meczy mnie mysl...

30.04.08, 16:12
Od smierci mojej Mamy minelo 1,5 miesiaca. Przyczyna smierci mojej
Mamy nie byl nowotwor, na ktory chorowala, ale powiklania
pooperacyjne, w sekcji, ktora zlecono, aby wyjasnic przyczyne
samoistnego pekniecia watroby (ktore to pekniecie doprowadzilo do
zatrzymania nerki a dalej do zatrucia organizmu), nie wykryto
komorek rakowych, sam lekarz powiedzial mi ze Mama na raka nie
umarla, zwalczyla go....miala pecha...tak mi powiedziano. Nie moge
jakos sie z tym faktem pogodzic, ze pokonala chorobe a w skutek hmmm
smiem napisac bledow w leczeniu zmarla..nie mam sily opisywac calej
historii, ale z wynikow histopatologii po jednej z ostatnich
operacji wyszlo, ze nerke, woreczek zociowy oraz kawal watroby miala
wyjete bez sensu, gdyz badanie histo nie wykazalo komorek rakowych w
wycinkach....a potem poszlo lawinowo...tydzien na oiomie...a jeszcze
3 tygodnie przed smiercia czula sie bardzo dobrze, byla w kinie na
Amerykanskim gangsterze, przywiozla mi obiad do domciu i pojechala
na dzialke zobaczyc jak po zimie wszystko wyglada...miala
pecha...dlaczego ona...jestem zla, smutna, bezradna.
s.
    • ferg_666 Re: meczy mnie mysl... 30.04.08, 19:36
      Troszeczke napisalas tak, że trudno sie polapac co było po kolei.
      Mogę napisać tylko tyle, ze czuje dokladnie to samo co Ty, ze wiele rzeczy mozna
      było zrobić inaczej... Od smierci mojego Taty minęło 2,5 tygodnia. Tez mogłabym
      stwierdzić, że nie umarł na nowotwór tylko na rózne wynikające z niego
      powikłania. Nie mniej jednak błedy trzeba wytykać i można napisać skargę ....
      • ewelka1308 Re: meczy mnie mysl... 30.04.08, 20:34
        od śmierci mojej mamy minęło pół roku. I uczucie, że czegoś nie
        dopatrzyłam, coś przeoczyłam, że nie poszłam z nią do lekarza po
        pierwszym usg zrobionym w kwietniu. Bo skoro było
        napisane "zalecenia: tomografia komputerowa", dlaczego lekarz
        rodzinny jej tego nie zlecił? "Trzeba zrobić porządek z tymi
        kamieniami". Tylko tyle. Tak minęło 2,5 miesiąca i choroba
        postąpiła, bo w kolejnym usg było już widać "naciek" o większej
        powierzchni, a w pierwszym był sporo mniejszy obszar wymagający
        dalszej diagnostyki (obszar hyperechogeniczny czy coś takiego).
        Chyba wyrzuty sumienia pozostaną do końca życia. Wiem, że mamy rak
        rozwijała się powoli. I niekoniecznie uratowanoby ją, gdyby trafiła
        do onkologa 3 miesiące wcześniej. Moje rozpamiętywanie trochę
        przygasło. Czas nie uleczył ran, trochę je zabliźnił. Pozostały ból,
        smutek i fantastyczne wspomnienia po ukochanej matce...
    • marialena Susanko!! 05.05.08, 15:02
      w pierwszych slowach, prosze przyjmij ode mnie wyrazy glebokiego,
      szczerego wspolczucia z powodu odjescia Twojej Mamy.

      prosze zagladnij na Twoja poczte gazetowa, napisalam list do Ciebie.
      mamy podobna tragedie w rodzinie, walczymy z bledem jednej lekarki,
      napisalam jakie kroki w tej chwili stawiamy. naszym tragicznym dniem
      jest/byl 29 kwietnia tego roku...

      pozdrawiam Cie, Susanko!
Pełna wersja