baba-jaga
14.01.10, 21:30
jesli komunizm to skrajnosc, rewolucyjna religijnosc, religia buntu,
ale bez Boga, Mesjasza, bo wszyscy Bogowie zawiedli, ilosc klamstw i
naduzyc dokonana przez jednostke i jej elite wybrancow-kaplanow, jak
tez zgromadzone dobra w przepych Bogowi i jego swicie jedynie
dostepny, przekroczyly pewna granice wytrzymalosci posrod ludu....
Istna apokalipsa, rzez niewiniatek.... Wszelka bosksc znika jak
koszmar, pozostaje tylko tworczosc, zdemokratyzowana i wdrozona we
wszelkie instytucje i dzialalnosc ludzka. Ale jesli komunizm, czyli
odzyskana wspolnotowosc, zycie dla drugiego,do masochostycznego
zatracenia jednostki, odnajdywanie siebie w drugim,i we
wspolodczuwaniu, to reakcja wobec naduzyc wobec jednostek i
spoleczenstwa, ale rowniez skrajnosc mszczaca sie na naturze
jednostki jako takiej, czyli na jej skrajnosci, ktora jest Bog
Jedyny, Krol, wladca wszelki - to kapitalizm, ta gloryfikacja
wlasnosci i jednostki, izolacji, odrebnosci i samodzielnosci i
samowystarczalnosci, w skrajnej postaci jest tylko egoizmem. Czy to
jest oscylacja nieunikniona, od skrajnosci w skrajnosc, czy mozliwe
jest uzyskanie jakiegos stabilnego ekwilibrium?