Dodaj do ulubionych

Laparoskopia (dlugie)

17.08.08, 11:34
Moze komus przyda sie ponizszy opis choc nie dotyczy operacji w Polsce. Jestem tez ciekawa na ile wspomnienia moich niedawnych perypetii roznia sie od analogicznych "krajowych" - w sumie przypuszczam,
ze mialam sporo szczescia, ze trafilam do szpitala w niewielkiem uniwersyteckiem miasteczku w Niemczech,
a nie do ktorejs z warszawskich klinik.

Bo tak sie zlozylo, ze trzeba bylo niemieckiego lekarza by postawic dosc oczywista diagnoze -
ciekawych odsylam do wpisu na forum "zdrowie kobiety"
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=216&w=81674502&a=81674502
Jak juz wiedzialam, ze mam (hodowanego zapewne przez lata) miesniaka, zaczela sie biurokracja zwiazana
z ubezpieczeniem (prywatnym,niemieckim). Przez kilka tygodni nie bylo jasne czy zaplaca za operacje,
czy tez bede musiala jechac do Wwy i robic ja prywatnie. Dawno nie musialam wypelnic takiej sterty papierzysk, ale w koncu dostalam list-deklaracje, ze pokryja koszty. Na pewno pomogl tu fakt, ze wiekszosc telefonow/faksow wykonywala sekretarka naszego instytutu. Podejrzewam, ze bez wsparcia szacownej instytucji (madra kobieta stawiala pieczatki na kazdym faksie :) na list z deklaracja czekalabym znacznie dluzej...

Pozniej juz bylo latwo. Z listem od ubezpieczyciela poszlam do lekarza,ktory odkryl mojego miesniaka.
Ten zapytal czy uniwersytecka Frauenklinik bedzie mi odpowiadac - jesli tak, to on zadzwoni mnie umowic.
W pare minut mialam juz termin wizyty w klinice (na za tydzien). Tam zrobili mi trojwymiarowe USG,
miesniak okazal sie wiekszy niz na normalnym ( 8 x 7 x 6.5 cm ) Pokiwali nad tym glowami i zmartwili mnie stwierdzeniem, ze przy tych wymiarach i lokalizacji laparoskopia moze nie wystarczyc, a ewentualne ciecie bedzie od pepka w dol, a nie "bikini". Termin operacji wyznaczyli na poniedzialek 11-ego (na za dziesiec dni).
W piatek poprzedzajacy operacje mialam sie stawic na badania krwi/moczu, rozmowe z chirurgiem, anastezjologiem i wypelnienie kolejnej sterty ankiet. (Poza pytaniami czysto zdrowotnymi padlo sporo nazwijmy to organizacyjnych: Czy przyznaje sie do jakiejs religii i zycze sobie wsparcia uchowego? Czy mam problem z tym by wsrod osob zajmujacych sie mna byli mezczyzni? Czy mam jakies szczegolne wymagania dotyczace kuchni: dieta wegetarianska nie stanowila zadnego problemu... Czy mieszkam sama, czy bedzie mial mi kto pomagac jak juz wroce do domu? )

Dostalam preparat przeczyszczajacy do wypicia w niedziele, zakaz jedzenia od niedzielnego poludnia i picia od polnocy. W szpitalu mialam sie stawic o 6:30 w poniedzialkowy poranek, po prysznicu, wygolona (na szczescie mam blisko, wystarczylo wstac o 5-ej, zreszta zakaz makijazu czy uzycia chocby najprostszego kremu/balsamu skracal czas przygotowan)

W klinice zmierzono mi temperature,cisnienie i obwod lydki, dali operacyjna szatke + upiorne przeciwzylakowe ponczoszki i przed 7-a odwiezli mnie na blok "przedoperacyjny". Tam tabletka usypiajaca, wenflon, obklejenie elektrodami, przesiadka na cos w rodzaju lezacego fotela ginekologicznego. Zabieraja szatke, ale przykrywaja cieplym zielonym kocykiem (przysiegam, ze byl podgrzany!). Na sali operacyjnej (lodowatej) obkladaja konczyny jakimis gabkami i mocuja do tego fotela. Acha, jeszcze mam aparat do mierzenia cisnienia - dosc regularnie czuje jak napelnia sie powietrzem sciaskajac mi ramie. Pytaja jak sie mam, narzekam, ze zimno, wiec wlaczaja jakas maszyne dmuchajaca mi w szyje cieplym powietrzem - i ten cieply podmuch jest ostatnia rzecza ktora stamtad pamietam...

Budze sie na sali pooperacyjnej troche po 11-ej. Mlody chlopak opytuje sie jak sie czuje. Sprawdzam, ze moge sie ruszyc, nawet podniesc biodra... Pytam o toalete i dowiaduje sie ze mam zalozony cewnik, wiec moge sie nie przejmowac. Mam tez dren i kroplowke, jestem w "swoim" lozku, mam znowu szatke. Komisyjne ogladanie opatrunkow wprawia mnie niemal w euforie, bo sa tylko cztery malutkie - widze, ze skonczylo sie na laparoskopii - olbrzymia ulga! Tak w ogole to musze byc na niesamowitej dawce narkotykow bo nic mnie nie boli i czuje sie swietnie. Po godzinie przychodzi zielona zjawa (chirurg (?)) by mi opowiedziec, ze wszystko odbylo sie pomyslnie, histeroskopia pokazala, ze miesniak nie znieksztalcil ujsc jajowodow, wiec mogli go wyciac laparoskopowo i teraz mam macice w ksztalcie serca, ale to w niczym jej nie zaszkodzi. Dowiaduje sie ze znalezli tez kilka ognisk endometriozy i tez je usuneli, a wszystkie usuniete tkanki powedrowaly do laboratorium na badania. OK. Sprawdzili tez droznosc jajowodow.

O 14-ej jestem juz na swojej sali. Pielegniarka pomaga mi wstac - ide do okna i spowrotem - troche niepewnie, ale ide! W zasadzie nie moge uwierzyc, ze mi cokolwiek wycieli. Spekulacje na ten temat zajmuja nam czas
do 20-ej kiedy to odwiedzajacy musza isc do domu (godziny odwiedzin to 10:00 - 20:00) W miedzyczasie zmieniaja mi opatrunek kolo drenu i jeszcze raz mam wstac i sie przejsc. No i dostaje kolejnego znieczulacza.
Pierwsza noc jestem w pokoju sama. Kolo 21-ej przychodzi przedstawic sie nocna pielegniarka, pyta czy na pewno niczego nie potrzebuje, upewnia sie, ze wiem, ze mam dzwonic gdyby sie dzialo cokolwiek "niezaleznie od pory" i uprzedza, ze o 5-ej rano przyjdzie jeszcze raz oproznic pojemniczki od drenu i cewnika.

Nastepnego dnia po sniadaniu (poprzedniego wieczora dostalam tylko zupke i mus owocowy) uwalniaja mnie od kroplowki i cewnika, pielegniarka pomaga sie umyc, naciera plecy jakims eukaliptusowym specyfikiem. Dowiaduje sie, ze na ponczoszki jestem skazana do konca pobytu w szpitalu (w srode dostane nowe),
ze na prysznic mi pozwola dopiero po wyciagnieciu drenu (wyciagneli go w czwartek). Mam duzo chodzic, zeby pozbywac sie gazu... Jesc moge wszystko na co mam ochote "bo organizm sam wie najlepiej czego potrzebuje". Swietnie.

Wtorek byl chyba najgorszym dniem tej przygody (jesli nie liczyc niedzieli spedzonej w toalecie...)
Srodki przeciwbolowe do lykania okazuja sie mniej skuteczne od dozylnych. W dodatku ten cholerny gaz biega mi po jelitach w te i spowrotem i jest to troche krepujace, bo w pokoju sa juz dwie inne panie.

W srode jest juz zupelnie w porzadku, humor mi wrocil, nic nie boli (o ile nie smieje sie do rozpuku - musze blagac gosci by nie przesadzali z dykteryjkami) W czwartek nie potrzebuje juz srodkow przeciwbolowych (ostatnia tabletke wzielam w srode wieczorem!). Wyjecie drenu, pierwszy prysznic. W piatek w poludnie jestem juz w domu. Uparlam sie, ze wroce na piechote i troche mi sie za to dostaje, bo 700 metrow okazuje sie byc dosc wyczerpujacym dystansem. Do wieczora w zasadzie nie ruszam sie z kanapy...
Obserwuj wątek
    • blg_p Re: Laparoskopia (c.d.) 17.08.08, 11:39
      Czuje sie swietnie. Oczywiscie, ruszam sie wolniej, podsypiam w ciagu dnia, czasem jakis szew mnie pociagnie, gardlo po intubacji troche drapie, ale nic mi nie jest tak naprawde!

      I dopiero w domu odkrylam jak wygodny byl szpital. Latwiej wstaje sie z lozka z regulowana wysokoscia, czy podnoszonym oparciem. Umywalke mieli wyzej i nie trzeba bylo sie do niej schylac, te wszystkie uchwyty w lazience bardzo pomagaly, a na dobrze pomyslanej szafce nocnej miescilo sie znaczenie wiecej niz na moim nocnym stoliku.

      Ale najbardziej zaimponowala mi przyjaznosc tego miejsca. Kazda nowa osoba z obslugi przychodzi sie przedstawic, wszyscy sie usmiechaja i nikt nie burczy. Pielegniarki dopytuja sie "czym jeszcze moga sluzyc", wytlumacza wszystko zanim zaczna cokolwiek przy pacjencie robic, naprawde ma sie poczucie, ze chca pomoc. Sa niesamowicie cierpliwe i dokladne.
      Panie roznoszace posilki pytaja czy zje sie w lozku czy przy stole, nie robia zadnego problemu gdy prosi sie o kolejny termos herbaty/wode mineralna (wrecz pamietaja komu przynosi sie wode bez gazu, komu gazowana...)Termosy sa swietnym rozwiazaniem - kazdy pacjent dostaje swoj i picia starcza na dluzej (mozna wybierac miedzy kawa, rumienkiem, mieta, owocowa i czarna herbata). Zamowienia na jedzenie na kolejny dzien zbierane sa przed poludniem i choc przyznaje, ze raz przyniesli mi rybe, gdy zamowilam pierozki z serem,
      to jedzenie jest po prostu dobre. Zimne kolacje nawet wysmienite. Z kazdym posilkiem dostaje sie nowy kubek, a szklaneczki do wody/sokow zmieniane sa co rano.

      Bajka a nie szpital.
      • ann_a30 Re: Laparoskopia (c.d.) 21.08.08, 13:51
        Ja co prawda w szpitalu byłam nie z powodu mięśniaków (aczkolwiek jednego też
        mam, ale na razie go nie ruszamy) ale z powodów komplikacji ciąży. No i wrażenia
        podobne - aż miło tam się przebywało. Kolejny pobyt - wizyta w szpitalu, bo 'coś
        mnie boli' zakończona dramatycznym porodem w 28 tc. I to wcale nie na porodówce,
        bo nie było czasu... I znowu przesympatyczna atmosfera, szacunek wobec człowieka
        itp. Niestety nie było to w Polsce. A może w Polsce też są takie szpitale,
        tylko nie pisze się o nich?

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka