Dodaj do ulubionych

rak szyjki macicy!

30.03.06, 10:07
Witajcie!
Dzisiaj okazało się, że u mojej Mamy wykryto komórki rakowe w kanale szyjki
macicy i jamie macicy. Nie wiem jeszcze w jakim stopniu zaawansowania.
Czy ktoś z Was był w podobnej sytuacji?? Jak przebiegało wtedy to leczenie,
na co zwracać szczególną uwagę??
Jakie są szansę wyleczenia i ile takie leczenie może trwać?
Proszę o porady.
Obserwuj wątek
    • b_a_l_b_i_n_k_a Re: rak szyjki macicy! 30.03.06, 10:31
      KOrnelio zajrzyj do wątku "Jak to było z nami" moja mama i mamy kilku dziewczyn
      tutaj chorowały lub chorują na r. szyjki macicy.
      Czy Twoja mam miała jakieś objawy? Czy robiła regularnie cytologię, czy coś ją
      do tego skłoniło? Skąd jesteś?
      • jag28 Re: rak szyjki macicy! 30.03.06, 21:30
        Witam, moja siostra załozyła ten watek.
        Nasza Mama sie nie badała, uważała ze jej to nie dotyczy, chociaz dużo się o
        tym w domu mówiło. Przez ostanie pół roku bardzo się zle czuła, schudła, zle
        wyglądała, ale nie chciała iśc do lekarza. Zaczeła miec krwawienia z dróg
        rodnych, bolał ja krzyz. Dalej przesuwala termin wizyty u lekarza. Jednej nocy
        sie tak zle czuła, ze rano pojechała do szpitala. Zrobili jej lyżeczkowanie,
        wzieli próbke do badania hispatolog. i dzisiaj sie dowiedzielismy. Jestesmy z
        siostra załamane, tyle razy ja prosiłysmy by poszła do lekarza. Teraz to tylko
        boje sie ze moze byc juz za poźno...
        • ulaw2 Re: rak szyjki macicy! 31.03.06, 07:28
          Sposób leczenia zależy od stopnia zaawansowania choroby.Operacja jest możliwa
          tylko do II stopnia.Później radioterapia z chemioterapią.Nie chcę was martwić
          ale u waszej mamy będzie chyba wyższy stopień zaawansowania.Moja mama miała
          podobne objawy i było to IIIb a więc operacja wykluczona.Niestety zaproponowano
          nam tylko radioterapię paliatywną.Ale niezałamujcie się i tak jak pisałam
          wcześniej poszukajcie dobrego ośrodka onkologicznego i dobrego onkologa bo to
          połowa sukcesu.Walczcie jak lwice o radykalne leczenie,nie dajcie się i jeśli
          będzie trzeba konsultujcie się z innymi lekarzami.Ja niestety nie wiedziałam
          wielu rzeczy i dałam się lekarzom wpuścić w maliny.Strasznie tego żałuję.Walka,
          walka i jeszcze raz walka i będzie dobrze.
    • ulaw2 Re: rak szyjki macicy! 30.03.06, 12:01
      Znajdź najlepszy ośrodek i najlepszego lekarza dla mamy. Tylko tyle i aż tyle.
      • b_a_l_b_i_n_k_a Re: rak szyjki macicy! 31.03.06, 10:11
        Kornelia i Jag
        Skąd jesteście? Moją mamę operował bardzo dobry lekarz w Warszawie i mogę wam
        dać namiary! Dajcie znać co u Mamy.
        • jag28 Re: rak szyjki macicy! 31.03.06, 20:39
          Jestesmy z Wrocławia. Mama idzie we wtorek do szpitala. Do niej jeszcze nie
          dociera, ze jest tak mocno chora. Wie ze ma nowotwór, ale nie sądzi chyba, ze
          tak zaawansowany. Ja nie mieszkam z nia, tylko moja siostra.
          Nie mamy znajomości. We wtorek bede cos wiecej wiedziala to napisze.
          Pozdrawiam
    • cornelia23 Re: rak szyjki macicy! 04.04.06, 12:24
      Dzisiaj naszą Mamę zabrało pogotowie. Popołudniu miała załatwioną wizytę u
      dobrego onkologa, ale niestety w nocy tak źle się poczuła, że rano musieli ją
      zabrać. Na szczeście udało sie zawieźć ją do tego własnie szpitala, gdzie ta
      Pani onkolog przyjmuje.
      Teraz tylko czekamy na wyniki i dokładną diagnozę! Brrr...

      Czy ktoś z Was jest z Wrocławia??
      • ulaw2 Re: rak szyjki macicy! 07.04.06, 14:15
        cornelia co u Was?
        • jag28 Re: rak szyjki macicy! 07.04.06, 21:06
          Nie chce zapeszac, ale Mame gdy zabralo pogotowie, to pojechala do innego
          szpitala i tam sie okazalo, ze nie odnajduja tych komorek nowotworowych na
          szyjce, ma tylko miesniaki. Maja jej to wszysko wyciac i jeszcze raz dac do
          badania hispatologicznego. Nic nie rozumiem, ale moja Mama caly czs mowila, ze
          nie ma zadnego raka. Na razie czekam na zabieg, napisze po.
          Nie daje mi spokoju tylko mysl, ze ona sie tak zle czula i tak zle wygladala...
          • tiffi1 historia mojej mamy i moja - smutna 12.04.06, 10:17
            Witajcie jestem tutaj pierwszy raz i powiem Wam przeczytalam te watki i glos mi
            sie zalamal. Chce wam opowiedziec moja historie i mojej mamy. Uprzedzam nie
            konczy sie slowami" i zyli dlugo i szczesliwie",a le chce powiedziec wam o kilku
            istotnych kwetsiach.
            Moja mama chodzila do ginekologa i robila badania. Byl maj 2001 r. zrobila
            badanie cytologie i wszystko ok. W sierpniu bylo wesele mojego brata, piekna
            elegancka szczupla kobieta bawila sie i w ogole. ostatniego wrzesnia zabralo ja
            pogotowie z silnymi bolami brzucha. Bylam wtedy na 3 roku studiow. Nie wiedziali
            co jest grane, ból przerazajace, wezwali mnie z warszawy. Pojechalam do skpitala
            a ona byla tam taka biedna chora, potem zbarano ja do Kielc na onkologie (bardzo
            dobry szpital). Miala operacje, potem wycinek -rak, chemioterapia - mocna bardzo
            silna, wypadanie wlosow. rok 2003 styczen nic nie pamietam, ledwo zlaiczylam
            sesje, ledwo zylam. walka chemioterapia do marca i......... udalo sie markery
            spadly mama odzyskiwala sily do zycia, wiosna wakacje spacery, kontrolne wizyty.
            Wrzesien 2002 placz ogromny placz i nogi uginaja jej sie wchodzac do domu-nawrot
            choroby markery rosna.kolejna chemia, jak sie skonczyla nastepna, elkarze
            dziwili sie ze ma jeszcze sile, kolejna chemia, kolejna chemia różne, wlosy
            wypadaja, wymioty, spadek sil, ale.... nei poddaje sie,mowi zemusi zyc dla mnie,
            bo warto bo jeszcze tyle chce zrobic. jak przyjezdam ze studiow to gotuje pyszne
            obaidy nadal prowadzi dom, tak jak gdyby nigdy nic.
            chemia, popalone zyly, nie maja sie gdzie wkluwac, radoscia jej jestem ja i
            wnuczka (corka mojego brata). marzec-kwiecien 2003 koeljna operacja, jest zle,
            rak rozsiany wszedzie jak kaszka calay brzuch. lekarze mowia moze 3 m-ce.
            markery prawie 1500.
            ona sie nie poddaje chemia chemia chemia. problemy z jelitami, świeta
            Wielkanocne 2004, jest dobrze wierze ze to mzoe potrwac dluzej,z eona bedzie
            zyla. Po swietach trafia na chemie, potem oddziala paliatywny, tam pomagaja jej,
            am dobra opeike-ludzie tam naparwde neisamowici z powolaniem.
            czerwiec 2004 (sroda) bronie prace mgr, dostaje prace, zycie jakos sie uklada.
            Sobota neidziela jestem u niej, rozmawiamy a ona mowi "najwazniejsze jest
            zebyscie sie wszyscy kochali", zwraca sie do mnie i mowi "tak sie ciesze
            obronilas sie masz prace -teraz moge spokojnie umierac". wtorek 8.30 tel.
            nie zyje.
            Bardzo mi jej brakuje, nie wiedzialam co amm robic, mzoe swiat sie zatrzyma,a
            tu nic on dalej sie krecil dalej szedl w swoja strone ludzie gdzies gonili a
            ja.... plakalam,ale wstawalam co rano i szlam do pracy. To bylo moje lakarstwo
            pracowalam codziennie ponad 9 h i w soboty to mnie ocalilo.
            Nie chcialam opowiadac tej historii zeby ktos mwoiel, ze zasmucam, chce
            powiedziec o czyms innym. Moja mama byla dla mnie najwzniejsza osoba i kocham
            ja bardzo. Umarla bo: byla pesymistka, nie pzowolcie chorym sie smuci,
            wspierajcie ichm neich mezowie, zony dzieci galskaja przytulaja i mwoia ze
            kochaja swoich bliskich to bardzo wazne, pesymizm i stres to przyczyna raka.
            zapyatcie jak t mozliwe ze w maju miala ok cytologie a we wrzesniu guza o
            wielkosci 14 cm, pwoiecie neimzoliwe ja tez tak myslalam, ale keidys
            konsultowalam to z lekarka pwoiedziala,ze tak szybko rozwijaja sie zmieny
            geneteyczne i jest to mozliwe. lekarz nakrzyczal na moaja mae ze tak pozno
            przyszla a on pokazala badania, nie wiem mze byly zle zrobione. wiec moja rada:
            badania u roznych lekarzy i systematycznie, duzo oprtymizmu i wsparcia od
            rodziny, motywacji do zycia, duzo zjec, niech robia to co lubia, moja czytala
            ksiazki, robila na drutach itp.
            Ja dzisiaj robie co roku cytologie powtarzam ze chce i tyle, nei zaniedbujcie
            tego. na chemii spedzilam duzo czasu widzialam lduzi mlodych starszych kobeity
            mezczyzn, wiec trzeba te slowa wziac na powaznie RAK NIE WYBIERA.
            ejstem ze wszytskimi myslami torzy zmagaja siez ta choroba. Moja historia ma
            jeszcze wiele innych zmiennych,ale nei chce tutaj nikogo zanudzac. jesli ktos by
            czegos potzrebowal to dajcie znac. acha i nie poddawac sie nadzieje trzeba meic
            nawet wbrew rozsadkowi
            • tolka3 Re: historia mojej mamy i moja - smutna 12.04.06, 10:49
              Witaj Tiffi. Bardzo mi przykro, że to jednak nie "i żyli długo i
              szczęśliwie"... Przesyłam uśmiechy Twojej mamie, ona je widzi z pewnością :)
              Masz rację, przyczyną nowotworów jest bardzo często stres, smutek, wrażliwość,
              życie dla innych, silne przykre przeżycia. Ja wiem, co spowodowało chorobę
              mojej mamy, a właściwie, co ją uaktywniło. Również nawrót...
              Trzymaj się i pisz do nas :)
            • b_a_l_b_i_n_k_a Re: historia mojej mamy i moja - smutna 12.04.06, 10:55
              Hej Tifi! Cieszę się, że napisałaś o sobie i Twojej Mamie. Smutne historie są
              tu tak samo ważne jak te optymistyczne.

              Mam pytanie: Piszesz, że mama była leczona silną chemią, czy to był rak szyjki
              macicy?
              • liina Re: historia mojej mamy i moja - smutna 12.04.06, 11:14
                No walsnie, gdzie ten guz był dokladnie? Czy to byl rak szyjki macicy? czy
                histopatologicznie byl to rak szyjki macicy? 14 cm w tak szybkim tempie?
                Moze to byl rak jajnika?, a wtedy cytologia przeciez dobra moze wychodzic.
                Guz 14 cm, to brzuch musial rosnac systematycznie.A bylo wodobrzusze?
                Akurat rak szyjki macicy tak genetycznie nie jest uwarunkowany wcale, tylko
                wiekszosc przypadkow powoduje HPV.
                Aby tak szybko guz mogl urosnąć, to potrzeba bardzo slabej odpornosci organizmu,
                co sie u normalnych ludzi raczej nie zdarza, chyba, ze po przeszczepach gdzie
                sie podaje leki immunosupresyjne, ale normalnie w 4 miesiace guz do 14 cm z
                niczego to raczej nie jest mozliwe.Wyczytalam o takim przypadku raz, ale to byl
                pacjent po przeszczepie nerki, na ktorej byly komorki rakowe od dawcy,
                oczywiscie lekarze to przeoczyli.Pacjent po przeszczepie nerki dostal leki
                immunosupersyjne aby organizm nie odrzucil nerki, te leki bardzo obnizaja
                odpornosc organizmu i wlasnie u tego pecjenta rozwinal sie guz nerki w bardzo
                szybkim tempie,ale to na skutek tych lekow immunosuperesyjnych.
                Normalnie 14 cm w 4 miesice to nie jest mozliwe, podejrzewam, ze nastapialo po
                prostu przezoczenie guza przez lekarzy, a potem nikt sie do tego nie chcial
                przyznac.
                • tiffi1 Re: historia mojej mamy i moja - smutna 12.04.06, 17:16
                  Niestety to byl rak szyjki macicy, po piwreszej operacji miala wyciete wszystki
                  "przydatki". Byc mzoe to bylo zle zrobione bardzo prawdopodobne, ale wlasne mnie
                  moja ginekolog powiedzial,ze to ejst mozliwe jesli cos jest genetyczne. Pamietm
                  ze wlasnie mojej mamie urosl sporo brzuch przez te meisiace to znaczy przez
                  ostanie 1,5 najbardziej.powiem szczerzre wnikac nie chcialam co do rozwoju guza.
                  A potem rak sie rozsial. lekarz tłumaczył, ze problem polega na tym,ze tak jakby
                  wziac kasze i rozsypac (kasze manne)wiec tego nie dlao sie tak porpostu wyciac.
                  Poza tym plynu duzo sie zgormadzilo i stad ta druga operacja i czyszczenie, ale
                  lekarz wtedy powiedzial,ze to ejst wlasnie jak aksza manna nierealne do
                  usuniecia chirurgicznie, wiec tylko chemia. Z reguly jest tak,ze po chemi robi
                  sie przerwe przynajmniej pol roku zeby organizm mogl sie zredukowac. Tak bylo za
                  1 razem, a potem apmietam mama brala non stop chemie, prosila o nia i dostawala
                  rozne (fakt ojciec troche pochdozil po elkarzach) i powiedzieli ze walczyc beda.
                  Wtedy zastanawialam sie nad jakimis cudownymi lekami (innymi) - jakeis deski
                  ratunku.pamietam jak moja mam sie zpayatla moze cos tam... wymeinila nazwe, on
                  usmeichnal sie i pwoiedzial,ze on by wolal kupic lek za 100zl i wyleczyc moja
                  mame niz ja meczyc chemia (jedna chemia 4000PLN).
                  czasem sam nie wiem co myslec, mzoe dalo sie cos zrobic.
                  Wnioskow z tych lat mam wiele: wlasnie o przyczny choroby stres i wieczny pesymizm.
                  Powinno sie takze inwestowac w oddzialy paliatywne. Bylyscie kiedys. 10 miejsc
                  na cale wojewodztwo,a przeciez kazdy powinien godnie umeirac, a tamtych lekarzy
                  pielegnairki an rekach nosic, ja naparwde nie wiedzialam zeby ktos lepiej sie
                  zajmowal.
                  Moje wnioski sa takie trzeba sie badac, wiec jak slysze ze np bezplatne badanai
                  sa od 30 roku zycia bo wtedy zaczyna sie grupa ryzyka to normalnie amm ochote
                  krzyczec by ci co wymyslaja takie glupoty psozli sobie na oddzial chemioterapii.
                  Wiecie jak pusto jest bez kogos kogo sie kocha ponad wszytko.......
                  Dodam jeszcze ze po smierci czesto mi sie snila, opowiadala jak tam jest i dawal
                  mi wskazowki - kiedy mi sie sni to jakos tak wszystko lepiej wyglada.
                  tesknie za nia
                  • liina Re: historia mojej mamy i moja - smutna 13.04.06, 09:28
                    I jeszcze jedno, ja mysle, ze chemia jesli nie jest trafiona, a nigdy nie ma
                    pewnosci co do trafienia, bo ja dala w ciemno, lekarz sam nam powiedzial, ze on
                    nie ma pojecia jak pacjent zareguje na chemie. Moze byc dwoch pacjentow z tym
                    samym rozpoananiem histopatologicznym, jednemu chemia cos pomoze, a drugiemu nic
                    i problem polega w tym "nic", bo jak nie pomoze ta chemia na raka, to tak
                    osłabia odpornosc organizmu, ze rak wtedy rosnie jak na drozdzach, wtedy juz w
                    ogole nie ma zadnych hamulcow, wiec to taki ryzyk fizyk, stad te guzy czasem po
                    chemii chyba rosna jeszcze szybciej, bo jak chemia nie pomoze, to zabije. Trudne
                    wybory...
                • jag28 Re: historia mojej mamy i moja - smutna 12.04.06, 17:18
                  Witam, Mama dzisiaj była operowana. Wycieli jej cała macice i wezły chłonne.
                  Wiec miała raka. Jak byłam u niej to spała, nie było juz lekarzy, rozmawiałam z
                  położna, która nie chciała mi wszystkiego mówic. Juz nic nie rozumiem.
                  Przypuszczam, ze Mama nas okłamała, że jest wszystko ok, bo nie chciała nas martwić.
                  Nie jestem gotowa na to wszystko, mam roczne dziecko, zaczełam prace od dwóch
                  mc, nie moge sie skupić na niczym. Jak ja mam to wszystko przejść i najgorsze to
                  to, ze jestem cholerna pesymistka !!!!
                  • ulaw2 Re: historia mojej mamy i moja - smutna 12.04.06, 19:01
                    Nie załamuj sie, ja tez jestem okropną pesymistką.I powiem ci jeszcze że to że
                    nie damy rady przez to wszystko przejść to tylko takie nasze odczucie ale siły
                    mamy duzo.Widzą to zwłaszcza ci co na nas patrzą.Będzie też patrzeć twoja mama
                    a dla niej zrobisz wszystko i pokażesz jaka jesteś silna.I dodasz jej tym sił
                    do walki.
                    Słuchajcie chyba coś w tym jest że ten rak szyjki macicy tak szybko
                    rośnie.Znacie historie mojej mamy,kiedy pojawiły sie pierwsze objawy to
                    cytologia była dobra,na usg nic nie stwierdzono i tak ją leczono nie wiadomo na
                    co przez 4 miesiące a kiedy na onkologii pobrano wycinki to było to juz bardzo
                    zaawansowane.Tylko do leczenia paliatywnego.Więc może faktycznie tak szybko
                    rośnie?
                    Dziwi mnie natomiast fakt że kogoś tak szpikowali chemią a dlaczego nie
                    radioterapia przecież jest skuteczniejsza w raku szyjki macicy?
                    • ulaw2 Re: historia mojej mamy i moja - smutna 12.04.06, 20:48
                      Aż nie chce mi się wierzyć ,ze, historia tiffi dotyczy raka szyjki macicy bo
                      zarówno objawy jak i zastosowane leczenie wskazują ewidentnie na raka
                      jajnika.Jak myślicie?
                    • tolka3 Re: historia mojej mamy i moja - smutna 13.04.06, 08:48
                      U mojej mamy po pierwszym leczeniu nie było nic, czysto, radioterapia i chemia
                      zniszczyły go ponoć zupełnie. Potem, gdy rozpoznano nawrót, czyli we wrześniu
                      (wtedy był tomograf) guz miał ok 5cmx4cm. Następnie leczenie poliatywne chemią
                      i w lutym kolejny tomograf: guz 9 cm (czyli mimo chemioterapii urósł
                      przeraźliwie jak dla mnie, przez 5 m-cy).
                      • majka995 Re: historia mojej mamy i moja - smutna 17.04.06, 17:11
                        Witam
                        Co prawda nie dotyczy mnie narazie wasz problem ale ostatnio lezałam na
                        ginekologi operacyjnej w Wawie przy ul.Karowej z powodu torbieli gruczołu
                        bartholina i spotkałam wiele kobiet z takikmi problemami jak wasze. Chcciałam
                        wam polecic szpital na Karowej, super warunki i podejście do pacjętek. Tam też
                        jest onkologia jesli chodzi o sprawy kobiece. Gorąco polecam wam
                        prof.Smolarczyka, cudowny lekarz, jest ordynatorem ginekologi operacyjnej.
                        Pozdrawiam
                    • liina Do Tiffi 13.04.06, 08:53
                      Napisz po łacinie jakie było rozpoznanie histopatologiczne, bo objawy jakie
                      opisujesz , to typowe objawy raka jajnika.
                    • liina DO Ulaw. 13.04.06, 09:22
                      Ula, a napisz po lacienie rozpoznanie histopatologiczne raka Twojej mamy.
                      Zwroc uwage czy rozpoznanie jest takie samo po kazdym pobraniu wycinkow.
                  • b_a_l_b_i_n_k_a Re: historia mojej mamy i moja - smutna-do Jag28 13.04.06, 09:45
                    Jag dopiero po badaniach his-pat będzie wiadomo, co i jak. Myslę, że mimo
                    wszystko optymistyczne jest że mamę operowano, bo w zaawansowanych stadiach r.
                    szyjki operacji się nie robi.
                    Kiedy moja mama zachorowała byłam na stypendium zagranicą, z którego ze względu
                    na konieczność zwrotu pieniędzy nie mogłam zrezygnować i przyjechać, by byc z
                    mamą. Tez czułam że chroba nie mogła przyjść w gorszym momencie.Z drugiej
                    strony nigdy nie ma dobrego momentu. To przychodzi nagle niespodziewanie i
                    trzeba się z tym zmierzyć.
                    Ściskam Ciebie i Twoją siostrę mocno. Czy Mama wraca na Święta do domu?
                    • tiffi1 Re: historia mojej mamy i moja 13.04.06, 12:15
                      Ok sporbuje wszystko po kolei. Kiedy bylam u swojej ginekolog to opwoiadajac jej
                      o tymw szytskim mowila,ze to rak szyjki macicy, tak tez bylo jak prz6nisolam
                      rozpoznanie. Co do tego ze rak szybko rosl, u mojej mamie po operacji zaden guz
                      nie rosl, on sie rozsiewal tak jak psialam kasza manna, lekarz mowil ze to sa
                      kropki wielkosci łepka od szpilki, ze tego neid a sie usunac hirurgicznie,
                      potwme byl w calej jamie brzusznej rozsiany jak kasza manna. U mojej mamy nie
                      podjeto radioterapii bo odrazu dostala mocna chemie i po tej chemii pomoglo tak
                      jak psialam pol roku spokoju, pol roku nadziei,a potem dostawala rozne chemie,a
                      amarkery spadaly to rosly spadaly to rosly, najpeirw wahaly sie w granciach
                      200, potem okolo 500, pamietam keidy lekarz poakzal mojemu ojcu to byly 1500
                      (nie pokazalismy mamie), ale ona czula, mowila, ze czuje jak ja rak zżera od
                      środka-tak mowila.
                      Co do soob ktore czekaja na diagnoze swoich mam, najlpesze co mzoecie zrobic to
                      byc z nimi rozmawiac, zeby pozniej nie zalowac ze czego sie nie powiedziala, a
                      momentow na przyjscie choroby nei ma dobrych.
                      bardzo trudno mi sie o tym wszystkim pisze, bo jest to bardzo swieze. ja powiem
                      tak stan osoby chorem mzoan pzonac po markerach jak rosna i do jakich liczb
                      siegaja, oraz po stosowanych terapiach wszelkie naswietlania u mojej mamy byly
                      za slabe, czestos tosuje sie je u osob ktore maja np problemyz z sercem watroba
                      itp. bo takie ososby nie moga zawsze przyjmowac chemii,a moja mama miala mocny
                      organizm, dlatego faszerowli aj ta chemia, ale wlasnie takei elczeni to byla
                      jedyna szansa. U mojej mamy stwierdzili ognisko rakowe w kilku meijscach tzn.
                      tak jak psialam na przydatkach ktore zostaly wyciete,a potem to wszystko w
                      jamie brzucha w tym plynie i nie tylko.
                      ciezko wspominac to wszystko. zblizaja sie swieta poswieccie swoim najblizszym
                      jak anjwiecaj czasu,a ja pojde na cmenatarz.
    • liina Re: rak szyjki macicy! 13.04.06, 09:57
      Poczytajcie link:
      www.oncology.pl/pokaz.php?artykul=32&dzial=3
      "Stwierdzana w badaniach cytologicznych dysplazja, nieleczona może w czasie od
      trzech do kilkudziesięciu nawet lat (według różnych danych) przekształcić się w
      raka inwazyjnego."

      3 lata!, jesli jest stwierdzona dysplazja!
      Wiec ja mysle, ze prawdopodobnie w przypadku Ulaw i Tiffi było prawdopodobnie
      zle zrobione badanie cytologiczne,wpisano falszywy wynik chyba albo to nie byl
      rak szyjki macicy.
      U mojej mamy rozwijalo sie to lata. Kilka lat przed prawdziwym juz rozpoznaniem
      miala problemy z jelitami,nadmierna ilosc gazow, wzdecia, ucisk na pecherz ,
      czest siusianie itd.Trwalo to ok. 7-miu lat, zanim brzuch zaczal sie wyraznie
      powiekszac i zaczelo sie robic juz wodobrzusze, a wtedy jeszcze wszyscy lekarze
      twierdzili, ze wszytko jest ok...Wiec to wszytko trwa generalnie lata, chyba, ze
      ktos dostaje leki immunosupresyjne albo chemie..., ktora nie zabiaja raka,bo
      akurat ten rak nie jest na nia wrazliwy, tylko oslabia organizm i wtedy rak sie
      mnozy jak opetany.
      Moja mama miala guzy wielkosci pomaranczy w dniu rozpoania na USG, a na USG
      robionym 2 tygodnie wczesniej było wszytko ok., wiec wynikaloby z tego, ze tak
      duze guzy urosly w dwa tygodnie...Jedna wielka bzdura przeciez!, tak samo w
      przypadku Ulaw i Tiffi mysle. To było przeoczenie lekarzy, a nawet jesli to
      wiedzieli juz potem, to sie nie przynali i wciskaja kity, ze guz moze ursonac do
      14 cm w 4 miesiace jak jest genetycznie ktos obciazony.A pytanie czy jest? A
      chorowal ktos w waszych rodzinach na raka wczesniej? Poza tym rak szyjki macicy
      z tego co wiem , to w ponad 90-ciu % przypadkow jest spowodowany HPV, a nie
      obciazeniem genetycznym.
      Poza tym na zachorowanie z tytulu obciazenia gentycznego wskazuje mlody wiek
      zachorowania, jesli ktos ma lat 20 i choruje na raka jajnika, to jest
      prawdopodbnie obciazony genetycznie. Z wiekiem szansa na zachorowanie rosnie i
      powyzej 50-tego roku zycia jest juz duzo wieksza.
      Pozdrawiam wszystkich ciepło.

      • tiffi1 Re: rak szyjki macicy! 13.04.06, 12:24
        Bardzo mozliwe ze to byla papranina lekarzy, moaj mama byla na cytologii u
        innego,a potem leczyla sie zupelnie gdzies indziej
        ilka lat przed prawdziwym juz rozpoznaniem
        > miala problemy z jelitami,nadmierna ilosc gazow, wzdecia, ucisk na pecherz ,
        > czest siusianie itd.
        u mojej mamy bylo tak samo tylko,ze to bylo glownie w okresie przed tym jak
        trafila do spzitala i potwem perzez trzy lata kiedy choroala. pewnie wczesniej
        tez w jakims stopniu,zgadzam sie.
        ja napsialam to co pwoiedziala mi moja ginekolog keidy zanioslam wyniki ammy
        rozpoznania itp. powiedzialam ze lekarz zle to sprawdzil bo niemozliwe zeby taki
        guz urusl w tak krotkim czasie, a ona mi powiedziala,ze mozliwe,z e to rzadzi
        genetyka. Wiec to tylko cyctat z tego co powiedziala moja lekarka-nie wiem czy
        prawdziwy. zapytala tez czy amm rodzenstwo powiedzialam ze brata a ona
        powiedziala ze brat pwoinien sie przebadac koneicznie.Rodzice mojej mamy zyja
        nadal i ciesza sie dobrym zdrowiem a sa juz grubo po 80-tce,a coz pradziadkami,
        ktorz wie na co umarli (dawniej nie znano wielu chorob)
        • liina Re: rak szyjki macicy! 13.04.06, 13:14
          A jaki marker Twojej mamie robili? CA 125?
          • tiffi1 Re: rak szyjki macicy! 13.04.06, 15:42
            niestety nie wiem jaki
            • ulaw2 Re: rak szyjki macicy! 13.04.06, 17:51
              Rozpoznanie mojej mamy:
              Ca colli uteri gradus tretius.
              Wynik badania histopat:Carcinoma planoepitheliale.

              No właśnie, pierwszy raz słyszę o istnieniu markera raka szyjki macicy.
              Myślę że, u mamy tiffi albo pierwotny rak szyjki macicy zrobił przerzut na
              jajnik i stad ten rozsiew na całą jamę brzuszną (wtedy ma sens robienie
              markerów)albo to był rak jajnika który przerzucił się na szyjkę macicy, bo o
              takim przypadku słyszałam kiedy był już późno rozpoznany w fazie rozsiewu.
              Z tego co wiem to rak szyjki macicy daje objawy typu:obfite upławy,krwawienia,
              bóle krzyża i wtedy jest już stan zaawansowany.Tak było przynajmniej u mojej
              mamy i tak podaje literatura.Poza tym specyfika tego raka jest taka że szerzy
              się on przez naciekanie okolicznych narządów i to jest podstawą do określenia
              stopnia zaawansowania.Przerzuty odległe to ostatni IV stopień.
              • b_a_l_b_i_n_k_a Re: rak szyjki macicy! 13.04.06, 20:18
                Ula, moja mama też z rakiem szyjki miała i ma robiony marker SCC. To marker
                raka płaskonabłonkowego. Co do zasadności jego mierzenia zdania lekarzy są
                podzielone ale my tak na wszelki wypadek go robimy.
                • liina Do Tiffi raz jeszcze. 14.04.06, 10:13
                  Tiffi, a nie macie dokumentacji choroby mamy? Tam powinien byc ten marker.
                  Marker , o ktorym pisze balbinka, to marker taki bardzo ogolnikowy, nie tylko
                  dla raka szyjki macicy, ale dla wielu innych rakow typu raka płaskonabłonkowego.

                  Jezli pierwotnie jest rak jajnika, to sie bada marker CA 125, ale potem jak sie
                  juz jajniki wytnie i sa przerzuty na jelita czy w inne miejsca, to tez sie bada
                  CA 125, a nie marker np. na jelita, gdyz to jest wciaz ten sam typ raka- czyli
                  rak jajnika dalej, a nie rak jelita, mimo, ze jest przerzut na jelita.

                  Tiffi, a moze pamietasz norme tego markera? , bo piszesz, ze mama miala raz 200,
                  potem 500, a potem juz nawet 1500...To typowe tempo wzrostu markera raka jajnika
                  oraz to rozsaianie jak "manna", to tez typowe dla raka jajnika.
                  Czy mama miała szybko lub w ogole przerzuty na kosci? mozg? watrobe?


                  • tiffi1 Re: Do Tiffi raz jeszcze. 21.04.06, 16:42
                    Witajcie,
                    przepraszam ze dopiero teraz ale mailam zawalenie pilnymi projektami.
                    Co do tego czy to pozniej nei byl przerzut na jajniki to nei wiem prawdopodobne
                    bo miala wszytsko wyciete. Moja mam nie miala przerzutow na ksci, ani watrobe,
                    ani pluca, ani mozg. wlasnie o to chdozilo, ze to dziadostwo wykanczalo ja od
                    srodka, jama brzuszna, nie przerzucalo sie i dlatego mzoe pdoawlai jej do konca
                    chemie. najgorsze bylo to,ze prawdopdobnie mogla by dlzuej zyc, ale mila pozniej
                    problemy z zalatwianiem sie, potem nei dalo rade juz przyjmowac pokarmy,
                    wymiotowala nawet po wypitej wodzie.
                    Pamietam jak kiedys pwoiedzial " slysze jak rak mnei zzera od srodka" smutne
                    • liina Re: Do Tiffi raz jeszcze. 21.04.06, 23:16
                      Hej Tiffi!

                      Coraz bardziej jestem pewna, ze to nie byl rak szyjki macicy, tylko rak jajnika,
                      ktory wlasnie to do siebie ma, ze bardzo rzadko daje przerzuty dalej, tylko
                      zjada powoli jelita.
                      Moja mama takze do konca nie miala przerzutow na mozg, na kosci, watroba i
                      płuca byly czyste. Zaciskalo jelita tylko.
                      To typowe dla raka jajnika.

                      Pamietasz moze norme tego markera?
                      • tiffi1 Re: Do Tiffi raz jeszcze. 24.04.06, 12:52
                        Obeicuje ze wszytsko sprawdze i napisze Ci wtedy bedziesz mogla powiedziec mi
                        jaki to rodzaj raka. wiesz ja troche to wszytsko oddalilam od isbie. niedlugo
                        minei dwa lata i dopiero teraz zastanawiam sie and tymwszystrkim, wczesniej
                        namawialam kolezanki znajome na badania cytologia itp; neistety nie mam wielu
                        dokumentow, bo moj ojciec wiekszosc spalil, nei chcial by wpadlow czyjes rece,a
                        byl tego worek.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka