Relacja z wczoraj.
O małych uszczypliwościach nie będę się rozpisywać bo braknie czasu.
Chodzi o kilka rzeczy.Może się orientujecie,bo my już nie wiemy.
Cyrki przy odbieraniu/odprowadzaniu dzieci były,są i będą.
Wyzwiska,zaczepki z jej i jej faceta strony to norma.Jeżdżenie i robienie zdjęć za nami gdy idziemy z dziećmi to też norma.
Nawet pod kościołem wariatka szuka zaczepki uprzednio wziąwszy komunię.
Na komunię dziecko dostało kamerę którą to teraz mamusia skrzętnie wykorzystuje do "dokumentacji przekazania dzieci"(?)
Szanowna wczoraj udokumentowała końcówkę kontaktów.Najpierw były zaczepki słowne,pojawili się świadkowie z jej rodziny,oszczerstwa ,dzieci się poryczały krzycząc do matki że kłamie w żywe oczy,próbowały jej zakryć kamerę.Akcja zakończyła się spisaniem wszystkich przez policję.
Policjantom powiedziała ,że jej adwokat doradził by dokumentowała kontakty.
Czy jest jakiś artykuł który zakazuje robienia zdjęć/filmowania ludzi
bez ich wyraźnej zgody?
Czy bawić się w kuratora przy kontaktach z M wniosku i kto za to płaci?
M rozmawiał kilka razy z dzielnicowym,który nic w sprawie nie zrobił."Była żona mogła robić zdjęcia gdzie jest pan jedynie częścią całości,musiałby pan mieć zdjęcia na których widać ją z aparatem wycelowanym w pana"-koniec cytatu.Czy teraz ja mam za nimi jeździć i dokumentować wariatkę z aparatem?

)
ehhhh