susanka
30.04.08, 16:12
Od smierci mojej Mamy minelo 1,5 miesiaca. Przyczyna smierci mojej
Mamy nie byl nowotwor, na ktory chorowala, ale powiklania
pooperacyjne, w sekcji, ktora zlecono, aby wyjasnic przyczyne
samoistnego pekniecia watroby (ktore to pekniecie doprowadzilo do
zatrzymania nerki a dalej do zatrucia organizmu), nie wykryto
komorek rakowych, sam lekarz powiedzial mi ze Mama na raka nie
umarla, zwalczyla go....miala pecha...tak mi powiedziano. Nie moge
jakos sie z tym faktem pogodzic, ze pokonala chorobe a w skutek hmmm
smiem napisac bledow w leczeniu zmarla..nie mam sily opisywac calej
historii, ale z wynikow histopatologii po jednej z ostatnich
operacji wyszlo, ze nerke, woreczek zociowy oraz kawal watroby miala
wyjete bez sensu, gdyz badanie histo nie wykazalo komorek rakowych w
wycinkach....a potem poszlo lawinowo...tydzien na oiomie...a jeszcze
3 tygodnie przed smiercia czula sie bardzo dobrze, byla w kinie na
Amerykanskim gangsterze, przywiozla mi obiad do domciu i pojechala
na dzialke zobaczyc jak po zimie wszystko wyglada...miala
pecha...dlaczego ona...jestem zla, smutna, bezradna.
s.