Dodaj do ulubionych

gdzie ona teraz jest?

28.07.09, 21:36
Zadajemy sobie wszyscy to pytanie. Od dwoch tygodni, odkad odeszla. Zawsze wiedzielismy gdzie jest i co robi moja Mama. Wciaz mam od niej e-maile w skrzynce, nieodebrane polaczenia i sms-y w telefonie. Gdzie ona teraz jest? Wierze, ze patrzy na nas z gory, juz nie cierpi, jest spokojna i szczesliwa, chociaz jestem przekonana, ze bardzo za nami teskni, a szczegolnie za Tata, ktory tak bardzo cierpi.
Wierze, ze krazy miedzy domami swoich dzieci, doglada ukochanych wnukow, a wieczorami zasypia gdzies obok Taty...
TO takie dziwne uczucie wiedziec, ze Jej juz z nami nie ma, ale nie rozumiec tego do konca. I ludzic sie, ze ktos w pewnej chwili zadzwoni i powie, ze to byl glupi zart i Mama zyje, wciaz z nami jest. Wciaz nie potrafie uwierzyc, ze juz nigdy jej nie zobacze.

Najbardziej boje sie chwil, ktore juz przychodza - chwilowego poczucia normalnosci. Boje sie, gdy sie smieje, na chwile zapominajac o tej okropnej stracie... Czuje sie, jakbym ja ranila tym, ze przez sekunde o niej nie mysle. Ale przeciez z drugiej strony wiem, ze ona bardzo chcialaby, zebysmy zyli dalej, dzielnie, tak, jak ona zawsze nas do tego zachecala.

Boje sie o Tate, ktory, gdy juz zalatwi wszystkie sprawy urzedowe po jej smierci, gdy juz zamowi najpiekniejszy na swiecie pomnik, poczuje sie zagubiony i dopiero wtedy dopadnie go straszliwa samotnosc. Boje sie, ze bedzie chcial do niej dolaczyc.

Wiedzialam, ze przeciez kiedys mnie to czeka. Utrata najkochanszej, najblizszej na swiecie osoby. Nie wiedzialam, ze nastapi to tak szybko. I nie mialam pojecia, ze tak bardzo bardzo boli.
Obserwuj wątek
    • tilia7 Re: gdzie ona teraz jest? 28.07.09, 22:18
      Mama na pewno jest z Wami i patrzy na Was i opiekuje się Wami.Na pewno.Ale bólu
      to nie jest w stanie zmniejszyć ani poczucia straty,niestety...
      • anima Re: gdzie ona teraz jest? 29.07.09, 09:16
        tilia7 napisała:

        > Mama na pewno jest z Wami i patrzy na Was i opiekuje się Wami.Na pewno.

        ja też bardzo w to wierzę. bez wiary, że tak jest, nie poradziłabym sobie. A dzisiaj, po raz pierwszy od jej śmierci, śniła mi się. Uśmiechała się, organizowała, wypytywała, doradzała. Tak bardzo po swojemu...
    • annubis74 Re: gdzie ona teraz jest? 29.07.09, 07:27
      doskonale Cię rozumiem
      u mnie minął już miesiąc
      nie jest lepiej - czas tóry minął niczego nie uleczył
      tzn. musiałam niejako wócić do życia, wyjść do ludzi, coś pozałatwiać
      odpowiedzieć 100 razy na pytanie : Jak to się stało?
      wysłuchać tego, że ludzie nie moga w to uwierzyć...
      numer Mamy mam wciąż w komórce, ale Ona już nie odbiera telefonu
      ja też wciąż nie mogę uwierzyć że to się stało naprawdę
      że już jej nie zobaczę
      nie zadzwonię do niej
      nie opowiem co słychać u Maluszka, nie poplotkujemy
      że już nie zapytam ją o radę
      są chwile szczególnie te które spędzam z córeczką, że się uśmiecham
      są chwile że rozmawiam normalnie
      a później znów dopada mnie tęskota, żal, i to wszystko szarpie za
      serce, u nas wszystko przyszło gwałtownie nieoczekiwanie, jeszcze
      niedawno panowaliśmy pewne rodzinne uroczystości, pierwsze urodziny
      mojej córeczki i tego wszystkiego Mama nie doczekała
      też czuję taki sam strach o Tatę, który został sam; zawsze byli
      takim kochającym się małżeństwem, Tata tak walczył o Mamę... też
      boję się że zabraknie spraw do załatwienia i dopadnie Tatę samotność
      • anima Re: gdzie ona teraz jest? 29.07.09, 09:14
        na wiosnę posadziła pomidory, bo miała ochotę na takie pachnące słońcem z krzaczka. w przyszłym roku miała siać kwiaty. kupić lampę do jadalni. kupiła sobie spodnie, których nigdy nie założyła. noszę jej bluzkę, jak talizman, całując ją za każdym razem, gdy ją zakładam. perfumuję się jej perfumami. wiem, że będzie mi jej brakować jeszcze boleśniej, gdy będę podejmować jakieś decyzje, a jej nie będzie, by doradzić mi, co zrobić, by dopingować. nie usłyszę od niej "weź się w garść".

        gdy piszesz o swoim Tacie, to jakbym czytała o swoim. i choć mi jest tak ciężko, to wydaje się, że on cierpi najbardziej.

        trzymaj się.
        • annubis74 non omnis moriar 29.07.09, 11:07
          ja też trzymam się tych małych drobiazgów, szczegółów, które tak mi
          się z Mamą kojarzą. Wierzę, że cząstka Mamy, jej troski miłości jest
          w wielu rzeczach wokół nas. Nie wierzę w tzw. znaki o których wiele
          osób tu pisze (np. przepalajace sie żarówki - u mnie w domu zawsze
          przepalają się seriami bez wyraźnego powodu). Ale wierzę że cząstka
          Mamy jest z nami - w kwiatach w jej ogrodzie, które sadziła z takim
          zapałem, w zapachu domu, w książkach leżących na stoliku przy łóżku,
          o których nie zdążyłyśmy porozmawiać, w rysach mojej córeczki a
          zwłaszcza jej uśmiechu, radości pogodzie, tak podobnej do radości
          życia u mojej Mamy.
          Moja Mama zawsze żyła szybko, w biegu, mimo, że pamietała o
          wszystkim i ogarniała tak wiele rzeczy, czerpała z życia pełnymi
          garściami, miała tylu przyjaciół - tyle ludzi opłakiwało jej odejście
          kiedy rozglądam się teraz dokoła to przeraża mnie to, że ludzie tak
          marnotrawią czas im dany... żałuję ze Mama miała go zbyt mało...
          ciepło Cie pozdrawiam
          • dorrita79 Re: non omnis moriar 29.07.09, 13:21
            myślę sobie, że gdy Ty sie cieszysz, to twoja Mama cieszy się z Tobą. Nie chce
            byś przez całe życie chodziła smutna i ją opłakiwała. Jej już jest dobrze.
            Będzie trudno... ale gdy zdarzy się, że złapiesz promyk radości, uśmiechu to
            ciesz się nim, nie odbieraj go sobie na siłę. Ty masz jeszcze życie przed sobą,
            które trzeba jakoś wykorzystać... nie pozwól by reszta Twoich dni to była ciemna
            noc.

            Ja też do dzisiaj mam nr telefonu Mamy w komórce, mimo iż już minęło ponad 2 lata.
            Wczoraj obroniłam się na studiach...a mojej Mamy przy tym nie było (jak i całej
            zresztą rodziny. Nie mogłam powiedzieć jej jaka jestem szczęśliwa, zwłaszcza, że
            przecież już się miałam w tym temacie poddać. Nie mogłam dzielić z nią swej
            radości. I nie będzie ich gdy wyjdę za mąż, gdy urodzę pierwsze dziecko, gdy mi
            będzie źle czy dobrze. Ich już fizycznie nie będzie. To smutne.
            Ale chcę wierzyć, że gdzieś tam są ze mną i mi w jakiś sposób pomagają.

            Sciskam
            • halas1961 Re: non omnis moriar 29.07.09, 15:16
              Napisałam kiedys wiersz, którego jedno ze zdań brzmiało:
              "Telefon... w którym tekst "mama"
              jest wciąż wpisany tak samo
              I ja, która nigdy nie usłyszę już "mamo"...

              Telefony, buty na półkach, zapachy, smaki, kolory, miejsca...
              To wszystko co nam przypomina, co naszą miłośc wciąż od nowa
              pobudza...
              Kazdy ma takie obawy, ze smiech, radość czy radosne wydarzenia moga
              osobe, ktora odeszla ranić, itd. Ja tez tak mialam i jeszcze miewam.
              Ale niedawno przekonałam sie, ze tak nie jest. To wlasnie Ona , moja
              córka pozwoliła mi smiac sie, tanczyc, radowac. To dzieki jej
              wsparciu stamtad, od dawna, dawna nie przezylam takiej radosci i
              tyle sie nie nasmialam. I czulam wyraznie, ze to Jej jak najbardziej
              na reke, ze Ona razem ze mna sie smieje i tanczy. Oni bardziej
              szczesliwi napewno, kiedy i nam sie udaje usmiechnac...Jednak nic na
              sile, na wszystko przyjdzie czas...
              Halina-mama Agatki
              • anima Re: non omnis moriar 29.07.09, 20:35
                Wlasnie rozmawialam z Tata, omawialismy kwestie pomnika dla mamy i nagle jakbym stracila poczucie rzeczywistosci i prawie zapytalam "A jak mama?" - to bylo najczesciej zadawane pytanie przeze mnie w ostatnich miesiacach...

                Tak, Halinko, wiem, ze moja Mamusia chcialaby, zebysmy sie smiali, radowali, gdy jest ku temu powod. I na pewno chce, zebysmy byli blisko, bysmy sie wspierali, gdy jej - ktora cala rodzine tak cudownie scalala - zabraklo. I wiem, ze cieszy sie, patrzac na nas z gory, gdy spedzamy ze soba duzo czasu. Boje sie tylko, ze najciezsze jeszcze przed nami. Nie wyobrazam sobie np. Swiat BN bez niej. W ubieglym roku, gdy moja siostra chciala zaprosic wszystkich na Wigilie, Mama zaprzeczyla: "Dopoki ja zyje, Wigilia bedzie zawsze u nas"... Nikt wtedy nie przypuszczal, ze bedzie to ostatnia Wigilia z Nia.
    • rozyczkabezkolcow Re: gdzie ona teraz jest? 29.07.09, 20:12
      Mam to samo...moja mamuia odeszla miesiac temu..dopiero teraz w
      normalnych sprawach dociera do mnie ta straszna pustka:((((tez
      panicznie boje się o swojego tate...Mieszkam z mezem a on sam jezdze
      do niego co 2 dzien mamy caly czas kontakt ale boje sie o iego ze
      sie zalamie..
    • annmaria Re: gdzie ona teraz jest? 29.07.09, 22:10
      Pytasz gdzie Oni sa. Twoja Mama moj Ojciec Agata corka Haliny
      Patrycja Marcin Asia Darek Maretty Tatus Osmiorniczki Adas Bietki
      drodzy Doroty.Nie wiem gdzie ale wiem ze sa . W naszych myslach i
      sercach w naszych do nieba wzniesionych w bolu rekach. W zapachach co
      trwaja w chmurach co w slowa sie ukladaja. W liliach co ich nie
      dostalysmy w koszulach w pudelkach. Sa. Bol nie mija lagodnieje.
      Zobaczysz bezkarnie sie bedziesz smiac za rok za dwa. Ale straty tej
      niczym nie wypelnisz. Kiedy Ojciec odszedl umarl kawalek mnie. Dwa
      lata zaraz dwa lata jak zasnal a ja dopiero zaczynam uczyc sie
      usmiechu. Wiem ze martwisz sie o Tate. U mnie bylo podobnie. Mama
      przez pare miesiecy byla jakby jej nie bylo. Ale zostalam ja
      przeciez jej ukochana wnuczka . Tata tez ma Was ma dla kogo zyc.
      Zobaczy to jak przyjdzie pora. Tak to juz jest. Niestety nawet z
      najwieksza najdotkliwsza strata trzeba pogodzic sie na tyle... zeby
      zyc dalej. Przytulam. A

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka