cmala
14.01.07, 12:12
Witam, od wczoraj siedze przy komputerze szukam informacji, bo mam wate z
mózgu. A to wszystko przez nowa ortodontkę...ale zacznę od poczatku.
Rok temu gdy stwierdzono u mojej 7-latki wadę zgryzu (zgryz krzyżowy, wąska
górnaszczęka i cofnięcie górnej szczeki do tyłu) znalazłyśmy orto, gdzie po
miesiącu mała miała już aparat ortodontyczny, służący poszerzaniu górnej
szczęki i wysuwaniu jej do przodu (aparat jest tylko na górze). Pani orto
stwierdziła, że to wystarczy.
Aktualnie z przyczyn od nas niezależnych musiałam przenieść się do innego
orto i cóż ... zmiany takie, ze od wczoraj nie jestem w stanie o niczym innym
mysleć...aparat do wyrzucenia a w zamian założenie hyraxa za 800 zł i maski
twarzowej za 400 (widziałyście, jak to wygląda?) jak moje dziecko to
zobaczyło, to prawie uciekło z gabinetu. Ale problem tkwi w czymś innym, nie
wiem co mam zrobić, czy faktycznie zrezygnować z aparatu i przeboleć z mają
hyraxa i maskę, czy pogadać, jak by to można było zrobić aparatem ruchomym?
Jeżeli takie zdanie mają o aparatach ruchomych, to po co my, rodzice , je
wogóle kupujemy, skoro nie działają? pomóżcie, pozdrawiam.
Załamana mama