Dodaj do ulubionych

Tego się już nie widuje...

31.05.11, 18:25
Wcale albo prawie.
1. Teczki lub aktówki, takie skórzane. Miał każdy pracujący, "umysłowy" i robotnik, panie często też. Pamiętacie, nawet pani dziennikarka grana przez Alinę Janowską w "W wojnie domowej".
2. Chustki jako nakrycie głowy, noszone nawet przez elegantki. Dziś z rzadka jeszcze na jakiej wsi pewnie można zobaczyć.
Obserwuj wątek
    • artjomka Re: Tego się już nie widuje... 31.05.11, 19:41
      Hi Ewa,
      Wydaje mi sie, ze noszenie aktowki czy teczki skorzanej bylo nietylko (dla niektorych) zwiazane z checia podkreslenia swego statutu - ale i mialo znaczenie praktyczne i bylo powiazanie z moda tamtego czasu.
      Wiem, ze ojciec moj nosil "do sluzby" (tak mowili wtedy urzednicy majacy we krwi "pruskie wychowanie") skorzana teczke. Wtedy nie zastanawialem sie nad wydzwiekiem tego atrybutu - po prostu bylem za maly.
      Ale chodzac do podstawowki, tez chyba nosilem ksiazki w teczce, po tym jak zabroniono nam nosic szkolne utensylia w tak zwanych "afkach", czyli placakach po "biurze podrozy Wehrmacht", ktore posiadali prawie wszyscy koledzy w szkole. Plecak ten mial na zewnetrznej klapie siersc z krowy .
      Do tego anegdota - na obozach harcerskich poczatkowych lat szescdziesiatych dominowaly jeszcze "afki", co moze bylo nieswiadoma oznaka "zakamuflowanej opcji":-)
      Ale co do teczek skorzanych.
      Wydaje mi sie, ze kontynuacja mody byly aktowki twarde. Ja do dzisiaj nosze taka do pracy, choc ze wzgledu na jej gabaryty, kupuje jablka do odpowiedniej - pasujacego do torby - wielkosci - bo dwa biore codziennie do pracy.
      Byl czas, ze role aktowki spelnialo opakowanie laptopa - nie zawsze z zawartoscia.
      Mlode pokolenie - a dziatwa szkolna zasadniczo - preferuje plecaki. Im wiekszy tym lepszy - a jeszcze lepiej dwa. Czasem odnosze wrazenie, ze uczniowie transportuja w nich swoj caly dobytek ksiazkowo-zeszytowy, bo nie zawsze wiedza, jaki jest plan lekcji.

      A jak rozwijala sie moda torebkowa - na plaszczyznie torebek damskich?
      Pozdrawiam.
      • voxave Re: Tego się już nie widuje... 02.02.12, 16:13
        Ja tez lubie plecaki--takie praktyczne i ręce wolne..:)
    • tamsin Re: Tego się już nie widuje... 31.05.11, 21:14
      bistorowe garnitury w kolorze sliwkowym..chyba tego juz nigdy nie zobaczymy
      • aqua48 Re: Tego się już nie widuje... 31.05.11, 21:31
        Skórzaną teczkę oraz aktówkę widuję codziennie - mąż ma i używa. Niestety zwykle wypchaną pracami studentów (nie wszystko jeszcze skomputeryzowane) zamiast kanapkami z salcesonem zawiniętymi w Trybunę Ludu :)
        bistorowych sukienek w kolorze pomarańczowym też się nie widuje odeszły w siną dal pod rękę ze śliwkowymi garniturami i brązowymi butami męskimi z poliestru, czy czego tam.
        Chusteczki na głowę w połączeniu z nieśmiertelną niebieską podomką w ciapki to nadal obowiązujący strój "do krów" w Gorcach np. Ale jakoś nie widać woźnych w granatowych świecących chałatach i berecikach z antenką.
        • default Re: Tego się już nie widuje... 01.06.11, 11:49
          > Ale jakoś nie widać woźnych w
          > granatowych świecących chałatach i berecikach z antenką.

          Woźne nie noszą już również nieodzownych w tamtych czasach butach - takich jakby płóciennych sznurowanych trzewikach do kostek, bez palców i pięty. Obuwie to obowiązywało także personel sklepowy :)
          Ekspedientki nosiły też wpięte we włosy takie koronkowe opaski - zupełnie nie wiadomo dlaczego. Dla podniesienia estetyki ? ;-)
          • konsta-is-me Re: Tego się już nie widuje... 07.07.11, 22:27
            default napisała:

            > > Ale jakoś nie widać woźnych w
            > > granatowych świecących chałatach i berecikach z antenką.
            >
            > Woźne nie noszą już również nieodzownych w tamtych czasach butach - takich jakb
            > y płóciennych sznurowanych trzewikach do kostek, bez palców i pięty. Obuwie to
            > obowiązywało także personel sklepowy :)
            > Ekspedientki nosiły też wpięte we włosy takie koronkowe opaski - zupełnie nie w
            > iadomo dlaczego. Dla podniesienia estetyki ? ;-)

            Pamietam :)
            Chyba chodzilo o cos w rodzaju stroju sluzbowego - zeby podkreslic ze sa sprzedawczyniami ;)
            Te buty tez pamietam ,ale nosily je glownie sprzataczki-
            byly ohydne po prostu (buty ,nie panie sprzatajace)
            A pamietacie ze pielegniarki nosily kiedys takie biale podluzne czepki z czarnym, albo czerwonym paskiem posrodku ?
            Te paski byly w roznych kolorach i jakos to okreslalo range ?
            • zas_ale_pyra Re: Tego się już nie widuje... 07.07.11, 23:44
              Czarne paski - pielęgniarki
              Czerwone - położne
              Niebieskie - (chyba) dietetyczki
              Żółte - pomoce dentystyczne (?)
              Zielone - chyba były, ale kto???????????
              Niebieskie i żółte tak na 80%
              • trusia29 Re: Tego się już nie widuje... 23.04.12, 20:14
                Moja mama była pielęgniarka - ma jeszcze w domu czepek z czarnym poprzecznym paskiem:)
                • ewa9717 Re: Tego się już nie widuje... 09.07.13, 19:09
                  Dzisiaj na mijanym brudnym samochodzie zauważyłam rysunek: serce przebite strzałą. I dopiero wtedy pomyślałam, jak dawno podobnego nie widziałam, a kiedyś były i na murach malowane, i na chodnikach kredą lub kawałkiem cegły, i na korze drzew ryte..
                • minerwamcg Re: Tego się już nie widuje... 10.07.13, 14:07
                  Hi, hi,hi... u nas w szpitalu naczelna pielęgniarka ma tego całą szafę - pielęgniarki używają ich na protesty :)
      • a_weasley Nigdy nie mów nigdy 20.07.13, 15:52
        Tamsin napisała:

        > bistorowe garnitury w kolorze sliwkowym..chyba tego juz nigdy nie zobaczymy

        Nil desperandum ;)
        Nigdy nie wiadomo, co któremu hipsterowi strzeli do łba... albo co który waginosceptyk zaprezentuje na kolejnym pokazie mody.
    • default Re: Tego się już nie widuje... 01.06.11, 07:59
      Teczka skórzana oraz przeciwdesczowy płaszcz ortalionowy, noszony w charakterze eleganckiego prochowca :) Nie traktowano tego stroju jako ochronę przed deszczem, ale jako szykowny element garderoby.
      Chustki jako nakrycie głowy były w latach 60-tych modne w całej Europie, ale takie zastosowanie ortalionu, to chyba tylko u nas :)
      • ewa9717 Re: Tego się już nie widuje... 01.06.11, 09:03
        Ach, to był szał ;) Szczególnie cenione były ortaliony włoskie. Sama w podstawówce szpanowałam płaszczem ortalionowym czerwonym w czarne ciapki, do kompletu był kapelusik i coś jeszcze, bo pamiętam 3 elementy, ale już nie pamiętam, co było tym trzecim.
        • aqua48 Re: Tego się już nie widuje... 01.06.11, 11:57
          Tymi ortalionami w upalne dni cała ulica szeleściła :) Ja pamiętam jeszcze takie "urocze" granatowe zarękawki na łokciach niektórych urzędników, nakładane żeby sobie nie pobrudzić rękawów koszuli i kopiowe ołówki, cudo, marzyłam o takim ołówku jako dziecko. Z jednej strony był granatowy, a drugiej czerwony. A jak się pośliniło końcówkę, to robił za nieznany wtedy flamaster. No i koniecznie zastrugaczka do ołówków w kształcie płaskiej gruszki do której wkładało się żyletkę. Też marzenie z okresu dziecięcego...
          • horpyna4 Re: Tego się już nie widuje... 01.06.11, 12:57
            Granatowo - czerwony to nie był kopiowy, tylko taka dwustronna kredka. Jeszcze gdzieś mi się powinna pętać w stanie mocno okrojonym.

            Ołówek kopiowy wyglądał jak zwykły i grafit też miał szary. Dopiero po zwilżeniu (np. polizaniu) robił się fioletowy i nieścieralny jak tusz.
            • jestem-tu Re: Tego się już nie widuje... 09.03.12, 15:36
              witam, kredki w polowie czerwone a w połowie niebieskie to kredki TAKTYKA, dla oficerów wojska, na mapach na niebiesko zaznacza sie pozycje swoich wojsk, a na czerwono pozycje nieprzyjaciela
    • aqua48 Re: Tego się już nie widuje... 01.06.11, 12:45
      I wszechobecne obrzydliwe spluwaczki w biurach, urzędach, najdłużej chyba przetrwały w aptekach wraz z zawsze intrygującym mnie napisem "nie pluć na podłogę".
      • izabella1991 Re: Tego się już nie widuje... 01.06.11, 17:22
        Nie widuje sie juz:
        -Saturatorow ( a szkoda) bo wode z sokiem baaaardzo lubilam
        -waty z cukru (kto i kiedy widzial ostatnio)?
        -kolejek przed kinami ( a bywaly dlugie,oj dlugie)
        -tzw.konikow przed kinami/bankami (dolary i bony PKO)
        -wozow konnych w miescie(a kiedys ok.20-30 lat temu dosyc czesto spotykane byly).Na wsi sie jeszcze gdzieniegdzie uchowaly
        -pochodow 1-szomajowych(chyba kiedys do Moskwy polece i w takowym sie przejde:-)))
        • horpyna4 Re: Tego się już nie widuje... 01.06.11, 17:58
          Watę z cukru się widuje. Ostatnio widziałam w Warszawie w Al. Ujazdowskich blisko Łazienek. Widuję też na różnych "odpustach", czy kiermaszach w różnych miejscowościach.
          • xemxija Re: Tego się już nie widuje... 01.06.11, 20:12
            Kolejki do lodziarni na Komandorskiej we Wroclawiu, nie widuje sie calkiem. A bywala naprawde dluga.
            Takich ochronnych przed deszczem kapturkow z przezroczystej folii, skladanej w harmonijke na oczy nie widzialam lata cale (moze i dobrze:)
            • aqua48 Re: Tego się już nie widuje... 01.06.11, 23:30
              Wody z saturatora i tak mi nie pozwalano pić, ani waty cukrowej kupować, więc nie żałuję. Okropne kapturki foliowe przeciwdeszczowe też dobrze że znikły. Tak samo jak deliryczne zasłony w oknach "Picassy" od których bolały mnie zęby. Do kompletu była gipsowa główka Nefretete lub takież głowy wawelskie nad regałem ze sklejki, w którym później stały jako kolorowe ozdoby puste pudełka po zachodnich kremach. A nad tapczanem słomiana makatka z poprzyczepianymi szpilkami krawieckimi pocztówkami z nad morza. Te same pocztówki bywały też pod szybą na biurku. A sio! Poszły sobie!
              • artjomka Re: Tego się już nie widuje... 02.06.11, 07:49
                Hi aqua48,
                dlaczego jestes taka negatywna?
                Napewno ten caly kicz to moze nie wysoki lot poczucia estetyki - ale w tamtych czasach to proba dorownania szarego czlowieka PRL-u do cywilizacji tam na Zachodzie. A do tego bylo namiasta stylu zycia tam.
                U sekretarza POP instytutu, w ktorym kiedys pracowalem na szafie staly puste puszki po zachodnich piwach. Czy on je wypil - trudno powiedziec - ale i dla tego pacholka rezymu byla ta kolorowa puszka fascynacja. Nie traktowal jej prawdopodobnie jako wroga klasowego.
                A kto nie mial w pewnym wieku na slomianej macie nad "rozladuszka" wisiec opakowan po zachodnich papierosach? Albo przylepionego logo "Grundig" na magnetofonie licencyjnym....(nazwy zapomnialem)?
                Znajoma - w latach chyba szescdziesiatych - wyszykowala sobie lazienke w swym nowym M3 na zachodni styl. Kafelki wloskie z Pewexu, szafka na wymiar itd. Wydala na to kupe forsy. Krotko potem odwiedzila ja znajoma z Wiednia. I nic w tej lazience nie zauwazyla - na co znajoma liczyla. Na prowokujace pytanie ...jak znajdujesz moja lazienke? otrzymala odpowiedz (nie zlosliwa)...wiesz, juz gorsze widzialam..
                No ale taki to byl zascianek cywilizacji - ta Polska!
                Pozdrawiam!
                • luccio1 Re: Tego się już nie widuje... 02.06.11, 13:15
                  O ile się nie mylę, były to:
                  ZK 140 (dwuścieżkowy),
                  ZK 145 (czterościeżkowy - zmiana ścieżek [po dwie dla każdego kierunku odtwarzania taśmy] przełącznikiem na obudowie głowicy).
                  A skrót ZK - to "Zakłady im. Kasprzaka".
                • luccio1 Re: Tego się już nie widuje... 02.06.11, 13:31
                  To było też chwalenie się jeden przed drugim oryginalnymi płytami winylowymi, kupionymi na zachodzie (Beatlesi na płytach wytwórni "Apple", Rolling Stones'i na płytach bodaj "Polydor" - itp.).
                  Szpan z płytami pamiętam z mojej studniówki (schyłek zimy 1973). I drugi szpan: instalacja, pozwalająca światłom migać jak na dyskotece - złożona przez moich Kolegów, mocniejszych w elektrotechnice i elektronice, niż ja.
                  A to był jeszcze czas, kiedy studniówki odbywały się w szkołach.
                  Przypominam sobie taki utwór: najpierw cicho podają rytm miotełki perkusyjne; potem bębniarz wprowadza stopniowo coraz więcej swojego sprzętu; następnie zaczyna podawać rytm także gitara basowa - i w tej chwili stary poczciwy "Nowodworek" (I LO im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie, z tradycją od r. 1588, kiedy powstał przy Uniwersytecie jako swego rodzaju szkoła przygotowawcza) zaczyna trząść się w posadach... Wejście innych instrumentów i piosenkarza z tekstem niewiele już tutaj zmieniło...
                  • tymon99 Re: Tego się już nie widuje... 02.02.12, 19:38
                    moje dziecko chodzi do nowodworka.
                • luccio1 Re: Tego się już nie widuje... 03.06.11, 22:43
                  Kolega kiedyś - w końcowych latach 70., gdy po ślubie zaczął urządzać mieszkanie - nakleił logo firmy TYROLIA (wiązania narciarskie) - na napis "Mińsk" na lodówce.
            • konsta-is-me Re: Tego się już nie widuje... 07.07.11, 22:37
              xemxija napisała:

              > Kolejki do lodziarni na Komandorskiej we Wroclawiu, nie widuje sie calkiem. A b
              > ywala naprawde dluga.
              > Takich ochronnych przed deszczem kapturkow z przezroczystej folii, skladanej w
              > harmonijke na oczy nie widzialam lata cale (moze i dobrze:)

              Fakt,ale lody z Komandorskiej ,to juz nie to niestety
        • kkokos Re: Tego się już nie widuje... 05.06.11, 23:42
          > -waty z cukru (kto i kiedy widzial ostatnio)?

          ależ jak najbardziej się widuje - ostatnie dwa razy to w sierpniu rok temu na deptaku prowadzącym do jednej z plaż na mierzei wiślanej i w kwietniu tego roku na dniu ziemi na polu mokotowskim
        • pompompom Re: Tego się już nie widuje... 21.06.11, 17:35
          Watę cukrową lub z cukru robiłam osobiście z miesiąc temu. urządzenie można kupić w necie. Ale zabawa :).
          A w wakacje nad morzem pragnienie zaspokajano kolorowym płynem z plastikowej torebki, w którą wbijano słomkę. Słomki były ze słomy? Takie jasnożółte.


          tzw.konikow przed kinami/bankami (dolary i bony PKO)
          Cinkciarze, ci od dolców.
          -kolejek przed kinami ( a bywaly dlugie,oj dlugie)
          Kolejki to w pewnym momencie były po wszystko. I te listy kolejkowe, i kolejki dla uprzywilejowanych. Wpuszczano taką uprzywilejowaną co np. pięć osób z kolejki dla "normalnych"
    • pomarola Re: Tego się już nie widuje... 02.06.11, 11:09
      Tak a propos teczek i płaszczy - pamiętacie taką scenę z "Daleko od szosy", gdzie Leszek jedzie pierwszy raz na swoją wieś od czasu wyjazdu do roboty w mieście i pożycza od kolegi właśnie płaszcz i teczkę ? Nawet się w ten płaszcz nie ubiera, a w teczce ma... pompkę do roweru, ale co za szyk i szpan przed Bronką, kiedy tak wchodzi z teczką w ręce i płaszczem przewieszonym przez ramię ! Aż Bronka szepcze w zachwycie "Wyglądasz jak jakiś urzędnik.....", co stanowi najwyższą pochwałę i uznanie :)
      • ewa9717 Re: Tego się już nie widuje... 02.06.11, 11:27
        Oj, tak ;)
        A jeszcze kiedy pojawiły się tranzystory, na spacer kawalerka z panienami chodziła obowiązkowo z grającym "radyjkiem", jakoś tak noszonym jak na obrazie Dudy-Gracza w "Dwóch pokoleniach";)
        Albo kawaler z panieną na niedzielnym spacerze, on niesie jej torebkę ;)
        • luccio1 Re: Tego się już nie widuje... 02.06.11, 13:19
          W ten sposób noszono nawet radia tak ogromne, jak "VEF" produkowany w Rydze - zasilany bodaj czterema(?) bateriami R 20 ("grube okrągłe").

          Odbiornik był skądinąd poszukiwany z uwagi na możliwość słuchania na nim "Wolnej Europy" i innych rozgłośni zachodnich.
          • horpyna4 Re: Tego się już nie widuje... 02.06.11, 13:46
            Nie czterema, tylko sześcioma. Same baterie sporo ważyły.

            A radio było świetne, nie tylko ze względu na wszystkie możliwe zakresy fal krótkich. Było odporne na kiepskie zasilanie.

            Otóż zaczęło siadać mi tak gdzieś po roku użytkowania. Zdjęłam osłonkę, żeby wymienić baterie (na śruby była, nie żadne tam nowomodne zatrzaski) i opadła mi kopara... jedna z baterii była włożona na odwrót (nie przeze mnie, kupiłam już z bateriami), czyli od początku radio "jechało" na czterech bateriach. Po obróceniu tej jednej działało jeszcze długie miesiące.

            No i właściwie to masz rację - MOGŁO być zasilane czterema bateriami...
            • tymon99 Re: Tego się już nie widuje... 10.06.11, 00:05
              horpyna4 napisała:

              > Nie czterema, tylko sześcioma. Same baterie sporo ważyły.

              były jeszcze radioodbiorniki "riga", zasilane ośmioma R20.
          • a_weasley Re: Tego się już nie widuje... 03.02.12, 22:27
            Luccio1 napisał:

            > "VEF" produkowany w Rydze - z
            > asilany bodaj czterema(?) bateriami R 20 ("grube okrągłe").
            >
            > Odbiornik był skądinąd poszukiwany z uwagi na możliwość słuchania na nim "Wolne
            > j Europy" i innych rozgłośni zachodnich.

            Móc to można było na wszystkim, co miało krótkie fale, na Meridianie, Spidoli i czym tam jeszcze, nie mówiąc o starych lampowych, ale VEF miał wyjątkowo dobry odbiór.
            Jedyna reklama, jaką widziałem w prasie podziemnej, to była tego wyrobu właśnie. Było wyobrażone radio i czteroosobowa rodzina (same główki) bardzo zasłuchana, a pod tym napis:
            "VEF 206 to supernowoczesny radioodbiornik tranzystorowy produkcji radzieckiej!
            Tylko VEF 206 zapewni Ci niezakłócony odbiór dywersyjnych radiostacji zachodnich!"
        • tamsin Re: Tego się już nie widuje... 03.06.11, 01:02
          na taki spacer z "radyjkiem" to do Parku Poludniowego we Wroclawiu cale rodziny chadzaly w ladne niedzielne popoludnie. Tata ubrany w swiateczny zestaw do kosciola dumnie niosl te radyjko a mama z dziecmi zaraz za nim. Chyba wszyscy sluchali tego samego "koncertu zyczen" bo przy mijaniu sie jakos nie bylo zgrzytow.
    • zwierze_futerkowe Re: Tego się już nie widuje... 02.06.11, 12:16
      Siatki na zakupy. Dosłownie: siatki, z żyłki nylonowej. Z tak dużymi oczkami, że trzeba było uważać, żeby co drobniejszych zakupów nie pogubić.
      Bo szmaciane kolorowe torby na zakupy wróciły do łask na fali "eko".
      • horpyna4 Re: Tego się już nie widuje... 02.06.11, 12:30
        Te siatki najlepsze były w ciasnych autobusach, czy tramwajach: łapały współpasażerów za guziki. Nawet Wiech uwiecznił je w jednym ze swoich felietonów.
      • luccio1 Re: Tego się już nie widuje... 02.06.11, 13:37
        Równolegle z siatkami istniały także - gdzieś tak od końca lat 50. - koszyki ażurowe z tworzywa sztucznego, wąskie w dnie i stopniowo rozszerzające się ku górze. Coś takiego bardzo długo trwało w domu - kiedy przestało być używane na zakupach, zaczęło służyć jako magazyn chwilowo nie używanych doniczek, upchnięty w kąt balkonu.
        • aqua48 Re: Tego się już nie widuje... 02.06.11, 14:49
          Oj, tak siatki z oczkami - ile moja Mama się przez nie nazłościła na mnie. Wyglądało to tak, że szłyśmy razem na zakupy (ja 5-6 lat) i zaraz po wyjściu z domu prosiłam, żeby dała mi ponieść pustą siatkę. Na ulicy było oczywiście mnóstwo interesujących rzeczy, a siatka prawie nic nie ważyła, więc w emocjach wypuszczałam ją nie wiedzieć kiedy z ręki i w sklepie oczywiście okazywało się - że nie mamy do czego włożyć zakupów. Zgubiłam chyba tysiąc tych siatek, bo Mama ciągle się nabierała na moje zapewnienia, że TYM RAZEM nie zgubię i starała się mnie upilnować. Byłam lepsza. A potem pokazały się takie "magiczne" rozciągliwe, mięciutkie i takie trochę "włochate". Miałam taką w kolorze bardzo czerwonym.
          • pompompom Re: Tego się już nie widuje... 21.06.11, 23:43
            te siatki... piszesz włochate, a mnie się przypomniały takie troczki do wiązania włosów. Nie wstążki, a takie miękkie, grube sznurki w różnych kolorach. Wyglądały jakby plecione czy skręcone.
      • asdaa Re: Tego się już nie widuje... 02.06.11, 16:21
        Wcześniej te siaty były robione z sizalu. Na zp też plotłam, a raczej wiązałam takie...
        • trevistas Re: Tego się już nie widuje... 04.06.11, 00:36
          Nie widuje sie juz parowozow...:(
          • horpyna4 Re: Tego się już nie widuje... 04.06.11, 09:10
            Widuje, widuje... wprawdzie głównie w skansenach, czy podczas okazjonalnych parad, ale jednak.
            • tymon99 Re: Tego się już nie widuje... 21.02.12, 17:21
              jeśli się nie mylę, to cztery pociągi dziennie w normalnym rozkładzie jazdy.
              • artjomka Re: Tego się już nie widuje... 21.02.12, 19:30
                tymon99 napisał:

                > jeśli się nie mylę, to cztery pociągi dziennie w normalnym rozkładzie jazdy.

                ....A kazdy z nich wiezie polowki chleba. No a do tego armaty (o, jakie wielkie!), no i grubasow, ktorzy maja kielbasy, by te chleby zagryzc! :-)
                Pozdro!
    • luccio1 Re: Tego się już nie widuje... 02.06.11, 17:04
      Długopis z czterema wkładami - na 4 różne kolory. Odpowiedni wkład wysuwało się właściwym "guzikiem".
      Pamiętam taki - dostałem w prezencie od Wujka (który z kolei kupił go na placu, albo wprost od jakiegoś marynarza).
      Miał 4 kolory: czerwony, zielony, niebieski, czarny - z tym, że to, co miało być czernią, było to coś pośredniego pomiędzy brązem a bordo.
      Służył mi całe dwa lata.
      • sarah_black38 Re: Tego się już nie widuje... 02.06.11, 18:02
        >Długopis z czterema wkładami - na 4 różne kolory. Odpowiedni wkład wysuwało się
        > właściwym "guzikiem".


        Widuję się takie jak najbardziej, sama miałam niedawno taki kombajn, ale mi się zepsuł. Ale długopisów z panienką i przelewającym się czarnym płynem nie widziałam ... he he he ale to był kiedyś hit!
        • sarah_black38 Re: Tego się już nie widuje... 02.06.11, 18:07
          allegro.pl/prl-dlugopis-striptease-striptiz-i1555266186.html#gallery

          Zadziwiające mnie niezmiennie, jak wpiszesz w wujka gugla ;) to niejedno może wyskoczyć. A jednak są !
    • fettinia Re: Tego się już nie widuje... 02.06.11, 19:11
      :)teczki sa a jakze:)
      wata cukrowa przynajmniej 3-4 razy w roku na festynach
      a chustki oczywiscie tez-mieszkam w DE w malej miescinie,gdzie 3/4 to Rosjanki starszego pokolenia-chustek do wyboru do koloru:D
      • artjomka Re: Tego się już nie widuje... 02.06.11, 21:48
        Plyty winylowe i szpanowanie.
        Pierwsza polowa lat szescdziesiatych. Ojciec kolezanki z klasy przywozl - pare dni po premierze filmu w Londynie - LP Beatlesow "A hard Days Night". Kolezanka nie Beatlowa - ale cwana. Sprzedaje mi plyte za ....600 zlotych!! To suma dla ucznia nieosiagalna - wiec Babcie daje pozyczke.
        Oswiecenie po zakupie - jak ja to Babci zwroce?
        Ale wizyta w "pocztowkarni" na Wawelskiej, pozwala mi za przegranie wszystkich tytulow "odzyskac" - chyba 300 zlotych (pocztowkarz dal po 20 zl za "kawalek"). Potem - z plyta pod pacha do "Bambina" knajpki "zlotej mlodziezy" na Kosciuszki. Jestem w tym dniu "Dzon" - bo tej plyty jeszcze zaden z siedzacych tam Mackow i innych - nie widzial.
        Inicjatywe przejmuje Maciek - mlodszy brat znanego wtedy szermierza - olimpijczyka.
        Oferuje za odsprzedanie mu plyty 900 zlotych (dokladnie juz nie pamietam - ale chyba bylo to tyle)!!Problem zwrotu babcinego kredytu bylby rozwiazany- a przy okazji jeszcze kupa szmalu dodatkowo. Interes ubity - choc szpan sie skonczyl.
        Pozdrawiam!
        PS: Plyte oczywiscie przegralem na "Tonett'ke" (kto zna ta nazwe?). A do dzisiej mam chyba ta plyte - kupiona parenascie lat pozniej z sentymentu.
        • sarah_black38 Re: Tego się już nie widuje... 02.06.11, 21:58
          Artjomka fajna historia. Byłeś prawdziwa prywatna inicjatywa ;D
        • asdaa Re: Tego się już nie widuje... 03.06.11, 14:49
          Plyte oczywiscie przegralem na "Tonett'ke" (kto zna ta nazwe?)

          miałam to cudo :)
          • ewa9717 Re: Tego się już nie widuje... 03.06.11, 18:59
            Też miałam. Studio nagrań było w piwnicy, bo na początku nagrywaliśmy, przykładając mikrofon do radia ;)
            • artjomka Re: Tego się już nie widuje... 03.06.11, 19:28
              A propos Tonettki.
              Ciekawe, czy ktos wie, jak to cudo techniki fonograficznej powstalo. Bo w koncu na tamte czasy - pomijajac kwestie jakosci nagrywania - bo to bylo wtedy nie stawiane na pierszym miejscu - Tonette miala nawet dosyc progresywny wyglad. No moze ten PRL-owsko szary plastik obudowy nie byl zbyt nowatorski, ale w porownaniu do osiagalnych wtedy magnetofonow szpulowych produkcji DDR czy czeskich - design byl ok.
              Czy nie byla to jakas "zrzynka" modelu japonskiego?
              Moim marzeniem byl "kudelski - taki srednio duzy szpulowy magnetofon reporterski. Oczywiscie dla zwyklego smiertelnika nieosiagalny. No a juz szczytem szpanu byl UHER z duzymi szpulami kracacymi sie w pozycji pionowej i zmiennymi szybkosciami. Do tego podswietlone potencjometry ze strzalkami poruszajacymi sie w zaleznosci od natezenia glosu.
              Bardzo chcialem taki miec - a zachorowalem na niego - gdy go widzialem w trakcie "prostowania charakteru" - czyli powaznej rozmowy na SB (jeszcze przed matura). O co mnie kapitan Ornat wypytywal - nie chce sobie juz przypominac. Ale magnetofonu nie zapomne.
              Pozdrawiam
              • tymon99 Re: Tego się już nie widuje... 04.06.11, 00:05
                artjomka napisał:

                > Moim marzeniem byl "kudelski

                ajajaj.. kosztowne marzenie!
                ale jeśli masz na zbyciu 5000 franków szwajcarskich, nie widzę większych przeszkód ;-)
                • artjomka Re: Tego się już nie widuje... 04.06.11, 05:59
                  Hi tymon99,
                  moja milosc do kudelskiego miala charakter platoniczny. Wtedy, nie myslalem o cenie tego cuda.
                  Bo i tak byl to przedmiot poza zakresem realnych mozliwosci finansowych. Ale marzenia sie mialo. To nic nie kosztowalo, a bylo pokrzepiajace.
                  A pamietasz moze tymon magnetofony norweskiej firmy Tandberg? Przypominam sobie, ze Instytut, w ktorym zaczynalem moje zycie zawodowe, za pieniadze z wdrozenia chcial zbudowac studium nauki jezykow obcych, przy uzyciu wyposarzenia tej firmy. Nie wiem, czy do tego doszlo, bo zmienilem decyzje i zaczalem robic kariere zyciowa w krajach, gdzie jezykow moglem sie nauczyc "live".
                  Wiem tylko, ze firma ta splajtowala (moze dlatego zdecydowano sie wtedy na jej sprzet, bo byl tani.
                  Pozdrawiam
                  • tymon99 Re: Tego się już nie widuje... 04.06.11, 16:08
                    o ile wiem, tandberg nie splajtował. na pewno przynajmniej na początku 21 wieku wytwarzali urządzenia profesjonalne dla telewizji cyfrowej. takie używane po stronie nadawczej.
                    natomiast magnetofonów, lub jakichkolwiek urządzeń konsumenckich, nie pamiętam.

                    a takie bajeranckie sale do języków, z kabinami i magnetofonami, w latach 70. zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu. całe wyposażenie produkcji krajowej, polak potrafi itd.
                    • tymon99 *** errata *** 04.06.11, 17:24
                      okazuje się, że to różne firmy - tandbergów jak mrówków!

                      Tandberg, manufacturer of video conferencing equipment, based in Oslo, Norway
                      Tandberg Audio, defunct manufacturer of high end audio equipment
                      Tandberg Data, manufacturer of data storage devices
                      Tandberg Educational, provider of language teaching products
                      Tandbergs Radiofabrikk, radio factory founded in 1933 by Vebjørn Tandberg
                      Tandberg Storage, manufacturer of magnetic tape data storage devices
                      Tandberg Television, manufacturer of professional digital video equipment
                    • artjomka Re: Tego się już nie widuje... 05.06.11, 08:06
                      Hi tymon99,
                      Dzieki za informacje.Sprawa moze juz nieistotna - ale warto wiedziec.
                      Pozdrawiam!
      • quba Re: Tego się już nie widuje... 24.11.13, 20:04
        fettinia napisała:
        mieszkam w DE

        to znaczy gdzie?
    • xemxija Re: Tego się już nie widuje... 02.06.11, 23:15
      O autobusach z przyczepami nikt jakos nie wspomina:)
      • horpyna4 Re: Tego się już nie widuje... 03.06.11, 09:23
        Były już w innych wątkach. Wspominałam kiedyś jazdę w podskakującej na wybojach przyczepie PKS jelcza - ogórka, w towarzystwie kolesi jadących do Warszawy na przysięgę kumpli. Oczywiście podczas tej jazdy cały czas chlali piwo.
        • derena33 Re: Tego się już nie widuje... 03.06.11, 22:53
          Tak a propos zdjec to przypomnialo mi sie jak osobiscie wywolywalam zdjecia aparatem Krokus w ciemni dziadka, gdzies jeszcze mi sie poniewiera suszarka do zdjec. Bylo to dosyc popularne zajecie wsrod mlodszych i starszych. Chyba juz tego nikt nie robi... no moze oprocz artystow fotografikow, chociaz pewnie i oni wola komputer.
          • aqua48 Re: Tego się już nie widuje... 04.06.11, 13:32
            Krokusa i suszarki oraz maskownicy i koreksów się pozbyłam, bo nie było gdzie tego trzymać, a szkoda...Kuwety mi zostały.
            A pamiętacie takie długopisy z pływającymi wewnątrz stateczkami? Też się tego nie widuje.
          • a_weasley Re: Tego się już nie widuje... 05.02.12, 10:05
            Derena33 napisała:

            > Tak a propos zdjec to przypomnialo mi sie jak osobiscie wywolywalam zdjecia [...]
            > Chyba juz tego nikt nie robi... no moze oprocz artystow fotografikow,
            > chociaz pewnie i oni wola komputer.

            Znam ludzi, którzy dalej używają analogowego aparatu, ale głównie do dokumentowania swojej zasadniczej pasji, jaką jest rekonstrukcja historyczna. Twierdzą, że żadne techniki komputerowe nie dadzą takiego autentyzmu zdjęć.
    • tamsin Re: Tego się już nie widuje... 04.06.11, 15:11
      dzieci na lyzwach przykrecanych do butow
      znakow "nie deptac trawnika"
      gumy do zucia w ksztalcie papierosow tez na zawsze zniknely
      • horpyna4 Re: Tego się już nie widuje... 04.06.11, 16:18
        Teraz bywają znaki zakazujące wyprowadzania piesków na trawnik...

        A co do łyżew przykręcanych do butów, to pamiętam ich dwa rodzaje. Te bardziej dziecięce, o mniejszych rozmiarach, miały dwie pary szczęk - jedna chwytała but pod piętą, druga bliżej noska (tak mniej więcej w najszerszym miejscu buta). Te "dorosłe" wymagały przytwierdzenia na stałe pod obcasem specjalnej kwadratowej blaszki z podłużnym otworem (szewc musiał wydłubać pod tym dołek w obcasie). Otwór służył do zaczepienia tylnej części łyżwy, przednią chwytało się szczęką podobnie jak w poprzednio opisanym fasonie.
        • aqua48 Re: Tego się już nie widuje... 04.06.11, 21:52
          A ja nadal mam stare buty z łyżwami z okresu liceum... Świetnie służą. wcale nie mam ochoty kupować nowych, pewnie do końca moich dni wystarczą :)
          • artjomka Re: Tego się już nie widuje... 05.06.11, 08:16
            Witam Cie aqua48 w ten niedzielny poranek!

            Tak na marginesie - w kontekscie trwalosci Twych lyzew z butami - lub butow z lyzwami.
            Ja sobie tez kiedys dawno kupilem buty - ale z rolkami. Spronowalem - ale okazalo sie, ze nie ma na nich hamulca (taki model - a ja kupujac nie mialem o tym pojecia), wiec na poczatek ograniczylem trening do domowego tarasu (ma 66 qm, wiec mozna bylo). Potem mi jakos ochota przeszla, wiec calosc wstawilem do garazu - na pozniej.
            Kiedys zona zobligowala mnie do zrobienia porzadku w garazu i okazalo sie, ze cala wysciolka butow z rolkami rozsypala sie.
            No i skonczyla sie moje kariera jedzacego na rolkach.
            A wiec - jesli nie chcesz kupowac sobie nowych lyzew - dobrze zakonserwowac i najlepiej trzymac w klimatyzowanej szafie. Zamiast cygar - lyzwy! :-))

            Pozdrawiam!
            • aqua48 Re: Tego się już nie widuje... 05.06.11, 12:40
              No widzisz, a ja używam rolek z których lata temu wyrosło moje dziecko :) i całkiem dobrze mi służą. Kupione w TESCO. Tylko sąsiadki się podśmiechują, jak wychodzę jeździć. ale ja się tym nie przejmuję. Tak samo się śmiały jak jeździłam na hulajnodze, ale skoro nawet moja Mama podbierała wnukowi, to czym się przejmować? Zazdroszczę Ci tarasu - ja nauczyłam się jeździć na wrotkach mając osiem lat w mieszkaniu - ku utrapieniu sąsiadki z dołu. Łyżwy trzymam w piwnicy - mają się dobrze.
      • kkokos Re: Tego się już nie widuje... 05.06.11, 23:39
        > gumy do zucia w ksztalcie papierosow tez na zawsze zniknely

        e, nie zniknęły (choć powinny). na bazarku na moim osiedlu, w budzie ze słodyczami - są.
        • artjomka Re: Tego się już nie widuje... 06.06.11, 05:22
          kkokos napisała:

          > > gumy do zucia w ksztalcie papierosow tez na zawsze zniknely
          >
          > e, nie zniknęły (choć powinny).

          A czemu powinny zniknac? Czyzby papieros byl produktem diabla? Albo masz dowody, ze tylko picie wudy jest uzywka godna Polaka?
          Pazdrawljaju!
          • kkokos Re: Tego się już nie widuje... 06.06.11, 21:11
            artjomka napisał:


            > > > gumy do zucia w ksztalcie papierosow tez na zawsze zniknely
            > >
            > > e, nie zniknęły (choć powinny).
            >
            > A czemu powinny zniknac? Czyzby papieros byl produktem diabla?

            idiota czy prowokator? chyba jednak to pierwsze.

            • artjomka Re: Tego się już nie widuje... 07.06.11, 05:56
              kkokos napisała:
              idiota czy prowokator? chyba jednak to pierwsze

              Ani jedno, ani drugie.
              Czy wiesz, ze to co piszesz jest jurystycznie traktowane jako terror psychiczny. Wiekszosc(niepalaca) narzuca swe szowiniszyczne "poglady" mniejszosci - a przez to ja dyskryminuje.
              Czy Ty palisz czy nie - to Twoja prywatna sprawa - ale zostaw palacych w spokoju!
              Pozdrawaiam
    • vasilip Re: Tego się już nie widuje... 06.06.11, 08:28
      Beret z antenką + grzebień + lusterko z fotką jakieś aktorki!
      • aqua48 Re: Tego się już nie widuje... 06.06.11, 09:00
        Posiadam beret z antenką, choć nie moherowy, niestety. A na facetów ze sterczącymi z tylnej kieszeni obcisłych spodni-dzwonów przyrządami do zaczesywania zaczesek, to nawet się mówiło "grzebienie". Miałam nawet takiego wykładowcę.
        • xemxija Re: Tego się już nie widuje... 06.06.11, 11:10
          Jeszcze paski do spodni z ogromna klamra z wmontowanym zdjeciem aktualnego idola byly modne, a teraz juz sie ich nie widuje:)
          • pompompom Re: Tego się już nie widuje... 21.06.11, 23:34
            Jak paski ze zdjęciem idola 0 grzebienie w tylnej kieszeni - to i lusterka z gołą babą lub gwiazdą kina.
    • pomarola Re: Tego się już nie widuje... 07.06.11, 10:03
      Skrzynki z butelkami mleka ustawiane o świcie przed zamkniętym jeszcze sklepem... Oraz mleko roznoszone pod drzwi mieszkań - i wiążący się z tym cowieczorny rytuał wystawiania pustej butelki :)

      W sklepach samoobsługowych występowało coś absolutnie dziś nieznanego : kolejka po koszyk. Inne kolejki ciągle występują, ale takiej już się nie spotyka :)

      Z zakresu strojów - nie widuje się już powszechnego kiedyś zjawiska niezdejmowania przez kobiety nakryć głowy, np. w kinie, w przychodni, w urzędzie - tam gdzie zostawiało się ubranie w szatni. Palto wędrowało do szatni a czapka pozostawała na głowie (najczęściej na sztywnym tapirze :)) . Czasem tylko widuję strasze panie w przychodni - rozpłaszczone, ale twardo w berecie (moherowym).
      • horpyna4 Re: Tego się już nie widuje... 07.06.11, 10:47
        Ten zwyczaj akurat nie miał nic wspólnego z PRL; pochodził ze znacznie dawniejszych czasów, kiedy to kobiecie (chyba zamężnej) nie wypadało pokazywać się publicznie bez nakrycia głowy.
        • default Re: Tego się już nie widuje... 07.06.11, 14:08
          Oj chyba trochę na wyrost Twoja teoria... Mnie takie panie w czapkach na tapirze kojarzą się z PRL-em wyłącznie. Pamiętasz "Dziewczyny do wzięcia" ? O takie klimaty mi chodzi.
          Moim zdaniem ma to niewiele wspólnego z chodzeniem mężatek w chustce (chłopki) lub kapeluszu (szlachcianki).
          • horpyna4 Re: Tego się już nie widuje... 07.06.11, 15:19
            Nie chodzi mi o chłopki i szlachcianki, tylko o obyczaje w większych miastach i miejską przestrzeń publiczną. Istniały pewne reguły odnośnie pokazywania się w tejże przestrzeni, chodzi mi o końcówkę XIX i pierwszą połowę XX wieku. Zresztą zobacz, jak to wygląda na starych fotografiach, czy obrazach.

            Istniały różne poradniki dotyczące dobrego wychowania i zachowania się w określonych sytuacjach. I te wydawane bardzo krótko po wojnie (niekoniecznie w formie książkowej, czasem były to kąciki porad w czasopismach) miewały często zaszłości przedwojenne.

            A kobiety chętnie korzystały z tego, że wypada siedzieć w kawiarni w czapie na głowie. Zwłaszcza jak czapa była z prawdziwych norek i strach było oddać ją do szatni...
            • ewa9717 Re: Tego się już nie widuje... 07.06.11, 15:38
              Jeszcze obie moje babki (zarówno ta von und zu i z szalonymi pretensjami, jak i zwykła śląska) nie wyobrażały sobie wyjścia z domu bez kapelusza ;)
      • xemxija Re: Tego się już nie widuje... 07.06.11, 19:07
        pomarola napisała:

        Skrzynki z butelkami mleka ustawiane o świcie przed zamkniętym jeszcze sklepem... Oraz mleko roznoszone pod drzwi mieszkań - i wiążący się z tym cowieczorny rytuał wystawiania pustej butelki :)

        Ze juz nie wspomne o calkowitym zaniku kanek na mleko. Uzywali ich ci, co sami musieli dylowac do sklepu:)



        • ewa9717 Re: Tego się już nie widuje... 07.06.11, 21:19
          Dzieci po deszczu nie taplają się w kałużach...
          A ponieważ urwała nam się jakaś srednia chmura i na ulicy zrobiło się cos w rodzaju jeziora, mając alibi (wybrałam się dwukrotnie z gratami na smietnik), robiłam za jedyne dziecko w okolicy i potaplałam się trochę. Boso ;)
        • panda_zielona Re: Tego się już nie widuje... 07.06.11, 21:45
          > Skrzynki z butelkami mleka ustawiane o świcie przed zamkniętym jeszcze sklepem.
          I wracając bladym świtem z balangi czasami częstowaliśmy się takim zimnym mleczkiem albo kefirem, w puste miejsce władając należność, nikt jakoś nie kradł tej kasy.
          • trevistas Re: Tego się już nie widuje... 07.06.11, 23:41
            Nie widuje sie juz zolnierzy sluzby zasdniczej w mundurach wyjsciowych - na przepustce.
            • xemxija Re: Tego się już nie widuje... 08.06.11, 00:28
              Nie widuje sie osob przystrojonych w korale z rolek papieru toaletowego na ulicach...
              • letalin Re: Tego się już nie widuje... 09.06.11, 18:58
                Nie wiedzę starszych panów grających w błyskawiczne warcaby w parku.
                Nie widzę tabunów upojonych alkoholem w dniu wypłaty i poległych w drodze do domu na trawnikach i chodnikach.
                Nie widzę tanich prostytutek na ulicach miasta, podążających za tymi pijanymi.
                Nie widzę motocykli z koszem w codziennym użytku.
                Nie widzę sadzy z kominów, która wiosną zalegała grubą warstwą na balkonie.
                Nie widzę bezdomnych psów.
                Nie widzę papierowych kurtek na grzbietach nastolatków.
                Nie widzę dzieci bawiących się na podwórzu.
                Nie widzę niemieckich przedwojennych napisów, nazw i szyldów, które na bocznych ulicach zachowały się jeszcze ze 40 lat po wojnie.
                Nie widzę...kolejek za chlebem przed dniami wolnymi, kolejek za popołudniową gazetą z programem TV.
                Nie widzę jakoś ludzi, którzy przeszli chorobę Heine-Medina i mają wyraźne kalectwo.
                Nie widać sztucznych satelitów okrążających ziemię. Każdego wieczoru można było takie obserwować.
                Nie widzę w lustrze tego ciekawego świata chłopca, którym byłem.



                • ewa9717 Re: Tego się już nie widuje... 09.06.11, 19:19
                  Bezdomne psy, niestety, nadal widuję.
                  A w moim pipidówku na kilku kamienicach nadal można dostrzec niemieckie napisy przebijajace nawet spod jakichś późniejszych malunków ;)
                  A co do lustra, prawie co dzień się zdumiewam, ze nie widać tej hożej wiochny, którą przecież (w srodku) wciąż jestem ;)
                  • a_weasley To nie my się starzejemy 10.02.15, 23:14
                    Ea9717 napisała:

                    > A co do lustra, prawie co dzień się zdumiewam, ze nie widać tej hożej wiochny,
                    > którą przecież (w srodku) wciąż jestem ;)

                    Bo to nie my się starzejemy, to jakieś szczawie z peselem na ósemkę twierdzą, że są dorosłe!
                • tymon99 Re: Tego się już nie widuje... 11.06.11, 07:35
                  letalin napisał:

                  > Nie widać sztucznych satelitów okrążających ziemię. Każdego wieczoru można był
                  > o takie obserwować.

                  dalej można, tyle że z dala od miast. przyczyna nazywa się light pollution - nie wiem, jak po polsku ;)
                • tymon99 Re: Tego się już nie widuje... 02.02.12, 19:47
                  letalin napisał:

                  > Nie widzę niemieckich przedwojennych napisów, nazw i szyldów, które na bocznyc
                  > h ulicach zachowały się jeszcze ze 40 lat po wojnie.

                  są, są, tylko trzeba poszukać.
                • minerwamcg Re: Tego się już nie widuje... 12.07.13, 22:33
                  letalin napisał:

                  > Nie widzę jakoś ludzi, którzy przeszli chorobę Heine-Medina i mają wyraźne kal
                  > ectwo.

                  Wymarli. Po heine nie żyło się jakoś przesadnie długo. Mój ojciec zmarł na serce w wieku 50 lat.
                  • gazeta_mi_placi Re: Tego się już nie widuje... 12.07.13, 23:38
                    Serio? Myślałam że jedynym śladem jest kalectwo. Miałam kolegę w szkole podstawowej który po Heinego Medina poruszał się o kulach, to był jedyny widoczny ślad. Chłopak bardzo energiczny, żywotny, kto wie może dziś by stwierdzili ADHD, szalał z kolegami.
                    A to są też inne objawy?
                    • minerwamcg Re: Tego się już nie widuje... 13.07.13, 22:15
                      Niestety tak. Nie wiem do końca jak z tym było, czy heine sama w sobie w jakiś sposób osłabiała serce, czy taki efekt dawał zwiększony wysiłek przy poruszaniu się - ale ludzie, którzy przeszli tę chorobę stosunkowo młodo umierali, na serce właśnie.
                • a_weasley Czy ja jestem tym chłopcem z fotografii? 10.02.15, 22:59
                  "Urodzony w niewoli, okuty w powiciu
                  Ja tylko jedną taką wiosnę miałem w życiu"
                  - pisał Mickiewicz o wiośnie 1812, kiedy miał 13 lat, i nie przeszkadzało mu to w epilogu do tego samego utworu napisać o czasach ewidentnie wcześniejszych, więc owym okuciem objętych:
                  "Kraj lat dziecinnych - on zawsze zostanie
                  Święty i czysty, jak pierwsze kochanie".

                  Letalin napisał:

                  > Nie widzę w lustrze tego ciekawego świata chłopca, którym byłem.

                  Ba, w ogóle nie widzę w lustrze chłopca. A kiedy się od niego odwrócę i rozejrzę, nie widzę większości dorosłych, wśród których ten chłopiec żył.
                  I to jest pewnie powód mojego - i innych śmiesznych rówieśników łodzi z drewna - sentymentu do słusznie skądinąd minionej epoki, który niektórzy mylnie biorą za sentyment do ustroju; inni zaś, niezdolni oddzielić jedno od drugiego, pierwszy z tych sentymentów rozciągają na ustrój i racjonalizują go na różne sposoby, niekiedy stosując również zaprzeczanie realnym faktom.
            • tymon99 Re: Tego się już nie widuje... 10.06.11, 16:51
              żołnierzy służby zasadniczej to rzeczywiście trudno zobaczyć :)
              • riki_i Re: Tego się już nie widuje... 10.06.11, 19:58
                Kolejek wąskotorowych prowadzących regularne przewozy już się raczej nie widuje. Pamiętam takie cuda...
                • horpyna4 Re: Tego się już nie widuje... 10.06.11, 21:17
                  No, nie do końca... gdzieniegdzie doceniono walory turystyczne takich tras.

                  www.dynow.pl/upload2/KULTURA/pkw.pdf
                  • jarkoni Re: Tego się już nie widuje... 11.06.11, 12:17
                    Nie mogę od wielu dni nigdzie znaleźć "płaskiej baterii".. Ani kioski, ani markety. Niektórzy nawet pytają: A co to jest?
                    • horpyna4 Re: Tego się już nie widuje... 11.06.11, 13:04
                      A kiedyś były latarki na płaskie baterie...
                      • artjomka Re: Tego się już nie widuje... 11.06.11, 18:00
                        A pamietasz horpyna4, te latarki w kolorze szarym i z przesuwanymi szybkami w kolorze czerwonym i zielonym.
                        My z bratem mielismy po takiej - na blaszanej scianie czolowej wytloczona byla nazwa firmy, ktora do dzis istnieje, wiec nie pisze ze wzgledu na kryptoreklame jej nazwy - i dwie literki oraz numer "WH....." Byly one na wyposazeniu biura podrozy "Wehrmacht".
                        Pozdrawiam
                        • horpyna4 Re: Tego się już nie widuje... 11.06.11, 19:19
                          Pewnie, że pamiętam. Te przesuwane szybki budziły zachwyt każdego smarkacza.
                          • aqua48 Re: Tego się już nie widuje... 11.06.11, 20:39
                            horpyna4 napisała:

                            > Pewnie, że pamiętam. Te przesuwane szybki budziły zachwyt każdego smarkacza.
                            Do tej pory mam gdzieś schowaną taką latarkę. Miałam jeszcze radio na baterie R-14, które z powodu niedostępności tychże baterii mój Tato przerobił na płaskie baterie właśnie.
                            • tymon99 Re: Tego się już nie widuje... 12.06.11, 00:14
                              aqua48 napisała:

                              > Do tej pory mam gdzieś schowaną taką latarkę.

                              z łatką skórzaną do zawieszania na guziku?
                        • tymon99 Re: Tego się już nie widuje... 02.02.12, 19:52
                          artjomka napisał:

                          > Byly one na wyposazeniu biura podrozy "Wehrmacht".

                          ich kopia (bezlicencyjna, jak mniemam) była produkowana na pewno jeszcze w latach 70.
                          • plater-2 Re: Tego się już nie widuje... 09.07.13, 20:17
                            Pielegniarki chodzily w czepach, bo byly dumne, ze maja dyplom.
                            Nie wszystkie pielegniarki byly "dyplomowane". Były takie, ktore przyuczono do prostych czynnosci pielegniarskich w wojsku, na kursach PCK... Ale one nosiły czepki calkiem biale, ewentualnie z broszka PCK, czerwonym krzyzykiem z aksamitki itd.
                            Dzis wszystkie pielegniarki maja mature i szkole pielegniaska, starcily wiec motywacje, zeby podkreslac swoj status zawodowy.

                            A bereciki filcowe granatowe z pikutkiem w ktorych sie maszerowalo do szkoly ? Na plecach tornister, w reku worek na kapcie (jeszcze nie JUNIORKI tylko WYWROTKI)
                    • tymon99 Re: Tego się już nie widuje... 12.06.11, 00:16
                      jarkoni napisał:

                      > Nie mogę od wielu dni nigdzie znaleźć "płaskiej baterii"..

                      allegro.pl/listing.php/search?sg=0&string=3r12&category=76254
                      • luccio1 Re: Tego się już nie widuje... 21.06.11, 21:32
                        Baterie płaskie wciąż jeszcze można dostać - jeśli nie w dużych domach towarowych, to zawsze w branżowych sklepach elektrotechnicznych (takie są jeszcze!).
                        Inna rzecz, że taka bateria to już nie klasyczne 3 R 12, czyli trzy walcowate naczyńka z blachy cynkowej wypełnione roztworem salmiaku i z pałeczką węgla retortowego w środku
                        (odmiana "sucha" ogniwa Leclanche'a - naczyńko [-], pręcik węglowy [+]), połączone szeregowo, opakowane razem w twardy karton, z naklejonym na wierzchu papierem ze stosownym nadrukiem - np. "ELEKTRON" - Zakłady Wytwórcze Ogniw i Baterii, Starogard Gdański; teraz to jest VARTA, PANASONIC, ENERGIZER - a wszystko "Made in PRC", i w środku coś zupełnie innego (i bateria płaska nowej generacji siada do 0 w jednym momencie, nie jak dawna "klasyczna" z trzech ogniw, która, odpocząwszy w cieple mieszkania, potrafiła na krótko "odzyskiwać" część mocy, utraconej np. w polu na sobotnio-niedzielnym biwaku harcerskim...
                        • luccio1 Re: Tego się już nie widuje... 21.06.11, 21:39
                          I wciąż jeszcze można wypatrzeć sklepy "elektryczne", w których są żaróweczki do latarek starego wzoru - maleńkie kulki na napięcie 3,5 wzgl. 3,8 V, z gwintem - i z takim samym gwintem żaróweczki "radioskalowe" na 6,3 V (walec zamknięty półkulą - na gwincie jw.), i żaróweczki na 6 V (większa kula na gwincie jw.) czy też 14 V (kula i gwint jw. - nadają się jako uzupełnienie przepalonych żaróweczek ozdobnych w łączonym szeregowo komplecie choinkowym starego systemu).
                          • tymon99 Re: Tego się już nie widuje... 22.06.11, 10:04
                            powiadają, że najwięcej na świecie jest gatunków owadów.
                            żarówki są na drugim miejscu :-)
            • a_weasley Re: Tego się już nie widuje... 03.02.12, 22:32
              Trevistas napisał:

              > Nie widuje sie juz zolnierzy sluzby zasdniczej w mundurach wyjsciowych
              > - na przepustce.

              Abstrahując od faktu, że od dwóch czy trzech lat w ogóle nie ma służby zasadniczej, długo przedtem przestali dostawać mundury wyjściowe i na przepustki jeździli w plamiakach. Ba, i na uroczystościach na Pl.Piłsudskiego pojawia się wojsko w plamiakach, a nie w wyjściówkach.
              Różni mundurowi poznikali z ulic. Księża poza służbą z reguły chodzą po cywilnemu, policja poza patrolami też, pogłowie harcerzy spadło drastycznie...
              • tymon99 Re: Tego się już nie widuje... 04.02.12, 11:44
                a_weasley napisał:

                > pogłowie harcerzy spadło drastycznie...

                to akurat dobrze. harcerstwo, jako organizacja paramasońska, z założenia powinno być elitarne, nie masowe.
    • tymon99 gazety w jidisz już dawno nie widziałem 10.06.11, 00:00
      a ukazywała się w prlu "fołks sztyme"
      • a_weasley Target wymarł 04.02.12, 22:08
        Większość wyjechała w 1968 r. i wtedy Fołks Sztyme z dziennika stało się tygodnikiem. Przestało wychodzić w 1991 r., pojawiło się wtedy Dos Jidysze Wort, dwutygodnik.
        Nie wiem, czy są jeszcze w Polsce rodziny, w których pierwszym językiem jest dla dziecka jidysz.
    • syswia Re: Tego się już nie widuje... 13.06.11, 05:38
      koszyczki (metalowe albo z trawy albo z plastiku) na szklanke kawy lub herbaty

      a propos kawy: kawa plujka w szklance

      stoiska repasacji

      widok szklanych butelek z mlekiem pod drzwiami

      benzyna zolta i niebieska tudziez talony na nia

      nysa i inne samochody: syrena, warszawa, wolga itd.

      tarcze szkolne oraz odznaki wzorowego ucznia
      • trevistas Re: Tego się już nie widuje... 13.06.11, 23:41
        Nie widuje sie juz: punktow naprawy dlugopisow / punktow napelniania wkladow do dlugopisow /.
        • ewa9717 Re: Tego się już nie widuje... 14.06.11, 07:49
          Kawa plujka w szklance ma się dobrze , przynajmniej w niektórych urzędach. Wczoraj widziałam!
          • ewa9717 Re: Tego się już nie widuje... 15.06.11, 13:34
            Jasne prochowce, chyba popelinowe. Nosili wszyscy - od młodzieży płci obojga po najstarszych emerytów ;)
            • tymon99 Re: Tego się już nie widuje... 16.06.11, 12:17
              widziałem adwokata w jasnym prochowcu, tydzień temu!
          • syswia Re: Tego się już nie widuje... 16.06.11, 17:01
            A to przepraszam, zwracam honor, dawno w polskim urzedzie nie bylam - z 10 lat.
          • a_weasley Re: Tego się już nie widuje... 05.02.12, 10:10
            Ewa9717 napisała:

            > Kawa plujka w szklance ma się dobrze

            W traktierniach na przykład.
            A niedawno widziałem w jakiejś kafei taki produkt figurujący w angielskiej wersji menu jako "Old Polish Office Coffee".
      • aqua48 Re: Tego się już nie widuje... 03.02.12, 08:29
        Oj, repasacja pończoch, gdzie pani "repasantka" każdą przyniesioną pończochę nadziewała na dłoń i szybkim ruchem gwiazdy filmowej ściągała ją wypatrując oczek. A potem decydowała czy oczko nadaje się do repasacji, czy nie. Pamiętam szczególny zapach tych sklepików. I te wszystkie sklepy jarzynowe z solidnym dębowym umeblowaniem, w których za kotarą znajdowała się część mieszkalna właściciela sklepu, pamiętacie? Z przodu beczki z ogórkami i kapustą kiszoną, zimą obręcze drewna na podpałkę, a na ladzie słoje z landrynkami i koszmarna, brunatna marmolada z bloku, na wagę.
      • a_weasley Re: Tego się już nie widuje... 05.02.12, 10:16
        Syswia napisała:

        > widok szklanych butelek z mlekiem pod drzwiami

        Mleczarzy wykończyły domofony.

        > benzyna zolta i niebieska tudziez talony na nia

        A także kartki na wszystko inne, nad czym nie ubolewam.

        > nysa i inne samochody: syrena, warszawa, wolga itd.

        Co tam syrena, już i malucha widuję na ulicy bardzo rzadko (poza tym, co parkuje przed moim domem), podobnie dużego fiata (poza tym, co parkuje za rogiem).
        No, ale to jest normalna wymiana modeli.
        Półtora roku temu trafiłem na giełdę kwiatową i próbując nie myśleć, na czyj pogrzeb kupuję materiały na wieniec, skupiłem się na obserwacji samochodów. Ciekaw byłem, ile jeszcze uchowało się nys i żuków. Otóź nie było ani jednego takiego wozu. Dominowały wozy niemieckie, przede wszystkim VW i mercedesy.

        Ze swej strony dorzucę czarno-białe telewizory. Ustawodawca tego nie zauważył i spod egzekucji komorniczej wyłączony jest 1 telewizor na gospodarstwo domowe, ale tylko czarno-biały.
    • slawnw Re: Tego się już nie widuje... 16.06.11, 18:40
      Czasami można zobaczyć coś z minionej epoki, ale już okazyjnie, nie jako zwykłą codzienność. Np. jeśli znajdzie się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie, to i butelkę na mleko przed drzwiami można zobaczyć:
      gdywstecz.blox.pl/2010/03/Pij-mleko.html
      No, ale takich walizek to już na ulicy się nie zobaczy:
      gdywstecz.blox.pl/html
    • pompompom Re: Tego się już nie widuje... 21.06.11, 17:24
      Panowie nosili saszetki tzw. pedałówki. Skąd taka nazwa? Nie wiem.
      • minicooper Re: Tego się już nie widuje... 19.04.17, 13:16
        hehe - ja pamiętam , że nazywało się to "pederastka"
        mysle że to od angielskiej nazwy "pedestrian bag"
    • bialooka Re: Tego się już nie widuje... 22.06.11, 13:09
      Nigdy nie piłam Co jest po śmierci - śmierć ?
      ja juz znam odpowiedź radze sprawdzić smierc.org
      • voxave Re: Tego się już nie widuje... 02.02.12, 16:16
        Pompom-----pedałówka to pederastka--elegancka torebka panow innej orientacji seksualnej.
      • zas_ale_pyra Re: Tego się już nie widuje... 02.02.12, 19:20
        bialooka napisała:

        > Nigdy nie piłam Co jest po śmierci - śmierć ?
        > ja juz znam odpowiedź radze sprawdzić smierc.org

        Pomyłka w adresie.
        Trollom dziękujemy.
    • tamsin Re: Tego się już nie widuje... 25.06.11, 01:24
      starsze panie spedzajace cale dnie pod supersamem w lokowkach i z ochraniajaca siatka na glowie. byc moze te lokowki byly zdejmowane na noc aby ze starszych pan robily sie na bostwo.
      • ewa9717 Re: Tego się już nie widuje... 02.02.12, 20:10
        A wiesz, paradowanie z lokówkami to nie tylko starszych pań domena była, te średnie też się tak pokazywały, czasem ino dla elegancji owiązywały czerep gazową chusteczką ;)
        • asdaa Re: Tego się już nie widuje... 03.02.12, 14:44
          w lokówkach to nie, ale w szlafroku i kapciach biegałam rano do sklepu w rogu kamienicy, w której mieszkałam...
    • momas Re: Tego się już nie widuje... 04.02.12, 12:50
      sióstr zakonnych w kornetach,
      takiech "kapturków" foliowych na glowe na deszcz. Składanych w harmonijke...
      stosunkowo pustych jezdni w duzych miastach w dni powszednie
      • horpyna4 Re: Tego się już nie widuje... 04.02.12, 13:26
        Kornety zostały zlikwidowane chyba gdzieś w połowie lat 60-tych, a więc już dość dawno. Pamiętam, jak za czasów licealnych widziałam szarytkę na koncercie w filharmonii: nie chcąc przeszkadzać innym, spięła rogi kornetu agrafką i siedziała w takim pierogu...
        • ewa9717 Re: Tego się już nie widuje... 04.02.12, 13:53
          Jeszcze w połowie lat siedemdziesiatych (rzadko, bo rzadko, ale jednak) widywało się jakies niedobitki we Wrocławiu. A pamiętam dlatego, ze mieliśmy taką ideę: zakonnicę spotkać, jakieś zajęcia zostaną odwołane. Czasem polowaliśmy do skutku, chcąc uciszyć sumienie i już "legalnie" coś tam sobie odpuscić ;) A taka w kornecie miała działanie chyba dwustuprocentowe, ale na czym polegał bonus, juz nie pamiętam...
          • horpyna4 Re: Tego się już nie widuje... 04.02.12, 14:42
            Podobno niektóre, zwłaszcza te starsze, były bardzo przywiązane do kornetów. Widocznie ktoś z przełożonych z dobrego serca pozwolił dalej im nosić.
          • minerwamcg Re: Tego się już nie widuje... 12.07.13, 22:08
            No proszę, a u nas się tak polowało na aktorów. Stary Teatr był blisko, to się specjalnie chodziło naokoło - jak się spotkało Trelę czy Bińczyckiego, miało się murowane szczęście, im sławniejszy aktor, tym większe.
            Aktorki za to przynosiły pecha. I znowu, im większa gwiazda, tym większego. Dymną kochaliśmy na scenie, nie cierpieliśmy na Plantach :)
    • momas Re: Tego się już nie widuje... 04.02.12, 12:51
      i konduktorow w komunikacji miejskiej.
      • balamuk Re: Tego się już nie widuje... 04.02.12, 17:42
        Pionierek. I całej masy antycznego sprzętu turystycznego. Śpiworów napychanych niewiadomoczym, ciężkich jak zaraza, materaców dmuchanych, które masochiści brali ze sobą na wyprawy górskie, wełnianych skarpet dzierganych osobiście albo przez matki/żony/kochanki. Plecaków ze stelażem zewnętrznym. Nie wiem, czy przeżyły kochery, kuchenki na paliwo turystyczne i piętrowe menażki, w których podczas wczasów u baby przynosiło się obiady z obłaskawionego domu wczasowego...
        • tymon99 Re: Tego się już nie widuje... 04.02.12, 18:49
          balamuk napisała:

          > Nie wiem, czy przeżyły kochery

          wyginęły. zastąpiły je palniczki gazowe.

          > kuchenki na paliwo turystyczne

          przeżyły. stosowane również w wielu armiach.

          > i piętrowe menażki

          widziałem niedawno, ale jako gatunek chyba zagrożone.
          • momas Re: Tego się już nie widuje... 04.02.12, 19:14
            Pietrowe menazki maja sie calkiem dobrze,Co prawda sa stalowe, emaliowane lub plastikowe. Sa tez takie termosowe :)

            co do kocherow - nie jestem pewna. Cosmi siepo glowiekolacze, ze w pewnych warunkach sa przydatniejsze niz gazowe.Ale co i jak - pomysle,jak bede miala "wolniejsza"glowe.
            Choc,mozliwe,ze sie myle.
            • ewa9717 Re: Tego się już nie widuje... 04.02.12, 19:50
              Dziewczynek z kokardami we włosach już nie ma chyba?
        • a_weasley Jak nie, jak tak? 04.02.12, 22:00
          Balamuk napisała:

          > materaców dmuchanych, które masochiści brali ze sobą na wyprawy górskie,

          Branie materaca dymanego na górską wędrówkę rzeczywiście byłoby masochizmem (i, szczerze mówiąc, ja się z czymś takim za komuny nie spotkałem), niemniej nie wyginęły, przeciwnie, ostatnio jakby odżyły. Polecam wyprawę do Decathlonu.
          Kochery na spiryt spotkasz tam także.
          • balamuk Re: Jak nie, jak tak? 05.02.12, 09:57
            Do Decathlonu nie muszę, nie chodziło mi o materace dmuchane w ogóle, tylko o materace dmuchane jako wyposażenie namiotu w okresie przedkarimatowym. Znam parę osób, które na własnym grzbiecie coś takiego targały.
            Miło, że kochery nie wyginęły.
            • balamuk Re: Jak nie, jak tak? 05.02.12, 10:26
              Właśnie dostałam ściągę na temat, może już było, wklejam na wsiakij słuczaj.
              docs.google.com/a/gazeta.pl/viewer?a=v&pid=gmail&attid=0.3&thid=135424539fe9bf96&mt=application/vnd.ms-powerpoint&url=http://mail.google.com/a/gazeta.pl/?ui%3D2%26ik%3Da8604f30ce%26view%3Datt%26th%3D135424539fe9bf96%26attid%3D0.3%26disp%3Dsafe%26zw&sig=AHIEtbRqbAIbVkMQVYiYLTjYUPPPSjLiXA&AuthEventSource=SSO
              • artjomka Re: Jak nie, jak tak? 21.02.12, 10:03
                A kto przypomina sobie kupowanie polowki chleba, gdzie sprzedawczyni "na oko" dzielila chleb dlugim nozem (jak sie mialo szczescie, to nawet czystym, a nie po przed chwila odkrawanej pasztetowce)?
                I nigdy nie wpadlem na pomysl zapytania, czy naprawde dostalem polowke.(podejrzewam, ze jako maly pyrtek i tak bym nie dostal odpowiedzi).
                Pozdro!
                • horpyna4 Re: Jak nie, jak tak? 21.02.12, 10:17
                  W moim osiedlowym sklepiku dziś też można kupić połówkę chleba przekrojonego nożem przez sprzedawczynię. Ale dawniej widywałam jeszcze coś innego: w sklepach samoobsługowych na półkach z pieczywem obok całych bochenków leżały też "połówki" jakoś dziwnie mniejsze, niż pół bochenka. Po prostu przy każdym przekrojeniu solidna kromka ze środka szła na śniadanie dla personelu.
                  • ewa9717 Re: Jak nie, jak tak? 21.02.12, 10:37
                    Nie tylko połówki, ale i ćwiartki (chleba, chleba!) można było kupić ;)
                    • ewa9717 Re: Jak nie, jak tak? 21.02.12, 10:37
                      PS Podobnie zresztą było z kostkami masła.
                      • gigra Re: Jak nie, jak tak? 21.02.12, 23:12
                        Moja znajoma sprzedając pół kostki masła dzieliła kostkę na dwie części i tę mniejszą sprzedawała jako połówkę. Sprzedając tę większą następnemu klientowi kładła ją na wagę i różnicę odkrajała bo przecież ta część ważyła więcej niż 125 gramów - reszta dla niej :-)
                    • paszczakowna1 Re: Jak nie, jak tak? 21.02.12, 15:46
                      Teraz też można. Jak sprzedają chleb na wagę.
                    • tamsin Re: Jak nie, jak tak? 21.02.12, 17:00
                      te polowki lub cwiartki kupowalam jak nie bylo swiezego chleba , czasami nie bylo wyboru bo jak sie nie wyrobilam na czasie to przed niedziela w sklepie zostawaly tylko te polowki.
                    • asdaa Re: Jak nie, jak tak? 21.02.12, 19:35
                      bochenki chleba w PRL były większe i cieższe, dzielenie ich było nie od rzeczy.
                      Zresztą teraz też można w niektórych małych sklepach kupić połowę; ćwiartek nie widuję.
        • minerwamcg Re: Tego się już nie widuje... 12.07.13, 22:22
          Bałamuk miód na me serce leje wspomnieniem:

          > Pionierek.
          Mam jeszcze! Kupione psim swędem w 1982, z byczej skóry, ciężkie jak diabli. Mój brat miał takie same. Nazywaliśmy je kopidupkami :). Podeszwa chyba ze trzy centymetry gruba, protektor trzeba przyznać świetny, w życiu się w czymś takim nie pośliznęłam. Nie noszę ich już ze dwadzieścia lat, ale stoją schowane. Kiedyś pokażę dziecku, niech się pośmieje.
          > Śpiworów napychanych niewiadomoczym, ciężkich jak zaraza
          Też mam! Robiony na zamówienie, też we wczesnych osiemdziesiątych, wełniany. Ciężki umiarkowanie, za to wieeeeelki i dość ciepły. Po rozpięciu znakomicie służy za kołdrę.
          > wełnianych skarpet dzierganych osobiście albo przez matki/żony/kochanki.
          Mamoż ty moja mileńka, ileżeż ja się tego nadzióbawszy... Robię nie otwierając oczu, tylko jak wyrabiam piętę muszę na chwilkę uchylić.
          > Plecaków ze stelażem zewnętrznym.
          Prawdę mówiąc wygodniejsze były od tych nowomodnych.
          • balamuk Re: Tego się już nie widuje... 12.07.13, 22:48
            Pionierki faktycznie miały protektor nie do zdarcia, bardzo porządne buciory. Skarpety też trzaskałam taśmowo, dodatkowo na wyjazdy brałam kłębek wełny i cerowałam artystycznie sobie i wszystkim potrzebującym.
            A plecaki - właściwie nie wiem, w latach 80. kupiłam na Słowacji (wtedy to było Eldorado) plecak z wewnętrznym stelażem, taki pół-alpinistyczny, i do dzisiaj go używam, rewelacja. Choć raz usłyszałam od młodego pokolenia "O, jaki zabytkowy plecak!"
    • a_weasley Naprawa samochodów na ulicy 05.02.12, 10:22
      Z dzieciństwa, choć aut było niemal o rząd wielkości mniej, pamiętam to jako zwykły obrazek - ktoś myje wóz na podwórku, ktoś inny pół samochodu rozkręcił i coś wymienia. Dziecko się zatrzymało, poasystowało, dorośli przechodzili obojętnie mimo - zwykła rzecz.
      Jeszcze za niepodległości widziałem malucha, a obok na chodniku silnik z przyległościami.
      W ostatnich latach, kiedy mnie samemu zdarzało się coś robić przy samochodzie na ulicy (np. wymieniać chłodnicę), budziło to ogólne zainteresowanie. Dopiero wtedy zorientowałem się, że robię coś bardzo nietypowego, nikt tego już nie robi. Jeśli już ktoś naprawia auto sam, to ci, co mają garaże.
    • zosia9090 Re: Tego się już nie widuje... 24.02.12, 19:55
      no a do sklepu chodziło się ze szmacianą siateczką a nie z reklamówką
      • artjomka Re: Tego się już nie widuje... 24.02.12, 21:14
        Czy oznacza to, ze Polacy byli wynalazcami idei ochrony srodowiska? Moze i tak to mozna nazwac, bo na przyklad oddawanie butelek po narodowym napoju tez bylo prekursorem recyclingu.
        Pozdro
        • tymon99 Re: Tego się już nie widuje... 25.02.12, 11:45
          dwie definicje z moich czasów studenckich:
          1. pochodna imprezy to ilość alkoholu, którą można nabyć za sprzedane po imprezie butelki.
          2. udana impreza to impreza, której druga pochodna jest różna od zera.
          • asdaa Re: Tego się już nie widuje... 25.02.12, 15:56
            u mnie też tak było! :D
          • paszczakowna1 Re: Tego się już nie widuje... 26.02.12, 21:49
            Jako wczesna nastolatka pożyczałam znajomym siostry (pięć lat starszej) pieniądze na alkohol, jako procent zgarniając butelki. Procent obiektywnie lichwiarski (zwłaszcza że często to było piwo), ale w pożyczki inwestowalam znaczną część posiadanego kapitału. Jeden, pamiętam, przepowiadał mi wielką przyszłość w dziedzinie finansów (niestety mylnie, jak się okazało). Dość szybko jednak stosunki się zmieniły, bo zaczęłam to piwo pić razem z nimi...
          • luccio1 Re: Tego się już nie widuje... 27.02.12, 21:29
            Tu jeszcze należałoby dodać klasyfikowanie imprezy według "metrów bieżących" (długość szeregu pozostałych pustych butelek, wymierzona w metrach).
    • bene_gesserit Pudli ze sznurkow sizalowych 26.02.12, 21:00
      Bialych takich, puchatych. Uszy, morda i lapki z pomponow, cialo wydziergane. Nadziewalo sie toto na butelki z wodka i stawialo na stole, zeby ładnie wyglądało. Pamiętam, ze bardzo chcialam miec takiego pudla i wypatrzyłam na jakims odpuscie, ale mi go nie kupiono, bo 'to wulgarne i do wodki'. Co ja bym teraz dala za taki kiczowaty oldschool.
      • grazkax Re: Pudli ze sznurkow sizalowych 04.03.12, 18:35
        A ja pamiętam ,jak jako mały dziewczynka ,biegałam do sklepu po mleko nalewane. W każdym chyba domu ,była taka blaszana bańka na mleko , aluminiowa albo emaliowana.Rano jak biegłam po schodach to pokrywka wydawała taki smieszny dźwięk obijając się o wnętrze.W sklepie pani miała taką specjalną miarkę i wlewała w zależności od potrzeb kupującego; 1l, 0,5l albo 2l.tego białego napoju.
        • balamuk Re: Pudli ze sznurkow sizalowych 23.04.12, 17:35
          Przypomniało mi się w związku z wypadem do domu: naprzeciwko mojej podstawówki był sklep chemiczny, a w nim oprócz różnych chemolaków i dzikiego smrodu specjalne pudła z farbą, która kupowało się na wagę, pan sprzedawca szufelką do papierowych toreb sypał. Ta farba miała obłędne kolory, chodziłam sobie na nie popatrzeć, a personel nawet nie komentował, pewnie myśleli, że do szkoły specjalnej za miedzą chodzę.;)
          No i jeszcze nad ranem obudziły mnie śpiewnie (i zdecydowanie głośne) "ziemioooki!". Zdziwiłam się, bo z dzieciństwa pamiętam wariant "ziiiiiimioki" z akcentem na "ziii". Pewnie dostwca z innej gminy. Ale fachowców od ostrzenia noży i drutowania garnkow już nie ma...
          • izabella1991 Re: Pudli ze sznurkow sizalowych 10.07.13, 13:29
            Ja uprzytomniłam sobie,że wieki całe nie widziałam ...tornistrów i worków na kapcie.Ma ktoś jeszcze takie wyposażenie na stanie? No i coraz rzadziej ludziska piece w domach mają,choć u mnie w warmińsko-mazurskim jeszcze stoją w poniemieckich domach i chyba dobrze się mają,bo znajoma mi spółka zdunów(ojciec i syn) z robotą się nie wyrabiają...
            No i słomiane strzechy są już rzadkością-bardziej gdzieś w skansenach...
            • plater-2 pralki ręcznie krecone 10.07.13, 13:43
              I ja w latach 50-60 mieszkalam na Mazurach i pamietam ciekawa rzecz - pralki dla gospodarstw, gdzie nie bylo pradu.
              Duzy blaszany baniak z pokrywa na zatrzaski. Wlewalo sie wode goraca, proszek, wkladalo bielizne, zamykalo.
              Calosc umieszczona byla na statywie, ciekawej konstrukcji. Krecilo to sie wsyzstko recznie korba, byla przekladnia jak w rowerze. Baniak sie krecił wokol wlasnej osi, jednoczesnie "kiwal" na boki.

              Kapelusze pamietam robione z prawdziwej slomy, nie z wiorkow. Wygladaly naprawde szlachetnie. Jak sobie mama i ciotki sukienke nowa letnia sprawialy, zawsze zostawiano kawalek materialy na szarfe do kapelusza.

              A w tekturowym tornistrze nie niszczyly sie ksiazki.
              • izabella1991 Re: pralki ręcznie krecone 10.07.13, 14:26
                No taki kapelut bardzo by mi pasował-a jeszcze ze wstawką-to już bardzo,bardzo...
                O tych pralkach ręcznie kręconych nigdy nie słyszałam-wiem,że jeszcze w latach 50-tych i 60-tych kobiety na Warmii chodziły prać do jeziora czy rzeki.,ew.zimą balia była w użyciu...
                Pamiętam jeszcze ,,samochód z lodami" przyjeżdżał na wieś,kolejka ustawiała się w trymiga..
                No i jeszcze kino objazdowe-no i wiejski klub,gdzie była oranżada,kawa-plujka-sypanka,no i gry typu halma czy chińczyk.Kto ostatnio grał w halmę? Albo w klipę?
                • plater-2 Re: pralki ręcznie krecone 10.07.13, 16:17
                  Mysmy grali w hacele. W wojne - wywoluje wojne naprzeciwko czarne piwko... w szewca, w pilke -chleb z pieca, chleb do pieca, swieca, boczki, wakoczki...

                  Lalki papierowe do wycinania i ubierania, drukarenka dziecieca do drukowania dzieciecych pieniedzy lub "powiesci dla dzieci", sami je układalismy . Dobrze ze na MO nas nie zaciagneli !!!

                  Gralismy tez w kierki, osla, dupa-biskupa, poźniej w pokera.
                  • ewa9717 Re: pralki ręcznie krecone 10.07.13, 18:51
                    plater-2 napisał
                    W wojne - wywoluje wojne naprzeciwko czarne piwko...
                    U nas: wypowiadam wojnę naprzeciwko, naprzeciwko (stopniowanie napięcia)... budki na piwko!
                    • marguy Re: pralki ręcznie krecone 11.07.13, 00:05
                      Na klipie, palancie, dwoch ogniach wyroslam. A ile to czlowiek musial sie naprosic, zeby w koncu zaczeli go powaznie traktowac i przyjeli do gry!
                      Namietnie takze jezdzilismy hulajnoga zrobiona przez mojego ojca. Pol dzielnicy ja ujezdzalo i przetrwala do dzis. Cudo. Lozyska kulkowe wysokiej jakosci. Jezdzilo sie jak po masle. Tak samo ujezdzalismy rowery marki Bobo w ktorej to czynnosci wiek i wzrost ujezdzajacego nie mial znaczenia. Niektore dryblasy o malo co sobie zebow kolanami nie powybijaly ale kolejki nie odpuscily.
                      Na duzych, meskich rowerach jezdzilo sie "pod rama" tj. w dziwacznej pozycji, za to z fantazja. No a na "damkach" wiadomo, bez siadania na siodelku, no bo komu bylo ono tak naprawde potrzebne.
                      Z podworkowych zabaw duza popularnoscia, szczegolnie w deszczowa pogode, cieszyly sie takze "pomidor" i "moj ojciec zabil swiniaka".
                      Jednak najwieksza frajda bylo zbiorowe oblizywanie pedzla do lukrowania sznekow, ktory to pedzel wraz z micha po lukrze wnuk piekarza wykradal z piekarni. Zlapani na goracym uczynku zostalismy ulozeni zadkami ku gorze na murku i dziadek piekarz-sadysta rozdal kazdemu po trzy pasy. A ze wielki z niego byl demokrata ulozyl wszystkie swoje wnuczeta, w tym nawet dwie naprawde niewinne.
                      Chyba przez trzy dni cieszylismy sie niezwykla slawa i powazaniem bo nikt nawet nie kwiknal (prawda jest taka, ze dziadek lal na pokaz i tak naprawde to nas poglaskal po posladkach).
                      No ale powazanie zostalo
                      • plater-2 kaluzysci 11.07.13, 00:24
                        Siadlo chlopcow trzech na lawce czwarty obok siadl na trawce
                        Jurek ziewal, Bolek spiewal, Krzysiek bawil sie latawcem
                        W letni wieczor to sie dzialo, nic nikomu sie nie chcialo.
                        Hanka wspiela sie na plot na poddasze wskoczyl kot

                        Wtedy Jurek zrobil znak i powiedzial dzieciom tak:
                        A ja gwozdzie mam w kieszeni, a w co ?
                        a my mamy wieszak w sieni, a wy co ?
                        A my mamy kociat szesc, urodzila nam je kotka,
                        male kotki nie chca jesc, ani mleka pic ze spodka...


                        Jak sie nazywala taka gra nozem, pikuty ? Łapalismy w gliniance pijawki i trzymalismy w słoikach.

                        Teraz w ogóle nie widuje sie dzieci na podwórkach. Wozone sa samochodami na zajecia szkolne i pozaszkolne...

                        Moje dzieci graly w "wyscig pokoju" kapslami. I w kałuzach patykami grzebaly. Dzisiaj pewnie by na taka matke MOPS wezwali.
                        • izabella1991 Re: kaluzysci 11.07.13, 10:35
                          A tam....w MOPS-ie trzeba byłoby naopowiadać bajek o wychowaniu w duchu ekologii,że niby tyż to jest to takie modne i zapobiega chorobom i .....puściliby wolno!
                          Zauważyliście może ,towarzystwo kochane:-)), że my wychowywani na kąpaniu się w kałużach,gliniankach i ganiani w krótkich majtkach do późnej jesieni nie miewaliśmy alergii.Chorowaliśmy też jakoś nieczęsto:-))) Ja np.sypiałam ze wsiowymi psami,kotami,z oswojoną owieczką się zdarzyło-poważnie! A alergii nie mam na nic ( w dzieciństwie tylko na muszki-owocówki)...Takie dzieciństwo,jakie mają teraz ,to o kant pupy potłuc!
                          • plater-2 Re: kaluzysci 11.07.13, 10:52
                            Moj wnuk w Irlandii , lat 9, nie moze sam nawet do kiosku do kole wyjsc sam, bo grozi za to mandat. Do szkoly, ktora jest 100 m trzeba go odprowadzac i zaprowadzac.

                            Ja w jego wieku w piecu paliłam, drzewo usiławałam rabać, dorabialam sobie na polowaniu na zajace w zimie jako nagonka.
                            Dzis by TOZ mame dio sadu podal.
                            • izabella1991 Re: kaluzysci 11.07.13, 12:01
                              No to w Irlandii odbywa się Masowy Chów Kalek Życiowych:-(((
                              DO BANI-A TAKI PIĘKNY KRAJ! Ale co tak,w Londynie dzieciarnia w wieku 4-5 lat w wózkach-spacerówkach to norma.Dzieciaki grube,tępe,nieruchawe też niestety stają się normą:-(((
                              • plater-2 Re: kaluzysci 11.07.13, 12:06
                                No przeciez w szkole strach dziecku pojecic, zeby na stolek weszlo i przypielo obrazek do gazetki.

                                A zajace zabijane widzialam i wstrzasu od tego nie mialam. Sadystka tez nie zostalam.
                                • izabella1991 Re: kaluzysci 11.07.13, 12:32
                                  Też dorabiałam sobie na polowaniach jako nagonka....i żyję!
                                  Czy takie dzieciaki mają w ogóle dzieciństwo? Toż to jakaś hodowla tuczników i niedojd jest....
                                  A może tak jak w Anglii jest,że dzieciaki 3-4 letnie pampersy jeszcze noszą-poważnie!
                                  Przerąbane Bolka trampki-jak czasem mawiam...
                                  • balamuk Re: kaluzysci 11.07.13, 17:55
                                    Ludzie kochani, co to była "dupa biskupa"??? Na pewno w to grałam, ale nic nie pamiętam, ratunku.
                                    • plater-2 wersja dla uczacych się francuskiego 11.07.13, 18:08
                                      Rozdaje sie karty, ale trzymasz nie w wachlarzu tylko w stosiku. Rzucamy kolejno na srodek na kupke karty. Jak wyskoczy walt wołamy "Bonjur mon ami", jak dama"bonjour madame", jak krol " bonjour monsieur", a jak as "dupa biskupa" ! Kto się pomyli bierze wszystkie karty. Wygrywa ten , kto sie pierwszy kart pozbedzie.

                                      Dla uczacych sie angielskiego i niemieckiego lub rosyjskiego - niestety nie wiem ;

                                      wersja polska moglaby brzmiec:

                                      Do papieża - Wasza Świętobliwość
                                      Do cesarza - Wasza Cesarska Mość
                                      Do króla - Wasza Królewska Mość
                                      Do księcia - Wasza Książęca Mość
                                      Do księcia z rodziny panującej - Wasza Książęca Wysokość
                                      Do księcia udzielnego - Jaśnie Oświecony Książę
                                      Do hrabiego - Jaśnie Wielmożny Panie Hrabio
                                      Do barona - Jaśnie Wielmożny Panie Baronie
                                      Do ministra - Ekscelencjo
                                      Do pana - Jaśnie Wielmożny Panie
                                      Do pani - Jaśnie Wielmożna Pani
                                      Do panny - Jaśnie Wielmożna Panno
                                      Do kardynała - Eminencjo
                                      Do arcybiskupa i biskupa - Wasza Przewielebność lub Przewielebny Księże
                                      Biskupie
                                      Do proboszcza - Wasza Wielebność lub Wielebny Księże Proboszczu

                                      • balamuk Re: wersja dla uczacych się francuskiego 11.07.13, 18:19
                                        O jasny gwint... ;)))
                                        Wygląda, że z tego wszystkiego tylko dupę biskupa zapamiętałam...
                          • beata_ Re: kaluzysci 14.07.13, 05:35
                            izabella1991 napisała:

                            > [...]
                            > Zauważyliście może ,towarzystwo kochane:-)), że my wychowywani na kąpaniu się
                            > w kałużach,gliniankach i ganiani w krótkich majtkach do późnej jesieni nie miewaliśmy
                            > alergii.Chorowaliśmy też jakoś nieczęsto:-))) Ja np.sypiałam ze wsiowymi
                            > psami,kotami, z oswojoną owieczką się zdarzyło-poważnie! A alergii nie mam na nic
                            > (w dzieciństwie tylko na muszki-owocówki)...Takie dzieciństwo,jakie mają teraz,
                            > to o kant pupy potłuc!

                            Święta racja z tym dzieciństwem - o kant dupy potłuc!!!

                            Ale... alergii np. nie miałam nigdy i na nic, a żyję już trochę... Niemniej trafiło mi się raz (z 10 lat temu) porządnie spuchnąć od farby do włosów tzw. "wiodącego producenta", a parchy na szyi i we włosach utrzymywały się dość długo - tak pół roku albo lepiej :-) Nie używam od tego producenta już NICZEGO od tej pory...

                            Moja córcia (24 lata) "chowana" była w miarę normalnie, chociaż czasy "latania za blokiem" samopas minęły już bezpowrotnie niestety. Alergię (dość łagodną, bo tylko kicha) jednakowoż skądś ma - na futrzaki i kurz.
                            Kurz wyeliminowała - nie sprząta zołza na wszelki wypadek! :-)
                            Na futrzaki - 5 naszych kotów, które kocha nad wyraz! - bierze Zyrtec albo inny lek przeciwuczuleniowy i funkcjonuje... Ani ona, ani nikt inny jakoś tego nie traktuje zbyt poważnie, a już na pewno nie jako ułomność czy inną chorobę! :-)

                            ps
                            Na szczęście nie występują u nas żadne alergie pokarmowe - i oby tak zostało!

                            ps 2
                            Inne zwierzaki futrzaste prócz kotów nie miały szans być testowane, ale bliska styczność z psami reakcji nie wywoływała.
                            • gazeta_mi_placi Re: kaluzysci 14.07.13, 11:15
                              W dzieciństwie pamiętam jedną jedyną osobę z alergią, to była koleżanka która w okresie wiosennym miała alergię na pyłki.
                              A teraz mam wrażenie, że co drugie dziecko ma.
                              • horpyna4 Re: kaluzysci 14.07.13, 11:30
                                Dawno temu dość powszechna była tzw. skaza białkowa. Obie z siostrą przerabiałyśmy to, na szczęście z tego się wyrastało.

                                Swędziało okrutnie, zwłaszcza w nocy. Objawy łagodziła maść, a właściwie taka biała zawiesina, zawierająca mentol. Czasem podawano też doustne leki, np. antistinę.

                                Inne rodzaje alergii były rzadkością. Chyba, że nie diagnozowano ich jako alergie, bo i to jest możliwe. Wiedza medyczna jednak ewoluuje, dawniej prawie nie diagnozowano przecież też różnych niedomagań hormonalnych.
                                • plater-2 Re: kaluzysci 14.07.13, 11:55
                                  I ja mialam alergie nazywano to skaza dziecienca, wysypka mlecza. Mijalo z wiekiem pozornie. Pojecia "astma mlodziencza" nie znano. Nie wiedziano, ze astma i alergia to jakby ta samo choroba, tylko inaczej sie objawiajaca.
                                  Opowiadano, jak bylam mala, ze przed wojna trzymali specjalnie krowe, ktora zywiono w specjalny sposob i to meleko bylo dla dzieci przeznaczone. Juz wtedy intuicyjnie wiedzieli, ze to z pokarmu sie bierze.
                                • gazeta_mi_placi Re: kaluzysci 14.07.13, 21:33
                                  To z mentolem to może puder płynny?
                        • horpyna4 Re: kaluzysci 11.07.13, 21:48
                          Skąd ten wierszyk? Ja go znałam w wersji rosyjskiej, chyba był wydany w postaci cienkiej, ilustrowanej książeczki. W następnych zwrotkach dzieci licytowały się, czyja mama ma lepszy zawód.
                          • plater-2 Sergiusz Michalkow 11.07.13, 22:53
                            Sergiusz Michalkow - "Jeden rym i innych sto" Ten wiersz byl po rosyjsku chyba w VI klasie przerabiany tlumaczyl chyba Janusz Minkiewicz

                            Pamietam jeszcza
                            ja i moj najblizszy druh
                            przyjaznimy sie we dwoch
                            nasza przyjazn wiecznie trwa
                            gdzie on bywa tam i ja
                            Obaj mamy po kieszeniach
                            dwa kamyki.... i miedziane grosze dwa

                            potem cos bylo ze dwa weze i dwa jeze.
                            bardzo bym chcial miec znowu te ksiazke....


                          • plater-2 Re: kaluzysci 11.07.13, 22:54
                            Bywa takze taka mama co prowadzi pociag sama...
                        • minerwamcg Siergiej Michałkow 11.07.13, 23:38
                          А что у вас?

                          Кто на лавочке сидел,
                          Кто на улицу глядел,
                          Bacя пел,
                          Борис молчал,
                          Николай ногой качал.

                          Дело было вечером,
                          Делать было нечего.

                          Галка села на заборе,
                          Кот забрался на чердак.
                          Тут сказал ребятам Боря
                          Просто так:
                          - А у меня в кармане гвоздь!
                          А у вас?
                          - А у нас сегодня гость!
                          А у вас?
                          - А у нас сегодня кошка
                          Родила вчера котят.
                          Котята выросли немножко,
                          А есть из блюдца не хотят!

                          - А у нас в квартире газ!
                          А у вас?

                          - А у нас водопровод!
                          Вот!

                          - А из нашего окна
                          Площадь Красная видна!
                          А из вашего окошка
                          Только улица немножко.

                          - Мы гуляли по Неглинной,
                          Заходили на бульвар,
                          Нам купили синий-синий
                          Презеленый красный шар!

                          - А у нас огонь погас -
                          Это раз!
                          Грузовик привез дрова -
                          Это два!
                          А в-четвертых - наша мама
                          Отправляется в полет,
                          Потому что наша мама
                          Называется - пилот!

                          С лесенки ответил Вова:
                          - Мама - летчик?
                          Что ж такого?
                          Вот у Коли, например,
                          Мама - милиционер!
                          А у Толи и у Веры
                          Обе мамы - инженеры!
                          А у Левы мама - повар!
                          Мама-летчик?
                          Что ж такого!

                          - Всех важней,- сказала Ната,-
                          Мама - вагоновожатый,
                          Потому что до Зацепы
                          Водит мама два прицепа.

                          И спросила Нина тихо:
                          - Разве плохо быть портнихой?
                          Кто трусы ребятам шьет?
                          Ну, конечно, не пилот!

                          Летчик водит самолеты -
                          Это очень хорошо!

                          Повар делает компоты -
                          Это тоже хорошо.

                          Доктор лечит нас от кори,
                          Есть учительница в школе.

                          Мамы разные нужны,
                          Мамы разные важны.

                          Дело было вечером,
                          Спорить было нечего.
                          • beata_ Z całości pamiętam tylko ... 14.07.13, 05:00
                            ... to:

                            - А у нас огонь погас -
                            Это раз!
                            Грузовик привез дрова -
                            Это два!

                            I nic więcej, ale z pewnością uczyłam się całości (?)
                            :-)
                            • horpyna4 Re: Z całości pamiętam tylko ... 15.07.13, 07:54
                              Ja miałam książeczkę z tym wierszem. Cienką, nie było w niej nic innego, bogato ilustrowaną. Pamiętam obrazek, jak ta mama-powar stoi z chochlą nad garem.
                              • ewa9717 Re: Z całości pamiętam tylko ... 15.07.13, 08:46
                                A u Koli, naprimier, mama milicijanier!
                                ;)
                                • horpyna4 Re: Z całości pamiętam tylko ... 15.07.13, 11:32
                                  Kto trusy riebiatam szjot?
                                  Nu, kanieczno nie piłot... - na obrazku była baba przy maszynie do szycia.

                                  Nawiasem mówiąc, te radzieckie ilustracje były jedyne w swoim rodzaju. Miały niepowtarzalny styl, zwłaszcza gdy przedstawiały ichnich obywateli przepełnionych szczęśliwością z powodu życia w najlepszym kraju świata. Wiele lat później ten styl pozostał jeszcze w Korei Północnej.

                        • trevistas Re: kaluzysci 03.11.13, 00:46
                          plater-2 napisała:
                          Jak sie nazywala taka gra nozem, pikuty ?
                          Tak, pikuty, ale zazwyczaj gralo sie scyzorykiem.
                • a_weasley Re: pralki ręcznie krecone 20.07.13, 15:48
                  Izabella1991 napisała:

                  > wiem,że jeszcze w latach 50-tych i 60-tych kobiety na Warmii chodziły prać
                  > do jeziora czy rzeki.,ew.zimą balia była w użyciu...

                  W Ochotnicy Górnej widziałem kobiety piorące w potoku w lutym 1988 r.
                • a_weasley Samochody z lodami są 20.07.13, 16:32
                  Powiem więcej, widuję je od kilku lat, natomiast za komuny nie widziałem ani jednego.
    • gazeta_mi_placi Re: Tego się już nie widuje... 11.07.13, 17:54
      Dziewczynek grających w gumy, dzieci bawiących się na trzepaku (chociaż trzepaki są).
      • plater-2 Re: Tego się już nie widuje... 11.07.13, 18:14
        Już od rana na podwórzu
        wśród patyków i wśród liści
        przycupnęli nad kałużą
        pracowici kałużyści.
        Wygrzebują brud z kałuży,
        niech kałuża będzie czysta!
        Pełne ręce ma roboty
        każdy dobry kałużysta!
        Rękawiczką i chusteczką
        dwóch błocistów chodnik czyści.
        Obrzucają się szyszkami
        bardzo dzielni szyszkowiści.
        Dwie kocistki pod ławeczką
        cukierkami karmią kota...
        Świątek, piątek czy niedziela
        na podwórku wre robota!
      • izabella1991 Re: Tego się już nie widuje... 15.07.13, 12:05
        A napiszcie mi drogie towarzystwo,kto widzial ostatnio dzieciaki plywajace nie tylko z kolem ratunkowym( bo te chyba jeszcze sa),ale z ....oponami np.od traktora.
        Wieki temu sama tak plywalam-a najwieksza frajde mielismy,kiedy nad rzeke jakis dzieciak przyturlal opone od traktora-ale te wielka..Jezu,ile to bylo pisku,radosci.Wlazlo tem chyba 10 dzieciakow+ jeszcze do srodka ze troje.Nikt sie nie potopil:-))
        Aha i dziewczynek plecacych wianki na glowe tez dawno nie widzialam!
        • plater-2 Re: Tego się już nie widuje... 15.07.13, 12:57
          Nie widzialam, a mieszkam nad morzem.
          A na dętce od traktora pływałam, a jakże !
          I łyżwy na kluczyk, trzeba bylo dziurke w bucie zrobic. Jak sie mialo buty na gumie nie dalo rady.

          Przywiazywalismy psa do sanek i bawilismy sie w eskimosow.
          • izabella1991 Re: Tego się już nie widuje... 15.07.13, 13:16
            Fajne dzieciństwo miałaś:-))
            Tak wielkiego psa to u nas w okolicy nie było,natomiast była insza atrakcja i dziw nad dziwy: była to oswojona owieczka o imieniu Basia,która to w największej zgodzie ze wszystkimi wiejskimi Burkami po wsi ganiała furmanki.One szczekały,ona ...meczała:-)))
            Łyżew na kluczyk nie przerabiałam,już były takie normalne-z butami,ale za to na fosie przy zamku jeździły całe klasy-tlok był na lodowisku,prawie jak na odpuście...Też tego nie ma...
            No owszem,są lodowiska-ale to już nie to...
            A komu udało się ulepić igloo? A nawet wejść do niego-bo mi owszem.W środku jest nawet ciepło-no ale to musi być odpowiednio lepki śnieg.
            • plater-2 Re: Tego się już nie widuje... 15.07.13, 14:30
              Tak, mieszkalam na Mazurach i mialam wujka nadlesniczego. Potem wujka przeniesli sluzbowo i skonczylo sie. A moze po prostu uroslismy...

              Igloo robilam w przedszkolu i z wlasnymi dziecmi na dzialce.
              Snieg musi byc podatny na krojenie nozem. Kroi sie duze graniastoslupy i stawia. Okienka robi sie kolorowe, trzeba talerze na balkon wystawic, na talerz nalac wody i zabarwic farbkami. Potem ma sie koleorowe okienka do igloo. W lecie dzieci stawialy na dzialce namiot.
              • izabella1991 Re: Tego się już nie widuje... 15.07.13, 15:18
                No patrz,na takie farbowane okienka w życiu nie wpadłam:-))) Serio!
                Kiedyś ,jak los da,to spróbuję-najwyżej ( nie pierwszy raz zresztą) dostanę od rodziny miano wariatki:-))) Namiot też stawiałam,ale największą frajdą było spanie na sianie:-))) Albo przejażdżka na wozie z sianem:-))
                A kto zaliczył ( niekoniecznie w dzieciństwie) kulig-ale taki prawdziwy,z pochodniami,ogniskiem,pieczeniem kiełbasek,śpiewami ....ja zaliczyłam i jeszcze chcę!
                No i jeszcze-czy dzieciarnia wie,co to były szkolne wykopki? Czy też broń Boże mamuśki zawrzeszczałyby się ze strachu o własne wyzyskiwane dzieciątka:-((( Ja miałam oprócz wykopek jeszcze sadzenie lasu( wielokrotnie,całą klasą byliśmy w Lidze Ochrony Przyrody) no i ze dwa razy tzw.tasanie buraków-z tej imprezy mam nawet fotki z tasakami przyłożonymi nawzajem do gardeł:-))) Nie,nikt zawału nie dostał,żyjemy wszyscy!
                • plater-2 Re: Tego się już nie widuje... 15.07.13, 15:40
                  Na wykopki nie zalapalam sie, ale zbieralam stonke - ZUKA KOLORADO !!!!!!!!!!!!!!
                  • izabella1991 Re: Tego się już nie widuje... 15.07.13, 16:08
                    No patrzaj się pani droga-a ja na to się NIE ZAŁAPAŁAM-BUUUUU! chlip! chlip!
                    Pokolenie nie te jestem:-(((
                    A nie wpadło szanowne towarzystwo na to,aby bażanty nawpuszczać. One podobno wtrajają stonkę,aż milo...Chociaż może wtedy to bażantów nie było na stanie...
                    W co żeście je zbierali,w słoiki,czy jak? Ciekawa jestem....
                    • plater-2 Re: Tego się już nie widuje... 15.07.13, 16:18
                      W puszki po konserwach, albo sloiki. Patyczek do strzasania z listka.
                      • izabella1991 Re: Tego się już nie widuje... 17.07.13, 12:04
                        Aha,dzięki,a potem się z nimi działo? Palono je na stosach czy jak?
                        Ja z kolei wieki całe nie widziałam dziewczynek grających w gumę...a sama kiedyś kicałam jak młoda sarenka! No i jeszcze dziewczynek ubranych np. w strój krakowski-kiedyś na bale przebierańców czy tańce ludowe w przedszkolu/szkole nosiło się takie cudne ubrania,a teraz już nie...buuuu! Bo wiem,że u Górali jeszcze się tradycja noszenia strojów ludowych zachowała-choć raczej nie na co dzień.
                        Bo na noszenie cudnego stroju warmińskiego załapałam się-jako uczennica w pochodzie pierwszomajowym-bardzo mi było w nim do twarzy.
                        • plater-2 Re: Tego się już nie widuje... 17.07.13, 13:33
                          Prawdopodobnie palono, ale nie przy dzieciach.
                          W gume nie skakała, moje pokolenie skakało "w sznura".
                          Stoj krakowski nosilam w przedszkolu z okazji "akademii". (Nie chodzi o akademię Łomonosowa !!!). Potem kilka razy na Boże Ciało.

                          Moje córki tez nosiły stroje ludowe w procesji, nawet zdjęcie im zrobiono do miejscowej gazety. Było to w 1994 roku.
                          • izabella1991 Re: Tego się już nie widuje... 17.07.13, 13:54
                            A w sznura też skakałam-co tam ja-cała szkoła na dużej przerwie skakała!
                            Do rozmachania takiego długiego i ciężkiego sznura brana była para WF-istów albo jakiś siłaczy ze starszych klas-ale była frajda...
                            Co do akademii-to też chadzałam,bo trzeba było bez żadnego ,,zmiłuj się" -czasem w tzw.części artystycznej udzielałam się i też wtedy miałam na sobie strój krakowski... A Twoje córcie-plater-2 musiały pięknie wyglądać,bo w stroju krakowskim każdej dziewczynce ładnie!
                            • plater-2 Re: Tego się już nie widuje... 17.07.13, 14:15
                              Mam na sumieniu 3 stroje krakowskie i jeden łowicki. Bo mam 3 corki, ktore przeciez rosly. kazdy kolejny byl wiekszy.
                              Łowicki powstal w zwiazku ze slubem mojej ciotecznej siostry,tesciowa podarowala jej lowicki welniak. Ten welniak trafil do mnie i przerobilam go na stroj lowicki.
                              • ultra75 Re: Tego się już nie widuje... 22.07.13, 13:07
                                Pierwsze, co mi przyszlo na mysl, przy czytaniu tego watku, to wlasnie dziewczynki skaczace w gume :-). Sama uwielbałam - nieodlączny widok chodników i podwórek, chociaz sam towar wielce deficytowy - przynajmniej w latach '80. Moja guma z co najmniej 10 powiązanych kawałków :-).

                                Nie widuje tez juz wracajacych do domu po odbyciu 'woja' w wielkich kolorowych chustach z obowiązkowymi ogromnymi pomponami :-). Najczesciej po spozyciu :-), ale trudno sie dziwic, długo na ten dzień czekali ;-).
                                • tymon99 Re: Tego się już nie widuje... 22.07.13, 13:10
                                  ultra75 napisała:

                                  > Nie widuje tez juz wracajacych do domu po odbyciu 'woja'

                                  dziwnym nie jest :)
                    • tymon99 Re: Tego się już nie widuje... 22.07.13, 13:11
                      bażant to ptak burżuazyjny.
                      • izabella1991 Re: Tego się już nie widuje... 22.07.13, 13:49
                        A to,że zabrakło wojskowych wracających do domu wesolutkich ,jak szczygiełki ,to fakt. Tych malowanych chust strasznie im zazdrościłam-no i kumpli z woja też:-)))
                        A kto widuje dziewczynki z hula-hop czy skaczące a skakance? Ja już baaaardzo rzadko! Kółka hula-hop to były przeboje naszego podwórka-kręcilo się po jednym,dwa,na szyi,na kolanach....jak kto umiał!
              • plater-2 Re: Tego się już nie widuje... 22.07.13, 13:59
                Chusty to stosunkowo nowy zwyczaj, zaczelam widywac dopiero w latach 80. Ale moze w innnych regionach pojawily sie wczesniej.

                A kto pamieta Cyganow, tabory ?? Jeszcze w lecie 1964 widzialam, a juz we wrzesniu 1966 pojawili sie w naszej szkole.
                • izabella1991 Re: Tego się już nie widuje... 22.07.13, 16:11
                  Ja nie widziałam już taborów,ale wiem,że w latach 60-tych było ich wielkie mrowie...
                  Natomiast samych Cyganów pamiętam i pamiętam też,że kiedyś jedna starsza Cyganka złapała mnie za rękę i ciągnęła do siebie,w biały dzień na ulicy...Babcia idąca z tylu mnie wyszarpnęła z jej łap-on tego czasu nie ma przebacz!
                  Boję się i nienawidzę ich wszystkich,uciekam jak najdalej...
                • ultra75 Re: Tego się już nie widuje... 22.07.13, 16:13
                  Hula hop i skakanki (albo jedną duzą na której skakało naraz wiecej osób) pamietam jak najbardziej, chociaz nr 1 to chyba jednak była guma :-).
                  Taborów cyganskich nie (rok urodznia w nicku ;-)). Albo ich 'u nas' (Gorny Śląsk) nie było zbyt wielu albo sie do tego czasu wyniesli... Za to w latach '90 byl 'wysyp', ze tak powiem, zorganizowanych grup żebraków - wlasnie Romów, badz tak wyglądajacych. Teraz juz ich nie widuje.
                  • a_weasley Re: Tego się już nie widuje... 22.07.13, 23:56
                    Ultra75 napisała:

                    > Taborów cyganskich nie (rok urodznia w nicku ;-)). Albo ich 'u nas' (Gorny Śląs
                    > k) nie było zbyt wielu albo sie do tego czasu wyniesli...

                    Tabory zatrzymano w 1964 r.
                    • riki_i Re: Tego się już nie widuje... 05.10.13, 23:55
                      Nie widuje się już całych ulic wypełnionych z wieczora kompletnie pijanymi ludźmi. Takie obrazki pamiętam z lat 80-tych, zwłaszcza na prowincji.

                      • plater-2 Re: Tego się już nie widuje... 06.10.13, 09:25
                        Widzialam cos pdobnego w 2004 na Ukrainie z okazji swieta narodowego.

                        Nie widuje sie juz panow, ktorzy z maszynka do ostrzenia nozy przemierzali ulice i osiedla.

                        Nie widuje sie koni pasacych sie na trawnikach osiedlowych w malych miastach.
                • trevistas Re: Tego się już nie widuje... 03.11.13, 00:17
                  plater-2 napisała:

                  > Chusty to stosunkowo nowy zwyczaj, zaczelam widywac dopiero w latach 80. Ale mo
                  > ze w innnych regionach pojawily sie wczesniej.
                  >
                  >Chusty to juz na pewno byly w II ej polowie lat 70 tych. W niektorych wykonaniach to byly one pieknie wymalowane/ wyhaftowane/, z fredzlami I pomponami.
                  Zolnierze sluzby zasdniczej mieli jeszcze inny obyczaj: mianowicie tzw. ''centymetr''Byl to przymiar centymetrowy (150 cm), ktory zaczynalo sie odcinac centymetr po centymetrze - od 150 dnia przed zakonczeniem sluzby.
                  • tymon99 Re: Tego się już nie widuje... 25.11.13, 04:22
                    taki centymetr nazywał się "fala".
              • plater-2 Re: Tego się już nie widuje... 22.07.13, 17:17
                Mysle, ze Romow "zasiedlono" okolo 1965. Dzieci ich, ktore nie mialy ukonczonych 16 lat, poslano do szkoly. Pojawily sie problemy, bo mimo zaawansowanego wieku, ani czytac ani pisac nie umialy.
                Te ciagnace tabory, obozowiska pod miastem, bardzo barwnym widowiskiem byly, ale dla dzieci.Tylko dla dzieci. Dorosli byli zaniepokojeni, zamykali wszystkie drzwi, zaganiali i przywiazywali zywy inwentarz.
                Coz, swiat sie zmienia...
                • referee Re: Tego się już nie widuje... 23.11.13, 02:45
                  Rolnik przywoził kartofle " pod nos -do bloków", na osiedla- sprzedawał hurtowo na worki (minimum 50 kg)
                  Węglarze, wozili węgiel wozami z końmi.
                  Handel rybami, mięsem, nabiałem przez rolników- bezpośrednio do mieszkańców blokowisk


                  • asdaa Re: Tego się już nie widuje... 25.11.13, 16:36
                    referee napisał:

                    Rolnik przywoził kartofle " pod nos -do bloków", na osiedla- sprzedawał hurtowo na worki (minimum 50 kg)

                    u mnie nadal to praktykują
                    • ewa9717 Re: Tego się już nie widuje... 25.11.13, 17:26
                      Teraz chyba nawet praktyki się wzmogły, bo wciąż ktoś oferuje jabłka, jajka prosto od kury i takie tam.
                      • plater-2 chlop z jajami 25.11.13, 20:14
                        U nas tez pojawil sie chlop z jajmi w srode wieczorem

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka