W drogeriach i aptekach bywają testery kremów, serum, balsamów czy perfum w postaci malutkich saszetek - takich na 1-2 użycia. Testery i jednocześnie reklama.
Czasem pytam o nie, bo nie leżą na wierzchu do wzięcia. Czasem też obsługa dołącza je do dokonanych zakupów.
Zdarza się, że pani wyjmuje saszetkę spod lady i daje, ale też trafiła mi się taka odpowiedź farmaceutki na pytanie o próbkę Vichy:
"A co Pani myśli? Czy aptekarka nie jest kobietą i też nie chce spróbować?"
Zrozumiałam, że firma dostarcza próbki, ale obsługa zatrzymuje je dla siebie, a i może sprzedaje je na Allegro. Wygadała się, bo zwykle mówią, że próbek nie ma (te kosmetyki są drogie i warto je spróbować przed kupnem - uczulanie / nieskuteczne).
Widzę tu nielojalność obsługi w stosunku do firmy i klientów.
Sama kupowałam na Allegro testery i próbki - skąd sprzedawca je miał?
W drogeriach zwykle są na półkach testery perfum (nie wszystkich), ale też takie duże testery - oznaczone jako TESTER (100 ml) są na aukcjach - skąd?
Co o tym myślicie? Powinno zgłosić się takie postępowania firmie kosmetycznej, kierownictwu punktu czy zrozumieć, że pracujące tam osoby też chcą skorzystać?
A tak dodatkowo - skąd słowo "drogeria" ? Bo tak drogo?