Dodaj do ulubionych

Jestem macocha mam pytanie

21.10.10, 13:37
Witajcie, czasem podpisuje sie na tym forum - rzadko zakladam watki. Tym razem zapytam sie, jako rzucilo mi sie w oczy, ze przebywajace tu macochy wina za rozpad ex zwiazku swojego misia obciazaja zawsze ex partnerke. Ja w zwiazku z tym mam pytanie, czy jest tu jakas, ktorej mis ni byl: zdradzony, porzucony, odepchniety, samotny, niezrozumialy itd.
Ja odeszlam od swojego bylego meza. Nie do innego, ale do LEPSZEGO zycia w dwojke z corka. Bez strachu, pomiatania, krzykow...Po kilku latach pojawil sie obecny moj maz ze swoja corka a teraz mamy juz NASZA trzecia dziewczyne.
Zadaje sobie czesto to pytanie, bo jestem pewna na 100%, ze obecna narzeczona mojego bylego uwaza pewnie, ze jestem wiedzma, ktora skrzywdzila jego misia. Wiem, ze jest w ciazy i tylko czasem mam ochote powiedziec jej jak bardzo jej mis olewal mnie w ciazy, jak wrzeszczal, ze budze go w nocy czestym chodzeniem do wc, jak....a moze sama sie dowie smile
Obserwuj wątek
    • illegal.alien Re: Jestem macocha mam pytanie 21.10.10, 13:41
      Moj smile
      Nie zostal porzucony, skrzywdzony, zdradzony ani nic takiego.
      On ma swoja wersje wydarzen i ja wierze, ze on w nia gleboko wierzy.
      Ja tam swoje wiem smile
    • 13monique_n Re: Jestem macocha mam pytanie 21.10.10, 14:14
      Mój NM to szczęśliwie kategoria "nie-miś". Owszem, zdradzony, Eksia odeszła do kochanka, z którym założyła rodzinę. Nie gryzą się i nie opluwają, wedle mojej wiedzy, współpracują w sprawie dzieci. Czasem coś nie gra, ale to załatwiają. Czyja była wina? NM twierdzi, że obustronna, acz pełnych 50% na siebie nie bierze.
      U mnie - ja odeszłam od eks męża. Podobnie jak Ty - do lepszego życia, ja 2 dzieci i pies. Po roku spotkałam NM (no, prawie roku). Dlaczego moje małżeństwo się rozpadło - z powodu przemocy i zdrad eksa. Ale poczuwam się do odpowiedzialności - za wiele działań, które to umożliwiły i ustawiły relacje w domu w sposób chory - to moje zaniechania i złudzenia były.
    • erillzw Re: Jestem macocha mam pytanie 21.10.10, 14:59
      Moj Mauz odszedl. Po prostu nie wytrzymal. Probowal potem wracac nawet za obopolna zgoda ale te same problemy jednak worcily i nie dalo sie. Czasem ludzie mimo, ze sie staraja, chca to jednak nie sa w stanie zyc razem mimo, ze w wersji osobnej sa w stanie normalnie ze soba rozmawiac a nawet wspolpracowac (przy wychowaniu wspolnego dziecka).
      Nie poczuwam sie do tego, zeby go usprawiedliwiac bo on byl biedny a ona dziwna.
      Za rozpad zwiazku zawsze odpowiadaja dwie osoby.
      I ja znam swojego Mauza na tyle, ze wiem, ze oboje popelnili kilka bledow, ktore skutecznie ich rozminely ze soba. Wiem tez ze ona jest specyficzna (na moje oko, wychowanie, atrybuje - ale podejrzewam, ze dla niej to ja jestem specyficzna) i jej specyfika nie byla czyms z czym moj Mauz byl w stanie zyc.
      Po prostu jestem zdania, ze osoby ktore tworza zwiazek powinny pochodzic z podobnych zasad wychowania, mentalnosci, wzorcow z domu doyczacych traktowania innych ludzi (w szczegolnosci bliskich) oraz potrzeb spedzania czasu. takie fundamentale rzeczy w ktorych rozmijanie sie potrawi bardzoz narastac.
    • missasistant Re: Jestem macocha mam pytanie 21.10.10, 15:40
      Mój M rozwiódł się na długo zanim się poznaliśmy i nie wiem jakie wersje rozstania przedstawiał w międzyczasie, ale odkąd nastałam nie mówił nigdy źle o eksi, co mnie - o dziwo - bardzo cieszy. Ja zakładam, że każde miało swoje za uszami i nie dopytuję co dokładnie się działo i dlaczego.
    • edw-ina Re: Jestem macocha mam pytanie 21.10.10, 16:16
      Mój M rozstał się z żoną przede wszystkim z głupoty. Tj. oboje byli głupi, bo żyjąc w związku niemalże epistolarnym i mając lat 20 z małym hakiem na karku, zdecydowali się na ślub. reszta już była tylko wynikiem tej pierwszej pomroczności jasnej. Choć fakt, momentami nie wyrażał się o eks najlepiej.
      Ale na pocieszenie powiem Ci, że ja o wszystkich moich eks mówię zawsze w samych superlatywach i twierdzę, że do wielu spraw szczęścia nie miałam, ale do facetów zawsze. Więc może i z twoim eks nie będzie tak źle???
      • erillzw Re: Jestem macocha mam pytanie 21.10.10, 17:08
        Zazdrosze, ja o jednym nic dobrego powiedziec nie moge.. no dobra poza jednym.. dzieki niemu poznalam Mauza wink
        Wiec w jednym punkcie dobrze mowic moge. A reszta.. raczej sie wole nie wypowiadac w przypadku tej konkretnej osoby chociaz nie chlubnie przyznaje, ze w fazie wielkiego zalu, zlosci i innych takich wylewalam sie na forach.. glupota mlodziencza.. ot.
        jakkolwiek o reszcie zlego slowa raczej nie powiem smile
        • edw-ina Re: Jestem macocha mam pytanie 23.10.10, 22:22
          Erllizw, jakto niczego dobrego nie możesz powiedzieć???? No przecież on pojawił się w twoim życiu po to, by ci przywlec tego właściwego. A że zabawił w tym życiu trochę za długo i pozostawił niesmak..., cóż, za wszystko, co dobre należy słono zapłacić wink
          • erillzw Re: Jestem macocha mam pytanie 24.10.10, 21:14
            No wlasnie poza tym nic dobrego napisac nie moge tongue_out

            I fakt, fakt tongue_out
    • annjen Re: Jestem macocha mam pytanie 21.10.10, 18:29
      Ja w Twojej wypowiedzi dostrzegam jednak chęć dokopania Neksi, chyba wynikającą jednak z typowo babskiej zazdrości (można to nazwać postawą a'la pies ogrodnika). Naprawdę zależy Ci, aby ona nie uważała Cię za wiedźmę? To są przecież normalne ludzkie emocje...
      Dodam, że ja wiedziałam, jak było w poprzednim małżeństwie mojego męża od niego samego. Potem miałam okazję zapoznać się z zeznaniami Eksi w procesie kanonicznym i mimo, że nie było to przyjemne, jednak przyniosło mi ulgę, bo nie było tam nic, co by mnie zaskoczyło, czy też przeczyło słowom męża. Wiem, że mój facet - nota bene znany powszechnie na ty forum jako wzorzec negatywnysmile - nie zmieni się w królewicza z bajki, ale wierzę, że mając świadomość popełnionych błędów nie popełni ich więcej...
      Dodam, że Eksia nie omieszkała mi dokopać, gdy dowiedziała się o naszym małżeństwie. Przepłakałam przez nią wieczór, ale teraz nawet nie mam żalu - po prostu musiała sobie ulżyć...
      • gosza26 Re: Jestem macocha mam pytanie 21.10.10, 18:48
        będę oryginalana, mój był zdradzony, poczucony, okradziony, dobrze,ze dziecko mógł sam wychowywać. dalej pisać nie ma sensu bo po co zmarłych z grobu wyciagać.
        teraz mu powtrzam,żeby drugi raz się nie dał zrobić tak w balonasmile
        swoje chłop"odsiedział" i właściwie radko wracamy do tego co było 5, 10 lat temu. podobnie jak rzadko wracam do tematu macocha/eks/rozwód.
        a piszę to bo i tak sądzę,ze biedne żuczki i misie nader często są wybielane przez kobiety a według tych drugich te pierwsze to okrutne zawsze jędzesmile)
    • rybkka24 Re: Jestem macocha mam pytanie 21.10.10, 22:44
      ale temat z innej beczki.smile
      no ja też nie będę oryginalna.
      mój nm został zdradzony i oszukany i o mały włos nie został okradziony i puszczony z torbami.
      związek eks jednak nie przetrwał do teraz.
      zdaje sobie jednak sprawę że nm przyłożył do tego rękę swoim notorycznym brakiem czasu i niedoskonałościom komunikacyjnym a wręcz w niektórych momentach zanikiem umiejętności komunikacyjnych.różnie jednak kobiety na to reagują jak widać.jedna się stara nad tym pracować druga odchodzi trzecia zdradza i chce kasę wyciągnąć jeszcze czwarta tkwi bez komunikacji lata całe.eks enema wybrała trzecią z opisanych przeze mnie opcji.
      i to chyba tę najbardziej przykrą.
      wiec miś Pyś taki bieluchny nie był..
    • chalsia Re: Jestem macocha mam pytanie 22.10.10, 00:12
      Mój ex nie został ani zdradzony, ani porzucony. Za to niewątpliwie musiał się czuć odepchniety i/albo samotny i /albo niezrozumiany skoro po 16 latach związku, w czasie oczekiwania na narodziny upragnionego przez niego dziecka zaromansował i kilka miesięcy później wylogował się z małżeństwa, co zaowocowało nową rodziną z kochanką.
      Ciekawe co w tym temacie napisałaby "moja" nexia smile
      • 333a13 Re: Jestem macocha mam pytanie 22.10.10, 09:47
        Ja też nie będę oryginalna. Mój M był zdradzany itp., nowy związek Exi po prawie 10 latach niestety nie przetrwał. Nie oceniam ani M ani Exi, bo byli dużo za młodzi na dziecko i poważne deklaracje odnośnie przyszłości. Czasem jest tak, że dwoje fajnych ludzi będąc w związku nie potrafi się dogadać i po prostu trzeba trafić na odpowiedniego "pasującego" do nas człowieka... Nasza Exia (nie miałyśmy przyjemności się spotkać) czasem mnie denerwuje w nawykach Młodego, w oczekiwaniach itd, ale z drugiej strony staram się zrozumieć, że chce najlepiej dla swojego dziecka i po prostu kieruje się innymi wartościami i przesłankami niż ja. Relacje miedzy moim M i Exią są raczej poprawne i ograniczają się do Młodego. Ona nie ingeruje w nasze życie, nie nastawia Młodego przeciwko, nawet zadzwoniła z życzeniami do Exa po naszym ślubie... Ja też staram się nie zaogniać sytuacji, dbam o Młodego jak jest u nas i troszkę mobilizuję M-a do większego zaangażowania w życie dziecka i myślę, Ona to widzi... Mimo, że irracjonalnie dedenrwuje mnie jej istnienie, a ją pewnie moje myślę, że jesteśmy do siebie trochę podobne i w innych okolicznościach mogłybyśmy znaleźć wspólny język smile
        • sabina211 Re: Jestem macocha mam pytanie 22.10.10, 11:47
          Wbrew kilku wypowiedziom w tym wątku myślę, że nie należy demonizować kwestii młodego wieku (nie mówię o nastolatkach) w procesie rozpadu małżeństwa. Pewnie, że tak bywa, ale rozpadają się też małżeństwa zawarte po 30. Znam wiele par tworzących związek od szkoły średniej, biorących ślub w pierwszej połowie studiów, a trwających do dziś, czyli już ponad 10 lat, raczej w harmonii. Czasem są to rodziny wielodzietne, czasem nie, ale podkreślają, że im było łatwiej niż np mi, bo w dorosłe życie wkraczali razem, razem ustalali priorytety, tworzyli wizję przyszłości i docieranie, kompromisy były dla nich dużo łatwiejsze niż dla ludzi 30-letnich mających swoje przyzwyczajenia itd...
          Mój mąż odszedł(razem z niespełna dwuletnią córką) od żony alkoholiczki, mającej wyrażne objawy depresji, z tym, że ani jednego, ani drugiego nie chciała leczyć, upierając się, że jest tylko nadwrażliwa i zmęczona codziennością. Odszedł od kobiety, która zabraniała własnemu dziecku mówić do siebie mamo, bo na matkę - według jej własnych słów - się nie nadawała. Pewnie jego błędem była (do czasu) zbyt duża uległość (np. pozwalał się bić i wyzywać) wynikająca z nadziei uratowania rodziny, duszenie w sobie emocji, co osobę tak zaburzoną mogło utwierdzać, że jest ok.
          To co piszę znam z relacji obu stron, bo eks znałam dużo wcześniej niż poznałam męża.
          • 333a13 Re: Jestem macocha mam pytanie 22.10.10, 12:13
            Mówiąc o młodym wieku, miałam właśnie na myśli naście lat smile, uważam, że od 18-20 latków nie należy oczekiwać wyborów "na całe życie", choć pewnie niektórym się udaje...
            • edw-ina Re: Jestem macocha mam pytanie 22.10.10, 12:42
              Ja to w ogóle myślę, że my mamy wszystko nie tak z tym czasem/wiekiem i możliwościami. Np. kierunek studiów, a tym samym (przynajmniej teoretycznie) swoją przyszłość zawodową, należy ustalić mając 18 lat. Osobiście od współczesnego 18-latka oczekiwałabym wiele, ale raczej nie myślenia o swojej przyszłości.
              A odnośnie wieku zawierania małżeństw: ja się będę upierała, że najpierw trzeba coś przeżyć, wyszaleć się, dowiedzieć się kim jest się samemu, by stworzyć udany i rozsądny zwązek. I jeśli ktoś to wszystko już zrobił i wie mając lat 22, oki - chociaż osobiście słabo w to wierzę. Sama rozstałam się ze świetnym facetem na kilka miesięcy przed naszym ślubem. Byliśmy razem 4 lata, jedno na karku 24, drugie 25 lat, ale tak naprawdę byliśmy gówniarzami. I mam jakieś dziwne przekonanie, że w konsekwencji byśmy siebie unieszczęśliwili.
              Później trochę "podrosłam", nieco jeszcze porozrabiałam i weszłam w związek nieco bardziej świadomie. Choć do tej pory miewam szczeniackie zachowania.
              • sabina211 Re: Jestem macocha mam pytanie 22.10.10, 13:30
                Mi też chodziło o wiek 20+.
                Wiem też, że priorytety mogą się zmieniać, nawet te wypracowane razem i drogi rozejść i tak. Nie twierdzę też, że wczesne małżeństwa wyrastające z niemal dziecięcych przyjażni mają automatycznie patent na trwanie w szczęściu, zdrowiu i harmonii do grobowej deski. Mówię tylko, że moje obserwacje i znajomości nie potwierdzają tego, że brak bogatego doświadczenia związkowego i życiowego sprzed małżeństwa musi żle wróżyć przyszłej rodzinie.
                • erillzw Re: Jestem macocha mam pytanie 22.10.10, 15:14
                  Bo moze nie kazdy ma potrzebe poznania wielu aspektow zycia.
                  Ludzie sie roznia. Jednym do rozowoju i dojrzenia potrzeba wielu doswiadczen, przemyslen i innych; zas sa ludzie ktorym wystarczy miec obrana sciezke i zaznaczone na niej punkty i nic wiecej im nie potrzeba i nie bedzie. I jesli sie dwoje takich samych spotka to super. Gorzej jesli jedno jest za doswiadczeniem a drugie nie. To sie na bank nie dogadaja.
              • koni42 Re: Jestem macocha mam pytanie 27.10.10, 12:07
                Ja sadze, ze na rozsadne malzenstwo z rozsadnym docieraniem sie bylam gotowa za drugim razem, czyli w wieku 29 lat.
    • aragorna71 Re: Jestem macocha mam pytanie 22.10.10, 17:58
      Bo wiekszosc ludzi broni i usprawiedliwia swoich bliskich. Rodzice dziecko, zona meza itd. Poza tym kobiety znaja czesto relacje 1 strony i wierza w to, w co chca wierzyc.
      Moj M przyczynil sie do rozpadu zwiazku z Eks tym, ze go zaczal. Byl szczeniakiem, znali sie 2 miesieca jak zaszlaa w ciaze, nie kochal jej i czul przez skore, ze sie nie uda. Nie zgodzil sie na slub, ale chcial sprobowac cos razem stworzyc. Wytrzymal 2.5 roku i poddal sie. Popelnil blad idac do lozka a potem rozpoczynajac wspolne zycie. Czy go bronie? Nie, raczej zawsze mu mowie, ze za bledy trzeba placic i tyle.
      • edw-ina Re: Jestem macocha mam pytanie 23.10.10, 22:29
        Aragorna, rację masz kobieto wink Mnie rozbroiła swego czasu dyskusja z moim ex (tym samym, o którym pisałam, że mu niemal sprzed ołtarza zwiałam). Ja byłam święcie przekonana, że to ja mu wyrządziłam krzywdę - zerwałam, odeszłam, nie chciałam naprawiać związku itp. i miałam cholerne wyrzuty sumienia. Po jakimś czasie facet wymógł na mnie spotkanie. Szłam przerażona. A tu raptem dowiedziałam się od niego, że on mnie bardzo przeprasza, bo nie był dla mnie taki, jaki być powinien i że iluś tam kumpli powiedziało mu, że jak ma się fajną babę to trzeba o nią dbać. I jego zdaniem, to w sumie on zawalił, chociaż to ja powiedziałam koniec.
        Ale tak między Bugiem a prawdą oboje popełniliśmy błędy i ekstra, że nie brnęliśmy w nie dalej.
    • ciociacesia nie jestem macochą 23.10.10, 09:36
      zaczelam odwiedzac forum zeby popatrzec sobie jak to wyglada z drugiej strony
      mój odszedl do nowej dziewczyny kiedy nasza córka miała roczek. wina jest ewidentnie po jego stronie, ale wtedy widzialam to inaczej
      po ponad roku i trzech kolejnych jego wielkich milosciach niby przestałam sie obwiniac, ale czesto jeszcze zastanawiam sie czy mogla cos zrobic inaczej (poza niezachodzeniem w ciaze) zebynam sie udalo
      • edw-ina Re: nie jestem macochą 23.10.10, 22:17
        czekaj, bo zdaje mi się, że nie do końca rozumiem - facet zostawił cię z rocznym dzieckiem, odszedł do swej "wielkiej miłości", po czym miał takie jeszcze przynajmniej dwie lub trzy i to w ciągu roku, a Ty się obwiniasz i zastanawiasz, co mogłaś zrobić inaczej??????!!!!!
        nie chcę Cię stresować kobieto, ale moim skromnym zdaniem jedyne co mogłaś zrobić inaczej, to lepiej ulokować uczucia i nic poza tym.
        pozdrawiam
        • ciociacesia jak odchodzil 24.10.10, 21:25
          to wydawalo mi sie ze odszedl przez moja zołzowatosc. byłam wtedy jeszcze po uszy zakochana, a komplex nizszosci mam od dziecka... na pewno moglam byc mniej upierdliwa, ale czy by go to zatrzymalo? nie sadze.
    • filetta Re: Jestem macocha mam pytanie 29.10.10, 12:06
      Gdy poznałam M usłyszałam, że mu z eks nie wyszło z jej winy. Naiwna uwierzyłam i długo w to wierzyłam. Z czasem wyszło szydło z worka.
      Tak więc z poczatku on był biednym skrzywdzonym misiem,a ona zołzą. Teraz ona jest normalną kobieta, a on jest kimś, kto ma problem, a raczej kilka problemów i wini za to kobiety, nie siebie. Czyli standard.
      • 13monique_n Re: Jestem macocha mam pytanie 29.10.10, 12:14
        I co z tą wiedzą zrobisz? Ciekawa jestem, bo wiem po swoim pierwszym, zbyt długo utrzymywanym małżeństwie, że lata całe minęły, nim zebrałam się do działania.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka