Wyładowania

23.03.10, 08:33
Jestem mamą 4 miesięcznej córci, w związku od 7 lat (od 3 mieszkamy razem).
Problem tkwi w naszych wybuchowych charakterach. Wiecznie się o coś kłócimy, z
błahych rzeczy wychodzą nam karczemne awantury w których mówimy sobie przykre
słowa itd. Wiele razy próbowaliśmy o tym rozmawiać i coś zmieniać ale ja
wytrzymuję on tylko na początku i po góra tygodniu znowu zaczynamy się
sprzeczać.. nawet planować rozstanie itp. Wiem kompletna niedojrzałość
emocjonalna. Żadne z nas nie chce odpuścić. I byśmy sobie pewnie tak żyli w
burzliwej relacji gdyby nie to, że jest Mała. Robimy jej napewno cholerną
krzywdę kłótniami (teraz generalnie ostrą wymianą zdań ale ponoć dziecko i tak
to wyczuwa). Poza tymi cholernymi kłótniami, kiedy zejdzie z nas cała para
jest nam ze sobą bardzo dobrze. Wyładowanie- spokój i wszystko ok. Tylko, że
malutka cierpi. Co robić?
    • zama-zama Re: Wyładowania 23.03.10, 08:43
      nie ma par, które się nie kłócą; owszem kwestia jest tego, w jaki sposób to
      robią i jakich określeń używają; nawet jeśli wrzeszczycie do siebie ale nie
      ubliżacie sobie nawzajem, to może nie jest tak źle; a czy w ciągu tych 3 lat
      mieszkania razem kłótnie są coraz gorsze czy może bez zmian?
      • sebalda Re: Wyładowania 23.03.10, 09:40
        Z czasem dyskomfort, poczucie krzywdy, zranione przez wyzwiska uczucia
        narastają, kumulują się, doskwierają coraz bardziej. Tyle mogę powiedzieć ze
        swojego ponad 20-letniego doświadczenia w takim związku. Bardzo częste kłótnie z
        wyzwiskami i ranieniem uczuć partnera/partnerki nie prowadzą do niczego dobrego.
        My kłóciliśmy się zawsze w nocy, kiedy dzieci spały. Ale po długim czasie
        okazało się, że córkę to wybudzało ze snu i bardzo, bardzo stresowało. Nigdy nam
        tego nie powiedziała, do tej pory nie wiem dlaczego, dopiero jak była prawie
        dorosła i gdy kłóciliśmy się z jej powodu, a ona to dobrze slyszała, potrafiła
        do nas w nocy przyjść i próbowac nas uciszać.
        Jeśli czujesz, że to co robicie jest złe, jeśli troszczysz się o dziecko,
        proszę, spróbuj to zmienić, póki czas, póki nie zabrniecie za daleko, póki
        jesteście jeszcze młodzi i możecie nad sobą pracować. Im później, tym gorzej,
        trudniej, potem często jest za późno, charaktery ukształtują się nieodwracalnie.
        • lina-on-line Re: Wyładowania 23.03.10, 10:03
          Ale jak to zmienić? Czy dam radę sama? Bo nawet gdy ja się staram, to nie
          koniecznie on. mam poczucie, że jest oraz gorzej od czasu narodzin malucha. Ja
          jestem wykończona, partner niby mi pomaga ale ja bym chciała, żeby miał
          konkretne obowiązki w domu i się z nich wywiązywał. Nierealne. Dodatkowo
          dochodzi "niby" teściowa ,która zawsze pozuje na taką pokrzywdzoną przez los
          dobrotliwą babinę ale zawsze wtrąca swoje 3 grosze: najpierw, że nie karmię
          piersią, że na początek chcę podawać słoiczki zamiast gotować, że nie wychodzę
          na spacer 2 razy dziennie, że zakładam za dużo kremu na pupę itd. Jak dziecko
          płacze u niej na rękach to na pewno ma gorączkę albo coś mu się dzieje z
          brzuszkiem. Że mój partner ma pojechać do nich na noc bo tam jakaś ciocia chorea
          a ja przecież mogę zostać sama bo nic się nie dzieje... ble a mój facet
          twierdzi, że przesadzam bo to tylko takie głupie gadanie i w dodatku z troski a
          nie złośliwości. A i że on pracuje to przecież ja mogę robić wszystko w domu. A
          jak mówię, że wymiękam to odp. że nie umiem się cieszyć z macierzyństwa. Jak ja
          mam się zmienić, przemilczeć wszystkie żale, odpuszczać sobie? Czy da się coś
          zrobić, gdy tylko ja się zmienię? Tak mi szkoda mojego szkraba ale przyznaję, że
          ja nie bez winy bo nieraz chodzę podminowana i najdrobniejszy bałagan doprowadza
          mnie do furii. Jestem beznadziejną matką i kobietą w ogóle.
          • mamamisiasia Re: Wyładowania 23.03.10, 10:32
            To, ze od narodzin dziecka jest gorzej, to normalne. Bo dochodzi
            zmeczenie, brak czasu dla siebie, lęk o dziecko. Z doświadczenia
            wiem, ze takie wybuchy swiadcza o tym, ze oboje nie radzicie sobie z
            trudnymi emocjami (własnymi). Wróc do dziecinstwa i sobie przypomnij
            czy rodzice nie zachowywali sie tak samo? Moi tez sie darli ze soba
            (zreszta do teraz), dzień bez wyzwisk to był dzień stracony. U
            siebie zauwazyłam coś takiego, jak skłonnosć do eksptremalnych uczuć
            w związku (bez kłótni brak mi jest czegoś, nie czuje sie zadowolona
            i aż mnie korci, zeby cos zepsuc). To sobie uswiadomiłam dopiero po
            terapi. Moze wybierzcie sie na terapie małżeńska, bo to do niczego
            nie prowadzi. Skoro kłócicie sie o pierdoły, to co bedzie jak zdarzy
            się coś poważniejszego? A z wyzwiskami jest jak z gwożdziami wbitymi
            w deske- możesz przeprosić (czyli gwoździa wyciagnąć), ale ślad po
            nim zostanie.
            • lina-on-line Re: Wyładowania 23.03.10, 10:54
              No wlaśnie u mnie w rodzinie było zupełnie inaczej. Praktycznie nie widziałam
              kłócących się rodziców. (Mój facet odwrotnie). Jedyne moje stresy to pijany
              sąsiad wyładowujący się na córkach, moich przyjaciólkach, które ukrywały się u
              nas w domu... Więc to nie od rodziców. A co do poważnych problemów, to wtedy
              właśnie zawsze możemy na siebie liczyć i to nas pewnie przy sobie trzyma. Tak
              jak pisałam, jest wybuch a potem wszystko wraca do normy i nawet się z tego
              zawsze śmialiśmy bo my sie nawet przepraszać nie musimy. Tylko mała. Może my
              jacyś zaburzeni jesteśmy. W każdym razie bardzo Wam dziekuję za rady i wszystko
              przemyślę.
          • kozica111 Re: Wyładowania 23.03.10, 10:53
            Włącz dyktafon, potem sobie siebie odsłuchajcie.
          • sebalda Re: Wyładowania 23.03.10, 10:56
            Okres noworodkowy jest trudny, ale nie trwa wiecznie, naprawdę szybko mija i
            trzeba się na ten okres szczególnie uodpornić.
            Z tego co piszesz, jesteś szczególnie przewrażliwiona na swoim punkcie, a to
            choć typowe, nie jest dobre. Teściowa ma w wielu kwestiach rację, nie powinnaś
            traktowac jej rad jako chęci dokuczenia Ci, ale może ona naprawdę chce dobrze, w
            końcu ma doświadczenie. Nade wszystko zaś musisz sobie odpuścić na ten czas
            nadmierną troskę o porządek w domu, to powie Ci każda rozsądna kobieta. Partnera
            prosić o pomoc, tłumaczyć, że bycie z dzieckiem jest naprawde trudnym i
            pochłaniającym czas i siły zajęciem, zostawic go może kiedyś samego z dzieckiem
            (wszak nie karmisz) na cały dzień, niech się przekona.
            Dlaczego siedząc w domu nie chcesz gotowac dziecku zupek? Znam dziecko bardzo
            zaniedbane przez pracująca matkę, które za nic nie chciało potem jeść niczego,
            co nie pochodziło ze słoiczka: zupki, przeciery owocowe, sobki, wszystko gotowe.
            Potem kobieta musiala wydawac pieniądze na opiekunki, bo jak dziecko poszło do
            przedszkola i nie chciało jeść jedzenia stołówkowego, a żadna przedszkolanka
            oczywiście nie chciała mu dawać słoiczków, to musiała je z tego przedszkola
            wycofać. Moim zdaniem nic nie zastąpi jedzenia gotowanego, świeżego. Jeszcze się
            dziecko w życiu naje konserwantów i chemii, dlaczego faszerować je tym od
            najmłodszych lat. Napisy na słoiczka, że bez konserwantów, że hipoalergiczne, że
            z najlepszych upraw są czystym marketingiem.
            Odpuść, gdzie możesz, ale z drugiej strony, nie gódź się na wyzwiska, sama też
            nie poniżaj i nie wyżywaj się. To realne, wymaga jednak dużego wysiłku.
            • tully.makker Ale sie ubawilam 23.03.10, 11:29
              Dlaczego siedząc w domu nie chcesz gotowac dziecku zupek? Znam
              dziecko bardzo
              > zaniedbane przez pracująca matkę, które za nic nie chciało potem
              jeść niczego,
              > co nie pochodziło ze słoiczka: zupki, przeciery owocowe, sobki,
              wszystko gotowe
              > .
              > Potem kobieta musiala wydawac pieniądze na opiekunki, bo jak
              dziecko poszło do
              > przedszkola i nie chciało jeść jedzenia stołówkowego, a żadna
              przedszkolanka
              > oczywiście nie chciała mu dawać słoiczków, to musiała je z tego
              przedszkola
              > wycofać. Moim zdaniem nic nie zastąpi jedzenia gotowanego,
              świeżego. Jeszcze si
              > ę
              > dziecko w życiu naje konserwantów i chemii, dlaczego faszerować je
              tym od
              > najmłodszych lat. Napisy na słoiczka, że bez konserwantów, że
              hipoalergiczne, ż
              > e
              > z najlepszych upraw są czystym marketingiem.

              Normalnie chyba sobie wykroje sobie z tego sygnaturke. Matka
              niemowlecia, ktorej partner nie uczestniczy w obowiazkach
              domowych "siedzi" w domu, doskonale. I to biedne dziecko zaniedbane
              przez pracujaca matke, slozy sie leja z oczu. Gotowe soki mu dawala,
              jakie to straszne. I on potem tylko gotowe soki chcial pic. Mamma
              mija. Takim to trzeba normalnie dzieci odbierac.
              • sebalda Re: Ale sie ubawilam 23.03.10, 12:50
                Wyluzuj, Tobie nie przeszkadza, że dziecko od 5 miesiąca życia do bodajże 7 roku
                życia je WYŁĄCZNIE
                • sebalda Re: Ale sie ubawilam 23.03.10, 12:55
                  Sorry. Je WYŁĄCZNIE jedzenie przetworzone, słoiczkowe, a mi przeszkadza. Mnie
                  nie przekona żadna reklama, że to jest zdrowe, Ciebie nie przekona, że to
                  szkodzi dziecku i tyle. Ja uznaję Twoje prawo do odrębnego zdania, zatem Ty może
                  też zechcesz uznać moje, ok?
            • kai_30 Re: Wyładowania 23.03.10, 13:04
              Sebalda - przepraszam Cię bardzo, ale Twój przykład o niczym nie świadczy.

              Ja dla odmiany znam dziecko (obecnie siedemnastoletni młodzieniec) wychowywanego
              przez niepracującą matkę. Słoiczka na oczy nie widział. Młodzieniec ów po dziś
              dzień nie je nic innego, niż kotlety. Matka codziennie smaży mu schabowe, na
              zmianę wieprzowe i z kurzych cycków, i podaje pod nos z ziemniakami. Surówek
              oczywiście też młodzieniec nie spożywa. Do przedszkola nie chodził, wyżywienie w
              stołówkach szkolnych odpadało.

              Mogłoby to świadczyć o tym, że matki niepracujące, samodzielnie gotujące zupki
              dzieciom, robią im krzywdę, nie? :P

              A w chemię to akurat warzywa z warzywniaka obfitują.

              Ja wszystkim moim dzieciom na początku podawałam jedzenie ze słoiczków.
              Najmłodszy obecnie zaczyna jeść nasze obiady, lekko tylko podziabane widelcem,
              mięsko drobno pokrojone. A jak nie mam czasu albo na obiad jest coś
              nieodpowiedniego dla niemowlaka kupuję słoiczek, i nikomu się krzywda nie
              dzieje. Aha - do pracy chodzę raz w tygodniu.

              Okres niemowlęcy czasem jest trudny, i jeśli można go sobie ułatwić, to czemu
              nie? Równie dobrze można by się czepiać, że autorka wątku nie powinna zakładać
              dziecku pampersów, bo siedzi w domu, więc ma czas na pranie pieluch :P Jak
              najbardziej za to popieram odpuszczenie sobie pedantycznej dbałości o dom oraz
              zignorowanie uwag teściowej. Bo to naprawdę jest takie głupie gadanie ;)

              A partnerowi tłuc do głowy, że kiedy on jest w pracy, Ty również pracujesz -
              zajmujesz się dzieckiem. Opiekunki biorą za to ciężką kasę i naprawdę mało która
              przy okazji sprząta czy gotuje. Po południu należy Ci się odpoczynek, bo Twoja
              praca nie kończy się po ośmiu godzinach, tylko trwa dalej.

              I rzeczywiście, najlepiej byłoby męża zostawić z dzieckiem na cały dzień, od
              rana do wieczora, kilka godzin to za mało. I po powrocie dziwić się, że nie
              posprzątane i nie ma obiadu - przecież "siedział" w domu, mógł zrobić, nie? Może
              coś do niego dotrze.
              • sebalda Re: Wyładowania 23.03.10, 13:25
                Kai_30, ja nie jestem przeciwniczką jedzenia słoiczkowego, sama dawalam je
                dzieciom od czasu do czasu, awaryjnie albo dla urozmaicenia. Mnie jedynie
                przeraża takie nastawienie i pójście na łatwiznę w dawaniu dziecku WYŁĄCZNIE
                jedzenia gotowego, zwlaszcza jeśli kobieta w tym okresie nie pracuje i ma jednak
                więcej czasu na ugotownie tej zupki, to nie jest aż tak praco- i czasochłonne.
                I dla równowagi tez znam dzieci, ktore dla odmiany jadły wylącznie lody i
                czekoladę, bo to lubiły i innych rzeczy odmawialy, choć mamusia siedziala w
                domu, podobnie jak w przykładzie z kotletami, ale tu winę ponosi brak
                stanowczości i konsekwencji u matek, a to inna sprawa.
                Zatem słoiczki tak, ale nie wyłącznie.
                • tully.makker Re: Wyładowania 23.03.10, 13:50
                  > Zatem słoiczki tak, ale nie wyłącznie.

                  Moje starsze dziecko wychowane na gotowanych w domu zupkach ma
                  mnostwo alergii. Mlodszy wychowany wylacznie na sloiczkach - nie
                  jest alergikiem. Jak raz mu ugotowalam zupke, to ja wyrzygal, co
                  skutecznie zniechecilo mnie do podejmowania dalszych wysilkow w tym
                  kierunku i zainwestowania czasu ktory spedzilabym przy garach w
                  spacery i zabawy z maluchem.

                  I smiem sadzic, ze mlodszy wyszedl na tym jednak lepiej.

                  Co tez oczywiscie niczego nie dowodzi, bo by wnioskowanie przez
                  indukcje bylo poprawne logicznie, musi byc spelnione wiele warunkow.

                  PS i zadne przedszkole nie wykluczy dzieckoa dlatego, ze nie je - po
                  prostu bedzie chodzilo glodne i tyle.
                  • sebalda Re: Wyładowania 23.03.10, 14:38
                    tully.makker napisała:

                    > PS i zadne przedszkole nie wykluczy dzieckoa dlatego, ze nie je - po
                    > prostu bedzie chodzilo glodne i tyle.

                    Zarzucasz mi, że kłamię? Sprawdziłaś to w kilku placówkach? Skąd czerpiesz taką
                    niepodważalną wiedzę? Matka, którą opisuję bardzo chciała jak najszybciej
                    umieścić to dziecko w przedszkolu, ale jej się nie udało właśnie z powodu, który
                    opisałam. Zresztą byłby to średnio zdrowe dla dziecka, gdyby pozostawało bez
                    jedzenia przez min. 8 godzin dziennie, a może się mylę?
                    Dieta małego dziecka musi być urozmaicona i ze względów zdrowotnych i dlatego,
                    żeby je uczyć różnych smaków, to jest jeden z aspektów zdrowego rozwoju i
                    poznawania świata, przez smaki także. Jedzenie ze sloiczków jest doskonale
                    pozbawione jakiegokolwiek smaku i nic dziwnego, że pierwszy raz zjedzona
                    prawdziwa zupa wywołała szok w organizmie dziecka. Czego to dowodzi? Wyższości
                    gotowego, mdlego jedzenia? No wybacz.

                    • tully.makker Re: Wyładowania 23.03.10, 14:50
                      Doprawdy nie intrsuje mnie, czego dowodzi to, ze dziecko wyrzygalo
                      moja zupe, rownie mdla jak sloiczkowa zreszta.

                      A o smaku potraw ze sloiczka chyba masz niewielkie pojecie, w
                      przeciwienstwie do mnie - przez wiele miesiecy z powodu kobiecznosci
                      wprowadzenia diety eliminacyjnej zabieralam do pracy jako lunch
                      sloiczki z serii Kuchnia Alergika i moge potwierdzic, ze mialy
                      bardzo uroizmaicony smak, w przciwienstwie do ugotowanego w domu
                      ryzu, marchewki i indyka, co bylo jedyna dozwolona opcja.

                      A co uroizmaiconej diety, to chyba juz zapomnialas, jak wyglada
                      zywienie malych dzieci, ktore tygodniami potrafia domagac sie tych
                      samych potraw na sniadanie, obiad, kolacje, oraz 2 sniadanie i
                      podwieczorek. Albo jedza tylko zupe pomidorowa.

                      I moze mi przyblizysz, gdzie zaopatrywalas sie w organiczne warzywa
                      i mieso, by ugotowac pozbawiony chemii posilek dla twoich dzieci?
                    • kai_30 Re: Wyładowania 23.03.10, 15:38
                      sebalda napisała:
                      Jedzenie ze sloiczków jest doskonale
                      > pozbawione jakiegokolwiek smaku i nic dziwnego, że pierwszy raz zjedzona
                      > prawdziwa zupa wywołała szok w organizmie dziecka. Czego to dowodzi? Wyższości
                      > gotowego, mdlego jedzenia? No wybacz.

                      Sebalda, to nieprawda. Pozbawione "smaku" (czyli przypraw, smak jest) są
                      wyłącznie pierwsze niemowlęce zupki, te które zawierają same warzywa i wodę. W
                      zupkach dla starszych niemowląt pojawiają się stopniowo przyprawy. Żeby nie być
                      gołosłowną - dziś mój syn ma na obiad słoiczkowy barszcz ukraiński, dla
                      niemowląt powyżej 9 m-cy. Cytuję z etykiety skład:

                      woda, buraki czerwone, pomidory, mięso wołowe, biała fasola, marchew, ziemniaki,
                      skrobia kukurydziana, por, seler, pietruszka, biała kapusta, koperek, sok
                      cytrynowy, pieprz.

                      Czego tu brak? Soli? Jeśli ktoś uważa, że sól jest niezbędnym składnikiem diety
                      niemowlęcia, zawsze może dosolić, prawda? Zaręczam Ci, że te dania nie są
                      pozbawione smaku, nie są też idealnie zmiksowanymi papkami.

                      A co do urozmaicenia - moje dziecko właśnie dzięki słoiczkom ma urozmaiconą
                      dietę, bo my jemy drugi dzień pod rząd tę samą zupę, a on dostaje cielęcinę z
                      ziemniakami ze słoiczka. Albo rybę w warzywach. Albo danie "kuchni włoskiej" -
                      tak, takie też są w słoiczkach, i nawet oregano w nich czuć :) I żadne dziecko
                      nie dozna szoku po zjedzeniu normalnej zupy zamiast słoiczka, jeśli je dania
                      dostosowane do swojego wieku (słoiczki są po 4-tym, 6-tym, 9-tym i 12-tym
                      miesiącu, i naprawdę bardzo się różnią, nie tylko coraz bogatszym składem, ale
                      też konsystencją i smakiem).

                      A że jakaś matka była debilką i podawała dziecku cały czas zmiksowane potrawy
                      jak dla małych niemowląt, zamiast uczyć je przeżuwać (bo w tym bym raczej
                      widziała problem w opisanym przez Ciebie przypadku) to przepraszam, ale co to ma
                      wspólnego ze słoiczkami? Równie dobrze mogłaby mu sama pracowicie przecierać
                      przez sitko.
                      • tully.makker Re: Wyładowania 23.03.10, 15:48
                        A ja jeszcze dodam, ze wscieklak mial lekk wiotkosc przelyku, co za
                        tym idzie, problemy z przelykaniem i przez jakis czas musialm mu te
                        sloiczkowe zupki miksowac, by nimi nie rzygal - zupki i obiadki maja
                        calkiem spore grudki.
                        • sebalda Re: Wyładowania 23.03.10, 16:04
                          Ok. może się teraz coś zmienilo w kwestii smaku tych nieszczęsnych zupek, ale ja
                          się opiekowałam przez kilka miesięcy rzeczoną dziewczynką, gdy miała 2,5 roku i
                          serce mi pękało, że mój syn wcinał wtedy wszystko, a ta mala tolerowała jedynie
                          słoiczki, nie dawała się namówić absolutnie na NIC, a miala wszak taki dobry
                          przykład w moim synu. Te zupki mimo różnych nazw wszystkie bez wyjątku były bez
                          smaku (12 lat temu). I faktycznie raz jak prośbami i namowami skłoniłam ją do
                          zjedzenia ludzkiego jedzenia, wymiotowała. Potem co jakiś czas spotykalam jej
                          matkę i każdego roku nieodmiennie ubolewała, że córka nadal nie chce nic innego
                          jeść i że nie chcą jej w przedszkolu w związku z tym. Jechała do czasu pójścia
                          do szkoły na zupkach ze słoiczka i opiekunkach;)
                          Czy naprawdę można porównać smak świeżej surówki z przetartymi i pasteryzowanymi
                          warzywami ze sloika? Albo zupy z cielęciny z wloszczyzną świeżo ugotowanej z
                          niby taką samą ze słoika? Podawanie zupy dwudniowej malemu dziecku uważam za
                          naganne. Uuuu, juz się boję nagonki;P I nadal nie rozumiem, co jest tak
                          ciężkiego i trudnego w gotowaniu dziecku zupki.
                          • kai_30 Re: Wyładowania 23.03.10, 18:16
                            Sebalda, ale nikt tu przecież nie optuje za podawaniem słoiczków przedszkolakom!
                            Mówimy o czteromiesięcznym niemowlęciu, które dopiero próbuje nowych smaków! I
                            nie ma mowy o podawaniu mu "surówek" czy zupy na cielęcinie, bo nawet domowe
                            jedzenie i tak na początku dostawałby w postaci jedno-dwuskładnikowych papek :)
                            (Nota bene - w żadnym ze sklepów, w których zwykle robię zakupy, nie widziałam
                            cielęciny.)

                            A co do gotowania - nie chodzi o to, co jest "tak trudnego" w gotowaniu dla
                            niemowlaka. Podobnie jak nie ma nic trudnego w ręcznym praniu pieluch z tetry
                            albo myciu podłóg szmatą na kolanach. Ale słoiczki (podobnie jak pampersy,
                            pralki, odkurzacze i mopy) wymyślono po to, żeby ułatwić nam życie.
                            zaoszczędzony czas można spożytkować inaczej, choćby bawiąc się z dzieckiem albo
                            czytając książkę.

                            I jeszcze, pytanie za sto punktów - jak o tej porze roku zdobyć świeże warzywa
                            bez chemii, nadające się dla niemowlęcia? Bo tę nieszczęsną cielęcinę (i inne
                            łososie) pomijam, możliwe, że inne sklepy są lepiej zaopatrzone, niż moje
                            osiedlowe ;)
                            • sanciasancia Re: Wyładowania 23.03.10, 19:28
                              W moim sklepie osiedlowym cielęcinę się zamawia :)
                              • bellaj Re: Wyładowania 24.03.10, 04:26
                                Czesc,
                                Po urodzeniu syna kuzynka meza mi powiedzial, ze do siebie to
                                dopiero tak naprawde dojde okolo roku po urodzeniu dziecka.Moj syn
                                mial wtedy 2 m-ce , a ja pomyslalam ze to tak dlugo trzeba czekac
                                zeby bylo lepiej. I w moim przypadku to byla prawda, bo po roku
                                hormony sie unormawaly, przestalam karmic, maly spal coraz dluzej i
                                jakos wszyscy sie lepiej przyzwyczili do nowej sytuacji.
                                NIe podawaj sie. Uwierz ze jestes najlepsza matka jaka moglo mic
                                twoje malenstwo. Glowa do gory.
                                • lina-on-line Re: Wyładowania 24.03.10, 10:37
                                  I to sie qrde nazywa przeniesienie (moich dyskusji z teściową) heh to nie było
                                  meritum mojej wypowiedzi. I nie interesują mnie opinie na temat dań w słoiczku
                                  bo mam swoją skonsultowaną z pediatrą. Dzięki bellaj:)
Pełna wersja