Dodaj do ulubionych

Rak jelita - moj maz

05.12.13, 06:58
Wlasciwie nie wiem od czego zaczac. Gdzies tak kolo lutego zauwazylam ze z mezem dzieje sie cos niedobrego. Meczyl sie duzo szybciej niz normalnie, pocil sie i sucho kaszlal. Zaczelam wyganiac go do lekarza i w koncu poszedl. Porobili mu rozne badania i po kilku miesiacach wyszlo ze to zatoki. Ulzylo mi bo spodziewalam sie czegos duzo powazniejszego (kobiecy instynkt?) Dostal jeden antybiotyk, ktory mu pomogl ale nie do konca i potem drugi, silniejszy. Mysle, ze wlasnie ten silny antybiotyk spowodowal bol po prawej stronie brzucha. W miare brania antybiotyku bol nasilal sie az w koncu byl tak silny ze maz wyladowal w szpitalu gdzie mu zrobiono najpierw przeswietlenie za jakies pol godziny USG a potem TK brzucha. Maz byl pewien ze to problem z wyproznieniem i niecierpliwil sie dlaczego go tak dlugo trzymaja. W miedzyczasie zatrzymal sie zegar na scianie na 30 sekund ale maz zauwazyl i powiedzial ze to zly znak. Na koniec uslyszelismy - rak jelita grubego z przerzutami do watroby. Potem potoczylo sie szybko, wizyta u onkolog, dwie chemie i zaraz po tym perforacja jelita zakonczona pomyslna operacja choc nie ominela go sepsa. Problem w tym, ze maz oslabl i schudl i na dzien dzisiejszy nie nadaje sie na kolejna chemie. Nawet jesli przytyje i wezmie ta chemie to nic wlasciwie nie da bo to bydle sie rozroslo a watroba jest nieoperacyjna no i sa nacieki w plucach. Nie wiem czy on zdaje sobie sprawe jak jest, ze ma wyrok wydany. Nie mam juz sily usmiechac sie przy nim i udawac ze to pewnie minie. Nie wiem co bedzie ze swietami bo nie wiem co bedzie za kilka dni. Jest w domu i nawet chodzi troche ale wiecej lezy i coraz czesciej bierze tabletki przeciwbolowe. Przeraza mnie ze zostane sama a on ma 46 lat. Czytam duzo, wrecz maniacko co pisza inni o chorych na raka ale przewaznie sa to dzieci chorych osob, rzadko sa to zony. Sa chwile ze chciala bym zasnac i nigdy sie nie obudzic ale trzyma mnie mysl o corce bo syn juz dorosly i mieszka osobno. Nikt mi nie jest w stanie powiedziec ile on jeszcze sie bedzie meczyl i dlaczego. Zawsze staral sie byc dobrym czlowiekiem i cale zycie ciezko pracowal dla rodziny, dla nas.

Przepraszam za brak polskich znakow ale juz tak dlugo mieszam za granica ze nawet nie wiem gdzie i jak zmienic.
Obserwuj wątek
    • kwacorek1983 Re: Rak jelita - moj maz 05.12.13, 08:57
      Renatko,przykro mi...Wiem co przezywasz,sama jestem zona chorego na raka.Rowniez nieoperacyjnego....Zapraszam Cie na moj watek gdzie jest opisana moja historia,,, Moj maz tez ma chwilowo wstrzymana chemie z powodu ogolnego zlego samopoczucia i niskiej wagi ciala...
      • becik-pl Re: Rak jelita - moj maz 05.12.13, 15:51
        To przykre, bardzo. Chciałabym Cię jakoś pocieszyć, ale cóż mądrego można napisać w takiej sytuacji...chyba tylko tyle, że jesteśmy. Pisz, jak będziesz czuła taką potrzebę.
      • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 05.12.13, 15:55
        jesteście pod opieką kogo?jakiego lekarza?
        czy te tabletki ktos kontroluje?modyfikuje dawki?
        co jest jeszcze oprócz tych tabletek?
        czy macie opiekę psychologa?
        bardzo współczuję...
        • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 06.12.13, 02:38
          Dzieki za dobre slowo, jakos mi sie tak wczoraj ulalo ale jestem jak barometr. Jak maz czuje sie gorzej to i ja mam wiekszego dola.
          Mamy trzech lekarzy; rodzinny, chirurg (onkolog) ktory operowal mojego meza i onkolog. Czasem mi sie wydaje ze to zbyt duzo bo w kwestji tabletek maja troche odmienne opinie ale staralam sie wypytac jak najwiecej na co one dzialaja i na jakie symptomy mam uwazac. Psychologa nie widzielismy a moze w szpitalu? Tyle osob przychodzilo do nas ze moze jeden z nich to byl psychology? Po wyjsciu ze szpitala nie pytalam sie o takowego bo nawet nie miala bym czasu na niego. Duzo pomogly mi/nam pielegniarki w szpitalu, duzo rozmawialy z name. Moge powiedziec ze maz w pewnym momencie mial dosc nadopiekunczosci i az rwal sie do domu.
          Dzisiaj czuje sie troche lepiej to i ja troche lepiej.
          • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 06.12.13, 08:31
            a macie opiekę psychologa w domu?możecie miec?
            i najważniejsze-co mówią lekarze,jak dalej ma byc?
            • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 07.12.13, 01:27
              Mysle ze mozemy miec psychologa ale nie wydaje mi sie zebysmy go potrzebowali, to tylko takie momenty miewam, moze pozniej. Kiedy maz wychodzil ze szpitala to szpital ustalal co i kogo potrzebujemy w domu i byla p. psycholog, maz potwierdzil bo ja nie pamietam juz. Na dzien dzisiejszy nie mozna zrobic nic. Perforacja jelita doprowadzila do silnej infekcji organizmu, krwi, mial sepse. Operacja byla w ostatnim dniu wrzesnia a przez infekcje i oslabienie szef pooperacyjny goi sie do dzis. Oczywiscie nie ma juz infekcji ale krew jest badana co jakis czas. Mial tez tydzien temu TK. Juz po badaniach na drugi dzien mial transfuzje krwi. Onkolog mowi ze musi przytyc koniecznie zeby dostac chemie ale zeby nie miec zbyt duzej nadzieji. 18-go ma wizyte u chirurga i jakos w tym samym czasie znowu u onkolog. Nie wiem dokladnie kiedy bo maja mi zadzwonic. Z ta onkolog mamy kontakt posredni, tzn mozemy w tygodniu dzwonic do pielegnarki a ona kontaktuje sie z onkolog natomiast w sobote i w niedziele mozemy dzwonic w razie potrzeby bezposrednio do lekarki. W kazdym razie nie ma zbyt wielkich planow tym bardziej ze maz nie tyje choc je dosc ladnie, sama skora i kosci. Przytyl od szpitala jakies 3 kg i to wszystko. Nie wolno mu bylo jesc przez prawie dwa tygodnie po operacji. Widzialam ze inni mogli jesc jakies 3 dni po. Potem jadl ale nie mogl duzo i dopiero jak zdrenowali plyn/rope z dwuch miejsc to zaczal jesc wiecej.
              • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 07.12.13, 08:37
                Reniu,nie wiem,jak to jest tam,gdzie mieszkasz,tu,w kraju,doradziłabym Ci/Wam spokojną,ale rzeczową rozmowę z onkolog.Na ile możecie jeszcze liczyc i co oni mogą zaproponowac.jeśli macie byc w zawieszeniu-doradziłabym kontakt z hospicjum.na razie tylko po to,żeby męża ktoś obejrzał i zaproponował opiekę doraźną-domową.Tak jest u nas.Kiedy rezygnuje się z leczenia-obojętnie,która ze stron-ktoś chorego musi poprowadzic dalej,czasem przygotowac jego i rodzinę na odchodzenie.A czasem byc pod taką opieką dobrych kilka lat.Hospicjum nie oznacza,że trzeba się już pożegnac.Ono daje czas na skupienie się na rzeczach w tej chwili istotnych.
                NIe wiem,jak Wam doradzą,jaki jest tam system.
                Pytam ciągleo psychologa,bo widzę,że Was zostawiono samych sobie-zabrano Wam nadzieję na wyleczenie a nie dano niczego w zamian.Tak nie można-Twój mąz nadal żyje i to jego życie teraz jest podwójnie cenne.
                Pewnie nie jest Wam łatwo.Na pewno.
                Pozdrawiam serdecznie i może przekaż pozdrowienia mężowi?Wie,że piszesz tutaj?
                • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 08.12.13, 07:16
                  Dzieki za odpowiedz ale nie czujemy sie zostawieni sami sobie. Maz bedzie mial badanie krwi i potem nastepna wizyte u onkolog. Ona nie zostawila go samemu sobie i kazala w razie potrzeby dzwonic. Mam tez numer telefonu do psycholog choc tu ta osoba tak sie nie nazywa. Dlatego przez chwile nie wiedzialam co odpowiedziec bo ona tez ma za zadanie pokierowac jesli nie wiesz co masz robic z roznymi sprawami urzedowymi, prawnymi itp. Wiem ze mozemy miec opieke paliatywna, mam numer do koordynatorki. Jesli czegos nie rozumiem lub mnie zaniepokoi to moge poradzic sie pielegniarki ktora przychodzi do meza. Maz nie wie jak wyglada jego sytuacja i nie chce mu odbierac nadzieji, ktora gdzies tam ciagle chyba ma, a moze tylko gra przede mna? Moja siostra spanikowala po jego operacji i chciala zebym wezwala do niego ksiedza, do szpitala. Nie chcialam bo to tak jak bym myslala ze on odejdzie juz niedlugo i tym samym pogorszyla jego stan psychiczny. On ma rozne dnie kiedy czuje sie lepiej lub gorzej. Dzisiaj np gotowal fasolke po bretonsku, oczywiscie stalam kolo niego i nie pozwolilam podnosic garka czy robic ciezsze rzeczy. Jutro planuje wyjsc na dwor ale to zalezy jak bedzie sie czul. W tej chwili boje sie tego ze nie wiem jak szybko nastapi widoczne pogorszenie i czy bedzie sie bardzo meczyl. Oczywiscie na to pytanie nie odpowie mi nikt. Kazano mi nie wychodzic zbytnio myslami do przodu bo to nic nie da i nie trzeba zadreczac sie. Na ogol jestem zrownowazona i staram sie usmiechac przy mezu. Tylko czasem dopada mnie deprecha. Pierwszy raz to jak dowiedzielismy sie o raku i trwalo to z tydzien zanim doszlam do siebie, drugi raz jak maz trafil na stol z bardzo mala szansa przezycia i przez pierwsze dnie zaraz po. Poczulam sie jak by ktos walnal mnie z piesci miedzy oczy. Z czasem jakos dostosowalam sie do nowej sytuacji i bol zelzal. Teraz znowu dokopaly mi wyniki i rozmowa z onkolog. Wlasnie w tym czasie napisalam mojego pierwszego posta. Znowu jestem troche spokojniejsza i maz tez bo on reaguje na wyraz mojej twarzy, na moje ruchy. Jestesmy ze soba cwierc wieku i czesto wiemy co mysli drugie.
                  Moim problemem jest, ze ja wybiegam myslami do przodu i widze wszystko od najgorszej strony przez co nakrecam swoje nerwy. Ja juz widzialam jak umieral na raka moj tata a potem moj tesc i starszy brat mojego meza, a teraz czeka to mojego meza ktorego bardzo kocham. W kazdym razie pomaga mi jak sie tak moge wypisac i poczytac co pisza inne osoby. Mysle wtedy ze nie jestesmi sami i ze inni sa w podobnej sytuacji, ze tez walcza. Osamotnienie bylo by gorsze, Nie zawsze mam czas, a wlasciwie prawie wcale go nie mam, ciagle organizuje sie i staram sie usprawnic moj rozklad dnia (pracuje do 16-ej). Staram sie rezygnowac z roznych robot domowych na rzecz posiedzenia z mezem, robienia czegos wspolnie, zebym potem nie zalowala. Podobno ze jest o jakies dwa lata zbyt pozno na wyleczenie i przez dlugi czas zastanawialam sie co mi umknelo, czego nie zauwazylam ale co to teraz da?
                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 14.12.13, 21:57
                    Dorotko, ty jestes swiatla kobieta a moze ktoras z innych dziewczyn moze mi podpowiedziec co jest przyczyna,ze moj maz nie tyje. Tzn ja wiem on ma raka jelita i to moze byc przyczyna. Po operacji i sepsie znacznie oslabl i schudl. Wiemy,ze nie da sie go wyleczyc ale chciala bym zeby pozyl jeszcze i w miare bez bolu i innych dolegliwosci. Jeszcze chodzi po domu a to duzo. Ostatnio onkolog powiedziala,ze musi koniecznie przytyc zeby dostac chemie paliatywna. On juz w szpitalu byl na jedzeniu domowym, zaraz jak tylko mogl jesc i sprawdzano mu kalorie. Czesto slyszalam,ze je wiecej niz jego potrzebna norma. Teraz po przyjsciu do domu w pierszym tygodniu przytyl 3kg i na tym koniec. Zastanawiam sie czy ktores z lekow moze powodowac,ze te "kalorie uciekaja" z ciala. Czy da to cos jesli podam tutejsze nazwy. Furosemide i Sprironolactone sa na wode, a do tego trzeba Potassium chloride. Oczywiscie bierze hydromorphone przeciwbolowo. Na "zmiekszenie" stolca ma Senna glycosedes z Polyethylene glycol. I jeszcze zelazo i ranitidine na kwasy zoladkowe. Byla bym zaponiala o Lax-a-day (polyethylene glycol) raz dziennie na przeczyszczenie. Po operacji zostal mu starch, ze perforacja moze zrobic sie jeszcze raz. Bedziemy we srode na wizycie u chirurga bede chciala o to zapytac ale jest dopiero sobota a ja sie tym zagnebiam. Dodam,ze maz nie chce tych budyni i picia z apteki bo niesmaczne i zbyt slodkie mowi zebym sama sobie to jadla. Tak poza tym to wcina duzo protein tak jak mowil chirurg ale i duzo warzyw i sokow zrobionych w domu a wyniki z krwi sa zle :(.
                    A tak swoja droga to jest mi dziwne,ze ludzie tutaj nie dopytuja sie o szczegoly. Na forach paplaja o tym jak sie czuja i, ze np nie lubia jakiegos lekarza. Nie zastanawiaja sie jakie mozna zrobi badanie lub zabieg wspomagajacy. Mowia o zblizajacych sie swietach, a moze to wlasnie im jest potrzebne? U lekarza jesli zadam jakies bardziej szczegolowe pytanie i wykaze sie wiedza w jakims temacie to wzbudzam zdziwienie. W ten sposob to ja sie zdaje tylko na dwuch, trzech lekarzy a ludzie czasem sa omylni albo o czyms nie pomysla. To ja pacjent musze powiedziec o wszystkim co mysle,ze jest wazne.
                    Osobiscie duzo wiecej teraz wiem dzieki wam choc sama nie bardzo moge cos dodac od siebie :(
                    • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 15.12.13, 11:36
                      kochana-z tym jedzeniem-czy mąż je rzeczy wysokokaloryczne?bo owoce i warzywka dobre,ale nie na przytycie.a on na pewno ma ograniczone wchłanianie przez jelita.na co ma ochotę?
                      druga rzecz-on nie będzie dużo tył,zdanie,że musi przytyc,żeby dostac chemię,to taki skrót,spróbuj go odczytac w drugą stronę-nie dostanie chemii,bo nie może przytyc,a to jest warunek.byc może nie do przeskoczenia...
                      inna rzecz-mąz się boi perforacji,a mózg może dużo.czyli jak się zablokował na jedzenie,to dopóki się nie odblokuje psychicznie,nie przytyje na pewno.tylko musiałby sobie poradzic ze strachem.a to będzie trudne...
                      musi brac tyle leków przeczyszczających(nie wiem,dlatego pytam)?
                      co do specyfiki forum-dla mnie,w trakcie leczenia,było to jedyne możliwe;)dlatego tu zostałam
                      a Ty wnosisz dużo-bo tu jesteś:)
                      • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 16.12.13, 02:19
                        Dzieki. Troche sobie pomyslalam nad tym co napisalas (czytaj zrobilam rachunek sumienia :) ). Maz dostaje do jedzenia to na co ma ochote i je duzo wysokokalorycznych produktow. Onkolog powiedziala,ze w tej sytuacji to wolno mu nawet frytki... Dostaje jedzenie srednio co jakies dwie godziny. Jesli ja jestem w pracy to corka o to dba. Mialam troche nadzieji, ze moze cos innego powoduje zastopowanie wagi. I pomyslec,ze jeszcze rok temu duzo cwiczyl zeby zrzucic brzuch. Wychodzi mi z tego co piszesz,ze onkolog wiedziala,ze on bedzie mial trudnosc zeby przytyc. Kurcze nawet chirurg upominal nas zaraz po wyjsciu ze szpitala,ze trzeba duzo jesc, duzo protein.
                        Leki na przeczyszcznie bierze bo jeszcze przed operacja czesto ladowal w szpitalu z powodu silnego bolu czyli niemoznosci wydalenia nawet gazow. Po operacji wcale sie nie poprawilo i to zestawienie lekow dostal od chirurga-onkologa. Jesli czegos nie wezmie to zaraz ma problem. I tak jak piszesz ten paniczny lek przed perforacja. Zanim zdarzylam wezwac wtedy pogotowie to on wrecz wyl z bolu, czlowiek, ktory nie przejmowal sie w przeszlosci przecietym do kosci kciukiem.
                        Wychodzi mi,ze zaczyna sie pogarszac i czas dokladnie dowiedziec sie na co mam byc przygotowana. Szukalam po internecine cos na temat rozpoznawalnych stadiow w nieuleczalnym raku jelita ale nic nie znalazlam. Nie mowie o ramach czasowych bo o to powinnam pewnie pytac tam u gory.
                        Jak nie jestem w pracy to przewaznie z nim siedze, no chyba,ze cos koniecznie musze zrobic. Sprzatanie lezy odlogiem a swieta w lesie. Nawet nie wiem jak cos robic kiedy on jest bardzo wrazliwy na zapachy albo pyta - a gdzie idziesz?
                        • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 16.12.13, 08:43
                          wrażliwośc na zapachy róznie się utrzymuje-pamiętam,że nie mogłam wejśc do szpitala,bo wszędzie czułam smród wc i wydawało mi się,że zwariowałam.a potem trafiłam tu i się dowiedziałam,że to norma przy i po chemii;)
                          druga,ważniejsza rzecz-w naszej cudownej słuzbie zdrowia lekarzy nie czy się przekazywac chorym informacji,a co dopiero złych,czy chociażby podejrzenia złych.i trzeba czytac pomiędzy.chyba tylko w hospicjum człowiek spotyka się z prawdą,a to też nie w każdym
                          wracając-nikt Ci nie powie,że stan jest na tyle zły,że już nic nie można zrobic.prawnie-nie mówią niczego złego,tylko realia(msi przytyc,żeby była chemia),moralnie....nie wiem,dlaczego tak jest.
                          w Poznaniu jest najlepsze hospicjum w Polsce, na Ratajach.tam się uczyłam...(wtedy było jeszcze na Łąkowej)
                          pogadajcie z lekarzem prowadzącym,czy macie się tam zgłosic
                          • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 17.12.13, 03:40
                            Dzieki Dorotko ale do Poznania mamy jakies 7,500km. U nas tez sa hospicja. Nie moge tez nazekac na nasza onkolog bo powiedziala ze maz musi przytyc do chemii w obecnosci meza a jak go wygonila na badanie krwi to ze mna rozmawiala otwarcie. Powiedziala, ze nie da sie go wyleczyc i w prawdzie nie ma nowych guzow ale te co sa powiekszyly sie i watroba jest w duzo gorszym stanie niz 1,5 m-ca temu. Chciala by tylko zeby prubowal przytyc i wtedy zadecydowal sam czy chce chemie czy nie. Wyglada na to, ze wczesniej wzieta chemia nic nie dala. Tak wiec nie ma sensu meczyc go chemia ale to bedzie jego wybor; jesli przytyje. Z zapachami to mu sie porobilo duzo wczesniej jak jeszcze nie wiedzielismy, ze jest chory. Jak siegne pamiecia wstecz (2, 3 lata) to byl ten wstret do zapachow, pocenie sie i szybkie zmeczenie. Isc z tym do doktora to zbyt malo a jednak to byly podobno znaki wskazujace na mozliwosc raka; tak nam powiedziano. Teraz jest tylko gorzej.
                            Puki co robia mu regolarne badania krwi co dwa tygodnie i albo transfuzja albo uzupelniaja poszczegolne niedobory. W srode mamy wizyte u chirurga-onkologa, ktory go operowal i mam cicha nadzieje,ze to pogorszenie, ktore ostatnio zaobserwowalam to jest zwiazane z jakims stamen zapalnym, ktory mozna jeszcze wyleczyc. Wiem, moze sie ludze ale chciala bym zeby jeszcze pozyl i wmiare mozliwosci bez bolu i nudnosci. Boje sie tego dnia kiedu mu powiedza,ze to juz koniec, ze dalej juz nic nie ma bo teraz zyje od badania do badania, od wizyty do wizyty....
                            • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 18.12.13, 21:09
                              Wrocilismy wlasnie od lekarza. Maz wlasnie sie dowiedzial,ze ma nawyzej do dwuch miesiecy zycia. Lekarz mowil, ze kazdy jest inny I on moze sie mylic ale zeby byc przygotowanym, bo rak wlasnie zaczal sie wsciekac I coraz szybciej zabiera mi meza.
                              • becik-pl Re: Rak jelita - moj maz 18.12.13, 21:46
                                Bardzo mi przykro :-(, jak mąż zniósł tę wiadomość?
                              • anna.wasil Re: Rak jelita - moj maz 18.12.13, 22:09
                                Przytulam :(
                                Ciężki czas przed Tobą ..Wami.Musisz być silna za dwoje.
                                Przepraszam nic mądrego nie jestem w stanie napisać..
                                Ten czas musicie spędzić wspólnie,celebrować każdy dzień.
                                • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 18.12.13, 22:58
                                  Dzieki dziewczyny. Mysle, ze on spodziewal sie tego bo sam widzi,ze czuje sie gorzej i ze, kolejny atak bolu nastepuje czesciej. Troche poplakal i zaczal rozmawiac o ubezpieczeniu i innych sprawach po jego smierci. Boi sie bolesnej smierci ale zaraz potem boi sie o mnie, o corke bo syn jest juz samodzielny. Ja wiedzialam wczesniej ale nikt wczesniej nie okreslal ram czasowych. Bede musiala ustalic szczegoly opieki paliatywnej. Oczywiscie bedzie w domu chyba zeby cos nieprzewidzianego sie stalo.
                                  Nie chodze i nie poplakuje bo teraz musze byc na posterunku (czytaj trzymam sie puki ktos nie zacznie mnie sciskac), na zal przyjdzie czas kiedy poczuje jego brak. To bylo wspaniale cwierc wieku razem.
                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 19.12.13, 08:37
                                    teraz się zepnij i załatwiaj paliatyw
                                    wejdę jeszcze po południ na forum
                                    ściskam mocno
                                    • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 19.12.13, 14:23
                                      Dorotko nie sciskaj bo wlasnie wtedy boli najbardziej..... Bede dzwonic o opieke paliatywna ale maz jeszcze nie chce boi sie,ze dostanie silniejsze srodki i nie bedzie przytomny. Ja natomiast chodze i nasluchuje jego oddechu, oddycha coraz ciezej, kaszle coraz czesciej. Zapomina co powiedzial albo co ja powiedzialam i nie wiem czy to leki czy moze poszlo do mozgu? Tam chyba rak jelita nie daje przerzutow?
                                      Boje sie o corke. Jest tak jak by zastygla, tak jak by do niej nie dotarlo a przeciez ona kocha swojego tate.
                                      • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 19.12.13, 19:27
                                        jak będziesz załatwiac poliatyw,to wspomnij o psychologu
                                        mężowi powiedz,że nie dadzą mu nic bez jego zgody
                                        • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 19.12.13, 19:43
                                          Dzieki, tak zrobie. Puki co zalatwilam sobie wolne w pracy od Stycznia az do konca.
                                          • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 19.12.13, 19:49
                                            dobrze
                                            nie ściskamjuż
                                            jestem tylko
                                            • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 19.12.13, 21:30
                                              A to duzo. Siedze w pracy i dokanczam robote i co chwila mnie zbiera na placz. Wszystko przez moich szefow. Zanim poprosilam to sami kazali zostac z mezem ile trzeba bedzie i nie martwic sie o pieniadze.
                                              • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 20.12.13, 08:46
                                                może nie pocieszę,ale opiszę
                                                jak zaczełam jeździc na chemię,mąz miał powiedziane w pracy-że pewnie,wolnego ile chce
                                                po jakimś czasie(jeździł do pracy,tylko na moją chemię brał wolne,żeby zostac z dziecmi,jeżdziłam sama),zaczęli się w pracy buntowac
                                                no i czasem było tak,że nie mogłam pojechac,bo jemu grozili,że go wyrzucą
                                                a dziecmi przecież nie mogłam pojechac
                                                Renata,współczuję
                                                niezrozumienie ze strony innych chyba najbardziej mnie wkurzało
                                                • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 20.12.13, 14:21
                                                  Widzisz ja juz mialam zwolnienie lekarskie jak maz mial operacje i problemy z firmy ale powiedzialam o tym jednemu z moich szefow i on sie wsciekl. Zalatwil,ze placili mi i kazal sie nie przejmowac. U nas jest tak, ze nasze glowne biuro jest w innym miescie i tym razem to u nas w moim biurze zaproponowano mi zebym wziela wolne ale bez zwolnienia lekarskiego i glowne biuro ma nic o tym nie wiedziec. Mysle, ze to jest cos co nazywa sie zdobywaniem lojalnosci pracownika. Pewnie bede cos brala z pracy do roboty tak troche zeby nie zwariowac i na ile bede mogla. Praca pomaga mi psychicznie.
                                                  Mam ustalone spotkanie na poniedzialek w sprawie opieki paliatywnej. Mamy sie we trojke spotkac i omowic szczegoly. Gdyby cos sie dzialo do tego czasu to mam dzwonic po pogotowie. Tu nie ma,ze chory na raka to nie przyjada a wrecz beda szybciej. Jedyna nieprzyjemnosc to to ze trzeba placic za karetke a dopiero potem dostaje sie zwrot z ubezpieczenia.
                                                  Dorotko boje sie,ze bedzie cierpial, boje sie o corke i boje sie zostac sama. Nie jestem juz w wieku gdzie tak latwo otrzepujesz sie i idziesz dalej. Moj maz to cwierc wieku razem w milosci i przywiazaniu.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 20.12.13, 16:15
                                                    kochana
                                                    strata boli w każdym wieku
                                                    i boli z każdym rokiem bardziej-tu czas tylko pogłębia rany.potem,później,człowiek się po prostu do tego bólu przyzwyczaja,żyje z nim
                                                    uwierz,mój tata zmarł prawie 30lat temu.a ja go ciągle szukam.i ryczę na filmach,gdzie umiera ojciec.z każdym moim rokiem życia więcej mam mu coraz więcej do opowiedzenia
                                                    ból boli i ciężko się z nim żyje
                                                    co do męża-będzie na pewno pod dobrą opieką.spróbujcie wytrzymac do poniedziałku
                                                  • iskierkanadziei0 Re: Rak jelita - moj maz 20.12.13, 17:04
                                                    Witam Pania serdecznie, specjalnie dla Pani Zalozylam tutaj konto i Wszelkimi mozliwymi Sposobami probowalam sie Do pani dobic, Pani historia bardzo Przypomina mi historie Moich rofzicow w Kazdym Razie nie bede se rozpisywac Jestem w pracy i pisze z telefonu:) nie chce pani ocieszac Ani pani Wspolczuc , chce Pani powiedziec trzy Rzeczy : nie Ma rzeczy iemozliwych, nie Ma chorob nieuleczalnych, Dopoki jest zycie jest nadzieja. Trzeba walczyc spiac tylek i Probowac. Wszystkiego dobijac sie wszedzie. Slyszalam o gorszych przypadkach gdzie nie dawano szans A ludzie chodza zyja maja sie dobrze. NIE WOLNO SIE PODDAWAC!!!!!!!!! A Panstwo to Robia. Nawet Jesli caly swiat Mowi nie Pani Musi mowic tak. Polowa Sukcesu tkwi W psychice,prosze mi wierzyc cos o tym wiem. Jezeli jest Pani osobą wierzącą z calego serca polecam modlitwe czyni Cuda w pelnym tego slowa znaczeniu. Jezeli chcialaby Pani Porozmawiac potrzebuje pani wskazowek,zapraszam !! Prosze walczyc,nie ma slowa nie
                                                  • mama.rozy iskierko 20.12.13, 17:37
                                                    jeśli jesteś światowej sławy lekarzem,który znalazł metodę zwalczania raka-napisz o tym
                                                    jeśli nie,bardzo Cię proszę-nie zaśmiecaj wątku
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 20.12.13, 17:46
                                                    Dorotko ty tesknisz do swojego taty jak ja do mojej may. Taty nie pamietam umarl na raka jak ja mialam 9 lat, natomiast mama umarla tuz przed urodzeniem mojego pierworodnego, prawie 27 lat temu. Dalej o niej mysle, co chciala bym jej powiedziec, a co powinna bym zrobic inaczej. Masz racje przyzwyczailam sie do tego bolu chcoc czasem boli wiecej.

                                                    Kochana iskierko ja modle sie co dnia i nie poddam sie do puki moj maz zyje. Ciagle pytam i probuje ale wszedzie slysze ze juz zbyt pozno. Maz przezyl bardzo trudna operacje i juz zyje dwa miesiace dzieki cudowi i wspanialemu lekarzowi. Puki co jest coraz slabszy i chyba zaczyna sie poddawac. Ja slyszalam jego wyrok wczesniej a on dopiero dwa dni do tylu. Bardzo bym chciala,ze zyl, to wspanialy czlowiek.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 20.12.13, 17:53
                                                    Reniu,mnie praca w hospicjum bardzo nauczyła pokory wobec śmierci.że każdy z nas ma swoją datę,która od nas w ogóle nie zależy
                                                    i zaakceptowac to-to wielka sztuka
                                                    walczyc,kiedy jest czas walki
                                                    przestac walczyc-kiedy jest czas na to
                                                    a przede wszystkim-nie męczyc chorego
                                                    jedną z najgorszych rzeczy,jaka może się trafic umierającemu pacjentowi,to nadgorliwośc osób trzecich(a zjedz,a wypij,a chodz,dasz radę,nie udawaj.na pewno nie boli.nie wygłupiaj się.tylko tchórze umierają.jak to nie masz siły,masz na pewno.)to tylko kilka przykładów.
                                                    jest naukowo udowodnione-że jeśli rodzina nie pozwala umrzec choremu(dorosłemu czy dziecku),to ten chory będzie żył.cierpiał,dusił się,wymiotował,chudł.
                                                    nie da się życ za kogoś,chociażby się bardzo chciało.
                                                    śmierc to największa tajemnica życia.i dotyczy wszystkich-na nasze szczęście
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 20.12.13, 18:30
                                                    Ja nigdy nie mialam zamiaru zmuszac mojego meza do nicze a raczej slucham tego co on chce. Nawet jesli, ktores z moich chorowalo w przeszlosci to nie zmuszalam do jedzenia, no moze troche do picia przy goraczce ale nie zameczalam. W chwili obecnej moj maz je to na co ma ochote, spi kiedy chce i robimy to co on chce. Nie judze go zeby sie nie poddawal, a jedynie nie powiedzialam mu wczesniej, ze juz ma wyrok wydany. Wiem,ze walke z rakiem zaczynal dla mnie bo to byl dla niego wazny powod wiec tym bardziej nie bede go zagnebiac. Ja tylko szukalam i pukalam do roznych drzwi, drazylam temat, pytalam i pytam czy cos jeszcze mozna zrobic.
                                                    Jedynie nie przestane sie modlic i gdzies tam miec nadzieje, ze moja modlitwa bedzie wysluchana jesli nie o ocalenie to o lekka smierc.
                                                  • mama.rozy Reniu 20.12.13, 18:46
                                                    zupełnie niczego Ci nie zarzucam,to były posty do iskierki
                                                    wiem,że robisz wszystko.i że robiłaś.to naprawdę normalne.
                                                    jesteś kochającą żoną i bardzo dbasz o męża.dlatego nie będę tu tolerowac wpisów,które w jakikolwiek sposób zburzą Twój spokój.
                                                    masz prawo do przeżywania żałoby,smutku,rezygnacji,gniewu,bezsilności.to wszystko jest normalne i naturalne.
                                                    taka nasza natura,że cały czas pytamy.to dobrze.dzięki temu myślimy i czujemy.
                                                    nie ściskam-jestem
                                                    D.
                                                  • renata8881 Re: Reniu 20.12.13, 18:54
                                                    Mysmy juz przeszli przez ziola tesciowej i jej wyrzuty,ze maz ich nie chce. Ona w Polsce a my tu ale Skype przybliza rodzine. Oferowano nam terapie nafta, ktorej tez nie probowalismy,a dodam tylko,ze osoba ktora nas do tego namawiala wlasnie ma nawrot raka. Oczywiscie przykro mi z tego powodu ale nafta to nafta a nie lekarstwo. Inne mnie sensowne propozycje tez byly i nie bede ich opisywac. Ja tylko wolno acz systematycznie czytalam wszystkie wpisy na forach onkologicznyc i probowalam zrozumiec raka i co powinnam robic ja jako zona. Tu sie u was zadomowilam bo tu najwiecej ciepla bije.
                                                  • iskierkanadziei0 Re: Rak jelita - moj maz 20.12.13, 17:56
                                                    Wiara czyni cuda. Prosze o tym pomyslec, prosze uwierzyc ze wszystkich sil. Pomodle Sie Za Pania
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 20.12.13, 18:27
                                                    iskierko,bardzo Cię proszę,przestań
                                                    módl się jeśli chcesz
                                                    ale kiedy sie modlisz,pamiętaj o słowach-niech się dzieje Twoja wola
                                                    nie jesteś w stanie wskrzeszac zmarłych,nie pisz,że możesz swoją wiarą uzdrowic
                                                    bo nad Tobą jest Bóg,który,jeśli będzie chciał,zrobi to.jeśli będzie chciał.
                                                    pokora jest dobrą matką,uwierz w to.
                                                    nikt nie zabrania wierzyc-ale pamiętam,z mojej praktyki pracy w hospicjum-najżarliwsza wiara gaśnie,jak się nie ma oparcia w rzeczywistości.a im bardziej ktoś odlatuje,tym z większej wysokości spada.
                                                    dlatego jeszcze raz proszę-po raz ostatni zresztą-uważaj na to,co piszesz.na swoje słowa.
                                                    nie znamy Cię,nie przedstawiłaś się,nie opisałaś swojej historii
                                                    jedyne,co tu na razie zrobiłaś,to namieszałaś w wątku
                                                    przez takich ludzi jak Ty-którzy uważali,że chemioterapia jest niewiarą w Boga i moc uzdrawiania,o mało nie wylądowałam z zawałem w szpitalu
                                                    uważaj na to,co piszesz
                                                    to nie jest forum uzdrowicieli
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 20.12.13, 18:48
                                                    Dorotko, nie denerwuj sie prosze ja nie mialam zamiaru poruszac tematu wiary zeby nikogo nie urazic ale ja mam i moj maz tez co nie znaczy,ze burzy ona nasz spokoj. Nie jestesmy zli na stworce ani nie myslimy,ze nagle cos sie zdarzy. Zwyczajnie wierzymy,ze kazdy z nas ma zapisany swoj czas tam u gory i ze cos tam po smierci jest, to pomaga. A nadzieja, ta zawsze jest puki czlowiek jeszcze zyje. To tyle tematem naszej wiary i nie bede do tego tematu wiecej wracac.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 20.12.13, 18:52
                                                    Reniu-kazdy ma swoje powody wiary i swoje drogi wiary-ja to rozumiem,sama jestem osobą wierzącą
                                                    ale-pisac komuś,że ma małą wiarę-jak zrobił to iskierka-to bezczelnośc.po prostu.trzeba miec wyczucie.
                                                    a ten temat akurat mi bardzo leży-bo kilka miesięcy temu naprawdę ktoś niby-znajomy powiedział mi,że to,że przeszłam leczenie onkologiczne świadczy o mojej małej wierze.bo gdybym wierzyła odpowiednio bardzo,to bym była wyleczona bez chemii.uwierzysz?bo ja do dzisiaj to pamiętam.i gdyby nie moi normalni znajomi,którzy mnie wtedy postawili na nogi,to pewnie bym sobie coś zrobiła.
                                                    NIE WOLNO pisac,że ktoś choruje lub umiera,bo za mało wierzy.po prostu-nie wolno.
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 20.12.13, 18:55
                                                    To by znaczylo,ze ten ktory umarl za nas na krzyzu tez nie mial wiary.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 20.12.13, 19:21
                                                    trafne:)
                                                    do tego,co pisałaś wyżej-brutalna prawda jest taka,że 50% "moich" chorych,którzy umierali,mieli przy sobie coś-cudowną wodę,olejki,kamyczki,ziółka.były rodziny,które umierającym wlewały mikstury do ust...
                                                    ja rozumiem-walka.ale nie wolno choremu-czy rodzinie,robic krzywdy.
                                                    w "moim"hospicjum była grupa modlitewna-kiedy raz poprosiłyśmy,żeby np.modląc się przy/z chorym zapytały np.czy mu podac coś do picia,panie obraziły się.bo one są od modlenia...
                                                    wiem Renatko,że się rozumiemy.bardzo chcę,żebyś tu się dobrze czuła i przychodziła zawsze,kiedy będziesz czuła potrzebę.
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 20.12.13, 20:16
                                                    To jakies szamanstwo z ktorego nie zdawalam sobie sprawy. Nie, ja tylko chce byc blisko meza do puki sie to da. Wlasnie zeby podac mu ta krople wody czy obetrzec spocone czolo. Kiedy byl w szpitalu to tylko ja go mylam i robilam rozne inne rzeczy. Pielegniarki odganial i mowil,ze zaraz bedzie zona i ona to zrobi. Swoja droga swietne kobiety. Co zrobilo na mnie wrazenie to to,ze one umialy podejmowac decyzje same i czasem nawet nagiac doktora do zaistnialej sytuacji. Odpowiadaly na tysiace pytan i nigdy nie daly poznac,ze wyglupiam sie z jakism pytaniem. Potrafily pomoc nie tylko mezowi (ktory czol sie zaglaskany) ale mnie. Jak chcial isc do domu to wypisaly go o 20ej wieczorem tylko dzieki upartemu sciganiu lekarza a rano zadzwonily czy dobrze sie czuje i czy moze che wrocic do szpitala! Powiedzial po polsku,ze chyba na glowe upadly ale im nie powtorzylam po angielsku.
    • iskierkanadziei0 Re: Rak jelita - moj maz 20.12.13, 21:02
      Kwestia wiary to bardzo delikatny temat,dla kazdego indywidualny, nie milam.zamiaru nikogo urazic i absolutnie nie mam pojecia skad wzielo soe stwierdzenie ,ze jak ktos malo wierzy albo nie Wierzy to Dotyka go Nieszczescie. Nieszczescia Dotykaja as szystkich ,bez Wzgledu a wszystko. Ja chcialam ylko zasugerowac,ze modlitwa pomag. Ufnosc panu Bogu Jezusowi I Mateczce tez. Nie nie Jestem zakonnica,nie Pochodze Z adnej Seksty,mam 21 lat ,studiuje , zyje . Moj ata Zachorowal ,kocham go nad Zycie i ucieklam do Boga,leczy Sie oczywiscie i wiara Nie Broni mu Przyjmoac chemioterapii ,co Za bzdura. Po Prostu...wiara Czyni cuda
      • iskierkanadziei0 Re: Rak jelita - moj maz 20.12.13, 21:12
        Powiem szczerze,jest mi cholernie przykro, chcialam pomoc zostalam potraktowana jak szamanka, to Niedorzeczne. W kazdym razie absolutnie Nie Chce burzyc czyis przekonan, tylko zachecilam. To ,ze pracuje Pani W hospicjum O Niczym nie Swiadczy,prosze mi wierzyc. I skusze Sie nawet ,zeby stwierdzic ,ze nie Powinna Pani Tak Naskakiwac na osoby ,ktore maja Odmienne rsekonania niz Pani i absolutnie Nie zamierzam wdawac Sie w dyskusje . To Dla kazdego Kwestia Indywidualna .
        • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 20.12.13, 22:12
          tu nie chodzi o dyskusję o przekonaniach-bo to Ty je tu narzuciłaś.a nawet nie zapytałaś-czy możesz.
          weszłaś butami w czyjś wątek-zobacz,nawet nie napisałaś,kim jesteś i dlaczego tu jesteś
          przyzwoitośc by tak podpowiadała
          poza tym-nie możesz w wątku o umierającym człowieku pisac,że wiara czyni cuda.bo powinnaś brac odpowiedzialnośc za swoje słowa.co napiszesz Renacie,kiedy jej mąż umrze?pomyślałaś? jesteś nową osobą na forum-postaraj się trochę opanowac
          • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 21.12.13, 16:44
            Iskierko nie dziw sie Dorotce, ona tylko chce nas bronic. Jest osoba doswiadczona i to nie tylko przez prace w hospicium ale sama przeszla walke z rakiem.
            Ty masz tyle lat co moja corka i w tym wieku chce sie gory przenosic i wierzy sie, ze to mozliwe. Zycze twojemu tacie wyzdrowienia i wszystkiego najleprzego. Chciala bym tylko zebys uwazala ze swoja wiara bo jesli tacie sie nie uda to co, to bedziesz zla na Boga? Pamietaj,ze jesli bedziesz potrzebowala czegos to zawsze tu mozesz zagladac. Ta sama Dorota zawsze znajdzie czas zeby odpowiedziec na twoje pytania i pomoc tak jak umie a sa i inne osoby tez.
            • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 21.12.13, 17:10
              dziękuję Reniu
              bo jest właśnie tak,jak piszesz
              • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 22.12.13, 19:08
                A moj biedak od rana dzis ma zawroty glowy i wymiotuje. Dalam mu tabletke na wymioty jakas godzine temu (u nas polodnie) i mam nadzieje,ze mu przejdzie. Wyglada,ze troche lepiej i moze zasnie troche. Nawet zjadl kanapke. Jesli znowu powtorzy sie to bede dzwonic do dyzurnych pielegniarek co robic.
                Juz wlasciwie z dnia na dzien golym okiem widac pogorszenie. Jeszcze troszke chodzi ale wlasciwie tylko do ubikacji, a potem sapie ciezko.
                • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 22.12.13, 19:32
                  masz ciśnieniomierz?
                  jak możesz,zmierz mu ciśnienie
                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 22.12.13, 19:50
                    Teraz spi i za zadne skarby go nie bede budzic ale zmierze jak sie obudzi. Zazwyczaj ma w dolnej granicy normy od czasu kiedy rozpanoszyl sie rak. Jedynie puls jest ok 100, 113.
                    • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 22.12.13, 20:02
                      Powinien niedlugo sie obudzic sam wtedy sprawdze. Jesli jest zbyt niskie to co mam robic? Jest cos co samemu mozna zrobic? Bo nie mysle,ze zawroty glowy moga byc ze zbyt wysokiego cisnienia. Przypomnialo mi sie,ze po ostatnim badaniu krwi jakies 1,5 tygodnia temu podano mu kroplowke na zbicie wapnia wlasnie zeby mu sie nie krecilo w glowie. Jutro nastepne badanie.
                      • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 22.12.13, 20:19
                        jakby bardzo mu się kręciło,zadzwoń gdzieś,masz tel do kogoś,kto się nim zajmuje?
                        tętno trochę wysokie-boli go bardzo?
                        • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 22.12.13, 20:46
                          Teoretycznie moge kontaktowac nasza onkolog ale w niedziele to ona jezdzi po szpitalach i odwiedza swoich pacjetow, tych w gorszym stanie, wiec to moze potrwac. Mam dyzurne pielegniarki i pogotowie. Dlatego jutro bedziemy zalatwiac opieke paliatywna zeby miec konkretne osoby, ktore beda widzialy meza na codzien i wiedzialy co robic.
                          Wlasnie zmierzylam mu cisnienie; 128/78 i puls 86 ale tyle co sie obudzil. Mowi,ze mu troche lepiej juz.
                          • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 22.12.13, 20:54
                            ok,to nie jest źle
                            ale jakby coś się zaczęło pogarszac,zadzwoń i powiedz,co się dzieje-lepiej o raz za dużo i potem się gryźc,że niepotrzebnie
                            już jutro poniedziałek
                            czy u was tez się psuje pogoda?zapowiadają straszny wiatr-a to może miec wpływ na jego samopoczucie
                            • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 22.12.13, 21:17
                              Wiatr? U nas jest -22C a odcz. -31C :) witamy w Manitobie, swieci slonce ale cisnienie spada. Nie jestem pewna czy on mowi mi prawde jak sie czuje bo moze byc tak,ze nie chce do szpitala. Musze obserwowac co sie dzieje sama.
                              • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 23.12.13, 08:35
                                :)
                                dawaj znac
                                • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 23.12.13, 17:18
                                  Nie poszlismy na badanie krwi, maz jest zbyt slaby. U nas jest 10a rano i jestem juz po rozmowie z glowna pielegniarka z onkologi, ktora zalatwia nam opieke paliatywna. Prawie zaraz po tym zadzwonila onkolog zeby wypytac o szczegoly i czy ja tez czegos potrzebuje. Czekamy teraz na pielegniarke, ktora ma przyjsc i ocenic co jest potrzebne i wyjasnic szczegoly. I tu przypomina mi sie roznica miedzy Polska a Kanada. Jesli wzywamy pogotowie i mowimy,ze chory ma raka to jada jak do zawalu serca. Jesli pacient jest pd opieka paliatywna to nie beda go reanimowac bo uwazaja to za przedluzenie cierpienia. Natomiast jesli jest w trakcie leczenia to postepuja z nim jak z kazdym innym chorym.
                                  Mam nadzieje,ze beda w stanie pomoc mezowi z bolem i samopoczuciem.
                                  Zaczyna mowic,ze boi sie obudzic wiecie gdzie.
                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 23.12.13, 17:34
                                    Reniu,czyli albo bardzo go boli,albo ma dusznośc,dopytaj
                                    i powiedz o tym temu,kto do niego przyjedzie
                                    daj znac,co powiedzieli
                                    • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 23.12.13, 17:51
                                      Napewno o tym powiem i zastanawiam sie czy oni przyniosa miernik (cholera, nie wiem jak to po polsku) do monitorowania oddechu. Troche sie boje,ze mam zbyt duze oczekiwania i ze trzeba bedzie do hospicium. Chociaz przez swieta w domu.
                                      • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 24.12.13, 08:23
                                        czujnik oddechu,pulskosymetr
                                        jak po wizycie?
                                        • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 25.12.13, 03:53
                                          Wizyta doctora trwala 3 godziny. Maz w miedzyczasie usnal to przegonilam lekarza do drugiego pokoju. Wypytal o wszystko co bylo mozna, przegladnal wszystkie lekarstwa i czesciowo je pozamienial. Odpowiedzial na nasze wszystkie pytania dodal troche od siebie. Bylismy oboje z mezem wymeczeni. Nie trzeba jeszcze zandnych "przygnebiajacych" maszyn wg lekarza. Maz dostal sterydy, ktore go wzmocnily i wspomogly z bolem watroby. Maz bierze ten sam srodek przeciwbolowy ale troszke inaczej godzinowo i dzisiaj byl w duzo leprzej formie. Mysle,ze duzo dalo to, ze nie musi brac 8 tabletek z samego rana, psychika robi duzo. Wg lekarza tabletki przeciwbolowe pomagaja w rownym oddychaniu, przynajmniej jeszcze teraz. Dzisiaj z samego rana przyszla laborantka pobrac krew a potem pielegniarka zeby podac motylkiem te sterydy i jedno z lekarsw na sciagniecie wody ale tego nie bedzie dostwal dozylnie bo okazuje sie,ze jest to bardzo bolesne dla niego. Zobacze jak sie bedzie jutro czul. Moze to lepsze samopoczucie to tez i wigilia? Dostalam numer telefonu do pielegniarek i mozemy dzwonic w razie potrzeby 24 godziny co z koleii troche uspokoilo mnie. Do tej pory balam sie,ze po godzinach mam tylko pogotowie i lekarzy, ktorzy nie znaja historii choroby mojego meza. Teraz moge dzwonic zeby powiedziec np, ze konczy sie lekarstwo i pielegniarki to zalatwia, a to duzo.
                                          Nie mniej ciezko nam dzisiaj bylo przy stole wigilijnym. Ciesze sie,ze syn zdazyl powiedziec ze kocha tate. Zawsze widzialam,ze synynowi bardzo zalezalo na opinii meza ale nigdy nie byl wylewny z uczuciami. Nie wytrzymalam i poryczalam sie. Potem okazalo sie,ze syn kupil nam obojgu present jeszcze zanim bylo wiadomo,ze dalej juz nie ma nic. Jest to sliczny komplet talerzy z niedzwiadkami, ulubiony wzor meza. Troche mnie to dobilo,a zaraz potem maz kazal synowi opiekowac sie mama i siostra. Wtedy to juz musialam wyjsc z pokoju.
                                          • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 25.12.13, 12:03
                                            Reniu,ale to bardzo dobrze,że macie czas,na powiedzenie sobie ważnych słów
                                            potem się do tego wraca
                                            co do pomocy medycznej-mój szacunek,tak powinno wyglądac wszędzie
                                            • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 25.12.13, 15:51
                                              Czasem mam wyrzuty sumienia,ze mamy leprza opieke medyczna niz w Polsce. Kazdy tak powinnien miec. Wszyscy ludzie maja prawo do leczenia a potem godnej i spokojnej smierci.
                                              • sonja12 Re: Rak jelita - moj maz 25.12.13, 17:01
                                                tak czytam twój wątek i muszę napisać,ze takiej opieki to tylko pozazdrościć. U nas trzeba o wszystko wyprosić, wyżebrać i jeszcze dać załącznik, a w szpitalu onkologicznym nie zastanawiasz się wtedy ,że to nie tak powinno być.
                                                Wiem , bo doświadczyłam tego jak moja mama chorowała .To jednak dwa odmienne światy.Pozdrawiam serdecznie ,
                                                • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 25.12.13, 19:44
                                                  Jakies 4 lata temu bylismy w Polsce jak chorowal na raka brat mojego meza. Przez miesiac maz wozil go to do Katowic to do Bielsko-Bialej. Dopiero teraz otwieraja sie nam oczy jak inaczej to moglo byc. Brat odszedl jakies dwa miesiace pozniej ale mog miec wieksza pomoc ze nie wspomne o rodzinie, ktora musiala sama stawiac czola tej chorobie. Moj maz czasem wspomina brata i zal mu,ze nie mial takiej opieki jak on ma teraz.
                                                  Mysle,ze troche winy jest w warunkach, ktore maja pracownicy sluzby zdrowia ale wiele w mentalnosci ludzkiej. Pokutuje jeszcze z czasow komuny myslenie,ze robi nam sie laske ze wszystkim. To my mamy sie prosic i ewentualnie cos tam dostaniemy. Nawet jak bylismy w tamtym roku to w niektorych sklepach sprzedawcy byli burkliwi i wrecz niegrzeczni a co dopiero mowic o przychodniach lekarskich i szpitalach. Troszke sie zmienia ale bardzo wolno.
                                                  Co tu duzo gadac tutj jak przychodzi salowa zabrac od ciebie basen to slyszysz dziekuje! Wyobrazacie sobie? Bo za pierwszym razem to bylam w szoku, za co to dziekowac ale taka juz tu mentalnosc. Jak wracam z Polski to juz w Toronto jest inaczej; prosze, dziekuje. Bardzo bym chciala zeby w Polsce sie zmienilo, bardzo. Mieszkamy tu od lat I uwazamy za dom ale nasze serca zostaly tam.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 25.12.13, 21:14
                                                    Renatko-ja ufam,że to się zmieni,jako służba zdrowia piszę;)
                                                    tak naprawdę o etos pracy coraz trudniej,ale.paradoksalnie,może prywatyzacja coś zrobi-personel będzie musiał w końcu chorego traktowac jak klienta,za którym idą pieniądze.a klient do chama pójdzie tylko raz.w dodatku przekaże swoją opinię innym.
                                                    ja już innego wyjścia nie widzę-żeby to zmienic od wewnątrz.byłam na róznych oddziałach,w różnych szpitalach.książkę by mozna napisac.
                                                    Reniu,a jak dzisiaj?lepiej?
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 25.12.13, 22:01
                                                    Dostaje sterydy a to zawsze daje troche sily i chyba pomaga psychicznie. Poza tym kupilam mu takie wygodne spodnie dresowe, ktore nie cisna w brzuch i wydaje sie,ze ubranie czyni cuda. Jakos jak ubierze sie i troszke podrepcze, posiedzi to psychicznie go to podbudowuje. Nie oszukuje sie bo widac jak watroba jest powiekszona nawet na zewnatrz ale bardzo sobie cenie te lepsze momenty. Nie musi brac tylu lekow doustnie jak wczesniej a to dla niego byla udreka. Nie wiem co bedzie jutro ale dzisiaj jest dobry dzien.
                                                    I nie liczy sie,ze poryczalysmy sobie troche z pielegniarka przy drzwiach.
                                                  • becik-pl Re: Rak jelita - moj maz 25.12.13, 22:11
                                                    A ja się nie zgodzę, że w Polsce jest tak źle. Fakt opieka onkologiczna taka sobie (bo lekarze małomówni, o wszystko trzeba pytać, ale jak ma się odrobinę wiedzy, to wiadomo o co, lekarze robią, co mogą, ale cudotwórcami nie są, niestety.) Za to opieka hospicyjna jest wspaniała. Przynajmniej my na takie hospicjum trafiłyśmy. Nie mogę złego słowa powiedzieć. Teraz, kiedy mama umiera mamy od nich ogromne wsparcie, dzwonimy po kilka razy dziennie i zawsze z sercem doradzają, co i jak. Wiemy, że nie jesteśmy z tym wszystkim same, to bardzo dużo. Pielęgniarki same dzwonią, jak mama, czy udało nam się podać leki i jak dajemy radę. Narazie dajemy, mama odejdzie w domu, nie wyraziła zgody na przewóz do hospicjum.
                                                    Renatko, trzymaj się. Jesteś wspaniałą żoną.
                                                  • sonja12 Re: Rak jelita - moj maz 25.12.13, 22:47
                                                    przepraszam,że zapytam o to, ale jaka była przyczyna choroby, czy lekarze wam coś konkretnego powiedzieli co spowodowało chorobę? Pisałaś,ze brat męża też chorował, czy
                                                    mogło to być uwarunkowane genetycznie? Czy były jakieś objawy , na które nie zwróciliście uwagi?
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 26.12.13, 04:36
                                                    Genetycznie, chyba nie. Tata meza zmarl na bialaczke, brat na raka pluc. Lekarze jedynie zastanawiali sie nad rodzinna sklonoscia do rozrostu komorek rakowych. Przyczyna? Nie jest wiadomo dokladnie. Wiem,ze maz ma polipy w zatokach i tak sobie mysle,ze mial je wlasnie w jelitach i od tego sie zaczelo. Rak jelit jest podstepny i nie ma objawow przez dlugie lata. Zastanawiam sie czy to,ze jakies 3 lata temu zaczal sie pocic przy robieniu roznych napraw, cwiczen to to byl objaw? Dopiero w tym roku zaczely sie problemy z zaparciami o czym nie wiedzialam i pokazywala sie krew w stolcu. Maz jednak myslal,ze przez hemoroidy, ktore mial. Dopiero po wzieciu dosc silnego antybiotyku na zatoki zaczela go bolec watroba i wyladowal na ostrym dyzurze gdzie uslyszal diagnoze; rak jelita grubego IVgo stopnia. Od smierci brata zmuszalam go do robienia badania krwi, przeswietlenia pluc i nawet badal prostate. Cios przyszedl z zupelnie innej strony.
                                                    Mysle sobie,ze duze znaczenie ma zanieczyszczone srodowisko,w ktorym wychowywal sie maz i nieprawidlowe jedzenie w dziecinstwie. Czym skorupka za mlodu nasiaknie tym na starosc traci. Lekarze nie umieja stwierdzic przyczyny, mowi sie o czerwonym miesie, polipach, alkoholu.Maz nie pil, przestal palic gdzies w okolicach poczatkow raka. Od kilku lat regularnie cwiczyl, jadl duzo owocow, tych jakis otreb pszennych i prowadzil aktywny tryb zycia. A teraz nie ma szans doczekac 47 urodzin.
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 26.12.13, 04:40
                                                    Becik, bardzo ci dzieku za dobre slowo i ciesze sie,ze masz pozytywne doswiadczenia z hospicium. To zanczy,ze cos sie zmienia i jest szansa na lepsze.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 26.12.13, 09:50
                                                    beciku-ja się bardzo,bardzo cieszę,że macie dobrą opiekę:)
                                                    hospicja to miejsca,gdzie tak po prostu msi byc,tam przeważnie pracują pasjonaci,po kto normalny brałby na siebie takie obciążenie?;)
                                                    ja raczej miałam na myśli inne oddziały-intensywną w szczególności,gdzie odwiedzających jest mało a o etyce pracy chyba tylko lodówki słyszały
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 27.12.13, 21:43
                                                    Dorotko odpowiem ci tu bo tamten wontek mial byc o occie:). Widzisz przez jakis czas maz czul sie corac gorzej i prawie nie wstawal. Mysle,ze czesciowo zdolowal go ten lekarz, ktory mu wywalil,ze to mniej jak dwa miesiace. W momencie kiedy dostal sie pod opieke paliatywna to zaczal czuc sie lepiej i fizycznie i psychicznie. Wczoraj bylismy na spacerze. Dzisiaj mialam rozmowe o wyniku z badania krwi. Lekarz porownal go do tego z poczatku grudnia i mowi,ze nie ma roznicy! W tym przypadku to dobrze bo to znaczy ze rak nie postepuje tak szybko, a przynajmniej ja sobie tak to tlumacze. Wiem,ze nie ma ratunku ale moze zostanie mu darowane troszke wiecej niz lekarz mowil? Z reszta on sam mowil,ze kazdy czlowiek jest inny.
                                                    Staram sie nie wychodzic zbytnio myslami do przodu i zyc dniem dzisiejszym choc to trudne.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 28.12.13, 08:43
                                                    Renatko-bo to jest paradoks paliatywu-w momencie,kiedy chorego nie męczy się badaniami,leczeniem(gdzie na pewnym etapie jest to jż męczenie,uporczywa terapia),chory zaczyna się cieszyc każdym dniem.ból jest opanowany,macie opiekę-i pewnie trochę czasu w prezencie...
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 28.12.13, 15:22
                                                    Tak wlasnie o tym sobie mysle. Tylko,ze troche przechwalilam, ktos mu sprezetowal chyba wirusa bo boli go gardlo. U nas dzisiaj pada snieg i wieje ale musze gdzies jechac po tabletki do ssania.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 28.12.13, 19:55
                                                    niech pije coś ciepłego
                                                    zapytaj,czy ma jakiś specyficzny smak w ustach,może treśc z żołądka mu się cofa i podrażnia gardło
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 29.12.13, 00:33
                                                    Dziekuje Dorotko ale sprawa sie wyjasnila. Pielegniarka stwierzila,ze to plesniawki. Lekarz zapisal plyn do plukania,a teraz czekam na dostawe z apteki. Pogoda bardzo sniezna i wietrzna i to opoznia dostawe.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 29.12.13, 09:08
                                                    o,to dobrze
                                                    czyli trzeba zwrócic uwagę na higienę jamy ustnej.może go coś boli?
                                                    pleśniawki powstają przy obniżonej odporności,wystarczy potem mała ranka i cała buzia jest nimi wypełniona
                                                    współczuję,bo pewnie bardzo go bolało
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 29.12.13, 16:18
                                                    I kicha, nie chce nystatyny, mowi, ze go po tym mdli. Nie wiem czy cos jeszcze mozna zamiast nystatyny bede pytac pielegniarke. Ranek nie ma bo sprawdzalysmy obie z latarka ale i tak mu to dokucza. Tak poza tym to cisnie go powiekszajaca sie watroba I niektorych pozycjach nie moze gleboko oddychac. Nie pomaga mu,ze przy sterydach objada sie. Jak mu tlumacze,ze troche zbyt duzo I ze to mu moze przeszkadzac to mowi,ze to przeze mnie bo ja mu daje co on chce. Sledzi mu nie dalam, wyjadl jak urwalam sie na chwile do pracy, a przy boczku powiedzialam stanowczo; nie.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 29.12.13, 17:09
                                                    Reniu,u nas jest do kupienia aphtin albo sachol-to jest żel stomatologiczny do kupienia bez recepty.może macie też u siebie?
                                                    inna rzecz-szałwia do płukania ust,to pewnie zdobędziesz.rumianek.
                                                    może chociaż trochę pomogą
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 29.12.13, 19:16
                                                    Wiesz czasem sobie mysle,ze mieszkamy jednak w zacofanym panstwie ale tu chodzi pewnie o zle pojeta ochrone rynku. Nie ma tu sacholu, nifuroksazydu ani nawet sylimarolu. Zaopatrujemy sie w te specyfiki w polskim sklepie albo dostajemy od rodziny. Moj sachol byl juz przedatowany i wyladowal w smieciach. Maz puki co zgodzil sie na pedzlowanie nystatyna byle nie lykac jej, a do tego ma brac tabletki nystatyny. Zobaczymy moze to bedzie dzialac i zadzwonie do polskiego sklepu moze maja sachol.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 29.12.13, 19:32
                                                    o patrz,nie pomyślałam.że możesz miec problem;)
                                                    ogranicz mu teraz cukier-to namnaża grzyba
                                                    a czym on płucze usta?może go zbyt wyjaławia?
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 29.12.13, 21:03
                                                    No wlasnie chcemy pedzlowac nystatyna ale nie wiem co z tego wyjdzie bo sam zaproponowal a teraz sie uchyla. "Plukal" usta ta nystatyna w zawiesinie a potem mial polknac i to byl ten najgorszy dla niego moment dlatego zapisal lekarz tabletki. Myslalam zeby plukac tym plynem do pielegnacji jamy ustnej ale to na alkoholu i wysusza. Sacholu i rumianku nie chce za skarby. Mysli,ze tabletki uczynia cuda. Tak w ogole to mysle,ze on to mial juz od jakiegos czasu ale nie czul zbytnio (przyzwyczail sie ?) i dlatego bedzie gorzej pozbyc sie tego. Dzisiaj ogolnie taki oslabiony i spi duzo.
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 01.01.14, 07:43
                                                    Mam nadzieje,ze dla was ten rok skonczyl sie spokojnie. W poniedzialek zwrocilam uwage pielegniarki na dosc wydenty i twardy brzuch u meza bo myslalam,ze zbiera mu sie plyn. Pielegniarka tez byla przekonana,ze tak jest. W rezultacie wczoraj odbylismy wyprawe do szpitala na USG zeby sie dowiedziec, ze plynu nie ma i ze to rak robi postepy. Oczywiscie maz sie ucieszyl z faktu,ze nie ma wody i ze nie bedzie musial z zadnego innego powodu zostac w szpitalu bo tego obawial sie najbardziej. Ja juz tak ucieszona nie bylam bo i z czego sie cieszyc?Bydle rosnie i po woli zabiera mi meza, a ja czekam kiedy bedzie pogorszenie i czy bedzie ono gwaltowne? Czy bedzie go bardzo bolalo? Onkolog byla zla na tego lekarza, ktory okreslil nam czasowo ile maz pozyje bo mowi,ze tego zaden lekarz nie stwierdzi. Po polodniu zadzwonila corka,ze miala wypadek ale nie ma zadnych obrazen tylko auto jest pokiereszowane. Wyslalam po nia syna i kiedy wrocila do domu to sie trzesla jak galareta. Sprawdzilam sama czy nic jej nie jest. Mowi,ze jeszcze jej sie tak nigdy nie zrobilo zeby na prostej drodze, bez przyciskania stopu lub przyspieszania auto nagle obrocilo sie o 180 stopni walnelo w wielka betonowa donice (pas miedzy przeciwnymi kierunkami jazdy) drzwiami od strony pasazera. Biedna nie martwila sie niczym innym tylko,ze nie bedzie mogla wozic taty na umowione wizyty. Dalam jej hydroxizyne na uspokojenie, dalam sie wyplakac, wygadac i wsadzilam pod koc. Potem nie wiedzialam czy siedziec z mezem w jednym pokoju czy z nia w drugim. Maz sie zdenerwowal,ze nie moze niczego sam zalatwiac tak jak dawniej. Przypomnialo mu sie, ze nas zostawi na pastwe losu a potem zaczal rozmawiac co moze byc po tej drugiej stronie i skonczylismy dzien. Jak ja bym chciala uszczypnac sie I stwierdzic,ze to wszystko to tylko jakis koszmarny sen......
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 01.01.14, 09:44
                                                    rozumiem Kochana
                                                    bardzo współczuję...
                                                  • becik-pl Re: Rak jelita - moj maz 01.01.14, 11:00
                                                    Renatko, trzymaj się jakoś kochana i pamiętaj też o sobie. Przytulam (jeśli chcesz ).
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 01.01.14, 18:36
                                                    Dzieki dziewczyny ale czasem jest tak ciezko a wiem,ze bedzie jeszcze ciezej. Dobrze,ze mam was bo w domu to ja musze byc ta silna.
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 02.01.14, 21:31
                                                    Czytam posty Magdy i serce mi peka. Czekam kiedy tak bedzie u nas. Tyle tylko wiem, ze nie bedzie wymiotow bo to juz przerabialismy przed sama operacja (perforacja jelita) i raczej nie zatka sie, juz tam raka nie ma i jest juz odlaczone. Dalej jednak nie wiem nic co nas czeka. Badania wykazuja,ze nie ma dalszych przerzutow i tylko watroba coraz gorsza. Pielegniarka mowi,ze moze byc roznie. Moze ktoregos dnia nagle calkiem oslabnac albo slabnac wolno przez jakis czas. Najbardziej sie boje,ze np wejdzie do lazienki i tam upadnie albo spadnie ze schodow. Do tego wali sie wszystko inne, a wszystko musze zalatwiac sama bo on juz nie pomoze. Corka ma zle wyniki krwi i wlasnie odwolano jej wizyte u lekarza, a ja sie boje ,ze to moze byc bialaczka jak u jej dziadka od strony meza. Dlaczego wszystko wali sie razem? I tak trudno uwierzyc,ze zostane sama. Dzisiaj dobrze sie czuje i nawet sie ogolil sam...
                                                  • becik-pl Re: Rak jelita - moj maz 03.01.14, 11:11
                                                    Renatko, wszystko na Twojej głowie, bidulo. Jakie to życie niesprawiedliwe....
                                                    I nie dręcz się, nie twórz projekcji, jak to będzie u Was. Co ma być, to będzie. Nie przeskoczysz tego. Życzę dużo siły i wytrwałości.
                                                    Z córką wierzę, że wszystko się poukłada, ale wyniki powtórz koniecznie, oby to nie było to. Moja siostra też ma złe wyniki krwi, jak u chorych na białaczkę:-( Jest w ciąży, może to to, może stan zapalny od zębów....nie wiadomo, musi porobić dodatkowe badania.
                                                    Trzymaj się.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 03.01.14, 15:06
                                                    REniu,mówili Ci jak wygląda śpiączka wątrobowa?wrzuce cos później na ten temat
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 03.01.14, 15:43
                                                    Wiem,ze spiaczka istnieje ale nie znam dokladnych szczegolow. Nie mam zbytnio czasu zeby pokopac za tym, a pielegniarka jak wychodzi to mam tyle do pytania no i maz nie pozwoli mi pogadac z nia bo zaraz wola po cos do siebie. Dzisiaj czuje sie gorzej i boje sie bo go dosc czysci tzn nie biegunka ale przed spaniem byl czyscic ta swoja torbe dwa razy i zaraz po wstaniu raz. On ma sklonnosci raczej do zatrzymania. Musze jeszcze zalatwic to cale oswiadczenie,ze moge zalatwiac sprawy w jego imieniu. Dzwonilam do kilku prawnikow ale nie przychodza do domu, w szpitalu personelowi nie wolno swiadkowac. Zapytam pielegniarke co robic.
                                                    Czytalam te posty o umieraniu na tym drugim forum i wydaje mi sie,ze tuz przed tym jak przestalam pracowac moj maz mial niektore z tych objawow, tzn sine paznokcie u rak i nog, oczy mu zapadly, byl slaby. nic go juz nie interesowalo i jad duzo zadziej. Po jakims tygodniu to wszystko zniklo. Mysle,ze darowano mu troche wiecej czasu. Pytanie ile?
                                                    Chcialam tylko napisac jeszcze o tych tabletkach, ktore bierze na sciagniecie wody. Mysle,ze to jest wazne bo nawet pielegniarka mowila,ze to dzieki temu nie ma wody w brzuchu i moze chodzic jeszcze (noig tak nie puchna). Pisze to bo zauwazylam,ze w Polsce raczej nikt tego nie boerze. Mysle,ze powinni pytac lekarzy o to. Do puki jest mozliwosc podawania lekow doustnie to to pomaga duzo ze sciaganiem plynu z organizmu.
                                                  • anna.wasil Re: Rak jelita - moj maz 03.01.14, 18:35
                                                    Nie będę szukać i wklejać linków.Napiszę szybko..w śpiączce wątrobowej był mój teść.Chodzi o to że do mózgu uwalniają trujące substancje,których nie przerabia wątrąba i trzustka.Nie będę Cię również pocieszać..u nas trwało to ok.dwa tygodnie.W poniedziałek Leszek został przewieziony do hospicjum(w miarę świadomy) od środy nie było już z nim kontaktu.
                                                    Co do wodobrzusza,u teścia też było to farmakologicznie.A prawda jest taka że jakby zaczęli ściągać wodę mieliby dużo więcej pracy.Takie realia Polskie.
                                                    Nie czytaj o umieraniu..nie ma to sensu.Pochowała ostatnio trzy bliskie mi osoby i każda z nich odchodziła inaczej.Musisz być silna ...musisz za Was dwoje
                                                  • anna.wasil Re: Rak jelita - moj maz 03.01.14, 18:42
                                                    www.medycynaratunkowa.com.pl/intensywna-terapia/?spiaczka-watrobowa,138
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 03.01.14, 19:38
                                                    Puki co to jedyne co widze u mojego meza z tego co tam pisze to czasem drzenie rak. Jesli bedzie bardzo zle a bede wiedziala,ze moga mu zlagodzic cierpienie w hospicjum to tam go wezme. Mam w nosie czy ktos powie,ze ide na latwizne. Ja tylko chce zeby bylo mu lzej.
                                                    Teraz mnie dobija to czekanie......
                                                    Dzisiaj nie czuje sie dobrze ale u nas jest niz cisnieniowy i duzo ludzi zle sie czuje lacznie ze mna. Snieg wali jak glupi i swiata prawie nie widac.
                                                  • anna.wasil Re: Rak jelita - moj maz 03.01.14, 20:11
                                                    Renia hospicjum to miejsce dla ludzi,którym medycyna i lekarze nie są w stanie pomóc.My też miałyśmy dylemat z teściową czy oddać tam Leszka.Odszedł w spokoju,zadbany (u nas są trochę inne realia niż u Was ). Masz rację miej to w nosie,Ty dbasz o najbliższą osobę i jej spokój.
                                                    Mama.rozy najlepiej opisze Ci co się dzieje w hospicjach.Pracują tam ludzie o złotych sercach.Ludzie z powołania i chęci niesienia pomocy innym.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 03.01.14, 20:16
                                                    no bywa różnie,ale ja bym akurat o to się nie martwiła
                                                    ani o to,co kto powie
                                                    to wasze życie-wasze przeżycia
                                                    wiem,że każda decyzja będzie tą trudną,bo zawsze będziecie się zastanawiac,czy wybór był dobry
                                                    ale jesteś bardzo dzielna Reniu
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 03.01.14, 21:47
                                                    Wiem,ze podejme taka decyzje w momencie kiedy nie bede mogla mu ulzyc w cierpieniach. Puki co jest jeszcze dobrze tzn. nie ma takiego duzego bolu,a przynajmniej tabletki pomagaja no i moze swobodnie oddychac. Troche sie boje,ze kiedy bedzie juz bezwladny nie porobie wszystkiego kolo niego. Nie zawsze jestem silna na tyle zeby porobic wszystko w domu, odzywa sie zdrowie ale tez nie bede go wypychac z domu na sile. Tu czuje sie spokojnieszy i bede zwlekac, moze sie uda,ze odejdzie w swoim lozku.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 03.01.14, 21:52
                                                    Renatko-Ty go znasz najlepiej,wiesz,co dla niego będzie najlepsze
                                                    ma wspaniałą żonę
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 03.01.14, 23:23
                                                    3-go marca bylo by 24 lata od cywilnego, 24 fantastyczne lata, czasem biedne,a czasem smutne ale zawsze razem.
                                                  • becia10031968 Re: Rak jelita - moj maz 10.03.14, 14:30
                                                    Reniu to tak jak u nas 1 września byłoby 24 lata,tez bywało ciężko,niekiedy bardzo ciężko tym bardziej że mąż miał chorobę alkoholową walczyłam z tym nałogiem około 16 lat i udało mi się.Mąż mnie nie krzywdził będąc pod wpływem alkoholu,ale na mnie działało to jak płachta na byka ,mój pierwszy mąż też miał z tym problem tyle że mnie bił,powiedział nawet kiedyś że zrobi ze mnie wariatkę i wsadzi do psychiatryka,znaliśmy się i byliśmy ze sobą od 4 klasy podstawowe,a rozeszliśmy się rok po ślubie.Będąc w wojsku zdradzał mnie.
                                                    W drugim mężu zakochałam sie od pierwszego wejrzenie ,gdzie wcześniej wyśmiewałam się z tego.Aż trafiło i mnie.Mówiono o nas że tyle lat jesteśmy już ze sobą a wciąż kochamy się ,co widać było jak MM-y.
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 10.03.14, 18:03
                                                    Moj pierwszy pil i awanturowal sie ale nigdy nie podniosl na mnie reki tylko, ktoregos dnia uderzyl naszego synka i to byl moment kiedy podjelam decyzje,ze nigdy wiecej moj syn nie bedzie bity przez pijanego ojca. Dziecko nie chcialo zjesc wszystkiego z talerza. Przez dwa lata probowalam mu pomoc skonczyc z nalogiem ale jego kochana rodzinka zaczela sie z niego wysmiewac i pekl. Mojego durgiego poznalam przez przypadek w momencie kiedy myslam,ze nigdy wiecej zadnych facetow ale on byl uparty. Podbil mnie swoim zachowaniem wzgledem mojego syna. Nie pil bo jego tata pil i maz przysiagl sobie,ze jego rodzina bedzie szczesliwa.
                                                  • anna.wasil Re: Rak jelita - moj maz 03.01.14, 23:21
                                                    Renia nie wiem co napisać..łzy zalewają mi oczy ...
                                                    Przytulam..nic więcej nie jestem w stanie napisać
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 03.01.14, 23:58
                                                    Jeszcze nie placze, jeszcze go mam. No moze czasem. Dzisiaj czul sie zle i myslalam,ze to juz sie zaczyna ale to chyba tylko pogoda....
                                                  • aga907 Re: Rak jelita - moj maz 08.01.14, 00:52
                                                    renata8881 napisała:

                                                    > Jeszcze nie placze, jeszcze go mam. No moze czasem. Dzisiaj czul sie zle i mysl
                                                    > alam,ze to juz sie zaczyna ale to chyba tylko pogoda....
                                                    Renata8881 moj maz jest rok po operacji jelita grubego, teraz znalezli jakiegos guzka na moczowodzie, czekamy na pet scan i decyzje lekarzy co dalej
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 08.01.14, 16:31
                                                    Walczcie za wszelka cene, nie dajcie sie zbyc! Jak sama piszesz to maly guzek to sa duze szanse do usuniecia. Moj byl na straconej pozycji juz w dniu kiedy znalezli tego bandyte. Zdazyl zaatakowac watrobe i pluca a watroba byla nieoperacyjna. Powodzenia zycze i sily do wytrwania. Pilnuj zeby maz sie nie poddal bo od nastawienia duzo zalezy. Za drugim razem czasem ludzi ogarnia zniechecenie choc walka jest do wygrania.
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 13.01.14, 07:26
                                                    Mam pytanie czy sylimarol moze powodowac wymioty? Poczytalam sobie o tym ostropescie a moj zacal dzisiaj wymiotowac. Teraz nie wiem czy to dlatego,ze od kilku dni bierze sylimarol
                                                    czy moze sterydy przestaly dzialac i jak dlugo sterydy moga pomagac? Zaczal wymiotowac jakos kolo poludnia i to nie jakas trescia tylko wlasciwie sama slina. Jak nagle zaczal tak nagle przestal i tak bylo ze trzy razy. Z drugiej zas strony widac jak slabnie, spi wiecej, rece mu drza i jest coraz mniej aktywny.
                                                    To czekanie na nieuniknione wykancza moje nerwy.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 13.01.14, 08:46
                                                    co oprócz tego dostaje?miał wcześniej kłopoty z połykaniem?
                                                    zadzwoń do waszych pielęgniarek,może dadzą radę podjechac albo podpowiedzą,co zrobic
                                                    mąz wstaje?podnosi się?
                                                    postaraj się,żeby leżał na boku,pod policzek połóż ręcznik
                                                    dawaj znac,jesteśmy
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 13.01.14, 16:13
                                                    Jeszcze troche wstaje, do tabletek siada albo na brzegu lozka albo na fotelu obok. Nie ma problemu z polykaniem. Slabnie wolno z dnia na dzien i tylko czasem jest taki dzien,ze mysle ze juz teraz bedzie szybko, a na drugi dzien jest juz lepiej. W sumie taka hustawka. On przez dwa lata cwiczyl a poza tym zawsze byl aktywny fizycznie i mysle,ze to mu teraz procentuje. Natomiast wczoraj wymiotowal pierwszy raz od tygodnia i to kilka razy dlatego chcialam wiedziec czy to moze sylimarol czy juz tak teraz bedzie. On ma zostawione srodki w szczykawce na podanie pod jezyk ale nie chce tego bo nie chce spac. Poza tym wymiotowanie przychodzi nagle i zaraz za 5, 10 min. juz jest dobrze tyle,ze go oslabia.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 13.01.14, 16:17
                                                    i to jest tylko ślina?
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 13.01.14, 16:48
                                                    No wlasnie, a przynajmniej wyglada jak slina nie ma tresci z zolatka, nawet jak jest dopiero po jedzeniu. Raz mowil,ze czul,ze to taka flegma byla. Nie wiem czy to odzywa sie moze ten co jest w plucach?
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 13.01.14, 17:21
                                                    a kiedy wymiotuje?po jedzeniu?po wzięciu jakiegoś leku?piciu?leżeniu?
                                                    w ulotce sylimarolu jest tylko,że mogą wystąpic zaburzenia żołądkowo-jelitowe,ale raczej jest to biegunka...
                                                    Reniu,przypomnij mi tylko,co jest zajęte nowotworowo w Twojego męża
                                                  • madziorek333 Re: Rak jelita - moj maz 13.01.14, 17:56
                                                    Witaj,jestem nowa - od dziś.A możesz napisać jakie wyniki ma Twój mąż,tzn. jak wątroba na dzień dzisiejszy wygląda? Czy leczenie onkologiczne jest już zakończone ? Dlaczego nie korzystasz z hospicjum domowego? Pozdrawiam
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 13.01.14, 20:02
                                                    Faktycznie Madziu jestes tu nowa :) Mam hospicjum domowe. Przychodzi pilegniarka mam calodobowy telefon gdzie moge dzwonic. Problem w tym,ze w Kanadzie nie znaja Sylimarolu. Jedynie lekarz kiedys sprawdzil dla mnie sylimarol na internecie i powiedzial,ze nie ma przeciwskazan.
                                                    Dorotko to pierwotnie rak jelita a teraz panoszy sie w watrobie i troche w plucach. Z wymiotowaniem dzisiaj spokoj ale u nas dopiero 13a. Wydaje mi sie,ze raz wymiotowal po wzieciu tabletek , raz po jedzeniu ale poza tym to nie wiem. Jesli zalozymy,ze to dzieje sie po polykaniu, no moze chwile potem to co z tego wynika?
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 13.01.14, 20:05
                                                    że coś się dzieje na linii od żołądka w górę
                                                    ma często czkawkę?
                                                    a jak się czuje po jedzeniu?je stałe pokarmy czy tylko płynne?
                                                    ma zaparcia?
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 13.01.14, 22:18
                                                    A no wlasnie, dowiedzielismy sie o bestji dzieki zaparciom. W tej chwilii ma juz stomie to wydawalo by sie,ze latwiej ale nie przy jego obzarstwie i braku ruchu. Dlatego dostaje te "zmiekszacze" dwa razy dziennie i pije jak ja to mowie popychacz raz dziennie (to jest to w plynie co dostajesz przed kolonoskopia). Co do jedzenia to je duzo i nie zawsze zdrowo. Odbja mu sie czesto ale bierze tabletke na kwasy zoladkowe i oslone zoladka. Wlasnie przez to jego jedzenie daje mu silimarol i wyglada,ze pomaga mu.
                                                    Przyszlo mi tez do glowy cos innego, poniewaz przychodza do niego pielegiarki to moze, ktoras cos przytargala ze soba? Mysle tu o wirusie. Dzisiaj jest spokoj jeszcze nie wymiotowal. Natomiast mamy wlasnie duzy skok temperatury do gory i jest chlapa na dworze czyli latwiej cos podlapac.

                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 13.01.14, 22:25
                                                    ja bardziej myślę o jakimś guzie,który mu uciska i dlatego ta ślina wraca
                                                    ale tak tylko myślę-wiesz,jak to jest
                                                    jak będzie mu ta gorączka rosnąc,albo rosnąc bardzo szybko,dzwoń do nich
                                                    ijakby zaczął majaczyc,czy byc pobudzony
                                                    albo miec dreszcze
                                                    daj mu zimny okład i dzwoń po kogoś,nie dawaj tabletek
                                                    a codziennie ma wypróżnienia w stomii?zmieniło się coś ostatnio?
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 13.01.14, 22:49
                                                    Jaka goraczka? Ja nic nie pisalam o goraczce. Bardziej prawdopodobny jest jakis nowy bandyta. Pilnujemy stomi i codziennie ma wyproznienia. Jutro rano ma byc pielegniarka to ja troche wypytam. A moze jest ucisk od powiekszonej watroby? Jak zje wiecej to tam wszystko cisnie na wszystko?
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 13.01.14, 22:51
                                                    pisałaś o skoku temperatury-dla mnie to oznacza gorączkę;)
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 13.01.14, 23:01
                                                    A no tak; skoku temperatury na dworze i dlatego ludzie tu zle sie czuja :) Do tej pory bylo bardzo zimno jakies dwa dni do tylu ocieplilo sie dosc gwaltownie.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 14.01.14, 08:46
                                                    hehe;)
                                                    napisz,jak dzisiaj
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 15.01.14, 00:00
                                                    Zbieram sie z pisaniem juz od kilku godzin ale ciagle cos..... Dzisiaj wymioty sie uspokoily. Rozmawialam z pielegniarka ale nie dostalam konkretnej odpowiedzi. Ogolnie rzecz biorac jesli jeden z elementow przewodu pokarmowego jest chory to caly przewod dziala na pol gwizdka i dlatego moga byc nudnosci, bol, itp. Niektore z lekow ktore maz bierze tez moga od czasu do czasu powodowac wymioty i tu chyba bedzie to bo ten plyn na przeczyszczenie moze powodowac nudnosci. Dzisiaj dla odmiany maz jest bardzo slaby i ledwie wstaje z lozka. Mielismy sie myc w wannie ale chyba nic z tego. Mam jakies takie przeczucie,ze u niego nie bedzie tej fazy kiedy przestaje sie jesc i pic, on bedzie jadl do konca. Czasem spi caly dzien i budzi sie tylko zeby zapytac o jedzenie co jakies dwie, trzy godziny.
                                                    Z filozoficznego punku widzenia ciesze sie,ze to nie byl nagly wypadek na ulicy i ,ze mam ten caly czas do przygotowania sie na rozstanie. Z jednej strony to czekanie mnie wykancza bo nie chciala bym zeby cierpial a tu nie wiem kiedy i jak ale z drugiej strony staram sie przygotowac na to. Oczywiscie prochy przed spaniem......
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 15.01.14, 07:12
                                                    Renatko,bardzo Ci współczuję
                                                    jak zobaczysz,że jest tak,ze stracił rozsądek w jedzeniu-tak też się zdarza-delikatnie ograniczaj porcje.
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 15.01.14, 07:25
                                                    Ty wiesz ze to dobry pomysl? Chyba tak bede robic. Dzisiaj jakos tak mniej zjadl w ciagu dnia ale nadrobil wieczorem. Glupia baba pokazalam,ze kupilam dwa rodzaje ciasta i chcialam wiedziec, ktory chce. Oczywiscie chcial oba a po godzinie kanapke i jak niesmialo zaczelam protestowac to na sam koniec zjadl juz tylko pomamarncze. Juz taki biedny slaby,ze nawet jak ma przejsc kilka krokow to mu ciezko. Przyznal sie,ze chcial by caly czas lezec.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 15.01.14, 07:57
                                                    to niech leży,zadbaj tylko,żeby nie miał żadnych fałd pod plecami/pośladkami
                                                    niech odpocznie
                                                    może byc tak,że jego organizm już nie wychwytuje odczucia sytości,że tylko jest głód-tak w skrócie
                                                    dawaj mu wybór nadal,ale już konkretnej porcji-czy zjesz to czy to,ale nie pokazuj całości
                                                  • bei Re: Rak jelita - moj maz 15.01.14, 08:28
                                                    Reniu, czytam Waszą historię, przez czerń strasznej choroby przebijają najpiękniejsze promienie miłości.
                                                    Życzę sił, życzę spokoju i wytchnienia....życzę zdrowia i cudu i wiary w sens doświadczania życia. Zaciskam kciuki do białości kostek w dłoniach- by było po Twojej myśli....
                                                  • marta_686 Re: Rak jelita - moj maz 15.01.14, 15:01
                                                    Zaglądam do Was codziennie i myślę też codziennie.
                                                    Nie zawsze piszę, bo nie zawsze wiem co...
                                                    Trzymam kciuki za najlepsze rozwiązania, żeby mąż Twój się nie męczył , żebyś Ty "dawała radę" bądźcie ze sobą jak najdłużej się da - trudno mi ubrać w słowa moje uczucia :(

                                                    Ania
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 15.01.14, 18:32
                                                    Dziewczyny dzieki za te slowa. To forum bardzo mi pomaga bo wiem,ze sa tu ludzie ktorzy mnie zrozumieja i ze zawsze moge sie wygadac. Mam corke ale nie o wszystkim chce i moga z nia rozmawiac. To samo z siostra, ona ma swoje problemy z mezem, ktory szwankuje dosc powaznie na zdrowiu. Staram sie jej nie obarczac zbytnio moimi problemai bo ona i tak mocno przezywa chorobe mojego meza.
                                                    Co do uczucia miedzy nami to jest ono bardzo silne. Od samego poczatku pielegnowalismy je i podsycalismy. Nigdy tak na prawde nie gniewalismy sie na siebie i mysle,ze dalismy naszym dzieciom dobry wzor.
                                                    Przestalam juz dawno opowiadac w pracy jak to maz kupuje mi kwiaty czy wyciaga na kupowanie ciuchow bo dawno juz nie bylam. Mysle,ze nie do konca mi wierzyli. Nie sadze,ze istnieje na swiecie ktos kto mogl by mi zastapic mojego meza.

                                                    Mysle Dorotko,ze brak uczucia sytosci towarzyszy mojemu mezowi od zawsze :) Nigdy nie byl gruby ale brzuszek to mial. Jakies dwa lata temu zaczal cwiczyc i spedzal nawet do dwuch godzin dziennie na maszynie. Wasnie moment kiedy powiedzial,ze nie ma juz sily na maszyne wlaczyl dzwonek alarmowy w mojej glowie. Maz zawsze byl uparty i jak powiedzial sobie,ze ma cwiczyc to nawet mogl padac po pracy na nos ale na maszyne wlazl. Nie wiem czy duzo zdzialam na polu ograniczenia jedzenia, to tak jak walka z wiatrakami. Tak mi sie przypomina,ze kiedys dawno temu powiedzial,ze glodny to on nie umrze. Sek w tym,ze on zazwyczaj wygaduje tak sobie a potem mu sie sprawdza.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 15.01.14, 19:04
                                                    ech,kochana,takie słowa zawsze się przypominają ,gdzieś tam ukradkiem niby rzucone i zapomniane,a potem jak bumerang
                                                    pamiętam,że jak byłam w trakcie leczenia,też wolałam tu mówic/pisac
                                                    specyfika tego forum;)
                                                  • madziorek333 Re: Rak jelita - moj maz 13.01.14, 20:14
                                                    Nie bardzo rozumiem po co sylimarol każą podawać.Na nowotwór na pewno nie pomoże.A co z chemią,czy podają coś Twojemu mężowi?
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 13.01.14, 20:17
                                                    madziorek-czy czytałaś wątek Renaty?
                                                    jej mąż jest w poważnym stanie,nie ma prowadzonej już żadnej terapii
                                                  • madziorek333 Re: Rak jelita - moj maz 13.01.14, 20:28
                                                    Nie doczytałam tego,czyli pozostaje już tylko opieka paliatywna,która u każdego różnie trwa.Mój kochany mąż był pod opieką hospicjum domowego niecałe 3 dni.....
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 13.01.14, 20:30
                                                    w mąż Reni taką opiekę ma:)
                                                    współczuję Ci tej sytuacji
                                                  • madziorek333 Re: Rak jelita - moj maz 13.01.14, 20:35
                                                    Aha,rozumiem.Dzięki.Najgorsze już za mną.Mój mąż odszedł po 8 miesiącach walki z chłoniakiem Burkitta-jeżeli ktoś chciałby coś na ten temat się dowiedzieć lub tylko porozmawiać to piszcie,chętnie odpowiem-potrzebuję tych pytań i rozmów.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 13.01.14, 20:38
                                                    madziorek333 napisał(a):

                                                    potrzebuję tych pytań i rozmów.

                                                    najlepiej załóż osobny wątek-będzie łatwiej pisac
                                                  • madziorek333 Re: Rak jelita - moj maz 13.01.14, 20:49
                                                    Chętnie,ale nie bardzo wiem jak.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 13.01.14, 21:23
                                                    poczekaj,już Ci założę
                                                  • madziorek333 Re: Rak jelita - moj maz 13.01.14, 21:25
                                                    ok,dzięki bardzo
                                                  • r.ela1971 Re: Rak jelita - moj maz 19.01.14, 22:01
                                                    Witaj,
                                                    mój mąż zachorował również na n.Burkitta.Chciałabym z Tobą porozmawiać. W tej chwili jest na spadku po III cyklu chemii.Boję się następnych cykli, teraz jest już bardzo słaby, wczoraj miał transfuzję krwi, przełyk ma owrzodzony, gorączkę ponad 38.5. Walczymy, ale czy damy radę?
                                                    Gorąco pozdrawiam
                                                    Czekam na odpowiedz.Ela
                                                  • madziorek333 Re: Rak jelita - moj maz 19.01.14, 22:05
                                                    r.ela1971 napisała:

                                                    > Witaj,
                                                    > mój mąż zachorował również na n.Burkitta.Chciałabym z Tobą porozmawiać. W tej c
                                                    > hwili jest na spadku po III cyklu chemii.Boję się następnych cykli, teraz jest
                                                    > już bardzo słaby, wczoraj miał transfuzję krwi, przełyk ma owrzodzony, gorączkę
                                                    > ponad 38.5. Walczymy, ale czy damy radę?
                                                    > Gorąco pozdrawiam
                                                    > Czekam na odpowiedz.Ela

                                                    Witaj,oczywiście nie ma problemu.Podaj mi swój prywatny email,bo to osobny temat.Pozdrawiam
                                                  • madziorek333 Re: Rak jelita - moj maz 19.01.14, 22:26
                                                    Witaj,chętnie popiszę z Tobą na temat Burkitta.Podaj swój prywatny adres mailowy,bo to osobny temat.Pozdrawiam
                                                  • madziorek333 Re: Rak jelita - moj maz 20.01.14, 19:17
                                                    Do r.ela1971
                                                    Podaję mój adres email madziorek330@interia.pl
                                                    Pisz śmiało,pozdrawiam
                                                  • madziorek333 Re: Rak jelita - moj maz 23.01.14, 13:53
                                                    Do r.ela1971
                                                    odezwij się na mój prywatny e-mail madziorek330@interia.pl
                                                    W sprawie chłoniaka Burkitt.Będzie szybciej i wygodniej,bo tutaj mieszają się wiadomości.
                                                  • marta_686 Re: Rak jelita - moj maz 26.01.14, 08:18
                                                    Renata, długo nie piszesz...
                                                    Co u Was? Myślałam o tobie od ostatniego posta, w końcu postanowiłam zapytać.
                                                    Martwię się :(
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 26.01.14, 16:05
                                                    A co mam pisac, jakos ciagniemy ten wozek. Ostatnio jak panikowalam tu na forum to bylo tak jak by juz blisko ale maz czul sie lepiej przez ostatnie kilka dni. Zaczal znowu jesc, myjemy sie co drugi dzien, jest bardzo lichy i asekuruje go jak idzie do lazienki. Od wczoraj mowi,ze go boli wiecej i bierze wiecej morfiny. Jest chyba tak jak mowi doctor,ze jego organism ciagle walczy. O ironio, to co na poczatku uwazali za przezut do pluc podobno jest jakimis bliznami po zapaleniu pluc, tak mowi doctor. Mowi,ze to wcale nie rosnie i nie zbiera sie tam zaden plyn. Wcale mi nie pomogl mowiac to bo zeszlo do tej nieszczesnej watroby a mnie jest tak ciezko zrozumiec,ze nie mozna jej przeszczepic...
                                                  • marta_686 Re: Rak jelita - moj maz 28.01.14, 08:48
                                                    Mam nadzieję że Cię nie uraziłam pytając, przepraszam że tak poźno odpowiadam ale coś mnie dopadło chorobowo i zmogła b wysoka temperatura.

                                                    Tak wiele rzeczy ciężko zrozumieć przy tej chorobie, tak było tez w przypadku mojego Taty.
                                                    Trzymam za Was kciuki i nie bedę Ciebie więcej wywoływać Pisz kiedy masz ochotę i czas :)

                                                    pozdrawiam cieplutko

                                                    Ania
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 28.01.14, 15:22
                                                    Przepraszam jesli moja wypowiedz zabrzmiala troche niegrzecznie. To pewnie dlatego,ze do komputera dopadam z doskoku, na chwile i zaraz lece albo do meza albo do innej pracy. Im jest slabszy tym wiecej pomocy wymaga. Jestem zaganiana i niewyspana i to wplywa na moje pisanie.
                                                  • marta_686 Re: Rak jelita - moj maz 28.01.14, 16:03
                                                    Hej nie przepraszaj, bardzo dobrze Cię rozumiem
                                                    To moje dopytywanie mogłaś też odebrać jako ciekawość czy wścibstwo...

                                                    odpoczywaj kiedy tylko możesz :( i dbaj o siebie też...

                                                    Ania
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 28.01.14, 16:49
                                                    A co to znaczy dbac o siebie ? :) Wlosy mam nieufarbowane (farba w lazience) , po domu chodze w jakis barchanach i chyba nawet ostatnio przytylam (jem z doskoku) . Nie wychodze codziennie do pracy to latwiej jest sie zaniedbac. Poza tym wstaje pierwsza a klade sie ostatnia I po kilku godzinach wstaje na tabletki I sprawdzic co jeszcze potrzeba. Potem sie klade na jakies dwie godziny jeszcze. Czasem jak mi sie uda to dospie w ciagu dnia.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 28.01.14, 16:58
                                                    Reniu,a może ktoś przyjśc chociaż na chwile i Cię odciążyc? żebyś się chociaż przespała?
                                                  • marta_686 Re: Rak jelita - moj maz 28.01.14, 17:59
                                                    nie chciałam Cię urazić :( miałam na myśli spać kiedy możesz, poprosić kogoś o pomoc jeśli masz możliwość...

                                                    Przepraszam, że zabolało :( nie miałam złych intencji
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 28.01.14, 21:51
                                                    Ja tam nie taka obrazalska tylko dopiero pierwszy raz zastanowilam sie nad soba. Co do odciazenia to moj masz jest przyzwyczajony do mnie I raczej nie ma na to szansy.
                                                    Kiedys przyjdzie czas ze, odpoczne.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 28.01.14, 21:59
                                                    Renatka,ja Cię dobrze rozumiem
                                                    chyba też bym tak robiła
                                                    martwię się tylko,że Ty możesz zachorowac
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 28.01.14, 23:38
                                                    Dorotko nie zachoruje, nie mam na to czasu :)
                                                  • mama.rozy ponawiam prośbę 23.01.14, 15:47
                                                    załóż nowy wątek,odnośnie swojej sprawy
                                                    to jest wątek Renaty
                                                  • r.ela1971 Re: Rak jelita - moj maz 20.01.14, 22:09
                                                    Witaj,ja bym chetnie porozmawiala o chloniaku burkitta-moj maz jest po III cyklu chemii,ta jest najcizsza-przetaczanie krwi,wysoka temp.od kilku dni.Ja boję sie coraz bardziej jak to dlugo wytrzyma.Walczy od zdiagnozowania drugi miesiac,wczesniej tez meczyl sie dwa miesiace,kiedy burkitt rosl w brzuchu,a my czekalismy na wyniki.Bedę wdzieczna za odpowiedż.
                                                    Ela
                                                  • mama.rozy Elu 20.01.14, 22:12
                                                    bardzo proszę,załóż nowy wątek,bo w tym się wszystko pomiesza
                                                  • madziorek333 Re: Rak jelita - moj maz 21.01.14, 00:35
                                                    Witaj,podaję mój prywatny adres e-mail madziorek330@interia.pl

                                                    lub napisz do mnie na wątek madziorek też na tym forum.Cały czas czekam aż napiszesz.
                                                    Pozdrawiam
    • kwacorek1983 Re: Rak jelita - moj maz 16.01.14, 11:00
      Reniu,,,sama nie wiem czy Ci wspolczuc czy zazdroscic...Zazdroscic tego,ze Twoj Maz jest jeszcze tutaj....Moze i czesciowo juz nieobecny,ale jednak jest....Mozesz jeszcze przytulic sie do Niego,poczuc Jego cieplo,a takze zapach(nawet jesli miesza sie juz z ten zapach z zapachem wymiotow...)Mozesz Go wziasc za reke i posiedziec obok...Mozesz powspominac jakies mile fragmenty z Waszego zycia...Tego Ci zazdroszcze....Natomiast wspolczuje Ci tego czekania na to co nieuniknione....Ja caly czas powtarzalam,ze czuje sie jakbym siedziala na bombie,ktora tyka ,pytanie tylko kiedy wybuchnie.... gdy R.umieral( mowie juz o ostatniej dobie,a raczej kilkunastu godzinach)to ja Go niejako popychalam slowami na tamta strone. Oczywiscie bardzo chcialam,zeby wyzdrowial i bylo wszystko jak dawniej,ale wiedzialam,ze to nierealne...Dlatego tez chcialam ,zeby juz odszedl....Bylam zmeczona cala ta sytuacja....Zmeczona Jego zmeczeniem i cierpieniem.Zmeczona lekiem,obawa i niepwenoscia.A takze tym,ze moje biedne dzieciaczki sa odstawione od emnie do czasu gdy On odejdzie....Tak wiec gdy odszedl-poczulam wielka ulge,ze to sie juz skonczylo.Ze skonczyla sie choroba....Etap ulgi przeszedl,teraz jestem nie wiem na jakim etapie....Ciagle czuje niedowierzenie ,ze juz NIGDY Go nie zobacze,nie przytule,nie opowiem czegos...Tzn wiem,ze tak sie stalo,ale w glowie mi sie to nie miesci....A poki co ,to nawet nie rozpaczam jeszcze.Czuje oczywiscie smutek i bol,ale wszystko trzymam w sobie,bo nie chce by dziewczynki widzialy jak placze....Poza tym boje sie,ze jak zaczne plakac,to nie bedzie latwo mi sie uspokoic,,,,ze wtedy wubuchnie cala ta lawina moich emocji,nad ktorymi poki co dobrze panuje.A jak pozwole im wyplynac na wierzch to boje sie,ze naprawde pograze sie w zalobie,ze dopadnie mnie depresja,ze bede musiala brac jakies leki,a poki co na szczescie daje rade bez nich.....
      Dlatego Reniu zycze Ci naprawde wiele sil i wytrwalosci,bo z dwojga zlego to juz chyba lepiej jednak ja sie mam (pomimo,ze stracilam Go juz na zawsze) niz Ty ...Pozdrawiam cieplo.
      • becik-pl Re: Rak jelita - moj maz 16.01.14, 14:23
        Jesteś bardzo mądrą i dzielną kobietą Kwacorku. Przed Renią teraz trudne chwile, ale na pewno da radę, tak samo jak Ty. Przytulam Was mocno dziewczyny.
      • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 16.01.14, 22:32
        Bardzo ale bardzo goraco ci dziekuje za to co tu napisalas. Jest to dla mnie bardzo cenne i czytalam kilka razy. Tak to prawda,ze go jeszcze mam ale ile jeszcze i czy jeszcze on... czy zagubione we mgle dziecko? To juz nie ten sam facet, ktorego poznalam 25 lat temu, teraz on potrzebuje mojej pomocy, mojej obecnosci. Staram sie jak umiem ale zaczyna mi brakowac sily. I tak jak mowisz czasem chce zeby juz bylo po wszystkim,a potem sama na siebie jestem za to zla, powinnam sie cieszyc ze jeszcze jest. Wszystko ustawione jest wokol niego ale my sobie a zycie sobie. Ciagle trzeba radzic sobie z innymi problemami, ktore nawarstwiaja sie jak gdyby wszystko musialo dziac sie juz teraz, nic nie moze poczekac na pozniej, kiedy bede miala czas, duzo czasu.....I bede musiala czyms go zapelnic.
        Lykam tabletki na nadcisnienie, na bole glowy i na uspokojenie ale to grochem o sciane bo tez nie placze, stoje na posterunku bo teraz nie wolno mi plakac (musi widziec,ze zostawia mnie silna) ale potem bede musiala bo to jak wentyl bezpieczenstwa. Magda placz!!! bo zwarjujesz, niech nawet dzieci widza bo one rozumieja wiecej niz ty myslisz. Nie mozesz tego dusic w sobie bo to odbije sie na tobie i na dzieciach. Tak bylo z moja mama, ona pochowala tate jak ja mialam 9 lat i tez nie plakala, drogo to okupila, a wlasciwie okupilysmy. Lekarz powiedzial kiedys,ze najzdrowszy bedzie ten kto wykszyczy i wyplacze to co go boli bo jesli zamknie to w sobie to go to udusi.
        • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 18.01.14, 07:50
          Jakos tak zaraz po diagnozie maz powiedzial,ze jak przezyje pol roku to bedzie zyl. Te pol roku mija za dwa tygodnie a on coraz slabszy. Dzisiaj zjadl polowe tego co zawsze je. Spi prawie caly czas, nawet jak na sile wstanie na krzeslo to za chwile zasypia. Jesli odzywa sie to jednym slowem a ja musze zgadnac reszte bo jemu jest ciezko znalezc slowa. Juz sie dwa razy nastraszylam,ze to juz. Spi z polotwartymi oczami i otwartymi ustami a oddech ma bardzo wolny i jak popatrzylam na niego to wydawalo mi sie,ze nie oddycha. Serce podeszlo mi do gardla. Jest juz po polnocy a ja nie wiem czy klasc sie spac czy nie. Czy to moze byc dzisiaj w nocy czy moze dopiero jutro i tak juz od dwuch dni mam takie uczucie,ze to juz prawie ten czas.
          Kiedy zmarl maz Magdy to moj powiedzial tak bez zadnego zastanowienia "widocznie tam byl potrzebny bardziej"....
          • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 18.01.14, 09:01
            Reni,jak noc?
          • madziorek333 Re: Rak jelita - moj maz 18.01.14, 10:53
            renata8881 napisała:

            > Jakos tak zaraz po diagnozie maz powiedzial,ze jak przezyje pol roku to bedzie
            > zyl. Te pol roku mija za dwa tygodnie a on coraz slabszy. Dzisiaj zjadl polowe
            > tego co zawsze je. Spi prawie caly czas, nawet jak na sile wstanie na krzeslo t
            > o za chwile zasypia. Jesli odzywa sie to jednym slowem a ja musze zgadnac reszt
            > e bo jemu jest ciezko znalezc slowa. Juz sie dwa razy nastraszylam,ze to juz. S
            > pi z polotwartymi oczami i otwartymi ustami a oddech ma bardzo wolny i jak popa
            > trzylam na niego to wydawalo mi sie,ze nie oddycha. Serce podeszlo mi do gardla
            > . Jest juz po polnocy a ja nie wiem czy klasc sie spac czy nie. Czy to moze byc
            > dzisiaj w nocy czy moze dopiero jutro i tak juz od dwuch dni mam takie uczucie
            > ,ze to juz prawie ten czas.
            > Kiedy zmarl maz Magdy to moj powiedzial tak bez zadnego zastanowienia "widoczni
            > e tam byl potrzebny bardziej"....

            Droga Reniu,mój mąż w takim stanie był 4-5 dni,w przedostatniej dobie swojego krótkiego życia bardzo spowolnił oddech.Był to wtorek 25 czerwca 2013 r.Zadzwoniłam po lekarza z hospicjum domowego,przyjechał,podał morfinę,aby mąż był spokojny i powiedział,że musi porozmawiać z naszym 15 letnim synem.Była to godzina 20:00.Mąż mój już się nie ruszał ,czasem wołał mnie,aby chyba sprawdzić czy jestem.Około 23:00 ułożyłam z synem męża wygodnie do spania.O 2:30 nadal leżał w tej samej pozycji,tylko,że był strasznie lodowaty.Ale żył.Rano o 8:30 nadal tak leżał,oczy miał półotwarte i słabo oddychał.Przyjrzałam się mężowi bardziej i paznokcie u rąk i całe stopy miał sine.Wiedziałam co to oznacza.O 9:00 przyjechała pielęgniarka z hospicjum,podała morfinę i zmierzyła ciśnienie.Mąż miał 90/40.Powiedziała,że mam być przygotowana na odejście męża.Długo konał mój mąż,nie wiem czy do końca był świadomy tego,że odchodzi.A może raczej nie chcę tego wiedzieć,bo myśli to mi się kłębią w głowie non-stop.Po 10:00 zawołałam księdza.Był w 10 minut.Nie całą godzinkę po wyjściu księdza,mój kochany mąż odszedł na zawsze-była 11:56-26 czerwca 2013r.Także musisz być Reniu przygotowana na odejście męża.Te półotwarte oczy to znak zatrucia organizmu przez wątrobę i oznaka śpiączki.Trzymaj się kochana,dawaj znać w wolnych chwilach co u Was.
            • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 18.01.14, 16:33
              Jeszcze jestesmy choc widze, ze juz niedlugo. Rano wstal na krzeslo,, wlaczyl computer i zawolal mnie,ze "nie moze wyjsc z tej strony" a internet nie byl nawet wlaczony. Chcial pogadac ze siostra ale Skype nie wlancza sie to wrocil do lozka i spi. Nawet nie wzial wszystkich tabletek co ma wziasc z rana.
              • madziorek333 Re: Rak jelita - moj maz 18.01.14, 16:44
                renata8881 napisała:

                > Jeszcze jestesmy choc widze, ze juz niedlugo. Rano wstal na krzeslo,, wlaczyl c
                > omputer i zawolal mnie,ze "nie moze wyjsc z tej strony" a internet nie byl nawe
                > t wlaczony. Chcial pogadac ze siostra ale Skype nie wlancza sie to wrocil do lo
                > zka i spi. Nawet nie wzial wszystkich tabletek co ma wziasc z rana.

                Mój mąż na 2-3 tygodnie przed odejściem zaczął wygadywać głupoty,nie będę cytować jakie,bo do dziś nie mogę w to uwierzyć.Tydzień przed końcem przestał brać leki,olej lniany,sodę i amigdalinę.Nic już nie przyjmował oprócz picia,które zawsze kochał.Z tym,że mój mąż miał zajęty cały żołądek przez chłoniaka i nic się Mu nie mieściło.
                • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 18.01.14, 17:32
                  Z kazdym czlowiekiem jest troche inaczej a te glupoty to z nieprawidlowo dzialajace watroby, ktora uwalnia toksyny do krwioboiegu, juz nie filtruje tak jak powinna. Oczywiscie moglo byc jeszcze cos nie znam historii choroby twojego meza. Moj jest swiadom tego co mowi ale z mysleniem ma juz problem, wyraznie zwalnia. Dzisiaj sie zloscil dlaczego jestem dla niego taka mila, draznilo go to ale tylko przez moment.
                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 18.01.14, 17:48
                    Reniu,to równie dobrze mogą byc przerzuty
                    ale i splątanie z odwodnienia-ile wypił płynów w ostatnim dniu? tego trzeba bardzo pilnowac
                    • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 18.01.14, 17:58
                      On pije duzo, tylko zwolnil z jedzeniem.
                      • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 18.01.14, 19:35
                        a jak poziom cukru?mierzył ktoś?
                        • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 18.01.14, 19:48
                          Cukru nikt nie mierzyl od tygodnia. Zawsze byl w dolnej granicy normy. Zapytam pielegniarke jak przyjdzie. Wlasnie stoczylam wojne z mezem o niewziete tabletki. Mowi,ze wzial a ja wiem,ze nie wzial bo zawsze wydzielam do dozownika i wszystkie sa. Upieral sie,ze rozmawila ze siostra przez Skypa a potem wzial tabletki i nie dal sie przekonac. Ja wiem,ze nawet nie rozmawial ze siostra bo bym slyszala, nigdzie nie wychodzilam.
                  • madziorek333 Re: Rak jelita - moj maz 18.01.14, 19:55
                    renata8881 napisała:

                    > Z kazdym czlowiekiem jest troche inaczej a te glupoty to z nieprawidlowo dziala
                    > jace watroby, ktora uwalnia toksyny do krwioboiegu, juz nie filtruje tak jak po
                    > winna. Oczywiscie moglo byc jeszcze cos nie znam historii choroby twojego meza.
                    > Moj jest swiadom tego co mowi ale z mysleniem ma juz problem, wyraznie zwalnia
                    > . Dzisiaj sie zloscil dlaczego jestem dla niego taka mila, draznilo go to ale t
                    > ylko przez moment.

                    Tak wiem,że mój mąż opowiadał bzdury przez chorobę.Co do złoszczenia to normalne,rakowcy są bardzo złośliwi.Mój mąż stał się złośliwy w wakacje 2010r.To wtedy musiała się u Niego zaczynać rozwijać ta paskudna choroba.Gdyby chciał się słuchać,że coś się z Nim dzieje to może dziś byłby z Nami,gdyby.....
                    A czy kontrolujecie u męża jak daleko choroba jest posunięta?
                    • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 18.01.14, 20:43
                      Nie wiem co masz na mysli czy kontrolujemy. Dopiero co byly badania krwi i USG.
                      Moj maz nigdy nie byl zlosliwy. Jedynie nie lubial chodzic po lekarzach. W momencie kiedy jednak uparlam sie,ze cos jest nie tak to jezdzil wszedzie gdzie pomyslalam,ze trzeba i robil wszystkie badania. Problem w tym,ze szukalismy tam gdzie tego paskudztwa nie bylo. Dzisiaj tez nie byl zlosliwy a jedynie uparl sie,ze wzial tabletki i zadne argumenty do niego nie docieraly. Zaczynaja mu sie mieszac dni i godziny. Widac bylo,ze trudno mu do konca zrozumiec co ja do niego mowie.

                      Dorotko co mialas na mysliz tym cukrem?
                      • madziorek333 Re: Rak jelita - moj maz 19.01.14, 00:56
                        Badanie krwi i usg powinno pokazać jak sytuacja się klaruje.U mojego męża wyniki krwi z 23 czerwca i usg były przerażające,marker LDH był masakrycznie powiększony,a usg też było dramatyczne.Lekarz chirurg powiedział,że daje tydzień życia,a onkolog powiedział,że to kwestia 2-3 dni.Onkolog miał rację niestety.
          • kwacorek1983 Re: Rak jelita - moj maz 18.01.14, 20:50
            Reniu,mysle,ze to juz niedlugo...Moj R.ostatnich kilka dni spal wlasnie z polotwartymi oczami....Ponoc tak sie dzieje na skutek zapadania sie galki ocznej....Wlasnie sine place o stop sklonily lekarke do powiedzenia mi,ze to juz niebawem....Trzymaj sie Kochana.I jeszcze mam pyt.skad Ty wiesz,ze ja mam na imie Magda?:)
            • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 18.01.14, 21:27
              Czytalam twoje posty od deski do deski i sama napisalas,ze maz cie tak nazwal :)
              • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 19.01.14, 10:03
                Reniu,może miec problem z trzuctką i cukier może mu skakac,dlatego może byc chwilami pobudzony lub ospały,trzeba to skontrolowac,bo wtedy wystarczy to wyrównac i będzie lepiej
                co do splątania-normalne,jeśłi pochodzi od choroby.ale zawsze musisz wtedy sprawdzic,jak jest z jedzeniem i piciem,czy bierze leki (nagłe odstawienie albo zmiana dawki jakiegoś też mogą powodowac zaburzenia świadomości).
                co najbardziej boli-mąż może byc agresywny.pamiętaj,że tonie on,to choroba.ale porozmawiaj z pielęgniarką,co masz w takim wypadku zrobic.na wszelki wypadek-nie zostawiaj przy nim ostrych rzeczy,sztucców,igieł.dla własnego dobra...
                • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 19.01.14, 17:45
                  Zasmucilas mnie ta agresja. Pielegniarka mowila,ze moze byc pobudzony ale nie opisywala tego jako agresji. Mam zostawione w szczykawkach lekarstwo, ktore mam podac pod jezyk albo do motylka. Jeszcze nie potrzebowalismy tego. Masz racje z tymi wahaniami bo dzisiaj jest troche lepszy, tzn mysli mu sie lepiej i wiecej moze powiedziec. Mial problem z nudnosciami to dostal dwa rozne rodzaje tabletek. Puki co moze lykac tabletkia co potem? Magda mowila o tykajacej bombie,a ja dodam,ze to taka hustawka; co jest gorzej to potem na chwile jest troche lepiej. Wyglada to tak,ze organism nie chce sie poddac bez walki. Dobrze,ze moglam sobie wziasc troche roboty do domu bo bym zwarjowala,a tak wsadze nos w papiery choc na chwile i jestem w innym swiecie.
                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 19.01.14, 17:53
                    Reniu,to moze,ale przecież nie musi objawic się jako agresja
                    tak tylko uczulam,bo jest różnie
                    tabletki można zgnatac,podac z łyżeczką płynu
                    jak się już nie da-wszystko da się zastąpic albo dożylnie,albo do motylka,tym się nie martw-wazne,żebyś w porę zgłosiła,że np.nie da rady połykac i trzeba zmienic drogę podania.
                    • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 19.01.14, 18:33
                      Mam pytanie troche z innej beczki. Wspominalas o agresji; mam znajoma w Polsce, ktorej mama jest w podeszlym wieku i ma demencje starcza. Okres agresji maja juz za soba bo teraz lezy i nie ma z nia kontaktu. Opiekuja sie nia na z miane z siostra. Czy mozna zalatwic jakas opieke paliatywna, jakas pielegniarke, cos? Poza duzym wysilkiem fizycznym to musza wyklucac sie o kazde lekarswo. Tak jak by mama byla wykreslona juz z listy pacjetow.
                      • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 19.01.14, 19:52
                        hospicjum raczej nie-bo ono zajmuje się fazą terminalną
                        ale zol jak najbardziej,musza poszukac w pobliżu
                        albo pielęgniarkę z przychodni,żeby przychodziła
                        są opiekunki z mopsu
                        trzeba się tylko rozejrzec,co mają w pobliżu
                        • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 19.01.14, 20:24
                          Dzieki, porozmawiam z nia bo mi ich bardzo szkoda. Kolezanka sama ma juz problemy ze sercem a jej siostra inne problemy ze zdrowiem.
                  • madziorek333 Re: Rak jelita - moj maz 19.01.14, 22:21
                    Reniu,mój mąż był chwilami spokojny,chwilami pobudzony,ale był też agresywny,Dzień przed śmiercią w pewnym momencie zaczął gryżć rurkę od kroplówki,następnie wyrwał sobie motylka.Po morfinie był spokojniejszy.Co do tabletek to mój mąż przestał je przyjmować tydzień przed odejściem.Przestał również jeść,pił tylko dużo,aby po chwili wszystko zwrócić.Kroplówki,które otrzymywał zatrzymywały się w brzuchu i działały na niekorzyść.Przychodzi taki moment w życiu ciężko chorej osoby,że trzeba dać sobie spokój ze wszystkim,a Ty Reniu będziesz najlepiej wiedziała jak to nastąpi.
                    • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 19.01.14, 22:36
                      Rozmawialam dzisiaj telefonicznie z lekarzem. On ma dostep do wszystkich, doslownie wszystkich wynikow z ostatniego pol roku, apoza tym czasem wpada zeby ogladnac meza. Zadzwonil do mnie po mojej rozmowie z pielegniarka i powiedzial mi,ze gdyby nie ta paskudna watroba i jelita (rak pierwotny) to wszystko inne wyglada bardzo zdrowe. Podobno niejeden mlody czlowiek pozazdroscil by. Zaraz po operacji serce bylo podobno bardzo oslabione ale to bylo zaraz po chemii a teraz wrocilo do normy. Nie wiem czy smiac sie czy plakac. Tak sobie mysle,ze to mu wcale nie pomaga i moze byc wrecz obciazeniem. Nie bedzie mu latwo.. Oczywiscie ciesze sie,ze nie ma przerzutow do roznych miejsc tak jak inni ale tym bardziej nie moge sie pogodzic,ze nie mozna nic zrobic.
                      • madziorek333 Re: Rak jelita - moj maz 19.01.14, 22:47
                        A pytałaś się lekarza jak wyniki ? Przecież badania z krwi pokażą jak ona pracuje.
                        • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 19.01.14, 23:18
                          Kazde wyniki omawiamy zaraz jak sa. Tu wyniki wracaja do lekarza, ktory je zlecil.
                          • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 20.01.14, 08:57
                            jak tam dzisiaj?
                            • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 20.01.14, 17:24
                              Ogolnie jest coraz slabszy. Wczoraj sciagal kapcie trzymajac sie lozka i gdyby nie ja to by polecial do tylu. Duzo spi i duzo mniej je. Nie chce sie myc a to normalnie bylo by nie do pomyslenia. Doktor mowil,ze musze byc przygotowana na dluga walke. Tzn organism meza bedzie walczyl bo to ciagle widac. Oslabienie idzie dwa kroki do przody a potem krok w tyl. Sterydy chyba juz przestaly dzialac, a moze tylko dzieki nim jeszcze cos je? Wstaje do niego w nocy i sprawdzam czy przykryty bo sam to juz nie bardzo sie przykryje. Jest spokojny i wyciszony. Ozywia sie tylko z rana, na pol godziny moze, a potem wraca do spania.
                              • alfa36 Re: Rak jelita - moj maz 20.01.14, 17:43
                                Renata, śledzę twój wątek. Mocno przytulam.
                                Madziorek, opisałaś gdzieś Wasza walkę z chorobą? Doczytałam, ze Twój mąż miał chłoniaka, stąd to pytanie. Mogę do Ciebie na priv napisać?
                                • madziorek333 Re: Rak jelita - moj maz 20.01.14, 18:25
                                  Witaj alfa,oczywiście pisz śmiało madziorek330@interia.pl
                              • kwacorek1983 Re: Rak jelita - moj maz 20.01.14, 20:45
                                Reniu,moj maz jakis czas wczesniej tez juz przestal sie myc.Poczatkowo ograniczal sie tylko do mycia stref intymnych i stop,a kilka dni potem i z tego zrezygnowal.Potem nioslam mu miske do pokoju,zeby myl chociaz zeby,ale od srody juz calkiem zrezygnowal.A ja nie chcialam go do niczego zmuszac....Moj R.kilka dni przyjmowal stedryd,ale potem dr kazala odstawic bo powiedziala,ze byc moze z tego puchnie mu ta noga.Trzymaj sie kochana...
                                • madziorek333 Re: Rak jelita - moj maz 21.01.14, 00:41
                                  U nas było to samo z myciem.Mój mąż przestał się myć tydzień przed odejściem.Ja Go myłam,bo był czerwiec i było upalnie,a pocił się strasznie,bo przy chłoniakach to norma.
                                  Kwacorku,a teraz pytanie do Ciebie:co powiedziałaś starszej córce,że tatusia nie ma?
                                  Ja mam troje dzieci,najstarszy 15 letni był przy śmierci,7-latka rozumie wszystko,ale mam jeszcze synka,który 3 stycznia skończył 4 latka i niby wie,ale ciągle się pyta i rozmawia całymi dniami o tacie.Są momenty,że ja nie chcę tego słuchać i celowo zmieniam temat.
                                  • marta_686 Re: Rak jelita - moj maz 21.01.14, 17:45
                                    Renata co u Was dziś?

                                    ania
                                    • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 21.01.14, 19:47
                                      U nas jest 7 godzin wczesniej czyli polodnie ale juz jestem wykonczona porankiem. Maz jest bardzo slaby i nawet siedzenie na brzegu lozka jest dla niego wysilkiem. Tymczasem zaraz z rana pomaszerowal do lazienki wyczyscic stomie. Jakos bylo tego duzo i mam wrazenie ze nawet w trakcie czyszczenia dochodzilo wiecej. Spedzil tam 40 min, a ja tylko podawalam mu wode. Do lozka ledwie doszedl, potem byla pielegniarka zrobic zastrzyk ze sterydow, potem zjadl troche truskawek bo nic innego nie chcial i spi umeczony. Ciezko mu mowic co potrzebuje i musze czesto zgadywac. Teraz spi i moge zajac sie czyms w domu. Boje sie,ze podlapalam jakiegos wirusa bo od wczoraj wszystko mnie boli i padam na nos.
                                      • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 21.01.14, 19:51
                                        kochana,to też może byc stres
                                        no i dźwigasz go jednak...
                                      • marta_686 Re: Rak jelita - moj maz 21.01.14, 20:25
                                        :( to wykańczające, również fizycznie dla Ciebie
                                        Bardzo mi przykro, mogę tylko o Was ciepło myśleć

                                        pozdrawiam, bądź silna, mimo wszystko... Echhhhhhhhhhhhhhhhhhhh
                                        Ania
                                        • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 21.01.14, 21:11
                                          Jesli to stres to ok bo znaczy to,ze niczego mezowi nie doloze. Spi biedny a w domu taka cisza jak gdyby juz go nie bylo. Corka pojechala na zajecia i my zostalismy sami w domu. Mysle sobie,ze dobrze ze mamy kota, jakos mniej pusto.....
                                          • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 29.01.14, 06:23
                                            Chcialam tylko podzielic sie z wami moim drugim zmartwieniem. Corka ma obnizone biale cialka krwi juz od dluzszego czasu i po chyba drugim wyniku z badania krwi, lekarka wyslala ja na dokladniejsze badania (nie umiem okreslic co wlasciwie bo nie bylam z corka) i do onkolog/hematolog. Wizyta odbyla sie dzisiaj i onkolog stwierdzila,ze puki co wyglada,ze system immunologiczny corki atakuje biale cialka ale to jeszcze nie wyglada powaznie. Poniewaz dziadek (maz meza) zmarl na leukemie to corka musi robic badania co kilka miesiecy i dbac o to co je. Boje sie o nia i nie wiem czy mam ufac lekarce czy robic raban. Choc z drugiej strony rozmawialam o tych wynikach z meza lekarzem (tez onkolog/hematolog) i ona tez mowi,ze nie ma jeszcze powdow do paniki. Na poczatku leczenia meza tez nie kazano nam panikowac na zapas.....
                                            • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 03.02.14, 05:57
                                              Wlasnie przeczytalam o smierci znanego aktora, kolejnego ktory przedawkowal. Co za straszna ironia. Tak nie dbaja o swoje zycie, a moj maz nie pil (jedno piwo na cale lato i czasem kieliszek czegos dobrego), przestal palic wieki temu i cwiczyl bo nadwaga jest grozna dla zdrowia. Jeszcze sie w nim tli kilka iskierek zycia. Zrobil sie zolty, tabletki na wode chyba juz przestaly dzialac bo nogi popuchly znowu. Robi ledwie kilka krokow ale pcha sie do ubikacji. Czemu musi tam isc, nie mam pojecia. Ciagle robi sie mu niedobrze mimo roznych tabletek ale to chyba zwiazane jest z jego objadniem sie i zaparciami. Dzisiaj nie mial nawet sily mowic. Ciagle ma dobra pamiec, no moze przez czeste spanie moga mu sie troche mylic dni ale reszte pamieta. Jest taki chudziutki,ze mozna policzyc wszystkie kosci i tylko ten brzuch odstaje jak u tych biednych dzieci z Afryki. Z mojego dawnego meza nie zostalo prawie nic, boje sie go przytulac zeby nie zabolalo cos. Zwraca sie do mnie po dawnemu czule i mieko i ciagle mi dziekuje,ze jestem z nim, ze nie wyzeklam sie bo on juz nie moze sie mna zajac i pomoc w niczym. Wtedy wlasnie jak to slysze to mi sie najbardziej serce kraje. Przypominam mu,ze to mialo byc na dobre i na zle, w zdrowiu i w chorobie. Dzisiaj mowil mi,ze to juz blisko....
                                              • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 03.02.14, 09:03
                                                Kochana,nie ma słów.czytam i jestem z Wami
                                                co do córki-kontrolujcie na razie wyniki,tak chyba jest najbezpieczniej
                                                • marta_686 Re: Rak jelita - moj maz 03.02.14, 11:09
                                                  :(
                                                  Nie ma sprawiedliwości na świecie, rozumiem cię doskonale i przytulam - jeśli chcesz

                                                  Jeśli chodzi opytanie o Twoją corkę, róbcie badania kontrolne, a jeśli masz taką potrzebę skonsultuj jeszcze z kimś kto się zna na problemie... Ja chyba tak bym zrobiła...



                                              • kwacorek1983 Re: Rak jelita - moj maz 03.02.14, 15:51
                                                Reniu,tak bardzo mi przykro...Czytam i zaraz mi sie przypomina moj Maz....Tez byl taki chudziutki i tylko wielki brzuch jak u Etipoczykow,no i spuchniete nogi.....Moj maz podobnie jak Twoj-martwil sie o nas dpo konca....
                                                Ja sama nie rozumiem jak to jest,jedni nie szanuja swojego zycia,a inni musza umrzec mimo,ze sa kochani i potrzebni bliskim.....
                                                Moj Maz rowniez kilka dni przed mowil,ze to juz chyba niedlugo.Ja mysle,ze Oni to czuja....Trzymaj sie dzielnie kochana....Jestem z Toba myslami,codziennie mysle o Tobie i Twoim mezu....Pozdrawiam serdecznie .

                                                • oliwia244 Re: Rak jelita - moj maz 03.02.14, 22:17
                                                  baRDZO bardzo smutno czytać :-(
                                                  oby Twój mąż cierpiał jak najmniej i obyście jak najdłużej mogli być razem
                                                  • becik-pl Re: Rak jelita - moj maz 04.02.14, 10:31
                                                    Czytam Twoje posty i łzy same płyną. Trzymaj się kochana.
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 05.02.14, 16:13
                                                    Dorotko, wzgledem tej naszej akcji wczoraj to ta osoba prrobowala pisac ale nie mogla. Nie wiem kiedy sie teraz pokaze i co dokladnie tam sie dzieje ale jej tata ma powiklania pooperacyjne i jest na antybiotykach.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 05.02.14, 17:06
                                                    jest wpuszczona na form jakby potrzebowała
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 11.02.14, 00:20
                                                    I czuje sie winna ale spokojniejsza. Wczoraj maz mial silne bole na ktore morfina nie pomagala. W koncu mi sie przyznal,ze w skali od 1 do 10 to bylo 8! Nigdy wczesniej nie miaj takiego bolu, no moze jak mial perforacje jelita ale pozniej zawsze okreslab najwyzej 3. No i bol byl raczej w innym miejscu brzucha. Oczywiscie zaraz zadzwonilam do pielegniarek z opieki paliatywnej i zadecydowalysmy,ze trzeba zadzwonic po karetke. Co mnie zastanowilo to to,ze nigdy wczesniej maz nie chcial isc do szpitala a tu wyrazich taka chec. Suma sumarum wyladowalismy na ostrym dyzurze a potem w hospicjum. Podobno maz ma infekcje bateryjna i podaja mu antybiotyk dozylnie. Gdzies o 4ej rano wrocilam do domu i po 9ej juz bylam spoworotem w szpitalu. Wyglada na to ze maz jest zadowolony (przynajmniej narazie), ze jest w hospicjum. Mowi,ze tam cicho i spokojnie,a ja mysle,ze nie boi sie zadnego nowego bolu albo oslabienia, ze na zawolanie dostanie cos przeciwbolowo i sa lekarze do podejmowania szybkiej decyzji. Biedny myslal,ze ja bede zla na niego za podjecie takiej decyzji. Powiedzialam mu,ze pewnie, ze bym chciala miec go w domu ale tez jestem spokojniesza,ze ma wlasciwa opieke na miejscu. Powiedzialam co powiedzialam ale i tak czuje sie winna:(
                                                    Czemu to jest takie trudne i bolesne? Powinnam sprzatnac posciel i pokoj ale jakos nie mam odwagi tam wejsc. Wszystko lerzy tak jak zostawil. Rano tylko wezme mu laptopa zeby mogl rozmawiac z rodzina......
                                                  • kwacorek1983 Re: Rak jelita - moj maz 11.02.14, 09:16
                                                    Reniu,przede wszystkim nie powinnas miec zadnego poczucia winy.Skoro maz chcial(czy tez zdecydowal sie )isc do hospicjum-nalezy to uszanowac .Jego decyzja jest tu najwazniejsza.ja pamietam jak nas prowadzaca doktor spytala czy chcemy do hospicjum stacjonarnego.Ja niemalze wykrzyknelam,ze nie,a i maz nie chcial.Przyznam ,ze kamien spadl mi z serca,ze chcial zostac w domu.Pozniej lekarka,zapytana o cel zadanego pytania)odpowiedziala,ze to taka procedura,ze musi zadac takie pytanie gdyz czasem chory czuje sie lepiej tzn bezpieczeniej w hospicjum.Tak wiec naprawde jetsem wdzieczna mojemu Romkowi,ze czul sie ze mna i przy mnie bezpieczny,ze nie mial potrzeby isc gdzies beze mnie( z wyjatkiem zejscia z tego swiata,gdzie mnie zostawil....)Ale tez zdaje sobie sprawe,ze mielismy sporo szczescia,ze pomimo przykrych i meczacych kalowych wymiotow spowodowanych niedroznymi jelitami,bardzo spuchnietymi nogami i ogolnym oslan=bieniem ,nie pojawily sie inne problemy z ktorymi nie mozna bylo sobie dac rady w domu.Bo w takiej sytuacji to tez nie wiadomo jakbysmy z R.zdecydowali.Pamietam jak w niedziele przed Wigilia prosil bym zadzwonila po pogotowie,bo bardzo bolal go brzuch,wodobrzusze dalo mu sie znow we znaki.Wiec przyjechala karetka i zabrali go ,bo dr powiedzial,ze rzeczywiscie brzuch jest bardzo napiety..Ja po chwili do niego dostarlam.I co sie okazalo??? Ze czekaja na wyniki krwi i pewnie wypuszcza go do domu,bo brzuch wyraznie zmiekl:)A potem ,1 stycznia ten telefon od koordnatorki z hospicjum z propozycja,zebysmy podjechali do szpitala w calu zalozenia sondy ,by troche Go odbarczyc.I tu tez wspolnie podjelismy decyzje(choc i tak dalam ja glownie R.podjac),ze nie jedziemy do szpitala,ze zostajemy w domu.I ciesze sie,bo nie wiem jakby sie to potoczylo,mysle,ze juz by stamtad nie wyszedl.A co inneg spedzic ostatnie dni w szpitalu,a coi innego w hospicjum.
                                                    Reniu,a te bole to z tej infekcji maz ma? Ja wiem,ze R.tez mial bardzo silne bole,ale tak mu w koncu dobrali mieszanke ,ze juz potem bolu wogole nie czul,bardzo sie z tego ciesze.Zreszta lekarze mowili,ze w dzisiejszych czasach nie ma prawa bolec.Ale skoro teraz jest pod profesjonalna opieka,to mysle,ze niebawem tez dobiora mu odpowiednie leki ,zeby nchociaz na bol nie uskarzal sie.Mysle,ze z Twoim mezem jest tak jak mowila moja dr,ze czuje sie tam bezpieczniejszy.,Byc moze tez zdaje sobie sprawe,ze Ty juz tez jestes bardzo zmeczona i poprostu moze chce choc troszke w ten sposob pomoc....Kochana,jzaczelysmy pisac w tym samym niemalze czasie,mojego meza nie ma juz przeszlo miesiac,a Tu nadal stawiasz czola chorobie .....Bardzo Ci wspolczuje.Ale naprawde jestes dzielna i nie powinnas sie obwiniac ,ze maz jest w hospicjum.Nawet gdybys nie chciala go tam oddac a on by chcial-to chyba Twoje zdanie nie ma w tym momencie wiekszego znbaczenia.
                                                    Piszesz,ze "Powiedzialam mu,ze pewnie, ze bym ch
                                                    > ciala miec go w domu ale tez jestem spokojniesza,ze ma wlasciwa opieke na miejs
                                                    > cu. Powiedzialam co powiedzialam ale i tak czuje sie winna:( "

                                                    Zaraz mi sie przypomnialo jak rozmawialismy z R.na temat jego smierci.Wtedy powiedzialam mu podobnie jak Ty mezowi tyle,ze u nas juz chodzilo o odejscie z tego swiata,a ja mowilam Mu,ze wolalabym,aby wyzdrowila,ale wiedzac,ze to raczej nierealne,to chcialabym,zeby skonczyla sie juz jego meka...."tez mialam ogromne wyrzuty....Ale naprawde tak czulam....

                                                    A dzis,po tym miesiacu gdy Go nie manadal czuje sie okropnie.Rzeczywiscie ,lekko pociecha jest to,ze jzu nie cierpi,ale cala reszta jest do bani....I nawet juz nie jestem pewna czy sama wierze w to co mowie,ze sie jeszcze kiedys spotkamy....Ponoc czas leczy rany,wiem,ze miesiac to malo,ale u mnie z kazdym dniem jest gorzej niz lepiej....

                                                    Trzymaj sie kochana,jak tylko masz czas lub ochote -pisz.Jestem mi bardzo bliska ,byc moze dlatego,ze obie walczymy z choroba Meza......
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 12.02.14, 02:40
                                                    Mowisz Magda,ze jestem ci bliska i wlasciwe czuje to samo ale popatrz co moze ludzi zblizyc.....Mielismy dzisiaj rozmowe z pania doctor, pytala sie meza czy zalezy mu zeby zyc jak najdluzej czy raczej bezbolesnie, przy czym dluzej moze oznaczac tydzien wiecej. Maz chyba nie chcial tego wydusic przy mnie ale w koncu powiedzial nie patrzac na mnie,ze nie chce na sile zyc wiecej i ze ma juz dosc tego bolu. Jak sie patrzyc na niego to nie widac,ze go boli bo nawet sie nie skrzywi. Zawsze byl twardy.... Lekarka mowila,ze staraja sie mu dobrac mieszanke przeciwbolowa i ze dobrze,ze jest u nich bo w domu nie dala bym sobie rady. On nie moze miec zadnych plastrow przeciwbolowych bo skora jest juz zbyt wymeczona, domiesniowo lub pod jezyk moze nie pomoc tak jak w kroplowce. Musiala bym podawac mu lek co godzine. Mowila tez ze z tego co widza sytuacja moze sie teraz zmieniac z godziny na godzine i trzeba bedzie podejmowac decyzje na goraco. Nie sa pewni czy infekcja bakteryjna powoduje zwiekszony bol ale spewnoscia jedzenie pwoduje bo wszystko juz jest oslabione. W tej chwili jest na diecie polplynnej. Ja mu donosze zupe ale duzo nie poje. Caly czas jest swiadom ale zeby odpowiedziec na zadane pytanie zajmuje mu to wiecznosc. Na koniec wyszlam z nia od meza z pokoju i zapytalam ile jeszcze maz ma czasu? Nigdy wczesniej tego nie robilam bo tego sie nie da okreslic i lekarze nie chca nawet odpowiadac na to pytanie. Odpowiedziala mi,ze najdluzej to dwa tygodnie. Przypomnialam sobie co maz mowil,ze to juz niedlugo i,ze chce do szpitala i teraz juz jestem pewna,ze on nie chcial zebym meczyla sie z nim w tych ostatnich chwilach. Tak wiec urodzin w marcu nie doczeka. Zasluzyl na dudo, duzo wiecej.
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 12.02.14, 04:59
                                                    Wlasnie dzwonil do mnie,ze zalozyli mu cewnik. Czekali,ze ja pojade do domu? Oczywiscie zakladanie bolalo mimo dodatkowych srodkow przeciwbolowych ale mowi,ze zaraz po tym zeszlo duzo moczu i teraz jest mu duzo lzej. Jak na jego ostatnio zwolniony sposob wymowy to mowil dosc ladnie i spojnie. Mowilam lekarce,ze sika duzo zadziej i bardzo ciemno. Zgodzila sie ze mna,ze stan zapalny drog moczowych jest jedna z mozliwosci i mowila,ze antybiotyk, ktory dostaje powinien zadzialac i na to. Zeby miec pewnosc trzeba zrobic posiew a to trwa. Od meza wrocilam wieczorem i ciezko mi na duszy bo w domu tak cicho, choc corka jest w swoim pokoju. Dzisiaj mi powiedziala,ze oni (ona i syn) wiedza,ze ja taka twarda tylko pozornie,ze musze bardzo cierpiec w srodku no i sie rozkleilam.
                                                  • kwacorek1983 Re: Rak jelita - moj maz 12.02.14, 09:11
                                                    Reniu,niestety,czesto tak jest ,ze nieszczescia i trudnosci w zyciu zblizaja ludzi do siebie...(Tak na marginesie,wczoraj sprawdzilam,ze 5grudnia napisalam w Twoim watku pierwszego posta,a miesiac pozniej,4 stycznia Romek odszedl...)

                                                    Nie rozumiem tego co napisalas,ze :"Mielismy dzisiaj rozmowe z pania doctor, pytala sie meza czy z
                                                    > alezy mu zeby zyc jak najdluzej czy raczej bezbolesnie, przy czym dluzej moze o
                                                    > znaczac tydzien wiecej."
                                                    Czy to znaczy,ze oni pytali o eutanazje? ona jest u Was dozwolona?Pogubilam sie teraz troszke.A nawet jesli nie jest to czy gdyby byla mozliwa-zgodzilabys sie na nia?
                                                    Ja nieraz sie nad tym zastanawialam.Z 1 strony jestem chyba za ,ale z drugiej strony nie wiem czy potrafilabym wydac ten wyrok na kogos bliskiego.Choc wiem,ze Romek naprawde sie juz meczyl,wiedzialam,ze to juz nieuchronne,ale zdrugiej strony gdzies w srodku do konca tlila sie malenka iskierka nadzie,ze stanie sie cud...

                                                    Moj Romek tez nie mial plastrow przeciwbolowych ,bo one raczej ponoc potrzebuja tkanki tluszczowej,a u R.ciezko bylo sie jej doszukac....Mial wiec zalozony motylek i ja podawalam mu zastrzyk co 4 godziny.Przez chwilke mial morfine w postaci tabletek,ale to sie mijalo z celem,bo u niego byly wymioty.
                                                    Moj Romek nie jadl juz praktycznie od wtorku,zjadl wtedy 2 -3 lyzeczki obiadku dla dzieci ze sloiczka,ale i tak to zwymiotowal.W pt zjadl troszeczke rosolu ,ale tez polecialo...Tak wiec ostatnie dni tez mial na czczo....:(
                                                    Podobnie jak u Was-nim odpowiedzial na pytanie troche czasu zajmowalo,jakgdyby jego mozg potrzebowal czasu by odebrac informacje ,ktora mu przekazalam,a potem odeslac ja do mnie....
                                                    A ogladalas jego stopy,a raczej palce? sa sine?Nie wiem czy chcesz o tym sluchac,ale ja duzo czytalam o objawach zblizajacej sie smierci i pisalo tez ,ze pojawia sie poprzeczna bruzda na nosie.Powiem Ci szczerze, ze kurcze sama nie wiem co sadzic na ten temat....

                                                    A ktorego Twoj maz ma urodziny? Byc moze dozyje,a Bog,podobnie jak mojemu R.zrobi mu prezent....Ale nie wiem czy tego Wam zyczyc,bo to jednak jeszcze sporo czasu ,a co sie z tym wiaze-cierpienia.....

                                                    Nam rowniez zalozyli cewnik,w srode,bo caly wtorek nic nie sikal.Jak zalozyli,to tez juz lecialo.Rowniez ciemny,z osadem.Kazali mi Notowac ile wieczorem zlewalam tego moczu.

                                                    Kochana,wierze,ze Ci ciezko,ze ta cisza potrafi dobic...Ale potem bedzie jeszcze ciszej....Gdyby nie moje dziewczynki-chyba bym zwariowala,a tak one daja mi zajecie i non-stop nowe zadania do zrobienia:/ dzieki temu nie mam czasu na myslenie.A Ty widze,ze mas zmadre dzieci.Mysle,ze Twoja corka jest juz na tyle duzo,ze powiinyas z nia bardzo szczerze pogadac.Powiedziec co czujesz, co Cie boli,niepokoi.Jest za duzo by ukrywac czy traktowac to w ten sposob,ze nie chcesz jej martwic.Pomaga Ci w jakis sposob pisanie tutaj i bardzo dobrze.Ale my nie mozemy Cie przytulic,otrzyc Twoich lez.A ta istitka,ktora jest stworzona z waszej Milosci moze to zrobic.A skoro wiedza z bratem,ze wszystko trzymasz w sobie-sa swiadomi jak jest naprawde.Tak wiec mysle,ze tak powinnas zrobic,Wyplakac sie jej do ramienia.....Sciskam Cie bardzo serdecznie i cala Twoja Rodzinke.Pa
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 12.02.14, 16:59
                                                    Renatko,jestem cały czas z Tobą
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 13.02.14, 06:37
                                                    Eutanazja, nie tu nie ma mowy o eutanazji. Chodzi o to,ze ludzie czasem prosza zeby podtrzymac ich przy zyciu jak sie dlugo da. Powody sa rozne, to moze byc czekanie,ze ktos dojedzie pozegnac sie albo corka ma slub. Lekarze moga nagiac sie do tej prosby ale z gory mowia, ze to moze zwiekszyc cierpienie, nie zawsze ale moze. Pytanie o eutanazje jest trudnym pytaniem. Kiedy widze,ze ktos cierpi i nie ma dla niego ratunku (na wojnie np kolega wyciagal rewolwer i juz) to mam mieszane mysli ale kiedy tu chodzi o mojego meza to juz nie. Jest tam gdzies ta durna iskierka nadzieji, ktora umiera przeciez ostatnia. Tak w ogole to od dawna wiem, ze nie nadaje sie na sedziego do sadu bo nie umiala bym skazac kogos na smierc. Zawsze gdzies miala bym taka mala watpliwosc,ze moze jestem niesprawiedliwa, a tu chodzi o ludzkie zycie. Nie ja je dalam i nie ja mam prawo je odebrac.

                                                    Dzisiaj maz byl widocznie slabszy, juz nie wstawal i kiedy przyniesli mu materac powietrzny to dwie osoby go dzwigaly na fotel . Oczywiscie najpierw dostal dodatkowy srodek przeciwbolowy. Wczesniej umylam go z pomoca pielegniarza i to go bardzo zmeczylo, spal kilka godzin jak kamien. Nie upomina sie juz o jedzenie bo zrozumial ,ze mu lzej bez pelnego zoladka. Podjada czesto galaretki owocowe, ktore dostaje bez ograniczenia. Do tego dostaje jakies zupki i soczki. Co jakis czas zaglada pielegniarz i sprawdza czy meza boli. Nie jestem pewna czy maz odpowiada zgodnie z prawda bo nauczylam sie juz rozpoznawac kiedy go boli bardziej. Dzisiaj powiedzial ze 7 ale ja widzialam po nim,ze moglo byc 3. Dlugo zastanawia sie nad odpowiedzia i nie wiem sie czy rozpoznaje jeszcze roznice miedzy numerami. Sika bardzo ciemno ale wg lekarki to podwyzszona bilirubina. Posiew moczu jeszcze nic nie wykazal a krew tez nic nie pokazuje. Tyle,ze jak dostaje antybiotyk to moze juz nie wykazac nic. Biale krwinki najpierw zaczely sie podnosic a teraz nieznacznie spadly. Oddycha bardzo nierowno i widac czasem dlugie przerwy. Mierzyli mu poziom tlenu ale mowia, ze jeszcze nie trzeba. Co do sinienia paznokci to nic takiego sie nie dzieje ale ja juz to widzialam u niego chyba miesiac temu przez dwa dni i myslalam,ze to juz ale przeszlo. Lekarka mow,ze im dluzej organizm sie bronil tym bardziej zmeczony teraz i szybciej widac zmiany. Nie mam co sie oszukiwac tam ma duzo leprza opieke niz w domu. Moge pytac az do bolu i zawsze dostane odpowiedz. Jesli mam jakies watpliwosci to walkuja ten temat i sprawdzaja przy mnie.
                                                    Musialam inaczej zorganizowac sobie dzien. Z rana zalatwiam w biegu rozne sprawy, potem siedze u meza, a wieczorem wracam i pracuje. Mam taka prace,ze moge to robic w domu ale do hospicjum nie chciala bym i chyba nie powinnam nosic swojego laptopa i dokumentow za ktore odpowiadam. W pracy maja urwanie glowy i kazda para rak na wage zlota a i tak mi ida na reke,ze nie musze pracowac pelnych 8 godzin. Siedze tak w domu juz od prawie dwuch miesiecy. Mysle,ze ta praca to moja odskocznia od realu i dobrze mi robi, a przynajmnie na razie...
                                                    Rozmawiam z corka duzo i na temat meza ale to sa rozmowy dwuch bab (corka ma 22 lata) i obie sie jakos tak kontrolujemy z wilgotnoscia oczu. Natomiast peklam kiedy mowilam do syna jak sie sprawy maja, a on nic nie powiedzial tylko mnie przytuli. To juz bylo ponad moje sily. Syn nigdy nie byl wylewny w slowach ale wiem,ze jest bardzo za ojcem choc to nie jego biologinczy ojciec. Nauczyl sie byc takim jak maz, naprawia wszystko po koleji, idzie do pracy nawet z goraczka i probuje go teraz zastapic. Gdyby mieszkal z name to jeszcze a on dojezdza do nas kawal drogi i czasem mu nawet nie mowie, ze cos trzeba naprawic ale sam dopatrzy sie. Oj, rozpisalam sie,a tu czas do lozka. Nie wiem jak to jutro bedzie z dojazdem bo sypie snieg i ma sypac do rana. Do rana to jeszcze tyle godzin a ja trzymam telefon przy glowie zeby nie przeoczyc ......
                                                  • marta_686 Re: Rak jelita - moj maz 13.02.14, 13:44
                                                    :( czytam i tak mi smutno...
                                                    Gdybym mogła Ci pomóc, Tobie, sobie innym... Ale nie mogę

                                                    Tylko myślę o Was

                                                    A
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 13.02.14, 19:19
                                                    Dziewczyny, boje sie,ze nie bedzie mnie przy mezu w tej ostatniej chwili. Kazalam im dzwonic o kazdej porze dnia i nocy ale sie boje. Wczoraj przetlumaczylam sobie,ze w hospicium ma leprza opieke, a dzisiaj jak zobaczylam tego mojego biedaka to mnie chwycil starch. Nie staje juz na nogi wcale.
                                                  • bei Re: Rak jelita - moj maz 13.02.14, 19:44
                                                    Uszanuj jego wolę, może chce Ci oszczędzić swojego wygaśnięcia...
                                                    To, ze ma tam lepszą opiekę medyczną jest bardzo ważne. Jest zbyt zmęczony by czekać dlugie minuty na werdykty lekarza, na pomoc w bólu. Pewne dawki mogą byc podawane tylko w szpitalu. Chcial uniknąć sytuacji, za ktore niepotrzebnie obwiniałabyś siebie.
                                                    Trudno bylo by Ci samej pielęgnować jego wrażliwe cialo. Podnieść, umyć, przelozyć, przekręcic..moze chcial Cię przygotować do swojej nieobecności...gdy będzie Ci bardzo źle pomyślisz, ze lezy w szpitalu......

                                                    Bardzo Ci wspólczuję, jest w Tobie tyle miłości, tyle troski, tyle bólu..jestes kochaną partnerką. Bardzo Ci wspolczuje pustki, jaka zostanie na wiele dni.
                                                    Już teraz życzę sil na ten smutek.
                                                    Zyczę z calej serdeczności duszy mojej, by ten czas przeplynąl i nie zostawil konsekwencji zdrowotnych.
                                                    Mam mokre oczy, gdy czytam Twoje posty.
                                                  • madziorek333 Re: Rak jelita - moj maz 13.02.14, 20:02
                                                    Witaj,a jest u Was możliwość nocowania w hospicjum? Może skorzystałabyś ?
                                                    Myślę również,że zadzwonią do Ciebie,gdy odejście będzie już blisko.Objawy nadchodzącej śmierci są ogólnie rozpoznawalne,zacznie Twój mąż sinieć,ciśnienie zacznie spadać.Sama widzisz w jakim jest teraz stanie,skoro już nie wstaje to już nie wstanie.U nas też tak było,na kilka dni przed odejściem.Trzymaj się,pozdrawiam Magda
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 13.02.14, 20:26
                                                    Nie wstanie i nawet nie podniesie sie bez pomocy, sama noge trzeba mu podniesc. Powie slowo dwa i opada na poduszke. Mozna tutaj spac ale lekarka mowi,ze nie ma w tej chwili takiej potrzeby. Wyganiaja poznym popolodniem do domu zebym odpoczela bo jeszcze wszystko przede mna. Kaza mi zebrac sily. Pisalam,ze o wszystkim rozmawiam z corka ale to nie prawda, mam jednak opory i latwiej pisac mi tutaj.
                                                  • madziorek333 Re: Rak jelita - moj maz 13.02.14, 22:13
                                                    Widzisz Reniu to jest już końcówka,tak było u nas, dokładnie tak samo opadał z sił mój mąż.Sama wiem po sobie,że lepiej tu pisać,ja odkąd tu jestem czuję się o wiele lepiej.Trzymaj się,musisz być dzielna.
                                                  • kwacorek1983 Re: Rak jelita - moj maz 13.02.14, 22:33
                                                    Reniu,u nas tez tak bylo,na koniec ja rowniez musialam Mu podnosic nogi,bo On nie mial juz sily ich dzwigac.Pisalas cos o tym,ze mierza mu saturacje....A wiesz ile ona wynosi?Moj R.przewanie mial dosc dobry wynik,99-97%. A w TA sobote gdy byla u nas pielegniarka saturacja wynosila 79%.Ponoc gdy jest 50% to podejmuja reanimacje,ale mysle,ze nie w przypadku tak ciezko chorych..
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 14.02.14, 00:48
                                                    Saturacja jest miedzy 96% a 98%. Lekarze byli wlasnie na obchodzie i wyganiaja mnie na noc do domu, ze to jeszcze nie dzisiaj. Mielismy rozmowe o bolu totalnym. Daja mu wyzsza dawke srodkow przeciwbolowych plus dodatkowe jak cos robimy kolo niego. Mowila jednak,ze w tym momencie maz moze miec bol innego rodzaju, o ktorym wlasciwie nie mowi i nie bardzo mu mozna pomoc. Chorzy czesto o tym nie mowia ale udowodnione jest ,ze oczwuaja bol totalny. Nie bede sie rozwlekac ale pisza o tym na internecine. Mowi,ze nie chca przedobrzac ze srodkami przeciwbolowymi (dostaje dwa rozne) bo one nie do konca pomoga a spowoduja problem z oddychaniem. Polecialam do lazienki bo nie moglam wiecej o tym sluchac, stanelam przy lusterku i mowilam do siebie, bede sama, bede sama....
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 14.02.14, 17:20
                                                    Renatko,to się nazywa total pain i jest naprawdę bardzo,bardzo ciężkie dla chorego,ale dla otoczenia też
                                                    w mojej pracy spotkałam tylko jednego pacjenta,którego ból przewyższał nasze zwykłe możliwości farmakologiczne
                                                    bardzo Ci współczuję
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 15.02.14, 01:45
                                                    Tak, tak to sie nazywa po angielsku. Mimo,ze czytalam o tym wczesniej to nie moglam tego zrozumiec bo jak to cierpienie pychiczne wyraza sie wiekszym bolem? Wyglada to tak,ze im mlodszy ktos jest im bardziej nie chce rozstac sie ze swiatem (np nasze prawie cwierc wieku udanego malzenstwa, praca sprawiajaca przyjemnosc i w reszcie jakos poukladane zycie) tym bardziej cierpi umierajac. Tak sobie jeszcze mysle, ze jesli to przelozyc na religie to im wiecej czlowiek szczescia doswiadczyl to tym bardziej musi cierpiec zeby wyrownac sie ze wszystkimi tymi co mieli zle w zyciu. I nie licza sie te lata przed naszym poznaniem bo to bylo juz bardzo dawno. Siedze sobie kolo mojego biedaka i tak rozmyslam o tym wszystkim. W duszy sie modle zeby juz mu sie to cierpienie skonczylo.
                                                    Nie rusza sie prawie wcale, mowic nie moze bo ma sucho w gardle (leki i powietrze). Maja mu dac jakies krople do zwilzania ust, zobacze jutro. Pic nie chce i prawie caly czas spi jak sie budzi to chyba tylko z bolu bo zaraz sie krzywi albo sprawdza czy ja siedze jeszcze. Jedyne co je to galaretki owocowe. Tak mi bardzo go zal.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 15.02.14, 08:51
                                                    sama możesz mu zwilżac usta-albo kremem do ust najlepiej tłustym,albo po prostu łyżeczką i kropelką wody,jak mu zaschną to się zaczną sklejac i krwawic
                                                    jestem cały czas i pamiętam
                                                  • oliwia244 Re: Rak jelita - moj maz 15.02.14, 12:26
                                                    nawilżaj sama usta, ja tak nawilżałam tacie paluszkiem a on to bardzo chłonął.

                                                    bardzo Ci współczuję, myślę o Was.
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 15.02.14, 18:51
                                                    Moj nie chce zeby mu zwilzac usta. Kiwa glowa,ze nie. I w ogole jest dzisiaj jakis bardzo niespokojny. Rusza glowa na wszystkie strony, otwiera oczy i zaraz zamyka i szybciej oddycha. Zaczynam sie bac. Jego nos jest taki jakis woskowy.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 15.02.14, 19:12
                                                    Renatko,to pewnie taki niepokój już przed...
                                                    bądź z nim dzisiaj
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 15.02.14, 21:11
                                                    Prawie nie mam z nim kontaktu ale chyba co jakis czas sprawdza czy jestem. Jego stopy sa takie fioletowe jak by ktos poobklejal je kalka techniczna i nie wszedzie dokleil. Ma problem z odkaszliwaniem.
                                                  • madziorek333 Re: Rak jelita - moj maz 15.02.14, 21:28
                                                    Renatko dzisiaj zostań z mężem,potrzymaj za rękę.U nas taki stan trwał około 9h,po czym mój kochany mąż odszedł.Trzymaj się i pisz jak coś.
                                                  • kwacorek1983 Re: Rak jelita - moj maz 15.02.14, 23:13
                                                    Reniu,mysle,ze dzis ,najpozniej jutro Twoj Maz odejdzie....Moj w pt wieczorem zaczal miec problem z odkaszliwaniem,nawet nie wiem skad mu sie wzial ten kaszel,bo wczesniej nie mial.Rzezenie sie to nazywa czy jakos tak....Fioletowe stopy to rowniez ten znak....no i skora przypominajac wosk....Kochana,pozegnaj sie dzis z Nim,mysle,ze to juz TEN czas.Sciskam Cie serdecznie:*
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 16.02.14, 02:25
                                                    To nie tak latwo. Ogladneli meza i mowia,ze jeszcze nie dzis bo on sia ciagle broni i nie chce odejsc. Dali mu na uspokojenie i ma jeszcze dostac na odflegmienie. To jeszcze nie jest rzezenie a dopiero zaczyna sie zaflegmiac. Nagle ma duzo sliny. Lekarka mowila,ze jego umieranie to juz zaczelo sie kilka tygodni temu ale on ciagle nie moze sie z tym pogodzic i dlatego cierpi. Wydzwaniam od dwuch dni za ksiedzem ale ksiedza w naszej parafii nie ma z drugiej jeszcze mi nie oddzwonil. To nie to co w Polsce a po angielsku nie chce bo to nie to samo. Po angielsku juz mial namaszczenie przy poprzednim pobycie w szpitalu. Mialam cicha nadzieje,ze po wizycie ksiedza troche sie uspokoi i wyciszy. Do tego jakies dwie godziny temu byl alarm pozarowy ale nic na szczescie nie bylo. Tyle,ze przy moich zszarpanych nerwach myslalam, ze zemdleje.
                                                  • bei Re: Rak jelita - moj maz 16.02.14, 02:59

                                                    Przytulam...


                                                    olaromanska.blox.pl/html

                                                    www.dlaleszka.cba.pl/
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 16.02.14, 09:37
                                                    Renatko,a czy Ty mu powiedziałaś najważniejsze słowa?
                                                    on na coś czeka,czegoś jeszcze nie załatwił-tak to wyglada
                                                    jeśli będziesz z nim mogła porozmawiac,zapytaj,czy czegoś by chciał
                                                  • marta_686 Re: Rak jelita - moj maz 16.02.14, 10:03
                                                    :(
                                                    Może mama.rozy ma rację, może...
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 16.02.14, 11:25
                                                    Powiedzialam mu,ze go bardzo kocham ale czas zeby odszedl do brata,ze tu juz zbytnio cierpi. Nie chcial zebym go trzymala za reke i od czasu do czasu sprawdzal oczami gdzie jestem. Na kilka godzin poszlam do domu, cos zjesc i przebrac sie. Po powrocie widzialam,ze juz oddycha plycej i szybciej, przepona nie miala juz sily unosic sie. Co dziwne to mial cieple rece. Wczesniej juz od kilku tygodni nie moglam rozgrzac jego rak a tu zrobily sie cieple. Odszedl, a corka zamknela mu oczy....
                                                    Magda jeszcze jeden drobiazg, moj maz tez mial R jako pierwsza litere tylko jemu bylo Rysiek, a Romek byl moj tata, ktory tez zmarl na raka .
                                                    U nas prawie rano ale moze poloze sie choc na chwile, to juz druga nieprzespana noc z rzedu. Jeszcze do mnie nie dociera.....
                                                  • madziorek333 Re: Rak jelita - moj maz 16.02.14, 12:09
                                                    Przyjmij kondolencje ode mnie,przytulam.Jedyne co jest pocieszające Ciebie to,to,że nie cierpi.
                                                  • becik-pl Re: Rak jelita - moj maz 16.02.14, 13:13
                                                    :-( Trzymaj się Reniu kochana. Twój mąż ma już święty spokój.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 16.02.14, 13:33
                                                    pożegnaliście się kochana
                                                    jesteśmy tu wszyscy z Tobą
                                                  • marta_686 Re: Rak jelita - moj maz 16.02.14, 18:33
                                                    Ważne, że się pożegnaliście, że byłaś, byłyście z Nim w tym momencie.

                                                    Wiem, że już Twój mąż nie cierpi ale i tak jest mi tak strasznie smutno, bardzo
                                                    :(
                                                  • kwacorek1983 Re: Rak jelita - moj maz 16.02.14, 15:36
                                                    Reniu Kochana,jest mi bardzo przykro....ale nie dlatego,ze Twoj Maz zmarl...To dla niego wybawienie odejscie z tego swiata.Podobnie jak dla Ciebie ,dla mnie ,dla mojego Romka, i kazdego cierpiacego czlowieka i Bliskich mu Osob,,,Mi jest przykro,ze nas wogole to spotkalo....Ze nasi Bliscy musieli spotkac sie z takim losem,ze musieli zachorowac na ta chorobe i umierac w cieprpieniu.Ze Ich smierc nie byla szybka.Ja ciegle nie potrafie zrozumiec sensu w chorobie Romka?????????????Dlaczego??????Dlaczego spotyka to dobrych ludzi,dbajacych o siebie.Z tego co pisalas Twoj Rysiek tez byl dobrym czlowiekiem,mezem,byliscie szczesliwi...wiec dlaczego.Niestety,nie znajdziemy na to odpowiedzi.Musimy sie zadowolic tym,ze jest Im lepiej juz teraz.Czytalam,ze czasem umierajacy nie chca ,aby Ich trzymac za reke,nie wiem-byc moze w jakis sposob utrudnia to odejscie z tego swiata? Widocznie dla Twojego Meza wazniejsza byla swiadomosc,ze jestes obok niego,nie potrzebowal kontaktu fizycznego.
                                                    Ja mialam ostatnia noc zycia R.nieprzespana,ale wczesniej spalam jak zabita.Za to pierwsza noc po Jego smierci-odespalam az do 9....

                                                    Kochana,ja jestem 6 tygodnie po smierci R.i nadal to do mnie nie dociera.Tzn wiem,ze tak sie stalo,ale nie umiem tego pojac....

                                                    Uwaznie sledzialm Twoj watek,byl mi Bliski,pewnie dlatego,ze dotyczylo to naszych Mezow.Teraz chyba przeniose sie na watek zaloba.....Trzymaj sie kochana.
                                                  • bei Re: Rak jelita - moj maz 16.02.14, 19:28
                                                    Nie dziwię się, ze Mąż nie chciał odchodzić od tak kochanej i kochającej kobiety..
                                                    Teraz pogoda Salve..
                                                  • anna.wasil Re: Rak jelita - moj maz 16.02.14, 21:47
                                                    Byłaś..jesteś dzielną żoną.
                                                    Przytulam.
                                                  • hiacynta333 Re: Rak jelita - moj maz 16.02.14, 22:20
                                                    Ja też przytulam bardzo mocno i tak bardzo współczuję.
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 17.02.14, 00:33
                                                    Bardzo wam wsystkim dziekuje. Nie planowalam wchodzic dzisiaj na forum ale placze sie po domu, cos tam robie az mnie dzieci usadzily na pupie i kazaly przestac. Zaczelam zalatwiac pogrzeb ale mam problem z ksiedzem, ktory nawet nie jest naszym ksiedzem tylko go zastepuje. Chce mie zmusic do takiej ceremonii jaka on sobie zyczy i gdzie on sobie zyczy. Bebechy mi sie przewracaja a dzieci tez sie denerwuja. Statram sie znalezc innego ksiedza. Uroki naszego kosciola.
                                                    Nawiazujac do pytania Magdy to nie pytam sie dlaczego bo pewnie bym zwariowala. Mysle sobie tylko,ze to co piekne musi sie skonczyc, szkoda tylko,ze musial odejsc czlowiek. Puki co jestem silna ale jeszcze dzialam, jeszcze jest mnustwo zalatwiania to pewnie mnie trzyma. Potem planuje wrocic do pracy i zrobic wielkie sprzatanie w domu, byle sie czyms zajac ....

                                                    O jakim forum zalobnym pisze Magda?
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 17.02.14, 08:38
                                                    Renatko,jest takie forum na gazecie poświęcone tylko żałobie,jak będziesz czuła potrzebę,mozesz tam wejśc
                                                    ale-my Cię stąd nie wyrzucamy,wrosłaś w to forum i jak będziesz mogła-zostań z nami...
                                                    taki prawdziwy ból przyjdzie potem,po jakimś czasie.na razie to szok,chaos załatwień pogrzebowych (współczuję)
                                                    mąż Cię bardzo kochał,to zawsze z Tobą zostanie
                                                  • becik-pl Re: Rak jelita - moj maz 20.02.14, 18:19
                                                    To forum żałobne jest tutaj forum.gazeta.pl/forum/f,847,Zaloba_strata_osierocenie.html , też podczytuję czasem.
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 20.02.14, 23:35
                                                    Dzieki, ja juz tam zagladalam ale nie umiem sie tam odnalezc. Te tematy sa jakies takie irracjonalne. Pewnie wiaza sie z potrzebami tych osob. Jedna pisze,ze widziala motyla w listopadzie (co jest mozliwe) druga odpisuje,ze pewnie miala goraczke. Czemu byc nieprzyjemnym dla siebie w tak trudnych chwilach?
                                                    Dzisiaj pochowalam juz mojego meza i musze jakos sie odnalezc w tej nowej rzeczywistosci. Nasza dobra znajoma mowila,ze jej sie snil ostatniej nocy i mowil do niej,ze ma taka dobra i piekna zone. Dla niego bylam piekna..... Najgorsze sa wieczory.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 21.02.14, 08:42
                                                    Renatko,musisz się przez ten czas,jakiś czas,nikt nie wie,jak długo,próbowac uczyc się byc sama.
                                                    chyba ta samotnośc na początku bywa najgorsza...potem się przyzwyczaisz,ale dojdzie inny ból,inny rodzaj tęsknoty
                                                    możesz sobie poczytac ,jak to wygląda etapami
                                                    pomocpostracie.com.pl/etapy-zaloby
                                                    a co do forum-dlatego u nas przynajmniej jest ta bramka,że trzeba poprosic o przyjęcie i zawsze staramy się,żeby ktoś kontrolował wpisy nowych osób.dla naszego tu bezpieczeństwa i komfortu.
                                                    jesteśmy tu cały czas z Tobą,pisz zawsze,kiedy będziesz czuła potrzebę
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 21.02.14, 21:28
                                                    Dzieki Dorotko, chodze po internecine i probuje zrozumiec co sie ze mna dzieje. Chce w miare mozliwosci przejsc przez to wszystko swiadomie. Podobno ma mi byc latwiej bo maz nie zginal nagle i moglam sie do tego przygotowac. Nie wiem, niech im bedzie bo wcale mnie to nie pociesza. Wiem tylko,ze byle co powoduje u mnie potoki lez i sciskanie w gardle. Nawet taki kot potrafi wejsc do pokoju gdzie byl maz i mialczec zaloscie, to czego oczekiwac ode mnie?
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 22.02.14, 09:06
                                                    Reniu,każda strata jest inna,bo każda relacja z drugim człowiekiem jest inna
                                                    Was łączyły wspólne lata,do takiej straty nie da się przygotowac ot tak,uświadamiając sobie,że mąż umiera i na pewno umrze
                                                    każdy ból ma swój czas-to dobrze,że Cię boli,chociaż może to źle zabrzmiec.ale to dobry ból,bo z miłości.
                                                    dlatego Twój ból ma prawo byc ,nie walcz z nim.pomyśl,co teraz najchętniej byś zrobiła i postaraj się to zrobic.nawet,jak to miałby byc ciągły płacz.pomoże.
                                                    jeśli czegoś potrzebujesz od nas-napisz.jesteśmy z Tobą.
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 22.02.14, 17:12
                                                    Dorotka badzcie tu, a to juz duzo dla mnie. Od poniedzialku wracam do pracy i sprobuje zyc normalnie na tyle ile bede umiala. Wylalam juz morze lez ale to nie koniec. Kolezanka z pracy przyznala mi sie,ze ona tez pochowala meza jak mial 46 lat. Mowi,ze dluzo dla niej bylo wszystko z czasow Johna i z czasuow po nim. Ona duzo nie mowi o sobie i nie wiedzialam o tym. Mowila,ze musze byc cierpliwa, ze ktoregos dnia znowu bede mogla sie smiac. Tez tak jak ja miala ochote odejsc za mezem ale ja zatrzymal synek (11l), a mnie corka.
                                                    Tak, znalazlam sobie cel, trudny cel ale bede walczyc. Maz budowal dla nas domek nad jeziorem jak juz byl chory i bylo mu ciezko, meczyl sie szybko i wylal duzo potu. Domek jest w srodku nieskonczony i wymaga duzych nakladow finansowych. Oczywiscie ja nie mam takich duzych pieniedzy ale bede starala sie wykonczyc, moze latami nie wiem. To bylo nasze marzenie i mielismy tam jezdzic na weekend. Nie oddam tak latwo naszego marzenia.
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 06.03.14, 01:47
                                                    Zebralo mi sie dzisiaj na wygadanie. U nas pogoda paskudna, pada snieg i wieje wiatr ze tylko wejsc pod koldre. Z moja praca i nadgodzinami czas mi uplywa szybko i tylko wieczory sa podle..... Zebralam sie w sobie i oddalam wszystkie, no moze prawie wszystkie ubrania meza dla biednych. Nie oszczedzilam nawet jego maszyny do cwiczenia bo nie moglam na nia patrzec. Widzialam ciagle jak na niej cwiczyl ogladajac na tv nasze zdjecia z Polski. Jest mi ciezko ale czasem zastanawiam sie czy ja moze jakas uposledzona jestem bo jak czytam posty dziewczyn na forum zalobnym to sa one bardzo dramatyczne. One nie umieja dalej zyc, sa zdepresjonowane i zyja obok innych ludzi jesli mozna to nazwac zyciem. Nie wiem moze ja jestem starsza i bardziej juz doswiadczona przez zycie? Moze to,ze mialam taki dlugi okres do jego odejscia pozwolilo mi w jakis sposob pprzygotowac sie? Jest mi bardzo go brak i tesknie za nim na kazdym kroku. Jak cos robie to staram sie robic tak jak on to lubil. Trudno mi jakos uwierzyc ze to juz tak bedzie,ze juz nie otworzy drzwi - "jestem juz". Z jednego jestem zadowolona a mianowicie z tego, ze mowilismy sobie czesto jak sie kochamy i co u siebie lubimy. Jeszcze dzien przed odejsciem uslyszamam od meza,ze ma taka kochana zone a sama tez do konca mu to mowilam. Balam sie tylko przytulic zeby nie sprawic mu wiecej bolu. W pewien sposob przynosi mi to ulge,ze nie zostawilam niedopowiedzianych uczuc i spraw. Wlasciwie to moj maz mnie tego nauczyl bo dla mnie bylo oczywiste,ze to co robimy i jak sie do siebie odnosimy jest dowodem na nasze glebokie uczucie, pielegnowane i podsycane przez lata. Teraz wiem,ze on mial racje; trzeba sobie mowic na codzien ze sie kocha, potem moze zabraknac na to czasu i trzeba bedzie z tym zyc........
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 06.03.14, 08:50
                                                    Renatko,każdy przezywa żałobę inaczej-ma na to wpływ wcześniejsza relacja,relacja w czasie choroby(czy był czas się pożegnac,byc ze sobą), relacji samej z sobą ...to wszystko rzutuje na to,jak jest potem
                                                    Ty w ogóle myślisz racjonalnie,planujesz,wiesz,co się dzieje-nie każdy tak potrafi
                                                    pisz,kiedy chcesz,czytam wszystko
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 07.03.14, 05:35
                                                    Planowac, nigdy nie planowalam,a raczej po cichu staralam sie przewidziec co bedzie potem bo sama wiesz; czlowiek strzela a Pan Bog kule nosi. Jestem natomiast racjonalna, nawet mi maz mowil,ze nie ma we mnie zbyt duzo romantyzmu. Nie mozna jednak miec w sobie romantyzmu kiedy tata zmarl jak mialam 9 lat na raka, mama dlugo chorowala na Parkinzona i zmarla miesiac przed urodzeniem sie mojego pierworodnego. Moj brat zamiast mnie wspierac to pil, a siostra byla za granica. Jak zwykle bywa w takich sytuacjach to reszta rodziny odeszla no bo kogo obchodzilam? Czy tu jest miejsce na romantyzm? Tatus mojego synka szybko okazal sie alkoholikiem i awanturnikiem. Musialam uciekac od niego i wtedy wlasnie poznalam meza. Przez te 24 lata bylo cudownie, czulam sie potrzebna i kochana. Juz od kilku lat czulam,ze to sie zmieni tylko nie wiedzialam jak i kiedy. Ten cholerny rak odebral mi meza,przyjaciela i powiernika.Nie tylko to ale spowodowal,ze utracilam poczucie bezpieczenstwa, boje sie bardziej o dzieci i o jutro. Gdyby nie moi fantastyczni szefowie to pewnie bym dzisiaj klepala biede bo kto placi pracownicy za siedzenie w domu z chorym mezem? Nie oczekuje od zycia juz zbyt duzo ale chciala bym spokojnie pracowac i widziec moje dzieci szczesliwe i zdrowe. Teraz jest ich czas a ja musze odejsc w cien i pogodzic sie z tym co jest. Mam swoje ksiazki i moze jeszcze kiedys wroce do robotek. Teraz nie mam na to ochoty bo to maz mnie dopingowal, a potem oprawial moje wyszywanki, to on ogladal i ocenial kazdy zrobiony sweterek. Ech, szkoda gadac takich facetow to ze swieca szukac.
                                                  • mama.rozy Re: Rak jelita - moj maz 07.03.14, 08:42
                                                    Tak kochana,miałaś niesamowite szczęście:)
                                                    biedne miałaś to dorastanie,za szybkie,za bolesne...
                                                    a z tymi robótkami-robiłaś coś konkretnego?zawsze chciałam,ale nie mam chyba takiej cierpliwości;)
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 07.03.14, 14:22
                                                    Wyszywam krzyzykami i popelnilam nawet dwa wzory z tej firmy; www.goldenkitestore.com/index.php/patterns-and-kits.html
                                                    Lubie(bilam) robic szydelkiem i na drutach, a teraz ucze corke. Wyszywalam tez troche richelieu. Wlasnie,ze do tych spraw zawsze mialam cierpliwosc, a wrecz relaksowaly mnie. Natomiast szycie to tylko do poziomu poszewek albo podlozenia spodni.Dalej to mi sie nie podoba jak cos lezy po uszyciu. Jestem ze, nazwimy to, starego typu domu gdzie mama zajmowala sie robotkami, robila przetwory na zime, itp. Dzisiaj to wszystko odchodzi w zapomnienie. Mlodzi gnaja za kariera i pieniadzem i trudno im sie dziwic, takie czasy, a szkoda. Bylo by o wiele wiecej szczesliwych rodzic z ciepelkiem domowym do ktorego kazdy wraca z radoscia.
                                                  • bei Re: Rak jelita - moj maz 08.03.14, 08:46
                                                    Przytulam...
                                                    Do śmierci kochanej osoby tak naprawdę nigdy nie możemy przygotować się.
                                                    Czasami jawi się nam ona jako te lepsze zło, bo urywa okrutne cierpienie chorego.
                                                    Na pewno Twój mąż chciałby, byś była szczesliwa, a teraz, po jego odejściu wydaje się to niemożliwe.

                                                    Dla mnie jesteś ciepłą, wrażliwą i romantyczną. Tak pięknie , w prostych i jasnych słowach oddajesz pokłady dobrego, które łączyło Wasz związek. Trzymam kciuki za Twoje ukojenie, za spokoj, za wytchnienie w cierpieniu. Niech wszystko dobre co Was łączyło będzie osłoda na chwile, w których bol szkli oczy.
                                                    Jesteś bardzo dobrym człowiekiem, dlatego przyciągnęłas równego sobie.
                                                    Bardzo Cię polubiłam i Twojego męża. Dzieki pisaniu mogłyśmy Was poznać ...może załozyłabys blog?
                                                    Niestety, wiele osob staje na takich rozdrożach jak Ty, wierzę w Ciebie, ze mimo okropnego bólu przejdziesz drogę do spokoju. na pewno byłabyś wzorem dla ludzi w podobnej sytuacji. Przezyłas tyle dobrego i złego, Twoje opowiadanie o tym byłoby wzmocnieniem dla wielu...
                                                    Blog jest tez często forma terapii...W Twojej sytuacji byłby tez swoistym hołdem miłości do męża.
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 08.03.14, 16:23
                                                    Bardzo dziekuje za te mile slowa. W pewnym sensie sa dla mnie ukojeniem. Nigdy nie myslalam o sobie ze jestem dobra. Trudno nie byc dobrym dla rodziny, dla meza. Ich sie kocha bezwarunkowo za to ze sa i wybacza potkniecia, a wrecz pomaga podniesc. Jest to w pewnym sensie dobro egoistyczne wiec, bo oni sa moi, sa moim zyciem. Pisanie bloga to bardzo kuszacy pomysl tyle,ze jak same tu pewnie zauwazylyscie ja nie pisze gramatycznie, piszac wyrzucam z siebie potoki mysli, a z drugiej strony jest mi tu z wami dobrze. Czuje to cieplo bijace od was. Kazda z was jest w pewien sposob doswiadczona przez raka i wiem,ze mnie zrozumiecie.
                                                  • becia10031968 Re: Rak jelita - moj maz 11.03.14, 19:52
                                                    Witam jestem tu chyba nowa choć Renatkę poznałam to Ona odpisała pierwsza na mojego posta,nasi mężowie zmarli prawie w tym samym czasie,Reni trzy dni przed moim,Mój Bronek zmarł w hospicjum 19 lutego o 8.20 rano.Przeczytałam wszystkie posty od początku i jak bym czytała własna historie,to niesamowite,łączę sie z Wami bólu,mnie też bardzo brak mojego męża ,przeżyliśmy wspólnie 25 lat,we wrześniu 1-go byłaby nasza 24 rocznica ślubu.Ja mam urodziny w dniu urodzin Reni męża.Ciesze sie że jest to forum ,które bardzo mi pomaga.Puki co jedna z córek zabrała mnie do siebie do Norwegii a teraz jesteśmy w Hiszpanii na wakacjach,żebym odpoczęła bo przez ostatnie pół roku zajmowałam sie mężem 24 godz.na dobę.W hospicjum również byłam non stop.Mąż mówił że kiedy jestem z Nim czuje sie bezpieczny,mówił też że kiedy mnie nie ma to jest ktoś przy Nim i że jest to mężczyzna,jak sie budzil to zastanawiał sie który z Nich pierwszy sie obudzi zawsze był to ten mężczyzna ,pytałam męża czy sie Go boi odpowiedzaił że nie ale woli jak jestem.Więc byłam do samego końca.
                                                  • renata8881 Re: Rak jelita - moj maz 12.03.14, 04:18
                                                    Prawie wszyscy mowia o zwidach o plataniu ale moj jedynie wolniej myslal, wolniej odpowiadal na pytania. Mozna powiedziec,ze przy koncu wyraznie zwalnial tepa w mysleniu i musial sie zastanawiac jak mial sie podpisac.
                                                  • becia10031968 Re: Rak jelita - moj maz 16.03.14, 23:41
                                                    mój mąż nie był splątany,myślał normalnie mówił normalnie,miał tylko problem z piciem i jedzeniem bo każdy łyk wody,czy kęs pożywienia kończył się kaszlem,zalegała mu jakaś wydzielina w gardle ,której nie mógł odkaszlnąć.

                                                    Wszystkim gorąco polecam książkę Raymonda A. Moody "Życie po życiu"i inne bardzo ciekawe,,Życie przed Życiem, ,,W stronę światła", ,,Odwiedziny z zaświatów itp,naprawdę gorąco polecam.

                                                  • renata8881 Prosze o porade 18.04.14, 16:13
                                                    Dziewczyny ja nie w temacie ale bardzo prosze o porade. Moja ukochana tesciowa dwa dni temu zostala zabrana karetka do szpitala. Miala cisnienie 210/110, silne bole i drgawki podobno. W szpitalu zbili cisnienie ale okazalo sie,ze bole sa od kregoslupa. Tramal nie zlikwidowal bolu do konca a tyko go zredukowal. Tesciowa ma wyznaczona wizyte do neurologa na 28go. Denerwuje sie bo ja tu a ona w Polsce. Gdzie powinni ja zabrac, do jakiego lekarza? Jakos nie moge uwierzyc,ze mozna cierpiec taki bol od kregoslupa. Boje sie o nia. Czy jest jakis leprzy srodek przeciwbolowy od Tramalu? Napiszcie prosze co myslicie. Ona ma cukszyce I problem z watroba a tramal drazni watrobe.
                                                  • mama.rozy Re: Prosze o porade 19.04.14, 12:33
                                                    jest na neurologii? czy gdzie? interna? będą ją trzymac do tego czasu w szpitalu? bierze leki na nadciśnienie w ogóle czy to było jednorazowo?
                                                    na ból kostny(tak?) potrzebne są silne leki,jak nie toleruje tramalu,nich to zgłosi,bo się będzie jeszcze gorzej czuła
                                                    jakie badania miała robione?
                                                  • renata8881 Re: Prosze o porade 19.04.14, 16:19
                                                    Nie jest w szpitalu, od reki wypisali do domu. Leki na nadcisnienie bierze ale mysle,ze chyba powinna zmienic bo przestaja dzialac. Badan jej nie porobili, tylko pobrali krew. Nie wiem na jakiej podstawie stwierdzili bol kregoslupa. Wczoraj udalo sie zawiesc tesciowa prywatnie do chirurga-ortopedy . Tu pani doctor powiedziala,ze w istocie jest ostreporoza ale to nie jest glowny powod bolu. Ona sugeruje,ze to miesniak. Poniewaz teraz swieta to tesciowa umowiona jest z nia na czwartek w szpitalu. Tam maja przebadac jej piersi, zrobic przeswietlenie reki , badanie krwi i inne badania w razie potrzeby. Tak powiedziala ta lekarka. Do tego czasu dostala srodki przeciwbolowe w zastrzykach. Wyglada, ze pomagaja. Bardzo sie denerwowalismy,ze wypisali ja z izby przyjec ciale z bolem i nie wiadomo co robic. Dobrze,ze udalo sie w ostatniej chwili pojechac do tej lekarki. Inaczej przez swieta by cierpiala. Osobiscie boje sie co znajda po tych badaniach ale puki co wiem,ze ja nie boli. Zastanawiam sie czy ona tak po malu sobie nie odpuszcza, no wiecie drugi syn zmarl.. Do tego od kilku lat ma cukrzyce. Dzieki Dorotko, moze jeszcze sie bede o cos pytac bo czasem metoda luznych pytan i twoich/waszych podpowiedzi mozna wpasc na wazne sprawy i wlasciwy kierunek a tym bardziej,ze ja juz nie znam polskiej rzeczywistosci leczeniowej.
                                                  • mama.rozy Re: Prosze o porade 21.04.14, 12:18
                                                    Reniu,rzeczywistośc nasza szpitalna jest trgiczna-dobrze,że trafiła na tę lekarkę,niech ją dobrze przebadają,sugerowałabym rezonans kręgosłupa,ale się do końca na tym nie znam-warto,żeby ją prowadziłą ta lekarka,wygląda na sensowną
                                                    ściskam mocno
                                                    i -Jak Ty się czujesz?
                                                  • renata8881 Re: Prosze o porade 23.04.14, 05:53
                                                    Dzieki Dorotko. Ja nie wiem jak ja sie czuje, postawilam na prace. Pracuje od rana do wieczora. Czasem mysle,ze jestem spokojna i jakos sobie daje rade ale to tylko do momentu kiedy nagle chce mi sie wyc. W wielkanocny piatek zebralo mi sie nagle w kosciele. To przychodzi falami i raczej nie mam nad tym kontroli. Moje zycie jes puste jak lej po bombie. Staram sie organizowac sobie zajecie na kazda wolna chwile, pomagam innym. Przynajmniej tak mi sie wydaje i to w jakis sposob przynosi mi ukojenie. Chyba jestem teraz na etapie zdziwienia. Nigdy nie odczuwalam zlosci i zastanawiam sie czy to jeszcze przede mna? A jesli tak to kto bedzie przedmiotem mojej zlosci? Bo przeciez nie moj maz ani nie Bog. Moze ja sama?
                                                    W tej chwili dreczy mnie czekanie na jakas dokladniejsza diagnoze tesciowej. Jestem plena leku, ze kiedy pojedziemy w sierpniu do Polski to mozemy jej nie zobaczyc. Jest mi bardzo bliska i duzo w zyciu przeszla.
                                                    Nie przyznala sie nikomu,ze od jakiegos czasu boli ja prawa piers. To dopiero teraz zaczyna wychodzic. Ponoc ma wyrazne i twarde zgrobienie.
                                                    Z gory przepraszam za bledy ale to jest automatyczne "naprawianie" bledow ale w jezyku angielskim i nie mam juz sily wracac i wszystko poprawiac.
                                                  • mama.rozy Re: Prosze o porade 23.04.14, 08:19
                                                    cały czas z Tobą jestem i pamiętam
                                                    dawaj znac co u teściowej
                                                  • becia10031968 Re: Prosze o porade 23.04.14, 10:42
                                                    witaj Reniu,bardzo mi przykro że znów musisz przechodzić stres,strach,obawę przed każdym kolejnym jutrem,jestem z Tobą myślami i sercem.Mnie samej nadal jest bardzo ciężko Święta to był bardzo zły czas dla mnie ale założyłam maskę z uśmiechem na twarz dla moich córek i dla Nich staram się żyć i śmiać.Pozdrawiam i przytulam.
                                                    Blędy sa nieważne,każdy znas je robi pisząc w emocjach nie sądzę żeby ktoś zwracał na to uwagęna tym forum.
                                                  • renata8881 Re: Prosze o porade 13.11.14, 06:25
                                                    Witajcie kochane, wrocilam dzisiaj na chwile. U mojej tesciowej nie stwierdzono raka ale nie znaczy,ze sie czuje duzo lepiej. Bylam w Polsce pod koniec sierpnia i widzialam sie z nia. To juz ten wiek kiedy cale zycie wychodzi.....
                                                    Patrze na forum i mysle sobie dlaczego ciagle wiecej walczacych.... zycze zeby wszystkim sie powiodlo, zeby nikt nie musial cierpiec z bolu i czekac w kolejkach do kolejnych lekarzy. Powodzenia, nie dajcie sie :)
                                                  • bei Re: Prosze o porade 19.11.14, 16:20
                                                    Dla Ciebie zdrowia i ukojenia duszy....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka