edeka5
08.02.04, 10:49
Ferie - dzieci w domu i są kłopoty z przepchaniem się do komputera, dlatego
to trochę trwało zanim napisałam coś o Bornym Sulinowie. Powtarzam raz
jeszcze linki do stron Bornego, bo nie mam jak przesłać zdjęć.
free.polbox.pl/b/bornesul/indeksy/index.htm
www.in.com.pl/~lukas/borne/borne.htm
www.bornesulinowo.pl/
Mam tzw. mieszane uczucia, jeżeli chodzi o Borne Sulinowo.
Miasteczko jest pięknie położone, w lesie, nad czystym jeziorem Pile,
uchodząca z jeziora rzeczka Piława spiętrzona jest w malownicze zalewy
Nadarzyńskie. Na poligonie - przepiękne wrzosowiska (tego nie widziałam
osobiście). Raj dla wędkarzy, grzybiarzy i turystów.
Ale samo miasto? Dwa lata temu, gdy przyjechałam pierwszy raz, to byłam
dosłownie „chora” na jego widok. Teraz przyzwyczaiłam się, chociaż nie mogę
się z tym pogodzić. Z rozmów ze starymi mieszkańcami, wiem, że miasto zostało
zostawione w stanie do zamieszkania. Nie prawdą jest, że Rosjanie wywozili
kaloryfery zdjęte ze ścian, baterie odkręcone z łazienek i miedziane przewody
elektryczne wyrwane ze ścian. Nastąpił tu klasyczny szaber przez okolicznych
mieszkańców. Pierwsi polscy mieszkańcy Bornego wchodzili do mieszkań i mogli
tam mieszkać, nawet zdarzały się pozostawione meble. Tak było w blokach,
czyli tzw. leningradach. Nie są to ładne budynki. Zbudowane zostały przez
Rosjan dla rodzin stacjonujących tu oficerów. Ciekawsze są mieszkania w tzw.
koszarowcach z wysokimi dachami pokrytymi dachówką.. Są to budynki
przedwojenne, poniemieckie, przeznaczone dla żołnierzy. Obecnie są one
gruntownie remontowane. Ale niestety skończyła się hossa dla miasta,
przestali przyjeżdżać nowi mieszkańcy i wiele domów jest nieodremontowanych,
a wręcz zdewastowanych. Widok jest okropny, domy niszczeją. Spółdzielnie
zajmujące się remontami bankrutują i pozostają koszmarki z odbitymi tynkami,
zdjętymi dachami, bez okien. Taki jest widok z okien mojej mamy – dom bez
tynku, ze zdjętymi dachówkami, ale nowymi krokwiami, niszczejący od kilku lat
na deszczu, nadający się obecnie tylko do rozbiórki. Ale kto to zrobi, to też
kosztuje, a miasto nie ma pieniędzy.
Są też duże budynki jak: Dom Oficera, kantyna nadające się na hotel, ośrodek
wypoczynkowy. Stoją zamknięte i czekają na inwestorów.
Kto tu mieszka? Zdesperowani ludzie, którzy nie mieli szans na swoje
oddzielne mieszkanie u siebie, lub ci którzy zakochali się w otoczeniu
miasta. Niestety tutaj nie ma pracy. I dlatego jest to częściowo miasto
emerytów, którzy mają za co się utrzymać. Ceny mieszkań są tu ok. 3-krotnie
niższe niż w Warszawie, ale żywność jest droższa. Dojechanie (22 km) do
pobliskiego większego miasta - Szczecinka kosztuje 5 zł w jedną stronę.
Rodzina stoi mi za plecami i mówi, że za bardzo narzekam, bo dla tych co
lubią długie spacery po lasach, łąkach, nad wodą i sporty wodne to idealne
miejsce bez tłoku i gwaru.
Każdy ma inne spojrzenie. Moja mama zobaczywszy Borne Sulinowo zdecydowała
się na przeprowadzkę w ciągu pół roku.
cdn