Dodaj do ulubionych

Wściekła

25.10.09, 01:40
Wiecie, co?

Mam dość!

Życie piętrzy przed nami trudności. Różne: związane z chorobą kogoś
bliskiego, zawodowe, albo dla odmiany w życiu zupełnie prywatnym.

Ponieważ zawsze ktoś czegoś od nas wymaga: czytaj - reakcji
(jednynej właściwej!!) na sytuacje, które są ponad ludzkie
możliwośći. Moja mama jest chora na raka, u tatu zupełnie niedawno
zdiagnozowano nowotwór skóry (niezłośliwy), mój facet niczym się nie
przejmuje i nic nie zapowiada tego, żeby miał zmienić swoje
nastawienie, moja prawie czteroletnia córka wyjątkowo intensywnie
przechodzi okres buntu, w pracy jest równie wesoło.

Znikąd nie ma pomocy. I co dalej? Mam się załamać? Położyć na tym
wsztystkim laskę?? Nigdy w życiu! Moje życie obchodzi TYLKO i
WYŁĄCZNIE mnie samą, bo tylko ja sama jestem za nie odpowiedzialna.
Nie oczekuję zainteresowania swoją sytuacją, nie oczekuję też
współczucia, mam w nosie pseudo atencję najbliższych. Po prostu krew
mnie zalewa, że jestem z tym całym wesołym kramem AŻ
Obserwuj wątek
    • mag461 Re: Wściekła 25.10.09, 08:21
      Samo życie..... u każdego znajdzie się coś....niestety albo stety,bo
      jakby to było monotonnie gdyby nic się nie działo.Nie może byc za
      dobrze,bo to co się dzieje wokół właśnie nas motywuje do działnia.
      Każdy człowiek inaczej reaguje jeden płacze, drugi musi
      wywrzeszczec.Ważne żeby pomogło...więc wykrzycz co Cię wkurza,a
      nawet rzuc talerzem (tylko pamiętaj wybierz najgorszy)po to by za
      chwilę zając się bliskimi.
      My kobiety jesteśmy silne!!
      • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Wściekła 25.10.09, 10:18
        A no tak. Jak moja mama chorowala, to jakos z trudem do mnie
        docieralo, ze dookola toczy sie normalne zycie, ze moje kolezanki ze
        studiow maja jakies glupie problemy typu nadchodzaca sesja, ze na
        ulicy mijam ludzi ktorzy sie smieja.
        Pamietam jak prawie nakrzyczalam na moja przyjaciolke, ktora byla
        wtedy po klotni ze swoja mama, ze jak moze sie z matka w ogole
        klocic, ze przeciez to tak cudownie ze ma ja zdrowa i ze nie musi
        sie martwic czy ta matka jeszcze za rok bedzie zyla czy nie.

        A potem z czasem wszystko wraca do normy. Moja Mama mowi, ze jak
        byla chora, to wydawalo jej sie, ze kazdy nowy dzien jest cudem a
        teraz coraz rzadziej miewa takie mysli :-) A i mnie zdarza sie z nia
        poklocic...
        • edzia400 Re: Wściekła 25.10.09, 12:08
          no tak skąd ja to znam :( u mnie tez nie było wesoło nie dosyć ze miedzy mna i moim narzeczonym bylo nie tak on nie umiał zrozumiec dlaczego nie mam ochoty na kino dlaczego nie mam ochoty isc ze znajomymi na cole czy pizze w domu zostałam sama brat i siora juz na swoim, wpadali tylko co pare dni i to na tak krotko bo mowili ze nie moga patrzec na cierpienie mamy tato nalezy do osób zimnych głazowatych i niedostepnych nawet gdyby cierpiał i tak nie daje po sobie poznac , zostałam wiec ja sama do wszystkiego do opieki nad mama , 2 bracmi którzy jeszcze do szkoly chodza, obiad rachunki zakupy itp i to wszystko bylo i poniekąd jest na mojej głowie dalej . czasem mam ochote trzasnąc drzwiami i pojechać daleko od nich i miec swiety spokoj teraz kiedy mamy zabrakło jest 2 razy gorzej niz bylo rodzina znajomi wszyscy ci którzy w czasie ostatniej drogi mówili nie martwcie sie my wam pomożemy jestesmy tuz obok teraz nawet w moje urodziny nie zadzwonili nie wysłali sms z zyczeniami nie ma ich ,zostalismy sami sobie znajomi czasem wpadaja z hasłem od progu ty tu korzenie wypuscisz rusz sie gdzies przyjedz do mnie na kawe i co z tego ze jesli nawet sie wybiore mówia o rzeczach dla mnie naj mniej ważnych, tak naprawde ja nie wiem skad mam tyle sil zeby budzic sie i funkcjonowac cały dzien i tak dzien w dzien . chyba Kobiety maja to w genach zeby walczyc i nie poddawac sie mimo tego ze nam samym sie wydaje ze juz nie mamy sił tego wszystkiego dzwigać jednak w sobie zawsze znajdziemy tą malenka iskierkie ktora nas do tej walki napedza. Wszystkim sie łatwo mówi bo kazdy z nas jest inny ma inych charakter i zyje w innym otczeniu ale choroba bliskich czy choroba z która zmagamy sie sami daje nam siły których nikt nie byłby w stanie poniesc na barkach dlatego wiem ze dasz rady a z dnia na dzien kłopoty pojda w zapomnienie dobry sposób na rozwiazanie niektórych problemów jest rozmowa rozmowa ze samym soba lub z kims bliskim wazne by była szczera i spokojna i tego ci zycze wytrwałosci sił i szczerosci trzymaj sie cieplutko Pamietaj ze sama nie jestes
    • kichawa1 Re: Wściekła 04.11.09, 14:05
      lulka - nie jesteś sama
      mi się życie zwala na łeb sukcesywnie od kilku lat
      wciąż dochodzą nowe bardzo mało fajne wątki
      w zasadzie do kompletu brakowało już tylko wybitnie wstrętnego choróbska i trach ! też mamy
      znaczy niemal kompet pełnego KIBLA
      naprawdę - dno, na którym nikt już nie puka od spodu to wcale nie rzadka przypadłość
      wiem, że Cię to nie pociesza, ale pomyśl że nie jesteś sama - choć samotna
      wielu ludzi w tym samym czasie boryka się z tymi samymi problemami
      i też są samotni w tej walce
      i jeśli ten ktoś daje radę, to Ty też dasz
      wściekaj się - wściekłość pomaga...
    • ewam1959 Re: Wściekła 10.11.09, 21:29
      Lulka, nie wściekaj się - nie jesteś sama w swoim bólu. U mojej
      Mamusi 2 lata temu stwierdzono raka trzustki (od lat nie paliła i w
      ogóle nie piła alkoholu). Byłam Jej jedyną córką (rodzice byli od
      lat po rozwodzie). Ciotka obiecywała mi, że jak Mama będzie jeździła
      na chemię, to zawsze przyjdzie (1 przystanek autobusowy) - nigdy się
      nie pokazala. Przez cała chorobę Mamusi byłam sama - nikt mi w
      niczym nie pomógł. Trzymała mnie na nogach adrenalina ale 3 miesiące
      po śmierci Mamusi "rozsypałam się". Jeżeli chcesz pogadać, proszę
      pisz do mnie. Buziaki, Ewa
      • lulka_0 Re: Wściekła 11.11.09, 02:21
        Dziewczyny! Piszę po więzach krwi, bo żadnego Pana mój post nie
        zainteresował:)

        Spieszę donieść, że wściekłość nie mija:) Oczywiście wiem, że nie
        jestem sama, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto potwierdzi, że
        przechodzi falami przez dokładnie to samo. No coż, ludzka rzecz być
        wystawianym na próby i równie ludzka spotykać na drodze inne osoby,
        które o życiu mogą powiedzieć dokładnie to samo, co ja. Nasza
        wspólnota forumowa to tylko i wyłącznie nasza zasługa - chwała Bogu,
        że się buduje, tworzy, ulega różnym przekształceniom. Stykamy się z
        identycznymi problemami, a potem dzielimy się nimi z resztą osób
        piszących na tym właśnie forum. Bardzo to zacne i bardzo za to
        dziękuję!

        Niezależnie jednak od tego, nie mogę znieść - naprawdę mam już dość -
        że nasze problemy są tak bagatelizowane na zewnątrz. Przez rodziny,
        przyjaciół, pracodawców, znajomych, krewnych i znajomych królika,
        oraz wszystich innych, którzy uważają, że pomartwić się można tylko
        trochę i raczej tylko na początku mierzenia się z problemem, bo
        potem czeka nas wszystich świetlana przyszłość. Nie zrozumcie mnie
        źle - jak się w 100% zgadzam z tym, że zawsze jest jakieś wyjście.
        Nawet z najgorszej sytuacji. Jestem pierwszą osobą, która zwraca na
        to uwagę. Ale nie mogę znieść tego, że dojście do momentu objawienia
        zawsze musi być okupione takim dramatem, o jakim wszystkie/ wszyscy
        piszemy/ piszecie. Naiwnością było żądać rozwiązania wszystkich
        naszych problemów w trybie natychmiastowo-zerojedynkowo-
        jednoznacznym. Rzecz w tym, że karawan rozczarowań, o którym
        wspominają wszyscy, zaczyna być czasami ponad ludzkie siły...

        Nie mam pretensji do nikogo. I od nikogo nie oczekuję głaskania po
        głowie. Natomiast brak empatii - najbardziej ludzkiej ze wszystkich
        reakcji - rzeczywiście bywa frustrujący. Umiejętności
        współodczuwania nikt nikogo nie nauczy, a już z pewnością nie będzie
        to figura zaliczająca się do najłatwiejszych. To, co mnie wkurza,
        sprowadza się do najprostszego na świecie pytania: człowieku, czy
        potrafisz znaleźć/ dostrzec człowieka w samym sobie? Brzmi banalnie,
        właściwie nawet infantylnie, ale ile/ ilu z Was je sobie zadało?

        Sytuacje o charakterze ekstremalnym, o których tu opowiadamy,
        dotyczą KAŻDEGO bez wyjątku, a mimo to reakcje, z którymi się
        spotykamy, są najczęściej - przede wszystkim - w ogóle nie
        przemyślane, a najczęściej w ogóle nie adekwatne do opisywanych tu
        dramatów. Mi się wydaje, że to, co boli najbardziej, nie jest wcale
        związane z brakiem współczucia odnoszącym się do stanu chorobowego
        nas samych lub osoby nam bliskiej. Najgorsze jest ROZCZAROWANIE, że
        ludzie obok nas w ogóle nie liczą się z niczym - a przede wszystkim -
        z potrzebami nas samych...

        Nic nie zastąpi choćby jednego słowa wypowiedzianego we właściwym
        czasie przez przyjaciela. Nic nie zastąpi prawdziwie dobrej rady
        udzielonej przez kogoś, na kogo pomoc liczymy. Wydaje mi się, że
        najgorsze deficity są właśnie na poziomie słów, wcale nie gestów...

        Pustynia, która nas wszystkich otacza, jest do pewnego stopnia
        zapełniona przez fora takie, jak to, na którym piszemy. Ale wydaje
        mi się, że mówimy tu o protezie, która musi - z powodu znanych nam
        względów - zastąpić autentyczny, głęboki, a przede wszystkim
        osobisty (odczuwalny fizycznie i materialnie) kontakt z Rodziną,
        Przyjaciółmi, Znajomymi. Tego kontaktu brak i to ten brak sprawia,
        że jest czasami tak bardzo ciężko...

        Jeszcze raz powtórzę, że nikt nas nie uczył, jak być ...

        ... Człowiekiem...

        To jest wyzwanie! Dla nas samych. Dla naszych bliskich. I tych
        dalszych też. O tym deficycie pisałam w oryginalnym poście...

        Ukłony...
        • kor_nik Re: Wściekła 24.11.09, 14:59
          Rozumiem Cię doskonale ! Ja miałam raka a mój facet robił mi
          awanturę, że się nastawił na marchewkę do obiadu a były buraczki.
          TRAGA !!! Trzymaj się. Nam "rakowym" potrzebne jest wsparcie -
          Twoim rodzicom pewnie też :)
          • ala1979 Re: Wściekła 24.11.09, 16:18
            A ja Wam powiem tak:
            Tu nie chodzi o brak współczucia czy o jakiś bliżej nie określony egoizm tu
            chodzi(mi się tak wydaje) o STRACH!!!
            Strach niewspółczującego o to że JEGO lub kogoś z RODZINY może to spotkać.
            Ja miałam to samo było mi szkoda chorej osoby ale tylko tyle i dziękowanie BOGU
            że nas to omija... aż do dnia w którym moja mama sie dowiedziała o raku.Miałam
            taki moment że chciałam wyjść na ulice i krzyczeć że moja mama jest chora i
            niech mi ktoś pomoże,współczuje.

            Teraz przyszła obojętność na to czy ktoś Nam współczuje i czy pocieszy.Nie chce
            z nikim o tym rozmawiać nikomu nic na temat mamy nie mówie.
            Takie jest moje zdanie na ten temat.
            • lulka_0 Re: Wściekła 27.11.09, 01:36
              Wiesz, co? Tylko rzecz w tym, że to w pewnym sensie i do pewnego
              stopnia nie ma znaczenia, że nie mówisz. Jeśli nawet nie mówisz, to
              nie znaczy, że tego nie czujesz - raz. Dwa - myślę sobie, że i tak
              widać, że coś jest na rzeczy...

              A świat nic! Milczy jak zaklęty... Ile byśmy wszyscy dali za to,
              żeby zaczął czytać w naszych myślach? Za to, żeby ludzie - ci obok
              nas - w końcu zaczęli też coś czuć? Żeby - w końcu - zaczęli mówić
              ludzkim głosem? Żeby ktoś - niepytany - zapytał? I żeby - poznawszy
              prawdę - nie uciekł w popłochu, tylko zadał jeszcze jakieś pytanie?
              A potem może następne? Żeby pomyślał, że nic nie nie jest tak
              demokratyczne, jak to cholerne raczysko?

              Żeby po prostu ktoś był... Nie musi mówić... Obecność kogoś ...
              Bezcenna..
              • kati5k Re: Wściekła 28.11.09, 00:17
                A mnie krew zalewa jak słyszę narzekania ludzi,np.że nie mają
                pieniędzy by kupić sobie kolejną dziesiątą kurtkę albo inne ciuchy,
                które nie mieszczą się w szafie, że muszą wyjeżdżać za granicę bo w
                naszym kraju to tylko wegetacja, bo muszą wybudować willę z ogromnym
                salonem itp. Jak nie dociera do nich co jest w życiu najważniejsze.
                Mam wrażenie że nieszczęścia spotykają głównie ludzi wrażliwych.
                Ja nie lubiałam jak pytano mnie o zdrowie mojej mamy, bo gdy mówiłam
                że jest dobrze widać było że nie dowierzają że i tak wiedzą że to
                się źle skończy.
                • lulka_0 Re: Wściekła 30.11.09, 02:11
                  Rozumiem Cię doskonale, mnie też dobija - nie zawsze, wystarczy, że
                  czasami - komuś włączy się mnożenie nieistniejących problemów.
                  Z drugiej strony... Gdzieś tam, poza naszym zasięgiem, jest przecież
                  jakieś (normalne) życie, które łatwo jest zdefiniować materialnymi
                  brakami w rodzaju tych, które opisujesz.
                  Z trzeciej strony, życie w Polsce rzeczywiście przypomina
                  psychodeliczny lot, że zacytuję klasyka...
                  Niewiara w powodzenie czegokolwiek jest wpisana w historię naszego
                  kraju, więc trochę trudno się dziwić. Ale to i tak nic nie zmienia,
                  bo i tak człowieka zalewa krew, gdy wydaje się, że do wyjścia na
                  prostą już niedaleko, a ktoś (życzliwie) i tak zdąży to zanegować.
                  Radzenie sobie z taką postawą - niestety wszechobecną - nie jest
                  łatwe. Bo można się pałować z chorobą, ale żeby jeszcze trzeba było
                  na siłę prawie udowadniać komuś z najbliższego otoczenia, że jednak
                  nie jest tak źle????
                  Normalnie ludzie.... Bezcenni... I będę to powtarzać do znudzenia...
    • jancio.wodnik Re: Wściekła 28.11.09, 11:42
      z moich doświadczeń wynika, że najbardziej przydatną umiejętnością w
      sytuacji jaką opisujesz jest umiejętność zamykania się w sobie,
      kontroli emocji, a przynajmniej ich wyrażania, znajdywania oparcia w
      sobie. ustalenie dystansu między sobą a resztą świata. nie stracic
      panowania nad sytuacją.

      inni ludzie są pożyteczni o tyle, o ile umiesz klarownie i
      jednoznacznie wyartykułować swoje oczekiwania względem nich.
      wtedy nawet potrafią być pomocni.

      znoszenie kogoś na swoim terytorium w tej sytuacji jest dodatkowym
      obciążeniem, dlatego może stać się tak że największym dla Ciebie
      obciążeniem będzie relacja z partnerem.
      wydaje mi się, ze aby związek się nie rozleciał trzeba przyjąc że on
      jest jaki jest i zweryfikować swoje oczekiwania, nie wymagać od niego
      dzielenia Twojej emocjonalnej rzeczywistości, tylko negocjować
      warunki wspólnej egzystencji; "kochanie, mam teraz następujące sprawy
      na głowie, zatem to, to i tamto trzeba zmienić w naszym
      dotychczasowym życiu".
      wiem jak cynicznie to brzmi, ale sposob jest skuteczny.

      drog kanalizowania emocji poszukaj raczej poza zwiazkiem i
      codziennymi relacjami z ludzmi w pracy, szkole, itd.
      przydatny moze byc psychoterapeuta, grupa wsparcia, psychiatra ktory
      przepisze odpowiednie leki, a nawet modlitwa.

      bol jaki przezywasz w zwiazku z choroba bliskich jest tylko twoim
      bólem i musiszznalezc sposoby radzenia sobie z nim na wlasna rękę.
      • majagor Re: Wściekła 30.11.09, 15:35
        Mnie w chorobie mamy przeraziło to, że zostałam sama. Naprawdę sama.
        Otacza nas mnóstwo ludzi, wiele ludzi przyjeżdża z kwiatkami na imieniny, wiele
        ludzi dzwoni z okazji świąt.. ale jak z mamą zaczyna się źle dziać.. to gdzieś
        uciekają, znikają..

        Ostatni tydzień u nas był straszny. Bardzo źle mama się czuła i nikt nawet nie
        raczył się zapytać, czy sobie radzę, czy czegoś nie potrzebuję. Już nie mówię tu
        o dalekiej rodzinie, jakiś sąsiadach - ale np. o mojej siostrze [ma ponad 30
        lat, mieszka ok. 30 km od nas], czyli córce pani, która choruje.. Gdybym nie
        przypomniała jej, że istnieje telefon, to by pewnie nawet nie zadzwoniła do mamy..

        Wkurza mnie to, irytuje mnie to, smuci mnie to. Ale takie życie.. no nie?

        Na szczęście mam przyjaciela, który był, jest i zapewne będzie. Zresztą on ma
        śmierć mamy za sobą.. więc doskonale rozumie moje położenie.
        Mój facet chyba się boi tego. Przeraża go to. Ale nie był nigdy z moją mamą
        wielce związany więc nie wymagam od niego wielkich poświęceń.. Wiem, że mogę do
        niego zawsze zadzwonić, wiem, że mogę wpaść do niego o każdej porze - by
        "ochłonąć", ale nie chcę by pomagał mi np. w sprzątaniu wymiocin po mamie.

        Raczej mój żal, smutek i wściekłość odnosi się do mej siostry, która moim
        zdaniem ma taki sam obowiązek opieki nad mamą, jak ja..
        • zielony_listek Re: Wściekła 03.12.09, 10:06
          majagor napisała:

          > Na szczęście mam przyjaciela, który był, jest i zapewne będzie.
          Zresztą on ma
          > śmierć mamy za sobą.. więc doskonale rozumie moje położenie.
          > Mój facet chyba się boi tego. Przeraża go to.

          No właśnie. Myślę, że tu jest pies pogrzebany. Ludzie, którzy nie
          przechdzili podobnych sytuacji często nie umieją się zachować i nie
          zdają sobie sprawy z sytuacji. Nie chodzi mi tutaj o ich
          usprawiedliwianie, tylko zrozumienie skąd ta obojętność.

          Poza tym jak juz znajdujemy się na linii ognia i wiemy, że choćby
          swiat się walił - my damy radę, to inni z ulga się temu przyglądają.
          Takie trochę wygodnictwo - "on/ona daje radę, to ja sobie tak z
          boczku postoję, przeciez nie ma sygnału wprost, że mam coś zrobić".

          Pozdrawiam
          zielony_listek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka