Dodaj do ulubionych

Definicja :)

24.04.13, 08:31
Na ematce ktoś wrzucił prezentację księdza Kostrzewy o szkodliwości zabawek. Ganz egaz z zabawkami, nawet Hello Kitty to pomiot szatana, a rozmowy i książki o robieniu kupy to analno-homoseksualna propaganda, ale jedna rzecz nas zachwyciła - definicja rodziny patchworkowych, otóż jest to:
grupa żyjąca na sposób trybalny, w systemie rozmaitych, wielokrotnie się przenikających związków seksualno–egzystencjalnych o różnym stopniu formalności

Trochę nam zajęło rozkminienie, o co chodzi smile Jak wam się podoba? Jak zaginione plemię big_grin
Obserwuj wątek
    • edw-ina Re: Definicja :) 24.04.13, 09:06
      wow..., jakie to szczęście, że wszelkie opinie klechów mam w wyjątkowo głębokim poważaniu, bo jeszcze bym się przejęła
      • akasha78 Re: Definicja :) 24.04.13, 09:10
        Kiedyś przeczytałam odpowiedź na takie typu wypowiedzi kleru, która bardzo mi sie podoba: "Dzięki Bogu - jestem ateistą"smile))
        • edw-ina Re: Definicja :) 24.04.13, 09:19
          Bardzo rozsądne stwierdzenie. Ja uważam, że osoby, które wybrały życie poza rodziną, w tym księża, nie mają prawa wypowiadać się o funkcjonowaniu w takowej. Nie wiedzą czym jest życie z kimś przez długi czas, czym problemy rodzinne, wychowywanie dzieci, zarabianie na dom itp. W innym wypadku musielibyśmy dać prawo do wypowiadania się o samochodach osobom, które nigdy nie siedziały za kierownicą, a silnik widziały najwyżej na rysunku, do ustanawiania prawa przedszkolakom a nie prawnikom, a leczyć powinni nas kierowcy autobusów miejskich.
          • braktalentu Re: Definicja :) 24.04.13, 10:38
            A jednak nie będąc meteorologiem często wypowiadamy się na temat pogody i zmian klimatycznych, nieprawdaż. Czy psychoterapeuta, który nie przeżył choroby onkologicznej nie powinien pracować z chorymi na raka?
            Nie, to nie jest argument, który mnie przekonuje. Brak własnych doświadczeń może dawać niezbędny dystans emocjonalny i ciekawą perspektywę. Zresztą nie znam żadnego duchownego, który nie miałby rodziny (skądś się w końcu wzięli).

            Co nie znaczy, że należę do zwolenników teorii księdza K.
            • edw-ina Re: Definicja :) 24.04.13, 11:09
              A ja nie ufam terapeucie rodzinnemu, który jest samotny. Może i ma dystans, ale ja wolę dystans poparty praktyką. Dlatego w kościele protestanckim tak dużą wagę przykłada się (czy może raczej przykładało? Nie wiem, dawno nie miałam do czynienia) do posiadania rodziny przez pastora, bo tworząc ją miał stanowić przykład dla wiernych i właśnie mieć poza teorią - praktykę.
    • batka.makatka00 Re: Definicja :) 24.04.13, 09:17
      Odnoszę nieodparte wrażenie, że przedstawiciele kościoła, katolickiego zwłaszcza, o ile mają coś do powiedzenia w sprawach człowieczych to koncentrują się wyłącznie na próbach stygmatyzowania oraz nawoływania do odrzucenia, a czasem wręcz nienawiści.
      Biorąc pod uwagę powyższe to i tak dość łagodne definiowanie. Tak naprawdę, przy wnikliwej analizie nie znajduję w tej definicji niczego kłamliwego. Proszę się jednak nie dziwić, że słysząc te słowa z ust duszpasterza nabierają one dla mnie pejoratywnego wydźwięku i czuję, że ktoś usiłuje mnie obrazić.

      To jednak i tak nic w porównaniu z charakterystyką dziecii z in vitro.

      • braktalentu Re: Definicja :) 24.04.13, 10:59
        Ta definicja jest nie tyle kłamliwa, czy obrażliwa co pozbawiona sensu. W oparciu o tę definicję możemy KAŻDĄ polską rodzinę uznać za zrekonstruowaną. KAŻDA rodzina jest:
        - grupa żyjąca na sposób trybalny (jeżeli przez trybalizm rozumiemy jakąś odrębność wewnątrz plemienną)
        - w systemie rozmaitych, wielokrotnie się przenikających związków seksualno–egzystencjalnych (związek małżeński jest formą związku seksualno - egzystencjalnego, to samo dotyczy rodzicielstwa w sensie społecznym i fizjologicznym)
        - o różnym stopniu formalności (inaczej sformalizowane - choćby prawnie - są stosunki między rodzicami i dziećmi, a dziadkami i dziećmi)
        Nie widzę w tej definicji niczego co mogłoby dotyczyć WYŁĄCZNIE rodzin zrekonstruowanych.
    • glasscraft Re: Definicja :) 24.04.13, 10:24
      Woohoo!!! Musze Rudemu powiedziec, ze mamy trybalny zwiazek seksualno-egzystencjalny, niech sie chlopina ucieszy tongue_out

      Palanctwo jest chyba wrodzonym stanem dzisiejszego kleru.
    • tully.makker Re: Definicja :) 24.04.13, 11:17
      A kto to jest ksiadz Kostrzewa? Pytam powaznie?
      • braktalentu Re: Definicja :) 24.04.13, 11:50
        Autor prezentacji "odebrać dzieciom niewinność". Wklej w przeglądarkę: www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=1&ved=0CDMQFjAA&url=http%3A%2F%2Fwobroniewiaryitradycji.files.wordpress.com%2F2013%2F04%2Fodebrac487-dzieciom-niewinnoc59bc487.ppsx&ei=Bal3Uc7oL4eNtQaHmoAY&usg=AFQjCNFXqGCVhGGqwGgANeP773NfiguMrQ&bvm=bv.45580626,d.Yms.

        Ja rozumiem tego człowieka. Mamy wiele wspólnych spostrzeżeń i myślę, że szczególnie w katolickiej Polsce to jest ważny głos. W wielu ludziach refleksja dotycząca estetyki i treści niesionych przez zabawki w ogóle by nie powstała, gdyby nie prezentacja księdza Kostrzewy. A dzięki tej prezentacji być może kilku rodziców zastanowi się przed zakupem zabawkowego syfu. A może znajdą się i tacy, którzy pójdą dalej. Z niezdrowej ciekawości zajrzą do wydawnictw o estetyce innej niż disneyowska i odkryją coś nowego, coś co sprawi, że korporacyjna kreska księdza Kostrzewy (przesłodzone Jezuski) przestanie być dla nich jedynym kanonem piękna. Ksiądz Kostrzewa ma rację, kiedy mówi, że promuje się brzydotę i tandetę duchową. Szkoda, że przeciwstawia jej dokładnie taką samą brzydotę i tandetę duchową. Ale to ważny głos!




        • tully.makker Re: Definicja :) 24.04.13, 12:05
          No podla jestes jak zwykle smile
        • polifonia1983 Re: Definicja :) 24.04.13, 12:13
          Ale on poleca disneya, poza tym dzieci z bullerbyn, anię z zielonego wzgórza i musierowicz, to co współczesne to syf i przekleństwo. Jasne, niektóre zabawki są koszmarne, a książki głupie, ale jest też mnóstwo dobrych.

          Prezentacja jet wyświetlana w niektórych kościołach, w ramach uświadamiania rodziców. Uświadamianie polega na tym, że wszystkiemu jest winne oświecenie, a w następnej kolejności ateiści, homoseksualiści i rodziny patchworkowe. Kupujemy dzieciom brzydkie zabawki, bo jesteśmy pomiotem szatana, a edukacja seksualna dzieci prowadzi do ich uzależnienia od pornografii. A kupowanie dzieciom książek w stylu "kto mi narobił na głowę" to oswajanie dzieci ze sferą analno-fekalną właściwą dla środowisk homoseksualnych. Na początku się śmiałam, ale jak przejrzałam całą, to jest to po prostu nawoływanie do nienawiści.
          Zakładam, że na mszy są i dorośli i dzieci. Moja pasierbica ma my little pony (znak new age), monster high, harrego pottera, shreka i tak dalej oraz jest z rodziny patchworkowej, mieszka tylko z mamą, znaczy co - można jej dokopać? Bo jak ktoś uzna taką "lekcję" za fajny pretekst do przezywania i obrażania, to to wykorzysta, czy dziecko, czy dorosły. Ma usprawiedliwienie.
          • tully.makker Re: Definicja :) 24.04.13, 12:25
            Sama sie zaczytuje w Harrym Potterze od lat - dla mie jest szczegolnie cenny ze wzgledow zawodowych, jako gorzka analiza kondycji spoleczenstwa brytyjskiego...

            I widzisz, zaszkodzilo mi, ksiedza nie szanuję wink
            • chalsia Re: Definicja :) 25.04.13, 00:50
              > Sama sie zaczytuje w Harrym Potterze od lat - dla mie jest szczegolnie cenny ze
              > wzgledow zawodowych, jako gorzka analiza kondycji spoleczenstwa brytyjskiego..

              ja też od lat
              czytałam całość co najmniej 2 razy
              szczególne wrażenie wywarły na mnie spostrzeżenia Rowlings na temat psychiki i sposobu myślenia i funkcjonowania dzieci
              gdy czytałam po raz pierwszy (przed dzieckiem) - jakoś tak to przeleciało, ale za 2-gim razem (już jako matka) zwróciłam na to uwagę i uważam, że sporo można się dowiedzieć/nauczyć o dzieciach i nastolatkach czytając tę sagę
        • proszepani13 Re: Definicja :) 24.04.13, 13:52
          Nie słyszałam wcześniej, więc zajrzałam na link i ........... WOW WOW WOW. Zatkało mnie. Dzięki Ci Panie, że pochowałeś przed Kostrzewą wszystie baśnie, szczególnie te skandynawskie (choć z dyplomem, który posiada raczej trudno sobie wyobrazić, że nie liznął tematyki) i ustrzegłeś psyche od zbrukania niepojętego.

          Choć prawda większość zabawek to tendeta niesłychana, podobnie jak argumentacja Kostrzewy. Pasują do siebie smile
        • batka.makatka00 Re: Definicja :) 24.04.13, 19:30
          Może i jego intencje były ok ale walka z ohydztwem nie powinna polegać na epatowaniu tymże. Moim zdaniem ksiądz tak się zapędził w swoim fanatyzmie, że po drodze do celu uświęcał wszelkie środki.

          Nie jestem w stanie obejrzeć całej prezentacji.
          Kojarzy mi się z "Sexmisją": "Tym samce ..., samiec twój wróg. Esta!"
          No i ważny głos w tym paskudztwie mi utonął.
      • polifonia1983 Re: Definicja :) 24.04.13, 11:52
        ksiądz, który zajmuje się satanizmem.
        Tu jest link do wątku ma ematce, tam jest online prezentacja o szkodliwości bajek i zabawek
        A tu jest link do strony, gdzie temat jest "pogłębiony".
    • larysa-1 Re: Definicja :) 24.04.13, 11:22
      Ja najbardziej skupiłam się na części "wielokrotnie się przenikających związków seksualno-egzystencjalnych" z naciskiem na "wielokrotnie" i "seksualnych" i myślę sobie że ten ksiądz chyba pisze o przydrożnych kurwach (przepraszam za wyrażenie)
      po za tym "w systemie rozmaitych" ma tutaj jak mniemam na myśli związki homoseksualne, ja akurat mam w tej kwestii zdanie, że lepiej żeby dziecko było u 2 homoseksualistów, którzy się kochają i kochają dziecko niż w domu dziecka lub u rodziców katolików ale alkoholików zaniedbujących dziecko lub maltretujących je psychicznie lub fizycznie, dla mnie "katolik" nie oznacza "dobry człowiek" a "małżeństwo" nie jest idealnym i jedynym środowiskiem gdzie dzieci są szczęśliwe
      • tully.makker Re: Definicja :) 24.04.13, 12:08
        Moje przyjaciolki lesbijki planuja wlasnie dziecko.
        Jestem swiecie przekonana ze to dziecko bedzie duzo szczesliwsze z nimi niz byloby w wielu heteroseksualnych, katolickich malzenstwach. Widze jak pracuja nad swoim zwiazkiem, odnosza sie do siebie z szacunkiem, ucza sie komunikacji i pozytywnego rozwiazywania problemow. Oby wszystkie zwiazki byly takie.

        A dziecko by bylo szczesliewe, potrzebuje stabilnego zwiazku i kochajacych sie rodzicow.
        • polifonia1983 Re: Definicja :) 24.04.13, 12:14
          No to życz im powodzenia ode mnie.
    • chanceelise Re: Definicja :) 25.04.13, 10:38
      A ja już abstrahując od prezentacji chciałam ucieszyć się z Waszej otwartości, dawno się z czymś takim nie spotkałam. O ile w moim otoczeniu fakt,że żyję w rodzinie "paczworkowej" jest akceptowany o tyle ateizm wciąż zadziwia, a wręcz spotykam się ze złośliwościami.
      Dyskusję o wartościach uważam jednak za ważną. Ja starannie dobieram dzieciom zabawki i książki, nie demonizowałabym jednak roli Barbie czy disneyowskich bohaterów-wszystko zależy jakie nadamy im znaczenie. Jeśli dziewczynka bawi się lalką a nie jest za nią przebierana to chyba wszystko w porządku smile
      Staram się nie oceniać ludzi w ten sposób, że wszyscy lekarze są źli albo wszyscy katolicy niedobrzy...jednakże księża, co wynika z moich doświadczeń, nie są moim autorytetem.
      Tak mi się jeszcze nasuwa, że my macochy mamy chyba kłopot gdy dwa domy, na które żyją dzieci nasze i dzieci naszych M, reprezentują różne systemy wartości. Mamy taki kłopot czy nie?
      • polifonia1983 Re: Definicja :) 25.04.13, 11:05
        Może życie w patchworku wybierają osoby o bardziej tolerancyjnych poglądach? A może po prostu tu się zebrały takie osoby.
        My bardzo pilnowaliśmy, żeby młoda oprócz badziewia (który też kupowaliśmy na jej życzenie) dostawała rzeczy wartościowe, ma też świadomość, kto robi jej zabawki i w jakich okolicznościach, myślę, że coś z tego zostało jej w głowie.
        Ja staram się nie mieć dużego problemu z tym, że dziecko ma u mamy inny system wartości, ale wiele rzeczy mnie wkurza czy dziwi. Zwłaszcza jeśli wiąże się to z ksenofobią, homofobią czy antysemityzmem, które w jakiś sposób, w domu młodej są normą. Na zasadzie, Żydzi to nie nasi, o gejach nie rozmawiamy, co do buddystów, to obcych bogów w domu nie przyjmujemy (to po spotkaniu z lamą, który dał młodej pamiątkę). Mimo wszystko mam wrażenie, że poglądy młodej są dosyć liberalne, jak na środowisko, w którym się wychowuje. Ale to zasługa jej ojca, bo M prowadzą z młodą nieustanne rozmowy religijno-etyczne.
      • batka.makatka00 Re: Definicja :) 25.04.13, 12:14
        Tak mi się jeszcze nasuwa, że my macochy mamy chyba kłopot gdy dwa domy, na które żyją dzieci nasze i dzieci naszych M, reprezentują różne systemy wartości. Mamy taki kłopot czy nie?
        Owszem pojawiał się taki leciutki dyskomfort. Ja z nastawieniem raczej styropianowo- lekko katolickim i M taki bardziej beton. Dyskusje, spory i wymiana poglądów – zaciekła ale konstruktywna. Bardzo mile to wspominamy smile
        W stosunku do dzieci nie stosowaliśmy ani nacisku, ani manipulacji. Ot odbywały się rozmowy i do tego dochodziły własne doświadczenia i obserwacje. Teraz nam się teren mocno zniwelował. Potrafimy szanować cudze poglądy i dość mocno zmodyfikowaliśmy swoje. To czemu nadal bezwzględnie się przeciwstawiamy to fanatyzm, homofobia, nietolerancja w ogóle.
      • proszepani13 Re: Definicja :) 25.04.13, 13:25
        > Tak mi się jeszcze nasuwa, że my macochy mamy chyba kłopot gdy dwa domy, na któ
        > re żyją dzieci nasze i dzieci naszych M, reprezentują różne systemy wartości. M
        > amy taki kłopot czy nie?

        Oj tak, to bardzo duży kłopot. I to nie nawet o różne systemy wartości, ale raczej o sposób interpretacji i rozumienia niektórych rzeczy, szczególnie takich jak szacunek do drugiej osoby, słownictwo, sposób odnoszenia się do siebie, podejście do otoczenia bliższego czy dalszego. Dla mnie to duży problem. I bardzo mi się podoba podejście o jakim pisze braktalentu, ale jako sytuacja idealna a nie rzeczywistość. Prawdą jest, że to my prezentujemy wzorce i szacunek jaki okazujemy powinien wracać w relacji zwrotnej. Powinien...
        • polifonia1983 Re: Definicja :) 25.04.13, 13:46
          , ale rac
          > zej o sposób interpretacji i rozumienia niektórych rzeczy, szczególnie takich j
          > ak szacunek do drugiej osoby, słownictwo, sposób odnoszenia się do siebie, pode
          > jście do otoczenia bliższego czy dalszego.

          A to tak, to mi przeszkadza bardziej niż rozbieżność w poglądach, bo o ile z ex nie mam nic wspólnego, to jej metody wychowawcze czasami przyprawiają nas o ból głowy, zwłaszcza, że młoda często nie widzi niczego niewłaściwego w swoim zachowaniu i tłumaczy "mama też tak robi", a nam witki opadają.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka