06.06.06, 02:10
Proszę Was o pomoc. Nie mam już pomysłu co robić z Młodym - potworem. Syn M.
ma kłopoty z nauką.. ale to najmniejszy problem. Ma 13 lat (1 klasa gimnazjum)
i od 1,5 roku szajba zupełna. Sam się nie uczy, lekcje trzeba z nim odrabiać -
tak więc M. kilka razy w tygodniu poświęca całe popołudnie + wieczór na naukę.
To jest jeszcze ok, ale od pewnego czasu Młody odpuścił zupełnie. Nic nie
zmusi go do nauki/lekcji. Jeśli już to po miniumum 2 godzinach walki i kłótni.
Na każde pytanie (co było, co zadane) odpowiada "nie wiem", "nie obchodzi mnie
to" itp. itd... Kończy się na tym, że tylko to ma odrobione co mu M. sam zrobi.
Rozwala to nasze życie (zero miłych wieczorów/weekendów) i rozwala to mojego
M. Ambitny, inteligentny facet - chciałby aby Młody był podobny, a ten ma
wszystko centralnie w d....
Co robić - szukać psychologa? Odpuścić się nie da - M. żyły sobie da
wyszarpać, a nie odpuści-zależy mu na dziecku (p. psycholog z przychodni
powiedziała, że nie wolno dopuścić by powtarzał klasę, bo nastąpi zupełna
destrukcja).
Ja nie mam siły, odpadam sad ... może to chwilowe - koniec roku - rozumieciewink
ale już nie mogę. Możę któraś z Was ma pomysł co z takim potworem??? Dodam, że
poza tym potrafi być kochany - to jest najgorsze - raz jest super, za chwilę
wredne odzywki i zlew na wszystko. buuuuuuuuuuuuuu
Obserwuj wątek
    • kleo1 Re: co robić 06.06.06, 08:22
      czy to sie dzieje dopiero od mometu pójścia do gimnazjum? może nie może się
      dogadać z klasą? trzeba się wybrać do psychologa może jemu powie co się
      dzieje...




      -
      Nasza Tequilka
      Cokolwiek pomiędzy ludźmi kończy się, znaczy nigdy się nie zaczęło.
      Co było a nie jest nie pisze się w rejestr.
    • geos Re: co robić 06.06.06, 08:44
      Współczuje i boje sie tylko co to może byc u nas.
      Ale nie umiem pomóc u mnie jeszcze nie ten wiek.
      pewnie się znajdzie jakas macoszka co podpowie.
      Tylko nie rozumiem czemu twój mąz odrabia za niego lekcje??
      Przeciez chłopak włąsnie wtedy uczy się, że olewanie przynosi korzyści! Dla
      niego oczywiście Nic nie musi robić
    • weronka77 Re: co robić 06.06.06, 09:04
      My odizolowaliśmy się od "młodego"-18latwink Nie podoba mu się-jego
      problem.Kiedy już nabierze pokory i nauczy się manier-wtedy go zaprosimy na
      weekend.Tak zadecydował mąż a ja się bardzo ucieszyłam,ponieważ nie życze sobie
      chamstwa w moim domu.
      • beatea Re: co robić 06.06.06, 09:17
        no nie wiem, czy izolowanie się od dzieci jest dobrą metodą.
        Za jakiś czas , kiedy tatus będzie potrzebował pomocy syna on mu to wypomni.
        • weronka77 Re: co robić 06.06.06, 13:22
          Póki co synalek powiedział tatusiowi "spierdalaj"-dosłowniewink
          • beatea Re: co robić 06.06.06, 13:28
            weronka77 napisała:

            > Póki co synalek powiedział tatusiowi "spierdalaj"-dosłowniewink


            tak mu powiedział, jak go tatuś wychował.
            Jak ojciec jest zajęty panienkami a nie wychowaniem dziecka, to ma to, na co
            zasłużył.
            • mamaika Re: co robić 06.06.06, 13:43
              Beatea a skąd u ciebie ta wiedza czym zajmuje się cłop weronki ? A może zasuwa
              żeby zarobić na alimenty ? I jak rozumiem mamusia w takich sytuacjach nie
              wychowuje tylko głaszce po główce
              • beatea Re: co robić 06.06.06, 13:53
                wiem, bo sama pisała, ze jest trzecią żoną.
                Jak sie ma dzieci z poprzednich związków , to rzeczywiście trzeba nieźle
                zasuwać na te alimenty.
                A syn musi mieć ojca , który sie nim zajmuje.
                • mamaika Re: co robić 06.06.06, 14:54
                  i co z tego ? Nie znam jej chłopa Ty chyba też nie czyli pojęcia nie mamy jaki
                  jest czy był jego wkład w wychowanie syna.Stoję na stanowisku ,że wychowanie
                  dzieci zależy od OBOJGA rodziców czyli i od mamy i od taty. Mój M czasem się
                  wstydzi za swoje dziewczyny bo czuje się za ich zachowanie odpowiedzialny i
                  zgadzam się z nim w 100 %, z drugiej strony w chwili obecnej jako Tata
                  niecodzienny wpływ na ich wychowanie jednak ma według mnie nikły.Moja eksia
                  też przyznaje,że czasami nie radzi sobie z ich zachowaniem , z drugiej strony
                  podsyca i daje przyzwolenie na pewne zachowania być może nieświadomie ale
                  jednak . Skutek jest taki,że Tata ma nie truć tylko bulić. Do wychowania dzieci
                  trzeba zgodnej współpracy obojga rodziców czy to dotyczy pełnych czy niepełnych
                  rodzin.
                  • beatea Re: co robić 06.06.06, 15:15
                    "do wychowania trzeba zgodnej współpracy obojga rodziców"
                    piękne słowa i mądre, tylko jak je tatuś ma realizować zaangazowny w nowy
                    związek i w nową rodzinę.
                    To nie wystarczy się spotkać dwa razy w miesiącu i iść z dzieckiem na lody, aby
                    wychowywać trzeba być obecnym na codzień.
                    • mamaika Re: co robić 06.06.06, 15:23
                      Znam rodziny w których niezaangażowani w inny związek rodzice też jakoś
                      problemy wychowawcze mają, więc chyba nie o obecność tu chodzi
                      • beatea Re: co robić 06.06.06, 15:28
                        oczywiście, ze mają problemy wychowawcze, ale mogą je wspólnie rozwiązaywać, a
                        nie tylko matka pozostwiona sama z dzieckiem, bo tatus ma nową miłość.
                        • mikawi Re: co robić 06.06.06, 15:32
                          są też sytuacje, gdy tatuś na pytania dotyczące spraw dziecka słyszy od jego
                          matki "to nie twoja sprawa", rzeczywiście może mieć wpływ na wychowanie
                        • mamaika Re: co robić 06.06.06, 15:45
                          Rozczuliłam się.Jak się dogadują to rozwiązują wspólnie czy są ze sobą czy nie.
                          Nie bądz śmieszna. Rozumiem że chyba w tym względzie masz osobiste
                          doświadczenia ale nie wiem czemu wychodzisz z założenia że wszędzie i każdych
                          związkach i rozwiązkach tak jest.
                          • mamaika Re: co robić 06.06.06, 15:46
                            Rzecz jasna powyższe skierowane do beatei
                          • sonrisa3 Re: co robić 08.06.06, 22:54
                            > Rozczuliłam się.Jak się dogadują to rozwiązują wspólnie czy są ze sobą czy
                            nie.
                            To jest możliwe. U mnie tak właśnie jest.
                            Oczywiście do pewnego stopnia, teraz to ja głównie zajmuję się wychowaniem
                            dziecka i z byle głupstwem nie lecę do jego ojca, ale większe kłopoty
                            wychowawcze są omawiane przez nas wspólnie - rozmawiamy przez telefon lub gg,
                            ale jednak są omawiane.
                            Wiem, że jeśli poproszę ex męża, żeby w czasie ich spotkań zwracał uwagę na
                            jakieś zachowania lub złe nawyki, z kórymi walczę, to on się do tego dostosuje,
                            tak samo jak ja, jeśli on mi coś podobnego zasugeruje.
                            To naprawdę zależy od dobrej woli rozwiedzionych rodziców. Ale pod warunkiem,
                            że OBOJE tę dobrą wolę wykazują.

            • m-m-m Re: co robić 06.06.06, 15:08
              tak mu powiedział, jak go tatuś wychował


              Może dokladniej: tak mu powiedział, bo wiedział, że może sobie na taki tekst do
              ojca pozwolić.
              Jak najbardziej ojca wina, bo to on nie nauczył go szacunku do siebie.
      • bei Re: co robić 06.06.06, 10:16
        Wiek buntu..to taki czas, w którym młodemu człowiekowi jest bardzo źle, i nie
        potrafi sobie poradzić..Dzieci w nierozbitych rodzinach tez to przeżywają,
        a chłopiec, o którym piszesz ma DUŻO trudniej..wychowuje się w rodzinie, której
        model mu się bardzo zmienił...moze chce ukarac Tatę zazmianę partnerki...na
        pewno
        chciałby mieć oboje rodziców razem...
        Trzeba teraz duzo taktu, cierpliwości i ROZMOW...bo jego niecheć do nauki to
        tylko efekt tego, co mu się dzieje w głebi...nie mozna się obrazac i karac go
        jeszcze mocniej- juz zycie przyniosło mu mętlik...a on chce zwrócic na siebie
        uwagę..to takie jego wołanie o pomoc..taki gniew - do świata.

        Nasz P ma 11 lat..i zdajemy sobie sprawę- ile lat dziecko by nie miało- to
        zawszewymaga stosownej porcji zainteresowania jego zyciem...a zycie to nie
        tylko odrabianie lekcji....i czas poświęcany dziecko- jest nieodzownym i WAŻNYM
        elementem by ta machina poprawnego funkcjonowania jeździła....

        Moze przy lekcjach siadajcie RAZEM... postarajcie się, by to nie była dla niego
        KATORGA....może jakieś smakołyki- do przegryzania..może smaczna herbatka w
        przerwie i opowiadanie anegdot czy dowcipow ( wykorzystac net)...na pewno jest
        przedmiot,w którym możesz odciążyć tatę dziecka- i pomóc w jego
        odrabianiu...mozna przegladać wspolnie materiały- te wyszukiwane dodatkowo- i
        dokonać wspolnej analizy tego materiału...mozna wpleść jakies zabawne
        historyjki- co w szkole zrobiliście- niech syn widzi, ze szkolę mozna fajnie
        wspominać..pokażcie, ze też może nie byliście idealni- ale poradziliście sobiesmile

        Życzę powodzeniasmile
    • lilith76 Re: co robić 06.06.06, 09:47
      mam nadzieję, że wypowie się m-m-m, bo ona ma nieco podobnie.

      Kończy się na tym, że tylko to ma odrobione co mu M. sam zrobi.
      >

      najgłupszy pomysł pod słońcem!!!

      może w wakacje wysłać go do jakiejś pracy? jak dwa miesiące pozapiep... na
      jakiejś budowie, po kilkanaście godzin dziennie doceni wagę wykształcenia i
      pożytków jakie daje?
      • geos Re: co robić 06.06.06, 09:58
        > może w wakacje wysłać go do jakiejś pracy? jak dwa miesiące pozapiep... na
        > jakiejś budowie, po kilkanaście godzin dziennie doceni wagę wykształcenia i
        > pożytków jakie daje?
        >


        O ito może być pomysł, może nie budowa ale praca!
        • kleo1 Re: co robić 06.06.06, 10:12
          zaraz sie zlecą obrończynie dzieci z poprzednich małżeństw, że wredna macocha
          dzieciaka do roboty wysyła...
          ale fakt, odrabianie za dziecko lekcji to zły pomysł, nie odrobi, dostaniepałe,
          nie zda, będzie powtarzał klasę, bez przeady, ja powtarzałam klasę i nie
          żałuje, poznałam wielu cudownych ludzi, wyrwałam się ze złego towarzystwa
          (m.in.exa ćpuna) i poznałam dzięki nowym przyjaciołom mojego M smile
          • bei praca 06.06.06, 10:32
            dziecko w wieku 13 lat nie moze być zatrudniane (chyba ze w Indiach na
            czarno) ..
            Jakie wychowawcze działanie miałaby ta praca- gdyby dziecku spodobała się taka
            sytuacja (ok, będę zamiatac magazyny i nie będę się już musiał uczyć)

            Praca jako KARA???- on juz jest ukarany- runął jego swiat- nie ma swojej
            rodziny .
            Tobył twoj wybor- wybrałas partnera, ktory ma dziecko...jego tata i mama też
            wybrali- nie sa razem.....a on...

            on nie ma wyboru..każecie mu akceptować swoj los....dorosłemu byłoby trudno...a
            dziwicie sie dziecku?

            Poradnia rodzinna TAK- to juz powinniście sie udac przed tworzeniem nowej
            rodziny- bo to wielkie i trudne wyzwanie- nawet dla profesjonalnych
            terapeutów...my w naszym zyciu musimy podejmować sie pracy psychologa 24
            godziny na dobęsmile....Dziecko- to człowiek. ktorego latwiej zranić niż osobe
            dorosłą. i gdy spadają ideały z piedestału- pomóżcie mu..nie można sie obrazac!
            • kleo1 Re: praca 06.06.06, 10:38
              nie no jasne, 13 lat to faktycznie, tylko jakoś wiesz, jak widzę takiego łepka
              z podstawówki(gdzie klasy są 1-6) wreszczącego do kolegi, że jakiś tam kolega
              ma wódeczkę.. ehh.. szkoda słów...
          • geos Re: co robić 06.06.06, 11:00
            tez mi sie wydaje, że powtarzanie las to nie tragedia w takim przypadku.
            Mam wrażenie, że dzieciak sam sie o to prosi.
            Postepuje podobnie jak nasz mały jak cos zawini to jest tak smiertelnie
            obrazony, że to nas złości, że coś ta za to musi zrobić (bo cały świat jest
            winny temu co on zrobił ale nie on) że dalej się złości jest niegrzeczny i
            dosłownie robi wszytsko, żeby dostac jeszcze wiekszą kare i móc powiedzieć, że
            my jestesmy źli bo dajemy karę. Mąz wtedy bierze go na przetrzymanie. I nie
            popuszcza. Mały w pewenym momencie sam się zakręca w tym swoim postepowaniu i
            wtedy jest czas na romowę, nagadujemy mu pokazujemy co zrobił źle i ze to
            tylkojego własna wina i zaczyna sie uspokajać. Ale nigdy nie robimy tak, zeby
            zrobic cos za Małego bo on sie stawia i czeka jakie będa konsekwencje. POróbuje
            się z nami jak daleko może zajśc w swoim ustawianiu innych . I tu chyba jest
            podobny efekt.
    • mamaika Re: co robić 06.06.06, 10:33
      Hmm to nie metoda robić za niego, z pewnością jednak zmieńcie psychologa, bo
      wydaje mi się że dzieci powinny ponosić konsekwencje swoich zachowań i wyborów
      w końcu tak właśnie człowiek się uczy, swoją drogą to jak macie do tego nie
      dopuścić - ucząc się za niego ?. Córki mojego M miewają wzloty i upadki, ja
      generalnie informowana jestem o wzlotach smile, no wyjąwszy sytuacje jak mój
      chłop się załamał,ze najmłodsza nie zna tabliczki mnożenia, bedzie właśnie szła
      do gimnazjum.
      • atenais Re: co robić 06.06.06, 16:41
        Wiatajcie,
        Bardzo dziękuję za wszystkie posty...
        W temacie urozmaicania lekcji - jedzonko, harbatki, lody, net - robiliśmy wszystko.
        BARDZO się zmienił po przejściu do gimnazjum. M. od 10 lat nie jest z Eks - więc
        to nie nowy temat - ale rozumiem, że w wieku dojrzewania może być "przeżuwany"
        na nowo. Ja nie rozbiłam ich związku - więc nie ma tutaj dodatkowego negatywnego
        bodźca.
        Młody po prostu chłonie dosłownie zachowanie swoich nowych kolegów z gimnazjum
        (takich 2 głąbów, którzy rozwalają całą klasę). W 6-ej klasie było jeszcze oki.
        - współpracował, miał 3-jki, 4-ki, a nawet 5-tki. Teraz 3 poważne zagrożenia na
        koniec roku (na półrocze było 7 pał!!!!)
        M. odrabia za niego tylko w desperacji (2 x tak zrobił) - uwierzył P. psycholog,
        że Młody musi za wszelką cenę przejść...
    • m-m-m Re: co robić 06.06.06, 16:40
      Rozwala to nasze życie (zero miłych wieczorów/weekendów) i rozwala to mojego
      > M. Ambitny, inteligentny facet - chciałby aby Młody był podobny, a ten ma
      > wszystko centralnie w d....


      Jeśli będzie to pocieszeniem: jeszcze tylko kilka lat takiej sytuacji.

      Przyczyn niecheci młodego do nauki może byc wiele: podstawową jest to, że
      wszedł w trudny okres: ważniejsze jest słowo rówieśników niż rodzica. Jeśli nie
      był prymusem w podstawówce, jeśli M. wtedy go nie pilnował i nie wdrożył do
      systematycznej nauki we wczesnych latach szkolnych to teraz na ogólne leserstwo
      nałożył się niestety owy wiek.
      Jeśli chodzi do tego do szkoły publicznej, gdzie jest mnóstwo dzieci z
      problemami, ma takie, a nie inne wzorce od rówieśników (np. w klasie może być
      kilku "przywódców", którzy uważają, że nauka to frajerstwo) i jeśli jest
      wpływowy niestety oni są dla niego ważniejsi niż ojciec.
      Moim zdaniem psycholog nic więcej nie poradzi niż to, by go pilnować i
      kontrolować w tym co robi. Jeśli sytuacja będzie bardzo poważna (czyli M. się
      dowie, że środowisko w klasie jest jakie jest) trzeba rozważyć zmianę tego
      środowiska, czyli klasy, a nawet szkoły.
      Poza tym nie wolno odpuszczać sobie tej kontroli, bo już się ma dosyć, aby za
      kilka lat móc spokojnie spojrzeć w lustro: zrobiłem co mogłem, pilnowałem,
      sprawdzałem, interesowałem się - sobie nie mam nic do zarzucenia.
      Wahania nastroju też są normą w tym wieku.
      Wiem jakie to uciążliwe, siedzi się jak na minie i czeka: wybuchnie teraz, czy
      za chwilę? No niestety, znowu nie ma na to prostej rady: trzeba to przeczekać,
      rozmwaiać z nim jak najwięcej, nawet jeśli wydaje się, że w tym momencie równie
      dobrze można by było gadać do ściany. Jakieś słowa do niego trafią, a jak nie
      to właśnie sam rodzic kiedyś nie będzie miał wyrzutów sumienia, że odpuścił w
      takim momencie.
      • atenais Re: co robić 06.06.06, 16:44
        m-m-m.... w podstawówce odrabiali lekcje razem... M. nie jest tatą weekendowym.
        W tym gimnazjum mu zupełnie odbiło - 3 durnych kolesi ustawia całą klasę - a on
        wierzy, że są cool. Dwóch z nich będzie hyba kiblowało, dlatego byśmy chcieli
        aby przeszedł.........
        • atenais Re: co robić 06.06.06, 16:45
          "chyba" miało być... literówka buuu - sory
          • m-m-m Re: co robić 06.06.06, 16:48
            Etam literówka. Ja się swoimi nigdy nie przejmuję smile))
        • m-m-m Re: co robić 06.06.06, 16:47
          Odrabiali lekcje razem, ale to nie oznacza, że został wdrożony do sytematycznej
          nauki SAM, anie razem z kimś.

          3 durnych kolesi ustawia całą klasę - a on
          > wierzy, że są cool.

          Nic nowego. Rozważcie warunkowe mierne na koniec roku i może pomyślcie o
          zmianie klasy/szkoły.


          • m-m-m Re: co robić 06.06.06, 16:51
            Nie należy tez zapominać, że to wiek szczególnie mocnego testowania
            wytrzymałości dorosłego wobec zachowania nastolatka: nastolatek sprawdza na ile
            może sobie pozwolić, stąd te odzywki.
            • atenais Re: co robić 06.06.06, 17:01
              Pewnie tak - raz go opieprzyłam - trochę się burmuszył, a za chwilę sam
              przyszedł pomagać przy robieniu kolacji....
              Biedny on.... mama mu w główce namieszała. A babcia dokłada (Eksiowa mama).
              Młody jest u nas 3 do 5 dni w tgodniu, a jak jedzie do babci to leci
              indoktrynacja - i potem Młody się pyta, czy to prawda, że tata ma go gdzieś i mu
              na nim nie zależy bo babcia mu tak powiedziała........ wrrrrrrrr.
              Eksia na temat nauki nie wie nic - ani z czego jest zagrożony, ani jakie ma
              oceny. Po wywiadówce nawet nie zapyta co i jak (sama w życiu nie pójdzie).
              Ostatnio dzień przed zaliczeniem umówiła się ze swoim siostrzeńcem i Młodym do
              kina - kiedy M. powiedział, że Młody nie może iść bo musi się uczyć to
              stwiedziła, że to nic to sobie sama z siostrzeńcem pójdzie!!! (dodam, że Młody
              miał iść do kina z Mamą pierszy raz od roku conajmniej). eeeeeeeeee-ta, sad
              • m-m-m Re: co robić 06.06.06, 17:07
                Na bezpośrednie zwracanie mu uwagi uważaj. W tym wieku coraz bardziej wyostrza
                się ocena kto może, a kto nie zwracać takiemu młodemu czlowiekowi uwagę. Tym
                razem się naburmuszyl, ale wiedz, że to dopieo początek jego faktycznego
                dojrzewania i nie musi skończyc się to kiedyś naburmuszeniem tylko.
                Exowa nie współpracuje z ojcem w temacie nauka - trudno. Nie zmusisz jej do
                tego.
                To praca na ugorze, ale nie należy się poddawać.
                • atenais Re: co robić 06.06.06, 18:28
                  wiem... ale wszystko ma swoje granice, a jak się nauczy, że jestem bezwolną
                  osobą to też nie będzie dobrze... nie może bć tak, że zupełnie nie mam zdania,
                  że jestem tylko od podawania obiadów i kupowania ciuchów... ale staram się mocno
                  kontrolować to co mówię.
                  • m-m-m Re: co robić 07.06.06, 08:42
                    On ma juz 13-e lat. z moich doświdczeń: poproś M. by wpływał na coraz większe
                    zaangażowanie młodego wokół tych obiadów: niech obiera Ci warzywa, nastepnie
                    nauczy sie gotowac kluski, kaszę, ziemniaki, przygotowywać surówki i mięsa.
                    Ważne jest tu wsparcie M.
                    On nie powinien sie przyzwyczajać, że jestes u nich na służbie.
                    Mój pasierb systematycznie wdrażany kilka lat, od roku sam umie ugotować już
                    pełny obiad i to robi. Dzięki temu ja nie mam dociążenia w postaci dodatkowego
                    obowiązku obsługi, a on ma wybór: czy jada u mnie w pracy, czy gotuje sobie
                    sam. Wybiera to drugie.
                    Dzięki temu ja nie pracuję na dwóch etatach i po południu mogę sobie dodatkowo
                    dorobić lub iść choćby na spacer.
                    No zajmie Ci ta nauka troche czasu, on będzie się burzył: z wygody nikt nie
                    zrezygnuje tak łatwo. Nie będzie mu się chciało systematycznie w kuchni
                    pracować, ale to i dla Ciebie jest ważne by M. go wdrożył i nie ustąpił, bo za
                    dwa-trzy lata będziesz miała wdomu roszczeniowca, którego nauka może wyglądać
                    różnie, a który jeszcze będzie wymagał od Ciebie obsługi przy przygotowaniu
                    jedzenia. Wakacje to dobry moment na rozpoczęcie takiego kuchennego
                    przysposobienia.
                    Będzie też podawał argument, że u innych dzieci tak nie ma, tylkko rodzice bez
                    mrugnięcia okiem obsługują młodzież. Taki argument jest prosty do zbicia: co z
                    tego, że u innych tak jest? Tu tak być jak u innych nie musi, ap oza tym on nie
                    mieszka z innymi i to co mówi, jest tylko tym co od kolegów zasłyszał, a jak
                    jest naprwdę to on nie wie.
                    Powodzenia.
                    • tarzynka Re: co robić 07.06.06, 12:14
                      Moje dzieci (13 i 11 lat) już od co najmniej roku potrafią ugotować prosty
                      obiad. Nie były bynajmniej przymuszane, ale gdy im powiedziałam, że jak nie
                      smakuje im to co ja gotuję, to proszę bardzo, można samemu, to po okresie
                      naburmuszenia stwierdzili, że i owszem, zrobią. Inna sprawa, że ja lubię
                      siedzieć w kuchni i maluchy ze mną gotowały na miarę swoich możliwości:
                      mieszały, wałkowały ciasto, wycinały ciasteczka, obierały i kroiły. Była to dla
                      nich wielka atrakcja. Wymagało to cierpliwości i większego sprzątania, ale teraz
                      procentuje (ostatnio syn zapytał, czy może sobie tort sam na urodziny upiec, bo
                      by chciał - z krzesła prawie z wrażenia spadłam. Tort wyszedł bardzo dobry wink).
                      Tak piszę, żeby się trochę pewnie pochwalić, a też dlatego, żeby pokazać, że w
                      innych domach rodzice nie zawsze obsługują dzieci.
                      • m-m-m Re: co robić 07.06.06, 12:27
                        Z tym, że mój pasierb i jego ojciec byli nauczeni przez teściową, że obsługa
                        obiadowa się należy. Nie było to takie proste i oczywiste wprowadzenia nauki
                        gotowania u młodego.
                        • tarzynka Re: co robić 07.06.06, 12:40
                          Zawsze łatwiej, gdy dziecko wychowuje się od małego, a nie jak walczy ze złymi
                          nawykami. Pewnie ja też porobiłam błędy, które zaowocowały złymi nawykami, ale
                          te mniej mi przeszkadzają. Pasierbowie obiadów gotować nie umieją, ale też z
                          nami nie mieszkają. Natomiast ustalone są pewne zasady obowiązujące podczas
                          wspólnych weekendów i wakacji panujące u nas, które dotyczą wszystkich dzieci.
                          Zasady te egzekwują rodzice (ja u swoich dzieci, M. u swoich), więc czasem z
                          trudem (u mamy tak nie musimy robić - dawno ten argument już się nie pojawia, bo
                          nie działa), ale są akceptowane. Służących na szczęście u nas w domu nie ma.
                          Pewnie mi łatwiej, bo mój M. był wychowany przez swoją mamę tak (chwała jej za
                          to), że prace domowe wykonują wszyscy domownicy, a nie że są jakieś przypisane
                          do płci wink.
                  • haritka To chyba problem pasierbow lobuzy idole! 07.06.06, 08:59
                    Moj Mlody jak mial 4 lata samodzielnie czytal i liczyl w granicach 50.W
                    przedszkolu Panie pozwalaly mu czytac dzieciom bajki, zawsze mial glowna role
                    w przedstawieniach itd. Ochom i achom nie bylo konca - rodzina uznala go za
                    Geniusza i glosno o tym mowila przy dziecku. Ja oczywiscie cieszylam sie z
                    tego, ale martwily mnie inne zachowania dziecka :zupelny brak umiejetnosci
                    budowania z klockow bez instrukcji, brak kreatywnosci przy pracach
                    plastycznych,brak umiejetnosci samodzielnego organizowania sobie zabaw,
                    aspontanicznosc dziecka i ciagla kontrola czy jest w centrum uwagi i wtedy
                    przedstawienie i ta pewnosc ze on jest partnerem doroslychw podejmowaniu
                    decyzji.
                    Gdy tylko zamieszkalismy stopniowa wprowadzalam zmiany:
                    - stala godzina snu
                    - TV ograniczone( dotad on rzadzil pilotem)
                    - spozywanie posilkow tych co wszyscy, a nie oddzielne zachcianki
                    - obowiazki domowe-odpowiednie do wieku
                    - no i szanowanie tego ze dorosli tez maja czas dla siebie

                    Z wiekszoscia nie bylo klopotow, najgorszy byl telewizor - tu byly spazmy,
                    histerie , rzucanie sie napodloge. CYRK
                    W ostatnim roku przedszkola zaczely sie cyrki i proba przejecia wladzy w
                    przedszkolu. Proba oczywiscie spacyfikowana przez Panie ktore jeszcze niedawno
                    stawialy dziecko na piedestale - efekt banicja na miesiac do maluchow ( co
                    jest najwiekszym wstydem dla starszaka).
                    Kryzys nastapil w 1 klasie - maly myslal ze zostanie gwiazda klasowa , a
                    okazlao sie ze jest jednym z wielu. I klops. Nie udalo sie blyszczec nauka ,
                    zaczelo wychodzic gdy sie rozrabia.
                    Gdy nie zostal wybrany do przedstawienia to nauczyl sie wszystkich rol i
                    podczas glownego wystepu z sali- glosno przekrzykiwal aktorow!!! Gdy nie
                    dostal sie do glownej grupy plywackiej ( trener stwierdzil, ze nie nadaje sie
                    bo nie ma cierpliwosci, nawyku pracy oraz jest niezdyscyplinowany) efekt tym
                    co sie dostali wrzucil ubrania do basenu.
                    Dla mnie to byly zachowania szokujace tak bardzo, ze chcialam zwiac gdzie
                    pieprz rosnie i normalnie balam sie odbierac dziecko ze szkoly.
                    Przez caly czas my dziecko wychowywalismy, pokazywalismy zle i dobre strony
                    zachowan, a babcia trzeba dziecku znalesc inna szkole bo tu sa kiepscy
                    pedagodzy- przez rok cisnela na szkole prywatna !!!
                    Maly skonczyl 1 klase z medalem za nauke, ale bez nagrody szkolnej za
                    calosc co bylo SZOKIEM dla niego. Pojechal na kolonie - dramat tez sa
                    lepsi.
                    Od wrzesnia przenieslismy dziecko do innej szkoly Panstwowej i bylo troche
                    lepiej, bo juz za wszelka cene nie staral sie blyszczec. Ale zauwazylam ze
                    ciagnie go do " dresów" i normalnie oni mu imponuja. Uczy sie
                    gorzej ,odrabianie lekcji to 2-3 godzina walka i do tego non stop pod
                    kontrola, o 21-ej czlowiek pada na pysk ze zmeczenia psychicznego ,a Maly do
                    11-tej , wedruje,siku, pic, siku. Ogolnie widze jak sie cofa w rozwoju, bo
                    lenistwo go normalnie zabija.A ja niestety nie jestem babcia i nie bede za
                    niego robic tego co on powinien robic przy sobie sam. Trudno nie myje sie ,
                    niech capi, zeby niech zgnija, ubrania - niech stoja z brudu, jesli nie odda
                    ich do prania.
                    Oczywiscie matka tez nigdy nie interesowala sie szkola dziecka , ale przed
                    dniem matki dzwoni i pyta czy jest jakas impreza w szkole. ( !!!!)
                    Kino, wyjazd - Maly nigdy nigdzie z nia nie byl.
                    Zabiera go w czwartki na 3 godziny i jeden weekend w miesiacu i 1 miesiac
                    wakacji ma mu zorganizowac a i tak zawsze sie spoznia a potem okazuje sie ze
                    dziecko bylo u babci. I zawsze babcia nas obgaduje a ojca wrecz osmiesza :
                    cieniak, nieudacznik - to najmilsze okreslenia. Podczas ostatniego badania
                    psychologicznego wyszlo ze

                    -ja i moj syn - jestesmy postrzegani jako stali, przewidywalni, konkretni.

                    -moj maz - tu jest problem, bo Maly kocha ojca, ale nierozumie jego zachowania

                    - mama- osoba obojetna , cos jak starsza kolezanka

                    - moi tesciowie- w tle

                    - babcia - dyrektor, decyduje o wszystkim i kaze co maja robic

                    - dziadek - boi sie babci.

                    - brat - Małe dziecko

                    Nie wiem ,ale cos w tym jest ze pasierbowie ciagna jak muchy do lepu , do
                    szkolnych łobuzów i to tych najgorszego sortu.
                    • m-m-m Re: To chyba problem pasierbow lobuzy idole! 07.06.06, 09:26
                      pasierbowie ciagna jak muchy do lepu , do
                      szkolnych łobuzów i to tych najgorszego sortu.



                      No, nie wszyscy na pewno. Też byłam pasierbicą i towrzystwo mialam odpowiednie.
                      Wybór gorszego towarzystwa wynika z tego, że dzieci ludzi rozwiedzionych mają
                      często zaniżoną samoocenę i na tle takiego innego "gorszego" kolegi czują się
                      lepiej, bo nie wierzą, że mogą i że warto mierzyć się z lepszymi.
                      Poza tym ważny jest wiek: w okresie dojrzewnia rodzice strącani są z piedestału
                      i nadrzędną rolę odgrywają rówieśnicy, szczególnie wśród chłopców, gdzie ważna
                      jest hierachia.
                    • m-m-m Re: To chyba problem pasierbow lobuzy idole! 07.06.06, 09:29
                      brak kreatywnosci przy pracach
                      plastycznych,brak umiejetnosci samodzielnego organizowania sobie zabaw,
                      aspontanicznosc dziecka i ciagla kontrola czy jest w centrum uwagi i wtedy
                      przedstawienie i ta pewnosc ze on jest partnerem doroslychw podejmowaniu
                      decyzji.


                      Mój pasierb też taki był, ale to była mim zdaniem wina M., który zawsze
                      organizował mu zabawy i czas wolny, a po rozwodzie z exową mlody stal się jego
                      qasi-powiernikiem i towrzyszem w gronie dorosłych facetów - kolegów M.
    • bei Atena.... 07.06.06, 00:06
      powtarzanie klasy....każdy by wolał, by dziecko mogło przyjemniej spedzić czas-
      niz na nudne powtarzanie materiału..zaufaj Psychologowi- na pewno ocenił
      sytuację tak, ze chłopiec da radę zaliczyć i PRZYSWOIĆ materiał...

      Gimnazju...może mu zmienicie szkołę???- powinin zmienić środowisko..niech się
      odizoluje od tych niewygodnych kolegów...
      Spróbuj teraz złapać wspólny język...może muzyka (wiem, jak hip-hopmoże byc
      trudnosmile...może sport..może motoryzacja...czy chłopiec ma jakieś hobby?-

      Gdy Pat wielbił dinozaury- byłam w nich "obkuta", by rozumieć o czym mi
      opowiada...uczyłam się zyciorysów zawodników koszykówki i piłkarzy "nożnych"...

      Pozwól..by Ci opowiadał o swej pasji..nawet o nudnych grach
      komputerowychsmile...spróbuj...SPRÓBUJ go słuchać...
      • atenais Re: Atena.... 07.06.06, 18:16
        słucham go, słucham, gadamy o samochodach (Młody ma fioła, a ja raczej dobrze
        prowadzę i kilka razy zapiszczał aż z radości podczas sprawnego wyprzedzania, bo
        silnik zaryczał "jak sportowy"), oglądamy 100 x ukochane Gwiezdne Wojny,
        jeździmy po sklepach oglądać samochody, on chodzi na Kendo, ja na jogę - więc
        wspólny temat wshchodni - nie jest tak źle ...........poza nauką... Słucham
        potwora i czasami mi powie więce niż M. o własnej mamie nie wspominając.
        Ale właśnie dzwonił ze szkoł, że dostał z anglika dwie piątki - jedną za
        prezentację, którą mu zrobił M. drugą za odpowiedź - do której się w końcu
        wczoraj przgotował po dwugodzinnej wojnie - a cały semestr same jedynki.........
        heh... chemię też zaliczył i tym oto sposobem przechodzi jakimś cudem (jedynka z
        religii podobno "sie nie liczy")........
        • tarzynka Re: Atena.... 07.06.06, 23:49
          Kiedyś wpadła mi w rękę książka "Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci". Innym jej
          klonem było bodajże "Jak mówić, żeby dzieci słuchały, jak słuchać, żeby dzieci
          mówiły" - taki modny w pewnym momencie komiks, ten mnie denerwował.
          Otóż w dużym uproszczeniu książki te sugerowały, żeby mówić o swoich uczuciach,
          a nie co dziecko robi nie tak. W Waszym przypadku pewnie, że się martwicie, bo
          chcecie, żeby zdobył wykształcenie, bo wg. Was będzie mu łatwiej w życiu, a
          widzicie, że teraz opanowało go jakieś lenistwo, zniechęcenie i jest gotów sobie
          bardzo utrudnić życie takim postępowaniem. Że Wam/tacie bardzo na nim, na jego
          udanym życiu zależy. Coś w tym rodzaju i ogólnie, pewnie trzeba bardziej
          szczegółowo.
          Ku mojemu szalonemu zdziwieniu metoda ta działa. Zadziałała na moją dwuletnią
          wtedy córkę, zadziałała w liceum dla "trudnej młodzieży", w którym wtedy
          uczyłam. Od czasu do czasu, gdy mam kryzys z dzieciakami i ręce mi opadają,
          wracam do książki (pamięć jest jednak zawodna) i łatwiej mi do nich trafić po
          przypomnieniu sobie, co tam jest opisane.
          Co do piątek z anglika, ja bym mu pogratulowała. I starałabym się nie wtrącić
          smrodku dydaktycznego w stylu: "trzeba było tak wcześniej" wink.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka