Skoro juz powiedzialam A (afty

to teraz kolej na E jak Euthyrox

Po krotce moja historia:
listopad-USG tarczycy - wyglada jak ser szwajcarski albo jak plaster miodu-
powiedziala pani od USG (cala w czarnych naciekach)
badania OK T3 2,50, T4-1,05, TSH-1,164, TPO-5,6 i na koncu TG-60,7 i tu padlo
podejrzenie o Hashi mimo ze norma zostala przekroczona ledwie 2 razy. Endo
(Jarzebska) mowi ze czasami te do 100 sa bardziej niszczycielskie niz te w
tysiacach. Czuje sie niezle, troche bardziej nerwowa, moze bardziej senna ale
ogolnie nie narzekam wiec zastanawiam sie czy branie na tym etapie Euthyrox
50 ma sens? Jesli taczyca i tak zostanie zniszczona to moze powinnam poczekac
az bede miala jakies konkretne obiawy a nie teraz pasc sie hormonami? Co
powoduje branie hormonow na tym etapie? chroni tarczyce? Sama nie wiem co
lepsze? Co Wy na to?
Oprocz tego mam hiperprolaktynemie i biore Bromeron (swinstwo ma spore skutki
uboczne, dzis rano musialma sie polozyc na podlodze bo nogi mi sie ugiely)
prolaktyna w spoczynku 10 a po Metaclopramidzie 230, moze najpierw to
powinnam leczyc?
Jak myslicie?