Dodaj do ulubionych

autoagresja:

24.04.10, 21:05
tłumić czy pozwalać?
Obserwuj wątek
    • mskaiq Re: autoagresja: 25.04.10, 01:51
      mysle ze najlepiej zastanowic sie nad tym jakie przynosi Ci korzysci.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • annarchia Re: autoagresja: 25.04.10, 09:43
        mskaiq napisał:

        > mysle ze najlepiej zastanowic sie nad tym jakie przynosi Ci korzysci.

        Mask, to naprawdę Ty napisałeś?? :O
        Czemu nie zalecasz odwrócenia uwagi i biegania, jak zwykle?

        Nawiązując do pytania, ja też uważam, że warto analizować funkcję autoagresji
        (czyli tzw. "korzyści") u siebie, w konkretnej sytuacji, jej przyczyny i cele, i
        dzielić się tym... z terapeutą (mówię o sobie). Nie poprzestawać na
        wytłumaczeniu: "To znosi napięcie", "Czuję, że żyję", "To zagłusza ból", "Bo
        nienawidzę siebie" - to tylko wierzchołek góry lodowej.

        Najlepsza opcja moim zdaniem to w chwili napięcia i ataku wypisywać na kartce
        bez zastanowienia wszystko, co przychodzi do głowy: uczucia, myśli, wyzwiska,
        żale, smuty, wszystko. I niezależnie od tego, czy uda się to powstrzymać czy nie
        (mnie akurat dość mocno motywuje wtedy myśl "Będę miała ohydne blizny, będę
        żałować kiedyś") - omawiać to potem na sesji (albo samemu się zastanowić, choć
        tak trudniej), analizować. Samo uleganie albo powstrzymywanie się (bez refleksji
        i analizy) to podtrzymywanie tego objawu i dreptanie w miejscu...
        • canoine Re: autoagresja: 25.04.10, 10:05
          Och, Mskaiq się zmienił bardzo! Nie było mnie tu jakieś 2-3 lata i z tej
          perspektywy widzę naprawdę dużą różnicę we wpisach Maska :)

          Co do reszty - kiedy napięcie staje się nie-do-zniesienia to ja mam ochotę coś
          rozwalić, nie wiem jak się zmuszę do pisania wówczas na kartce :>
          Kiedyś się mocno zastanawiałam nad tym, jaką mam z tego korzyść, ale właśnie do
          mnie doszło, że nie pamiętam ni diabła na czym stanęło. Z terapeutą się trochę
          boję o tym rozmawiać, choć zdarza mi się, bo się obawiam odrzucenia, opieprzu i
          że mnie w końcu, kaleczącego się pojeba, w jakiś dalszy kosmos odeśle.
          Nieracjonalne to zapewne obawy, ale w niczym mi to nie przeszkadza, by je mieć :]
          W dodatku cierpię mocno na brak dialogu ze sobą. Nie umiem ze sobą rozmawiać,
          próby takiej rozmowy prowadzą do wkurwu - ze strachu, bowiem nie wiedzieć czemu
          ja się boję zacząć ze sobą rozmawiać. Choćby i na kartce, które to spisywanie
          myśli, o czym piszesz, to też u mnie pod pojęciem dialogu ze sobą i nie raz w
          zderzeniu z bielą kartki, z frustracji czyniłam sobie meksyk na nogach.

          Długo dość panowałam nad tym. Albo mi się wydawało. Terapeuta twierdzi, że
          panowanie nad tym, to próba kontrolowania kontroli :) Najs, może ja kanarem w
          autobusie zostanę. Ale długo mi się udawało, aż - bach - trza coś z tym
          nieszczęsnym uzbieranym napięciem zrobić.

          Sorry, mam wrażenie, że pieprzę tu trzy po trzy i mało spójne to jest. Jeśli
          tak, to o wybaczenie proszę, znów obudziłam się z niespokojną chęcią zniszczenia
          czegoś w sposób możliwie bardzo okrutny.

          Pax.
          • annarchia Re: autoagresja: 25.04.10, 12:00
            canoine napisała:

            > Co do reszty - kiedy napięcie staje się nie-do-zniesienia to ja mam ochotę coś
            > rozwalić, nie wiem jak się zmuszę do pisania wówczas na kartce :>

            Ale tutaj piszesz raczej o acting-OUT, o rozwaleniu czegoś poza Tobą i
            skierowaniu uwagi na otoczenie. W pierwszym poście pytałaś o autoagresję,
            acting-in. W napięciu -in mam tak, że skupiam się na sobie, otoczenie zanika i
            tj. człowiek może sięgnąć po żyletkę, tak mógłby i po długopis (także lub
            zamiennie). Oczywiście przy dużym napięciu to nie ma mowy, aby całkowicie
            zastąpić autoagresję pisaniem, ale staram się odruchowo wyjmować i jedno i
            drugie (choć nie zawsze to wychodzi). Mam specjalny zeszyt do zapisek. Przyznam
            jednak, że akurat autoagresja fiz. nie należy do najsilniejszych objawów mojego
            BPD, to raczej wersja "very light". Rozumiem więc to, że nie każdemu jest równie
            łatwo poddawać to refleksjom, że niektóre osoby to przerasta. Ale warto próbować.

            canoine napisała:

            > Kiedyś się mocno zastanawiałam nad tym, jaką mam z tego korzyść, ale właśnie do
            > mnie doszło, że nie pamiętam ni diabła na czym stanęło.

            Teoretyczne wyliczanie "korzyści" (wolę określenia: powody, cele) przerabiałam i
            nie bardzo miało to sens. W mojej terapii dzieje się teraz tak, że coraz więcej
            objawów, w tym autoagresję, udaje mi się kojarzyć z osobą terapeuty. Staram się
            zauważać, kiedy i dlaczego ten objaw (i inne) "się pojawia" i analizować go w
            związku z naszą relacją (to "nasza relacja" z trudnością mi przechodzi nawet
            przez myśl!). Często okazuje się, że ta autoagresja w domowym zaciszu to np. ta
            stłumiona złość, którą na sesji bałam się wyrazić z lęku przed odrzuceniem i
            krytyką z jego strony. A za co ta złość? Analizuję przebieg sesji, zastanawiam
            się. Np. za to, że poruszył za trudny dla mnie temat, albo zauważył coś, co mnie
            oburzyło. Albo poczułam się niezrozumiana (bo?). Albo gdy oczekiwałam większego
            zaangażowania, a on wydawał się zimny i obojętny. Itd. To są powody. A cele?
            Myślę, myślę, hmm... Aby wykazał większa opiekuńczość i zainteresowanie mną,
            abym poczuła, że naprawdę martwi się o mnie. Aby mu dokopać, że jego terapia
            gówno daje, bo i tak się tnę. Aby poczuł się winny, że zrobił/powiedział coś,
            przez co się pocięłam - niech więcej takich rzeczy nie mówi, bo się potnę! Aby
            sam poczuł taki lęk i bezradność, jak ja często czuję - chcę więc empatii... Aby
            sprawdzić, czy mnie nie odrzuci mimo cięcia się. Czyli: lęk lub manipulacja.

            A potem wypada o tym wszystkim porozmawiać w cztery oczy :D Hihi. Hardcore. Samo
            "Pocięłam się" przez usta przechodzi mi z łatwością, czasem z satysfakcją (A
            masz!), ale analiza "dlaczego" i "po co" to już yyyyy... wstyd, skrępowanie,
            lęk, tragedia. To, że moje objawy mogą wiązać się z nim, oznacza, że jest dla
            mnie... ważny, że jakoś go potrzebuję. Grrr. A uświadomienie sobie, że mi ZALEŻY
            na drugiej osobie (na jej reakcjach, uczuciach, na tym, czy mnie zaakceptuje,
            nie odrzuci, polubi) i przyznanie się JEJ do tego - to KOSZMAR. Chyba to
            odbieram jak zamach na autonomię i jawne narażenie się na ewentualne zranienie.

            canoine napisała

            > Z terapeutą się trochę
            > boję o tym rozmawiać, choć zdarza mi się, bo się obawiam odrzucenia, opieprzu i
            > że mnie w końcu, kaleczącego się pojeba, w jakiś dalszy kosmos odeśle.
            > Nieracjonalne to zapewne obawy

            To może najpierw zamiast walić z grubej rury, jak to się tniesz, kiedy i
            dlaczego, to porozmawiaj z nim o Twoich obawach w poruszaniu tego tematu?
            Dlaczego trudno Ci o takich rzeczach jemu mówić, czego się konkretnie boisz,
            jakich jego reakcji. Przełam się, a być może oprócz lęku poczujesz także
            satysfakcję za odwagę.
            • canoine Re: autoagresja: 25.04.10, 12:47
              annarchia napisała:

              > Ale tutaj piszesz raczej o acting-OUT, o rozwaleniu czegoś poza Tobą i
              > skierowaniu uwagi na otoczenie. W pierwszym poście pytałaś o autoagresję,
              > acting-in.

              Pozornie może to wyglądać na pomieszanie z poplątaniem, więc wyjaśnię.
              Mianowicie, że ochotę mam coś rozwalić. Coś zniszczyć, kogoś skrzywdzić, KOGOŚ
              pokaleczyć, pobić, zabić [?]. Coś rozwalić, zrobić coś ryzykownego. Wyrazić to
              jakoś NA ZEWNĄTRZ. Ale ponieważ przez lata kiedy coś próbowałam wyrazić (złość,
              płacz itp.) zawsze dostawałam za to po głowie, byłam za to poniżana, karcona
              itd., to przez lata "wytresowano" mnie tak, by wszelkie emocje blokować.
              Wytresowano bardzo skutecznie niestety. W pierwszym odruchu zawsze więc mam
              ochotę skierować wkurw, agresję, smutek, złość na zewnątrz. Po czym włącza mi
              się wyćwiczona, automatyczna, niekontrolowana blokada i kieruję to na siebie.
              Może dlatego mój terapeuta pyta "na kogo byłaś taka wściekła" - a ja nie umiem
              nawet powiedzieć, bo chwila poczucia wściekłości do momentu skierowania jej na
              siebie jest zbyt krótka i najczęściej nie pamiętam nawet co tak naprawdę tę
              implozję wywołało :/

              I te wszystkie mechanizmy i powody, o których piszesz - podejrzewam, że wiele
              się w nich nie różnię. Ale się nie przyznam do tego. Pewnie dlatego też nie
              potrafię prowadzić dialogu ze sobą. Ja przed sobą uciekam, moje życie to wieczna
              ucieczka od siebie. Stanąć ze sobą twarzą w twarz - to koszmar. Wobec terapeuty
              - spaliłabym się ze wstydu chyba. Umarłabym z poczucia poniżenia :/

              Tak tak, wiem, że powinnam to jakoś przełamać, bo nigdy do niczego nie dojdę
              wiecznie uciekając. No ale to taka zabawa w kotka i myszkę z własnym mózgiem,
              który oszukuje, ja próbuję kontrolować, ale jakaś część mnie wyspryca się i
              oszukuje dalej i tak w kółko. Potem z perspektywy czasu widzę tę całą szarpaninę
              i macki mi do gleby opadają :/

              Trochę z moim terapeutą o autoagresji rozmawialiśmy. Trudno zresztą było tego
              uniknąć, bo jest to zjawisko tak powszechne, że obecne codziennie i na każdym
              kroku i nie ogranicza się tylko do cięcia się. On więc wie, że tak reaguję.
              Tylko mi z nim trudno rozmawiać. Nie wiem jak to możliwe, ale przy naprawdę
              dużym do niego zaufaniu, ja się go.. po prostu boję.. Zbieram się już jakiś
              czas, by mu o tym powiedzieć, ale on to też zapewne wie. Ponad rok kwitnę u
              niego, a nie potrafię nawet na niego patrzeć podczas sesji. Mogę mówić o
              rzeczach, których nie mówię nikomu, które wymagają ode mnie bardzo dużego
              kredytu zaufania dla niego, ale jestem cały czas strasznie spięta, kontrola
              emocji wyśrubowana do bólu spiętych mięśni i nie ma siły bym pozwoliła sobie np.
              zareagować złością. Ale jak wyjdę z gabinetu przywalę we wszystkie słupy
              latarniane jakie napotkam po drodze i rozwalę sobie nadgarstek. Albo się potnę.
              Czy zrobię sobie inną krzywdę. O czym potem obawiam się mu powiedzieć. Jak
              dziecko, które zrobiło coś złego i boi się przyznać ze strachu przed ogromną
              karą.. :/

              A on mnie nigdy nie odrzucił. Nigdy się nie wkurwił. Nie wyrzucił z gabinetu.
              Nie powiedział, że może bym poszła do kogoś innego. Nie miał chyba nic za złe.
              Nic. Teoretycznie nie mam podstaw tak się bać i blokować. W praktyce nie mam
              chwilami do siebie już siły :/
              • annarchia Re: autoagresja: 25.04.10, 15:15
                canoine napisała:

                > Mianowicie, że ochotę mam coś rozwalić. Coś zniszczyć, kogoś skrzywdzić, KOGOŚ
                > pokaleczyć, pobić, zabić [?]. Coś rozwalić, zrobić coś ryzykownego. Wyrazić to
                > jakoś NA ZEWNĄTRZ. Ale ponieważ przez lata kiedy coś próbowałam wyrazić (złość,
                > płacz itp.) zawsze dostawałam za to po głowie, byłam za to poniżana, karcona
                > itd., to przez lata "wytresowano" mnie tak, by wszelkie emocje blokować.

                Widzisz chyba, podobnie jak ja, dwie skrajne alternatywy: albo stracić kontrolę
                i "coś skrzywdzić, kogoś pokaleczyć, pobić, zabić" - albo totalnie się
                zablokować na innych i zrobić krzywdę sobie. Ale jest (podobno!) wersja
                pośrednia. Myślę, że w naszej psychoterapii chodzi o to, aby uczyć się emocje
                przeżywać. A przeżywając rozumieć je i wyrażać je słowami.

                canoine napisała:

                > Ale się nie przyznam do tego.

                Wiesz, co to może oznaczać. Kupa szmalu za terapię w błoto (jeśli chodzisz
                prywatnie). Wieloletnie cierpienie i ból istnienia. Uzależnienie od rodziców,
                partnera, alkoholu, leków. Spieprzone relacje z ludźmi przez całe życie.
                Wytrzymywanie życia z zaciśniętymi zębami. Prawdopodobnie brak własnej rodziny,
                skoro trudno nawiązać bliskie relacje. Poczucie, że nigdy się nie żyło naprawdę.
                Rozpacz na starość (jeśli się dożyje), że się nie zasmakowało uczucia zdrowia i
                fajnych relacji z innymi. Żal, że się człowiek ku*wa nie przełamał, a już jest
                za późno - to dopiero będzie BÓL. Ok, to moja motywacja...

                canoine napisała:

                > Stanąć ze sobą twarzą w twarz - to koszmar.

                Koszmar, fakt. Większy niż męczenie się z objawami BPD do końca życia?

                canoine napisała:

                > Tak tak, wiem, że powinnam to jakoś przełamać

                Nie, ja nie uważam, ze powinnaś. Możesz chcieć to przełamać, albo nie chcieć.
                Zależy chyba od tego, czy zdrowie i spokój wewnętrzny jawi Ci się jako coś tak
                atrakcyjnego, że przełamać się warto za każdą cenę (przejściowego pogorszenia,
                wstydu, przerażenia, bólu, poczucia upokorzenia, bezbronności, itd.).

                canoine napisała:

                > wiecznie uciekając. No ale to taka zabawa w kotka i myszkę z własnym mózgiem

                Bawisz się sama ze sobą w kotka i myszkę, czas leci, hmmm... W jakim celu tak
                się bawisz w zasadzie? Ja się w kotka i myszkę bawiłam kiedyś z terapeutami i
                lekarzami (czyli tym samym ze sobą), teraz
                wiem, że ze złości i z lęku. Chyba potrzebny był tamten etap, abym
                oprzytomniała, że to ja najbardziej na tym tracę. Co nie znaczy, że aktualnie mi
                się to nie zdarza. Zdarza, ale rzadko. I potem się do tych manipulacji staram
                przyznać na sesji. Bo oszukać terapeutę to oszukać samą siebie i powiedzieć stop
                zdrowieniu.
                • canoine Re: autoagresja: 26.04.10, 06:30
                  annarchia napisała:

                  > Wiesz, co to może oznaczać. Kupa szmalu za terapię w błoto (jeśli > chodzisz
                  prywatnie). Wieloletnie cierpienie i ból istnienia. Uzależnienie od rodziców,
                  partnera, alkoholu, leków. Spieprzone relacje z ludźmi przez całe życie.
                  Wytrzymywanie życia z zaciśniętymi zębami. Prawdopodobnie brak własnej rodziny,
                  skoro trudno nawiązać bliskie relacje. Poczucie, że nigdy się nie żyło naprawdę.
                  (...)

                  OK, to był trochę skrót myślowy z tym "nie przyznam się". Może Tobie przychodzą
                  takie rzeczy łatwo - mi nie. Chciałam po prostu powiedzieć, że odczuwam duży
                  opór przed przyjrzeniem się takim swoim emocjom i reakcjom i że jest to dla mnie
                  bardzo trudne się do nich przyznać nawet jeśli zauważę.

                  Mimo wszystko sporo jednak udało mi się w czasie tej terapii zrobić. Już samo
                  to, że chodzę tam ponad rok jest sukcesem - nigdy tyle nie trzymałam się jednego
                  terapeuty. I nigdy tyle wysiłku i szczerej chęci nie włożyłam w żadną terapię.
                  Ale czasem się gubię i jest mi ciężko. Tak, jak teraz. Wierzę jednak, że to
                  przejściowe i że uda mi się dzięki temu 'kryzysowi' coś zyskać.

                  annarchia napisała:

                  > Koszmar, fakt. Większy niż męczenie się z objawami BPD do końca życia?

                  Nie odpowiem, póki się nie przekonam i nie sprawdzę.. Brak mi porównania dla
                  udzielenia tej odpowiedzi..

                  annarchia napisała:

                  > Nie, ja nie uważam, ze powinnaś. Możesz chcieć to przełamać, albo nie chcieć.
                  Zależy chyba od tego, czy zdrowie i spokój wewnętrzny jawi Ci się jako coś tak
                  atrakcyjnego, że przełamać się warto za każdą cenę (przejściowego pogorszenia,
                  wstydu, przerażenia, bólu, poczucia upokorzenia, bezbronności, itd.).


                  Z tą powinnością też poszłam na skróty. Ale i trudno mi to rozstrzygnąć, co
                  wolę.. Bo.. wiele ze swoich popapranych cech.. zwyczajnie lubię w sobie. Spokój
                  jawi mi się jako.. nuda :) Być może jest to zwyczajne przerysowanie i efekt
                  czarno-białej optyki. Może to też kwestia jakiegoś podświadomego przywiązania do
                  obecnego stanu - wiadomo, może i niefajny, ale przynajmniej znajomy.. Trudno mi
                  dziś na to odpowiedzieć, więc nie chcę brnąć bez sensu. Bo dziś to ja nie wiem
                  czego tak naprawdę chcę.. Czuję się trochę za mała na to swoje życie.


                  annarchia napisała:

                  > Bawisz się sama ze sobą w kotka i myszkę, czas leci, hmmm... W jakim celu tak
                  > się bawisz w zasadzie? Ja się w kotka i myszkę bawiłam kiedyś z terapeutami i
                  > lekarzami (czyli tym samym ze sobą), teraz
                  > wiem, że ze złości i z lęku.

                  Zanim odpyskuję, powiem, że odebrałam jako rodzaj zarzutu i wytknięcia z pozycji
                  "tej mądrzejszej i lepiej wiedzącej". Nie szarpię się ze sobą dla rozrywki. Jest
                  po prostu wiele rzeczy, których nie dostrzegam, zauważam dopiero poniewczasie,
                  kiedy już mogę tylko znów stwierdzić, że sama się w konia zrobiłam/robię od
                  jakiegoś czasu. Może Ty jak jesteś wkurwiona i wystraszona jak zaszczute
                  zwierzę, potrafisz zachować samoświadomość i opanowanie na wysokim poziomie, ale
                  ja nie jestem taka zajebista i zwykle szarpię się, choć wcale nie mam na to ochoty.

                  annarchia napisała:

                  > Chyba potrzebny był tamten etap

                  Każdy etap, który się przerabia jest w jakiś sposób potrzebny. Gdyby nie był,
                  nie byłoby potrzeby go przerabiać. Mi jest widocznie potrzebny ten. Robienia
                  krok na przód, badania ciągle terenu, cofania się na każdy gwałtowniejszy gest,
                  wyglądania znowu.. Budowania zaufania i poczucia bezpieczeństwa, których i po
                  roku terapii ciągle mi brakuje.. Mam stałą pracę, w której pracuję od prawie
                  roku (dotąd nie było to dłużej niż 5 miesięcy), udało mi się wyprowadzić od
                  rodziców, zaczynam dopiero budować własne życie.. Z oporami, potknięciami,
                  kręceniem się w kółko.. Może i można by to zrobić wiele lepiej, szybciej,
                  ładniej, ale gdybym tak mogła, to bym zapewne tak robiła. Ale wyżej dupy nie
                  podskoczę, więc robię jak umiem. Nieudolnie, niedoskonale, po swojemu. I
                  pierdolę to. Może po wszystkim okaże się, że mogłam sobie tę drogę skrócić, ale
                  jednak nie zwykłam żałować niczego w życiu, nawet tego, co spieprzyłam, więc i
                  podejrzewam, że i o to, że nie przeszłam się spacerkiem z punktu A prosto do
                  docelowego B, też nie będę miała do siebie większego żalu.

                  Pozdrawiam i miłego dnia życzę.
                  • annarchia Re: autoagresja: 26.04.10, 09:11
                    canoine napisała:

                    > OK, to był trochę skrót myślowy z tym "nie przyznam się". Może Tobie przychodzą
                    > takie rzeczy łatwo

                    Łatwo?
                    Autoagresja, kupa płaczu, ataków paniki, derealizacji, myśli samobójczych, bólu,
                    wycia, parę szpitali, przerażenia, gniewu, kilogramów w dół, szantaży, godzin
                    przekonywania siebie, że jak się nie przyznam to będę stać w miejscu - i nie
                    zawsze udaje mi się siebie przekonać. Ale to fakt, że dość łatwo mi się o tym
                    pisze na kartce.

                    canoine napisała:

                    > Mimo wszystko sporo jednak udało mi się w czasie tej terapii zrobić. Już samo
                    > to, że chodzę tam ponad rok jest sukcesem

                    DUŻY sukces.
                    Ja niecały rok i już mnie coś gna gdzie indziej.

                    canoine napisała:

                    > wolę.. Bo.. wiele ze swoich popapranych cech.. zwyczajnie lubię w sobie. Spokój
                    > jawi mi się jako.. nuda :)

                    To ja mam tak samo. Jaka będę po "wyprostowaniu" bpd? Nudna, zwyczajna,
                    nieskomplikowana, poprawna, przewidywalna, dobijająco spokojna...?

                    canoine napisała:

                    > Zanim odpyskuję, powiem, że odebrałam jako rodzaj zarzutu i wytknięcia z pozycj
                    > i
                    > "tej mądrzejszej i lepiej wiedzącej".

                    Nie chciałam nic wytykać, po prostu sama dobrze znam tego "kotka i myszkę", jak
                    większość borderów zresztą, i trochę się do siebie samej uśmiechnęłam na myśl o
                    moich własnych przepychankach słownych, cwaniakowaniu, podchodzeniu lekarzy,
                    wkręcaniu im różnych stanów chorobowych, których nie miałam, samooszukiwaniu...
                    i poczułam coś na zasadzie, hmmm... "Jakie to znajome... Nie tylko ja tak
                    miałam/mam...". Później zaczęłam się zastanawiać, dlaczego właściwie taka byłam,
                    dlaczego sama sobie stawałam na drodze do zdrowia. Mój opór czy niekompetentni
                    lekarze? Dziecinada czy lęk? I Ciebie o to zapytałam... Trochę mnie wkurza
                    najeżdżanie na BPD przez niektórych psychologów za to, że tak postępujemy. Parę
                    razy słyszałam "Takie osoby się do terapii nie nadają, one przychodzą tylko po
                    to, aby sobie pogadać, pomanipulować, podrażnić się i potem idą do innego
                    terapeuty i robią to samo :)". Grrr.

                    canoine napisała:

                    > ja nie jestem taka zajebista i zwykle szarpię się

                    Ja nie jestem zajebista i też się szarpię ze sobą. Zwłaszcza dzisiaj. Nie umiem
                    przekonać się, aby iść dziś na sesję po tym, co zrobiłam. Szarpię się z
                    myślami... ale żaden pieprzony argument dziś nie działa i czuję się bezsilna.
                    Mimo, że znam przyczynę swojego oporu. Dwa kroki w przód, jeden w tył...

                    canoine napisała:

                    > Mam stałą pracę, w której pracuję od prawie
                    > roku (dotąd nie było to dłużej niż 5 miesięcy), udało mi się wyprowadzić od
                    > rodziców, zaczynam dopiero budować własne życie.. Z oporami, potknięciami,
                    > kręceniem się w kółko.. Może i można by to zrobić wiele lepiej, szybciej,
                    > ładniej, ale gdybym tak mogła, to bym zapewne tak robiła. Ale wyżej dupy nie
                    > podskoczę

                    Z tą stałą pracą i wyprowadzką jesteś wyżej ode mnie i to sporo.

                    canoine napisała:

                    > Pozdrawiam i miłego dnia życzę.

                    Wzajemnie.
                    • canoine Re: autoagresja: 27.04.10, 22:21
                      annarchia napisała:

                      > Łatwo?
                      > Autoagresja, kupa płaczu, ataków paniki, derealizacji, myśli samobójczych, bólu
                      > ,
                      > wycia, parę szpitali, przerażenia, gniewu, kilogramów w dół, szantaży, godzin
                      > przekonywania siebie, że jak się nie przyznam to będę stać w miejscu - i nie
                      > zawsze udaje mi się siebie przekonać. Ale to fakt, że dość łatwo mi się o tym
                      > pisze na kartce.

                      No to sama rozumiesz. I pewnie rozumiesz też moją chęć ucieczki w chwili
                      dotrwania do bardzo trudnego momentu terapii. Czasem nie mam siły wymagać od
                      siebie zaangażowania, stawiania się do pionu i mobilizowania do rzetelnej pracy
                      na terapii (też robię sobie notatki). Czasem mam taki mętlik pod czaszką, że
                      pieprzę już zachowanie kontroli, a uważam za sukces samo nieodwołanie się i
                      pojechanie na terapię.

                      annarchia napisała:

                      > Ja niecały rok i już mnie coś gna gdzie indziej.

                      Argumentem zniechęcającym mnie jest potencjalna konieczność tłumaczenia komuś
                      kolejny raz tego samego. Co już samo w sobie było wystarczająco trudne. A kijowe
                      doświadczenia w dotychczasowych próbach terapii także całkiem skutecznie
                      odstraszają mnie przed szukaniem kogoś innego. To jest po iluś próbach, pierwszy
                      facet, z jakim się w miarę dogaduję i z którym w ogóle chce mi się rozmawiać.
                      Nieczęsto się taki ludź trafia.

                      annarchia napisała:

                      > Nie chciałam nic wytykać, po prostu sama dobrze znam tego "kotka i myszkę", jak
                      > większość borderów zresztą, i trochę się do siebie samej uśmiechnęłam na myśl o
                      > moich własnych przepychankach słownych, cwaniakowaniu, podchodzeniu lekarzy,
                      > wkręcaniu im różnych stanów chorobowych, których nie miałam, samooszukiwaniu...

                      Kiedyś zdarzało mi się wkręcać. Albo "rywalizować" z terapeutkami (wcześniej
                      próbowałam pracy z kobietami, ale to był niewypał) na zasadzie pokazania 'kto tu
                      jest górą' i że gówno wiedzą/rozumieją :>
                      Ale już raczej nie. Jeśli coś kręcę i oszukuję, to nieświadomie, włączają się po
                      prostu mechanizmy obronne, włącza się opór i tak naprawdę oszukuję wtedy jedynie
                      siebie (podstępnie i nieświadomie/półświadomie) i mi się wydaje, że tak jest
                      albo inaczej, a wtedy to już naprawdę nie czysto intencjonalnie mataczę..
                      Ciężko z tym jest strasznie, wiecznie się wściekam jak się na tym przyłapię, że
                      sama sobie robię pod górkę i nigdy mi się tak nie uda donikąd dojść, ale i nie
                      mam pomysłu jak nad tym zapanować i jak tego unikać..

                      annarchia napisała:

                      >Później zaczęłam się zastanawiać, dlaczego właściwie taka byłam
                      > ,
                      > dlaczego sama sobie stawałam na drodze do zdrowia. Mój opór czy niekompetentni
                      > lekarze? Dziecinada czy lęk? I Ciebie o to zapytałam...

                      Na przestrzeni lat - wszystko. Choć może lekarze/terapeuci nie tyle
                      niekompetentni, bo to mi trudno ocenić, ale MY się nie mogliśmy dogadać. Między
                      innymi dlatego pewnie, że parę lat temu nie potrafiłam opisać co czuję, jak
                      czuję i rozpoznawać dlaczego. Mnie zawsze pytano w życiu 'jak się czuję', a co
                      odpowiadałam 'dobrze/źle'. Kiedy ktoś mnie zapytał w wieku lat 20 CO czuję - nie
                      potrafiłam odpowiedzieć. Do dziś mam problemy z nazywaniem emocji i ich
                      rozpoznawaniem. Operuję właściwie bardzo ograniczonym nazewnictwem i ciągle
                      próbuję się uczyć..

                      I dużo mojego oporu. Czuję to niemal fizycznie zawsze. W spiętych mięśniach
                      chociażby. W jakimś napięciu w środku. A opór wynika z lęku. Lęk czasem
                      przykrywa np. złość, żal, poczucie winy, straty, osamotnienia.. Czy dziecinada?
                      To brzmi pejoratywnie. Ale niechaj będzie dziecinadą - mnóstwo we mnie
                      dziecięcych emocji i reakcji. Choć do wielu ciężko się przyznać. Tkwi we mnie
                      mały, wystraszony, zły, skrzywdzony, osamotniony dzieciak.

                      annarchia napisała:

                      > Trochę mnie wkurza
                      > najeżdżanie na BPD przez niektórych psychologów za to, że tak postępujemy. Parę
                      > razy słyszałam "Takie osoby się do terapii nie nadają, one przychodzą tylko po
                      > to, aby sobie pogadać, pomanipulować, podrażnić się i potem idą do innego
                      > terapeuty i robią to samo :)". Grrr.

                      Nie wiem, nigdy nie legitymowałam się etykietką ICD-10. Tak naprawdę nie
                      posiadam zresztą oficjalnej diagnozy. A raczej posiadam całą kolekcję na każdy
                      dzień tygodnia - od schizofrenii, CHADu, cyklotymii, przez 'typ osobowości
                      zaburzonej/chwiejnej emocjonalnie', nadużywanie substancji szkodliwych,
                      zaburzenia lękowe i nie pamiętam co jeszcze :> W dupie mam zresztą jak mnie
                      zaklasyfikują i do której szufladki wrzucą - problem, tudzież cały zespół
                      problemów - pozostaje ten sam.

                      annarchia napisała:

                      > Ja nie jestem zajebista i też się szarpię ze sobą. Zwłaszcza dzisiaj. Nie umiem
                      > przekonać się, aby iść dziś na sesję po tym, co zrobiłam. Szarpię się z
                      > myślami...

                      Poszłaś? ;>
                      Co przeskrobałaś? ;)

                      Nie chcesz - nie odpowiadaj.

                      Pozdrawiam tymczasem i się tam trzymaj.
                      • annarchia Re: autoagresja: 28.04.10, 09:27
                        canoine napisała:

                        > > Ja niecały rok i już mnie coś gna gdzie indziej.
                        >
                        > Argumentem zniechęcającym mnie jest potencjalna konieczność tłumaczenia komuś
                        > kolejny raz tego samego.

                        To mnie też motywuje. ZNOWU siadać przed kimś totalnie obcym i opowiadać JESZCZE
                        RAZ historię swojej choroby, dzieciństwa, rodziny?
                        Właśnie policzyłam te "razy"...
                        Liczba psychiatrów prowadzących: 13 (a jeśli liczyć zespołami to ok. 20)
                        Liczba terapeutów indywidualnych: 4
                        Liczba terapeutów grupowych (w jednym miejscu): 6
                        Liczba psychologów ze szpitala: 3
                        Liczba ciekawskich stażystek psychologii: xxx
                        Nie no, zostaję na TEJ terapii ;)

                        canoine napisała:

                        > próbowałam pracy z kobietami, ale to był niewypał

                        U mnie tak samo, niewypał. O wiele lepiej rozmawia mi się z facetem. Kobiety na
                        które trafiałam były jakieś takie rozmemłane.

                        canoine napisała:

                        > sama sobie robię pod górkę i nigdy mi się tak nie uda donikąd dojść, ale i nie
                        > mam pomysłu jak nad tym zapanować i jak tego unikać..

                        Ja się nie staram skupiać na panowaniu, ale (jak emocje opadną) na zadawaniu
                        sobie pytań: dlaczego tak zrobiłam/powiedziałam/zachowałam się. Jaki mógł być ku
                        temu powód i cel. Jaką funkcję miała pełnić moja manipulacja, szantaż,
                        samooszukiwanie. Co chciałam osiągnąć u siebie i u odbiorcy. I opowiedzieć o tym
                        szczerze odbiorcy ;)

                        canoine napisała:

                        > To brzmi pejoratywnie. Ale niechaj będzie dziecinadą

                        Tak, brzmi, bo ja nie lubię dziecka w sobie. Pewnie lepiej od "dziecinne" brzmi
                        "dziecięce".

                        canoine napisała:

                        > Poszłaś? ;>

                        Nie. Duma nie pozwoliła. A potem złość. A potem lęk. A potem wstyd i poczucie
                        winy. Poczucie upokorzenia. Ale na następną się wybieram.

                        canoine napisała:

                        > Co przeskrobałaś? ;)

                        Autoagresja, kłamstewko, wulgaryzm, groźba, szantaż, manipulacja.
                        Totalnie nieodpowiedzialne, żałosne, podłe, upokarzające.

                        _________________________________________________________________________
                        Studium poczwarki
                        • canoine Re: autoagresja: 29.04.10, 18:29
                          Dzięki za pogadankę.
                          Znów wszystko psuję i wolę się chyba usunąć światu z oczu.
                          Trzymaj się.
                          • annarchia Re: autoagresja: 30.04.10, 08:47
                            canoine napisała:

                            > Znów wszystko psuję i wolę się chyba usunąć światu z oczu.

                            O co chodzi z tym psuciem?
                            Nie bardzo to zrozumiałam.
                            My bpd przypisujemy sobie chyba za dużą moc niszczenia IMHO...

                            Chciałabym, abyś nadal pisała. Dobrze wiem, jak to jest: raz do ludzi - raz od
                            ludzi, zbliżenie - oddalenie, kontakt - dystans. Mam nadzieję, że jak obecna
                            tendencja zmieni Ci się na "kontakt" to skrobniesz :) Fajnie czasem pogawędzić.
                            • canoine Re: autoagresja: 01.05.10, 08:24
                              z tym psuciem chodzi o to, że mimo woli i tak prędzej czy później coś psuję.
                              nie jestem "my bpd". jak wspomniałam wyżej - nie dostałam nigdy żadnej
                              jednoznacznej diagnozy - co lekarz to inne cyferki przy F.
                              raz od, raz do - prawdą jest. poodwoływałam wszystkie spotkania, nie chce mi się
                              jechać jutro do rodziców..
                              najgorsze, że wiem, co powinnam w tej sytuacji zrobić. ale właśnie to jest
                              najtrudniejsze.
                              • annarchia Re: autoagresja: 01.05.10, 11:20
                                canoine napisała:

                                > z tym psuciem chodzi o to, że mimo woli i tak prędzej czy później coś psuję.

                                Prawdopodobnie dlatego, że czegoś się bardzo boisz.
                                Albo coś za bardzo frustruje Twoje oczekiwania, potrzeby.
                                Takie mam skojarzenia.

                                canoine napisała:

                                > nie jestem "my bpd".

                                Ok. Ja chyba automatycznie zakładam, że skoro ktoś pisze na forum poświęconemu
                                BPD to albo ma BPD stwierdzone albo ma problemy typowe dla BPD, tj. jak cięcie,
                                lęk przed bliskością, a jak nie to jest bliską osobą chorego. A przecież są
                                jeszcze inne opcje.

                                canoine napisała:

                                > jednoznacznej diagnozy - co lekarz to inne cyferki przy F.

                                Ja miałam 5 diagnoz o ile pamiętam. Jedna z moich lekarek powiedziała, że jak
                                ktoś przychodzi do niej z różnymi diagnozami to najprawdopodobniej jest to BPD,
                                bo w tym zaburzeniu jak w żadnym innym występuje tak duża różnorodność i
                                zmienność objawów, że powoduje to niezgodność niezależnych lekarzy co do
                                diagnozy na przestrzeni czasu. Raczej nie ma takiej zmienności w depresjach,
                                nerwicach, schizofrenii. Tak mówiła.

                                canoine napisała:

                                > najgorsze, że wiem, co powinnam w tej sytuacji zrobić. ale właśnie to jest
                                > najtrudniejsze.

                                Słowo "powinnam" to koszmar...
                                • canoine Re: autoagresja: 02.05.10, 17:13
                                  annarchia napisała:

                                  > Prawdopodobnie dlatego, że czegoś się bardzo boisz.
                                  > Albo coś za bardzo frustruje Twoje oczekiwania, potrzeby.

                                  yhym. no właśnie..

                                  annarchia napisała:

                                  > Ok. Ja chyba automatycznie zakładam, że skoro ktoś pisze na forum poświęconemu
                                  > BPD to albo ma BPD stwierdzone albo ma problemy typowe dla BPD, tj. jak cięcie,
                                  > lęk przed bliskością,

                                  Problematyka wydaje mi się podobna. Właściwie nigdy nie pisałam na tym forum,
                                  znalazłam je w spisie przez przypadek (lata temu pisywałam na Depresji), a że
                                  chciałam założyć wątek o autoagresji, to forum wydawało mi się względnie
                                  odpowiednie.

                                  annarchia napisała:

                                  > Ja miałam 5 diagnoz o ile pamiętam. Jedna z moich lekarek powiedziała, że jak
                                  > ktoś przychodzi do niej z różnymi diagnozami to najprawdopodobniej jest to BPD,
                                  > bo w tym zaburzeniu jak w żadnym innym występuje tak duża różnorodność i
                                  > zmienność objawów, że powoduje to niezgodność niezależnych lekarzy co do
                                  > diagnozy na przestrzeni czasu.

                                  No być może. Ja uzbierałam chyba z 6 czy 7 diagnoz. Od schizofrenii, przez CHAD,
                                  cyklotymię, "typ osobowości zaburzonej", nadużywanie substancji, różne depresje,
                                  zaburzenia lękowe i czort wie co jeszcze mi tam nawypisywali. A i tak nikt dotąd
                                  nie umiał mnie wyleczyć albo przynajmniej jakoś trwale złagodzić me odpały.

                                  annarchia napisała:

                                  > Słowo "powinnam" to koszmar...

                                  Tak.. Ale co gorsza - to ja chcę. Wrócić na terapię, na której ostatnio w
                                  poczuciu bezsensu mówiłam o rezygnacji.. Choć na myśl o tym mnie skręca. Po
                                  ostatniej sesji pochlastałam się z 'zemsty' na terapeucie. Bo uznałam, że jestem
                                  dla niego nikim, jestem nieważna i równie dobrze mogłoby mnie nie być. Absurd,
                                  bo na terapię chodzę przecież dla siebie, a nie po to, by mnie lubił, ale
                                  potrzeba akceptacji, ciepła i przywiązania zrobiła swoje. Będę się musiała
                                  przyznać. To strasznie poniżające :/
                                  Ostatnio w ogóle odkrywam mało fajne rzeczy o sobie. Manipuluję, kłamię,
                                  oszukuję, bawię się, nudzę, odrzucam, mój popisowy numer to wzbudzanie poczucia
                                  winy, krzywdzę niedomówieniami, bywam agresywna, ironizuję, wbijam szpileczki
                                  cynizmu z upodobaniem celując w poczucie własnej wartości mej 'ofiary', jestem
                                  egoistką, oczekuję, czerpię, biorę, zostawiam nie zostawiając nic.. Naprawdę
                                  bardzo się staram w życiu kontrolować, aż za bardzo być może, i być wobec ludzi
                                  w porządku, ale ostatnimi czasy trudno mi zachować pozytywny obraz siebie, bo co
                                  rusz mi się coś 'wymsknie'.. A im więcej dostrzegam, tym mniej podoba mi się to,
                                  co widzę.. :|

                                  A przecież wcale nie chcę być złym człowiekiem..
    • mskaiq Re: autoagresja: 26.04.10, 04:17
      Moze warto zastanowic sie nad zmiana acting out, na przyklad
      zastapic autogresje duzym wysilkiem fizycznym.
      Mysle ze powoli dojrzewasz do tego aby przejsc przez emocje ktorych
      probujesz uniknac.
      Wedlug mnie najwazniejsze jest wtedy przyzwolenie sobie na wycofanie
      sie bez poczucia winy czy przegranej i probowanie tak dlugo jak jest
      to potrzebne.
      Serdeczne pozdrowienia.

      • canoine Re: autoagresja: 26.04.10, 05:57
        mskaiq napisał:

        > Moze warto zastanowic sie nad zmiana acting out, na przyklad
        > zastapic autogresje duzym wysilkiem fizycznym.

        Hehe :) Wysiłek fizyczny lubię i doceniam jego wartość, niemniej nie rozwiązuje
        to sprawy. Teraz z przyczyn zdrowotnych (przewlekłe zapalenie zatok) miałam
        przerwę, ale wcześniej chodziłam na treningi łączące w sobie wysiłek fizyczny i
        brutalność - trenowałam krav magę :) Ale i to nie rozładowywało napięcia. Biegać
        za bardzo nie lubię ;)

        > Mysle ze powoli dojrzewasz do tego aby przejsc przez emocje ktorych
        > probujesz uniknac.

        Yhym, tylko trochę baaardzo powoli..

        > Wedlug mnie najwazniejsze jest wtedy przyzwolenie sobie na wycofanie
        > sie bez poczucia winy czy przegranej i probowanie tak dlugo jak jest
        > to potrzebne.

        A tego to mi rzeczywiście baaardzo brakuje :/ Heh, nauczę się kiedyś i tego.

        Pozdrawiam również.
    • canoine Re: autoagresja: 09.05.10, 07:28
      autoagresja czy silne lęki z dysocjacją i derealizacją na czele?
      och, chyba sobie rzucę dziś monetą.
      • mskaiq Re: autoagresja: 09.05.10, 13:27
        Kiedy swiadomosc utozsamiona jest z ciałem fizycznym, mamy ego ciala
        i utozsamiamy się ze swoimi impulsami, uczuciami lub bezposrednimi
        doznaniami fizycznymi.
        Kiedy swiadomosc utozsamia sie z umyslem mozna na te uczucia
        popatrzec z innego punktu widzenia. To tylko cialo przynosi odczucia
        ktore czesto identyfikuje sie ze lekiem.
        Kazdy czlowiek ma takie odczucia, tylko ze jedni sie z nimi
        identyfikuja i probuja od nich uciec w jakikolwiek sposob, chocby
        przez autoagresje czy dysocjacje.
        Drudzy doznajac tych samych uczuc wiedza ze to tylko uczucie ktore
        przynosi cialo i nie ma w tym niczego niezwyklego, ze mozna je
        przeczekac i znikna.
        Jesli pojawiaja sie watpliwosci ze te odczucia moga byc zwiastunem
        jakiejs choroby fizycznej wtedy robia sobie badania aby wykluczyc ja
        albo jesli jest leczyc.
        Serdeczne pozdrowienia.
    • canoine Re: autoagresja: 09.05.10, 19:27
      nie wiem skąd się tyle tego we mnie bierze :(((
      • mskaiq Re: autoagresja: 10.05.10, 14:46
        Nie potrafisz popatrzec na to z punktu widzenia rozsadku i nie
        utozsamiac sie z odczuciami leku.
        Kiedy pojawia sie odczucie leku natychmiast probujesz od niego
        uciec, stosujesz autoagresje albo dysocjacje.
        Musisz zrozumiec ze nic zlego sie nie dzieje z Toba to tylko
        odczucia ciala.
        Bardzo trudno jest przez nie przejsc, ale zawsze mozesz poszukac
        jakiegos innego mechanizmu obronnego.
        Takim mechanizmem obronnym moze byc pigulka jesli wierzysz w jej
        dzialanie albo odwracanie uwagi od odczuc somatycznych ciala.
        Kiedy piszesz post wtedy odwracasz uwage, rozmawiasz z kims wtedy
        rowniez odwracasz uwage.
        Skad tyle tego ? Tak to dziala, uaktywnia sie kiedy ktos nie potrafi
        sobie z tym radzic czy tez radzic w tak szkodliwy sposob jak robisz
        to obecnie. Kiedy nauczysz sie radzic bez szkody dla siebie wtedy to
        odczucia znikaja.
        Serdeczne pozdrowienia.
        • canoine Re: autoagresja: 10.05.10, 20:41
          masz sporo racji.
          kłopot w tym, że nie umiem inaczej. więc reaguję.. tak, jak reaguję.
          automatycznie, instynktownie, impulsywnie. brak mi czegoś w zamian. tego się
          dopiero muszę nauczyć.. jakoś..
          • dziwny.90reconnect Re: autoagresja: 10.05.10, 22:05
            Czy seks może być czymś w rodzaju autoagresji? Od kilku miesięcy jestem
            sam, jakoś się do tego przyzwyczaiłem, chociaż czasami jest ciężko,
            jednakże... gdy się zdenerwuje czymś, albo mam zły humor to potrzebuje
            to rozładować w wiadomy sposób... Jest to strasznie uciążliwe tym
            bardziej, że zły humor mam praktycznie bez przerwy...
            • mskaiq Re: autoagresja: 11.05.10, 13:56
              To nie jest autoagresja ale mozna to nazwac mechanizmem obronnym,
              jeden z najgorszych i najbardziej niebezpiecznych mechanizmow jakie
              znam.
              Moze prowadzic do seksoholizmu, jest to uzaleznienie ktorego nie
              jest latwo sie pozbyc. W zaawansowanym stadium seks ze soba przynosi
              bol, nie chce sie go ale przymus jest silniejszy.
              Serdeczne pozdrowienia.
              • dziwny.90reconnect Re: autoagresja: 11.05.10, 16:38
                No to mnie pocieszyłaś... A można z tym jakoś "walczyć"?
                • mskaiq Re: autoagresja: 12.05.10, 11:07
                  Mozna z tym walczyc, i wygrac. Najwazniejsze jest swiadomosc ze to
                  jest niebezpieczne albo nawet fatalne.
                  Tutaj masz troche wiecej na ten temat.
                  wyborcza.pl/1,75480,4660458.html?as=2&startsz=x
                  Wrzuc w wyszukiwarke onanizm seksoholizm. Znajdziesz tam wiele
                  informacji, osrodki terapeutyczne.
                  Serdeczne pozdrowienia.
          • mskaiq Re: autoagresja: 10.05.10, 23:39
            Wiem ze nie umiesz inaczej ale jestes swiadoma tego co robisz i to
            jest niezwykle istotne. Ta swiadomosc tego to zasluga psychoterapii.
            Teraz trzeba to zmieniac, nauczyc sie innych mechanizmow obronnych i
            oduczyc starych.
            To jest olbrzymia praca, ale wiem ze sobie z tym poradzisz bo przez
            tych pare lat co znam Ciebie zmienilas bardzo wiele.
            Serdeczne pozdrowienia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka