Dodaj do ulubionych

zaangazowanie macochy

01.09.10, 12:24
Poczytalam ostatnio sporo na temat zaangazowania sie niektorych
macoch w wychowanie pasierbow i zaczelam sie zatanawiac po co to
robia.
Posty Marusi, Alanndy czy Agnessam (przepraszam, jesli przekrecilam
nick), pokazuja, ze dla dobra swojego i pasierbow nie warto.
Dziewczyny spalacie sie, poswiecacie siebie, czesto swoj zwiazek,
czesto narazacie sie na przykrosci ze strony Eksi czy dziadkow a
efektow zadnych.
Od wychodznia jest ojciec i matka i tego nalezy sie trzymac.
Po co wam to?
Czy nie prosciej jest zajac sie soba i swoim zwiazkiem?
Nigdy nie bedziecie matkami dla pasierbiatek i nigdy nie doczekacie
sie wdziecznosci z ich strony.
Zapewniam, ze mozna miec dobre uklady z pasierbica
zachowujac "dystans".
Moja metoda jest taka:
Brac udzial w zyciu "rodzinnym", ale wychowanie zostawic ojcu.
Miec swoje zainteresowania i czas bez dziecka oraz nie przszkadzac
ojcu w wypelnianiu jego obowiazkow.
Rozwiazalam tez sprawe opieki nad mala w czasie nieobecnosci ojca.
Raz zostaje ze mna a raz idzie do dziadkow.
Moze mam troche szczescia, ze wyszlam na fajnego faceta, ktory wiele
rozumie, ale gdyby bylo inaczej to poswiecilabym zwiazek, ale nie
siebie

Pozdrawiam
Egoistka ElaKuz
Obserwuj wątek
    • tully.makker Re: zaangazowanie macochy 01.09.10, 13:01
      Nigdy nie bedziecie matkami dla pasierbiatek i nigdy nie doczekacie
      > sie wdziecznosci z ich strony

      Jest mnostwo przypadkow wskazujacych, ze nie musi tak byc. Mnostwo
      cieplych, serdecznych, pelnych zyczliwosci relacji miedzy macocha a
      pasierbami.

      Ja wciaz z uporem maniaka bede twierdzic, ze robienie czegokolwiek,
      by zasluzyc na czyjas wdziecznosc i uznanie jest jednym z
      podstawowych bledow zyciowych. Robie dla pasierbicy to, co robie dla
      SIEBIE - by byc w zgodzie ze soba, postepowac tak, jak uwazam za
      sluszne. Nie oczekuje nagrody, najwieksza jest dla mnie to, ze moge
      sobie rano popatrzec w lustrze w oczy bez problemu.
    • alannda Re: zaangazowanie macochy 01.09.10, 14:08
      Zostalam wywolana do tablicy wiec odpowiadam. Nigdy nie mialam zapedow
      wychowawczych wzgledem mlodego ani nie czulam misji zastapienia mu
      matki, natomiast trudno mi sobie takie calkowite odseparowanie spraw
      wspolnych od oddzielnych wyobrazic. Podam przyklad. Mlody wraca ze
      szkoly i zrzuca ciuchy na srodku korytarza(buty, plecak, kurtka), potem
      bierze sobie z lodowki jogurt, odrywa wieczko, rzuca na podloge a
      lodowke zostawia otwarta i idzie do siebie, po drodze wstepuje do
      lazienki, korzysta z toalety i nie splukuje wody. Jak Twoim zdaniem
      powinna sie zachowac macocha? Poczekac az ojciec chlopaka wroci z pracy
      za kilka godzin? Zadzwonic i poskarzyc, przeszkadzajac mu w pracy? A
      moze zadzwonic do jego matki, ktorej na oczy nigdy nie widziala? Dodam
      jeszcze, ze mam mlodsze dziecko, ktore obserwuje i nasladuje starszych.
      • alannda Re: zaangazowanie macochy 01.09.10, 14:12
        Dodam jeszcze tylko, ze zadnej wdziecznosci nigdy nie oczekiwalam, bo
        niby z jakiej okazji?
      • agnessam Re: zaangazowanie macochy 01.09.10, 15:02
        alannda,
        u mnie jest to samo. Nawet jesli, nie mamy chlopaka caly czas w domu.
        Moge sie podpisac pod twoim postem, tylko jogurt zamieniam na czipsy, a
        lodowke na pootwierane szafki. Reszta sie zgadza. Maz tez stara sie
        chlopcu wytlumaczyc do czego sluzy ten maly guziczek za ubikacja. Nauka
        trwa... wink
        • salanderr Re: zaangazowanie macochy 01.09.10, 16:34
          Jestem zdania ,że ojciec dziecka jest od wychowywania i ja akurat nie byłabym
          w stanie trwać w związku gdzie przerzuca się tą odpowiedzialność na mnie bo sama
          się nie czuję stworzona do tej roli. Jeśli pomimo usilnych prób i próśb nie
          widzicie efektów( zwracanie uwagi dziecku na porąbane zachowania nie uważam za
          próby wychowywania lecz za oczywistość) zabrzmi to brutalnie,ale napiszę co ja
          bym zrobiła gdyby mój pasierb urządzał taką "ścieżkę" po przyjściu ze szkoły :
          rzeczy pozostawione na środku przedpokoju wraz z brudnymi wieczkami i innymi
          porzuconymi na podłodze śmieciami zaniosłabym do pokoju dziecka i umieściła w
          widocznym miejscu po czym wyłowiłabym pływającą kupę i położyłabym mu na biurku
          .Uczyć korzystać ze spłuczki to można trzylatka a nie nastolatka więc agnessam
          rozumiem , że żartujesz ...Czasami beznamiętne wykorzystanie niekonwencjonalnych
          metod działa, wiem to z autopsji.
          • konstancja16 Re: zaangazowanie macochy 01.09.10, 18:24
            Elakuz-Aragorna madra baba jest. i facet tez chyba do rzeczy,
            odpowiedzialny i wychowujacy. trzymam kciuki, mysle ze dacie rade.
            pamietam jak sie balas tego wspolnego zamieszkania wink

            stuprocentowo sie zgadzam, ze ciezar wychowywania spoczywa na
            rodzicu (ojcu). ale u Allandy i Agnessam to wyglada na to, ze
            dzieci nie zostaly wychowane W OGOLE, a teraz juz troche za pozno.
            sorry, dziewczyny, ale wasi faceci zawalili na calej linii. po
            prostu nie wyobrazam sobie takiej sytuacji. sa jakies granice
            akceptacji cudzych problemow: choroba, klopoty w pracy, przejsciowe
            odloty dorastajacego dzieciaka. w tym sie wspiera. ale permanentne
            akceptowanie sytuacji w ktorej ojciec nie wychowal i nie wychowuje
            swojego dziecka to jakies bagno. nawet gdybym byla zakochana do
            szalenswa w takim facecie to nie zdecydowalabym sie na wspolne
            mieszkanie w warunkach jakie opisujecie. w ostatecznosci
            spotykalabym sie z moim wybrankiem na miescie. zycie jest jedno i
            nie ma sie co stresowac cudzymi rozwydrzonymi dzieciarami na
            codzien. a jak przychodza Wasi znajomi albo odwiedza Was rodzina
            to ... jak to wyglada? jakos mi nie starcza wyobrazni znowu. chyba
            tak jak napisala Elakuz-Arragorna - poswiecilabym zwiazek, ale nie
            siebie. moze my jakies okropne egoistki jestesmy po prostu?

            btw, fajnie ze sobie wypracowaliscie jakis zdrowy kompromis w
            sprawie tych wyjazdow. a facet-samodzielny tatus musi byc
            operatywny do kwadratu i koniec. jak wspomnialam, mamy Malego na
            miesiac teraz. nie zmienia to szczegolnie mojego trybu zycia.
            logistyka eNeMa napieta, ale jakos nie ma pomyslu, zeby oczekiwac ze
            go wyrecze i sie zaopiekuje Malym ZA NIEGO. czasem lazimy gdzies
            wszyscy razem, ale obowiazki typu pranie, przygotowanie posilku dla
            dzieciaka (a czasem przy okazji i dla nas) sa na glowie eNeMa.
            wlasnie dzwonili, ze robia zakupy (ja jeszcze pracuje, ale wlasciwie
            juz koncze) i czy nie mam specjalnych zyczen. nie jest tak, ze mnie
            przy tym obsluguje jak krolewne. wiadomo, ze jak ja czasem
            nastawiam pranie to tez wrzucam wszystko jak leci, dzielac tylko na
            biale i kolorowe a nie moje-twoje-malego. ale generalnie NM ogarnia
            sytuacje. a Maly na razie zachowuje sie przyzwoicie. przez ten
            miesiac nie slyszalam zadnych rykow ani scen pod tytulem "ja nie
            chce" albo "daj mi, kup mi bo bede wyl". nie wiem, moze juz po
            prostu wyrosl z tego, ale jest spokoj. nawet mowi cicho i spokojnie
            bez wrzeszczenia na caly dom (niestety w kraju w ktorym mieszkamy
            wzajemne przekrzykiwanie sie wszystkich i powtarzanie piecdziesiat
            razy tego samego jest standardem wiec wyciszenie i uspokojenia
            Malego jest napradwe sporym osiagnieciem). dziecie sprzata po sobie
            i pomaga i w pracach domowych i przy gotowaniu. no i jeszcze tylko
            dwa dni i wolny weekend przed nami! wink)
            • alannda Re: zaangazowanie macochy 01.09.10, 20:43
              Konstancja, widze ze bardzo latwo Ci przychodzi ocenianie ludzi, o
              zyciu ktorych masz nikle pojecie. Latwo jest powiedziec, ze za
              zachowanie dziecka odpowiedzialny jest ojciec, ze to wszystko jego
              wina. Tylko, ze mlody ma jeszcze matke, ktora tego ojca wykluczyla z
              wychowywania na 7 lat, czyli na tamta chwile pol zycia chlopaka. I jak
              widac przez te 7 lat sie za bardzo nie przykladala, a wychowac
              nastolatka jest bardzo trudno, zwlaszcza jesli on nie wykazuje chocby
              odrobiny checi.
              • konstancja16 Re: zaangazowanie macochy 01.09.10, 21:26
                Alannda, nie oceniam pochopnie i widzialam rozne historie (zawodowo).
                Np. taka, gdzie ojciec mial zasadzone kontakty i co tydzien pisal
                notatke tej tresci: ‘o godzinie tej i tej zadzwonilem do domu bylej
                zony. I (w zaleznosci od tygodnia): jego corka byla a. chora b. zajeta
                c. u kolezanki. D. robila ciasto e. odrabiala lekcje f. Wyszla na
                angielski g. byla na spacerze h. na treningu i. nie chciala wyjsc j.
                nikt nie podszedl chociaz palilo sie swiatlo. Tak przez jakies osiem
                lat co tydzien czy co dwa tygodnie gosc pisal. Ksiazka by z tego
                wyszla.

                W tym czasie sad ukaral matke dwukrotnie grzywna w wysokosci 50 czy 150
                zl, a potem postanowienie uchylil. Wreszcie corka skonczyla 13 lat i
                sad uznal ze jesli nie chce wyjsc do taty to wcale nie dlatego, ze
                matka utrudnia tylko juz corka sama nie chce. A corka ewidentnie
                izolowana od ojca przez poprzednie lata. To sa naprawde ekstremalne
                sytuacje sprzed 15 lat. I – nie znam szczegolow historii Twojego
                faceta (napisz wiecej jesli chcesz, jak Twoj Maz egzekwowal kontakty) -
                ale smiem przypuszczac, ze nie byla az tak dramatyczna. Bo ja
                analizowalam naprawde ekstremalne przypadki.

                Dzisiaj nawet ojciec (jesli naprawde chce) jest w stanie wyegzekwowac
                regularne kontatky z dzieckiem. Tak mniej wiecej od lat 90tych sporo
                sie zmienia w tej kwestii. Nawet w Polsce. Ojciec i tak czesto
                odpuszcza, bo jest to upierdliwe, bez dwoch zdan. Wymaga
                zaangazowanie, odpowiedzialnosci, a nawet gotowosci przejecia opieki
                nad dzieckiem w 100%. Ktora wszyscy chetnie deklaruja dokad sie nie
                okaze, ze to oznacza codzienne odprowadzanie do przedszkola,
                podcieranie nosa, pranie, gotowanie i takie tam ‘babskie’ sprawy.
                Wiec odpuszczaja i zaslaniaja sie ‘niemozliwoscia’ i ‘klodami pod nogi
                ze strony ex’. Ale jesli potem konsekwencje tego ponosi rowniez
                macocha to wylacznie na wlasne zyczenie. Ja bym sie nie podjela i
                tyle. Bo zimna suka jestem.
                • alannda Re: zaangazowanie macochy 02.09.10, 00:05
                  Konstancja, czy Ty naprawde sadzisz, ze nawet egzekwujac te zasadzone widzenia przez pol wakacji, ferii i jedne swieta mozna dziecko wychowac jesli matka nie wykazuje checi wspolpracy a role ojca sprowadzila do instytucji bankomatu? Moim zdaniem niewykonalne. Do dzieci nie dociera to co sie mowi, jesli to nie jest poparte codziennym przykladem od osoby mowiacej. Matka Mlodego kazdy przejaw zainteresowania sie dziecmi uznawala za atak na swoja osobe i szpiegowanie jej. Moj maz sie moim zdaniem swietnie z obowiazkow ojca wywiazuje, ale tych straconych lat juz nie odzyska. A jak do tego dolozyc typowe nastoletnie zagrywki, bunty i egoizm to mamy to co opisuje. Dla mnie najwazniejsze jest, ze stanowimy jeden front i Mlodego zagrywki sie o niego zawsze rozbijaja. Co nie oznacza, ze on wciaz nie probuje nas poroznic. Gdyby to miala byc walka mnie z nimi dwoma to bym sie wymiksowala, bo meczennica nie jestem.
                  • konstancja16 Re: zaangazowanie macochy 02.09.10, 00:27
                    No, jesli to byly ‘widzenia’ trzy razy do roku, a nie regularny kontakt
                    i wychowywanie to mozna istotnie pod tramwaj podlozyc. A weekendy?

                    Tylko widzac jaka sytuacja (jeszcze jak gdzies tam wspomnialas sekte)
                    to ojciec powinien byl przejac opieke nad dzieciakiem w trybie pilnym.
                    Probowal?

                    Bo przy 'widzeniach' tylko trudno mowic o wychowaniu. Ale przyuczenie
                    ze w Waszym domu nie rzuca sie smieci na podloge to przy odrobinie
                    konsekwencji moze by sie dalo? Cos tam gdzies o jogurcie pisalas o ile
                    dobrze pamietam... mowimy o dosc duzym chlopcu jednak. jak on sie
                    zachowuje w gronie swoich znajomych, w gosciach gdzies itede? Czy on
                    jest zupelnie dziki i nieprzystosowany czy tylko u swoich rodzicow tak
                    sobie pozwala i testuje ile wytrzymaja? Przeciez 15-16 latek to juz
                    troche mysli samodzielnie. Do szkoly jakiejs chodzil i na stolowkach
                    szkolnych bywal. I w ogle wsrod ludzi troche.
                    • alannda Re: zaangazowanie macochy 02.09.10, 00:58
                      Weekendow zasadzonych nie mial, zreszta nawet jak mieszkali w tym samym miescie to ex albo nie odbierala telefonu albo rzucala sluchawka. A jak kiedys podjechal pod szkole to wezwala policje, ze ojciec chce dziecko uprowadzic. Potem wyjechala nie mowiac nikomu dokad, nawet zasiegu na komorki tam nie bylo. A potem to moj maz wyjechal za granice i paradoksalnie dopiero wtedy te kontakty zaczely sie normowac, ale kosztowalo nas to mnostwo pieniedzy i nerwow.
                      Mlody nie jest dziki, umie sie zachowac w towarzystwie, ale niestety od mamusi nauczyl sie dulszczyzny, czyli na zewnatrz super a w domu to nie trzeba myslec, sprzatac i liczyc sie z innymi.
                      • agnessam Z innymi -OK, w domu - PIEKLO. 02.09.10, 08:49
                        alannda napisała:
                        "Mlody nie jest dziki, umie sie zachowac w towarzystwie, ale niestety
                        od mamusi nauczyl sie dulszczyzny, czyli na zewnatrz super a w domu
                        to nie trzeba myslec,sprzatac i liczyc sie z innymi."

                        Moj mlody tak samo. Bardzo grzecznie w rodzinie. Ma dobre relacje z
                        kuzynostwem, wujkami, ciociami, dziadkami (tylko ze strony meza) itd.
                        Jego babcia ze strony matki, od 1,5 roku mieszka sama, maz zmarl.
                        Wczesniej mlody do nich jezdzil, bo mieszkaja niedaleko i ich sklocal
                        miedzy soba. Dziadek zawsze byl na luzie i dawal wnusiowi pieniadze.
                        Teraz od smierci dziadka, mlody byl u babci z 4 razy. Babacia ma
                        bardzo mala emeryture, ale i tak stara sie robic markowe prezenty
                        wnusiowi. W podziekowaniu wnuczek u niej rozrabial np byl u niej z
                        mlodszym braciszkiem i go skopal w brzuch, bo 5latek chcial tez jak
                        starszy brat postukac na komputerze. Kazal babci robic zakupy z
                        jedzeniem, ktore lubi, a potem zamiast u niej to zostawic, po
                        weekendzie wzial wszystko do swojej matki. Czeka, az babcia idzie
                        spac i spedza nocke na internecie. Jak babcie sie budzi w nocy i nie
                        widzi wnuczka, to ten wysyla ja do lozka, zeby poszla spac. To
                        wnuczek nakazuje! Jak babcia robi te zakupy, to wnuczek sie dopytuje
                        o pin karty kredytowej, bo rodzicow piny juz zna i ze sam chetnie
                        zrobi te zakupy i poprowadzi samochod babci. Zdolny ten 15 latek! Jak
                        babcia kupila nowy samochod, to wszystkim rozpowiedzial, ze to bedzie
                        dla niego... jak babcia juz umrze... Jego babcia czasem dzwoni do
                        mnie i placze, i opowiada o tym wnusiu. Dodam, ze kobieta ma powazne
                        problemy ze zdrowiem. Corcia jej nakazala sprzedac rodzinny dom i dac
                        polowe pieniedzy dla niej. My radzimy babci, zeby sie wstrzymala, bo
                        potem gdzie bedzie mieszkac? w domu starcow? eh

                        Jesli chodzi o wyjscia do znajomych, to ci co sa "przy kasie" to
                        chlopak zapatrzony jak w obrazek. Ci co daja wodke, na poczatku byli
                        be, ale po paru wyjsciach i przyzwoleniach ojca juz sa super. A na
                        wakacjach z ojcem poznal tych co chodza do dyskotek i pubow(30-
                        40latki) i robia jakies ciemne interesy, to tez zapatrzony w takie
                        typki. Z takimi nagle sie robi wesoly, zartuje, rozmowny itd. Zgrywa
                        sie na doroslego. Czasami jak go slucham, to wydaje mi sie ze to mowi
                        osoba z kilkunastoletnim zyciowym doswiadczeniem. Oczywiscie znajac
                        pasierba, wiem, ze powtarza slowo w slowo to co zaslyszal od
                        doroslych. Im wiecej taki "znajomy" ma kasy, tym bardziej liczy sie z
                        jego zdaniem i opinia.
                        Przy znajomych pasierb nas krytykuje, a juz najbardziej ojca, mnie
                        sie robi przykro.

                        W domu, chlopak nas ignoruje, nie slucha nie sprzata itd. Ja np moge
                        cos do mlodego mowic, jakis neutralny temat, to pasierb bierze do
                        reki telefon komorkowy i mi mowi "szyyyyy , rozmawiam teraz przez
                        telefon".
                        Dla chlopaka to normalne, ze z 30letnia sexy "kolezanka" z pubu to
                        super babka i fajnie sie z nia zartuje, jest na luzie cool, a z
                        macocha drze koty. Tak jak pisalam, wczesniej, na poczatku znajomosci
                        z mezem, jak bylismy na stopie kolezenskiej, tez super sie z malym
                        ukladalo.

                        Z innymi -OK, w domu - PIEKLO.
                • aragorna71 Re: zaangazowanie macochy 02.09.10, 08:39
                  moge sie pod tym podpisac. Moj chlop przerabial to wszystko, ale
                  udalo sie zmienic zycie malej. Nie mowie, ze bylo latwo, sady,
                  prawnicy, sporo pieniedzy i 2 lata szarpaniny.
                  Tez byly cotygodniowe odwiedziny a mala stawala na progu i ze lzami
                  w oczach mowila "idz sobie, nie chce cie widziec" A jak pojechal do
                  szkoly to rzucala sie na szyje i nie chciala go puscic.
                  Moj chlop mowi, ze nie umialby z tym zyc gdyby odpuscil. Przez 2
                  lata walki o mala posiwial troche mimo, ze to jeszcze mlody facet (5
                  lat mlodszy ), ale jest z siebie dumny, zwlaszcza, jak mala po jego
                  3-4 dniowej nieobecnosci przytula sie i mowi "jak sie stesknilam za
                  toba tatusiu"
                  Macochy maja tylko wtedy problemy z pasierbami jak ich chlop nawala
                  jako ojciec.
              • aragorna71 Re: zaangazowanie macochy 02.09.10, 08:32

                Matka "naszej" malej tez nie sprawdzila sie jako matka.
                Dziecko bylo jej potrzebne dopoki byly z tego korzysci a teraz nie
                chce nawet odwiedzin malej u siebie. Ojciec musial jej zaplacic, aby
                zabrala mala na tydzien do swojej rodziny. Moj chlop chce, aby
                dziecko mialo kontakt z dziadkami i reszta rodziny ze strony bylej.
                Uwaza, ze to wazne dla malej. Matka mieszka w kawalerce, ktora
                nalezy do mojego M. Dla osob postronnych moj M jest frajerem, ale on
                robi to dla malej. Nie mowi zle o matce, stara sie nie zniszczyc
                wiezi miedzy nimi. Rozumie, ze mala kocha matke i matka kocha mala,
                chociaz to dziwna, toksyczna milosc.
                Jak mala zaczela nas odwiedzac regularnie tez miala braki, ale
                tlumaczenie ze strony ojca, poswiecony czas i konsekwencja zrobily
                swoje. Nie ma wiekszych problemow z dzieckiem, jak zachlapie lustro
                w lazience to bierze recznik papierowy i plyn i wyciera, to samo z
                podloga. Sama sprzata swoj pokoj, uklada swoje rzeczy, wyrzuca
                smieci, robi drobne zakupy dla wszystkich. Nie mowiac juz o tym ze
                jak przygotowujemy posilki to kreci sie po kuchni i pomaga.
                Nie wiem czemu taka jest,ale cieszy mnie to. Dla mnie problemy o
                ktorych piszecie to kosmos i nie wyobrazam sobie, aby ojciec nie
                reagowal na takie zachowanie.
                • agnessam Re: zaangazowanie macochy 02.09.10, 09:01
                  aragorna71 napisała:

                  " Matka mieszka w kawalerce, ktora nalezy do mojego M. Dla osob
                  postronnych moj M jest frajerem, ale on robi to dla malej."

                  Moj maz, tez po rozwodzie wynajal mieszkanie (dosyc duze) dla bylej i
                  synka. Umeblowal, zalozyl im m.in. meble w kuchni itd Dal bylej 2tys
                  extra do reki (to plus alimenty, ktore co miesiac placi), zeby bron
                  boze synkowi czegos nie brakowalo. Potem po pierwszym weekendzie z
                  synkiem, zawiozl do ex maskotke, ktora 5letnie dziecko u niego
                  zostwilo. Drzwi mu otworzyl konkubent exi, przepasany byl recznikiem.
                  Wiadomo swietowali w lozku rozwod.
                  • tully.makker Re: zaangazowanie macochy 02.09.10, 09:46
                    Drzwi mu otworzyl konkubent exi, przepasany byl recznikiem.
                    > Wiadomo swietowali w lozku rozwod.


                    No to straszne rzeczywiscie. O co masz pretensje - ze rozwiedziona kobieta mieszka z facetem?
                    • konstancja16 Re: zaangazowanie macochy 02.09.10, 09:52
                      tully.makker napisała:

                      >> No to straszne rzeczywiscie. O co masz pretensje - ze rozwiedziona kobieta mie
                      > szka z facetem?

                      hehe. oczywiscie ze to straszne. Misio juz pewnie dawno grzal inne lozka (moze autorce postu nawet), ale jego
                      byla to powinna sie biczowac i glowe popiolem posypywac. bo to niedobra kobieta byl i z jej winy Misio musial sie
                      rozwodzic.
                      • agnessam Re: zaangazowanie macochy 02.09.10, 10:14
                        konstancja16 napisała:

                        > tully.makker napisała:
                        >
                        > >> No to straszne rzeczywiscie. O co masz pretensje - ze rozwiedziona kobieta mieszka z facetem?
                        >
                        > hehe. oczywiscie ze to straszne. Misio juz pewnie dawno grzal inne lozka (moze autorce postu nawet), ale jego
                        byla to powinna sie biczowac i glowe popiolem posypywac. bo to niedobra kobieta byl i z jej winy Misio musial sie
                        rozwodzic.
                        >

                        Po pierwsze meza poznalam jak byl juz 5 lat po rozwodzie, wiec wypraszam sobie tego typu uwagi;
                        Po drugie, pisalam, ze maz sie rozwiodl, bo ex spala z roznymi facetami, zamiast zajmowac sie wlasna rodzina;
                        Po trzecie, nie mam pretensji ,ze rozwodka mieszka z facetem - po to byl ten rozwod;
                        Po czwarte, pisalam o tym, bo maz sie stara o te poprawne warunki, a dogadza synkowi, exi i facetowi z ktorym
                        zamieszkala;
                        Po piate, mysle, ze jak tak to sie zaczelo, to dlatego sie przeprowadzil.... setki kilometrow, za co zbieral przez 5 lat
                        pretensje syna.
                        • konstancja16 Re: zaangazowanie macochy 02.09.10, 10:31
                          agnessam napisała:

                          > Po pierwsze meza poznalam jak byl juz 5 lat po rozwodzie, wiec wypraszam sobie tego typu uwagi;

                          nie mialam zamiaru Cie obrazac, tak mi sie jakos cisnal na klawiature taki zlosliwy komentarz. przepraszam.
                        • tully.makker Re: zaangazowanie macochy 02.09.10, 10:38
                          maz sie stara o te poprawne warunki, a dogadza sy
                          > nkowi, exi i facetowi z ktorym
                          > zamieszkala;

                          Kocham sytuacje, gdy ktos komus cos daje, ale domaga sie za to kontroli nad zyciem tej osoby. Jesli chce zapewnic
                          synowi warunki, a symn mieszka z matka, to jak sobie twyobrazasz zycie exi - ma byc zakonnica?
                • konstancja16 i to powinno zostac mottem forum 02.09.10, 09:19
                  aragorna71 napisała:

                  >>Macochy maja tylko wtedy problemy z pasierbami jak ich chlop
                  nawala jako ojciec.


                  zgadzam sie w 200%. zaden normalny rodzic nie pozwoli swojemu
                  dziecku na takie zachowania jak opisujecie. a jesli juz utracil
                  jakikolwiek wplyw na malolata to taki z niego ojciec jak z koziej
                  dupy traba. i nie ma co go usprawiedliwiac zwalajac na Ex,
                  okolicznosci i nieprzychylne wiatry.
                  • alannda Re: i to powinno zostac mottem forum 02.09.10, 10:40
                    Widze, ze niektorym trudno zrozumiec, ze nawet przy zaangazowaniu rodzica, jego milosci, konsekwencji i
                    pomocy z zewnatrz dzieciak moze nadal stawac okoniem i nie chciec sie zmienic a wrecz robic z premedytacja na
                    zlosc. W sumie to ja sie wam nawet nie dziwie, bo tez bym nie uwierzyla gdybym tego nie doswiadczala na co
                    dzien. I moj chlop tez walczyl w RODK a jak byly problemy to wsiadal w samolot i lecial 3000 km, zeby sie
                    spotkac z wychowawczynia w szkole, a matka na miejscu miala gdzies. Nie jest rodzicem idealnym, bo takich nie
                    ma, ale czasem jak widac w zyciu bywa roznie.
                    • alannda Re: i to powinno zostac mottem forum 02.09.10, 12:15
                      Dodam jeszcze tylko, ze moj chlop ma tych dzieci w sumie troje( jedna nasze wspolne i jedno zostalo z matka),
                      wszystkie traktowane tak samo i tylko ten jeden sprawia problemy. I jak to sie ma do waszej teorii?
                      • tully.makker Alannda 02.09.10, 12:40
                        IMHO was problem jest zupelnie inny - chlopak ma zaburzenia, ktore nasilily sie pod wplywem stresu zwiazanego z
                        kompletnym przewroceniem calego zycia na druga strone - inny kraj, inny rodzic, inny jezyk - ja bym chyba nie
                        wyrobila, a co dopiero dzieciak.

                        Wasze go chlopaka trzeba leczyc, i to wasze zadanie.
                        • alannda Re: Alannda 02.09.10, 13:13
                          Na sile go mamy leczyc? Raczej niewykonalne. On nie widzi potrzeby, dorosly jest, zmusic go nie
                          mozemy. Nawet jak chodzil do psychologa to z nastawieniem, ze idzie bo musi, a nie ze potrzebuje.
                          Dopoki nie stanowi zagrozenia zycia nikt go na przymusowe leczenie nie wezmie.
                  • salanderr Re: i to powinno zostac mottem forum 02.09.10, 11:31
                    Aragorna i Konstancja zgadzam się z całą stanowczością!!!! Kobiety , które mają
                    normalnych , dojrzałych facetów to wiedzą ... Agnessam co z Tobą i Twoim M jest
                    nie tak??? po raz kolejny czytam o wódce,nocnych wyjściach a teraz o szemranym
                    towarzystwie , które imponuje młodemu. Czy Twój M to jakiś gangus? Bardzo
                    przepraszam ale różne problemy my macochy mamy i poruszamy na forum ale Ty
                    piszesz o sytuacjach w których to Twojemu facetowi trzeba by odebrać prawa
                    rodzicielskie!!!! jak on może na to pozwalać! jak Ty możesz być z kimś takim
                    ?!?! I nie pisz , że pochopnie oceniam Twoje życie bo Ty piszesz o przestępstwie
                    w stosunku do dziecka będącego pod waszą opieką.
              • tully.makker Re: zaangazowanie macochy 02.09.10, 09:41
                matke, ktora tego ojca wykluczyla z
                > wychowywania na 7 lat,

                Wiesz co, jak czytam cos takiego, to sie zastanawiam nad przykladem,
                ktory mam w domu - exia utrudniala kontakty jak mogla, chlop w
                sadzie wywalczyl widzenia - pomogla opinia z RODKU, ze jest bliska
                wiez miedzy ojcem a corka, wowczas 2-letnia, i to, ze wystapil przy
                rozwodzie o przyznanie opieki.
                A kiedy exia wywiozla dziecko w tjemnicy na 2 koniec Polski,
                poszukiwal Malej z policja.

                Da sie, jesli sie chce. Naprawde.

                W ostatnia sobote przezylizsmy problem wychowawczy z Mala i chlop
                zapakowal sie w samochod i pojechal 160km w jedna strone, by sprawe
                wyjasnic.
            • agnessam Re: zaangazowanie macochy 01.09.10, 22:14
              Konstancja16:
              "stuprocentowo sie zgadzam, ze ciezar wychowywania spoczywa na
              rodzicu (ojcu). ale u Allandy i Agnessam to wyglada na to, ze
              dzieci nie zostaly wychowane W OGOLE, a teraz juz troche za pozno.
              sorry, dziewczyny, ale wasi faceci zawalili na calej linii. po
              prostu nie wyobrazam sobie takiej sytuacji. sa jakies granice
              akceptacji cudzych problemow: choroba, klopoty w pracy, przejsciowe
              odloty dorastajacego dzieciaka. w tym sie wspiera. ale permanentne
              akceptowanie sytuacji w ktorej ojciec nie wychowal i nie wychowuje
              swojego dziecka to jakies bagno."

              Dobrze, to juz wiem, ze ojciec nawalil, ale co dalej. To ja mam
              placic za to jaka dal edukacje synowi? Staralam sie bardzo, zeby
              stworzyc normalne rodzinne warunki, ale tego sie po prostu nie da
              zrobic, nie do wykonania. Jak zyc w takim toksycznym zwiazku? Gdzie
              wszystko kreci sie do okola pasierba?

              Dzis mielismy wizyte chlopaka u nas w domu. Najpierw dzwoni z
              komorki, -jestem kolo domu,tata idz juz otworzyc drzwi. Tata
              grzecznie otwiera drzwi. -Tata, trzeba zaplacic ubezbieczenie na
              szkole (mama mlodego dostala alimenty 2dni temu, z tego powinna
              zaplacic,ale nie mowie slowa, bo bedzie draka). Mlody leci do szafy,
              baterie sie skonczyly w laserze (wskazniku),bez pozwolenia, bierze
              te, ktore kupilm na zapas do pilota TV. Oczywiscie szafka juz otwarta
              i wystaja z niej kable, bo on tam grzebal. Na stole puste opakowanie
              po bateriach. Trzeba wyprobowac wskaznik, na kim? na macosze, "uf
              dziala, ale jej pojechalo po oczach". Tata zrob herbaty. -Jaka chcesz
              herbate? - Z mieta? - Niestety nie ma. - Ty nigdy nic nie masz w tym
              domu (...) - tata przynies mi mala lyzeczke,(...) tata fajnie bylo w
              wakacje, no nie, na imprezach. Ta para co ja poznalismy pewnie sie
              rozejdzie niedlugo, slyszales jak sie darli na siebie. Juz ich nie
              zobaczymy w przyszlym roku... Synku , gdzie idziesz? Jestem na
              komputerze. -Tata, zawiez mnie do mamy. Nie jestem zmeczony. No tata,
              zawiez mnie,chcialem ci pokazac moj nowy pokoj (ex przeprowadzila sie
              wlasnie do nowego domu), no przyjdziesz? -Nie. -Tata, zamknij za mna
              drzwi, pospiesz sie. - Co juz idziesz? - Tak , mama po mnie
              przyjechala. - I chciales isc , tak bez pozegnania z nami? - Chcialem
              cie psychicznie przygotowac, zebys zamknal za mna drzwi.....

              Godzina z pasierbem, eh. Przychodzi kiedy chce. Robi co chce, ojciec
              prawie na kazde skinienie malego palca. Dodam,ze nie odwiozl syna do
              matki tylko dlatego, ze wczesniej spedzil kilkanascie godzin w
              samochodzie, w drodze do domu. W innych okolicznosciach by go pewnie
              zawiozl do matki. Teraz mieszkaja 4 km od nas.

              Jesli chodzi o to wsparcie w chorobie. To dokladnie rok temu,jak
              wyszlam ze szpitala. W tym samym dniu przyszedl do nas mlody. Bylam
              tak slaba, ze zaslablam w pokoju i stracilam przytomnosc. Maz w tym
              czasie wyszedl pobiegac na jakas godzine. Potem znalazl mnie na
              podlodze w domu i pyta syna: Dlaczego nie poszedles do pokoju
              zobaczyc, czy czegos nie trzeba, albo zaproponowac herbate, szklanke
              wody? A pasierb odpowiada" Dla mnie to ona moze zdechnac na ulicy, to
              nie moj problem" . Strasznie mnie to zabolalo, nie sadzilam, ze az do
              tego stopnia dziecko moze mnie nienawidziec. Od siebie dodam, ze jak
              syn meza jest chory, to sie nim zajmujemy odboje z mezem. Rece mi
              opadaja z bezsilnosci,z bezradnosci.

              Tak to jest bagno.
              • konstancja16 Re: zaangazowanie macochy 01.09.10, 22:25
                agnessam napisała:

                >> A pasierb odpowiada" Dla mnie to ona moze zdechnac na ulicy, to
                nie moj problem"

                a tatus co na to? jaja mu urwalo czy co?

                nie wiem czy mieszkanie w ktorym mieszkacie jest Twoje, faceta czy
                wspolne. ale moge Cie zapewnic ze po takiej akcji ktos by sie stamtad
                wyprowadzil w trybie przyspieszonym. chocby to mial byc podrzedny
                hotel albo materac u znajomych przez pierwszych pare nocy.

                szlag mnie trafia jak czytam takie posty. ide pobiegac zeby ochlonac.
              • glasscraft Re: zaangazowanie macochy 01.09.10, 22:32
                agnessam napisała:

                > A pasierb odpowiada" Dla mnie to ona moze zdechnac na ulicy, to
                nie moj problem" . Strasznie mnie to zabolalo...

                Niech zgadne, co maz wtedy powiedzial: "misiaczku, jak tak mozesz" i
                po pleckach poglaskal?
                Mojego meza tez by cos zabolalo, gdyby do mnie tak jego dziecko
                powiedzialo, a on by nie zareagowal...
                Zbaczajac z tematu watku, czy przypadkiem u Ciebie nie miala sie
                odbyc powazna rozmowa z mezem po jego powrocie na temat pasierba i
                Waszego zwiazku?
                • agnessam Re: zaangazowanie macochy 01.09.10, 22:45
                  glasscraft napisała:

                  "Zbaczajac z tematu watku, czy przypadkiem u Ciebie nie miala sie
                  odbyc powazna rozmowa z mezem po jego powrocie na temat pasierba i
                  Waszego zwiazku?"

                  Tak miala sie odbyc, ale maz jest tak wykonczony, ze przespal caly
                  dzien. Do domu przyjechal dzis w nocy, a raczej nad ranem, bo
                  prowadzil cala noc. Ja spedzilam dzien w pracy, a potem jak przyszlam
                  do domu to maz znowy spal. Przebudzil sie jak syn przyszedl do nas po
                  poludniu do domu. Wiec na prawde nie bylo odpowiedniego momentu. Nie
                  bede tego odwlekac. Jak mlody sie jutro nie pojawi , to mysle, ze
                  bedziemy mieli czas na dyskusje. Maz czuje, ze "cos nie tak",
                  zaczynal sie mnie dyskretnie wypytaywac, czy nie chce z nim wyjechac
                  RAZEM, WE DWOJE tj BEZ SYNKA gdzies na wakacje (za granice)(?) Chyba
                  cos do niego dociera, ze ja sie powoli wycofuje.
                  • glasscraft Re: zaangazowanie macochy 01.09.10, 22:52
                    Kciuki mocno trzymam!!!
                  • filetta Re: zaangazowanie macochy 02.09.10, 11:27
                    Przykro czyta się o Waszej rodzince. Naprawdę, tak nie można żyć.
                    Jeśli chodzi o Waszą rozmowę, to jestem małej wiary. Choćby dlatego, że nie znajdujesz sposobności, by
                    porozmawiać, nie reagujesz bezpośrednio, wszystkich usprawiedliwiasz, a sama bez słowa sprzeciwu
                    dostosowujesz się do niekomfortowej sytuacji. Nie tylko Twój mąż ma problem, Ty również. Z niską samooceną i
                    wyznaczaniem granic. Zresztą popatrz, nie było jeszcze rozmowy, a Ty nie zastanawiasz się nad tym, czego
                    chcesz i w jaki sposób to wyegzekwujesz, tylko nad tym, że najprawdopodobniej Twojemu mężowi bardzo zależy i
                    bardzo kocha, bo czuje sie nieswojo i wspomina o wspólnym wyjeździe. Jeszcze nie zaczęłaś niczego zmieniać, a
                    już szukasz okoliczności łagodzących. W ten sposób niczego nie osiągniesz,. Niestety.
                    Radzę psychologa. Przede wszystkim dla siebie. Jak najszybciej.
              • aragorna71 Re: zaangazowanie macochy 02.09.10, 08:47

                Nie wiem co ty masz zrobic, jak zyc, ale ja nie bylabym w takim
                zwiazku 5 minut. Nie ma takiej milosci do faceta, aby znosic to, co
                ty znosisz. Twoj maz nie szanuje cie i mysle, ze i nie kocha, skoro
                pozwala synowi na takie zachowanie.
    • marusia1 Re: zaangazowanie macochy 01.09.10, 20:29
      Cóż, matki nigdy nie chciałam zastąpić, ale chciałam Młodemu dać to, czego nie
      dostał od własnej matki, a powinien - jak każde dziecko. Popełniłam jeden
      zasadniczy błąd - traktowałam go jak gdyby był moim dzieckiem, w końcu żyliśmy w
      jednej rodzinie, w jednym domu. Mój M. miał wyobrażenie o szczęśliwej rodzince:
      rodzice plus ukochany synek. Tylko jak się okazało - Młody od początku nie
      traktował nas jako rodziny. Nie wiem jak teraz będą wyglądały relacje pomiędzy
      nami. Póki co nie mam ochoty na spotkanie z nim. Bo w zasadzie kim ja jestem?
      Okazało się, że zupełnie obcą babą dla niego. Pewnie stanę się bezkontaktową.
    • anner69 Re: zaangazowanie macochy 02.09.10, 13:55
      a ja myślę, że zaangazowanie macoch powinno byc różne i nie mozna tu ustalić
      jednej reguły. Przecież wszystko przede wszystkim zalezy od sytuacji, od
      wcześniejszego sposobu wychowania dziecka, od jego wieku, charakteru, od relacji
      z drugim rodzicem, od jego mentalności i potrzeby bycia wśród innych ludzi.
      Wszystko tez zalezy od charakteru macochy, od związku w którym jest, od jej męża
      czy partnera. Kazda sytuacja jest inna i nie ma obowiązujących norma i
      standardów. Mam nadziję, że to forum służy po to aby sobie pomagać a nie ganić i
      wyśmiewać zachowania innych macoch. nie ma sensu też licytacja ja lepsza a ja
      gorsza macocha, szczególnie, że i tak z góry jesteśmy postrzegane jako te
      najgorsze bo w bajkach zawsze macochy były najgorsze i tak juz sie utarło. Dobra
      mama i zła, robiaca krzywde dziecku macocha. Fajnie, że jest to forum, bo wiemy,
      że bajki bajkami a zycie zyciem. Bo możemy poczytać jak różne sa sytuacje i jak
      te bajki mozna wsadzić miedzy bajki.
      • karolana Re: zaangazowanie macochy 02.09.10, 20:54
        anner69 napisała:

        > a ja myślę, że zaangazowanie macoch powinno byc różne i nie mozna tu ustalić
        > jednej reguły. Przecież wszystko przede wszystkim zalezy od sytuacji, od
        > wcześniejszego sposobu wychowania dziecka, od jego wieku, charakteru, od relacj
        > i
        > z drugim rodzicem, od jego mentalności i potrzeby bycia wśród innych ludzi.
        > Wszystko tez zalezy od charakteru macochy, od związku w którym jest, od jej męż
        > a
        > czy partnera. Kazda sytuacja jest inna i nie ma obowiązujących norma i
        > standardów. Mam nadziję, że to forum służy po to aby sobie pomagać a nie ganić
        > i
        > wyśmiewać zachowania innych macoch. nie ma sensu też licytacja ja lepsza a ja
        > gorsza macocha, szczególnie, że i tak z góry jesteśmy postrzegane jako te
        > najgorsze bo w bajkach zawsze macochy były najgorsze i tak juz sie utarło. Dobr
        > a
        > mama i zła, robiaca krzywde dziecku macocha. Fajnie, że jest to forum, bo wiemy
        > ,
        > że bajki bajkami a zycie zyciem. Bo możemy poczytać jak różne sa sytuacje i jak
        > te bajki mozna wsadzić miedzy bajki.

        Dziękuję za te słowa, bo post założycielski trochę mnie wnerwił.
        Jaki ma sens przykładanie jednej matrycy do całej gamy sytuacji, jakie mają
        miejsce w rodzinach zrekonstruowanych (btw znalazłam kiedyś to hasło w dziale o
        wdzięcznej nazwie "patologie")?
        Jestem macochą zaangażowaną, bo w mojej sytuacji to się sprawdza. Nie jestem
        matką biologiczną moich pasierbiątek, ale jestem jedyną matką, którą one chcą
        mieć, w przypadku młodszego dziecka - jedyną, jaką zna.
        Nie starałam się o to, nie prosiłam, wręcz przeciwnie, opędzałam się jak od
        uprzykrzonej muchy, tłumaczyłam na czym polega moja rola.
        Mimo to dzieci stwierdziły (każde osobno i w różnych momentach) - jesteś naszą
        mamą i my cię kochamy.
        Dziecko starsze mówi mi - kocham cię, bo mnie uczysz i ode mnie wymagasz.
        Dziecko młodsze przy mnie zaczęło spokojne spać, okazywać swoje uczucia.
        I jasne, ojciec dzieci świetnie sobie sam poradzi z opieką nad nimi. Zawsze
        radził sobie sam.
        Ale jeśli jestem w tym samym domu, mam z dziećmi stały kontakt, jeśli przy
        okazji mam w sobie całe morze uczuć, to dlaczego mam nie odpowiedzieć na
        potrzeby emocjonalne dzieci?
        Jeśli rodzice są normalni, kochają swoje dzieci mądrze i są odpowiedzialni,
        jasne, macocha ani ojczym nie mają nic do roboty. Ale jeśli któreś z rodziców
        jest niewydolne, siłą rzeczy macocha lub ojczym przejmują jego/jej funkcje.
        I nie ma co grzmieć, że "nigdy nie będziesz matką/ojcem". Bo co to znaczy być
        rodzicem?
        Spłodzić? Urodzić? Tylko tyle? Sorry, ale dla mnie to o wiele, wiele więcej.
        Tak więc jestem matką dzieci mojego męża, pomimo, że ich nie urodziłam.
        Nie zawsze jest mi z tym dobrze, ponieważ, na nieszczęście (głównie dzieci) ich
        matka biologiczna ma pełnię praw rodzicielskich, ba! ma formalnie przyznaną
        opiekę! I w każdej chwili może chcieć z tego skorzystać. A ja będę mogła tylko
        bezradnie stać i patrzeć jak zabierają dziecko, które wyje "ja chcę do mamy!" I
        to jest w tym najgorsze, że nie będę mogła nic zrobić. Nie będę mogła go
        ochronić. Bo ktoś ma wbite w główkę chore przekonanie, że matka to ta i tylko
        ta, która urodziła. I że matka jest najważniejsza.
        Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka