Dodaj do ulubionych

mur wrogości

25.05.12, 11:33
napotykam ze strony ilekroć chodzi o fanaberie jego syna

przykład z wczoraj: sms od syna, w stylu "zabierz mnie stąd"
ja na to, że pewnie jest jakaś akcja i Młody szantażuje znowu Eks...
Mówię, że nieźle dziecko manipuluje dorosłymi <oburzenie, foch>
Telefon do syna...słowotok, histeria, okazało się, że mama ukarała syna, za to, że coś tam zmajstrował w obecności dwulatka, żedne argumenty męża nie trafiały, Młody nakręcał się i histeryzował, jak katarynka, na próbę tłumaczenia ze strony męża padało"co mnie to obchodzi" Koniec konwersacji. Po chwili drugi sms z pytaniem, czy mąż kupi synowi jakiś dostęp do gry przez allegro (grają razem przez internet i żeby uspokoić syna mąż próbował go zagadać, odwrócić uwagę na wyniki ich gry). Skomentowałm po jakimś czasie, że jeśli potwierdzi zakup tej gry, to tak, jakby nagradzał złe zachowanie syna, jakby dostał nagrodę i to nie jest wychowawcze, oczywiście posypały się gromy, jaka to ja czepialska jestem, a on źle wychowuje.
Wywaliłam z siebie, jak mnie boli, że z roku na rok syn coraz bardziej się oddala ode mnie, jeszcze 2 lata temu były wygłupy, żarty, teraz zawiecha. Strasznie ciężko jest spojrzeć pozytywnie w przyszłość, jeśli z roku na rok bunt będzie narastał. Jak czuję się samotna, bo chcę mieć nasz włąsny świat, nasze własne sprawy. I zawsze jest tak, że mąż broni dziecko, nie widzi w jego reakcjach nic złego, odpowiedzialność za jakość relacji spoczywa na mnie, to ja nic nie rozumiem, nie potrafię dotrzeć, i takie tam...Tyle, że im bardziej próbuję się zbliżyć, tym bardziej młody się broni, zupełnie nie chce wejść w żadne zależności ze mną, woli np. głodować, niż porosić o coś do jedzenia, bo na propozycje zjedzenia odpowiada przecząco.
Po co się angażować? Przecież dziecko jest w dobrych rękach, ma oboje rodziców.
Mój mąż podobną postawę przejawia w stosunku do swoich rodziców, uważa, że to oni powinni zdbać o relacje z wnukiem. Moja teściowa potrafiła nawet pójść w odwiedziny do wnuka, do jego babci, bo tak się umówiły, w sytuacji, gdzie mama chłopca potrafiła go ostentacyjnie zabrać od babci. Wszyscy w jego rodzinie uważają, że ma p***lca na punkcie syna.
Przeraża mnie wizja przyszłości, włażenie ojcu na łeb. Wtedy będę jeszcze większym wrogiem, bo milczeć nie będę.
W odniesieniu, do tego, że Junior miałby sobie przyjść do nas mieszkać, to zastrzegłam, że nie pozwolę drugi raz na taką rozpierduchę, jak ostatnio, jesli tak ma być, to na podstawie formalnego załatwienia sprawy,
Przydałby nam się mediator,
Jest mi bardzo ciężko, chcę mieć swoje własne problemy, nie chcę żyć analizując spraw dziecka, które ma swoich rodziców, chcę mieć nasz wspólny obszar, naszą rodzinę, błędne koło, bo moje argumenty są dla męża krytyką, chyba dam sobię spokój na jakiś czas,
macie jeakieś sposoby na reset?
Pozdrowionka!
Obserwuj wątek
    • illegal.alien Re: mur wrogości 25.05.12, 12:09
      Animus, ale nikt nie lubi, zeby krytykowac jego metody wychowawcze. IMHO nie powinnas sie wtracac, krytykowac, etc - dopoki ten chlopak z Wami nie mieszka, to to nie jest Twoje dziecko.
      Poza tym Ty sobie z nim uloz swoja wlasna relacje - nie przez pryzmat ojca dziecka, tylko miedzy Wami bezposrednio.
      • illegal.alien Re: mur wrogości 25.05.12, 12:10
        Sorry, sprostuje - jak z Wami zamieszka, to tez nie bedzie Twoim dzieckiem, ale dom bedzie Twoj i zasady Wasze wspolne - ojca, Twoje i mlodego.
        • animus_anima Re: mur wrogości 25.05.12, 14:09
          Wszystko racja, tyle, że ja przenoszę każdą sytuację na własny grunt i jeśli miałoby być tak, gdybyśmy mieli nasze dziecko, to zupełnie nie dogadamy się, bo on (w jego interpretacji) byłby od kochania dziecka, a ja od swoich metod uncertain
          Oczywiście, że w obecnej sytuacji powinnam się odciąć, tym samym nie powinnam nic widzieć i słyszeć wink brakuje mi swojego obszaru i nie chodzi o to, że mąż mnie nie dopieszcza, jak jest syn, lecz o to, że chyba nie mamy wspólnego celu - walki o ten związek w trudnych warunkach, mąż nie lubi i nie chce widzieć problemów,
          • illegal.alien Re: mur wrogości 25.05.12, 14:29
            U nas tak jest - dwie dosc rozne metody wychowawcze. Zyjemy, mamy sie dobrze wink
            W nawet sie troche jakby zaraza moimi metodami, a ja wiem, ze w pewnych rzeczach on jest lepszy i sie nie wtracam (np. on jest u nas od zadan 'trudnych' - mycie wlosow, czesanie, mycie zebow - ja tez umiem to zrobic, ale z nim idzie zdecydowanie lagodniej i sprawniej).
      • ciociacesia oj boli krytyka boli 25.05.12, 14:09
        nawet konstruktywna i sensowna
        • animus_anima Re: oj boli krytyka boli 25.05.12, 14:11
          u mnie nawet nazywanie faktów/pokazywanie schematów mężowi odbierane jest jako krytyka

          tzw, opór ...
          • illegal.alien Re: oj boli krytyka boli 25.05.12, 14:31
            Animus - ja robilam kiedys podobnie. Zmienilam taktyke zupelnie - zamiast mu mowic, co robi zle, w dodatku tuz po wydarzeniu, prowadzilismy zupelnie abstrakcyjne rozmowy o wychowaniu dzieci, w ktorych ja przemycalam pewne tresci wink 'Na goraco' nie ma co dyskutowac - mozna sie odniesc do pewnych wydarzen, ale troche czasu musi minac, zeby to wszystko nie bylo w emocjach.
            U nas sie przynajmniej sprawdzilo smile
          • zawsze_lorena Re: oj boli krytyka boli 01.06.12, 08:51
            animus_anima, wysłałąm Ci malia na "gazetowy" - nie wiem, czy sprawdzasz... smile
            • animus_anima Re: oj boli krytyka boli 01.06.12, 20:42
              zawsze_lorena napisała:

              > animus_anima, wysłałąm Ci malia na "gazetowy" - nie wiem, czy sprawdzasz... smile

              bardzo dziękuję, już sparwdzam smile
    • braktalentu Re: mur wrogości 25.05.12, 19:11
      A co konkretnie chciałabyś "mediować"?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka