aynne
11.03.05, 20:56
Witam...
Wczoraj miałam totalną załamke... Ale po kolei...
Byłam wczoraj na usg u mojej gin. i okazało się, że nastapiła owulacja, pecherzyk ładnie pękł i ie pozostaje nic innego jak przepisowe przytulanie się z mężem.
Czułam się super po wizycie, bo po tylu miesiacach braku owulacji wreszcie jest
i wreszcie pojawiła się szansa na dzidzię...
Ale tak dziwnie się składa, że na dni, kiedy przytulanie powinno dać efekty, mój kochany mąż, który do tej pory silnie mnie wspierał przy PCO, nagle w domku
do późna pracuje przy komputerze, a pakując się do łóżeczka, po prostu odwraca się na bok i zasypia!!! Usprawiedliwienia: stres, zmeczenie itd.
Dziewczyny - czułam się strasznie prosząc tak właśnie - prosząc o "przytulanie" , bo tak długo czekając i dręcząc się, przy tak małej szansy na dzidzię przy tej chorobie pojawiło się światełko... Czułam sięupokorzona prosząc o coś takiego, bez jakiejkolwiek współpracy ze strony męża... Po wielu namowach i zabiegach :-) z mojej strony, mąż łaskawie zgodził się spełnić "moją prośbę".
Stwierdził tylko ze liczyy się tylko dla mnie dziecko i tym żyje... A on nie jest na zawołanie...
To tak szalenie przykre, czasami oczekujemy czegoś od naszych partnerów, a oni uciekają jak mogą... Chyba po prostu mąż nie jest gotowy na dzidzię ( lat 26, ja mam lat 29). Wiem, że w tym wczorajszej sytuacji problem był bardziej natury psychicznej niż fizycznej...
A moze ja po prostu za dużo wymagam?
Teraz czeka, aż będę mogła przeprowadzić test... Oby pozytywnie...