natonek
09.03.05, 23:15
Witam
Muszę się z Wami podzielić najnowszym pomysłem byłej zony mojego męża.
Muszę...bo po prostu az mnie skręca ze złości.
Pisałam Wam już w poprzednich wątkach, że mamy z nią straszny problem
dotyczący ich córeczki. Pani ex doskonale zdaje sobie sprawę z tego, iz Młoda
stanowi cały świat dla jej tatusia w związku z czym zaczęła ją traktować jako
swój główny atut. A\pomysłów to ona ma wiele... pisałam Wam jak nie pozwala
jej np. jeść tego co przygotuję itd.
Zacznę jednak od początku.. od ponad trzech lat trwały nieustanne próby
dogadania się z ta kobitka odnośnie wizyt Młodej u jej ojca. W efekcie tatus
dostawał ją tylko wtedy gdy sobie na to "zasłużył" np. dał dodatkową kasę lub
też kupił odpowiednią ilość ubrań itd. Jeśli zrobił coś co nie było zgodne z
zamysłem ex to oczywiście miał karę pt szlaban na spotkania z córką.
Znosilismy to dzielnie bo w końcu dobro dziecka w tym wszystkim jest
najwazniejsze. Kiedy jednak pobralismy się z mężem i Młoda zaczęła do nas
bardzo "ciągnąć" to mamusi taki układ się nie spodobał. Przez ostatni rok
musieliśmy dosłownie błagać o spotkania z dzieckiem. Ostatni pomysł ex był
taki, że będzie lepsza dla mojego męża i pozwoli na spotkania jesli ten kupi
jej mieszkanie.
Było wiele trudnych sytuacji, odwoływania wcześniej ustalonych wizyt, gróźb,
łez Młodej, braku mozliwości zaplanowania czegokolwiek (chocby głupiego
wyjazdu na weekend) itd. W październiku (po awanturze dotyczacej świąt,
których jak zwykle Młoda nie mogła spędzić u nas) mamusia w końcu przystała
na to aby Młoda spędziła z nami Sylwestra. I taka wersja obowiązywała do dnia
27 grudnia kiedy to zadzwoniła do nas, że jednak Młoda nie przyjedzie (nie
chciała podac nam przyczyn). Nie musze Wam chyba mówic, że bylismy z mężem
wściekli ponieważ swoim zachowaniem skazała nas na siedzenie w tym dniu w
domu. Wersja zmieniła się 30 grudnia kiedy to jednak (sama, bez przymusu)
zadzwoniła do nas i poinformowała, że jednak pozwoli aby dziecko było u nas.
Pomimo złości na nią bardzo ucieszyła nas ta nawina. radość nie trwała długo
bo 31 grudnia mamusia znowu zmieniła zdanie i w efekcie nie pozwoliła Młodej
przyjechac do nas.
Mój mąż dostał wtedy szału... pierwszą rzecza którą zrobił to było wzięcie
kartki papieru i napisanie wniosku do sądu o ustalenie kontaktów z córką. No
i piekiełko się rozpetało....tego, że przez jakiś czas nie będziemy mogli
widywać się z Młodą to się spodziewaliśmy. Jednak po wizycie kuratora w domu
ex dostała białej gorączki i mimo, że mój mąż rozmawiał z nią przez telefon z
innego pokoju to ja wyraźnie słyszałam jak na niego krzyczała. Nic to...
przejdzie jej.
Najgorszy jest jednak jej ostatni pomysł dzieki któremu zgodziła się na
wizytę Młodej u nas w zeszły poniedziałek ale dopiero wtedy gdy ojciec
podpisze jej rewers stwierdzający przekazanie mu dziecka. Pomijam fakt, że
potraktowała dziecko jak jakiś przedmiot to na dodatek sposób w jaki to
zrobiła był karygodny. Otóz.. (pierwszy raz) zabroniłą ojcu przyjechać po
córkę i powiedziała, że ona osobiście ją przywiezie. Nastepnie zamkneła Młodą
w samochodzie (zamkneła w sensie dosłownym.. pozamykała zamki, właczyła
alarm) i nie pozwoliła jej wysiąść do chwili w której ojciec nie odda jej
podpisanej kartki (nie chciała załatwić tego w domu tylko na oczach Młodej,
przy samochodzie). Boże... gdybyście widziały to dziecko siedzące na tylnym
siedzeniu, skulone i zapłakane... to i Wam chyba kroiłoby się serce.
Wiele w życiu widziałam ale takie sceny mnie kompletnie rozwalają....
powiedzcie, czy ja jestem jakaś nienormalna, że sądzę, iz ona naprawde
krzywdzi ta Małą i odgrywa się na ojcu nie bacząc na cenę jaką płaci za te
rozgrywki jej włąsne dziecko?
Pozdrawiam cieplutko
Agnieszka