A ja
              tak bardzo liczyłam, że wszystko się uda. Jestem załamana a moja
              psychika zaczyna "wysiadać".
              • yago997 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 30.10.07, 14:14
                Ewo, tak bardzo mi przykro......
                tego własnie tak się obawiałam podczas operacji mojej mamy..
                na temat chemii niestety nie pomogę Tobie, gdyż moją mame to
                ominęło, ale na forum jest sporo ludzi z nieoperacyjnym guzem
                trzustki u bliskich. Ja słyszałam tylko o gemcytabinie.
                Stan pooperacyjny twojej mamy będzie duzo dużo lżejszy po zespoleniu
                niż po usunięciu. Niech zbiera siły na dalszą walkę. Być może chemia
                spowoduje iż będzie mozna usunąć guza, jaki podano powód
                nieoperacyjności??
                • yuj1 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 30.10.07, 16:54
                  teść jest leczony gencytobina plus tarceva w Stanach .W Polsce są
                  trudności ale walcz o tarceve Po 6 m-cach tej chemii guz sie nie
                  powiekszył nie ma odległych przerzutów ból sie zmniejszył tylko
                  pozostało uzależnienie od plastrów przeciw bólowych
                  Ewo Twojej mamie pozostało kilkanaście m-cy zycia może lata W tym
                  czasie powinna wejsc wreszcie jakaś kueacja apoptotyczna typu
                  bikDD ,PAC1, wirusy,itp znajomy przeżył 2lata z guzem trzustki 11 cm
                  nie brał chemi bo nie mial chyba ubezpieczenia w stanach oklejał
                  sie tylko plastrami p bólowymi .pozdrawiam
                  • ewam1959 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 31.10.07, 07:14
                    Yuj1, bardzo, bardzo dziękuję Ci za odpowiedź. Tak bardzo bym
                    chciała, żeby to co piszesz okazało się prawdą. Ale jak czytam inne
                    wypowiedzi to ogarnia mnie przerażenie. Tak bardzo się boję
                    • ewam1959 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 01.11.07, 19:26
                      Tak jak wcześniej pisałam, w trakcie operacji Mamie nie wycięto guza
                      trzustki, bo naciekał 1-2 mm (chyba na krezkę jelita). Wcześniej
                      brano do badania wycinek z dwunastnicy(był guz, ale okazało się, że
                      nie złosliwy). Mama dość szybko dochodzi do siebie - siedzi, chodzi
                      (zrobiono chyba podwójne zespolenie), wyniki krwi po operacji ma
                      bardzo dobre, wyjęto dziś sondę z żołądka i pozostałe dreny. Badania
                      hist.-pat. będą za ok. 2,5 tygodnia. Lekarz nic więcej nie
                      powiedział, kazał czekać na wyniki. Ja jestem przerażona, czy ktoś z
                      Was spotkał się z podobną sytuacją ? Gdy czytam Wasze
                      wypowiedzi,jestem załamana i nie widzę żadnej nadzieji. A
                      może ....................
                      • polimeraska Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 01.11.07, 20:59
                        witaj,
                        rozumiem, co czujesz w związku z nieoperacyjnym guzem, u nas bło
                        podobnie, z tym że tatusia w ogóle nie zdecydowali się otwierać( nie
                        potrzebne było zespolenie), od razu skierowanei na chemie, tata brał
                        gemcytabinę, niestety nie skończył 3 cyklu ze względu na niedrozność
                        (opisywałam w innym watku), jedyne co mogę Ci poradzić, to wywalczyć
                        terapię Tarcevą(podawana z gemcytabiną), bylam teraz na konsultacji
                        u prof Szczylika i naprawde, gdybym mogla cofnac czas, od razu bym
                        sie do niego w sprawie terapii taty udała...niestety zawiodlam sie
                        bardzo na lekarzach z Ursynowa, jesli guz jest nieoperacyjny od razu
                        skazuja czlowieka na smierc, walcz o Tarceve, to chyba najlepsze co
                        mozesz obecnie zrobic, duzo sily zzycze kochana!
                        ja nadal walcze i szukam nadziei, jeden dr chce tate obejrzec dał
                        nam malutka iskierke, ze moze cos jeszce bedzie w stanie nam pomoc...
                        to wszytsko tak bardzo boli...
                        ciepłe promyki przesyłam.
                        • ewam1959 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 01.11.07, 21:44
                          Wiem, to nie tylko boli, to jest bezsilność, lekarze robią to co
                          mogą, a poźniej spokojnie mówia, że to i to się nie udało. Ale czy
                          tak samo mówiliby, gdyby to chodziło o ich rodziców? Napewno nie !!!
                          W tej chwili jestem załamana i przerażona (mimo, że mama ma dobre
                          wyniki krwi i dobrze się czuje po operacji), ale to przecież o
                          niczym jeszcze nie świadczy. Bardzo się boję,co będzie dalej, jestem
                          sama i na nikogo nie mogę liczyć. I to jest najgorsze. Czy dam sobie
                          radę ? Psychicznie jestem już wykończona. Bardzo serdecznie Cie
                          pozdrawiam - pisz, będzie mi łatwiej, jak będę miała kontakt z kimś,
                          kto przeżywa to samo. Miejmy nadzieję ..................
                          • polimeraska Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 01.11.07, 22:40
                            wiem jakie to trudne, wiem ze caly wiat staje do gory nogami,
                            dotychczasowe zycie wydaje sie takie proste i "lekkostrawne", tak
                            bardzo pragnie sie powrotu do tej wczesniejszej codziennosci, do
                            tych" wielkich-malych" wczesniejszych problemow, tak bardzo teskni
                            sie za zwyczajnością, porankami kiedy nie chce sie wstawac do pracy,
                            niedzielami, kiedy mozna spokojnie odetchnac po calym tyg...tak
                            bardzo pragnie sie cofnac czas i zatrzymac go w miejscu...
                            ale zycie idzie naprzód, teraz musimy zebrac wszystkie siły, musimy
                            walczć i wierzyć,musisz byc caly czas czujna, choroba jest podstepna
                            i szybsza od nas, moj tato nawet po chemii mial ksiazkowa
                            morfologie, ale jednak z dnia na dzien całkiem osłabł...nie chce Cie
                            straszyc, ale musisz byc tego swiadoma, ze z dnia na dzien moze sie
                            cos pogorszyc, musisz byc czujna i probowac kazdej szansy, kazdej
                            mozliwosci, nie poprzestawaj na jednej konsultacji, szukaj dopoki
                            ktos nie okaze wam chcei pomocy, nie mozesz sie poddac, to jest
                            najwazniejsze, dopóki walczysz, jestes zwyciezcą..
                            trzymaj sie cieplutko
                            • yago997 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 02.11.07, 16:04
                              Ewo, Twojej Mamie zrobiono tzw zespolenie omijające.
                              Nie wiąże sie to z usunięciem jakiegokolwiek narządu, więc przebieg
                              pooperacyjny będzie bardzo dobry, jak po zwykłym zabiegu
                              chirurgicznym. Nie czekaj na wynik, to stracony czas! Guz
                              niezłosliwy jest zawsze operacyjny i nie nacieka na sąsiadujące
                              narządy - dlatego guz twojej mamy to na pewno rak - musisz zacząć
                              działać, szukać dojscia do centrum Onkologii! Oczywiście wynik
                              będzie póxniej niezbędny, ale pierwsze kroki możesz zacząć robić juz
                              TERAZ! Liczy się czas!
                              Pozdrawiam Cię ciepło
                              • polimeraska Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 02.11.07, 16:45
                                szczerze odradzam w takiej sytuacji COI i klinike prof
                                Szawlowskiego, oni lecza i maja dobre intencje tylko dla tych,
                                ktorych moga operowac, jak guz jest nieoperacyjny to odsylaja z
                                kwitkiem,skazuja czlowieka na smierc, nie podpowiedza czy sa jakies
                                mozliwosci, ja zaluje ze tam zawiozłam tatusia, oni sa bierni, nie
                                zalezy im na komforcie chorego czy na chocby pzrrdluzeniu zycia
                                paliatywnie, umywaja raczki w sytuacjach kiedy trzeba zaplanowac
                                najwlasciwsza chemiioterapie czy opieke nad chorym, poza tym
                                zachwoouja sie jak niewidomo kto, rodzine chorego zbywaja, nie
                                potrafia odpowiadac na pytania, w ogole nie maja zamiaru rozmawiac
                                z rodzina,a przeciez to takie wazne...jesli jzu rozmawiaja to tak
                                pretensjonalnie ("no co pani chcialaby uslyszec?przeciez nie ja
                                dalem pani mezowi chorobe, czy ja jestem bogiem, ?", tak oto mojej
                                rozplakanej mamie oznajmil lekarz jak spytala jakie sa wyniki taty)
                                zawiodlam sie na tej klinice, odradzam z calego serca jesli ktos ma
                                podobna sytuacje(guz nieoperacyjny)..jeszce raz napisze, gdybym
                                miala jeszce wybór udalabym sie do prof.Szczylika z Sazszerów, i
                                Tobie Ewo proponuje sie udac do niego na konsultacje, oni stosuja
                                Tarceve, maja naukowe podejscie do takich nieresekcyjnych stanów,
                                szukaja mozliwosci, nie poddaja sie tak łatwo no i naprawde sa
                                ludzmi, rozmawiaja, poswiecaja czas, tlumacza...

                                pozdrawiam cieplutko
                                • ewam1959 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 02.11.07, 18:20
                                  Dziękuję Ci za podpowiedź. Czy może wiesz, jak można dostać się do
                                  prof. Szczylika, czy przyjmuje gdzieś prywatnie? Podejrzewam, że
                                  trzeba będzie mieć wynik wycinka, bo wcześniej chyba nie będzie mógł
                                  nic poradzić. Mama nadal jest w szpitalu, ma wyjęte dreny i sondę
                                  ale nadal jest na kroplówkach. Czuje się w miarę dobrze, choć nieraz
                                  wieczorem bardziej ją boli. Najgorsza jest bezsilność, nic nie można
                                  zrobić. I to jest przerażające. Pozdrawiam Cię gorąco
                                  • polimeraska Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 02.11.07, 21:55
                                    Kochana,
                                    nie mozesz myslec,ze nic nie mozna zrobic, trzeba wierzyc i walczyc
                                    o zycie, walczyc z choróbskiem do ostatku sił; wydaje mi sie ze mama
                                    bedzie miec chemioterapie, ale masz racje, do tego musza byc wyniki
                                    hist-pat. my tez czekalismy dwa tyg, to raczej nie do uniknienia..:
                                    (najwazniejsze to byscie trafili do dobrych ludzi, ktorzy nie beda
                                    was traktowac jak przegranych, ale jak walczacych i ktorzy beda wam
                                    chcili pomagac w tej trudnej, dlugiej walce...
                                    wiec prof szczylik przyjmuej w przychodni lekarzy wojskowych,
                                    tel. 825 85 99 , ul. Mokotowska 6a , tam sa dlugie terminy, ale
                                    próbuj, jescze w przychodni"IBIS" ul Kacza 8(tel.: 22
                                    8624820;8624821)tez w wawie.wizyta 250 zł, ale naprawde to bardzo
                                    dobry człowiek, mysle ze cos poradzi, najwazniejsze to nie
                                    pozostawac biernym.dzwon juz teraz, nie ma na co czekac.

                                    pozdrawiam cieplutko
                                  • ewelka1308 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 02.11.07, 22:19
                                    bardzo współczuję Ci z powodu Twojej mamy. Moja niestety też nie
                                    miała usuniętego guza operacyjnie, bo był zbyt zaawansowany. W
                                    planowanej operacji miano pobrać próbkę do badania histopat. i
                                    usunąć, co się da. Niestety zrobiono tylko zespolenie, przy czym
                                    operacja została przyśpieszona ze względu na wymioty mamy. Wtedy
                                    lekarze już wiedzieli, że nic nie usuną. Muszę przyznać, że mam
                                    całkowicie odmienne zdanie niż polimeraska. Ja prof Szawłowskiego
                                    poleciłabym każdej chorej osobie.Zrobił na mnie (i co najważniejsze
                                    na mojej mamie) ogromne wrażenie;mama mu bardzo ufała i wierzyła,że
                                    on jej pomoże.Niestety nie zdążyła (musieliśmy czekać na wynik
                                    histopat, bo bez tego nie mogłoby być ewentualnej chemii; w dniu
                                    śmierci próbkę ostatecznie zbadano a oddział dostał ją 4 dni po
                                    śmierci-co za los, mama byłaby leczona na 100%;wtedy minęło już 5
                                    tygodni a nie 2 jak nam obiecywano).Ja wprawdzie chodziłam najpierw
                                    na wizyty do PFESO, ale bez mamy Prof widział ją tylko raz na
                                    wizycie w COI przed skierowaniem jej do szpitala.W klinice jest
                                    tylko 2 dni w tygodniu więc bałam się,że się nią nie zajmuje (taka
                                    jest zasada-lekarze mają swoich pacjentów, Szawłowski nadzoruje
                                    wszystkich pacjentów,konsultuje,operuje,ale nie jest ich
                                    prowadzącym).Wybrałam się więc znów prywatnie a on ze szczegółami
                                    powiedział mi, co mamie zrobiono,jaki jest jej stan,rokowania.
                                    Pamiętał ją. On w zasadzie jako jedyny dawał nam nadzieję na życie
                                    (na zdrowie raczej już nie).Kazał nie tworzyć czarnych scenariuszy
                                    (tak dosłownie powiedział), nie martwić się na zapas,powiedział,że
                                    będą działać,żeby nam pomóc;dał nam skierowanie na badania,gdy inni
                                    nie chcieli dać, był może trochę "sztywny", ale miły, rzeczowy,
                                    cierpliwy.Poza tym większość lekarzy na oddziale nowotworów górnego
                                    odcinka pokarmowego bardzo pozytywnie zapadli mi w pamięci - dr
                                    Talarek, Saramak i kilku innych. Mili, z dobrym nastawieniem, nie
                                    miałam problemów z odpowiedziami na moje pytania. Mojej mamie
                                    operację zrobili bez decyzji jej lekarza prowadzącego (dr
                                    Olesiński,ale nie jest chyba lubiany i moja mama nie polubiła go) i
                                    specjalnie zostali dłużej-operację mogli zrobić planowo w
                                    poniedziałek,ale żeby mamie poprawić samopoczucie i żeby mogła
                                    jeść,zdecydowali się na nią,choć byli po długiej i ciężkiej
                                    operacji. Jedynie niezbyt miło wspominam dr Jeziorskiego-
                                    chemioterapeuta.Wiem na pewno,że nie przepadają za nim jego
                                    współpracownicy. Tak więc moja droga.Moje doświadczenia są inne. Ja
                                    na początku byłam na Wawelskiej i kto wie,czy nie za późno
                                    skierowaliśmy się do prof Szawłowskiego i do COI. Na Wawelskiej
                                    lekarz powiedział mamie,żeby już nie przychodziła.Po tym czasie mama
                                    żyła jeszcze 2,5 miesiąca i miała robionych jeszcze kilka zabiegów,
                                    dostawała leki, a tak może zmarłaby po kilku tygodniach. Niestety
                                    choroba z nami wygrała,ale stan mamy był bardzo poważny.Wiele
                                    składników krwi było zawyżonych lub zaniżonych. Teraz przed Toba
                                    trudny okres-musisz walczyć o mamę. Nie znam prof Szczylika,ale
                                    każdy chce dla swoich bliskich jak najlepiej, więc szukaj poomocy
                                    nawet u kilku lekarzy. I nie poddawaj się. Bo kiedy są chwile,że
                                    jesteś już padnięta,że masz już dość sytuacji, wierz mi - i tak to
                                    jest lepsze od chwili, kiedy już masz spokój,ciszę,ale nie masz
                                    swojej ukochanej matki. Życzę Ci, aby wam się udało. Sciskam Cię.
                                    Ewelina
                                    • polimeraska Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 02.11.07, 23:40
                                      sama widzisz jak w centrum wszytsko działa, oni nie dbaja o
                                      pacjentow, to masowka,prof Szawłowski chyba kazdemu mowi to samo,
                                      mojego tate tez niby pamietal, tez do Pfeso chodzilismy, tez
                                      powtarzal"nie ma stracha, wsyztsko bedzie dobrze"a potem gdy tacie
                                      sie pogorszylo nie kiwnal palcem zeby pomoc, ale coz sie dziwic,
                                      wizyty w pfeso trwaja ok 8 min(liczylam z zegarkiem w reku), ja
                                      doswiadczylam niekompetencji i niedopowiedzialnosci z jego strony,
                                      bez obejrzenia zdjec TK, bez konsylium stwierdzil ze tata nadaje sie
                                      do operacji, narobil niepotrzebnie zamieszania i nadziei tacie na
                                      zabieg, opoznilo to wzystko rozpoczecie chemioterapii,po dobie na
                                      oddziale ozznajmil tacie ze jednak nie mozna operowac..,nawet ne
                                      bede pisac jak chory odbiera cos takiego, w takich przypadkach liczy
                                      sie czas, trzeba szybko dzialac,oni tego nie rozumieja, nie staraja
                                      nawet sie zrozumiec i postwic w sytuacji chorego...(p.s. dr O. jest
                                      wcale nie lepszy zeby nie powiedziec gorszy).
                                      wybor oczywiscie nalzey do Ciebie, nie twierdze ze w COI na 7 p. nie
                                      ofiarowano zycia wielu ludziom, ale tak sobie mysle, czy to nie sa
                                      takie idealnie proste, ksiazkowe i wygodne dla nich samych przypadki?
    • ewam1959 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 03.11.07, 17:01
      Kochane, dziękuję Wam za rady. Mam rodzinę w Warszawie (ja jestem z
      Łodzi) i będę usilnie starać się o wizytę u prof. Szczylika
      (dziękuję za adresy i telefony). Wiem, że nie mogę się załamać i
      poddać - przy Mamie jestem opanowana i "twarda", tym bardziej,że
      Mama z dnia na dzień lepiej się czuje i Jej wygląd nie wskazuje na
      żadną chorobę. Ale jak wracam ze szpitala do siebie do domu, to
      niestety "hamulce" puszczają. Tym bardziej, że oprócz Niej nie mam
      praktycznie nikogo bliskiego. To wszystko tak bardzo boli.
      • polimeraska Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 03.11.07, 19:01
        dokładnie to samo czułąm jeszcze dwa mies temu, tata wygladal jak
        zdrowiutki człowieczek wsrod tych wszystkich zniszczonych i
        wycienczonych choroba ludzi w poczekalaniach... ciesz sie i mysl
        pozytywnie, mama ma sie dobrze, wiec dzialaj poki jej organizm
        jeszce wlaczy ma sile do walki! nie mozesz sie poddawac, to musi
        teraz byc Twoje motto powtarzane od samego rana...mysle ze w tym
        momencie chirurgicznie nic nie da sie zrobic i najwazniejsze to
        terapia ktoraa zadziała, a w COI nie zaopiekuja sie mama pod tym
        katem, wierz mi.
        naprawde mocno sciskam i trzymam kciuki za owocne konsultacje!

        (p.s. jestem z okolic łodzi;) )
        • ewam1959 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 03.11.07, 20:47
          Polimerasko, bardzo dziękuję Ci za słowa pełne otuchy. Nie będę sie
          poddawać, od poniedziałku dzwonię do prof. Szczylika. Tylko wiesz,
          jak patrzę na Mamę, że z każdym dniem jest coraz lepiej, to ciężko
          wyobrazić sobie, że ona jest tak bardzo chora. Do tego nie wiem, ile
          zna prawdy (chirurg powiedział, że powie, że wycięto to, co się
          dało). Ale Mama napewno będzie chciała wiedzieć wszystko (wiedziała,
          że operacja potrwa ok 7 godz. a trwała ok. 3,5 godz). To już
          napewno dało Jej cos do myślenia. I teraz nie wiem, czy ona zna
          prawdę, czy przede mną coś ukrywa. Bo jak robiono USG i tomografię,
          to była prawie awantura - nie chciała, żebym dowiedziała się przed
          sobotą i niedzielą. Ale w piątek dowiedziałam się prawdy, lekarka,
          która powiedziała przy Mamie (i mnie) cała prawde, była bardzo
          oschła, wydała wyrok nie mając wyników. Myślalam, że psychicznie
          nie wytrzymam. Zresztą do tej pory nie mogę sobie poradzić, cały
          czas jestem na lekach uspokajających. Najgorsze w tym wszystkim jest
          to, że jestem sama, praktycznie nie mogę na nikogo liczyć. Jeżeli
          miałabyś ochotę (jestem z Łodzi, a wiem, że Ty z okolic) to proszę,
          napisz do mnie maila na adres: armadilo@toya.net.pl
          Serdecznie i gorąco Cie pozdrawiam, Ewa
          • ewelka1308 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 06.11.07, 09:04
            Ewo! Co u Ciebie? Jestem ogromnie ciekawa, czy udało Ci się
            skontaktować z profesorem. Co do pani doktor, która przekazała wam
            wiadomość w taki sposób-brak mi słów; ja spotkałam się z jednym
            takim lekarzem,który bez ogródek przekazał mamie informacje o jej
            stanie, dopiero po chwili coś go ruszyło (mama zapytała się go
            wprost czy teraz zostało jej tylko czekanie na śmierć) i zaczął
            mówić,że trzeba miec nadzieję,że może pojawi się coś nowego i takie
            tam bzdety (bzdety, bo jak to nazwać po wydaniu bezwzględnego wyroku
            śmierci bez obietnicy pomocy, a wręcz odesłaniu pacjenta).Wprawdzie
            lekarz miał rację (bo mamy nie udało się uratować a w dzień jej
            śmierci pojawił się program leczenia chorych chemioterapią na guza
            pęcherzyka żółciowego), ale kto wie, jak bardzo wpłynęło to na
            dalsze leczenie mamy.Drugi lekarz powiedział tylko mi o tym,że mamy
            nie da się leczyć, bo nie ma programu (2 tyg przed śmiercią) po
            uprzednim wyproszeniu jej z gabinetu.Tylko głupi nie domyśliłby się
            o co chodzi. Ja jej coś tam powtórzyłam-bo wprost zapytała,ile
            lekarz dał jej czasu i przeczuła,że chemii nie dostanie. Niby nie
            powtórzyłam wszystkiego,ale dziś żałuję,że jej nie oszukałam-może
            nie poddałaby się (choć stwierdziła,że lekarz był niesympatyczny i
            ona poczeka na wynik histopat i z nim pójdzie do prof Szawłowskiego).
            Trzeba być odpornym ta takich lekarzy i walczyć, walczyć...
            Trzymam za Was kciuki. Życzę Ci dużo siły.
            Ewelina
            • ewam1959 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 06.11.07, 18:53
              Ewelinko, mama nadal w szpitalu, miała trzy cięcia i jedna rana
              bardzo żle się goi. Opatrunki zmieniane 2 razy dziennie, antybiotyk,
              ale najważniejsze, że już od 3 dni normalnie je, bo przez tydzień
              była na kroplówkach. Poza tym samopoczucie ma dobre i dlatego ciężko
              mi uwierzyć, że jest tak bardzo chora. Niestety, na wynik musimy
              poczekać około 2-3 tygodni. Mam rodzinę w Warszawie, jutro wracają z
              urlopu i będą starać się dotrzeć do prof. Szczylika i Szawłowskiego.
              Niestety, lekarze są bardzo bezwzględni, ich stwierdzenia, że nic
              już nie można zrobić, mogą zwalić z nóg zdrowego, a co dopiero
              chorego ??? Przecież właśnie po wysłuchaniu takiego wyroku, chorzy o
              słabszej psychice poddają się i nie mają już chęci walki. A to jest
              bardzo ważne. Pozdrawiam Cie serdecznie i będę pisać, co dalej.
              • polimeraska Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 06.11.07, 22:58
                witaj,
                jak pamietasz mojego tate prof szawlowski i jego kompania skazali na
                smierc, bez zadnej pomocy, bez zainteresowanai jak ukoic bol, jak
                ulzyc choremu w tych ostatnich dniach, ja sie nie poddalam, blagalm
                o konsultacje kilku innych specjalistow, no i jutro tatusia
                operuja! nie bylo to wyblagane, ze operacja za wszelka cene, po
                prostu spytalam o opinie, dr stwierdzil, ze chce tate zobaczyc, no i
                wczoraj po konsylium chirurgicznym podejmuja sie operacji, wiem ze
                to nic wielikeigo, ze moze nie beda mogli za wiele pomoc, ale
                chociaz udroznia mu jelita, moze choc zacznie jessc znowu, moze
                bedzie mozna wrocic do chemii, cos dalej dzialac(chemia dzialala,
                nacieki z nadnercza znikneely, ale tatus dostal niedroznosci no i
                juz jego stan nie pozwalal na zaden wlew), trzeba walczyc o swoich
                najblizszych, naprawde nie poddawaj sie, ostatkiem sil szukaj i
                pytaj az ktos da iskierke nadziei.
                strasznie sie boje jutra, trzymajcie kciuki prosze za nas
                pozdrawiam cieplo.
              • bozka1963 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 12.11.07, 13:13
                Witaj EWO! Jak się czuje Twoja mama? Mój partner ma guza trzustki.
                Dzisiaj został wyznaczony na przyjęcie do Barlickiego na 4.12.
                Narazie jego stan jest dobry. Nie ma gorączki, ani innych
                dolegliwości. Boję się jednak,żeby do tego czasu się nie pogorszyło.
                Mam nadzieję,że będzie miał operację i wszystko będzie dobrze. Ma 45
                lat.Napisz proszę w którym szpitalu leczy się Twoja mam i kto ja
                operował.Mam nadzieję,że wynik będzie pomyślny . Mój partner jest
                strasznym pesymistą i od razu podejrzewa u siebie najgorsze.
                Wspieram go, tłumaczę ale ja też się boję.....
                Pozdrawiam Cie serdecznie. Bożena.
                • ewam1959 Re: Guz trzustki - proszę o pomoc 13.11.07, 19:11
                  Witaj Bożenko. Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, ale w sobotę
                  padł mi komputer (system i dysk), jest po naprawie. Ja odebrałam
                  wczoraj mamę ze szpitala ale nadal rana jest nie wygojona, musi
                  zmieniać sobie opatrunki a w piątek jedziemy do szpitala, żeby to
                  obejrzał chirurg. Mama była w szpitalu na pl. Hallera (ordynatorem
                  jest prof. Dziki)a operował dr Staniaszczyk - kiedyś pracował w
                  Barlickim, usuwal 12 lat temu mamie woreczek żółciowy. Jest to jeden
                  z najlepszych chirurgów na pl. Hallera. Warunki i opieka są bardzo
                  dobre, sale 2 lub 3 osobowe, każda z łazienką i ubikacją. Mama przed
                  operacją czuła się bardzo dobrze, na tomografie wyglądało, że guz
                  jest operacyjny. Niestety, podczas operacji okazało się,że nie można
                  go usunąć. Zrobiono tylko zespolenia. W najbliższych dniach będzie
                  wynik, a ja jestem przerażona (markery były wysokie), nie wiem ile
                  wie mama, powiedziałam jej tylko, że usunięto to, co było można.
                  Mimo nie wygojonej do końca rany (co zdarza się często) ma dobry
                  apetyt, je dość dużo, nie ma innych dolegliwości i dlatego tak
                  ciężko mi zrozumieć, że jest tak bardzo chora. Bardzo się boję, co
                  bedzie dalej. Ja mieszkam obok szpitala Barlickiego (mój sąsiad
                  pracuje tam jako chirurg), jeżeli będziesz chciała wiedzieć coś
                  więcej, to napisz (mój adres: armadilo@toya.net.pl). Serdecznie Cię
                  pozdrawiam i głowa do góry !!! Ewa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka