Dodaj do ulubionych

Weterynarze...

18.02.07, 21:42
Jak to się mówi: są ludzie i...parapety. Tydzień temu, w niedzielę, musiałam
"interwencyjnie" skorzystać z pomocy weterynaryjnej. To znaczy nie całkiem ja,
tylko mój dochodzący Pączek. Od kilku dni miał problem z łapą, ale wydawało mi
się, że dam radę mu pomóc, bo to już Pączkowa tradycja - tłucze się z innymi
kotami okropnie i dostaje bęcki.Teraz okazało się, że pod skóra zebrała się
ropa i trzeba było ciąć.Lekarz na którego trafiłam na dyżurze okazał się
super: spokojny, miły, uważny, delikatny.W poniedziałek odwiedziłam Pączka i
znowu: lekarz poświęcił mi ponad pół godziny, wypytałam, ustaliliśmy co dalej,
no drążąca bywam, a on cierpliwie odpowiadał na wszystkie pytania. We wtorek
pojechałam Pączka odebrać...I trafiłam na innego weta...No, nie będę się tutaj
rozwijać, ale kiedy pyrgnął transportówką o ścianę stawiając ją na stole,
kiedy Pączek mnie zobaczył - zaczął tak przeraźliwie krzyczeć(Pączek, nie
wet...), że w oczach stanęła mi historia Wiesiowego Uranka...
Powiem krótko:cham i buc. Wcześniej miałam okazję słyszć głupoty, jakie
opowiadał ludziom, którzy umawiali się z nim na sterylkę kotek. Mam nadzieję,
że nie zrobi im krzywdy.Dlatego czasem się dziwię, kiedy ktoś jako "koronny"
argument używa określenia: "bo wet powiedział...", albo "to przecież
weterynarz, on wie co robi"...Okazuje się, że nie każdy.
Obserwuj wątek
    • ewa_anna2 Re: Weterynarze... 18.02.07, 21:59
      Przykro mi, że twego kiciusia to spotkało. Podobna rzecz spotkała mamy pieska.
      Ceniony wet w moim mieście obcinał pazury. Urban aż skomlił przy tym. A wet:
      Histeryzujesz piesku. I z 1 pazura to aż krew leciała. Jakoś przy innych wetach
      tego nie było.
      A ten piesek był po przejściach. Przestrzelony pysk, 3 pobyty w schronisku.
    • kadrel Re: Weterynarze... 18.02.07, 22:04
      Niech zgadnę...na Stefczyka byłaś?
      • pixie65 Re: Weterynarze... 19.02.07, 09:36
        Kacha, nie zgadłaś wink Zabawa polega na tym, że teraz niekoniecznie chodzi o to
        GDZIE, ale NA KOGO się trafi...
        • misia007 Re: Weterynarze... 19.02.07, 11:49
          Biedny Pączek, szkoda, ze to na niego trafiło, bo pamietam ,że pisałaś o nim, ze
          to taki koci dzieciak ale dobrze przynajmnie, ze konował mu łapy nie opatrywał,
          bo wtedy Pączuś byłby narażony na dłuższy kontakt z tym bucem.A jak łapką ?
          • pixie65 Misiu..:-))) 19.02.07, 16:16
            Dziękuję Misiu za ciepłe słowa, z łapką Paczusia dobrze. Już w zasadzie
            zagojona, zostały "węzełki", które powinny się rozlecieć, a jak nie to sama
            wyjmę.Pączek dalej gra rolę Dobrego Wujka - od niedzieli mam dwójkę dzikusów i
            zauważyłam, że kiedy Pączek przychodzi, maluchy "się wyluzowują", on do nich coś
            gada, one zaczynają mruczeć. Żeby tak jeszcze im pokazał, że trzeba do
            kuwety...Bo na razie bardzo zestresowane są i...hmmmmm...czekamy....
            • misia007 Re: Misiu..:-))) 19.02.07, 17:16
              Pixie jestem przekonana, że Pączus nic nie gra, dobra kocina z niego a te
              wszystkie bójki to z pewnośćia w szlachetnej sprawie.Dzikusy sie nauczą spokojna
              głowa a co to za jedni?Delikatnie ściskam Pączusiową łapkę i pozdrawiam serdecznie.
              • pixie65 Re: Misiu..:-))) 19.02.07, 18:47
                Dzikusom założę nowy watek, może jutro, bo dzisiaj mi smutno z powodu Katiuszki...
                A u mnie też jeszcze może być różnie. Są dwa małe sukcesy: Scurek zaczyna jeść i
                mamy 1:0 dla kuwetki...Pozdrawiam!
    • histeryczka Re: Weterynarze... 18.02.07, 22:19
      myśle, że warto i trzeba złożyć skargę u jego szefów... w końcu łaski nie robi...
    • iris101 Re: Weterynarze... 18.02.07, 23:38
      niestety... ale to smutna prawda.są weterynarze i weterynarze. kiedy byłam z
      poprzednią kotka na sterylizacji, oddano mi ja po zabiegu śpiącą, (po godź.).
      lekarz wczesniej ie udzielił zadnych wyjaśnień. w sumie kot potraktowany został
      bardzo instrumentalnie... uznałm, ze tam juz nie pójdę. obecny lekarz jest
      niezwykle kompetentny, a w jego podejściu do zwierząt widać i uczucia, i
      profesjonalizm.
      • wiesia.and.company Re: Taaak, rada jest na to właściwie jedna 19.02.07, 09:47
        ...ja żałuję, że tego nie zastosowałam w stosunku do pseudo lekarki: powinno
        się ostrym tonem zwrócić uwagę lekarzowi, przywołać go do porządku mówiąc o
        etyce lekarskiej i o tym, żeby zwierzę było spokojne i ufne, a potem podejmować
        działania (tego uczą wykładowcy na weterynarii). Oczywiście można się bać, że
        się więcej zrobi krzywdy zwierzęciu, ale nie ma się czego bać... następnej
        wizyty u tego lekarza nie będzie, a na jego nazwisko można publicznie reagować
        nawet w rejestracji: "wizyta u lekarza X? O nie, w żadnym wypadku - proszę o
        innego lekarza. Poczekam, wolę poczekać.." albo coś w tym stylu.
        Ech, przypomina mi się historia Rubena, który był leczony przez dwa tygodnie
        bezskutecznie i nawet był w szpitaliku, i nagle panie wet. mi powiedziały
        że "kot do tej pory był leczony przez nie objawowo, a teraz trzeba przyczynowo"
        To znaczy że co - był leczony bez powodu? I na co? A gdy go odebrałam ze
        szpitalkiku był w stanie krytycznym, miał zółtaczkę i drgawki i mimo zabrania
        do drugiej kliniki i leczenia szpitalnego intensywnego umarł.
        Więc pytać o przyczynę choroby i na co jest leczony, bo żeby tak na wszelki
        wypadek antybiotyk, przeciwbólowy i rozkurczowy, to ja się już nie zgodzę.
        Leczyć i robić dalsze badania, USG, rentgen, szukać przyczyny.... Ja jestem już
        mądrzejsza kosztem Uranka i Rubena.
        Pozdrawiam. Wiesia + 8
        • maja1101 Oj tak 19.02.07, 13:11
          Witam
          Niestety, ja też miałam styczność z lekarzem weterynarii,który zdecydowanie
          minął się z powołaniem.
          Moją chorą kotką opiekował się wet mieszkający na tej samej ulicy, dosłownie 20
          metrów dalej. Sytuacja idealna.
          Kicia wymagała wlewów robionych 2x dziennie. Pech chciał, że nasz pan doktor
          musiał wyjechać więc z kotem trzeba było pojechać do lecznicy państwowej. A tam
          już od progu - "doktor" zły bo go zbudziliśmy (była 22-ga...), naszego kota,
          który nie był w stanie sam stać i którego nasz wet traktował wręcz z - należną
          mu bez dwóch zdań w tym stanie - czułością, wziął brutalnie za skórę na karku i
          miał pretensje że "śmierdzi jej z pyska"( miała silne zapalenie dziąseł)...
          Więcej tam nie zajrzę choćby nie wiem co.I mam nadzieję że nasza "nowa",Basza
          nie będzie wymagała "opieki" takich konowałów.
          Pozdrawiam!
          • trawa11 Re: Oj tak 19.02.07, 17:22
            My wybralismy sie z Maniusiem do pani wet,ktora wczesniej sie nim zajmowala,ale
            ale wtedy opekunka jego byla pani danuta ,od ktorej wzielismy kotka.Wydawalo
            nam sie ,ze to dobry pomysl ,aby do niej isc.na dzien dobry powiedziala nam ,ze
            nie ma czasu.Kotka bardzo blyskawicznie obejrzala.nam zalezalo ,aby obciela mu
            pazury ,bo trudno to nazwac pazurkami ,nie moglismy sobie sami poradzic.Z
            wielka laska zabrala sie za to .Tyle lapy jako tako poszlo.Schodzy sie zaczely
            przy przedniej .Manis jest bardzo silnym kotem ,za nic w swiecie nie chcial dac
            tej lapki.Zrozumiale ,mial prawo sie bac ,nie wiedzial co go czeka.Pani wet
            krotko skwitowala ,ze kota rozpuscilismy.Efekt dopiero zobaczylismy w domu.Na
            pirtnascie pazurow ,az czery nie zostaly obciete.
            Nastepnym razem trafil juz do wspanialego weta,ktory super sobie z nim
            poradzil,nawet mu pozwolil wszystkie katy pozwiedzac.a do tego tak cierpliwie
            odpowiadal na wszystkie pytania.Zbadal go dokladnie .Bylismy w szoku ,gdy
            powiedzial ile placimy,az 20 zl.,napisze slownie az dwadziescia zlotych.A
            zajelismy mu prawie godzine.Pozniej juz ceny byly ciut wieksze ,ale
            najwazniejsze ,bylo to jak sie obchodzil z kotkiem.Oby wszystkim tacy sie
            trafiali.
            • ewung Re: Oj tak 19.02.07, 18:14
              Trawo a co to za weci? jak nie chcesz tu pisac to na maila mi skrobnij. ciekawa
              jestem
              • trawa11 Do ewung 19.02.07, 19:49
                Napisalam ci na gazetowego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka