Witam Was wszystkich-

Od pewnego czasu podczytuje forum.
Moze zaczne od poczatku- mam 28 lat, prawie 3 letnia coreczke, sama
od 2.5 roku nie z wyboru tylko okrutny los tak zadecydowal-
i "rozsypane" zycie ktore probuje nieudolnie poskladac.
Od jakiegos czasu jestem w zwiazku z czlowiekiem ktory jest w takiej
samej sytuacji jak ja, ktory ma 6 letniego syna. Dodam jeszcze ze
on mieszka na jednym koncu Polski a ja na drugim, nie mieszkamy
razem, on ma tam parce ja tutaj, z tym ze b. często jak na ta
odległość się sptykamy, to ja do niego przyjeżdżam to on do mnie, w
zależności od możliwośći raz jest to kilka dni…niekiedy kilkanaście
d. Inna historia to poczatki naszej znajomosci...ale teraz nie o
tym.
Sprawa u nas skomplikowana nieco. Wydaje mnie się ze po prostu jest
to dla mnei za trudny związek i nie uciągnę tego…wiem ze może być
tak ze to ja widze problemy których naprawde nie ma albo
wyolbrzymiam…jedno jest pewne…nie radze sobie z tym.
Chcacy być razem z takich a nie innych przyczyn- musiałabym
przeprowadzic się do niego- zostawic wszystko co mam : znajomych,
przyjaciol, rodzicow, siostry, rzucic prace jednym slowem przewrocic
swoje zycie do gory nogami. Boje się tak bardzo tego kroku, boje się
najbardziej o corke- która jest bardzo zwiazana z moimi rodzicami,
sa jeszcze rodzice mojego meza. Boje się ze jej cos cennego odbiore.
Mialaby wtedy rzadki kontakt z jednymi jak i z drugimi dziadkami.
No i dla mnei nei ukrywam pomocne ze mam pod reka dziadkow i to
wspaniałych dziadkow dla mojej młodej. To naprawde prawdziwy skarb.
Boje się tez ze będę tam sama poczatkowo zdana tylko na niego.
Jak o tym mysle to czasami jestem pewna ze zrezygnuje z tego
związku. Jego syn będzie miał na miejscu babcie, ciociei które go
korzy go kochaja nad Zycie. Wiem ze czułabym się tak dziwnie i
szkoda byloby mi ze syn D. idzie do babci, do ciotek ze wychładza
gdzies razem…maja pprostu normalny kontakt a moja mloda tez by tak
mogla i tak by było tylko wiadomo odległość to uniemożliwiałaby.
Dwa to ze D. ma niezbyt prosta sytuacje z tesciowa swoja i siostrami
jego zony- one nigdy nei zaakceptuja innej kobiety u jego boku. JA
nie mam tego problemu –moja tesciowa akceptuje i jest za tym choc
wiem ze na pewno nie jest jej prosto. Nie wyobrazam sobie jakby to
mialo wyglądać- wiadomo ze sa takie uroczystości ja komunia i inne
kt wymagaja takiego kontaktu.
Nastepny problem mój tkwi w moje psychice- ciagle meczy mnie i
dreczy ze moja corka nigdy nie będzie miala swojego tatusia który
kochal ja nad zycie a mojego meza który był dla mnie calym swiatem
człowiekiem którego pokochalam ponad wszystko. . Nigdy nie pogodze
się z tym co się stalo ze stracilysmy Go!!!! Kiedy patrzy D. na
swojego syna, kiedy go przytula itp…itd czuje taka straszna
zazdrość, nie potrafie opisac slowami tego co czuje w druga strone
powinno być podobnie bo jego syn nigdy nie będzie miał swojej mamusi
Wiem ze D. nigdy by nei skrzywdzil mojej corki, bylby dla niej dobry
nigdy nie wątpiłam w to i mam ta pewność ze tak będzie…ale to nie
będzie nigdy to samo. Tak jak ja nie będę patrzyla na jego syna tak
jak patrze na moja corke tak on nie będzie patrzyl na moja mloda
jak na swojego syna.
Poza tym wydaje mnie się ze zawsze będzie taki „podzial” choćbyśmy
się starali by było jak najlepiej.
Np. snadanie czy obiad - on pottyka swojemu synowi a ja biegam za
moja mloda, podobnie z wiekszoascia rzeczy…
Zawsze marzylam żeby mieć dwojke wlasnych dzieci bedac w tym
związku wiem ze jest to niemożliwe z wielu przyczyn choc wiem ze
wskazane byloby dla nas mieć wspolne dziecko.
Ostatni powiedział D. ze będzie wymagal ode mnie tego co on może sam
dac. Przestraszyllo mni to nieco. Boje się ze nei będę w stanie do
takich normalnych odruchow w stosunku do jego dziecka- jak
przytulanie …itp…itd ze nie będę potrafila tego dac a jeśli tak- ze
to będzie sztuczne i na sile. Być może się mysle i to by się
zmienilo z czasem…poki co nie wiem i jest inaczej….
Jeszcze wiele innych rzeczy…troszku chaotycznie napisala Mo tym
wszystkim…być może zrozumiecie mimo wszystko co staralam się
przekazac.
Pozdrawiam.