Ma 9 miesięcy.
Nie lubi jeść.
Po prostu je tylko tyle by przeżyć

Na śniadanie ok 80- 120ml mleka,ew.pół słoiczka kaszki (takich zrobionych przeze mnie nawet nie tknie). Pomemła trochę bułki, chrupki chętnie (no ale toć chrupek to ma być przegryzka, daję jej max 10 dziennie, bo inaczej już chyba nic innego by nie zjadła).
Pora obiadu to koszmar. Najczęściej 4 łyżki zupy idą jako tako, potem zaczyna się wkładanie nóg do buzi, tarcie buzi ze wściekłością rączkami (mazając siebie i otoczenie), odwracanie głowy, jęczenie. Staram się by zjadła choć trochę, bo to w końcu najważniejszy posiłek dnia. (Oczywiście próbowałam już chyba wszystkiego, generalnie NIC jej nie wchodzi).
Potem jakiś deserek, łaskawie trochę mleka (max 100ml).
Po kąpieli stara się zatrzeć złe wrażenie.

zjada 180ml, ok 23 max 150ml.
I tyle.
Wydaje mi się na maksa mało, jak patrzę na inne wcinające dzieci, to tak mi szkoda, że moja Hania nie ma w jedzeniu ŻADNEJ przyjemności.
Poza tym jest na 25 centylu (była wcześniej na 50). Lekarz mówi, ze jest mega aktywna i ruchliwa, żeby nie martwić się tym spadkiem.
Poza tym rozwija się super. Wiecznie uśmiechnięta, przesypia noce.
Czepiam się, Wasze też takie niejadki? Wyluzować, czy faktycznie je relatywnie mało w porównaniu z Waszymi dzieciaczkami?